wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 8

,, I am not a fucker ''

Siedziałam na wilgotnym piasku, czując zimny podmuch wiatru jaki otaczał moje zmarznięte ciało. Mimo tego iż było mi cholernie zimno, nie zamierzałam wracać do hotelu. Jeszcze nie teraz. Plaża o tej porze dnia była pusta, co dla mnie było ogromnym plusem. Dochodziła osiemnasta. Alan wyszedł na spotkanie z Aną i Sebastianem a mi kazał czekać w hotelu. Dupek parszywy. Jako iż nie umiem usiedzieć w miejscu, wybrałam się na spacer. Lubiłam samotność. Szum morza i świergot ptaków, kojąco wpływał na mój przemęczony organizm.
Od kilku godzin byłam spakowana i gotowa do podróży. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że wracamy! Nie wiecie jakie to uczucie, kiedy nagle musisz opuścić swój dom, swoich przyjaciół i rodzinę na kilka tygodni, w dodatku jeśli jesteś chora i nie masz zbyt dużo czasu. Ja wiem. A teraz ten koszmar dobiega końca.
Odetchnęłam z ulgą na myśl iż juro zobaczę wszystkie ważne dla mnie osoby. No prawie wszystkie.
- Dylan... - Szepnęłam bezgłośnie. Przybrałam obraz jego twarzy w głowie i ku mojemu zaskoczeniu, stał się on niewyraźny. Co prawda, doskonale pamiętałam jego twarz, ale tym razem jakoś nie było to takie przywołanie wspomnień jak poprzednio. Jak teraz będzie wyglądać moje życie po tak długiej nieobecności tam? Jak jemu się żyje beze mnie? Czy ma jakąś dziewczynę? A Roksana? Przecież wybrał ją. Pamiętam wszystkie słowa jakie kierował w moją stronę kilka dni po tym jak wyznał mi miłość. Miłości nie ma. To bzdura. Człowiek przywiązuje się do drugiego człowieka, ale jest wstanie zapomnieć o nim z biegiem czasu. Tak też jest w tym przypadku. Prawie miesiąc nie widziałam Coopera i wiecie co? Czuję się tak normalnie, przeciętnie. Nie czuję motylków czy podniecenia, że wracam do domu i w każdej chwili mogę się z nim spotkać. Prawdę mówiąc ja nawet nie chcę się z nim widzieć. Ten rozdział zakończyłam raz na zawsze. Wrócę do domu i idę do lekarza. Filip musi mnie jak najszybciej zbadać. Moje samopoczucie pogarsza się z każdym dniem. Wymiotuje, towarzyszą mi ostre zawroty głowy a ból brzucha staje się nie do zniesienia. Dodatkowo nie dostaje miesiączki od dwóch tygodni. Rozumiem, że to skutki mojej śmiertelnej choroby, ale jakoś trzeba się tym zająć, prawda?
- Hej... - Na dźwięk męskiego głosu, wzdrygnęłam się i gwałtownie wstałam na nogi. Nienawidziłam kiedy ktoś skradał się za moimi plecami. Mogłam przecież dostać zawału albo coś podobnego. Spojrzałam przed siebie a moim oczom ukazała się potężna sylwetka Sebastiana. Uśmiechał się, aby załagodzić ciszę, która z każdą sekundą narastała jeszcze bardziej.
- Cześć.. - Odpowiedziałam niepewnie. Nie rozmawialiśmy ze sobą od wczorajszego wieczora a dokładniej to od chwili, kiedy Alan go unicestwił, więc nic dziwnego, że nie wiedziałam jak się zachować w tej krępującej sytuacji. Jedyne pytanie jakie przyszło mi do głowy, brzmiało tak: - Co tu robisz?...
- Przechodziłem obok - Wzruszył smętnie ramionami - Zobaczyłem Ciebie i pomyślałem, że się przywitam... Zawsze tu chodzę kiedy mam zły humor.
- Mhm.. - Burknęłam - Więc nie tylko ja źle się czuje.
- Ta... Mogę się dosiąść? - Wzruszyłam ponownie ramionami i wróciłam na swoje miejsce. Koniuszkami palców gładziłam mokrą nawierzchnię piachu. To mnie tak jakby uspakajało - Ross? - Spojrzałam niepewnie na jego twarz zaciekawiona tym co chce mi powiedzieć. Był zakłopotany.
- O co chodzi?
- To co zaszło między nami ostatnio.. ja...
- Daj spokój - Machnęłam ręką - Ty chciałeś wykorzystać mnie a ja Ciebie. Jesteśmy kwita.
- Nie chodzi mi o to! Nie chciałem Cię wykorzystać! - Podniósł nie co ton swojego głosu. Pierwszy raz odkąd się znamy, krzyknął na mnie. W sumie nie znamy się długo, zaledwie kilka dni, ale to nie zmienia faktu, że z początku wyglądał na strasznie miłego faceta - Co prawda taki był plan, aby dowiedzieć się czego chcesz od mojej matki, ale w między czasie bardzo mi się ... - Nagle zamilkł jakby nie wiedział czy powinien mówić dalej. Zlustrowałam jego ciało od stóp wzwyż wiedząc co miota się w jego głowie, w jego myślach - Bardzo mi się spodobałaś... - Dokończył. Nastała cisza. Kilka głębszych oddechów spowodowało, że poczułam się lepiej. Nie patrzył na mnie. Spuścił wzrok niżej by nie mieć możliwości bitwy wzrokowej.
- Sebastian... - Zaczęłam, jednak nie dał mi dokończyć. Chciałam powiedzieć, że też go polubiłam, że mimo tego co zaszło wczoraj wieczorem, podobał mi się nasz pocałunek. Przypominając sobie o tym zdarzeniu, moje ciało przeszyły przyjemne ciarki.
- Nie mów nic. Nie oczekuję tego samego od Ciebie. Jest w porządku. Wiem, że kochasz kogoś innego.. - Uniosłam zdziwiona brew do góry jakby nie wiedząc o czym on mówi. Od ostatniego czasu zdarza mi się zapominać o wielu rzeczach a taka błahostka jak rozmowa z nim to już całkiem wyleciała z mojej głowy. Czy kiedykolwiek wspominałam mu o swojej przeszłości?
- Możesz jaśniej? - Próbowałam nie dać po sobie poznać, że nie wiem o czym on mówi. Kolejny syndrom mojej choroby. Tracę rozum.
- Nie chcę być wścibski i w sumie nic mi do tego, ale to Dylan, prawda? To w nim się zakochałaś. W moim... bracie - Ostatnie słowo wypowiedział jakby połykał właśnie kilo gwoździ, które rozrywało jego gardło na milion małych kawałków.
- Ja.. Sama nie wiem co do niego czuję... - Odchyliłam głowę w bok a wzrok przeniosłam na odległy horyzont - Myślałam, że to miłość, myślałam, że go kocham...
- Ale? - Zdziwił się zaciekawiony.
- Nie wiem.. nie ważne - Wstałam na nogi, otrzepałam się z mokrego piasku i zmusiłam swoje usta, aby wykrzywiły się chociażby w lekki uśmiech - Na mnie już pora. Muszę się jeszcze spakować - Skłamałam. Na samą myśl o wyjeździe z tego miejsca i z powrotu do rodzinnego domu, miałam ochotę skakać, piszczeć i krzyczeć z radości. Tak bardzo tęskniłam za rodzicami i przyjaciółmi.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co się stało, że zmieniłaś zdanie? - Chwycił moje ramię po czym mocno je ścisnął. Próbowałam nie dać po sobie poznać tego, że bardzo mnie to zabolało.
- Dlaczego Cię to tak interesuje?
- Ponieważ to mój brat i chciałbym wiedzieć jaki jest jeżeli mam się z nim spotkać w przeciągu kilku dni. Nie wiem czy masz rodzeństwo czy nie, ale ja nigdy nie miałem a przynajmniej tak myślałem, że nie mam, kiedy nagle zjawiasz się Ty ze swoim przyjacielem i przewracacie moje życie do góry nogami. Dlatego tak bardzo interesuje mnie wszystko co jest z nim związane - Przewróciłam oczyma nie widząc dalszego sensu na temat tej rozmowy, ale jego wyraz twarzy nie pozwolił mi na zignorowanie go i pójście jak najdalej, czyli powrót do hotelu. Machnęłam ręką by szedł za mną i podczas drogi powrotnej, zebrałam się na odrobinę prawdy.
 - Minął miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Niby tak mało czasu, ale ..  Dylan, on... - Zamknęłam oczy i ze wszystkich sił spróbowałam przywołać twarz chłopaka. Piwne, zwężone oczy, duże, szerokie usta, idealnie gładka cera, czarne rozwichrzone włosy i te zaczerwienione policzki - On.. - Zaczęłam ponownie powracając do świata żywych - On już dla mnie nie istnieje.
- Dlaczego? Co się stało? - Wydukał.
- Byłam w nim zakochana. Bardzo.. - Do oczu naleciały mi łzy, ale postanowiłam mówić dalej. -Widziałam w nim przyjaciela, męża i ojca swoich dzieci a on to wszystko zepsuł. Któregoś dnia powiedział mi prosto w oczy, że byłam dla niego nic nie znaczącą zabawką. Zabawił się mną, wykorzystał mnie. Tyle..
- Ja.. Nie wiem co powiedzieć...
- Nic nie mów - Parsknęłam - To nie ma znaczenia.
- Nie boisz się Waszego spotkania?
- Nie. Tym bardziej, że wiem, że się nie spotkamy.
- Do końca życia uciekać nie możesz... - Nawet nie zdał sobie sprawy ze słów jakie wypowiedział. Stanęłam nieruchomo i uważnie zlustrowałam całe jego ciało. Po chwili zorientował się jaką palną głupotę. Pewnie jakby mógł to by chciał cofnąć czas o te kilka sekund, ale niestety nie posiada on takiej mocy, ani żaden człowiek jakiego znam na tym świecie.
- Dobrze wiesz, że długo nie pożyje - Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co będzie odpowiednie do tej sytuacji. W sumie mu się nie dziwiłam. Pare dni temu przeszukał moje papiery i wie, że jestem śmiertelnie chora.
- On wie? Dylan wie, że umierasz? - Pokiwałam przecząco głową nie robiąc sobie z tego nic. Co go to obchodzi? Czy to by coś zmieniło? Możliwe, że by chciał się ze mną pogodzić tylko i wyłącznie z litości. Nie chce tego. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się przed budynkiem hotelu. Wiał mroźny wiatr. Lustrując uważnie okolicę miasta, dostrzegłam nieopodal nas mały budynek na którym widniał szyld tutejszego fryzjera. Co dziwniejsze, pomieszczenie było jeszcze czynne o tej godzinie - Dobra, to do zobaczenia za kilka godzin.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś? - Ciągnął temat. Przewróciłam markotnie oczyma po woli się już denerwując.
- Ma o niczym nie wiedzieć, rozumiesz? Nie chce jego litości.. Jeżeli mu cokolwiek powiesz to do mnie możesz się nie odzywać.
- Powinien to wiedzieć...
- Nie mam ochoty na dalszą rozmowę, więc idę. Do zobaczenia później - Machnęłam ręką i odeszłam. Czułam na sobie jego wzrok aż do samych drzwi. Przywitałam się z portierem i od razu udałam się do sypialni, gdzie rzuciłam swoje obolałe ciało na wielkie, miękkie łóżko. Głośna muzyka dochodząca z pokoju obok, nie dawała mi zasnąć. Pierdolony Frycz. Najwidoczniej wrócił już ze spotkania i ma bardzo dobry humor. Szkoda.
Wybiła dziewiętnasta. Za kilka godzin będę z rodziną. To najlepsze co mnie tu spotkało. od tak dawna. Kiedy wreszcie moje powieki stawały się ciężkie, moją uwagę przykuł wibrujący na szafce telefon. Nosz kurwa mać! Wzięłam do ręki przedmiot elektroniczny a nadawca połączenia bardzo mnie zdziwił. Numer nieznany.
- Dziwne... - Szepnęłam sama do siebie. Nie czekając długo, odebrałam telefon i czekałam aż ktoś zechce ze mną porozmawiać - Hallo? - W dalszym ciągu cisza. Zdenerwowana, nacisnęłam na czerwoną słuchawkę a kiedy ponownie zaczął wibrować, wyłączyłam go. Chwyciłam się za głowę a potem lekkim ruchem dłoni, przeczesałam włosy. Najgorsze było to co zobaczyłam potem. Pełno kosmyków moich włosów znajdowało się pomiędzy moimi palcami. Zachłysnęłam się powietrzem a chwilę później poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Znowu mdłości. Pokój stawał się coraz to mniejszy, zrobiło się duszno i jedynie gdzie chciałam teraz być, to moja toaleta. Szybkim biegiem udałam się do kibla, aby niechętnie zwymiotować. Traciłam przytomność, nie mogłam normalnie oddychać, nie ogarniałam gdzie jestem. Co się ze mną do cholery dzieje?! ....

Po dłuższym czasie, kiedy to już się ogarnęłam, wysprzątałam wszystko, umyłam twarz, wpadłam na pewien pomysł. Nim jednak udałam się do wybranego przeze mnie miejsca, musiałam spotkać się z Alanem, ponieważ dobijał się do moich drzwi, kiedy to byłam w toalecie. Domyślał się, że coś jest nie tak, ale nie zamierzałam mu się z niczego zwierzać. Nakrzyczał na mnie bo kiedy wrócił do hotelu, nie zastał mnie w sypialni. Kim on jest, aby mówić mi co mogę a czego nie mogę robić? Problem był dopiero wtedy, kiedy powiedziałam mu, że idę się przejść. Nie chciał mnie za nic w świecie puścić, więc skłamałam, że muszę wykonać telefon do mamy. Z przymróżeniem oka, wypuścił mnie na zewnątrz dając mi dosłownie równe 30 minut. Nie mogłam się nie zaśmiać.
Przed wyjściem, zajrzałam ostatni raz do łazienki. Stanęłam przed lustrem a widząc swoją straszną twarz, zniszczone włosy i ten ból w swoich oczach, postanowiłam coś zmienić przed wyjazdem, przed powrotem do domu. Wzięłam więc torebkę i szybkim krokiem opuściłam hotel, kierując się wprost do tutejszego fryzjera. No Rose, czas na zmiany! Podekscytowana stanęłam naprzeciwko drzwi prowadzących do pomieszczenia, które ma mnie odmienić. Wziąwszy pięć głębszych oddechów, wolnym lecz stanowczym krokiem weszłam do środka. Nikogo tam nie zastałam co było dziwne zważywszy na to, że nie zamknięto drzwi.
- Dobry wieczór! Jest tu ktoś?! - Krzyknęłam uważnie rozglądając się dookoła. Przede mną stanęła młoda kobieta, która poinformowała mnie iż już jest nieczynne. Musiałam skorzystać z ich usług, więc zapłaciłam niezłą sumę za przyjęcie mnie o tej godzinie. Trudne to nie było. Salon jak salon, potrzebował pieniędzy. Zajęłam fotel gdzie mi kazano usiąść i oddałam się w ręce specjalistki. Powiedziałam, aby zadbała o moje włosy i zrobiła z nimi co chce, bylebym była zadowolona. Efekt jej pracy był powalający. Dwie godziny później, patrząc na swoje odbicie w wielkim lustrze wiszącym nad jedną z umywalek, nie mogłam wyjść z zachwytu. Za nic w świecie nie przypominałam dziewczyny, która przyszła tu przed chwilą. Krótkie blond włosy opadały na moje kruche ramiona przez co wydawałam się nieco młodsza a wyraz mojej twarzy gwałtownie uległ zmianie. Byłam zachwycona. Podziękowałam kobiecie i wreszcie wróciłam do domu. Po drodze odebrałam telefon od Alana, który na mnie krzyczał, ale miałam to gdzieś. Obiecałam, że za chwilę do niego przyjdę i tak też zrobiłam. Zapukałam mocno do jego drzwi a kiedy zaprosił mnie do środka, skorzystałam z tej propozycji.
- Nareszcie! - Wrzasnął cały czas stojąc do mnie tyłem. Szukał czegoś na laptopie. Weszłam do środka i uważnie zlustrowałam całe to pomieszczenie.
- Byłam coś załatwić - Mruknęłam.
- Co było tak ważne, że aż zajęło Ci to dwie i pół godziny kurwa?! - Wtedy się obrócił. Jego wzrok spoczął na mojej twarzy, z rąk wypadł mu plik papieru i przyglądał mi się dobre kilka minut. Był w totalnym szoku - Coś Ty ze sobą zrobiła...? - Tylko to zdołał z siebie wydusić.