wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 26

,, I am a fucker ''

- Co robisz? - Spytałem widząc jak Ross gramoli się na moje obolałe ciało. Leżeliśmy wtuleni w siebie od dobrych piętnastu minut. Od razu po stosunku seksualnym, wziąłem ją na ręce i zaprowadziłem do kabiny prysznicowej, gdzie i tam doszło do czegoś więcej. Muszę przyznać, że niezłe ziółko z tej Evans.
Umyłem ją, ona mnie i tak o to znaleźliśmy się z powrotem na łóżku. Miałem ochotę spać, myślałem, że ona też. Zaskoczyła mnie. Usiadła okrakiem na moich nogach i zaczęła dłonią błądzić po moim nagim kroczu. Patrząc się na nią, dokładnie widziałem jej kobiece kształty, gdyż w dalszym ciągu nie miała na sobie żadnego ubrania.
- Zrobiłeś mi dobrze, więc teraz moja kolej - Mruknęła chwytając mojego twardego jak głaz członka. Uniosłem brew do góry jakbym nie bardzo rozumiał co do mnie mówi.
- O czym Ty...
- Myślisz, że nie wiem co to ,, lód '' ? - Parsknęła. Nie mogłem opanować uśmiechu, który wparował na moją twarz. Wyglądała przekomicznie a słowa jakie padły z jej ust, brzmiały jak najzabawniejszy kawał na świecie.
- Ross, nie wygłupiaj się.... - Nim dokończyłem zdanie, naciągnęła mój sprzęt do granic możliwości rzucając mi tym wyzwanie - Nie odważysz się...
- Nie? - Tym razem to jej prawa brew znalazła się wyżej - To patrz.. - Pisnęła. Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna wykonała kilka płynnych ruchów w górę i w dół, powodując tym, że mój kutas błagał o więcej. Wygiąłem się lekko do tyłu a mój popęd seksualny po raz któryś sięgnął zenitu. Znów miałem ochotę ją przelecieć, kochać się z nią. W mojej głowie pojawił się obraz jej cudownej, wilgotnej cipki, która zachęcała do wepchnięcia w nią czegoś dużego, mocnego. Czegoś mojego.
- I co dalej? - Droczyłem się. Prawdę mówiąc podobało mi się to jak waliła mi konia, ale nie zamierzałem się do tego przyznać. Do tego była pierwszą dziewczyną jaka trzymała w swojej dłoni mojego penisa, więc nic dziwnego, że byłem ciekawy do jakiego szału potrafi mnie doprowadzić.
- Jak już wspomniałam, wiem co to ,, lód '' - Syknęła najseksowniej jak tylko mogła. Spojrzałem na jej twarz, ale totalnie mnie zignorowała, zajęta schylaniem się do mojego nagiego krocza.
- Ross! - Wtrąciłem szybko - Nie musisz tego robić.. - Nie chciałem, aby myślała, że skoro ja zrobiłem jej dobrze w taki sposób, to ona musi odpłacić mi się tym samych. Wcale nie chciałem, aby tak było. Cieszyłem się z tego, że oddała mi się całkowicie, więc lód nie był konieczny.
- Zamknij się Cooper - Warknęła dmuchając cieplutkim powietrzem w sam środek mojego napleta. Musnęła językiem jego wierzchołek a mnie przeszły przyjemne dreszcze. Nie czekała długo. Nawet nie poprosiła mnie o pozwolenie, tylko rozszerzyła szczękę wystarczająco mocno, aby mój fiut zmieścił się w jej środku i zamoczyła go. Następnie powtórzyła tą czynność kilkakrotnie jadąc głową w górę i w dół. Gdy robiła to ręką, było cudownie, ale kiedy posługuje się buzią i od czasu do czasu używa też języka, jest zajebiście. Czuje się jak w niebie! Świadczą o tym moje mruknięcia, gdy naciąga mój sprzęt jak tylko się da.
- Przestań.. - Wychrypiałem. Czułem jak za chwilę wybuchnę. To będzie trzeci raz jak dziś dojdę.
- Dlaczego mam przestać? - Zdziwiła się - Nie podoba Ci się?
- Podoba... Chryste! Ross.. Zaraz dojdę! ..
- Więc zrób to Dylan. Dojdź.. - Zmieniła taktykę. Wyjęła mojego kutasa ze swoje buzi i tylko językiem krążyła po jego nawierzchni, zataczając co rusz małe kółeczka. Nie wytrzymałem. Dałem upust swoim emocjom. Zatrząsłem się i wygiąłem do tyłu a biała substancja opróżniła mój organizm trafiając wprost do buzi Ross. To, że połknęła moją spermę i tak seksownie ją przyjęła, spowodowało, że po raz kolejny miałem erekcję. Dziewczyna nieco się zdziwiła, ale nie przestała. Doprowadziła sprawę do końca. Znów chwyciła mojego penisa do ust i zaczęła nim ruszać w górę i w dół. Robiła to bardzo powoli, widząc jak przeżywam katusze. Chciałem szybko i ostro. Odgrywała się na mnie. Miałem dosyć tej męczarni. Chwyciłem dłońmi jej włosy i teraz to ja nadałem tępa jakim robiła mi loda. Nie przeszkadzało jej to, że wplątałem ręce w jej długie, czarne włosy. Wręcz przeciwnie. Jęknęła z podniecenia a ja? Doszedłem po raz czwarty.
- Dziękuję.. - Mruknąłem do jej ucha, kiedy opadła bezwładnie w moje ramiona. Mocno ją do siebie przytuliłem, okrywając nasze spocone ciała kołdrą - To było.. Niesamowite.. - Tak, to prawda. To co ona wyprawiała z moim chujem, było niesamowite. Nie da opisać się uczucia jakie czułem. Pierwszy raz ktoś zrobił mi coś takiego i cholernie mi się podobało. Spojrzałem na nastolatkę, która zamknęła zadowolona oczy i zasnęła - Kocham Cię.. - Szepnąłem składając na jej czole czułego buziaka...

***ROSS***

Odkąd straciłam dziewictwo z Dylanem, czułam się jak kobieta. Byłam szczęśliwa i cała w skowronkach. Kto by pomyślał, że chłopak, którego jeszcze niedawno tak bardzo nienawidziłam, dziś będzie miłością mojego życia? Ten świat jest śmieszny i niesie dla każdego milion niespodzianek.
Dojechaliśmy do szpitala jakoś po szóstej rano. Cooper kazał mi ostrożnie wejść do środka. Zdziwiłam się na jego prośbę, ponieważ miałam przepustkę, prawda? A on robił wszystko byleby tylko nas nie zauważono. Na ustach cisnęło mi się kilka pytań, ale ugryzłam się w język, kiedy wepchnął mnie do mojego pokoju i ostrożnie zamknął za nami drzwi.
- Znów jesteśmy sami... - Mruknął szczerząc się jak głupi do sera. Wolnym krokiem zbliżył się do mnie i odsunął kosmyk włosów za moje ucho. Nagle stał się bardzo poważny. Napiął każdy mięsień jaki tylko miał i zacisnął dłoń w pięść. Przestraszyłam się zmianą jego humoru - Zdradzić Ci sekret? - Spytał na co kiwnęłam potwierdzająco głową. Myślałam, że powie mi coś ważnego. Nachylił się nad moich uchem i mruknął kilka słów - Gdy tak na Ciebie patrzę, widzę Twoje nagie ciało...
- Dylan! - Wrzasnęłam kiedy wybuchnął ogromnych śmiechem - Jesteś idiotą!
- A Ty jesteś bardzo dobra w łóżku.. - Chciałam odejść, jednak w ostatniej chwili udało mu się złapać mnie za ramię i przyciągnąć blisko siebie - Kocham Cię Rozalie Evans i nigdy nie przestanę - Spojrzałam mu głęboko w oczy i wszczepiłam palce w jego rozwichrzone włosy.
- Ja Ciebie też głupku... -Mieliśmy się pocałować, jednak usłyszeliśmy jak ktoś zbliża się do środka naszego pomieszczenia. Zerknęłam na Dylana jaki ma plan, ale on tylko wzruszył ramionami.
- Kładź się na łóżko - Rozkazał.
- Co ? A Ty?
- Kładź się... - Zrobiłam to. Ku mojemu zaskoczeniu, szatyn rozejrzał się uważnie po pokoju i za cel obrał sobie dużą szafę. Jak najprędzej tam wskoczył i kiedy tylko zamknął drzwiczki, do środka wszedł Filip z czarną teczką. Zmierzył mnie ostrym wzrokiem, ale nic nie powiedział, jak tylko miłe powitanie.
- Jak się spało? - Spytał następnie.
- Dobrze.. - Odpowiedziałam - Nawet bardzo.. - Na wspomnienie seksu z Cooperem, uśmiech wskoczył mi na twarz - Są już jakieś wyniki? - Zmieniłam temat, ale nie odpowiedział. Potarł dłonią brew i chrząknął znacząco.
- Słuchaj Ross..
- Filip, coś się stało? - Zaniepokoił mnie stan jego głosu. Był poddenerwowany i jakiś taki spięty.
- Wszystko w porządku... - Kłamał. Wiedziałam, że kłamie. Coś przede mną ukrywał.
- Filip..
- Porozmawiamy później. Przyjdę po południu, kiedy dostaniesz wypis ze szpitala, dobrze? I wtedy porozmawiamy o wszystkim na spokojnie.
- Dobrze.. - Mruknęłam - Chwila.. dziś wyjdę stąd?!
- Tak - Uśmiechnął się.
- Naprawdę?! - Kiwnął potwierdzająco głową - Super!
- Dobra, będę już się zbierać. Przyszedłem tylko zobaczyć jak się czujesz, ale widzę, że dobrze - Posłał mi kolejny uśmiech i ruszył w stronę drzwi - Aha, jeszcze jedno. Ross?
- Tak? - Zdziwiłam się.
- Przekaż koledze, aby wyszedł z tej szafy bo pogniecie Ci wszystkie ubrania. I ma się u mnie pojawić za pięć minut. Musimy ostro porozmawiać o tym, że przez całą noc nie było Cię na terenie całego szpitala.. - Mruknął i dopiero wtedy wyszedł. Siedziałam osłupiała nie widząc jak się zachować. Czyli Cooper nie dostał żadnej przepustki. Oszukał mnie.
Kiedy tylko Filip trzasnął drzwiami, drzwi szafy otworzyły się a na ziemie zleciał Cooper. Wyglądał przekomicznie. Nie mogąc opanować emocji, wybuchnęłam śmiechem. Wyswobodził się z tych wszystkich ciuchów i wstał na równe nogi.
- Okłamałeś mnie! - Naburmuszyłam się na co wzruszył smętni ramionami - Wcale nie pytałeś się o pozwolenie!
- Pytałem.. Ale nie moja wina, że ten imbecyl się nie zgodził. Skurwysyn.. - Syknął.
- Wiedział od początku, że tam jesteś - Prychnęłam - I dobrze Ci tak. Uprowadziłeś mnie!
- Oj tam. Jakoś w nocy nie narzekałaś.. - Zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach namiętnego buziaka - Będę już spadać. Przyjadę odebrać Cię ze szpitala a wieczorem zabieram Cię na randkę. Kino czy restauracja?
- Co chcesz.. - Wzruszyłam ramionami - Byleby być blisko Ciebie - Po raz ostatni mnie pocałował i zniknął. Ja natomiast położyłam się na łóżku i zasnęłam, zastanawiając się co takiego Filip przede mną ukrywał.

Dochodziła trzynasta po południu. Nie spałam od dwóch godzin i strasznie się nudziłam. Ciągle myślałam jak potoczyła się dzisiejsza rozprawa Pauli. Przecież dziś miała dowiedzieć się z kim zostanie. Z ojcem czy matką. Chciałam z nią pogadać, ale czy ona będzie chciała ze mną? Pokłóciliśmy się, fakt, ale to w dalszym ciągu moja najlepsza przyjaciółka. Moja siostra!
Wzięłam do ręki telefon po czym wykręciłam jej numer. Rozprawa skończyła się o jedenastej. Musi odebrać. Musi.
- Ross?.. - Usłyszałam zachrypnięty głos po drugiej stronie telefonu. Przeszły mnie przyjemne ciarki na dźwięk jej wspaniałego głosu. Tak bardzo się za nią stęskniłam a miną zaledwie dzień od naszej kłótni.
- Paula?! - Wrzasnęłam szczęśliwa - Jezu Paula... Jak po rozprawie?! - Od razu przeszłam do rzeczy.
- Okej.. - Odpowiedziała smętnie.
- Okej? - Zdziwiłam się - Mogłabys do mnie przyjechać? Chcę z Tobą porozmawiać..
- Jesteś pewna? Myślałam, że nie chcesz mnie widzieć...
- Tak, jestem pewna!.. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.. - Szepnęłam.
- Za dwadzieścia minut będę - Nie mówiąc więcej nic, rozłączyła się. Wstałam i podeszłam do szafy z której wyciągnęłam szare dresy, duży, biały T-shirt i czarne skarpetki. Musiałam jakoś ładnie wyglądać. Włosy spięłam w koka.
Poczułam jak mój żołądek błaga o jakieś jedzenie, więc nie czekając długo, poszłam do małej stołówki coś zjeść. Wiecie co mnie zaskoczyło? Szpitalne jedzenie zawsze jest do bani, prawda? Kładą na talerz zwykłe gówno i każdą nam się tym najeść. Tu  było zupełnie inaczej. Dostałam porcje pierogów i szklankę soku pomarańczowego. Zjadłam to w pięć minut. Było wyśmienite. Kiedy poczułam, że jestem nasycona, wróciłam wolnym krokiem do pokoju, w którym już była Paula. Miała jakiś taki nijaki humor. Czyżby przegrała jej mama w sądzie?! Nie, to niemożliwe. Ona nie może wyjechać. Nie może mnie zostawić...
- Hej.. - Przywitała się - Jak się czujesz?
- Dobrze - Mruknęłam - A Ty? Co z Twoimi rodzicami? Przepraszam, że mnie z Tobą nie było, ale...
- Wygrałam! - Wrzasnęła szczęśliwa - Zostaje z mamą!
- Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową - To super! - Podbiegłam do niej i mocno ją do siebie przytuliłam - Tak się cieszę!
- Ja też.. Nawet nie wiesz jak bardzo..
- Bałam się, że mnie zostawisz - Szepnęłam.
- Ja się bałam, że nigdy się do mnie nie odezwiesz po tamtym.. Słuchaj, Ross.. bardzo Cię przepraszam..
- Daj spokój.
- Nie, wysłuchasz mnie czy Ci się to podoba czy też nie. Przepraszam, okej? Zachowałam się jak świnia. Myślałam, że Ty i Michał.. Że wciąż macie jakąś szanse, że się kochacie..
- Kocham go - Wtrąciłam - Ale jak brata. To mój przyjaciel..
- Teraz to wiem. Wybacz mi - Spojrzałam na nią i dostrzegłam kilka łez w jej oczach.
- Oczywiście, że Ci to wybaczę. Nie mogę się długo na Ciebie gniewać - Parsknęłam - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Ross.. - Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła na łóżko gdzie rozkazała usiąść a sama zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Uniosłam zdziwiona brew do góry ze znakiem zapytania - A teraz opowiadaj!
- Ale co? - Zaśmiałam się.
- No jak to co?! Ty i Cooper?..
- Ach tak.. - Przetarłam dłonią czoło i chrząknęłam znacząco - No wiesz..
- Jesteście razem? Doszło do czegoś więcej ? - Dopytywała - Jak to w ogóle możliwe, że Ty i on.. - Skrzywiła się niezadowolona.
- On się zmienił.. Jest szczery, słodki i nigdy by mnie już nie skrzywdził...
- Ross.. - Zaczęła łagodnie z lekkim uśmiechem na twarzy - Spójrz na mnie kochanie - Zrobiłam to i spojrzałam w sam środek jej zielonych oczu -To jest facet! A faceci się nie zmieniają. Zaufaj mi. Każdy jest taki sam.
- On jest inny...
- Michał też był inny a co z tego wyszło?
- To co innego! - Wrzasnęłam oburzona - Skoro twierdzisz, że każdy facet jest taki sam to co z Diukiem, co?
- Co ma być? Też facet - Wzruszyła obojętnie ramionami - Ale mam nad nim kontrole - Dodała unosząc zabawnie brwi do góry. Ta dziewczyna od zawsze wiedziała jak mnie rozśmieszyć.
- Przespałam się z nim! - Krzyknęłam nie mogąc dłużej wytrzymać. Musiałam jej to powiedzieć. Musiała wiedzieć.
- Co kurwa?!
- Tak jakoś wyszło..
- Spałaś z Dylanem Cooperem? - Przekrzywiła głowę w bok i zamknęła prawe oko. Wyglądała koszmarnie - Poważnie? - Kiwnęłam potwierdzająco głową.
- Mówię Ci. Zmienił się.On.. Powiedział, że mnie kocha...- Na samo wspomnienie tych słów, zaczęłam cieszyć się jak głupia.
- Ross.. Boże..
- Co ? - Zdziwiłam się.
- Uważaj na siebie. Cooper jest niebezpieczny..
- Niebezpieczni to są jego koledzy - Warknęłam - Nienawidzę Fryza!
- Ta.. To kawal skurwiela. Skoro ma takich kolego to sam pewnie.. - Widząc moją minę, zamilkła. Mruknęła tylko coś pod nosem i zamilkła.
- Jest inny - Powtórzyłam po raz ostatni.
- Obyś miała rację.. A teraz opowiadaj! Jaki jest w łóżku?! Ma małego czy dużego?! Dobrze Ci było?! Kurwa Evans, nie jesteś już dziewicą!
- Zamknij się! Cały szpital nie musi o tym wiedzieć! - Spojrzałyśmy po sobie i od razu wybuchnęłyśmy ogromnym śmiechem - Powiem tylko tyle, że był kochany.. Nie robił nic na co bym mu nie pozwoliła. Paula, ja się zakochałam. Tak naprawdę się zakochałam. On jest miłością mojego życia..
- Proszę Cię tylko, abyś uważała i wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Ty na mnie również.. - Ponownie ją do siebie przytuliłam i dopiero teraz zorientowałam się, że jest jakaś ponura. Uśmiech zniknął z jej twarz a na jego miejsce wkroczył smutek - Wszystko w porządku? - Spytałam zatroskana - Wyglądasz blado..
- Ross.. - Zaczęła niepewnie - Jest jeszcze coś o czym musisz wiedzieć.....
- Co ? - Przestraszyłam się - Nie strasz mnie...Chodzi o Dylana?!
- Nie. Chodzi o mnie. Zostaje z mamą tylko dlatego, że... - Nagle drzwi od pokoju otworzyły się a do pomieszczenia wszedł Filip. Rozejrzał się dookoła i tylko posłał nam smętny uśmiech.
- Witajcie. Ross, musimy porozmawiać.
- Jasne, już sobie idę - Paula wstała na nogi i pocałowała mnie w policzek - Pogadamy kiedy indziej.
- Przyjadę do Ciebie wieczorem, dobrze? Albo zadzwonię.
- Dobrze - Skinęła głową i wyszła. Ja natomiast zwróciłam się do Filipa, który trzymał w ręku jakąś białą kopertę. Nie podobał mi się jego humor. Był jakiś poddenerwowany i uciekał przede mną wzrokiem.
- Chodzi o moje wyniki, prawda? - Zaczęłam niepewnie. Skinął tylko głową - Więc? Powiesz mi o co chodzi? Nie może być aż tak źle. Przecież dobrze się czuję i wszystko jest tak jak być powinno.
- Nie jest źle Ross...
- No widzisz! - Wtrąciłam ucieszona - Więc co się stało? - Zdziwiłam się.
- Jest fatalnie.. - Słysząc to przełknęłam głośno ślinę. Fatalnie? Jak to? Co on mówi?
- Fa.. fatalnie.. ? - Powtórzyłam.
- Ross.. Ty.. - Zbliżył się do mnie i chwycił obie moje dłonie.
- Mów - Rozkazałam stanowczym głosem - Chcę wiedzieć!
- Cholera.. - Przeklął. Był naprawdę wkurwiony bo nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w mojej obecności używał wulgarnych słów - Jestem lekarzem, robiłem to milion razy, więc dlaczego tak ciężko jest mi wykrztusić te kilka słów? - Warknął.
- Filip, zaczynam się bać...
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Nie zostawię Cię samej. Bardzo Cię lubię i zrobię wszystko, abyś..
- Mów! - Wrzasnęłam. Do oczu naleciały mi łzy.
- Jesteś chora Ross... - Szepnął.
- Chora?
- Masz... Masz białaczkę...
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?!
- Poziom zaawansowany a ja nie umiem Cię z tego wyleczyć.. Ross.. Ty.. umierasz..... - Zakryłam usta dłonią, aby nie zacząć krzyczeć. Poczułam jak serce mi przyśpiesza a oddech staje się nierówny. Czekałam, aż powie, że to głupi żart i że jestem zdrowa jak ryba, ale nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego spuścił wzrok na podłogę a pojedyncza zła spłynęła po jego policzku - Kurwa! - Wrzasnął na całe pomieszczenie. Nawet się nie przestraszyłam. Byłam w szoku, w jakimś transie. Pokój w którym właśnie się znajdowałam, stawał się coraz to mniejszy a ja popadałam z sekundy na sekundę w większą panikę. Jestem chora. Mam białaczkę. Poziom zaawansowany. Ja.. Ja umrę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz