piątek, 1 maja 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 3

 - Kochanie, wstawaj - Rozchodził się głos mojej matki jak echo po całej mojej głowie. Otworzyłam niechętnie oczy czując jak zaraz pęknie mi łeb. Miałam kaca. Wielkiego, morderczego kaca.
- Która godzina? - Spytałam.
- Po jedenastej. Muszę jechać do pracy ponieważ dzwonił mój szef. Śniadanie czeka w kuchni.
- Gdzie tata?
- Ma jakieś ważne spotkanie. Wrócę o siedemnastej, dobrze?
- Tak - Uśmiechnęłam się a ona złożyła lekki, czuły pocałunek na moim czole. Potem wyszła pozostawiając mnie samą w łóżku. Kiedy tak sobie leżałam i próbowałam przypomnieć cokolwiek z wczoraj, zaczął dzwonić mój telefon.
- Co jest? - Spytałam od razu widząc kto dzwoni.
- Ross?!
- A kto inny? - Spytałam ironicznie - Przez Ciebie pęka mi głowa..
- Matko! Jak dobrze, że nic Ci nie jest.. Tak się martwiłam..
- Co? Dlaczego? Coś się stało?
- W nocy był napad na bank.. doszło do strzelaniny.. Bałam się, że mogło Ci się coś stać...
- Co powiedziałaś? - Strzelanina. Napad na bank. Jezus.
- Ross? Wszystko w porządku?
- Wiesz co? Zadzwonię potem.. Muszę coś zrobić..
- Ale.. - Nie dokończyła ponieważ jej na to nie pozwoliłam. Rozłączyłam się kiedy tylko wypowiedziała jedno słowo. Przełknęłam głośno ślinę. O rzesz kurwa mać.
- Ja pierdole.. - Wyszeptałam zamierając w duchu. Więc to wszystko wydarzyło się naprawdę. Do oczu naleciały mi łzy. Sięgnęłam po laptopa leżącego na szafce i szybko go odpaliłam. Palce drżały mi jak opętane z każdym kliknięciem jakiegokolwiek klawisza. Weszłam na Google a następnie w najnowsze wiadomości. Chwilę poczekałam myśląc o tym czy na pewno chcę to zrobić, ale kurde, tak. Muszę, powinnam! Kliknęłam przycisk.

,, DZIŚ W NOCY DOSZŁO DO STRZELANINY W NEW STREATS. NAPAD NA BANK. RANNI SĄ NIE TYLKO FUNKCJONARIUSZE, ALE TEZ KILKU MIESZAŃCÓW MIASTA. NAJCIĘŻSZĄ POSZKODOWANĄ OSOBĄ JEST MIEJSKI POLICJANT ZBYSZEK OLZO..... ''

Zakryłam twarz dłonią. Co mam teraz zrobić? Powinnam iść na policje, zgłosić to... Nikt nie wie kim byli napastnicy, ale ja doskonale o tym wiem. Znam nawet tych chłopaków ze szkoły. Miałam z nimi do czynienia i więcej razy nie chcę mieć. Najgorsze jest to, że on mnie widział. Wie, że ja wiem i nie daruje mi tego. Już jestem trupem..
Myślałam przez cały dzień nad rozwiązaniem tych spraw, ale nic do głowy mądrego mi nie przychodziło. Nawet zastanawiałam się nad zmianą szkoły, ale to też na nic. I tak by mnie znalazł jakby chciał. Dochodziła 14:00. Błąkałam się po domu w tą i z powrotem nie mogąc nawet na chwilę ustać w wolnym miejscu. Znów zadzwonił mój telefon. Spojrzałam kim był nadawca, ale ku mojemu zdziwieniu, numer był zastrzeżony. Dziwne.
- Tak? - Odebrałam drżącym głosem - Halo? - Powtórzyłam, gdy nikt mi nie odpowiadał. Kiedy w dalszym ciągu była cisza, rozłączyłam się. Jednak telefon dzwonił jeszcze kilka razy - Czego?! - Za szóstym razem nie wytrzymałam i wybuchnęłam wkurzona.
- Przepraszam, że dzwonię...
- Michał? - Nawet nie spojrzałam na nadawcę tym razem. Co za idiotka! - Nic się nie stało. Po prostu ktoś sobie robi ze mnie jaja i dzwoni co chwila..
- Jasne.. Masz czas?
- Czemu pytasz? - Zdziwiłam się zapominając o wszystkich problemach.
- Chciałem się spotkać i wyjaśnić wszystko co się zdarzyło wieczorem...
- Ach tak? - Moją głowę zalała fala wspomnień. Całowaliśmy się, tańczyliśmy, całowaliśmy, przytulaliśmy. A tak.. i całowaliśmy - Jeżeli chcesz to możesz do mnie wpaść.. Nikogo nie ma..
- Na pewno? Nie wolisz wyjść gdzieś na miasto?
- Niezbyt dobrze się czuję - W sumie mówiłam prawdę. Nie chciałam także ryzykować tego, że mogę wpaść na osobę, którą raczej teraz wolałam unikać. Teraz i już na zawsze!
- Dobra. Zaraz będę - Rzekł i się rozłączył. Rzuciłam telefon na łóżko i kiedy ruszyłam krok do przodu w stronę kuchni, aby przyszykować dwie rozpuszczalne kawy, urządzenie zaczęło ponownie dzwonić. Co do cholery jasnej?! Znów numer prywatny. Przełknęłam głośno ślinę, ale odebrałam.
- To nie jest śmieszne!..
- Zamknij się i posłuchaj - Wtrącił mi męski głos. Nie bardzo wiedziałam czy to on. Spanikowałam. Sparaliżowało mnie od stóp do samej góry mojego ciała. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa - Wiem doskonale gdzie mieszasz. Wiem o Tobie wszystko co warto wiedzieć. Chyba nie chciałabyś, aby komuś z Twojej rodziny stała się krzywda, prawda? A może Twoim przyjaciołom?
- Czego.. Czego chcesz? - Wydyszałam dławiąc się własnym powietrzem. Spociłam się jak świnia.
- Nie waż się nikomu powiedzieć o tym co wczoraj widziałaś. Jeżeli tak się stanie, nie będziesz mieć szczęśliwego życia szmato. Rozumiesz?
- Nikomu nie powiem....
- Oby. I jeszcze jedno..
- Czego.. ode mnie.. chcesz?..
- Uważaj na dworze. Nic nigdy nie wiadomo kogo można spotkać idąc gdziekolwiek. I pozdrów kolegę.  Niech także na siebie uważa.
- Co...?
- Nasza przygoda dopiero się zaczyna. Nie chciałbym być od teraz w Twojej skórze - Warknął. Usłyszałam zakończenie połączenia, kiedy do drzwi zaczął ktoś pukać. Pobiegłam w tamtą stronę ostrożnie spoglądając kto jest na zewnątrz. Michał. Wpuściłam go do środka i mocno się do niego wtuliłam. Skąd do cholery ten psychopata wiedział, że Michał u mnie jest?! O matko.. Śledził mnie..?
- Ross. Spójrz na mnie - Zrobiłam to. Był zmartwiony moim zachowaniem - Co się dzieje?
- Nic.. - Skłamałam - Jak to możliwe, że tak szybko się tu znalazłeś..? Przecież kilka minut temu rozmawialiśmy...
- Byłem już pod Twoim domem - Wzruszył ramionami - Myślałem, że będziesz chciała gdzieś wyjść. Myliłem się.
- Przepraszam. Naprawdę.
- Nic się nie stało. I cieszę się, że z Tobą także wszystko w porządku. Słyszałaś co się stało w nocy? Dzięki Bogu Ty jesteś bezpieczna - Uśmiechnął się czule i musnął dłonią mój prawy policzek. Tak. Bezpieczna. Nie byłabym tego wcale taka pewna.
- Więc o czym chciałeś rozmawiać? - Szybko zmieniłam temat zagłębiając się w środku mieszkania.
- Najpierw to chcę Cię przeprosić za głupoty jakie wygadywałem. Nie wiem co mi się stało...
- Daj spokój - Wtrąciłam. Trochę posmutniałam słysząc, że to były głupoty, ale czego mogłam się spodziewać? Był pijany. Bredził głupoty.
- Nie skończyłem jeszcze. Mało pamiętam z tego co się ogólnie wydarzyło, ale jedno Twoje zdanie utkwiło mi w głowie - Podszedł do mnie a ja zostałam zmuszona, aby spojrzeć mu prosto w te jego najwspanialsze oczy - Podobam Ci się?- Na początku milczałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Tak? Nie? Nie wiem? Może? Na pewno?
- Tak.. - Wyszeptałam wreszcie. Chciałam spuścić wzrok na podłogę, jednak mi na to nie pozwolił. Chwycił moją twarz w swoje dłonie a nasze usta złączył w jedność. Pocałował mnie! Wszystko inne przestało istnieć. Teraz liczyła się tylko ta chwila. Ja i on. Nic więcej.
- Ty mi też Ross. Od bardzo dawna - Wymruczał mi wprost do ucha.
- Czy to znaczy...
- Zostaniesz moją dziewczyną? - Wtrącił mi stanowczym głosem. Chwila, co?
- Że co? - Myślałam, że śnie. To niemożliwe.
- Czyli tak? - Uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Tak? Oczywiście, że tak! - Rzuciłam się w jego objęcia jak wariatka i tym razem to ja zaczęłam całować jego. Było niesamowicie. Tego potrzebowałam. Jego. Był jedną z tych osób, które zawsze poprawią mi humor. Tak bardzo cieszyłam się, że go mam i jeszcze na dodatek stał się moim chłopakiem. Najlepszy chłopak ze szkoły jest ze mną! Jest tylko mój!
Spędziliśmy ze sobą prawie cały dzień. Przed wyjściem spytał mnie ostatni raz czy chcę pójść z nim do jego mieszania, ale odmówiłam. Nie mogłam.
- Więc do jutra myszko - Złożył mi delikatny pocałunek w prawy policzek, przytulił mnie i odszedł. Wciąż nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Dochodziła 17 a mamy nie było. Dziwne. Leżałam teraz w swoim łóżku próbując zasnąć. Kiedy tylko Michał wyszedł a emocje opadły, wspomnienia z wczorajszego wieczoru wróciły. Dopiero teraz dotarła do mnie powaga tej całej sytuacji. Na dodatek ten telefon. Dylan mi groził. A ja nic nie mogłam zrobić. Wpadłam w niezłe gówno......

Resztę wieczoru spędziłam w pokoju. Nie miałam ochoty z nikim wychodzić. Mama wróciła niedawno a taty wciąż nie było. Kolację zjadłyśmy we dwójkę, potem ja udałam się do swojego pokoju, odrobiłam lekcje, wzięłam prysznic i znów leżę w łóżku. Ciągle martwiłam się o tego policjanta.
Usłyszałam dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran. Dzwoniła Paulina, ale nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Za bardzo źle się czułam i wiedziałam, że od razu połapałaby iż coś się stało a tego chciałam jak na razie uniknąć, dlatego odpaliłam laptopa a zaraz potem weszłam na facebook'a. Moja przyjaciółka była dostępna tak jak przypuszczałam. Wysłałam jej krótką wiadomość informującą, że jestem bardzo zajęta. Zrozumiała. Kiedy tak sobie surfowałam po internecie, moim oczom ukazał się jakiś filmik, w którym był oznaczony Dylan Cooper i jego paczka. Zaciekawiona nagraniem, odpaliłam je. Bójka. Tak jak przypuszczałam. Głównym bohaterem był nie kto inny jak szatyn, który nieźle pobił przeciwnika. Wszystko zaczęło się od tego, że tamten oparł się o samochód Dylana. Potem zaczął wyzywać chłopaka a na koniec dostał wpierdol i to bardzo porządny. Trzysta dwadzieścia dziewięć lajków pod tym postem. Sto komentarzy, gdzie wszyscy piszą, że Dylan jest super. Prawdopodobnie chcą się tylko i wyłącznie podlizać. Innego wyjścia nie widzę.
Bardzo zmęczona zasnęłam nawet nie reagując na to, że dzwoni Michał. Nie miałam sił. Ten dzień jak i poprzedni, był bardzo wyczerpujący.
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie. Przyszykowałam śniadanie, zaparzyłam kawę i zawołałam rodziców na śniadanie. Ucieszyli się tą miłą niespodzianką z mojej strony.
- Co kombinujesz? - Spytał ojciec lekko się uśmiechając - Miła Ty to nic dobrego - Zaśmiał się.
- Mogę dziś nie iść do szkoły? - Modliłam się w duchu, aby odpowiedź padła pozytywna. Niestety mogłam tylko o tym pomarzyć.
- Wybacz kochanie - Wtrąciła mama - Ale to niemożliwe.
- No, ale proszę... Źle się czuję i w ogóle...
- Nie kłam - Spiorunowałam ją wzrokiem na co odpowiedziała mi tym samym.
- Dobra - Burknęłam pod nosem i odeszłam od stołu udając się wprost do swojego pokoju. Przyszykowałam się, spakowałam, wyprostowałam włosy, nałożyłam makijaż i opuściłam dom wsiadając do pojazdu przyjaciółki, która od kilku minut na mnie czekała.
- To prawda?! - Krzyknęła na mnie bez żadnego przywitania.
- Ale co? - Zdziwiłam się jej zachowaniem.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że Ty i Michał to para?! No wiesz co!
- Skąd Ty...
- Wygadał się - Wzruszyła wkurzona ramionami - Nie wierzę, że to przede mną ukrywałaś.
- Nie ukrywałam. Po prostu stało się to wczoraj i nie miałam czasu, aby Cię poinformować. Dziś zamierzałam to zrobić.
- Jasne - Parsknęła - Wybaczę Ci to, ale żeby mi to było ostatni raz! Następnym razem mam się dowiadywać pierwsza o takich rzeczach i to od Ciebie!
- To ktoś więcej o tym jeszcze wie?
- Oczywiście. Cała szkoła. A teraz opowiadaj! Jak to się stało?..
- Muszę? - Kiedy kiwnęła głową, zabrałam się do opowiadania całej tej sytuacji z wczoraj. Była zachwycona tym co usłyszała. Wreszcie dojechałyśmy do szkoły. Dziś mój chłopak nie jechał z nami ponieważ naprawił swoje cacko i to właśnie nim zjawił się w budzie. Stał oparty o drzewo razem z kolegami i kiedy tylko mnie zobaczył, machnął ręką w naszą stronę i od razu do mnie podszedł.
- Witaj księżniczko - Na jego twarzy pojawił się uśmiech a nasze usta złączyły się w jedno.
- Proszę Was.. - Prychnęła Paulina - Widząc Was w takim stanie, chce mi się rzygać.
- Też się Cieszę, że Cię widzę wiedźmo - Puścił oczko w jej stronę nie puszczając przy tym mojej dłoni. Szliśmy teraz wolnym krokiem do środka budynku, kiedy ujrzałam po drugiej stronie muru szatyna, ubranego na czarno w trampkach za kostkę. Stał z Alanem oparty o ścianę i palił papierosa. Jakby był to ktoś inny, to od razu dostałby naganę, wezwanie rodziców czy nawet wyrzucenie ze szkoły za tak karygodne zachowanie, ale oni? Mogli robić sobie co chcieli. Już chciałam obrócić twarz, kiedy spojrzał właśnie w ostatniej chwili na mnie. Nasz wzrok się napotkał, włosy na rękach stanęły mi dęba a serce przyśpieszyło. Szatyn nie wyrażał żadnych emocji. Nie wiedziałam czy jest zły, wesoły, szczęśliwy czy ma chęć komuś przyjebać, kogoś zamordować. Wyciągnął tylko rękę w stronę ust, pociągnął za papierosa i wolniutko wypuścił powietrze z płuc. Czułam jak zaraz eksploduję. Kiedy tak spojrzałam mu w oczy, przypomniałam sobie jego spojrzenie w dniu napadu na bank. Wpadłam w panikę.
- Ross.. Ross, wszystko gra? - Spojrzałam tym razem na przyjaciółkę. Wpatrywała się we mnie zmartwiona moim zachowanie.
- Tak.. Jest.. okej.. - Ostatni raz zerknęłam na szatyna, który teraz nawet się na mnie nie patrzył. W co on pogrywa?!
- Idziemy? - Ponaglił mnie Michał.
- Jasne.. - Wymamrotałam i szybkim krokiem ruszyłam naprzód.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz