czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 27

,, I am a fucker ''

 Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Filipa wyrzuciłam za drzwi nie dokańczając naszej rozmowy, mamy nie wpuściłam do środka a od Michała nie odbierałam telefonu. Musiałam zostać sama. Musiałam trochę pomyśleć. Byłam nieosiągalna dla każdego. ,, Masz białaczkę '' ,, Umierasz '' ,, Poziom zaawansowany ''. Te słowa krążyły w mojej głowie nieustannie. Nie mogłam przestać się nad tym zastanawiać i z każdą chwilą coraz bardziej to do mnie docierało.
- Jestem chora.. - Szepnęłam dławiąc się własnymi łzami - Jestem chora... - W jednej chwili całe moje życie obróciło się do góry nogami a ja znalazłam się w piekielnym koszmarze. Podniosłam wzrok do góry i spojrzałam na ścianę, na której było namalowane sześć róż. O mój Boże. Dylan. Jak ja mu to powiem? Jak powiem mu to, że umieram? Pewnie odsunie się ode mnie i nie będzie chciał mnie znać. Po co mu ktoś taki jak ja, skoro długo razem nie będziemy? Znienawidzi mnie i będzie brzydził się każdym moim dotykiem.
Wstałam na ziemię i wolnym krokiem podeszłam do zimnej, kremowej ściany. Przejechałam palcem po obrazie po czym wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Minęła dobra godzina od kiedy siedzę tu sama. Za niedługo mam dostać wypis a nawet nie jestem porządnie ubrana.W sumie było mi wszystko jedno czy stąd wyjdę dziś, czy jutro, czy nawet za miesiąc.
Wytarłam dłonią spływające po mojej twarzy łzy i postanowiłam wziąć się w garść. Przecież dokładnie nie wiem ile zostało mi dni, jak bardzo jestem umierająca i czy da się to chociaż trochę leczyć. Muszę pogadać jeszcze raz z Filipem czy tego chcę, czy też nie. On jedyny zna odpowiedzi na moje pytania.
Nałożyłam na nogi tenisówki i jak strzała wyleciałam ze swojego pokoju. Szłam wzdłuż korytarza szukając tego samego gabinetu w którym byłam kiedyś z Cooperem. Niestety się zgubiłam. Zatoczyłam jedno, wielkie koło. Dlaczego ten szpital musi być taki duży?!
Spytałam jedną z pielęgniarek czy wskaże mi drogę a ta od razu zaprowadziła mnie na miejsce. Zdenerwowana zapukałam do drzwi i weszłam do środka. Mężczyzna siedział przy swoim biurku a naprzeciwko niego w białym fotelu, siedziała jakaś starsza pani. Przenieśli na mnie wzrok i czekali na moją reakcję. Filip wpatrywał się we mnie smętnym wzrokiem, pozbawionym jakiegokolwiek szczęścia. Był równie przygnębiony co ja.
- Przepraszam, że przeszkadzam... - Zaczęłam niepewnie. Głupio mi się zrobiło przerywając im rozmowę. Może to coś ważnego? Skąd mogłam wiedzieć. Nie wiedziałam. Może ta pani jest równie chora co ja?- Przyjdę potem...
- Przepraszam, ale czy moglibyśmy dokończyć tą rozmowę później? - Zwrócił się do kobiety na co ta kiwnęła potwierdzająco głową - W takim razie zajrzę do pani za godzinę, dobrze?
- Nie ma problemu - Posłała nam uśmiech i opuściła gabinet. Ja natomiast zbliżyłam się do lekarza, który wstał na nogi i stanął obok biurka.
- Ross, wszystko w porządku? - Zmierzył mnie całą i wykrzywił twarz w lekki grymas - Mogę Ci jakoś pomóc?
- Kiedy umrę? - Palnęłam nie czekając długo.
- Słucham? - Zdziwił się.
- Chcę wiedzieć ile zostało mi jeszcze dni - Jęknęłam - Muszę wiedzieć wszystko!
- Uspokój się..
- Jak mam się uspokoić?! Jestem chora! Rozumiesz?! Wkrótce umrę! Chcę wiedzieć ile mi zostało! Muszę się z każdym pożegnać... - Wpadłam w panikę. Zaczęłam histeryzować i krzyczeć. Jak on śmie kazać mi się uspokoić!?
- Ross.. - Podszedł do mnie i mocno mnie do siebie przytulił. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam ciepła od byle jakiej osoby. Chciałam, aby ktoś mnie zapewnił, że wszystko będzie dobrze i, że nic złego się nie stanie. Tak bardzo tego chciałam - Zrobię co w mojej mocy, aby Ci pomóc..
- Boję się.. - Szepnęłam roztrzęsiona - Boje się.. - Powtórzyłam. Na samą myśl, że wszyscy się ode mną odwrócą, ogarniał mnie strach. Mogę stracić przyjaciół i chłopaka.
- Wiem, ale nie jesteś sama. Masz mnie, rodziców i .. - Nagle zamilkł jakby wahał się czy dokończyć zdanie, ale w ostatniej chwili podjął to ryzyko - Masz Dylana - Wykrztusił. Staliśmy tak jeszcze przez kilka sekund, aż wreszcie usiadłam na kanapie a on tuż przy mnie.
- Więc? - Zaczęłam - Powiesz mi wszystko? Ile mam jeszcze dni?
- To nie takie proste.. Jeżeli podejmiesz leczenie, przedłużysz swoje życie o kilka miesięcy, możliwe, że nawet o rok..
- A jeżeli nie będę chciała się leczyć? - Wtrąciłam - To co wtedy?
- Umrzesz w przeciągu tego roku.
- Nie dożyje świąt ? - Pokiwał przecząco głową. Miałam ochotę wyskoczyć przez okno. Znów traciłam grunt pod stopami. Możliwe, że nigdy już nie zjem rodzinnej kolacji w Boże Narodzenie ani nawet nie dożyje osiemnastych urodzin. To takie straszne.
- Powiedz mi co zamierzasz - Rzekł poważnym głosem jak na lekarza przystało.
- Nie wiem.. - Mruknęłam - Nie mam pojęcia. Filip... Ktoś o tym wie? Ktoś wie, że jestem chora?
- Nie.. Nikomu jeszcze nie mówiłem..
- I nie mów - Wtrąciłam po raz drugi - Nikt nie może się dowiedzieć.
- Oszalałaś? A Twoja matka?
- Nawet ona - Warknęłam - Nikt - Powtórzyłam.
- Dobrze wiesz, że muszę powiedzieć Twoim rodzicom. Nie jesteś jeszcze dorosła.
- Lubisz mnie?
- Bardzo, ale co to ma z tym wspólnego?
- Więc im nie powiesz. Sama to zrobię, kiedy tylko się z tym oswoję. Na razie nikt ma nie wiedzieć. Nie potrzebuję jakichkolwiek współczuć.
- Więc co mam im powiedzieć?
- Że czekasz w dalszym ciągu na wyniki i, że dostaniesz je za tydzień. Tyle daj mi czasu. Cały tydzień. Dam Ci odpowiedź co zamierzam - Chwilę pomyślał, ale ostatecznie się zgodził. Byłam mu za to wdzięczna bo wiedziałam, że łamie dla mnie przepisy. Również go polubiłam. Nawet można było powiedzieć, że traktowałam go jak przyjaciela. Był starszy o osiem lat, ale mogłam na niego liczyć bez względu w jakiej sytuacji się znajdowałam.
Dał mi wypis i życzył udanego weekendu. Miałam również jego numer telefonu, aby umówić się w przyszłym tygodniu na spotkanie i omówić szczególnie moją chorobę. Teraz musiałam tylko zastanowić się nad tym co zamierzam. Musiałam pomyśleć komu najpierw powiedzieć o tym, że jestem chora.
Pożegnałam się z Filipem i ruszyłam z powrotem do swojego pokoju. Idąc ponownie korytarzem, rozglądałam się po pokojach i obserwowałam różne dzieciaki. Jedni byli uśmiechnięci, drudzy smutni. Zastanawiałam się dlaczego tu są, co sprawiło, że wylądowali w tym strasznym miejscu. Odkąd ja tu trafiłam, szpital stał się dla mnie najgorszą zmorą w całym moim życiu. To właśnie tu ludzie dowiadują się najgorszych rzeczy i tracą chęci do życia. Tak było w moim przypadku. Miałam szczęśliwe i poukładane życie a wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Idąc wprost przed siebie i myśląc o tym wszystkim, nie zauważyłam osoby przede mną. Zderzyłam się z twardą postawą ciała a przez to, że byłam strasznie krucha, upadłam na podłogę z wielkim hukiem. Jak nic będę mieć siniaka na dupie.
- Przepraszam, nie zauważyłam.. - Bąknęłam podnosząc się szybko z ziemi.
- Nic się nie stało. To moja wina - Usłyszałam spokojny i opanowany głos. Należał do płci przeciwnej. Zerknęłam na człowieka naprzeciwko mnie, który bacznie mi się przyglądał. Biały T-shirt świetnie podkreślał jego duże ramiona, dresowe spodnie genialnie na nim leżały a naszyjnik na jego szyi był trafnym dodatkiem. Pewnie dostał go od dziewczyny bo nosił literkę czyjegoś imienia. Ogólnie rzecz biorąc, chłopak był przystojny. Bardzo przystojny  - Czy my się znamy?
- Nie sądzę.. - Wymamrotałam. Nigdy przedtem go nie widziałam i byłam pewna, że nie mieliśmy żadnej styczności.
- Ty jesteś Ross, prawda?
- Skąd znasz moje imię? - Zdziwiłam się cofając kilka kroków do tyłu. Blondyn widząc moją reakcję, zaczął się śmiać. Poczułam się wtedy strasznie głupio. Jednak wiecie.. Przebywam w towarzystwie kolegów Dylana, więc lepiej być zawsze ostrożnym.
- Trafiłaś tu tydzień temu. Pracuję tu. Pomagam wujkowi.. - Widząc moje zmieszanie na twarzy, wytłumaczył mi, że jego wuj to Filip, że dorabia sobie w tym miejscu i, że chętnie pomaga osobą starszym. Ciekawiło mnie to czy zna Dylana skoro jest spokrewniony z Filipem - Jestem Marcel. Miło Cię poznać - Posłał mi ciepły uśmiech a ja sztucznie mu odpowiedziałam. Gdyby wiedział co mi dolega, to nie dziwiłoby go moje zachowanie.
- Ciebie również. Słuchaj, Marcel. Nie chcę być niegrzeczna, ale muszę już iść. Zaraz przyjdzie po mnie mój chłopak i...
- Jasne - Wtrącił - Idź.
- To.. Do zobaczenia - Machnęłam ręką i nim się obejrzałam, chłopak zniknął. Dziwne. No ale cóż. Szybkim krokiem wróciłam do pokoju, aby spakować wszystkie swoje rzeczy do walizki.
Długo mi to nie zajęło. Uporałam się z tym w kilka minut a kiedy skończyłam, wyszłam na korytarz i usiadłam na jedną z wygodnych ławek. Za niedługo miał przyjść Cooper a ja chciałam, aby nie poznał po mnie, że coś jest nie tak. Wymachiwałam nogami raz w przód, raz w tył chcąc zabić tą straszną nudę i wtedy go zobaczyłam. Szedł wolnym krokiem, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło. Na twarzy miał uśmiech a w dłoni bukiet kwiatów.
- Hej - Przywitał się jako pierwszy.
- Cześć.. - Nim powiedziałam coś jeszcze, pocałował mnie. Zapach jego perfum dobrze na mnie działał a co dopiero jego boski uśmiech. Przy nim potrafiłam zapomnieć o wszystkich otaczających mnie problemach.
- To dla Ciebie piękna - Wręczył mi kwiaty i czule przejechał dłonią po moim policzku -  Jak się czujesz?
- Dobrze, ale chce już stąd wyjść - Chwycił moją dłoń, wziął do ręki walizkę i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia - Dylan.. - Zaczęłam.
- Tak? - Zdziwił się.
- Wybacz, ale nie mam ochoty dziś nigdzie wychodzić. Wolę zostać w domu i poleżeć w łóżku...
- Coś się stało?! - Wtrącił mi szybko.
- Nie. Wszystko w porządku, tylko jestem zmęczona.
- Jasne, rozumiem. W takim razie spędzimy dzień u Ciebie - Uśmiechnął się lekko. Chciałam dać mu do zrozumienia, że wolę być sama, ale jakoś nie mogłam tego zrobić. Jego obecność dodawała  mi sił i sprawiała, że miałam wrażenie iż wszystko jest normalne. Takie jakie być powinno.
Na parkingu schował moją walizę do bagażnika i nim zdążyłam wejść do środka samochodu, zaszedł mnie od tyłu i wtulił głowę w moje włosy - Tak się cieszę, że wreszcie jesteśmy razem - Mruknął.
- Ja też..
- Długo na to czekałem, wiesz?  - Obrócił mną tak zwinnie, że staliśmy teraz twarzą w twarz. Spojrzał mi w oczy na co odpowiedziałam tym samym. Dopiero teraz dostrzegłam jak cudownie dziś wyglądał. Krótkie czarne spodenki, trampki za kostkę i biała koszula.
- Wyglądasz bardzo seksownie.. - Szepnęłam.
- Ty również, tylko lepiej by Ci było bez tych ubrań.
- Dylan! - Wrzasnęłam. Parsknął śmiechem. Ten człowiek jest niemożliwy. Pocałowałam go w polik i wygramoliłam się z jego uścisku - Jedziemy ? - Kiwnął potwierdzająco głową i dopiero wtedy zajęliśmy swoje miejsca w samochodzie. Droga minęła nam szybko. Nim zdążyłam się zorientować gdzie jesteśmy, chłopak zaparkował pod moim domem. Moja kochana mamusia kiedy tylko mnie zobaczyła, wybiegła na zewnątrz i przytuliła mnie do siebie jakbyśmy się nie widziały dobrych kilka lat. Po tych wszystkich czułościach, weszliśmy do mieszkania. Ja ruszyłam do kuchni a Dylan wniósł do środka moją walizkę. Nagle zadzwonił jego telefon. Spojrzał na rozmówcę i zaklął pod nosem - Kto to? - Spytałam łagodnie.
- Rick. Wybacz, ale muszę..
- Jasne - Wtrąciłam. Posłał mi czułe spojrzenie i odszedł na bok bym nie usłyszała ich rozmowy. Wzruszyłam tylko obojętnie ramionami będąc dobrej myśli. Kiedy wrócił, przeprosił mnie za wszystko i powiedział, że musi już iść, ponieważ jest potrzebny chłopakom. Nie chciałam go wypuszczać bo pamiętałam jak kiedyś postrzelony przylazł do mojego domu. Co jeżeli i tym razem coś mu się stanie?
- Nic mi nie będzie. Idę do domu a nie na akcję - Uśmiechnął się jakby to miało być coś dobrego.
- Dylan..
- Nic mi nie będzie. Obiecuję. Spotkamy się jutro, dobrze?
- Pod warunkiem, że przyjdziesz do szkoły.
- Szantaż? - Parsknął.
- Więc? - Nalegałam. Przez chwilę milczał, ale ostatecznie się zgodził.
- Luzik. Muszę pokazać wszystkim, że jesteś moją dziewczyną - Pocałował mnie namiętnie, pożegnaliśmy się i wyszedł.
- Moją dziewczyną.. - Powtórzyłam radośnie. Pierwszy raz nazwał mnie swoją dziewczyną...

Następnego dnia wstałam dość wcześnie. Dochodziła szósta trzydzieści a zazwyczaj wstaję o siódmej. Wiedząc, że nie uda mi się ponownie zasnąć, zwlekłam się z łóżka. Pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na ekran telefonu czy aby nie mam wiadomości od Dylana. Napisałam wieczorem do niego ,, dobrej nocy '' i takie tam, ale nie odpisał. Może dalej śpi? Tak, na pewno o to chodzi.
Dziś jechałam do szkoły z Paulą. Nim w nocy poszłam spać, chwilę jeszcze porozmawiałyśmy na skypie i umówiłyśmy się, że przyjedzie po mnie o siódmej trzydzieści. Dużo też myślałam o swojej chorobie, ale nic nie wymyśliłam. Wiedziałam tylko jedno. Muszę powiedzieć o wszystkim Dylanowi i zrobię to najszybciej jak się da.
Wyciągnęłam z szafy biały, koronkowy sweterek, czarne rurki i poszłam do łazienki wykonać swoją poranną toaletę.
Mama od godziny była w pracy, więc dom był pusty. Zjadłam śniadanie, oglądnęłam krótkie wiadomości i nim się obejrzałam, Paulina stała pod moim domem. Zadowolona, że się nie spóźniła, wyszła na zewnątrz. Ku mojemu zdziwieniu, nie była to moja przyjaciółka, tylko Michał. Wolnym krokiem zbliżyłam się do chłopaka i chrząknęłam znacząco by zwrócił na mnie swoją uwagę.
- Czy ja o czymś nie wiem... ? - Zaczęłam.
- Paula przyjedzie dopiero na drugą lekcję. Problemy z mamą - Wzruszył obojętnie ramionami - Więc pomyślałem, że to świetna okazja, aby z Tobą pogadać.
- Wybacz, ale my nie mamy o czym gadać.
- Ross...Przepraszam, okej? Przepraszam za wszystko. Wiem, że to ja zepsułem nasz związek i wiem też, że jesteś szczęśliwa z Cooperem, więc nie zamierzam Ci tego popsuć.
- Słucham?
- Chcę dalej być Twoim najlepszym przyjacielem. Niczego już więcej nie chcę. Wybaczysz mi? - Chwilę mu się przyjrzałam, a kiedy zdałam sobie sprawę, że mówi prawdę, kiwnęłam potwierdzająco głową. W dodatku zrobił tą swoją smutną minę pieska, której nie mogłam się oprzeć.
- Jasne - Podeszłam do niego i mocno go do siebie przytuliłam - Przyjaźń?
- Przyjaźń - Odpowiedział z uśmiechem. Możecie być na mnie źli, ale chcę mieć z każdym dobre relację. Skoro za niedługo umrę, to muszę się z każdym pogodzić. 
Zajęliśmy swoje miejsca i odjechaliśmy z piskiem opon. Widziałam, że na twarzy Michała ciśnie się kilka pytań, więc nie czekając długo, nakazałam mu mówić - Jesteście parą?
- Tak.. Od wczoraj.
- Dobrze Cię traktuje?
- Jak księżniczkę - Uśmiechnęłam się - Michał?
- No?
- Jesteś pewien, że chcesz być moim przyjacielem?
- Oczywiści. I mam nadzieję, że będziesz mnie tak traktować. Z każdym problemem masz przyjść do mnie, jasne?
- Jasne - Bąknęłam rozbawiona. W radiu zaczęła lecieć jakaś smętna muzyka, więc ją przełączyłam na co mój kierowca skrzywił się niezadowolony.
- Wiesz, że to lubię!
- Trudno - Wzruszyłam ramionami, aby pokazać mu, że gówno mnie to obchodzi - Ale ja nie.
- Rozalie Evans, jesteś egoistką, wiesz o tym?
- Wiem - Posłałam mu uśmiech i wytkałam język - Tęskniłam za Tobą - Po tych słowach przeniósł na mnie swój wzrok i lekko się uśmiechnął.
- Ja za Tobą bardziej - Przyjrzałam mu się uważnie, ale nie odpowiedziałam. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy przed czasem. Wysiadłam na zewnątrz a wzrok innych uczniów od razu przeniósł się na nas. Czułam jak nas obserwują.
- Oooo! Kogo ja widzę! - Wrzasnęła uradowana Laura - Znowu jesteście razem? Moje gratulacje! Pasujecie do siebie!
- Nie jesteśmy razem - Wtrącił.
- Jak to? - Zdziwiła się.
- Tak to - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Przyjaźnimy się. Nic więcej.
- Ross to dziewczyna Dylana.
- Dylana? - Skrzywiła się niechętnie - Dylana Coopera? - Powtórzyła na co kiwnęłam głową - Naprawdę?!
- Widziałaś go gdzieś?
- Nie..
- Więc idę go poszukać.
- Idę z Tobą - Wtrącił szybko. Zrozumiałam aluzję. Nie chciało mu się zostawać sam na sam z Laurą - Przepraszam za nią..
- Daj spokój. To nie Twoja wina, że to straszna plotkara - Zaśmiałam się - Serio idziesz ze mną go poszukać?
- Oszalałaś? Idę do Diuka, który właśnie idzie w naszą stronę - Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam ciemnowłosego chłopaka. Zdziwił się na nasz widok, więc pożegnałam się szybko z Michałem i uciekłam w sam środek szkoły, aby i ten nie palnął czegoś głupiego. Dzwoniłam do Coopera, ale nie odbierał ani nawet nie odpisywał. Zaczęłam się martwić. Nigdzie go nie było. Nie przyszedł na żadne zajęcia a właśnie skończyła się piąta lekcja. Postanowiłam wyjść na zewnątrz, aby trochę się przewietrzyć. Usiadłam na jednej z ławek, kiedy nagle ktoś się do mnie przysiadł.
- Witaj Ross - Na sam dźwięk tego imienia, wzdrygnęłam się.
- Roksana.. - Odsunęłam się od niej jak oparzona i stanęłam kilka kroków do tyłu - Co Ty tu robisz?
- Przyszłam się przywitać - Uśmiechnęła się sztucznie - I przekazać Ci pewną wiadomość.
- Jaką wiadomość? - Zdziwiłam się. Podeszła do mnie i chwyciła mnie za ramiona - Ty i Dylan to skończona historia.
- Słucham? - Zakrztusiłam się własnym powietrzem.
- On nie chce Cię znać i powiedział, że masz dać mu spokój. Rozumiesz?
- Wybacz, ale do puki on osobiście mi tego nie powie, nie dam mu żadnego spokoju - Warknęłam na co tylko się zaśmiałam.
- Wkrótce sama się przekonasz złotko. Znudziłaś mu się. Tak bywa - Machnęła ręką i odeszła. Co to kurwa było?! Od razu wyciągnęłam telefon i ponownie spróbowałam się do niego dodzwonić, ale i tym razem nic. Tak było przez cały dzień. Nawet wyłączył telefon. Następnego dnia, również go nie widziałam. Był weekend a on milczał. Od dwóch dni nie mieliśmy kontaktu jakby zapadł się pod ziemie. Najpierw ta choroba a teraz on? Dlaczego to się przytrafiło akurat mnie?
Byłam strasznie zmartwiona, ale około godziny dwudziestej, dostałam krótkiego SMS'a, od nieznanego numeru, abym za godzinę była w Stret Dirs. Był tylko jeden problem. Jak ja kurwa miałam się tam dostać?! Paula była zajęta, więc nie mogła mnie zawieść a nie miałam pieniędzy na taksówkę, gdyż mama była na jakimś spotkaniu. Jedyną osobą jaka w tej chwili przyszła mi do głowy to Michał. Zadzwoniłam szybko do niego i poprosiłam o przysługę. Był pod moim domem dziesięć minut później.
- Dokąd jedziemy? - Spytał.
- Ster Dirs.
- Jesteś pewna?
- Tak - Warknęłam - Muszę wiedzieć kto do mnie napisał. Boje się, że coś stało się Dylanowi.
- Uspokój się i bądź dobrej myśli - Jak miałam być dobrej myśli, skoro wczoraj odwiedziła mnie Roksana? Miałam dziwne przeczucie, że to właśnie ją zastanę na miejscu.....

***DYLAN***

- Możesz mi kurwa powiedzieć co tu robimy? - Warknąłem widząc jak ta głupia dziwka się szczerzy sama do siebie. Wiedziałem, że coś knuje, ale nie miałem pojęcia o co chodzi.
- Spokojnie. Wszystkiego dowiesz się za dziesięć minut.
- Jeżeli ma to związek z Ross, to od razu Ci mówię, że...
- To co? - Syknęła - Nie groź mi bo jak na razie to Ty jesteś na straconej pozycji.
- Zrobiłem co mi kazałaś. Odsunąłem się od niej i od dwóch dni nie mam z nią kontaktu. Możesz więc dać jej święty spokój?! - Ale nie słuchała mnie. Była skupiona na czymś zupełnie innym.
- O! Już jest! - Klasnęła dłońmi i wskazała palcem przed siebie. Przełknąłem głośno ślinę. Czarne BMW podjechało na parking a w środku pojazdu dostrzegłem ją. Siedziała zmartwiona i rozglądała się dookoła. Nie była sama. Przyjechała z tym pierdolonym idiotą. Zacisnąłem dłoń w pięść, aby nie wybuchnąć i nie wybić mu wszystkich zębów. Już się skurwiel do niej dobiera.
Kiedy mnie zauważyła, od razu otworzyła drzwiczki i wybiegła na zewnątrz. Jednak nie przybiegła od razu do mnie. Poczekała aż brunet dołączy do niej i chwilę rozmawiali, kiedy wreszcie wzięła się na odwagę i wolnym krokiem ruszyła w moją stronę - A Ty dokąd? - Poczułem na ramieniu dłoń Roksany, kiedy zamierzałem odejść.
- Puść mnie - Warknąłem rozwścieczony.
- Zapomnij. Masz załatwić tą sprawę jak należy i lepiej, abyś był przekonywujący. Jak Ci nie uwierzy to pistolet jaki mam pod koszulką, wystrzeli prosto w tył jej łba, jasne? - Spojrzałem na nią z nienawiścią, ale zignorowała to - Dobrze, że się rozumiemy - Lekko się  uśmiechnęła na co wzięło mnie na wymioty. Ross była coraz bliżej a ja za chwilę miałem złamać jej serce. Już sam siebie nienawidziłem.
- Mogę pooglądać to przedstawienie? - Zaśmiał się David, który właśnie do nas dołączył. Już miałem kazac mu wypierdalać, ale było za późno.
- Cześć.. - Usłyszałem ten przepiękny głos. Stała naprzeciwko mnie. Była tuż przy mnie.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz