niedziela, 27 września 2015

Rozdział 7

,, I am not a fucker ''

- Kurwa mać... - Wstałam przed dziewiątą, ponieważ obudziły mnie hałasy dochodzące zza ściany. Co jest grane? Otworzyłam oczy a światło padające zza szyb do pomieszczenia, raziło moje ciemne tęczówki. Niechętnie wygramoliłam się z cieplutkiej kołderki, która służy mi od zawsze i wciskając swoje stopy w czarne kapcie, opatuliłam się kocem i otworzyłam leciutko drzwi. Na zewnątrz nie było nikogo. Poirytowana jakimiś gierkami, wróciłam do łóżka gdzie ponownie zamknęłam oczy. Niestety nie udało mi się zasnąć. Widocznie wskazane było mi wstać i przeżyć kolejny dzień boży. Do tego głośna muzyka, która dudniła z pokoju mojego sąsiada. Czy ludziom mieszkającym w tym hotelu, nie przeszkadzał jego głośny tryb życia?!
- Głupek... - Burknęłam pod nosem. Strasznie bolała mnie głowa i doszły do tego mdłości. Kurde, znowu? Zaparzyłam sobie cieplutką kawę z myślą, że postawi mnie na nogi, niestety to nie jakaś tania kreskówka, w której wszystko świetnie się układa. Wręcz przeciwnie. Było coraz gorzej. Miałam wrażenie jakby coś ciężkiego właśnie uderzyło w moją głowę.
Podchodząc do małej, drewnianej półeczki, wzięłam do ręki swój telefon, który świecił od nadmiaru wiadomości jakie ktoś mi wysłał. Mimo tego, że już nie spałam, wciąż byłam tylko w pół przytomna. Paula poinformowała mnie, abym jak najszybciej weszła na Skype, gdyż ma dla mnie jakąś ważną niespodziankę. Tak też zrobiłam. Po pięciu minutach zalogowałam się na swoje konto a kiedy dostrzegłam, że moja przyjaciółka jest dostępna, nacisnęłam na jej zdjęcie profilowe i wykonałam krótkie połączenie. Odebrała za drugim razem.
- Nareszcie! - Wrzasnęła radośnie - Co tak długo?! - Dziewczyna siedziała na wielkim czarnym fotelu w białej koszuli i krótkich, szarych spodenkach. Włosy miała związane w koka a brak makijażu działał na nią naprawdę rewelacyjnie. Od zawsze uważałam, że Paulina to piękna kobieta i nie musi się malować by podkreślić jaka jest seksowna. Natomiast ja zapewne wyglądałam jak czarownica. Nie uczesana, nie umalowana i w piżamie.
- Dopiero wstałam! - Fucknęłam na co parsknęła gromkim śmiechem. Przewróciłam oczami nie wierząc w jej dobry humor. Jak ktoś normalny może się tyle śmiać zaraz po przebudzeniu? Może ona coś paliła? Uśmiech nie schodził z jej twarzy a usta co chwila wykrzywiały się w dziwny grymas. Dobrze, że chociaż jedna z nas jest szczęśliwa - Wszystko w porządku? - Spytałam mrużąc oczy. Jeżeli Diuk jej czegoś dosypał do porannej kawy to uduszę go gołymi rękoma.
- Ja... Tak! Boże, Ross! Jestem taka szczęśliwa!
- To super, ale dlaczego? - Uśmiechnęłam się lekko - Czy Twój kochany chłopak ma z tym coś wspólnego? A może wiesz już co będziesz miała?! Chłopak czy dziewczynka?! - Zawtórowałam.
- Nie uwierzysz... - Wyciągnęła rękę przed kamerkę ukazując mi tym samym swoje długie paluchy. Na jednym z nich widniał mały, srebrny pierścionek z pięknym kryształkiem. Z początku nie bardzo rozumiałam o co jej chodzi, ale w końcu nadszedł taki czas, że mnie olśniło a żeby nie wpaść w osłupienie, zakryłam usta dłonią i wzięłam parę głębszych oddechów. Sieta faka.
- Nie wierzę.... - Szepnęłam - Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową i wtedy nie wytrzymałam. Wybuchnęłam jak wariatka, ciesząc się ze szczęścia mojej przyjaciółki - Ale kiedy?! Jak?! Kurwa, dlaczego mnie tam nie ma?!
- Wczoraj w nocy.. Zaprosił mnie na kolację i tak jakoś wyszło... Najpierw był poczęstunek, kwiaty a potem ni stąd ni zowąd wyciągnął małe pudełeczko i w nim... No to już wiesz!
- To takie niesamowite! - Klasnęłam dłońmi. Ta wiadomość sprawi, że ten dzień nie będzie taki do dupy. Chciałam poprawić pozycję w jakiej siedziałam, kiedy usłyszałam pukanie do swoich drzwi.
- Kto to? - Zdziwiła się przyjaciółka. Posłałam jej dziwne spojrzenie, że sama bym chciała wiedzieć i nawet nie musiałam wstawać bo do sypialni wparował Alan ubrany w dresy i czarną bluzę. Włosy miał jak zawsze w nieładzie, co było u niego plusem. Wyglądał na zadowolonego. Przynajmniej ja takie odniosłam wrażenie. Zmierzył mnie od stóp wzwyż a jego wzrok utkwił na mojej twarzy. W jego obecności czułam się jakoś tak dziwnie. Czasem mam wrażenie, że mnie lubi a później udowadnia mi, że się mylę. Ehh..
- Cześć - Powiedział - Przeszkadzam? - Zamrugałam kilkakrotnie oczyma nie wierząc w to co słyszę. Pierwszy raz w życiu zapytał się mnie czy mi przeszkadza. Pierwszy raz! Paula również była zdziwiona jego miłym zachowaniem. Miała minę mówiącą, że coś jest nie tak i, że mam się trzymać na baczność.
- Tak, przeszkadzasz! - Warknęła niespodziewanie. Nawet jej agresywny ton głosu nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak grzecznościowy gest Alana.
- Ciebie się rudzielcu nie pytałem.
- Czego chcesz? - Spytałam przerywając tym samym ich kłótnie.
- Mamy gościa, zapomniałaś? - Zmrużyłam oczy i lekko przymknęłam powieki. Gościa?
- Gościa..? - Kiwnął posłusznie głową. Cholera. Faktycznie! Przecież Sebastian wciąż jest w sypialni bruneta. Przeklęłam pod nosem i nie tłumacząc nic Pauli, przeprosiłam ją, że nie możemy dokończyć naszej rozmowy i obiecałam zadzwonić później. Chciała wypytać mnie o szczegóły, jednak w ostatniej chwili zdążyłam zamknąć klapkę od laptopa. Będę się smażyć w piekle za to jak ją podle traktuje, tym bardziej, że jest w ciąży.
Wstałam na podłogę i ruszyłam w kierunku drzwi. Chłopak ciągle stał w miejscu nie spuszczając ze mnie swojego wzroku.
- Dokąd idziesz? - Spytał.
- Do Ciebie? Przecież musimy pogadać z Sebastianem... - Chciałam go wyminą, niestety nie miałam wystarczająco dużo sił by to zrobić. Ten dupek chwycił moją rękę i z całej siły pchnął mną o ścianę. Zachłysnęłam się powietrzem czując na sobie jego ciężar. Spojrzenie jakim mnie obdarował, nie należało do najprzyjemniejszych. Był taki chłodny a źrenice jego oczu, rozszerzyły sie do granic możliwości. Coś w nim było takiego, że poczułam iż jestem w niebezpieczeństwie - Co robisz..... - Oblizał wargi a z ust wydobył mu się lekki pomruk. To nie był Alan z jakim rozmawiałam wczoraj. Widziałam podobne zachowanie u Dylana, kiedy był pod wpływem narkotyków.
- Poszedł do domu. Nie ma gu u mnie.
- Co?! - Wrzasnęłam - Żartujesz, prawda?!
- Nie - Pokiwał przecząco głową - Wypuściłem go godzinę temu.
- Dlaczego?! Odbiło Ci?! - Jak ten idiota, mógł wypuścić go od tak sobie? Przecież już byliśmy blisko rozwiązania zagadki a on to wszystko spierdolił - Jesteś kretynem! - Gniew jaki we mnie teraz siedział, przerodził się w nadmiar ogromnej siły i dzięki temu mogłam wyrwać się z jego uścisku. Nie poprzestałam na tym. Zaatakowałam tego dupka pięściami i obkładałam każdy możliwy zakątek jego ciała - Wszystko umiesz spierdolić!
- Uspokój się.. - Warknął. Ścisnął moje ramię na tyle mocno, że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Pisnęłam z bólu - Nigdy więcej tego nie rób...
- Puść mnie... To boli... - Szepnęłam, kiedy ból stawał się mocniejszy. Nie zareagował. Zdawał się nie słyszeć mojego szlochu - Alan... To naprawdę boli.. Proszę, puść... - Nasz wzrok się napotkał a całe moje ciało oblał zimny dreszcz. Co się z nim do cholery dzieje?! Poczułam zawroty głowy.
- Ross.. wszystko w porządku? - Spytał widząc jak moje ciało w jednej chwili osuwa się na ziemię. Byłam zmęczona i nie miałam siły na kłótnię z tym chłopakiem. 
- Zostaw mnie w spokoju.... - Szepnęłam. Ostatnie co pamiętam, to czyjeś ramiona, które delikatnie opatuliły moje ciało...

***ALAN***

Kiedy tak patrzyłem na jej kruche ciało, miałem ochotę położyć się przy niej i nigdy więcej nie pozwolić, aby stało się jej niebezpieczeństwo. To dobra dziewczyna, która ma dar wpływania na innych. Jest miła, przyjacielska, słodka.. Słodka?! Co ja pierdole. Widać, że towar, który dał mi znajomy, jest zajebiście dobry.
Ross zasnęła a świadomość, że leży w moim pokoju, w moim łóżku, była dosyć uspokajająca. Spokojnie mogłem opuścić hotel. Kurwa mać! Przeze mnie zemdlała. Jestem pierdolonym kretynem! Dlaczego zawsze muszę spierdolić coś na czym mi zależy? Tak też jest w przypadku Evans. Polubiłem ją i mogę śmiało się do tego przyznać. Oczywiście tylko i wyłącznie przed samym sobą. Ona nigdy się tego nie dowie. Ona i wiele, wiele innych osób. Przez tą dziewczynę, zacząłem postrzegać świat z całkiem innej perspektywy. Mam nadzieję, że Dylan doceni to co ma bo inaczej skopie mu dupę.,
Muszę jakoś wynagrodzić jej te dwa tygodnie pobytu tutaj. I nawet wiem jak to zrobić.
- Jesteś gotowy? - Spytałem wybierając odpowiedni numer w komórce - To dobrze. Spotkamy się w restauracji niedaleko hotelu... Nie.. Ross nie będzie... Nie interesuj się... Pięć minut i masz tam być - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Do umówionego miejsca doszedłem w kilka sekund. Po drodze spaliłem dwie szlugi by choć trochę się odstresować. Za chwilę miałem poznać kobietę, która spieprzyła życie mojego najlepszego przyjaciela. Na samą tę myśl, dłoń zaciskała mi się w twardą pięść.
Było zimno, ale to nie oznaczało, że sobie nie poradzę. Wręcz przeciwnie. Wszedłem do środka dużego budynku i skierowałem się do recepcji. Za ladą stała młoda kobieta z dużym biustem i idealnie wymalowanymi ustami. Długie blond włosy spoczywały na jej chudych ramionach a paznokcie wybijały rytm na brązowej ladzie. Swoim wdziękiem kusiła zapewne niejednego idiotę.
- Witam - Uśmiechnęła się - W czym mogę panu pomóc? - Zmierzyła całe moje ciało a jej wzrok utkwił na moim kroczu. Błagam.
- Chciałbym wolny stolik. Najlepiej gdzieś na końcu sali i w najmniej widocznym miejscu. Da się zrobić?
- Oczywiście - Zamrugała długimi, sztucznymi rzęsami i lekko się uśmiechnęła. Co jak co, ale ładna była - Jednak to będzie pana drogo kosztować.
- Nie zważam na cenę. Ile?
- Och - Zachichotała - Nie miałam tego na myśli. Raczej chodziło mi o numer telefonu i takie rzeczy... - Posłała mi zalotne spojrzenie na co nie mogłem pozostać obojętny. Zaśmiałem się. Dlaczego takie ładne dziewczyny, muszą być takie puste? Dużo brakowało jej do Ross - Więc jak będzie?
- Tak.. że pozostawię to bez komentarza i udam się z Tobą do wolnego stolika - Zmierzyłem ją ostrym spojrzeniem na co spoważniała i kiwnęła posłusznie głową. Chyba nie spodziewała się takiej reakcji z mojej strony. Dziwka. Pokazała mi mały stoliczek na końcu sali, gdzie spokojnie mogłem przeprowadzić rozmowę z moimi nowymi znajomymi, którzy właśnie weszli do środka restauracji. Machnąłem ręką by wiedzieli gdzie iść i chwilę później stali przede mną. Ona stała. Kobieta, która urodziła Dylana Coopera, która porzuciła go w dniu narodzin i która wyparła się własnego dziecka. Pierwszy raz w życiu, czułem do kogoś tak wielką nienawiść. Miałem ochotę wstać i strzelić jej kulkę w łeb. Albo wstać, wyrwać jej wszystkie kudły i dopiero wtedy strzelić kulkę w łeb.
Przyglądając się uważniej jej twarzy, mogłem przysiąc, że jest bardzo podobna do Coopera. Zresztą Sebastian był jego kroplą wody, więc nie było mowy o pomyłce. Byli bliźniakami.
- Witaj - Przywitała się z ciepłym uśmiechem.
- Jesteśmy - Odezwał się brunet - Gdzie Ross? Też miała tu być...
- Jak już wiesz, jest chora. Nie pamiętasz, że grzebałeś w jej rzeczach? Uhh szkoda. Śpi - Warknąłem - Mamy ważniejsze sprawy na głowie, czyż nie? - Zmierzyłem tą starą babę od stóp wzwyż i zatrzymałem się na jej twarzy. Nie odpuściła. Toczyliśmy w tej chwili wojnę wzrokową, którą oczywiście wygrałem ja. Oboje zajęli miejsce naprzeciwko mnie i bacznie mi się przyglądali.
- Teraz mów czego chcesz i jakie masz plany - Ten idiota działał mi na nerwy. Nikt go nie nauczył, że ma siedzieć cicho kiedy jest nieproszony?
- Chyba musimy wyjaśnić sobie wiele rzeczy, co o tym sądzisz Anastazjo? A może mam do Ciebie mówić wyrodna matko? - Kompletnie ignorowałem jego obecność bo dalej uważam, że jest mi tu niepotrzebny i całą uwagę skupiłem na niej.
- Nie mów tak do mojej matki! - Warknął - Wiesz co to szacunek?
- Proszę Cię - Parsknąłem - Szacunek do takiej suki jak ona?... - Nie powiedziałem nic więcej bo prawa dłoń Sebastiana, wylądowała na moim lewym policzku. Zachłysnąłem się powietrzem całkiem zdezorientowany a kiedy odzyskałem świadomość racjonalnego myślenia, wybuchnąłem śmiechem. Gdyby nie to, że nie chcę robić zadymy i zależy mi na rozmowie z tą suką, obiłbym mu twarz i pozostawił rannego na dworze, aby umierał w bólu.
- Zważaj na słowa... - Syknął.
- Tym razem Ci daruję, ale zrób to jeszcze raz a nigdy w życiu nie poznasz swojego brata i nie ujrzysz dnia  - Tak. To była groźba. Jestem cierpliwy, ale moja cierpliwość ma granice jak u każdego innego człowieka - Wracając do rozmowy i naszego tematu... Pakuj walizki bo wracamy do kraju.
- Słucham? - Szepnęła - Oszalałeś?
- Ja oszalałem? Wybacz, ale to nie ja pozostawiłem swojego syna na pastwę losu.
- Nic nie wiesz... Nie masz o niczym pojęcia..
- Szczerze mówiąc to mam to w dupie. Mój przyjaciel ma poważne kłopoty i miejmy nadzieję, że zdołasz go uratować bo inaczej źle to się dla Ciebie skończy - Mosiężna sylwetka tego debila znów chciała mnie zaatakować, ale drugi raz nie popełnię tego błędu. Wyciągnąłem z kieszeni kurki małą lufę, którą swobodnie położyłem na stole i obserwowałem zachowanie tej dwójki. Wystraszyli się. Ona jak i on. Matko, co za amatorzy - Ja Was nie proszę o to, abyście ze mną jechali. Ja Wam to mówię, że macie tak zrobić.
- Jesteś taki sam jak on... - Dłoń kobiety zaczęła cała drżeć a oddech stał się nierówny - Jednego syna mi zabraliście.. Drugiego Wam nie pozwolę..
- O czym Ty mówisz? - Wtrąciłem.
- Nie mówił Ci, prawda? Nikomu nie mówił...
- Kto miał mi coś mówić? Możesz jaśniej?
- Jeżeli wrócę do kraju, zabije mnie i moje dziecko. On nie ma pojęcia o drugim bliźniaku...
- Ale ,, on ' nie żyje jeśli masz na myśli Diablo. Teraz rządzi Rick. Jego syn.
- Czyli to prawda? Mam bliźniaka? - Ten palant chyba dopiero teraz zrozumiał powagę całej sytuacji.
- Sebastian, kochanie...
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego mnie okłamywałaś...?!
- Dla Twojego dobra!
- Chyba sobie ze mnie robisz jaja... - Walnął pięścią w stół i nie mówiąc więcej nic, wyszedł na zewnątrz. Kobieta spojrzała na mnie z pogardą, ale szczerze mówiąc miałem to gdzieś.
- Dlaczego wróciliście?! - Warknęła - Nie możecie dać mi spokoju!?
- Dylan jest dla mnie jak brat. Jesteś jedyną osobą, która może go uratować. Módl się tylko, aby sam nie zechciał Cię zabić, kiedy dowie się, że żyjesz a po niego nie wróciłaś. Dziś w nocy wracamy do kraju. Bądź gotowa. Spróbuj tylko uciec a sam osobiście Cię odnajdę i zrobię Ci takie piekło z życia, że ojciec Ricka przy mnie to będzie pikuś - Posłałem jej ostatnie mroczne spojrzenie i tym razem to ja opuściłem lokal. Sebastiana nie było nigdzie w pobliżu. Zniknął, rozpłynął się. Wróciłem więc do hotelu i udałem się do swojego pokoju. Dalej tam była. Leżała w moim łóżku przykryta po szyję kołdrą. Wyglądała uroczo. Zbliżyłem się do dziewczyny i prawą dłonią pogładziłem jej ciepły policzek.
- Zrobiłem to dla Ciebie... - Szepnąłem bezgłośnie - Wracamy do domu... - Uśmiech sam wpełzł mi na twarz. Chcę, aby ostatnie miesiące życia, spędziła z przyjaciółmi i rodziną a nie marnowała swój czas na mnie. Usiadłem na białym fotelu a w rękę chwyciłem gitarę. Spoglądając co chwile na Ross, nuty pewnej piosenki, same wkradły się do mojej głowy.

Nie ważne co nadchodzi, chcesz tego czy nie?
Nie zawsze będzie tak, wstaje nowy dzień
I właśnie o to chodzi,o to chodzi wiem
Nie zasnę dzisiaj sam....

- Bardzo ładnie.. - Usłyszałem cichy pomruk z ust szatynki. Wystraszyłem się. Cholera, myślałem, że śpi! Nie miała tego słyszeć. Nie lubię kiedy ktoś jest przy tym jak gram na gitarze a zwłaszcza kiedy śpiewam.
- Ja... Eh.. - Nie wiedziałem co powiedzieć. Kurwa! - Lepiej jak sobie pójdę...
- Zostań - Szepnęła z uśmiechem na twarzy - To Twój pokój. Ja powinnam iść.
- Ty sobie leż. To nie problem...
- Naprawdę? - Kiwnąłem głową a ona cicho parsknęła śmiechem. Wyglądała uroczo - Alan?
- Ta? Potrzebujesz czegoś?
- Śniło mi się, że wracamy do domu... Powiedz, że to prawda... Błagam.. Bardzo źle się czuje. Muszę odwiedzić Filipa...
- Ross... - Zakląłem pod nosem widząc jej kruche ciało w takim złym stanie i nie zważając na nic, usiadłem na krawędzi łóżka łapiąc jej małą dłoń w swoją. Nie protestowała - Tak. Dziś w nocy wracamy do domu..
- Naprawdę?! - Ponownie kiwnąłem głową. Niespodziewanie rzuciła się na mnie i złożyła na moim prawym policzku czułego buziaka. Ten gest zmienił wszystko co dotychczas czułem. Zarumieniłem się a w brzuchu poczułem dziwne ukłucie. Kurwa mać, co się ze mną dzieje?! - Już zapomniałam jak to jest....
- Co takiego? - Próbowałem nie myśleć o bliskości w jakiej się znajdowaliśmy, ale było to naprawdę trudne.
- Jak to jest być tak beztrosko i cholernie szczęśliwą....... - Spojrzałem w jej oczy i w jednej sekundzie zapomniałem o wszystkim. Zapomniałem swojego własnego imienia....




czwartek, 10 września 2015

Rozdział 6

,, I am not a fucker ''

Przez cały dzień kłębiło mi się w głowie jedno pytanie. Jak to kurwa możliwe, że Dylan ma brata bliźniaka?! Jakoś nie mogę tego zrozumieć. Mam wrażenie jakbyśmy uczęszczali do jakieś taniej telenoweli, która zazwyczaj kończy się dobrze, ale czy w tym przypadku również tak będzie? Bo wiecie, jakby nie mówić, jestem chora i za niedługo umrę.
Sama nie wiem dlaczego tu zostałam. Mogłam wrócić do domu i siedzieć teraz z Paulą bądź Michałem i rodziną, ale nie. Coś kazało mi zbadać tą sprawę do końca i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. To moja najgorsza cecha. Ciekawość. Teraz, kiedy jesteśmy tak blisko rozwiązania wielu zagadek, nie mogę się wycofać. Jestem Rozalie Evans i wytrwam w tym do końca.
Spięłam włosy w grubego koka, włożyłam na siebie ciasne jeansy, biały sweterek oraz szare new balance a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Byłam gotowa na spotkanie z Sebastianem. Najpierw wyciągnę z niego prawdę a potem spoliczkuje za chęć wykorzystania mnie. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego mnie pocałował. Chciał tym uśpić moją czujność. Dupek. Niedoczekanie jego.
 - Jesteś pewna? Lepiej pójdę z Tobą...
- Od teraz zawsze będziesz udawać takiego miłego? - Warknęłam. Irytowało mnie jego zachowanie. Nie żebym nie lubiła to kiedy jest miły, ale on chciał mi pomagać tylko dlatego, że robił to dla przyjaciela. Nie dla mnie. Moje zdrowie osobiście go nie obchodziło. Liczył się tylko Cooper. W dodatku jeszcze kilka godzin temu nie chciał ze mną rozmawiać, więc co się zmieniło?
- Możesz kurwa włożyć swoje fochy do torebki i przez chwilę chociaż nie być dzieckiem? Ten facet może być niebezpieczny! Nie znasz go a jedyne co wiesz to to, że zabrał nasze dokumenty dotyczące Anastazji i prawdopodobnie jest bratem bliźniakiem Dylana! - Chciałam odejść, aby uniknąć większej kłótni, ale wtedy złapał moją rękę i mocno przysunął moje ciało do swojego. Zmuszona zostałam spojrzeć mu w oczy - Nie wkurwiaj mnie - Warknął.
- To Ty nie denerwuj mnie! Ciągle masz jakieś sekrety przede mną, tajemnice! Mam tego dosyć! Chciałam pogadać o tym co zaszło między nami wczoraj a Ty mnie totalnie zlałeś, więc...
- Nic nie zaszło! - Warknął - Nigdy bym Cię nie tknął nawet palcem, rozumiesz? Dlatego uważałem, że ta rozmowa jest niepotrzebna! - Poczułam się jakbym dostała porządnego liścia w twarz. Nasze relacje nie były dobre, ale sądziłam, że nie najgorsze.
- Aż taka jestem straszna, że byś mnie nawet nie tknął palcem? - Do oczu naleciały mi łzy. Zabolało. Nawet słowa z buzi takiego sukinsyna bolą. Chyba każda dziewczyna nie życzyłaby sobie usłyszeć czegoś takiego, prawda? Zawsze kiedy w jakiś sposób zbliżamy się do siebie, on musi wszystko popsuć - Dobrze wiedzieć..
- Kurwa, Ross! Nie o to mi chodziło!
- Daj spokój. Właśnie o to...
- Nie dotknąłbym Cię, bo jesteś najważniejszą osobą dla mojego przyjaciela, rozumiesz?! Najlepszego przyjaciela! Nie naraziłbym naszej przyjaźni dla jakiejkolwiek dziewczyny! Jesteś ładna, masz fajny charakter i gdyby nie to, że coś Was z Dylanem łączy, byłabyś pierwszą dziewczyną na jaką kiedykolwiek zwróciłbym uwagę. Wczoraj w nocy, napiłaś się i straciłaś przytomność, więc zaprowadziłem Cię do pokoju a że Twój był zamknięty, wziąłem Cię do mojego. Miałaś obrzygane ciuchy, dlatego dałem Ci swoje i spokojnie... Sama się w nie przebrałaś, kiedy odzyskałaś świadomość.
- Ja.... Nie wiem co powiedzieć... - Zakryłam usta dłonią kalkulując w głowie wypowiedziane przez niego słowa. Czy on właśnie powiedział, że zwróciłby na mnie uwagę? On?! Chłopak, który nie ma serca? Który nie uznaje zasady wyższości dla kobiet? Który podciąłby Ci gardło jakby była taka potrzeba? Nie wiedziałam czy się cieszyć czy może płakać. A może to i to jednocześnie?
- Najlepiej nie mów nic. Koniec tematu.
- Alan... - Szepnęłam chcąc wydukać chociaż kilka słów przeprosin, ale on zdawał się nawet nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Tak, jakby nic się nie wydarzyło a nasza rozmowa stała się czymś nieważnym. Spuściłam głowę by nie musieć dłużej na niego patrzeć i jednym zwinnym ruchem, wyrwałam się z jego uścisku.
- Poczekam w ukryciu... W razie czego będę tuż za Tobą. - Kiwnęłam posłusznie głową i nie czekając długo, pokonałam resztę drogi w samotności. Chłopak gdzieś się ulotnił co było mi na rękę. Odetchnęłam z ulgą móc cieszyć się rześkim powietrzem. Jeszcze kilka minut w jego towarzystwie a doszłoby do szaleństwa. Jak ten czas szybko zleciał a jakie życie płata nam figle? Pamiętam jak poznałam się z Fryczem. Paula miała wtedy urodziny i to właśnie jej dokuczał. On i Dylan. Tak bardzo można pomylić się względem jakiegokolwiek człowieka?
Chwilę później zbliżyłam się do wielkiego mostu postawionego w morzu na który wszyscy mówią ,, molo '' i przeszukałam wzrokiem osobnika, z którym się umówiłam. Nie było go. Co jest grane? Przełknęłam głośno ślinę czując ścisk w gardle. Może on wie? Może domyślił się, że my wiemy i uciekł?
- Cholera.. - Syknęłam zaciskając dłoń w pięść. Nic już z tego nie będzie bo ten dupek się domyślił. Cały plan na marne. Naparłam ciałem na długą, niebieską poręcz a wzrok wlepiłam w głąb morza, kiedy nieoczekiwanie poczułam na szyi podmuch czyjegoś ciepłego oddechu.  Wystraszona, odskoczyłam w bok nie mając bladego pojęcia o co do cholery chodzi. Przeniosłam swój wzrok na chłopaka stojącego za mną i muszę przyznać, że z początku byłam zadowolona, że to właśnie on, jednak ostatecznie chciałam wymierzyć mu porządnego liścia. W co ten gostek pogrywa? Zmrużyłam oczy i zlustrowałam potężną sylwetkę mojego towarzysza.
- Nie wolno tak brzydko mówić, wiesz? - Parsknął odsłaniając tym swoje śnieżnobiałe zęby. Jego uśmiech był powalający a prosta linia górnych jak i dolnych zębów, świetnie do niego pasowała. W dodatku wyglądał dziś nieziemsko. Odziany w biały top na którym spoczywała czarna, rozpięta bluza, świetnie współgrał z szarymi jeansami oraz trampkami do kostek. Włosy lekko wystawały spod małej, czarnej czapeczki  i podczas podmuchu wiatru, unosiły się do góry - Hej - Przywitał się.
- Cześć - Odpowiedziałam jakby nigdy nic. Oblizałam językiem dolną część wargi i mocno przygryzłam naskórek lewego dziąsła. Denerwowałam się w jego obecności. Mógł okazać się niebezpieczny. Przecież tak naprawdę nic o nim nie widziałam, prócz naszych własnych przypuszczeń. W głowie już miałam obraz jak tłukę jego piękną twarzyczkę własnymi rączkami. Skurwiel - Spóźniłeś się.
- Moja mama potrzebowała pomocy. Nic takiego - Machnął ręką od niechcenia - Ale bardzo zaskoczył mnie Twój telefon. Przecież miałaś wyjechać.
- Tak - Wtrąciłam - Jednak postanowiłam jeszcze chwilę tu zostać. Nie chcę wszystkiego dać na marne tym bardziej, że już coś mamy - Uśmiechnęłam się widząc jego zaciekawioną minę. Tego się nie spodziewał. Bam! Chciał coś powiedzieć, zadać jakieś pytanie, niestety go wyprzedziłam - Tydzień mnie nie zbawi.
- Racja - Przejechał kciukiem po wąskiej linii swoich ust po czym wykrzywił je w grymas uśmiechu. - Mam dla Ciebie niespodziankę. Chodź ze mną - Chwycił moją prawą dłoń i wolnym krokiem, ruszył do przodu. Milczałam gdyż byłam ciekawa jego pomysłu i tego co dla mnie ma. Szliśmy na coraz to głębszą wodę i zatrzymaliśmy się dopiero na samym końcu mostu. Za ten czas, nad nami zdążyła zapanować ciemność, więc nic dziwnego, że widziałam piąte przez dziesiąte.
- Co tu robimy? - Spytałam zaskoczona. Nie odpowiedział. Mruknął coś pod nosem a następnie kucnął i po kolei zaczął zapalać pięć małych świeczek stojących na brudnych deskach. Zakryłam usta dłonią widząc czerwony, wełniany koc, dwie białe poduszki, kocyk do przykrycia w razie jakby było zimno, duży brązowy kosz, w którym prawdopodobnie znajdowało się jedzenie i butelkę czerwonego wina. Zabrało mi dech w piersi - Żartujesz, prawda? - Szepnęłam.
- Nie, dlaczego? Dla pięknej pani trzeba trochę wysiłku - Posłał mi uśmiech i musnął dłonią mój prawy policzek. Dlaczego taki super gościu musi być tym złym? Dlaczego nie mogłam go poznać w innych okolicznościach? Speszona, zajęłam miejsce tuż obok koszyka i w milczeniu wpatrywałam się w dalsze poczynania Sebastiana. Usiadł koło mnie jakby nigdy nic, chwycił moją dłoń i wolnym ruchem zaczął przybliżać swoją twarz ku mojej. W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik a żeby przerwać tą niezręczną ciszę jaka między nami zapanowała, zerknęłam na ekran telefonu i włączyłam jedną z piosenek Biebera. Poczułam na sobie palący wzrok blondyna - Proszę, wyłącz to.
- Dlaczego? Czyżbyś nie przepadał za tym wokalistą?
- Skądże. To mój idol! - Zażartował - Wyłącz ten chłam. Puszczę coś odpowiedniego - Niechętnie kiwnęłam głową i spełniłam jego prośbę. On natomiast włączył jakąś nieznaną mi melodię, która od razu wpadła mi w ucho. Muszę przyznać, że miał niezły gust do ubioru jak i do muzyki - Jesteś głodna?
- Nie.. Najadłam się w domu... -  Nie miałam okazji powiedzieć nic więcej, gdyż dostałam wiadomość SMS'ową, oczywiście od Alana, że mam się pośpieszyć. Rozejrzałam się uważnie dookoła w poszukiwaniu mojego kolegi, ale nigdzie go nie było. Przynajmniej nie w moim zasięgu. Musiał umieć się dobrze kamuflować dupek.
- Wszystko w porządku? - Wyrwał mnie z rozmyśleń jego boski głos. Potrząsnęłam głową by odgonić od siebie myśli dotyczące tego dupka i wymusiłam się na jeden z tych swoich uśmieszków mówiących, że wszystko gra.
- Tak... Po prostu jestem zmęczona - Skłamałam -  Sebastian?
- Tak? - Zdziwił się.
- Co myślisz o ludziach, którzy kłamią? - Zaskoczyło go moje pytanie i dość długo nad tym myślał co dało mi do zrozumienia, że rzeczywiście nie był ze mną szczery. Spuściłam wzrok nie chcąc patrzeć mu w oczy, ale kiedy tylko to zrobiłam, chwycił mój podbródek i przytrzymał na wysokości dostatecznej bym mogła spojrzeć mu prosto w oczy.
- Jeżeli robią to z dobrych powodów, sądzę, że zasługują na wybaczenie. Jeżeli zaś kłamią na każdym kroku, nie są warci niczyjej uwagi. Dlaczego o to w ogóle pytasz?
- Tak o - Wzruszyłam smętnie ramionami - Z ciekawości. Mój kolega mnie okłamał i tak jakoś..
- Rozumiem.... - Odsunął ode mnie swoją dłoń i wygodniej rozłożył się na kocu - Wspomniałaś, że macie coś w związku z Waszymi poszukiwaniami. Co takiego?
- Po co chcesz to wiedzieć?
- Tak o - Powtórzył po mnie - Z ciekawości.
- W sumie to mamy bardzo dużo - Położyłam się tuż obok niego i spojrzałam w niebo pełne gwiazd - Wiedziałeś, że Anastazja Grean nazywa się teraz Ana Geran? Tak samo jak Twoja matka - Zaśmiałam się. Zerwał się momentalnie na równe nogi i uważnie zmierzył całe moje ciało. Nawet nie drgnęłam. Wiedziałam, że nie ma szans na ucieczkę i byłam pewna, że chociaż spróbuje nawiać, ale on zamiast tego, tylko spiorunował mnie wzrokiem - Nie udawaj. Wiem, że to ona.
- Kim jesteś? - Warknął - Dlaczego tak bardzo zależy Ci na odnalezieniu Any?
- Czyli już nie zamierzasz udawać? - Uniosłam teatralnie ręce w geście uznania i nadzwyczajnie w świecie, zaczęłam bić brawo - To super! Moje gratulacje!
- Czego chcecie? - Powtórzył ostrym tonem głosu - Wiedziałem, że coś z Tobą jest nie tak..
- Porozmawiać. A dokładniej to spotkać się z Anastazją. Mamy wiele do wyjaśnienia - Nasz wzrok się napotkał a spojrzenie jakim mnie obdarował, do miłych nie należało. Dostałam gęsiej skórki, serce przyśpieszyło bicia a oddech stał się nierówny.
- Najpierw powiesz mi o czym chcesz z nią gadać. Ty i Twój przyjaciel jesteście od niego, prawda? To on Was przysłał, żebyście nas znaleźli?!
- Kto? - Zdziwiłam się - O kim Ty mówisz?
- Nie udawaj. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi....
- My chyba nie mieliśmy okazji się poznać, prawda? Jestem Alan Frycz a Ty wiesz coś co jest mi cholernie potrzebne - Usłyszałam ten bardzo dobrze znany mi głos. Akurat teraz musiał się pojawić?! Przed nami stanął nie kto inny jak Alan Frycz z rękoma w kieszeni. Był poważny. W ustach trzymał papierosa i co rusz brał niewielkiego bucha - Nie mam czasu, więc lepiej będzie dla Ciebie jak zaczniesz się streszczać. Gdzie do chuja znajdę Anastazje?
- Pieprz się - Syknął - Rozmowa dobiegła końca - Machnął ręką i ruszył wprost przed siebie. Wiedziałam, że skończy się bójką i wcale się nie myliłam. Brunet chwycił jego ramię i jednym zwinnym ruchem, wywrócił Sebastiana na ziemię.
- Chyba mnie nie usłyszałeś. Gdzie znajdę Twoją zasraną matkę? - Wyciągnął z kieszeni broń i wycelował nią prosto w twarz Sebastiana. Och, te jego metody dostawania to czego chce. Jednak przyznam się, że zrobiło to na mnie wrażenie. Nawet przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że Alan nie należał do tych zbytnio inteligentnych i mógł nacisnąć spust broni. Zresztą po co nosi to gówno ciągle przy sobie?! Kiedy Grean milczał, Alan nie zamierzał tracić więcej czasu. Zamachnął się dłonią do tyłu i z całej siły wymierzył porządny strzał z pięści w głowę blondyna. Tamten tylko zmrużył oczy i ostatecznie stracił przytomność. Jego wielkie ciało runęło na porysowane deski i bezwładnie leżało na mokrej od wody powierzchni.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam oburzona - Coś Ty najlepszego zrobił?!
- Spokojnie. Nic mu nie będzie. Za kilka godzin się obudzi, więc pomóż mi go przenieść do hotelu.
- Jak chcesz go wnieść do hotelu jak zaraz zadzwonią na policje?! Jesteś idiotą!
- Zamknij tą swoją wiecznie rozgadaną buzię i po prostu mi pomóż! - Krzyknął. Pierwszy ran uniósł na mnie w ten sposób głos i nawet nie przeprosił. W milczeniu pomogłam mu z mosiężną postawą Sebastiana i chwyciwszy go za oba ramiona, ruszyliśmy przed siebie. Dwadzieścia minut później byliśmy pod budynkiem miejsca naszego tymczasowego zamieszkania. Z chłopakiem nie było trudu. Przez całą drogę mruczał pod nosem jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa i kiedy wreszcie znaleźliśmy się w pokoju Alana, rzuciliśmy ciało blondyna na łóżko, gdzie następnie mój towarzysz związał dokładnie jego wszystkie kończyny. Widok ten do przyjemnych nie należał - Dokąd idziesz? - Spytał widząc jak zmierzam ku wyjściu.
- Do siebie.
- Możesz zostać jeśli chcesz.
- Wrócę kiedy się obudzi - Nie czekając długo, opuściłam jego sypialnie i wróciłam do siebie. Miałam totalny mętlik w głowie. O co mogło mu chodzić, kiedy powiedział, że to on nas przysłał? Kogo miał na myśli?! Z przemęczenia rozbolała mnie głowa, w dodatku dostałam mdłości. Pędem pognałam do ubikacji i przywitałam się z zimną posadzką kibla. Zbyt często wymiotuje. Cholera. Powinnam jak najszybciej udać się na badania do Filipa, ale jeśli teraz mu zgłoszę, że źle się czuje, każe mi wracać. Nie ma takiej opcji. Najpierw muszę spotkać się z tą kobietą i wyjaśnić sobie kilka spraw. Nie na marne tu przyjechałam.
Wzięłam ciepły prysznic, umyłam dokładnie swoje długie, kruczoczarne włosy, które tym razem wypadały jeszcze intensywniej niż przedtem i stanęłam twarzą do dużego lustra wiszącego nad umywalką. Wyglądałam koszmarnie! Brak snu dawał o sobie we znaki. Podkrążone oczy, sucha cera i markotny wyraz twarz. Na dziś koniec mojego śledztwa. Muszę odpocząć i być gotowa na jutrzejsze wyzwania. Przed rzuceniem się na łóżko, wykonałam krótki telefon do Michała, aby powiadomić go, że wszystko u mnie gra. Nie był zadowolony i w dodatku cały czas krzyczał, ale nie miałam ochoty na pogaduszki. Pragnęłam tylko jednego. Pójść spać. Idąc w stronę łóżka, dostrzegłam kurtkę Sebastiana, która bezwładnie wisiała na krzesełku. Kurczę, zapomniałam mu ją oddać. Co za kretynka ze mnie! Zrobię to jutro. Teraz rzuciłam się na gruby materac i przykrywszy się kołdrą, zasnęłam. Śnił mi się pewien chłopiec o czarnych włosach, wysokiej postawie ciała i dobrze rozbudowanej sylwetce...

***DYLAN***

ONA już dla mnie nie istnieje.
JEJ już nie ma. 
DLA NIEJ nic więcej nie poświęcę.
Moje serce do NIEJ nie należy.

- Kurwa! - Wrzasnąłem na otaczających mnie idiotów - Który dał mi te namiary?! - Rozglądnąłem się uważnie dookoła, co chwila spoglądając na twarze młodych chłopaków.  Nie wiem dlaczego Rick ich w ogóle wziął do naszego kręgu, ale popełnił poważny błąd. Te patałachy nie potrafią kurwa nic! Dałem jasne zadanie, aby zlokalizować ciężarówkę pełną złota i co z tego wyszło? Wylądowałem na jakimś zadupiu na końcu miasta i ani śladu po moim celu. Miałem ochotę rozpierdolić każdemu z nich gębę. Kusząca propozycja.
- To chyba ja.... - Wyjąkał jakiś piskliwy głosik. Podniosłem wzrok na gagatka wychodzącego na środek i zlustrowałem całą jego smukłą sylwetkę. Ile on waży? 45 kilo?
- Czy to aż takie trudne, aby wykonać jedno proste polecenie? - Warknąłem poirytowany. Miałem chujowy dzień. W sumie to ostatnio ciągle mam chujowe dni.
- Pomieszały mi się miejsca...
- Ja pierdole. Zejdź mi z oczu.. - Nie mogąc dłużej znieść ich widoku, wróciłem do swojego auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami jakby to miało coś zmienić. Kurwa! Kurwa! Kurwa! Z szufladki pasażera wyciągnąłem paczkę szlug i nie czekając długo, zapaliłem jednego LM. Spokojnie, oddychaj.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk komórki, która aż prosiła by cisnąć nią o jakąś ścianę. Donośny głos mojego ulubionego wokalisty rockowego, rozbrzmiał po całym wnętrzu samochodu i chcąc nie chcąc, spojrzałem na ekran urządzenia. O proszę. Dzwoni ta parszywa gnida. Nie odzywał się od długiego czasu, nie oddzwaniał a teraz chce pogadać jakby nigdy nic? Niech spierdala. Nie odebrałem ani razu. Nie mamy o czym ze sobą gadać.
Chwilę później odpaliłem silnik mojej perełki i nie zważając na tych sześciu idiotów, odjechałem z miejsca postoju. Tą noc spędzę w jakimś klubie, wydymam napaloną laskę i upije się do nieprzytomności. Normalka. Dochodząc do 200km/h, co było możliwe bo autostrada o tej godzinie zazwyczaj jest pusta, w mojej głowie pojawił się obraz pewnej szatynki, która dawno temu zatruła moje serce.

&&&

- Która godzina...? - Usłyszałem lekko zachrypnięty głos.
- Nie śpisz...? - Spytałem zaskoczony. Pokiwała przecząco głową - Po czwartej.. - Szepnąłem. Poczułem jak jej dłoń krąży po moim nagim torsie - Co robisz?..
- Wiesz co?.. Przypomniałam sobie coś kiedy spałam.
- Tak? - Zdziwiłem się.
- Przypomniało mi się jak już tu wcześniej leżeliśmy.. - Mówiła o incydencie gdzie chciałem się z nią przespać a ona odmówiła. 
- Ross... Mam wyjść?
- Nie..- Zaprzeczyła szybko - Kiedy trafiłam do szpitala, każdego dnia chciałam, abyś do mnie przyszedł, abyś mnie odwiedził. Tęskniłam za Tobą i zrozumiałam, że Cię kocham...


&&& 

Nie mogąc dłużej zadręczać się tym koszmarem, potrząsnąłem głową i na ful włączyłem jakiś popowy chłam. Pierwsza lepsza muzyka z radia. Nie zgadniecie na co natrafiłem. Justin Bieber. Ta sama melodia, którą słuchała Ross podczas jazdy ze mną samochodem. 
- Ja pierdole.. - Syknąłem przez zaciśnięte zęby. Czy to możliwe, żeby cały świat zmówił się przeciwko mnie? Zmieniłem stacje i zostawiłem na czymś co było mi totalnie obojętne. Czyli Rock w wykonaniu kogoś tam mi nie znanego. 

JEJ już nie ma. 
JEJ nigdy więcej nie będzie.
ONA to przeszłość.
ONA mnie nie obchodzi.

Wszystko fajnie, tyle, że był jeden problem. Za chuja nie mogłem wymazać JEJ obrazu twarzy ze swojej tępej głowy........