środa, 29 lipca 2015

,, I am not a fucker ''

Kontynuacja pierwszej części ,, I am a fucker ''. Więcej smutku! Więcej radości! Więcej przeróżnych emocji! Przede wszystkim, WIĘCEJ MIŁOŚCI! 

Tym razem Ross, dziewczyna, która oddała swoje serce bandycie, gangsterowi i najniebezpieczniejszemu chłopakowi ze szkoły, wyrusza w podróż, aby odnaleźć matkę Dylana, która zdaniem jej przyjaciela - Filipa i najlepszego przyjaciela Coopera - Alana, może uratować ukochanego dziewczyny. To właśnie z Alanem, Ross musi spędzić kilka dni, jak nie tygodni, w jednym z hoteli w samym środku Anglii. Bez rodziny, przyjaciół. Ich zadaniem jest jak najszybsze odnalezienie kobiety i sprowadzenie jej do świata Dylana nim będzie za późno. Czy tej dwójce, uda się ocalić przyjaciela i chłopaka? Czy zdołają przeciwstawić się wzajemnej nienawiści i dojść do porozumienia? Czy może tak bardzo czują do siebie niechęć, że cały plan legnie w guzach? Tego dowiecie się w przyszłych rozdziałach.
Ponadto Rozalie Evans musi poznać prawdę na temat tego, czy faktycznie szatyn ją kochał, czy tylko sobie pogrywał z jej uczuciami....



niedziela, 26 lipca 2015

JEJU, HISTORIĘ Z ,, I AM A FUCKER '' ZACZĘŁAM RÓWNO 28 KWIETNIA! PRAWIE RÓWNE 3 MIESIĄCE. DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY TO CZYTAJĄ. NIE WIECIE ILE MI TO SPRAWIA RADOŚCI! :) :* <3 ♥

https://www.youtube.com/watch?v=gXEbk0Sn6XI ---- Podkład muzyczny :) Miłego czytania :*

EPILOG:

* Nie jest ważne ile mamy lat. Zawsze wybór należy do nas od pierwszych chwil życia. Dlatego każdy wybiera własną drogę, ale czy mamy odwagę dorosnąć i przyznać się do popełnionych błędów?

[...] - Już mnie nie kochasz? - Spytałam patrząc mu prosto w oczy. Chciałam, aby to powiedział. Chciałam wreszcie poznać tą pieprzoną prawdę bo dość miałam uników z jego strony. Bolało mnie to wszystko i nie chciałam sobie więcej pozwolić na niepewność jaką mnie codziennie częstował.
- A kiedykolwiek kochałem? - Odparł chłodnym tonem głosu. Ponadto wyjął z kieszeni paczkę fajkę, po czym odpalił jedną sztukę. Wiedział, że nie lubiłam kiedy pali. Wiedział, że nienawidziłam tego i obiecał mi, że przestanie. Kolejne pieprzone kłamstwo. Mocno zaciągnął się dymem tej trucizny, a kiedy wypuścił powietrze z płuc, śmierdzący smród owiał moje policzki i nozdrza. [...]

* Dni mijają, ale ból nie. Rano po przebudzeniu mam wrażenie, że to tylko koszmarny sen, jednak to trwa bardzo krótko...

[...]  - Filip, zaczynam się bać...
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Nie zostawię Cię samej. Bardzo Cię lubię i zrobię wszystko, abyś..
- Mów! - Wrzasnęłam. Do oczu naleciały mi łzy.
- Jesteś chora Ross... - Szepnął.
- Chora?
- Masz... Masz białaczkę...
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?!
- Poziom zaawansowany a ja nie umiem Cię z tego wyleczyć.. Ross.. Ty.. umierasz..... [...]

--------------------------------------

- Rozalie Evans - Wypowiedziałam starając się brzmieć przy tym bardzo poważnie. Wyciągnęłam z torebki mały bilecik, który wręczyłam pani o imieniu ,, Klara ''. Przynajmniej tak miała napisane na etykietce.
Młoda kobieta spojrzała to na mnie, to na Alana, który stał za mną i posłała nam ciepły uśmiech. Nam, czyli mam na myśli jemu. Miałam wrażenie jakbym była niewidoczna. Najwyraźniej brunet wpadł jej w oko. Biedaczka.
- Proszę tędy - Wskazała palcem na drzwi znajdujące się tuż za nią - Życzę miłego lotu.
- Dziękuję - Mruknęłam starając się być miła. Oczywiście Frycz nie rozumiał tego słowa, bo kiedy ta uprzejma kobieta życzyła mu udanego lotu i skomentowała jego strój, on machnął ręką i warknął, że będzie udany jak przestanie wreszcie kłapać swoim dziobem. Strasznie zrobiło mi się wstyd bo przecież jedziemy razem, prawda? To na mnie ludzie patrzą spode łba, chociaż to on ma niewyparzoną jadaczkę. Trudno było udawać, ale nie miałam wyjścia. Miałam ochotę krzyczeć i wybuchnąć płaczem, że znalazłam się w takim gównie, jednak muszę dać radę wytrzymać. Muszę.
- Możesz być milszy? - Warknęłam. Spojrzał na mnie z przymrużonymi oczyma i nawet nie raczył dać odpowiedzi.,, Dylanie Cooperze, zapłacisz mi za to, że tyle czasu muszę z nim spędzić '' - To była moja jedyna myśl wchodząc do samolotu. Zajęłam jedno z miejsc, które zostało mi przypisane i ostrożnie zapięłam pas bezpieczeństwa. Ku mojemu zdziwieniu, Alan nie usiadł ze mną, tylko pokierował się pięć siedzeń dalej. Nie żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Byłam zadowolona i niezmiernie się cieszyłam, że chociaż tu, w samolocie nie muszę dzielić z nim kawałka przestrzeni. Nim silnik został odpalony, ja już miałam w oczach łzy. Bolało mnie to, że ostatnie chwile życia jakie mi pozostały, muszę spędzić z tym idiotą. Jasne, zgodziłam się na pomoc Filipowi i nie żałuję tego, ale to oznacza, że zostanie mi mniej czasu dla przyjaciół. Paula z Michałem nie byli zadowoleni z mojego wyjazdu a nawet odradzali mi bym gdziekolwiek jechała. Bali się o mnie. Bali się, że może stać mi się krzywda. Co jeżeli zasłabnę? Co jeżeli będę potrzebować opieki lekarza? Przecież Alan nie należy do zbyt mądrych osobników płci przeciwnej, więc jeżeli coś faktycznie by mi się stało, jestem trupem. Obróciłam się w stronę chłopaka, który w tym samym czasie spojrzał na mnie. Szybko otarłam łzy spływające po moim policzku.
Zawsze kiedy o tym myślałam, próbowałam sobie przypomnieć piękne chwile z życia, które dodawały mi otuchy. Wiecie co najbardziej mnie uszczęśliwiało? Ja w ramionach Dylana. Nie panowałam nad tym. Chciałam raz na zawsze zapomnieć o tym dupku, ale moje serce tego nie rozumiało. To, kiedy mnie wczoraj odwiedził i to, jak wyglądał, tylko pchnęło mnie do tego wyjazdu. Była jeszcze jedna ważna rzecz. Obiecałam coś sobie w nocy. Przysięgłam na wszystko, że do póki żyję, do póki moje serce wciąż bije, muszę poznać prawdę. Muszę dowiedzieć się, dlaczego w tak podły sposób zostałam potraktowana przez miłość swojego życia. Dlaczego Dylan, powiedział mi, że mnie nigdy nie kochał i nie potrafił spojrzeć mi w oczy wypowiadając te kilka słów. Muszę poznać prawdę.
- Proszę zapiąć pas bezpieczeństwa. Odlatujemy za minutę - Rozbrzmiał damski głos po całym wnętrzu tej maszyny. Nie ma już odwrotu.   [...]
--------------------------------------------
* Wielokrotnie otwierałam złotą klatkę, w której byłam ja sama. Wyleciało z niej kilkadziesiąt gołąbków. Szczerym i odważnym jest ten, kto wyznaje prawdę i jest gotów ponieść konsekwencję swoich czynów. Strach gości w naszym życiu i napełnia oczy nieufnością. Istnieje wiele odmian. Strach przed niebezpieczeństwem, przed tym co inne... Jednak wszystkie stawiają się w jeden. Strach przed odrzuceniem...

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 30

,, I am a fucker ''

WTOREK:

***Ross***

 ,, I pomyśleć, że jedno małe zauroczenie, przeistoczyło się w prawdziwą miłość ''

***Dylan***

,, Zraniłem, chociaż kochałem, Pozwoliłem Ci odejść, nie walcząc o Ciebie. Teraz poznaje smak najgorszego uczucia jakie istnieje - nienawiść do samego siebie ''

ŚRODA:

***Ross***

,, Nie mamy wpływu na to, kto pojawi się w naszym życiu, ale mamy wpływ na to, kto w nim zostanie do końca ''

***Dylan***

,,To sprawia, że płaczę. Lub może płaczę z innego powodu? Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno. ''

CZWARTEK:

***Ross***

,, Niczego sobie nie wyobrażaj bo kurwa zawsze się rozczarujesz. Zawsze! ''

***Dylan***

,, Pozostanę nawet, gdy już nie będę Twój i będziesz moja, choć nie będę Cię miał ''

PIĄTEK:

***Ross***

,, A może nie ma czegoś takiego jak miłość? Może to zauroczenie, które potem zamienia się w przyzwyczajenie ? ''

***Dylan***

,, Nigdy nie mów żegnaj, bo to odbiera nadzieje na ponowne spotkanie, a kto wie - może się jeszcze spotkamy ... ''

SOBOTA:

***Ross***

,, I nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że to już koniec i nic nie dzieje się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo ... ''

***Dylan***

,, Widzisz jak ktoś coraz bardziej się oddala. To nic. Jesteśmy dla siebie stworzeni. W końcu się spotkamy  ... ''

-------------------------------------------------------------

***ROSS***

Minął tydzień od kiedy nie mam żadnego kontaktu z Dylanem. Ostatni raz rozmawialiśmy w szkole a rozmowa ta do najlepszych nie należała. Zresztą dobrze o tym wiecie.
Do końca roku szkolnego pozostał miesiąc, tyle, że ja nie zamierzam się dalej uczyć. Jako osoba chora, dowiedziałam się, że mam prawo zrezygnować z edukacji, gdyż i tak w przyszłości nic z tego mieć nie będę. Został mi rok życia i zamierzam wykorzystać go najlepiej jak się da. Prawdopodobnie rok. Tak przypuszczają lekarze. Nic do końca nie wiadomo.
Prawda jest taka, że nie chce już więcej wpaść na Dylana a skoro on zaczął chodzić na lekcje, ja nie zamierzam. Pilny uczeń się znalazł. Bez powodu do szkoły nie przylazł. Coś musi chcieć ode mnie, lub od kogoś będącego uczniem tej placówki. Boje się go. Jest niebezpieczny a pod wpływem narkotyków, staje się agresywny. Wtedy jest innym człowiekiem. A może on zawsze taki był? Może przede mną tylko udawał?
- Dokąd się wybierasz skarbie? - Spytała mama, kiedy tylko weszłam do kuchni. Ubrałam dziś na siebie czarne spodenki jeansowe, białą koszulkę i trampki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone.
Lepiej znosi fakt o mojej chorobie, ale od kiedy jej wszystko powiedziałam, stała się strasznie opiekuńcza. Najmniejszy siniak na moim ciele a ta już chce wzywać pogotowie. Ojciec nie jest lepszy. Wypytuje o wszystko i wszystkich. Zapomniałam Wam wspomnieć, że od wczoraj mieszkam w nowym domu. Tata mówił prawdę, że przejął majątek swojego szefa. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tych wszystkich ekskluzywnych rzeczy. Mój pokój to cudowny pałac. Fortepian przy oknie, dwa fotele tuż przy szklanym stoliku, duże królewskie łoże i wiele, wiele innych rzeczy. W łazience mam kabinę prysznicową z sauną, dużej wielkości wannę i jacuzzi. Jacuzzi, rozumiecie?! Dziś rano brałam w niej kąpiel. Mówię wam, jest zajebista! Teraz rozumiem bogatych ludzi.
- Umówiłam się z Filipem - Mruknęłam. Próbowałam pokazać wszystkim, że jestem silną osobą, że to jak mnie potraktował Cooper, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Świetnie dam sobie radę sama. Przynajmniej tak sobie wmawiam na każdym kroku. Podeszłam do stolika z owocami i capnęłam jedną nektarynkę. Smakowała wyśmienicie.
- Obiad za niedługo panienko - Wtrąciła nasza nowa gosposia. Z tego co pamiętam to nazywa się Emily. Jest miłą kobietą i bardzo pracowitą. Wszystko stara się wykonać jak najlepiej co akurat dla nas jest zaletą. Zdążyłam ją polubić, chociaż znam ją zaledwie jeden dzień.
- Zdążę wrócić. Najwyżej odgrzeję - Wzruszyłam obojętnie ramionami na co ta przewróciła markotnie oczyma.
- Zawieźć panienkę? - Przerwał mi mężczyzna z mojej nowej,, służby ''. Stanął naprzeciwko mnie w czarnym garniturze a w dłoni trzymał klucze do naszego nowego samochodu. Wyszczerzyłam oczy w zdumieniu, jednak szybko doszłam do siebie. Dlaczego każdy w tym domu zwraca się do mnie ,, Panienko? ''. To dziwne. Przecież mam tylko szesnaście lat. No dobra. Za niedługo siedemnaście.
- Nie trzeba. Dam sobie radę sama - Facet starszy ode mnie o dobre dwadzieścia lat, posłał mi ciepły uśmiech i zniknął gdzieś za rogiem. No tak, mam ludzi do swoich zachcianek. Kolejny przywilej bogaczy.
- Spotykasz się z tym lekarzem? - Spojrzałam na zakłopotaną mamę. Kiwnęłam potwierdzająco głową nie rozumiejąc o co jej chodzi - Trochę to dziwne, że jesteście po imieniu....
- Mamo - Wtrąciłam - To mój przyjaciel a nie jakiś pedofil. Spokojnie - Posłałam jej uśmiech i nie czekając na nic więcej, opuściłam nasze nowe mieszkanie. Każdy ze znajomych już wiedział gdzie mieszkam, więc nie było problemu z odnalezieniem mnie. No prawie każdy. Założę się, że Dylan nie ma o niczym pojęcia. Zresztą on mnie nie obchodzi. Wybrał tą czarną szmatę. Szkoda tylko, że ma taki sam kolor włosów co ja. Ehh, coraz częściej zastanawiam się nad zmianą fryzury. Byleby tylko wyglądać inaczej. Nie jak ona.
Filip stał po drugiej stronie ulicy. Jak zawsze miał na sobie białą koszulę, czarny krawat, czarne, eleganckie spodnie i buty z prawdziwej skóry. Był naprawdę przystojnym facetem. Czasem miałam wrażenie jakby był moim starszym bratem, czy nawet wujkiem. Kiedy mnie zobaczył, zaczął się głupio uśmiechać.
- Cześć - Przywitał się i mocno mnie do siebie przytulił. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum. Lubiłam to robić. Tak bardzo przypominały te Dylana - Jak się czujesz? - Spytał. Zawsze zadawał to samo pytania, ale z jego ust brzmiało ono mniej denerwująco niż jakby powiedział to ktoś inny.
- Dobrze - Mruknęłam - Co jest takiego ważnego, że musiałam olać swoją najlepszą przyjaciółkę? - Zakpiłam. Z początku umówiłam się z Paulą do kina, jednak kiedy zadzwonił do mnie Filip i poprosił o spotkanie z powodu ważnej sprawy, to musiałam jakoś wywinąć się ze spotkania z Pauliną. Niestety jemu już nie było do śmiechu. Otworzył mi drzwi od swojego samochodu i zaprosił do środka. Spojrzałam na niego spode łba, ale kiedy nic sobie z tego nie zrobił, wgramoliłam się na siedzenie pasażera, po czym zapięłam pasy bezpieczeństwa. Filip zajął miejsce tuż obok mnie - Dokąd jedziemy?
- Do szpitala. Tam porozmawiamy na spokojnie. Zabrałbym Cię do siebie, ale dzieci pewnie nie śpią...
- Rozumiem - Uśmiechnęłam się lekko - Ale po co do szpitala? Co jest grane? - Po jego minie, zorientowałam się, że nie ma żartów. Chodzi o coś bardzo ważnego - Filip, zaczynam się bać...
- Spokojnie. Wszystkiego dowiesz się na miejscu - Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, odpalił silnik a po chwili puścił muzykę na pełen ful. Specjalnie chciał mnie zagłuszyć, bym nie zadawała ciekawskich pytań. Przeklęłam w myślach i wyzwałam go na milion różnych sposobów i muszę przyznać, że mi ulżyło. Całą drogę milczeliśmy. Co rusz posyłał mi tylko dziwne spojrzenie, ale postanowiłam to ignorować i tak właśnie minęła nam cała podróż. Nim się obejrzeliśmy, byliśmy na miejscu.
- Powiesz teraz o co chodzi? - Uniosłam brew do góry i czekałam na jego reakcję. Zaskoczył mnie. Westchnął zdenerwowany, aby następnie podrapać się po swoim małym zaroście. Otworzył buzię i już miał mówić, kiedy w ostatniej chwili zamilkł. Miałam ochotę mu porządnie przyłożyć. Po jego minie wyczytałam, że ma to coś wspólnego z Cooperem. Modliłam się w duchu, aby to nie była prawda, niestety jak zawsze się pomyliłam. Wiedział, że między mną a nim jest już koniec i sam mi pogratulował, że podjęłam dobrą decyzję o zerwaniu z szatynem kontaktu, ale skoro sam zaczął o nim temat, to musiało coś się stać - O co chodzi? - Powtórzyłam zdenerwowana. Mój dobry humor zniknął a zamiast niego, pojawiło się zdziwienie - To ma związek z Dylanem, prawda?
- Ross...
- Jeżeli rzeczywiście chodzi o niego to daruj sobie. Mam go w dupie i nie chce nic wiedzieć.. - Chwyciłam za klamkę, aby otworzyć drzwi i wysiąść, jednak w ostatniej chwili udało mu się mnie zatrzymać. Położył dłoń na moim ramieniu i chrząknął znacząco.
- Chodźmy do środka. Tam Ci wszystko powiem, dobrze? - Zerknęłam na niego i przełknęłam głośno ślinę. Ostatecznie się zgodziłam. Opuściliśmy ten wygodny samochód i udaliśmy się do środka budynku. Po pięciu minutach, znaleźliśmy się w gabinecie Filipa. Mężczyzna zaparzył nam kawę a ja sobie wygodnie usiadłam w jednym z trzech foteli w tym pomieszczeniu.
- Więc? - Nalegałam biorąc łyk tej energicznej substancji. Dobra. Nie za słodka, nie za gorzka. W dodatku z mlekiem. Moja ulubiona.
- Jego matka żyje. Nigdy go nie porzuciła.. - Syknął na jednym wydechu. Zakrztusiłam się własnym powietrzem. Co on powiedział? Chyba sobie ze mnie jaja robi.
- Co takiego? Co powiedziałeś?
- Jego matka żyje i zawsze kochała swojego syna..
- Skąd o tym wiesz? - Podniosłam nieco ton swojego głosu - Przecież widziałam papiery, że został adoptowany z powodu braku jakiejkolwiek rodziny. Sam Dylan mi mówił co się stało.
- Wczoraj operowałem Alana... - Zamilkł na chwilę po czym podrapał się po brodzie - Był postrzelony w udo. Kiedy skończyłem, odwiedził go Rick. Usłyszałem o czym rozmawiają. Kłócili się. Alan był zdenerwowany i kazał mu powiedzieć prawdę na temat rodziców Dylana.
- Jaką prawdę? - Ciągnęłam zaciekawiona.
- Jego rodzice go nie porzucili. Ojciec nie żyje, ale matka jest zameldowana w Anglii w małym miasteczku. Zbadałem tą sprawę i wiem gdzie można ją znaleźć.. Mam wystarczające dane.
- Dylan wie?
- Zwariowałaś? Przecież mówię, że się kłócili. Gdyby wiedział to z pewnością inaczej by pokierował swoje życie, nie sądzisz?
- Więc czemu mu tego nie powiesz? To będzie najprostsze rozwiązanie...
- Nie mogę. Jeżeli ktokolwiek by się dowiedział, byłoby po mnie. Nie mam prawa się wychylać. Jestem tylko lekarzem i tym muszę się zajmować. Zresztą nie wiadomo czy Dylan by uwierzył w to wszystko. Wolę nie ryzykować. 
- Nie rozumiem tylko dlaczego mi o tym mówisz. Co to ma ze mną wspólnego? - I właśnie wtedy zrozumiałam. Uderzyło to we mnie jak grom z jasnego nieba. Przeklęłam w duchu, że kiedykolwiek zgodziłam się na przyjaźń z tym lekarzyną - O nie. Zapomnij.
- Musisz to zrobić. Nawet nie wiesz jak ten chłopak potrzebuje matki. To jego jedyny ratunek..
- Ale dlaczego ja mam mu pomóc?! Dobrze wiesz jak mnie potraktował! Nie chce mieć z nim nic wspólnego. Sam mówiłeś, abym trzymała się z dala od jego osoby!
- Ross! Do cholery! - Wrzasnął na co aż podskoczyłam. Pierwszy raz podniósł na mnie swój głos - Nie widziałaś go i nie wiesz jak się zmienił! To wrak człowieka...
- Nie obchodzi mnie to! Mam zapomnieć o wszystkim co mi zrobił?!
- Zrób tą ostatnią rzecz dla niego.. Uratuj go. Tylko Ty możesz tego dokonać..
- Dlaczego ja? - Zdziwiłam się.
- Nikt Ciebie podejrzewać nie będzie. Nie wiedzą, że ja coś wiem i to jest dla nas wielki plus. Tym bardziej, że ja muszę zostać w klinice w razie jakby coś się stało. Musimy to wykorzystać.
- Niby jak? Jak Ty to sobie w ogóle wyobrażasz? Że co ja mam zrobić?
- Zarezerwuje Ci pokój w jednym z hoteli. Codziennie będziesz wyruszać w miasto i poszukiwać kobiety imieniem Anastazja Grean. Niestety wiem tylko w jakim mieście mieszka i gdzie pracuje, ale nie mam dokładnego adresu zamieszkania. Kiedy ją znajdziesz, powiesz jej o synu i postarasz się ją tu ściągnąć. Za wszystko zapłacę sam. Nie musisz się o nic bać.
- Co Ci tak na tym zależy? Myślałam, że go nie lubisz.. - Uważnie mu się przyjrzałam jakbym szukała czegoś, co pomoże mi rozgryźć tą zagadkę i chwilę później, wiedziałam na czym stoję - Chyba, że chodzi o coś innego..
- Ross... - Szepnął.
- Ty nie chcesz pomóc jemu, tylko sobie..
- To nie tak..
- Wtedy byś spłacił swój dług, prawda? Myślisz, że jak sprowadzisz tu jego matkę to on pozwoli Ci odejść. Chcesz mnie wykorzystać..
- Daj sobie to wytłumaczyć..
- Zwariowałeś. Naprawdę zwariowałeś... Nie zrobię tego..
- Zrobisz - Usłyszeliśmy męski głos dochodzący zza ściany. Obróciłam się jak oparzona i spojrzałam na pokoik obok. Drzwi były uchylone a zza rogu ściany wyłonił się Alan. Miał markotny wyraz twarzy i nie tryskał radością. Jak to możliwe, że stoi tu obok mnie, skoro wczoraj był operowany? Zbliżył się wolnym krokiem do mojej osoby i wycelował pistoletem w sam środek mojej głowy. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła a pot spływa z mojego czoła - I ja tego dopilnuję - Dodał.
- Alan.. - Wtrącił dwudziestopięciolatek - Co Ty tu robisz? Przecież...
- Milcz - Warknął. Ten gówniarz nie miał za grosz szacunku do starszych. Uważał się za pana całego świata - Pominę fakt, że spiskujesz za plecami Ricka. Nie chciałbyś, aby się dowiedział, prawda?
- Jesteś dupkiem! - Wrzasnęłam wymierzając w niego nienawistnym spojrzeniem - Nie pomogę Wam a zwłaszcza Tobie. Możesz we mnie strzelić. Proszę bardzo. Nie robi mi to dużej różnicy. I tak umrę! - Spojrzał na mnie zdziwiony moimi słowami, ale zignorował to. Zamiast cokolwiek powiedzieć, chwycił moje oba ramiona i ścisnął je z całej siły.
- Słuchaj szmato. Nie obchodzi mnie to, dlaczego nie rozmawiasz już z Cooperem. To mój najlepszy przyjaciel i czy tego chcesz czy nie, zrobisz co Ci każe. Inaczej chętnie porozmawiam sobie z Twoją kochaną rodzinką. Mam zacząć od matki czy może od tatulka? - Wyrwałam się z jego uścisku i odskoczyłam w bok. Nie mogłam unormować oddechu.
- Nienawidzę Cię! - Syknęłam.
- Ustaw się w kolejce bo nie jesteś pierwsza - Posłał mi szatańskie spojrzenie i lekko się uśmiechnął. Dupek! Dlaczego akurat tak się tym przejął? Co się stało, że teraz, po takim czasie chce, aby Dylan poznał swoją matkę? Byłam ciekawa, ale z pewnością od Alana się tego nie dowiem - Na kiedy możesz wszystko załatwić? Kiedy możemy jechać? - Zwrócił się do Filipa. Chwila, chwila. Jakie możemy?!
- Możemy? - Zdziwiłam się.
- Chyba nie sądzisz, że samą Cię puszcze, co? Wybacz, ale nie ufam Ci i wolę wiedzieć jak przebiega sytuacja.
- Nie pojadę z Tobą. Zapomnij - Warknęłam.
- Gówno mnie obchodzi czy się zgadzasz. Akurat nie masz wyjścia - Spojrzałam błagalnie na Filipa, ale ten tylko wzruszył ramionami. To się do cholery nazywa przyjaciel? To są żarty. Ten człowiek nie wie co oznacza słowo ,, przyjaźń ''.  Pozwala na to, abym wyjechała w podróż z psychopatą i mordercą.
- Przykro mi Ross... - Szepnął na co tylko wykrzywiłam usta w grymas niezadowolenia. Super. Ostatnie dni życia muszę spędzić w towarzystwie tego kretyna.
- Wiesz co? - Zbliżyłam się do lekarza i stanęłam z nim twarzą w twarz - Nie jesteś moim przyjacielem. Przyjaciele tak nie postępują..
- O matko. Jakie to słodkie. Zaraz się wzruszę.. - Drażnił mnie Frycz. Nie zwracałam na niego uwagi. Nie chciałam, aby miał satysfakcję, że wyprowadził mnie z równowagi.
- Ross, wiesz, że nie mam wyjścia. Musisz to zrobić.
- Chociaż raz dobrze gadasz doktorku - Parsknął brunet. Miałam dość. Ostatni raz spojrzałam to na Filipa, to na Alana i nie czekając dłużej, wyszłam na zewnątrz. Idąc korytarzem, usłyszałam głos nastolatka, który krzyczał, że przyjedzie po mnie jutro wieczorem. Czym prędzej wybiegłam na zewnątrz budynku i dopiero tam odetchnęłam z ulgą. Tego było już za dużo. Czy ja nigdy nie uwolnię się od tego koszmaru? Ponadto rodzice w życiu mnie nie puszczą. Nie teraz.
- Przepraszam.. - Usłyszałam za plecami. Nie obróciłam się bo wiedziałam kto szedł za mną. Już na korytarzu zdążyłam zobaczyć jego ciemną grzywę.
- Odwieź mnie do domu.
- Zrozum, że...
- Nie! Nie zrozumiem! - Obróciłam się do niego przodem i popchnęłam go do tyłu - Zawiodłam się na Tobie.. - Głos mi drżał oraz było słychać ogromną nutę pogardy - Alan jest niebezpieczny a Ty pchasz mnie wprost w jego ręce!
- On Ci nic nie zrobi..
- Tak? A skąd wiesz? Ufasz mu? - Spojrzałam na niego, aby potwierdził, że mu ufa, jednak on milczał. Spuścił wzrok na ziemię i chrząknął znacząco - Odwieź mnie do domu. Nie mamy już o czym gadać.. - Machnęłam ręką i odeszłam do samochodu Filipa. Mężczyzna wyłączył alarm a kiedy chciał mi otworzyć drzwi, wyprzedziłam go. Świetnie dam sobie radę sama.
- Ross, nie gniewaj się na mnie.. - Ignorowałam każde słowo jakie do mnie wypowiedział podczas jazdy. W dodatku puściłam muzykę na ful i skupiłam się na mijających nas za oknem drzewach. Gdy dojechaliśmy na miejsce, bez żadnego pożegnania wyszłam na zewnątrz trzaskając drzwiami. Niech spada.
- Burak jeden - Mruknęłam sama do siebie. Idąc wzdłuż ścieżki, dostrzegłam w ogrodzie męską postać w kapturze. Stanęłam jak wryta. Facet stał kilka metrów ode mnie z rękoma w kieszeni. Miał tak naciągniętą na głowę swoją czarną bluzę, że nie miałam najmniejszych szans, aby spojrzeć mu w oczy - Dylan... - Szybko zamrugałam powiekami jakby nie dowierzając w to co widzę a kiedy spojrzałam tam ponownie, nikogo już nie było. Co do licha? Zwariowałam? Uważnie rozejrzałam się dookoła, ale to było na nic. Ten ktoś zniknął. Wystraszona, wbiegłam do domu i od razu udałam się do swojej sypialni nie chcąc z nikim rozmawiać. Rzuciłam się na łózko i zamknęłam oczy. Nie byłam w stu procentach pewna, czy był to Cooper, ale dam sobie rękę uciąć, że to on! W sumie teraz to w ogóle się zastanawiam czy naprawdę tam kogoś widziałam, czy może to moja wyobraźnia płata mi figle. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Ten dzień jest jakiś popieprzony.
Nagle usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Nie chciało mi się wstawać, ale ostatecznie zmusiłam swoje ciało, aby wstało do pozycji siedzącej i chwilę później sięgnęłam dłonią po telefon, który akurat leżał na małym stoliku. Numer był prywatny. Dziwne.
- Tak? - Odebrałam z nadzieją, że ktoś się przedstawi i spyta o byle gówno, ale ku mojemu zdziwieniu, po drugiej stronie słuchawki była kompletna cisza - Halo.. - Powtórzyłam zirytowana. Kiedy w dalszym ciągu nikt się nie odzywał, nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Telefon zaczął dzwonić ponownie - To nie jest śmieszne! - Wrzasnęłam. Cisza - Nudzi Ci się? - Zmieniłam taktykę. Postanowiłam być wredna i groźna. Wtedy coś mnie olśniło. Mężczyzna w ogrodzie. Może to on dzwoni? Poczułam jak moje ciało oblewa zimny pot a serce zaczyna bić w przyśpieszonym tempie. Mocno zaciągnęłam się powietrzem a na koniec wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Przez kilka minut oboje milczeliśmy a czas leciał. Ten ktoś musi być bogaty skoro dzwoni do mnie tylko po to, aby siedzieć jak zabity - Dylan? - Szepnęłam. Głos mi drżał gdy wypowiadałam jego imię a ręka trzymająca telefon, trzęsła się jak mała galareta. W dalszym ciągu cisza - Dylan - Powtórzyłam już znacznie pewniejsza siebie - Wiem, że to Ty.... - Usłyszałam jak coś po jego stronie spada na ziemie. Zapewne jakiś kubek bądź inna porcelanowa rzecz. Zaniepokoiłam się lekko - Proszę, odezwij się... - Usłyszałam jak coś mruczy pod nosem, ale nie zdążył nic więcej powiedzieć, ponieważ linia została przerwana. Rozłączył się. Chciałam zadzwonić do niego ponownie, lecz problem był taki, że nie znałam numeru. Dzwonił z prywatnego i to był największy ból. Chociaż przez cały czas milczał, ja wiedziałam, że to był on. I wtedy również jego widziałam. Nie pomyliłam się. Na pewno nie. Tylko czego mógł ode mnie chcieć, skoro to on kazał mi spadać? Co ważniejsze, dlaczego tak bardzo się tym przejęłam? Eh, zmieszana swoimi uczuciami położyłam się wygodnie na swojej poduszce i zasnęłam, chcąc o tym wszystkim zapomnieć.
Obudziłam się jakoś przed dwudziestą pierwszą. Na dworze już się ściemniało i pierwsze lampy dawały o sobie we znaki. Lekko zaspana, podeszłam do szafy z której wyciągnęłam szary dres i białą bluzę. Może powinnam się przejść? Tak, to świetny pomysł. Na długich spacerach zawsze lepiej myślę.
Spojrzałam za okno, aby dokładniej przyjrzeć się pięknemu krajobrazowi i wtedy z rąk wypadły mi wszystkie ubrania. Co do licha? Mogłabym przysiąc, że dostrzegłam w cieniu męską postać w kapturze. Wystraszona, zgasiłam wszystkie światła i ponownie spojrzałam w tamtą stronę. Pusto. Potrząsnęłam głową bo chyba naprawdę wariuje. Czyżby to przez tą chorobę mam jakieś zwidy, omamy? To możliwe? Nie wiem. Chwyciłam za spodnie i bluzę a następnie udałam się do łazienki wciąć ciepły prysznic i przebrać się w czyste ubrania. Kiedy byłam gotowa, zeszłam do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu, usłyszałam znajomy mi głos, dochodzący z salonu. Nie, to niemożliwe! Czym prędzej tam pobiegłam i wpadłam do pomieszczenia jak strzała. Nie myliłam się a intuicja mnie nie zawiodła. Na wielkiej, białej kanapie siedziała mama, obok niej tata a przy dużym kominku stał Filip z Alanem. Wpadłam w panikę, widząc jak Frycz przenosi swój wzrok na mnie i kpiąco się uśmiecha.
- Kochanie, wreszcie wstałaś - Powiedziała moja rodzicielka - Dlaczego nie mówiłaś, że będziemy mieć gości? Przygotowałabym jakąś kolację - Uśmiechnęła się ciepło. Nie powiedziałam, bo może najwidoczniej sama nie wiedziałam?
- Co Wy tu robicie?! - Warknęłam zaciskając pięść - Kto Was wpuścił?!
- Właśnie tłumaczę Twojej mamie, że najlepszym sposobem na tą całą sytuację, będzie wyjazd za granicę na kilka dodatkowych badań.
- Co? - Zamrugałam zdziwiona. Co on pieprzy za głupoty?
- Rozmawialiśmy o tym, nie pamiętasz? - Ciągnął - Wyjedziesz z Alanem jutro rano...
- Jak to rano? - Wtrąciłam. Przecież mówił, że wieczorem.
- Samolot jest na ósmą. Twoi rodzice zgodzili się po długiej rozmowie. Zbadają Cię inni lekarze, po czym wyślą mi Twoje wyniki. Może nie wszystko stracone - Uśmiechnął się sztucznie. Co za skurwiel. Jak on śmie wmawiać moim kochanym rodzicom, że ten wyjazd to dla mojego dobra?! Jak on śmie kłamać, że może jest szansa na uratowane mnie? Do oczu naleciały mi łzy smutku. Nigdy bym nie sądziła, że Filip może okazać się takim samym dupkiem co Dylan i Alan.
- Ross, kochanie, wszystko w porządku? - Spytała mama. Wyglądała teraz na zdenerwowaną moim zachowaniem.
- Powiedziałeś mu? - Zmieniłam temat - On wie?! - Wskazałam placem na Alana. Miałam na myśli moją chorobę. Jeszcze tego by brakowało, aby ten kretyn wiedział.
- Nie. Nic mu nie mówiłem. Wie tylko to co powinien wiedzieć...
- Czyli to, że rano wyjeżdżamy - Wtrącił zadowolony - Lepiej się nie spóźnij. Nie lubię czekać i wiesz o tym dobrze.
- Nigdzie z Tobą nie jadę. Już Ci to mówiłam!
- Ross, musisz to zrobić. To jedyne wyjście - Przerwała moja matka. Spojrzałam na nią jak na idiotkę, bo śmieszyło mnie to, że dała się tak łatwo nabrać. Moja choroba jest nieuleczalna, zapomniałaś?!
- Myślałam, że jesteś inny.. - Zwróciłam się do Filipa - Myślałam, że się przyjaźnimy! - Wykrzyczałam po czym ruszyłam do drzwi i wybiegłam na dwór. Nie wiedziałam dokąd iść, więc po prostu szłam przed siebie wzdłuż chodnika. Szłam i zastanawiam się nad tym, odkąd tak właściwie moje życie uległo zmianie. Wszystko się zaczęło od tego, kiedy Paula miała urodziny a Dylan i Alan ją zaczepili na parkingu. Od tamtej pory nie jest tak jak być powinno. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to bez wahania. Zerknęłam do tyłu i wtedy dostrzegłam, że ktoś za mną podąża. Ktoś duży. Było ciemno, więc nic dziwnego, że nie mogłam rozpoznać kim był. Przyśpieszyłam a on zrobił to samo. Szedł ze mną krok w krok. Czasem nawet szybciej. Wpadłam w panikę. Co jak on jest jakimś psychopatą? Nie czekając długo, ruszyłam do biegu i skręciłam w mały zaułek, aby go zgubić. Schowałam się za zielonym kontenerem na śmieci. Zapach był okropny, ale miałam to gdzieś. Liczyło się to, by zgubić tego dziwaka i kiedy myślałam, że faktycznie go zgubiłam, wyszłam z powrotem na ulicę.
- Aaaa! - Krzyknęłam, gdy poczułam jak ktoś ściska moje ramiona - Puszczaj! - Chwycił mnie mocniej i pchnął moim ciałem na jedną ze ścian starej kamienicy - Ratunku! - Nie dawałam za wygraną. Jeżeli chce mnie zgwałcić, to musi się bardzo postarać. Zamachnęłam się ręką do tyłu, po czym wymierzyłam porządny strzał w jego głowę, powodując tym, że spadł mu kaptur. Miałam okazję przyjrzeć się mojemu napastnikowi - Dy.. Dylan.. - Szepnęłam krztusząc się własnym powietrzem. Chłopak spojrzał na mnie i dopiero chwilę później mnie puścił.
- Ross... - Szepnął. Przyjrzawszy mu się uważniej, dostrzegłam jak strasznie wygląda. Nieogolona twarz, podkrążone oczy, siniaki na buzi i te podarte ubrania.
- Co się z Tobą stało...? - Spytałam drżącym tonem głosu. Zaczął się trząść. Był w koszmarnym stanie. Nagle coś sobie przypomniałam - To Ty? To Ty do mnie dzwoniłeś i byłeś pod moim oknem?! - Ale on milczał. Wpatrywał się tylko we mnie jak opętany i milczał - Ty?! - Wrzasnęłam pchając go do tyłu. To był błąd. Z całej siły chwycił moją dłoń i wykręcił ją do tyłu. Zawyłam z bólu - To boli! Dylan! To boli..
- Dalej spotykasz się z tym kretynem? - Warknął. Chodzi mu o Michała? Serio? Scena zazdrości?
- Sam jesteś kretynem! - Pchnął mną o ścianę i potrząsnął - Puść mnie! - Zaczęłam płakać. Bałam się go. Znów był pod wpływem tego gówna?
- Należysz do mnie, rozumiesz? Do mnie! - Wtedy ni stąd, ni zowąd pojawił się Alan. Spojrzał to na mnie, to na Coopera i kiedy zrozumiał, że grozi mi niebezpieczeństwo, oddzielił swojego przyjaciela ode mnie - Odbiło Ci?!
- Zostaw ją - Syknął.
- Kim Ty kurwa jesteś żeby mówić mi co mam robić? - Parsknął śmiechem.
- Twoim przyjacielem idioto! A ta dziewczyna - Wskazał na mnie palcem - Się Ciebie boi! - Myślałam, że się przesłyszałam. Alan jest dla mnie miły? Martwi się o mnie? To coś nowego.
- Zjeżdżaj stąd. Jestem zajęty - Chciał do mnie podejść, jednak Frycz mu na to nie pozwolił. Zablokował jego każdy ruch ciała - Puść..
- Idź do domu lepiej. Zaraz znów wpakujesz się w jakieś kłopoty.
- No proszę - Zaśmiał się - Wy razem? Tego bym się nigdy nie spodziewał.
- Nie pierdol, tylko zabieraj stąd swoją dupe! - Cooper przez chwilę się zamyślił, jednak ostatecznie machnął ręką i odszedł. Ja natomiast stałam sparaliżowana - Co się tak gapisz? - Syknął w moją stronę. Podziękować mu? No chyba powinnam bo przecież uratował mi życie, prawda?
- Dlaczego mi pomogłeś? - Szepnęłam.
- Nie wyobrażaj sobie bóg wie czego. Zrobiłem to bo bez Ciebie nasz plan chuj strzeli. Do póki nie załatwimy tego gówna to jesteś pod moją ochroną. A teraz wyświadcz mi przysługę i trzymaj się od niego jak na razie z dala - Spojrzał na mnie i ruszył do przodu.
- Alan? - Na dźwięk swojego imienia stanął, jednak się nie obrócił -  Co .. Co się z nim stało?
- To właśnie jest nowa wersja Twojego chłoptasia. Super, co? - Parsknął - Teraz rozumiesz, dlaczego tak bardzo zależy mi na sprowadzeniu tej starej baby?  Miejmy nadzieję, że ona mu pomożesz bo na wszystko inne już za późno.
- Kto mu to zrobił? - Wychrypiałam. Dopiero teraz zechciał na mnie spojrzeć - To ona, prawda? To Roksana?..
- Zemściła się na nim, że wybrał Ciebie.
- Ale jak on sobie na to pozwolił? - Zdziwiłam się - Przecież nigdy...
- Słuchaj - Wtrącił - Możesz myśleć co chcesz, ale on Cię kochał, jasne? Kiedy odeszłaś, zmienił się.
- Czyli to moja wina?
- Nie wiem czyja. Chcę tylko odzyskać przyjaciela.. - Nie mówiąc więcej nic, odszedł. Ja natomiast chwilę jeszcze posiedziałam na świeżym powietrzu, aby trochę pomyśleć. Cooper mnie kochał? Tak postępuje zakochany człowiek? Skoro naprawdę mnie kochał, to dlaczego tak mnie potraktował? Nie wiem. Miałam to już gdzieś. Skoro jestem jedyną osobą do ściągnięcia tu jego matki, to zrobię to. Zrobię ostatnią rzecz dla Dylana. Chociaż tyle jestem wstanie zrobić przed swoją śmiercią.
Wzięłam sobie słowa Alana do serca. Dylan ciągle jest pod wpływem tego świństwa a ja mogę mu pomóc w jeden sposób. Wróciłam do domu, gdzie czekał na mnie Filip z moimi rodzicami i zawołałam wszystkich do salonu.
- Ja.. - Zaczęłam niepewnie - Zgadzam się. Wyjadę z Alanem...



środa, 15 lipca 2015

Rozdział 29

,, I am a fucker ''

Spałam zaledwie dwie godziny. Całą noc spędziłam na rozmyślaniu o moim życiu. Doszłam do kilku wniosków, ale najważniejszym i najbardziej trafnym wnioskiem, było to, że Dylan Cooper to pierdolony cham i świnia i nie zasługuje na mnie. Nie zasługuje na żadną inną dziewczynę. Niech będzie sobie z tą szmatą, która tak za nim lata. Niech zginie w jakimś wypadku. Niech pójdzie do więzienia za te wszystkie kradzieże i bójki. Życzę mu wszystkiego najgorszego. Postanowiłam, że nigdy, ale to nigdy nie wybaczę mu tego jak mnie potraktował. Choćby przyszedł do mnie i przepraszał na kolanach, wybaczenia nie dostanie. Naprawdę go kochałam. Kochałam i traktowałam poważnie, kiedy to on pogrywał sobie ze mną. Oddałam mu siebie, oddałam mu swoje serce a on? Chciał mnie tylko i wyłącznie przeruchać. Idiotka. Jestem skończoną kretynką. Faceci to świnie i każdy jest taki sam. Oprócz przyjaźni, nie można im zaufać. Ja już nigdy więcej tego błędu nie popełnię. Nie zakocham się w żadnym facecie. Przysięgam. Cooper był tym ostatnim który mnie skrzywdził.
Myślałam również o swojej chorobie. Dziwne ile to człowiek może zrozumieć przez jedną noc. Przez kilka godzin. Tak więc, nie będę się leczyć. Nie chcę. Nie mam po co. Myślcie co chcecie, ale co mi po tym, że pożyje rok dłużej? Po pierwsze, bardziej zranię znajomych, kiedy to będę musiała odejść a po drugie będę mocniej cierpieć. Postanowiłam, że dziś zrobię kolację u siebie w domu i powiadomię najbliższych, że jestem chora. Powiem im wszystko. Im szybciej tym lepiej. Zaproszę Paule, Filipa, Michała no i przede wszystkim swojego ojca. Czas, aby stanąć z nim twarzą w twarz. Przecież to człowiek, który mnie spłodził. Mam w sobie jego krew i nie ważne co zrobił mojej matce. Kocham go.
Usłyszałam jak ktoś krząta się po sypialni co mnie obudziło. Kiedy jestem zmęczona, najmniejszy stukot może wybudzić mnie ze snu. Tak było w tej sytuacji. Otworzyłam oczy, ale nie dostrzegłam nikogo w pobliżu. Dziwne. Za to poczułam jak w pomieszczeniu jest strasznie zimno. Zakryłam się kołdrą po samą szyję, jednak to nic nie pomogło. Drzwi od balkonu były uchylone i w tym tkwił problem. Wszystko jasne.
- Cholera.. - Mruknęłam pod nosem. Wstałam na nogi gdyż musiałam jakoś się ogrzać i wtedy zobaczyłam Michała siedzącego na białym fotelu. Nigdy nie zrozumiem bogatych ludzi, którzy nie mają co robić ze swoją forsą. Serio? Ekskluzywny fotel na tarasie? Bez komentarza. 
Opatuliłam się kołdrą i zbliżyłam do chłopaka. Nie widział mnie. Kiedy tak mu się przyglądałam, wyglądał bardzo słodko. Jego włosy to czysty nieład, zaspana buzia, szare dresy i goły tors. Był naprawdę przystojnym facetem. Szkoda, że nasze losy tak się potoczyły. Mogło być zupełnie inaczej.
- Hej - Przywitałam się wychodząc na zewnątrz. Michał mieszkał w jednej z najdroższych dzielnic tego miasta. Widok z jego balkonu był zachwycający. Dochodziła szósta nad ranem i dopiero co robiło się widno. Naprawdę uroczy widok.
- Nie śpisz już? - Spojrzał na mnie po czym lekko się uśmiechnął. Chyba nieco się speszył moim widokiem.
- Jak widać? - Parsknęłam. - Co tu robisz o tej porze? -  Uważnie mu się przyjrzałam i wiedziałam, że lekko zmarzł, więc postanowiłam dodać mu trochę ciepła. Podeszłam do niego najbliżej jak mogłam i usiadłam na jego kolana. Chociaż tyle dobrze, że miał na sobie dres. Następnie wtuliłam się w jego ramiona i zarzuciłam na plecy kołdrę.
- Zmarzniesz.. - Szepnął mi wprost do ucha - Ponadto nie mogłem dłużej spać. Musiałem pomyśleć, przetrawić to wszystko... - Zmierzył mnie wzrokiem na co posłałam mu niewinny uśmiech. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, kiedy zobaczyłam, że na jego ustach ciśnie się kilka pytań. Wiedziałam do czego to wszystko zmierza a rozmowa była nieunikniona.
- Michał..
- Tak? - Ledwo wypowiedziałam jego imię a ten już czekał na ciąg dalszy.
- Chyba musimy pogadać.. - Aby nie spojrzeć mu w oczy, zaczęłam bawić się jego włosami. Miękkie, gładkie, zadbane. Kiedyś lubiłam to robić. Wszczepiałam dłonie w te jego jakże idealną fryzurę i gładziłam dłonią wszystkie jego kędziorki.
- Więc mów.. - Zlekceważył wszystko czym teraz się zajmował i objął mnie swoją prawą ręką - Zamieniam się w słuch.
- Więc.. hmm.. cóż.. Nie wiem od czego zacząć..- Ta rozmowa była trudniejsza niż mogła się wydawać.
- Może od tego, że jesteś chora? I dlaczego twierdziłaś, że niedługo umrzesz? Przecież da się to leczyć do cholery!..
- To nie takie proste. Michał, słuchaj...Mój przypadek jest na poziomie zaawansowanym. Badał mnie najlepszy lekarz w mieście. Nie ma szans na wyleczenie. Jedynie co mogą zrobić, to przedłużyć mi życie o rok - Wzruszyłam smętnie ramionami - Tak czy siak, umrę..
- Ross.. Ja.. Nie mogę w to wszystko uwierzyć.. To jest jakiś pieprzony koszmar..
- Uspokój się. Już się z tym pogodziłam. Wszystko jest dobrze...
- Dobrze? - Parsknął - Co Ty w ogóle zamierzasz? Jak to..
- Nie wiem - Wtrąciłam - Miałam w następnym tygodniu spotkać się z lekarzem i dać mu znać czy chcę się leczyć a on miał dać mi wszystkie możliwe opcje...
- Chcesz to zrobić, prawda? Musisz podjąć walkę z tą przeklętą chorobą! Wiesz, że musisz powiedzieć o tym swojej matce?!
- Wiem. Zrobię to dziś wieczorem podczas kolacji. Do tego czasu nikomu nie mów. Zaproszę najbliższych  i każdy się dowie. Poproszę ich o poufność bo jakoś nie chcę, aby cała szkoła się o tym dowiedziała i udawali, że mnie lubią.
- Rozumiem.. 
- Więc dlaczego jesteś taki spięty?
- Bo nie potrafię pojąc tego, dlaczego to przytrafiło się akurat Tobie! Jeszcze ten kretyn z Tobą...
-Wystarczy! - Warknęłam - Dylan Cooper mnie nie obchodzi. On już dla mnie nie istnieje. - Pocałowałam Michała w policzek i wstałam na podłogę. Zdziwił się moim ruchem, ale nic nie zrobił. Uważnie mi się tylko zaczął przyglądać. Jakby chciał wyczuć co zrobię następnie - Możesz odwieźć mnie do domu? Muszę sobie wszystko poukładać i przygotować się do kolacji.
- Jasne.. - Mruknął. Poszedł do mnie i chwycił mnie za dłonie - Ross?
- Tak? - Przełknęłam głośno ślinę na co on się uśmiechnął i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Wiedz, że zawsze przy Tobie będę, bez względu na to co się stanie.. - Wyszeptał. Posłałam mu uśmiech i wygramoliłam się z jego uścisku. Łatwo jest mówić. Z całych sił starałam się ukryć smutek jaki we mnie siedział. Nie chciałam, aby widział, że coś jest nie tak. 
Wróciłam do pokoju i od razu przebrałam się we wczorajsze ciuchy, gdyż nic innego akurat nie posiadałam a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Przecież na żadną imprezę nie jadę, no nie? Nie muszę się nigdzie stroić. Nie mam już dla kogo tego robić.
Kiedy byłam gotowa, udaliśmy się do jego samochodu a potem odwiózł mnie wprost do mieszkania. Przez całą drogę pytał czy dobrze się czuje, czy nic mi nie potrzeba i, że jak tylko coś będzie się dziać, mam od razu dać mu znać. Powoli doprowadzał mnie tym do szału. Martwił się, rozumiem, ale kurwa bez przesady! Ileż można?! Przecież nie jestem dzieckiem i umiem o siebie zadbać! Nagle z radia wydobyła się najgorsza muzyka jaka tylko może istnieć. Rock. Już chciałam przełączyć, kiedy przypomniałam sobie o Dylanie. On zawsze tego gówna słuchał. Denerwował mnie i specjalnie doprowadzał mnie tym chłamem do szału. Ponownie zachciało mi się płakać. ,, Ross, kurwa skup się! On Cię nie kocha! Byłaś dla niego zwykłą zabawką! Sam tak powiedział! ''. Potrząsnęłam głową i spojrzałam za szybę. Podjeżdżaliśmy do mojego mieszkania. Nareszcie. Szybko wytarłam łzy spod oka i przybrał minę jakby nic się nie stało.
- Daj znać o której mam przyjść - Usłyszałam. Pokiwałam twierdząco głową.
- Jasne.. - Przed opuszczeniem jego ekskluzywnego pojazdu, ostatni raz spojrzałam mu w oczy - Bez Ciebie nic się nie uda - Złożyłam na jego policzku małego całusa i wyskoczyłam na zewnątrz, aby nie zaczął zadawać kolejnych pytań.. Wiał chłodny wiatr i zapowiadało się na deszcz. Świetnie. Na koniec pomachałam do niego ręką i chwilę później, znalazłam się u siebie w domu. Było dosyć wcześnie, więc nic dziwnego, że mama jeszcze spała. Nie zamierzałam jej budzić. Udałam się do swojej sypialni i stamtąd wykonałam kilka ważnych telefonów. Zadzwoniłam do Pauli, Filipa oraz swojego ojca. Poprosiłam o spotkanie na godzinę dziewiętnastą. Zgodzili się przyjść bez wahania. Wiedzieli, że to jest dla mnie ważne. Filip pewnie domyślał się o co chodzi. Dobrze. 
Usiadłam na łóżku i znów fala wspomnień zalała moją głowę. Dylan Cooper... Może jest jakieś wytłumaczenie na to jak mnie wczoraj potraktował? Może to pomyłka? Szybko wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer chłopaka. Już chciałam nacisnąć zieloną słuchawkę, ale w ostatniej chwili zdążyłam racjonalnie pomyśleć. Przecież jasno dał mi do zrozumienia, że mam wypierdalać z jego życia - Cholera! - Warknęłam. Dlaczego to tak musi boleć?! Dlaczego akurat on?! Pieprzony świat i pieprzona miłość. Nie radzę nikomu na świecie się zakochiwać. Naprawdę, uwierzcie mi na słowo. Najpierw jest dobrze a potem się wszystko jebie....

Po południu przyszedł do mnie dziwny MMS. Oczywiście nie znałam tego numer. Był dla mnie obcy, ale wiedziałam, że z nadawcą tej wiadomości, miałam styczność. Mniejsza o to. Dostałam zdjęcie Coopera. Szatyn leżał na łóżku całkiem goły a obok niego była Roksana. Przytulali się. Ona go przytulała. Wiecie co wtedy poczułam? Jak ktoś wbija mi nóż w plecy. Nie dość, że upokorzył mnie przed swoimi znajomymi to jeszcze musi mi jakieś głupie zdjęcia wysyłać? Zrozumiałam, że mnie nie kocha. Nie musi tego okazywać na każdym kroku. To naprawdę podły człowiek. Od razu to usunęłam ze łzami w oczach.
W dłoni trzymałam pewien list. Napisałam go właśnie do Dylana, kiedy to dostałam od niego wiadomość. Nie zamierzam go oczywiście wysyłać, o nie. Mam zamiar zrobić z tym coś innego. Oglądałam kiedyś z Paulą pewien film. Bardzo dobry film. ,, Tylko Ciebie chcę ''. Aktorka grająca w tym melodramacie, powiedziała do swojego ukochanego, aby napisał list jeżeli chce się z kimś pożegnać. Aby napisał na kartce wszystko co chciałby powiedzieć drugiej osobie. Może być to jedno słowo a może cała strona. Wszystko zależy od siebie samego. Potem niech ten list spali. Ogień spali słowa na popiół a a wiatr je uniesie i zabierze ze sobą ten ból, który w Tobie siedzi. Tak zrobiłam. Napisałam list, ale jakoś nie miałam odwagi go jeszcze spalić. Coś mnie blokowało. 
Dochodziła dziewiętnasta. Goście zaczęli się zjeżdżać a ja nie wiedziałam czy dobrze robię. Nagle dopadły mnie wątpliwości. Co to ma być!? Przecież muszę im powiedzieć! Muszę! Chociaż nie wiem jak będzie mnie to boleć, nie mogę sobie pozwolić na chwilę słabości.
- Kochanie.. Mogę? - Usłyszałam. Obróciłam się jak oparzona a z ręki wypadła mi kartka pełna przeróżnych słów, kropek, przecinków. Do pokoju wszedł mój ojciec. Był jakiś taki przygnębiony. Wyglądał koszmarnie.
- Jasne.. chodź.. - Szepnęłam posyłając mu lekki uśmiech - Coś się stało? Zaraz do Was zejdę...
- Chciałbym z Tobą porozmawiać - Wtrącił.
- O czym? Jeżeli chodzi o ma.. 
- Wysłuchaj mnie córciu.. - Zbliżył się do mnie i usiadł po drugiej stronie łóżka - Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i zawsze będę walczyć o Ciebie i Twoją matkę. Kocham Was. Wiem, że popełniłem wiele błędów, ale zrozumiałem, że to Wy jesteście moim całym światem. Ross, skarbie, nie odtrącaj mnie..
- Kocham Cię tato - Rzekłam po czym rzuciłam się na niego i mocno do siebie przytuliłam. Brakowało mi jego bliskości. Dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo jest mi potrzebny ojciec. Jak trudno się bez niego żyje, bez jego wsparcia i czułości. 
- To znaczy, że wreszcie mi wybaczyłaś?
- Oczywiście! Tak bardzo tęskniłam.. - Wtuliłam się w jego ramiona a on w tym samym czasie złożył na moim czole małego całusa - Kocham Cię.. - Powtórzyłam.
- Mam dla Ciebie wiadomość - Rzekł z wielkim uśmiechem - Myślałem o tym jakby Wam zrekompensować wszystkie krzywdy jakie wyrządziłem. Ross, dużo się zmieniło odkąd z Wami nie mieszkam.
- Co się zmieniło? - Zdziwiłam się. Nie licząc mojej choroby oczywiście. Nie miałam pojęcia o czym on gada.
- Mój szef zaangażował się w inną firmę. Dostał lepsze udziały i przeprowadził się do Stanów. Cały biznes oddał mnie. Powiedział, że jestem najbardziej odpowiedzialnym i godnym zaufania pracownikiem, rozumiesz? Jestem od teraz szefem ,, Mild tred Als '' ! Największej na świecie firmy odzieżowej! To wszystko należy teraz do mnie, do nas! 
- Żartujesz..? - Pokiwał przecząco głową. Jasna cholera! To chyba jakiś sen. Mój ojciec właścicielem ,, Mild tred Als '' ? To są chyba żarty. Jak to w ogóle możliwe?! 
- Za niedługo zamieszkacie ze mną. Dostałem również jego dom, który teraz jest nasz. Kochanie, jesteśmy milionerami! - Wrzasnął zachwycony. Nie mógł opanować radości. Ciągle się uśmiechał i powtarzał, że jesteśmy bogaci. Cieszyłabym się razem z nim, ale miałam straszne wyrzuty sumienia. Za chwilę popsuje mu ten dobry humor. Może jest jeszcze czas, aby odwołać tą pieprzoną kolację? - Mama o wszystkim wie. Milczała bo ją o to poprosiłem. Nie gniewaj się.
- Nie gniewam. Spokojnie..Czyli Wy znów jesteście razem..?
- Tak.. Naprawiamy nasze małżeństwo małymi kroczkami, ale jest już dobrze.  Ross, wszystko gra? Wyglądasz jakoś tak blado..
- Tak - Wtrąciłam - Wszystko gra. Wiesz co tato? Chodźmy już na dół. Pewnie wszyscy się niecierpliwią..
- Ach no tak. Zapomniałem, że masz nam coś ważnego do powiedzenia - Wstał na nogi i ruszył do drzwi - Nie idziesz?
- Idę, idę.. - Spojrzałam do lustra i poprawiłam po raz ostatni włosy. Potem wolnym krokiem opuściłam swoją sypialnię i udałam się do salonu, gdzie był duży stół a przy nim siedzieli już wszyscy goście. Mama, Michał, Paula, Diuk i Filip. Ja z ojcem dołączyliśmy do nich i przysiedliśmy się do stołu pełnego jedzenia. Oczywiście najpierw przywitałam każdego z osobna. Z początku panowała niezręczna cisza, którą później przerwał Filip. Mężczyzna ubrał się w czarny garnitur z białym krawatem. Mama była strasznie zdziwiona, że i jego zaprosiłam, ale nie zadawała żadnych pytań. Czekała aż sama wszystko wyjaśnię i za to byłam jej wdzięczna.
- Więc Ross, rozumiem, że wreszcie podjęłaś decyzję odnośnie Twojego dalszego leczenia, tak? - Spytał. Mina mojej matki była nie do opisania.
- Jakiego leczenia? - Wtrąciła zaskoczona. Na jej twarz wkradło się zdziwienie. Duże zdziwienie.
- Nie powiedziałaś nikomu? - Ciągnął lekarz.
- Zamierzam to zrobić teraz.. Dlatego Was wszystkich zaprosiłam.. Mamo, muszę Wam o czymś powiedzieć. O czymś ważnym..
- Bardzo ważnym - Wtrącił mężczyzna. Posłałam mu piorunujące spojrzenie, aby siedział cicho, ale on nic sobie z tego nie zrobił - Dziewczyno, nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji?
- Jakiej sytuacji do cholery?! - Wrzasnęła moja rodzicielka. Spojrzałam na Michała z nadzieją, że podpowie mi co mam robić, ale on tylko wzruszył ramionami. Świetnie. A podobno zawsze mogę na niego liczyć. Chciał, abym wreszcie wydusiła to wszystko z siebie, tylko to nie było takie proste do cholery!
- Ja.. - Zaczęłam ściszonym głosem - Jestem chora.. - Wykrztusiłam.
- Słucham? - Kobieta spojrzała to na mnie, to na Filipa - Chora? - Powtórzyła.
- Mam białaczkę. Umieram... - Rzuciłam na stół białą teczkę, którą niedawno dostałam od Filipa. W środku znajdowały się wszystkie moje wyniki, badania i odpowiedzi do niezadanych pytań. Paula, która właśnie piła sok, zaczęła się krztusić, matce z rąk wyleciał widelec a ojciec wpadł w jakiś trans. Tylko Michał zachowywał trzeźwość umysłu. Widziałam jak ściska dłoń w pięść, ale panował nad sobą. Przynajmniej próbował.
- Ale zamierzasz się leczyć prawda? - Dołączył do dyskusji nastolatek.
- Michał.. Ja.. Przemyślałam sobie to wszystko i..
- I co? - Warknął - Obiecałaś, że to zrobisz..
- Czyli Ty wiedziałeś?! - Wtrąciła Paula - Oboje nas okłamywaliście?! Jak długo o tym wiecie?!
- Pare dni.. - Wzruszyłam smętnie ramionami - Nie mówiłam nic bo nie wiedziałam jak.
- Co zamierzasz? - Sytuacje próbował uspokoić Filip. Spojrzałam na niego i zmrużyłam oczy. Wiedział. Wiedział co chcę powiedzieć i pokiwał przecząco głową - Nie możesz.. To głupota!
- Nie zamierzam się leczyć. To moja decyzja - Michał uderzył pięścią o stół a mama wybuchnęła gorzki płaczem. Nie mogłam na to patrzeć. Nie potrafiłam. Wstałam więc od stołu i pobiegłam wprost do siebie. Zamknęłam od razu za sobą drzwi a następnie rzuciłam się na małe łóżko w którym tak bardzo kochałam spać. Nie minęło pięć minut, kiedy to pierwsza osoba zapukała do drzwi. Myślałam, że będzie to moja mama, ale ku mojemu zdziwieniu, do środka wszedł Filip. Rozejrzał się po wnętrzu i od razu podszedł do mnie.
- Ross... - Zaczął.
- Proszę, nie przekonywuj mnie do innej decyzji. Nie uda Ci się to. Nie chcę tego...
- Rozumiem Twoje postępowanie. Dużo osób podejmowało taką samą decyzję co Ty. Nie chcesz się męczyć, prawda? Ale bądź pewna, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bardzo Cię polubiłem. Nie zostaniesz sama a ja Ci nie pozwolę tak po prostu odejść. Od dziś będziesz się ze mną widywała co tydzień. Będę po Ciebie przyjeżdżać i spędzimy trochę czasu razem. Co Ty na to?
- Naprawdę tego chcesz?
- Tak. Chcę Cię bliżej poznać.. - Naszą rozmowę przerwała moja przyjaciółka, która weszła do środka. Rozejrzała się po pokoju a w jej oczach dostrzegłam żal. Żal do mojej osoby - Nie będę Wam przeszkadzać. Pojadę już. Wiem co miałem wiedzieć i na mnie już pora. Do zobaczenia niedługo Ross. Odezwę się wkrótce - Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł. Teraz czas, aby stanąć twarzą w twarz ze swoją przyjaciółką.
- Przyjaźnisz się z lekarze?- Zaczęła.
- To długa historia. Poznałam go, kiedy .. - Nagle zamilkłam, ale szybo wzięłam się w garść - Kiedy Dylan pierwszy raz zawiózł mnie do szpitala. Jest miły i polubiłam go. To dobry człowiek.
- Michał też już poszedł.
- Co? Jak to? - Wzdrygnęłam się.
- Był nieźle wkurzony.. Trzasnął drzwiami i wyszedł.
- Nawet dobrze.. Nie mam ochoty z nim dziś rozmawiać. Jutro go złapię w szkole, albo zadzwonię do niego później.
- Jak to możliwe, że jesteś chora? Nie wierzę w to.. Twoi rodzice aż czytają wszystkie kartki z tej koperty.. Twój ojciec przejął firmę, tak? Słyszałam jak rozmawiali.. Jesteś bogata! Nie wszystko stracone!
- Paula, nie wyleczą mnie. Nie da się.
- Ale słyszałam, że możesz przedłużyć...
- I co mi to da? - Wtrąciłam - I tak umrę. Jedynie bym się tylko dłużej męczyła. Nie chcę tego. Postaw się na moim mie...
- Jestem w ciąży! - Teraz to ona wtrąciła mi. Zamrugałam zszokowana oczami i aż musiałam wstać na równe nogi.
- Co Ty powiedziałaś?..
- Pamiętasz jak w szpitalu powiedziałam, że zostaję z mamą tylko z jednego względu? - Kiwnęłam głową na znak, że pamiętam - No więc właśnie dlatego zostaję. Bo jestem w ciąży..
- Jak?! kiedy?! Niemożliwe...
- Pierwszy miesiąc się zbliża.. Zabezpieczaliśmy się, ale to nie pomogło. Będę miała z Diukiem dziecko..
- Boże, Paula.. Jak się z tym czujesz?... - To były pierwsze słowa jakie w tej sytuacji przyszły mi do głowy. Byłam w totalnym szoku! - A on? Co on na to? Wie?
- Dobrze. Już się pogodziłam z tą myślą. Wie i wiesz co? Cieszy się jak głupi. Myślałam, że zacznie panikować czy coś, ale on zareagował zupełnie inaczej. Był opanowany i się cieszył.. - Wzruszyła ramionami - Wiem, że to nie odpowiedni czas, ale chciałam, abyś była chrzestną mojego dziecka, jednak teraz widzę, że to zły pomysł..
- Bardzo zły - Uśmiechnęłam się lekko, aby załagodzić sytuację - Znajdziesz lepszą chrzestną dla swojego bobasa, która będzie się nim opiekować. Ja nawet nie dożyje chrzcin..... Boże, dziś już za dużo tych informacji. Pogadamy o tym wszystkim jutro, dobra? Muszę pomyśleć..
- Jasne - Odwzajemniła mój uśmiech - A Dylan? Wie? - Spojrzałam na nią po czym przełknęłam głośno ślinę. No tak.Przecież nie miała pojęcia, że zerwaliśmy.
- Musisz o czym wiedzieć. Miałaś rację co do niego... - Mówiąc to, do oczu naleciały mi łzy. Chciałam się ogarnąć, ale nie umiałam - On.. On się mną bawił.. Nie kochał mnie. Nie zależało mu na mnie..
- Co Ty mówisz?.. Jak to?.. - Opowiedziałam jej sytuację z wczoraj a ta tylko zakryła usta dłonią by nie zacząć krzyczeć. Chciała dorwać gnoja i obić mu ryj, ale zabroniłam jej. Cooper to świnia i cham. Bóg wie co by jej zarobił. Skoro jest zdolny, aby zamknąć mnie w schowku szkolnym, czy sprzedać jako dziwkę, to co dopiero zrobi jej? Wolę nie ryzykować - Ross, coś tu nie gra. Myślę, że on naprawdę Cię kocha i z tego co mówisz, że jest jakiś tam Rick, to może on kazał mu to wszystko zrobić?
- Nie. Rozmawiałam z nim na osobności. Nawet wtedy powiedział mi, że mam trzymać się od niego z dala. Po prostu zabawił się mną - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Nie chcę go znać. Nienawidzę go..
- I ja mam w to uwierzyć? - Nagle zaczęła grzebać coś w kieszeniach swoich spodni. Po chwili wyciągnęła z nich białą kartkę - Nie wiem czy dobrze robię, ale przyniosłam to dla Ciebie. To list który Dylan napisał w szpitalu. Zostawił go pierwszego dnia wizyty. Zabrałam go, kiedy no wiesz.. Wtedy z tą akcją z Michałem.. Czytałam go i wiem, że to co tam napisał to prawda. Ty również musisz to przeczytać. Po tym liście zrozumiałam, że to ja się myliłam a jemu na Tobie zależy. Sama zobaczysz - Posłała mi uśmiech i wstała na nogi - Muszę już lecieć. Diuk chce jeszcze zajechać do rodziców. Spotkamy się w szkole, tak? Przyjechać po Ciebie rano?
- Jeżeli Michał nie przyjedzie to tak.. - Kiwnęła głową a następnie się pożegnałyśmy i zostałam sama. Byłam wykończona. Przed snem pogadałam jeszcze z rodzicami, chcąc ich jakoś uspokoić, ale nic do nich nie docierało. Matka płakała a ojciec mało mnie słuchał. Tak byli tym wszystkim przejęci. Kiedy wiedziałam, że dziś już nic nie zdziałam, wzięłam kąpiel i położyłam się spać.
Rano wstałam dosyć wcześnie. Zdążyłam wziąć ciepły prysznic, ubrać się i wyprostować włosy. List od Pauli zostawiłam na biurku, obok tego, który napisałam ja. Nie przeczytałam żadnego i nie pozbyłam się żadnego. Sama nie wiem czemu. Jakoś tak wyszło.
W kuchni czekał na mnie talerz pełen omletów i sok pomarańczowy. Na stole była mała karteczka od mamy, że kiedy wróci to porozmawiamy na spokojnie i wszystko sobie wyjaśnimy. Dopisała również, że bardzo mocno mnie kocha i życzy miłego dnia. Tak, na pewno będzie miły.
Zjadłam śniadanie i chwilę później, pod mój dom przyjechała Paula. Michał nie odbierał ode mnie telefonów oraz nie odpisał na żadnego SMS'a, więc napisałam do Pauliny. Była jak zawsze na czas.
Spakowałam książki i wybiegłam na zewnątrz. W szkole byłyśmy pięć minut przed czasem. Dziewczyna zaparkowała tam gdzie zawsze i razem opuściłyśmy jej pojazd.
- Gdzie Diuk? - Spytałam.
- Dziś przyjedzie później. Coś tam musi załatwić - Wzruszyła ramionami. Przed naszymi oczyma wyłonił się Michał. Szedł z kolegami z drużyny i uważnie mi się przyglądał. Nawet się nie przywitał.
 Wciąż był na mnie zły. Stanęli na schodach przed wejściem i rozmawiali o byle czym. Chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku, chociaż starał się tego nie okazywać - Dylan..
- Co? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos Pauli. Powiedziała jego imię?
- Dylan.. - Powtórzyła szturchając mnie łokciem. Wskazała palcem grupkę ludzi stojących tam, gdzie kiedyś szwendał się Cooper z Alanem. Tym razem nie byli sami. Obok samochodu szatyna, stał David, Alan, Dylan i Roksana oraz jeszcze dwóch gości. Mój wzrok od razu utkwił na jego osobie. Stał jakby nigdy nic i tak zwyczajnie palił fajkę. Miał w dupie, że jest na terenie szkoły. W ogóle co on tu robił? Ponad miesiąc opuszczał lekcje a dziś tak po prostu się tu zjawił? Kiedy na mnie spojrzał, wzruszył obojętnie ramionami. Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak ściskają mi się flaki w żołądku. Był jakiś taki inny. Odmieniony. Jakby to wcale nie był on. Roztrzepane włosy, pocięte w kolanach spodnie i czarna bluza. Do tego olał mnie. Zignorował. Na moich oczach, podeszła do niego ta czarna szmata i zaczęli się całować. Przez tą idiotkę znienawidziłam kolor swoich włosów. Brzydziłam się go.
- Dalej uważasz, że mnie kocha? - Warknęłam w stronę przyjaciółki i szybkim krokiem weszłam do szkoły. Nie zamierzałam się dłużej przyglądać parce zakochanych gołąbków. Miałam też gdzieś wkurzonego Michała. Teraz miałam w dupie cały świat!
Pierwsze dwie lekcje minęły mi dosyć szybko. Może dlatego, że nie chciałam przerwy bo bałam się, że wpadnę na tego chama? Tak czy inaczej, kiedy lekcja fizyki dobiegła końca, zostałam zmuszona aby opuścić klasę i udać się na dwór. Paula poleciała do Diuka, który właśnie przyjechał.
Idąc korytarzem, zobaczyłam wielki tłum uczniów zebrany obok szafek. Coś się działo! Czym prędzej pobiegłam w tamtą stronę, ale nikt nie chciał mnie przepuścić na sam początek. Nie wiedziałam co się dzieje aż nie usłyszałam głosu Michała. Był w tym tłumie. Był jako atrakcja główna.
- Przepuście mnie do cholery! Tam jest mój przyjaciel! - Wrzasnęłam pchając się co rusz łokciami. To w lewo, to w prawo. Po kilku minutach udało mi się wreszcie dotrzeć do celu - Co tu się dzie... - Nagle zamilkłam. Przede mną leżał na podłodze Michał, który zwijał się z bólu. Kilka kroków dalej stał Dylan z rękami uniesionymi do góry. Cieszył się z wygranej. Był bardzo zadowolony, że pobił Michała. Za nim stał David i Roksana. Alana nigdzie nie było. Dziewczyna widząc mnie, zbliżyła się do nastolatka po czym złożyła na jego ustach namiętnego buziaka. Poczułam w sercu nienawiść do tej dwójki.
- Kogo my tu mamy - Parsknęła tym swoim jadowitym głosem. Zacisnęłam dłoń w pięść, aby nie wybuchnąć, ale kiedy Michał próbował wstać na nogi a Dylan podszedł do niego i z powrotem pchnął go na ziemię, nie wytrzymałam.
- Przestań! - Krzyczałam - Jesteś normalny?! - Podeszłam do niego i odepchnęłam go do tyłu. Był zimny jak lód. Nie czułam już tego ciepła co kiedyś - Zostaw go! Sam nie potrafisz nic załatwić, tylko kolegami się bronisz?!
- Obrończyni słabych się znalazła - Zaśmiał się - Zjeżdżaj stąd.
- Jesteś zwykłym śmieciem! Nie masz kogo się czepiać, tylko jego?!
- Jeżeli tak bardzo chcesz to mogę zacząć czepiać się Ciebie - Sama nie wierzyłam w to co słyszę. Boże, jak on się zmienił.
- Zostaw ją... - Michał wstał na nogi i stanął przede mną - Jesteś ćpunem Cooper. Ćpunem i wielkim zerem. Stoczyłeś się całkowicie. Nigdy więcej nie waż się zbliżyć do Ross...- Ćpunem? Dlaczego on tak go nazwał?
- Bo co mi zrobisz, co? - Warknął szatyn. Stanęli twarzą w twarz i sapali do siebie nawzajem - Jakbym chciał to bym ją miał już dawno. Nie zapominaj, że to mnie wybrała - Ludzie dookoła nas zaczęli do siebie szeptać co rusz to inne słowa.
- I popełniła największy błąd w życiu. Drugi raz tego nie zrobi.
- Michał, on nie jest tego wart.. - Spojrzałam na przyjaciela i złapałam go za ramię - Chodźmy stąd.. - Nim zdążyłam zrobić krok do przodu, przede mną stanął Dylan. Założył ręka na rękę i zaśmiał się szyderczo.
- Nie skończyłem z Tobą rozmawiać.
- My już od bardzo dawna nie mamy o czym gadać - Wytkałam mu środkowy palec i ruszyłam do przodu. Michał był tuż obok mnie. Kiedy znaleźliśmy się w łazienkach, spojrzałam na swojego byłego chłopaka i czekałam na jakieś wytłumaczenie.
- No co? - Warknął.
- Jajco! - Mruknęłam - Nie odzywasz się do mnie od wczoraj, okej, ale co to kurwa ma znaczyć?! Bójki z tym idiotą? Naprawdę?
- On zaczął. Szedłem Cię poszukać, kiedy zobaczyłem jego i tą bandę kretynów. Stali do mnie tyłem, więc zdążyłem zobaczyć co robią..
- Co robią? - Zdziwiłam się - Co widziałeś? I czemu nazwałeś go ćpunem?
- Ross, Dylan nie pobił mnie bo jest w chuj silny. Znokautował mnie jednym ciosem bo jest nafetowany. On wciąga białe...
- Co? To nieprawda. Nie wierzę w to..
- Widziałem na własne oczy. Wyzywałem go od ćpuna i wtedy się na mnie rzucili. Nie ufasz mi? - Spojrzałam mu w oczy i wiedziałam, że by mnie nie okłamał. Nie teraz. Podeszłam do niego po czym wtuliłam się w jego duże ramiona.
- Wierzę Ci.. - Szepnęłam. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcję.
- Co teraz masz? - Spytał.
- Matmę a Ty?
- Fizykę. Muszę iść bo mam test. Spotkamy się potem, dobra?
- Jasne.. - Złożył na moim policzku całusa i odszedł. Ja tymczasem zamiast iść na lekcję, udałam się do łazienki i obmyłam twarz zimną wodą. To jakaś pieprzona komedia! Wtedy usłyszałam czyjeś oklaski. Podniosłam do góry głowę a w lustrze ujrzałam Coopera. Stał oparty o białą ścianę i wpatrywał się we mnie intensywnie. Przestraszyłam się - Co tu robisz?!
- Ślicznie razem wyglądacie - Rzekł ironicznie. Na jego twarzy widniał chamski uśmieszek - Jak to jest wrócić do byłego?
- Nie wiem - Warknęłam - Ty mi powiedz. Znasz się na tym najlepiej, prawda? Czego ode mnie chcesz? To damska toaleta...
- Spokojnie.. Nie bój się - Zbliżył się do mnie i przejechał dłonią po moim prawym policzku - Dobrze wiedzieć, że już masz innego. Jesteś strasznie szybka - Zaśmiał się.
- Kazałeś mi się od siebie odczepić a sam zatruwasz mi życie. Nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.. - Odsunęłam się w bok i chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił - Co robisz?.. - Szepnęłam, kiedy zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Serce zaczęło bić mi szybciej, oddech stał się nierówny a rozum podpowiadał, abym strzeliła mu w twarz. Miałam wrażenie, że chce mnie pocałować. Już zamknęłam oczy z nadzieją, że zaraz poczuje na sobie ciężar jego ust, ale zamiast tego, usłyszałam głośny śmiech.
- Serio myślisz, że Cię pocałuje?
- Co..? - Zatrzepotałam gwałtownie oczyma i powróciłam na ziemię - Ty draniu.. - Zamachnęłam się ręką do tyłu, ale nic to nie dało. Na czas zdążył unicestwić mój atak - Nienawidzę Cię! - Wykrzyczałam. Byłam pewna, że kilka łez spłynęło po moim policzku.
- W kółko to powtarzasz a jednak pocałować to mnie chcesz. Płyta Ci się zacięła? Wiesz, jesteś urocza kiedy się złościsz.. - Spojrzałam mu w oczy i ostrzegłam tam całkiem kogoś innego niż kiedyś. Szatyn ścisnął moje nadgarstki i nawet nie zdawał sobie spawy z tego, ile włożył w to siły. Ręce mu dygotały a serce biło jak oszalałe. Sam jego wzrok był lodowaty i odpychający.
- To boli.. - Jęknęłam czując jak ściska jeszcze mocniej.
- Przecież lubiłaś kiedy Cię dotykałem, prawda?
- Puść mnie... - Ale on nie słuchał. Zaczęłam się z nim szarpać, jednak był silniejszy - Dylan! To boli! Puść mnie! - Krzyczałam o pomoc i wtedy miałam wrażenie jakby stracił nad sobą kontrolę. Podniósł mnie do góry i przywalił moim ciałem o jedną ze ścian. Uderzenie było silne. Naprawdę silne. Do oczu naleciały mi łzy. Wpadłam w panikę. Dylan dyszał jak oszalały i wpatrywał się we mnie jakbym była dla niego jakimś pokarmem. Bałam się go. Pierwszy raz tak bardzo się go bałam.
- Zamknij się.. - Warknął ostrym tonem głosu. Z kieszeni jego spodni wypadł mały woreczek, który wylądował na ziemi. Więc Michał miał rację. Cooper jest pod wpływem tego gówna.
- Dylan.. - Szepnęłam roztrzęsiona - Ty.. ćpasz...
- Powiedziałem, abyś się zamknęła! - Wrzasnął. Zamachnął się ręką do tyłu i już chciał mnie uderzyć, kiedy do pomieszczenia wpadła Paula i złapała jego nadlatującą do mnie dłoń.
- Puść ją! To jest Ross! Twoja Ross! Nie pamiętasz jej!? - Spojrzał na mnie, to na nią i znów na mnie. Był spocony i zmęczony. Ledwo ogarniał co się w okół niego dzieje - Spokojnie.. Wszystko będzie dobrze..Nie chcesz jej skrzywdzić, prawda? Nie chcesz. Ty ją kochasz. To Twoja dziewczyna..
- Dylan, proszę.. Puść mnie.. To ja.. Ross... - Zerknął na mnie i przejechał dłonią po moim policzku.
- Ross? - Mruknął. Kiwnęłam przestraszona głową. Puścił mnie i odsunął się kilka kroków w tył. Stałam sparaliżowana nie mogąc wykonać najmniejszej czynności. On chciał mnie uderzyć. Chciał mnie uderzyć! - Ross.. Powtórzył nie odrywając ode mnie wzroku. Chciał mnie ponownie dotknąć, ale odskoczyłam w bok.
- Nie dotykaj mnie.. - Syknęłam - Nie dotykaj! - Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Chłopak spojrzał na mnie spode łba i przeniósł wzrok na moją przyjaciółkę. Znów się zatracał. Znów jego mina zmieniała się do tamtej sprzed kilku minut i znów stawał się niebezpieczny. Tracił nad sobą kontrolę przez te pierdolone gówno.
- Dylan, uspokój się.. - Wtrąciła Paulina.
- Przerwałaś nam szmato! - Warknął zaciskając dłoń w pięść. Do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Wymierzyłam porządnego kopa w jego kroczę a kiedy zwinął się z bólu, razem z przyjaciółką ruszyłyśmy do ucieczki. Wybiegłyśmy ze szkoły i pobiegłyśmy wprost do samochodu. Nie zamierzałam zostać w tej szkole ani chwili dłużej. Nie kiedy on tu jest.
- Ross, wszystko w porządku? - Spytała, kiedy ruszyłyśmy spod budynku.
- Nie.. - Zaczęłam dusić się własnym powietrzem - Nie jest w porządku.. Nic nie jest w porządku.. On jest ćpunem...
- On nie wie, prawda? Nie wie, że umierasz..
- Nie wie i się nie dowie. Nienawidzę go!..Wszystko zniszczył. Zniszczył miłość jaką go darzyłam.. Nienawidzę go..
- Uspokój się..
- Jak mam się uspokoić!? On był naćpany! Brał nie wiadomo co! Widziałaś w jakim był stanie?! Chciał mnie pobić! Groził mi! Strasznie się zmienił.. To nie jest już ten sam chłopak.. To jest całkiem inna osoba.... Mój Dylan Cooper już dawno nie istnieje.. To jest ktoś zupełnie inny.. - Zamknęłam oczy i oparłam się głową o szybę. Po piętnastu minutach znalazłyśmy się pod moim domem - Dzięki, że mnie podwiozłaś.
- Chcesz, abym z Tobą została?
- Wolę być sama.. Spotkamy się wieczorem, okej? - Kiwnęła głową i przytuliła mnie na pożegnanie. Potem wysiadłam na zewnątrz a kiedy Paula odjechała, weszłam do środka mieszkania. Byłam sama, gdyż mama pracowała do piętnastej a czasem nawet dłużej. Od razu pobiegłam do siebie. Chwyciłam w dłonie dwa listy, jeden od niego a drugi do niego. Najpierw spaliłam ten, który dała mi Paulina. Nawet go nie czytałam. Miałam gdzieś co mi kiedyś pisał. Liczyła się chwila obecna. Potem spojrzałam na swoją kartkę i ją również spaliłam - Ogień spali słowa na popiół a a wiatr je uniesie i zabierze ze sobą ten ból, który w Tobie siedzi... - Szepnęłam sama do siebie. Oby to była prawda, bo chcę zapomnieć o tym chamie. Chce wymazać go z pamięci raz na zawsze i cieszyć się przez ostatnie dni jakie mi zostały....

,, KOCHAM CIĘ. CHCĘ, ABYŚ WIEDZIAŁ, ŻE NIGDY NIE ZAPOMNĘ TEGO, CO RAZEM PRZEŻYLIŚMY. POKAZAŁEŚ MI CO ZNACZY NAPRAWDĘ KOCHAĆ DRUGĄ OSOBĘ I DARZYĆ JĄ SZCZERĄ MIŁOŚCIĄ. JA TAKĄ DARZYŁAM CIEBIE. ZNACZYŁEŚ DLA MNIE BARDZO DUŻO. ZA DUŻO.... MAM NADZIEJĘ, ŻE JESTEŚ TERAZ SZCZĘŚLIWY I, ŻE NIGDY NIE BĘDZIESZ ŻAŁOWAŁ DECYZJI JAKĄ PODJĄŁEŚ. KOCHAŁAM CIĘ DYLANIE COOPERZE. NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAŁAM.... ''

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 28

,, I am a fucker ''

 - Dylan... Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? - Mój głos drżał a ciało odmawiało jakiegokolwiek posłuszeństwa. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie rozumiałam co robi tutaj David a w szczególności ta szmata. Miała strasznie dobry humor. Niestety nie mogłam powiedzieć tego o sobie. Bałam się, że zaraz usłyszę coś co mnie zasmuci.
- No właśnie Dylan - Odezwała się - Wytłumacz naszej kochanej Ross, że jest dla Ciebie nic nie znaczącą zabawką.
- Wystarczy - Warknął w jej stronę.
- Co proszę? - Uniosła zdziwiona brew do góry jakby właśnie dostała porządnego liścia w twarz.
- Nie musisz mówić mi co mam robić. Świetnie poradzę sobie sam - Posłał jej piorunujące spojrzenie a potem podszedł do mnie. Nawet nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Wzrok miał wbity w ziemię.
- Dylan, nic nie rozumiem. O czym ona mówi? - Chwyciłam jego dłonie w swoje po czym wtuliłam się w jego ramiona - Bałam się o Ciebie.. - Szepnęłam, zaciągając się porządnie zapachem jego perfum. Wyczułam tytoń, ale postanowiłam to zignorować. Ku mojemu zdziwieniu, odepchnął mnie do tyłu z taką siłą, że potknęłam się o własne nogi i prawie zleciałam na ziemię a żeby tego było mało, stanął do mnie tyłem. Do oczu naleciały mi łzy.
- Nigdy więcej tego nie rób - Syknął oschle.
- Czego?
- Nigdy więcej mnie nie przytulaj, jasne?
- Ale.. Dlaczego..?
- Bo nie! - Wrzasnął. Podszedł do mnie i znów staliśmy twarzą w twarz. 
- Już mnie nie kochasz? - Spytałam patrząc mu prosto w oczy. Chciałam, aby to powiedział. Chciałam wreszcie poznać tą pieprzoną prawdę bo dość miałam uników z jego strony. Bolało mnie to wszystko i nie chciałam sobie więcej pozwolić na niepewność jaką mnie codziennie częstował.
- A kiedykolwiek kochałem? - Odparł chłodnym tonem głosu. Ponadto wyjął z kieszeni paczkę fajkę, po czym odpalił jedną sztukę. Wiedział, że nie lubiłam kiedy pali. Wiedział, że nienawidziłam tego i obiecał mi, że przestanie. Kolejne pieprzone kłamstwo. Mocno zaciągnął się dymem tej trucizny, a kiedy wypuścił powietrze z płuc, śmierdzący smród owiał moje policzki i nozdrza. Nie miał do mnie za grosz szacunku bo nawet nie odważył spojrzeć mi się ponownie w oczy. Pierdolony tchórz. Poczułam się jakbym dostała właśnie w prawy policzek porządnego liścia. A może strzał z pięści? Sama już  nie wiedziałam co czuję. Straciłam grunt pod stopami a nogi stały się trzęsącą galaretą.
- Więc to wszystko... - Nie dałam rady opanować łez. Jedna po drugiej zalewały mój policzek i powodowały, że chciało mi się płakać jeszcze bardziej - To wszystko było kłamstwem....?
- A co sobie myślałaś?  - Zakpił. Miałam wrażenie jakby przede mną stał ktoś znacznie inny niż mój Dylan Cooper, który każdego dnia zapewniał mnie o swojej miłości - To, że czasem Cię pieprzyłem, czy kupiłem Ci kwiatki, to nie oznacza od razu, że czuję do Ciebie chuj wie co.. - Nie dokończył, ponieważ straciłam kontrolę nad swoim ciałem i strzeliłam mu porządnego liścia w twarz. Zachwiał się a ja poczułam piekielny ból dłoni. Pierdolony dupek.
- Nienawidzę Cię... - Szepnęłam po czym zakryłam usta dłonią - Nienawidzę! - Wykrzyczałam. Łzy spływały coraz to większym strumieniem a policzki robiły się czerwone od nadmiaru mojego płaczu. Stojąc naprzeciwko niego, nie widziałam w nim chłopaka, któremu oddałam swoje serce. To nie był on. Już nie. Paula miała rację co do jego osoby.
- Przykro mi, że uważałaś, że jest inaczej.. - Nie chciałam więcej słuchać jego głosu. Nie chciałam nigdy więcej już go widzieć. Nie chciałam nigdy więcej go już kochać. Chciałam tylko i wyłącznie go znienawidzić.
- Czyli co? Skoro Ty jej nie chcesz to ja mogę ją wziąć? - Usłyszałam za plecami czyjś jadowity, przepełniony grozą śmiech. Odwróciłam się w jednej sekundzie widząc twarz Davida. Stał oparty o drzewo z założonymi na siebie rękoma.
- Prędzej umrę niż dam Ci się dotknąć - Warknęłam. Po raz ostatni spojrzałam na Dylana i nic więcej nie mówiąc, ruszyłam do przodu. Ledwo udało mi się przejść trzy kroki a poczułam jak czyjaś dłoń ściska mi ramię. Dylan.  - Puść mnie... - Syknęłam, czując do niego odrazę. Jego dotyk już nie był tak cudowny jak przedtem. Teraz chciało mi się wymiotować.
- Jest Twoja - Rzekł stanowczym głosem. Zamrugałam powiekami nie dowierzając jego słowom. Czy on właśnie powiedział, że ma mnie wziąć? Zachłysnęłam się powietrzem a świat wokół mnie, zaczął cały wirować.
- Super - Mruknął zbliżając się do mnie - Już ja o nią dobrze zadbam - Zaśmiał się, poprawiając przy tym specjalnie swój rozporek.
- Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. Próbowałam za wszelką cenę wyrwać mu się z jego uścisku, jednak nie dawałam rady. Był za silny. W dodatku zrobiło mi się słabo - Dylan! Proszę.. Pomóż mi! Dylan! Błagam! - Nie miałam sił uciekać, krzyczeć czy błagać więcej o pomoc. Przeniosłam wzrok na Coopera, ale on zdawał być się obojętny tą sytuacją. Nie zamierzał mi pomóc. Nie chciał tego. Pękło mi serce. Wszystko co do niego czułam, każda dobra cząstka mnie dla tego faceta, zniknęła. Wiecie jak to cholernie zabolało? Jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Myślałam, że go znam a tu taka niespodzianka. Był dla mnie obcym człowiekiem.
- Puść ją! - Z samochodu wyłonił się Michał. Przybiegł do mnie i rzucił się z pięściami na Davida, ratując mi tym życie. Wywrócił przeciwnika na ziemię a kiedy tamten wstał i chciał rewanżu, Dylan chwycił jego ramię i nakazał mu stać.
- Zostawcie ich. Są siebie warci - Znów spojrzałam na Coopera a nasz wzrok się napotkał. Był chłodny i oziębły.
- Wezwałem policje. Już tu jadą. Macie przerąbane!
- Dylan.. - Po raz ostatni wypowiedziałam jego imię, ale on nic sobie z tego nie zrobił.
- Co kurwa zrobiłeś?! - Twarz Davida zastygła a każdy mięsień napiął się do granic możliwości. 
- Jesteś pierdolonym śmieciem! - Wtrącił Michał - Ona naprawdę Cię kochała idioto!
- Tak jak Ciebie? - Parsknął - Dostałem to czego chciałem i tyle. Oboje dostaliśmy.
- Nienawidzę Cię... - Wzdrygnęłam się.
- Kiedy robiłaś mi loda, mówiłaś co innego - Nie wytrzymałam. Tym razem to ja rzuciłam się na niego i zaatakowałam go pięściami. Dupek zdołał uniknąć każdego mojego ciosu.
- Ross.. - Poczułam na ramieniu dłoń Michała - Wracajmy. Ten skurwysyn nie jest wart Twoich łez - Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Nie mogłam przestać płakać. Nagle Michał zleciał do tyłu a ja poczułam na sobie czyjeś ramiona. Cooper chwycił moje nadgarstki i zaczął ciągnąć w stronę jakieś starej stodoły. Davidowi rozkazał przytrzymać Michała a Roksanie powiedział, że zaraz wraca. Kiedy dotarliśmy na miejsce, przyszpilił moje ciało do drewnianej ściany i zatkał mi ręką usta. Szamotałam się i starałam uciec. Na marne.
- Musisz się ode mnie odczepić - Nakazał i stanął ode mnie kilka kroków w tył.
- Możesz być pewien, że to zrobię. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego!
- I bardzo dobrze. Ja z Tobą też nie. Powiesz mi tylko jeszcze, czy ten kretyn jest równie dobry w łóżku co ja? - Spytał.
- Słucham? - Myślałam, że się przesłyszałam.
- No skoro z nim przyjechałaś to pewnie długo nie płakałaś po moim zniknięciu - Prychnął.
- Wiesz co Dylan? Jesteś zwykłą świnią.
- Może. Ale nie wskakuje pierwszemu lepszemu facetowi do łóżka - Syknął śmiejąc się jak psychopata.
- Masz rację. Zrobiłam błąd oddając Ci się w całości. Swój pierwszy raz mogłam przeżyć z prawdziwym mężczyzną jakim jest Michał - Splunęłam na piach i ruszyłam przed siebie. Chłopak zaczął się śmiać. Wyprowadziło mnie to z równowagi. Nim jednak całkowicie od niego odeszłam, przyszedł mi do głowy jeden pomysł. Podeszłam ostatni raz do szatyna i spojrzałam mu w oczy - Ty jesteś zwykłą męską dziwką .. - Po czym zamachnęłam się ręką do tyłu i wymierzyłam w jego twarz porządny cios. Następnie zostawiając go samego sobie, wróciłam do Michała i oboje wsiedliśmy do czarnego BMW a chwilę później odjechaliśmy z tego spieprzonego miejsca. Nie mogłam unormować oddechu. Cała się trzęsłam a serce biło jak oszalałe. Te wszystkie słowa jakie powiedział w ich obecności! Prosto w twarz wykrzyczał, że robiłam mu loda. W tej chwili chciałam zapaść się pod ziemie i nigdy z niej nie wyjść. Byłam na granicy wytrzymania. Boże! A ja głupia chciałam powiedzieć mu o swojej chorobie! Jakie szczęście, że tego nie zrobiłam. Dopiero miałby ubaw!
- Ross, słyszysz? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos Michała. Byłam pewna, że kiedy mnie zdradził, nic gorszego przytrafić mi się nie może. Myliłam się. Dylan Cooper pokazał mi, że jednak może.
- Mówiłeś coś.. ? - Wyszeptałam przez zaciśnięte zęby. Chłopak potrząsnął zrezygnowany głową i zjechał na jakieś pobocze. Chwilę później wyszedł na zewnątrz. Dołączyłam do niego, łapczywie łapiąc powietrze w płuca.
- Ross, musisz się ogarnąć. Ten skurwiel nie jest Ciebie wart.
- Ty nic nie rozumiesz.. Ja go naprawdę kochałam..
- Dalej kochasz? - Spytał. Przypomniałam sobie słowa Coopera, że byłam dla niego tylko zabawką i, ze dostał to czego chciał. Coś w moim sercu pękło. Coś się zmieniło, kiedy pozwolił Davidowi zrobić ze mną co chce.
- Nienawidzę go.. - Warknęłam - Nienawidzę!. - Powtórzyłam. Podeszłam do nastolatka i wtuliłam się w jego szerokie ramiona. Odwzajemnił mój gest. Potrzebowałam wsparcia od przyjaciela a on mi je dał. Nagle niespodziewanie przybliżył do mnie swoją twarz i nim mnie pocałował, poczekał na moją reakcję. Sama byłam w szoku, ale nie odtrąciłam go. Wręcz przeciwnie. To ja jako pierwsza wpiłam się w jego duże usta i rozpoczęłam ten jakże długi, namiętny pocałunek. Kiedy skończyliśmy, dotarło do mnie, że popełniłam błąd. Byłam załamana, wciąż nie rozumiałam wielu rzeczy i dlatego doszło do tego pocałunku - Michał, przepraszam.. Nie powinnam..
- Cii... Nie rozmawiajmy o tym teraz. Później to wyjaśnimy.
- Ale nie ma co wyjaśniać! - Wrzasnęłam - Popełniłam błąd...
- Może Ty w dalszym ciągu mnie kochasz? - Szepnął. Spojrzałam na niego i przełknęłam głośno ślinę - Może jest szansa byśmy ułożyli sobie razem życie..
- Nie ma takiej szansy - Warknęłam. Nawet jeżeli bym chciała do niego wrócić, to nie miałoby sensu. Niedługo umrę, więc po co mam go ranić? Michał to dobry chłopak. Zasługuje na lepszą dziewczynę, która da mu szczęście. Ja tylko niosę ludziom cierpienie. Taka jest prawda. Nie powinnam się więcej z nikim wiązać. Nie nadaje się do takich rzeczy. Zaufałam Cooperowi i wyszłam na totalną idiotkę. Nigdy więcej nie zaufam żadnemu facetowi w miłość..
- Ale dlaczego? Teraz skoro z nim nie jesteś..
- Michał, jest coś o czym musisz wiedzieć... - Pomyślałam przez chwilę, czy aby mu powiedzieć i doszłam do wniosku, że muszę to zrobić. Był moim przyjacielem, prawda? Jako jedyny dodaje mi teraz wsparcia i wie, że moje życie jest do bani. Muszę też dać mu jasno do zrozumienia, że nigdy nie będziemy razem.
- Co takiego? - Zdziwił się.
- Ja jestem chora.. - Szepnęłam tak cicho, że nie byłam pewna iż mnie usłyszał. Zerknął na mnie zdezorientowany, ale milczał. Trawił coś w swojej głowie, więc dałam mu chwilę na myślenie i wstałam na równe nogi. Noc była rozświetlona przez gwiazdy, wiał chłodny wiatr a powietrze było rześkie.
- Chora? - Spytał wreszcie. Kiwnęłam potwierdzająco głowa.
- Michał.. Mam białaczkę.. - Poczułam na sobie jego wzrok. Był wstrząśnięty moimi słowami. Nie wiedział czy mówię prawdę, czy może robię sobie z niego jaja. Chwycił się za głowę i przeczesał dłonią swoje włosy. Był w szoku.
- Białaczkę? - Powtórzył.
- Tak.. - Nagle wybuchnęłam płaczem. Na samą myśl o tej chorobie, chciało mi się płakać. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek przyswoję do siebie to, że wkrótce umrę. Raczej nie sądzę, aby do tego doszło. Zresztą teraz było mi wszystko jedno. Mogłam umierać nawet dzisiaj.
- Ale jak to możliwe?! Co Ty w ogóle gadasz?! Ross..?
- Dowiedziałam się kiedy byłam w szpitalu. Nikt jeszcze o tym nie wie i mam nadzieję, że nikomu nie powiesz. Jesteś pierwszą osobą jakiej powiedziałam. Michał, proszę. Nie zostawiaj mnie..
- Spokojnie.. - Zbliżył się do mnie i ponownie mnie objął - Nie zostawię. Obiecuję.. - Dłonią zaczął czesać moje długie, krucze włosy a ustami chuchał na moje rozgrzane ciało. Nie mówił nic więcej. Wiedział, że potrzebuję ciszy, dlatego milczał.
- Boję się... Tak strasznie się tego boję...
- Masz mnie, Paule, rodziców. Skarbie, możesz na nas zawsze liczyć.. - Dodawał mi otuchy z każdą sekundą. Był naprawdę dobrym przyjacielem.
- Wracamy...? - Spytałam przerywając tą ciszę, która panowała od dobrych kilkunastu minut.
- Oczywiście. Co tylko chcesz. Porozmawiamy o tym jutro...
- Ale nie chcę wracać do domu. Zabierz mnie gdzieś indziej..
- Jesteś pewna?
- Tak.
- No dobra. Chodź - Chwycił mnie za dłoń i wsadził do samochodu. Sam zajął miejsce kierowcy po czym zapiął pasy bezpieczeństwa.
- Dokąd jedziemy?
- Do mnie - Uśmiechnął się lekko i odjechał. Przez całą drogę byłam pogrążona w myślach. W radiu leciała jakaś smętna muzyka, ale zbytnio mnie to nie obchodziło. Teraz byłam zajęta czymś znacznie ważniejszym. ,, - Kiedy robiłaś mi loda, mówiłaś co innego ''. Przestałam nawet zauważać, że łzy same wylatywały z moich oczu. Jak to możliwe, że tak bardzo mogłam pomylić się co do jego osoby? Jestem aż taką idiotką? Co rusz fala jakiś wspomnień uderzała we mnie niczym wielki młot.

,, - Dlaczego się mną bawisz?.. - Wychrypiałam.
- Po to, aby mój kutas szybciej wszedł w Ciebie i abyś nie czuła dużego bólu.. - Szepnął.
- Kocham Cię.. 

- Powtórz to.. - Nakazał. Kiedy otworzyłam usta by spełnić jego żądanie, nie zawahał się ani chwili dłużej. Wolnym, ale za to stanowczym ruchem, znalazł się w moim środku. [...] ''.

- Ross, wszystko w porządku? - Usłyszałam. Przekręciłam głowę w bok a wzrok Michała znalazł się na mojej twarzy. Oczywiście, że wszystko w porządku. Jakżeby mogło być inaczej. Przecież nic takiego się nie stało, nikt mnie nie skrzywdził. Nikt mu nie groził i nikt nie chciał mnie porwać.
- Ta.. Tak.. - Jęknęłam, wciąż mało obecna w tym rzeczywistym świecie - Dlaczego pytasz?.. 
- Bo od jakiś pięciu minut jesteśmy pod moim domem i wołam Cię a Ty ani drgniesz.
- Przepraszam, zamyśliłam się - Nacisnęłam na czarną klamkę i wyszłam na zewnątrz. Było ciepło i nie zanosiło się na jakikolwiek deszcz - Michał? Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko..
- Wyjechali - Wtrącił - Są na jakieś delegacji. Jestem sam ze służbą - Wzruszył obojętnie ramionami i podał mi dłoń - To co? Idziemy?
- Tak.. - Uśmiechnęłam się czule. Zapomniałam jakiej wielkości jest jego mieszkanie. Tak dawno tu nie byłam. 
Michał zaprowadził mnie do salonu, gdzie przyniósł mi ciepłe naleśniki i kubek gorącej herbaty malinowej. Nawet nie musiał się mnie pytać, czy jestem głodna. Wiedział co lubię jeść i za to byłam mu wdzięczna. Pamiętał o mnie każdy możliwy szczegół. Kiedy zjadłam, chwilę jeszcze porozmawialiśmy, ale byłam tak zmęczona, że o niczym innym nie marzyłam jak o łóżku. Zaprowadził mnie do swojej sypialni i dał mi białą koszulę oraz spodenki do spania. 
- Nie musisz...
- Nie będziesz spać w tych ciuchach, rozumiemy się? - Zbeształ mnie jak małe dziecko na co tylko się zaśmiałam.
- Ale wiesz, że mogę się położyć w jakimś gościnnym pokoju...
- Ty masz spać tu. Ja pójdę do gościnnego. Poczekam aż się umyjesz, pożegnam się z Tobą i wyjdę - Kiwnęłam głową a potem ruszyłam do łazienki wziąć ciepły prysznic. Najpierw jednak powiadomiłam mamę, że śpię u Pauli. Niechętnie, ale się zgodziła. Oczywiście nie obeszło się bez kazań, że następnym razem mam ją uprzedzać szybciej bo martwi się o mnie i takie tam. 
Umyłam włosy, opłukałam całe swoje ciało i dokładnie sie wysuszyłam. Kiedy byłam czysta i gotowa do wyjścia, opuściłam łazienkę, wpadając wprost w ramiona Michała. Grzebał coś w jednej z szuflad a wchodząc do jego pokoju, potknęłam się o próg przy drzwiach - Uważaj.. - Uśmiechnął się czule, ukazując przy tym szereg śliniących zębów. 
- Przepraszam.. Nie zauważyłam..
- Wiem, że mnie lubisz, ale to nie powód, aby wpadać od razu w moje ramiona - Parsknął. 
- Wiesz co?! - Oburzyłam się. Na moment zapomniałam o problemach i Dylanie. Byłam skupiona na czasie teraźniejszym i tylko to się liczyło, ale wiedziałam, że nie na długo. Za kilka minut powróci do mnie ten koszmar i wszystko co miłe, zniknie. 
- Co? - Spytał. Stał się poważny i zmusił mnie do spojrzenia sobie w oczy - Wiem, że to nie najlepszy czas, ale... 
- Nie.. Nie rób tego..  Michał.. - Wyrwałam się z jego uścisku i zrobiłam krok do przodu - Proszę Cię, nigdy więcej tego nie rób..
- Ale dlaczego?! Kocham Cię do cholery!
- Ja umieram, rozumiesz!? Za niedługo umrę! - Wrzasnęłam. Słowo ,, umrę '' odbiło się od ściany niczym echo i krążyło w mojej głowie nieustannie. Znów wpadłam w histerię. Zrobiło się strasznie zimno a nogi stały się jak cienkie patyki. Musiałam usiąść, aby nie stracić gruntu pod stopami. Skuliłam się pod ścianą i nie mogłam unormować oddechu - Umrę.. - Szepnęłam.
- Ross... - Chłopak zbliżył się do mnie i mocno mnie do siebie przytulił - Przepraszam.. Nie powinienem.. Wybacz mi... - Próbował załagodzić sytuację, ale zbytnio nie przynosiło to rezultatów. Miałam załamanie. Wziął mnie na ręce a potem położył moje kruche ciało na swoim łóżku. Przykrył mnie do szyi kołdrą i musnął dłonią mój polik - Dobranoc skarbie.. Przyjdę z samego rana.. - Już chciał iść, kiedy na czas złapałam jego nadgarstek, powodując tym, że musiał na mnie spojrzeć. 
- Zostań, proszę.. Nie zostawiaj mnie samej.. Nie teraz ... - Kiwnął potwierdzająco głową i zdjął tylko z siebie koszulkę a kilka sekund później, leżał razem ze mną. Wtuliłam się w jego nagi tors, który dodał mi ciepła i zasnęłam.