sobota, 23 maja 2015

 Rozdział 13

,, I am a fucker ''

Przez następny cały tydzień, nie miałam kontaktu z Dylanem i z żadnym jego kolegą. Nie wiedziałam co się z nim dzieje i dlaczego nie chodzi do szkoły. Ciągle myślałam o tym, że jest adoptowany i kim musi być ten jego cały opiekun Rick, skoro Dylan wyrósł na takiego bandytę. Może sam jest przestępcą? I jak się poznali z Alanem? Bardzo mnie to ciekawiło. To była moja najgorsza wada. Ciekawość. A przecież to pierwszy stopień do piekła. Paulina zaczęła zauważać moje dziwne zachowanie i nawet dopytywała się o co chodzi. Unikałam tego tematu jak tylko mogłam. Co niby miałam jej powiedzieć? Że dziwnie się czuję bo nie wiem co się dzieje z Cooperem? Zabiłaby mnie, gdyby się o tym dowiedziała. Ona go nienawidzi z całego serca i przecież ja też go nienawidzę. To mój wróg numer jeden. I to się nie zmieni. A przynajmniej nie powinno się zmienić. Tak samo w dalszym ciągu nie wiem co z moimi rodzicami. Mama już co prawda tak często nie płacze jak wtedy, ale jednak czasem przyłapię ją jak jest w rozsypce. Ojca nie wiedziałam od tamtego czasu i dalej mi wmawiano, że jest w jakieś tam podróży biznesowej swojego szefa. Nie wierzyłam w to. Przestałam w to wierzyć, kiedy spytałam się mamy jak długo jeszcze ojca nie będzie a ona odpowiedziała mi, że ma nadzieję, że bardzo długo. Wtedy coś dało mi do myślenia. Może coś mu się stało? Ale wtedy przecież mama siedziałaby w szpitalu a nie w domu... Postanowiłam, że sprawdzę tą sytuację...
Tego dnia coś się jednak wydarzyło. Był piątek. Lekcje jak zawsze dobiegły końca a mój chłopak miał już kilka planów w zanadrzu. Chciał zabrać mnie do kina, jednak nie miałam na to ochoty. Nie myślcie sobie, że go unikam czy coś. Wcale tak nie jest! To, że kilka dni temu zwątpiłam w miłość, to nie oznacza, że dalej tak myślę. Kocham go i chcę być w dalszym ciągu jego dziewczyną.
- To co? O siedemnastej? - Spytał, kiedy podeszliśmy do jego samochodu. Wracałam dziś z nim do domu, ponieważ Pauliną zajął się Diuk. Byli od kilku dni parą co trochę mnie bawiło bo bardzo się od siebie różnili. Ogień i woda normalnie.
- Nie bądź zły, ale mam już plany...
- Plany? - Zdziwił się - Jakie?
- Pamiętasz jak opowiadałam Ci o moim ojcu? No więc dalej nie wrócił do domu a mama jest w coraz gorszym stanie. Chcę się trochę przyjrzeć tej sprawię.
- Ross, a może Twój ojciec ma kogoś inne...
- Nie! - Wtrąciłam mu szybko, aby nie dokończył tego zdania - Nigdy by nie zdradził mamy. Bardzo ją kocha i wiem, że by tego nie zrobił. Znam go...
- Więc dlaczego zniknął? - Dalej drążył ten temat.
- Nie wiem.. - Wzruszyłam rozczarowana ramionami - Ale się dowiem...
- Mam propozycje - Posłał mi ciepły uśmiech po czym złapał moje ramiona i mocno mnie do siebie przyciągnął. Dostrzegłam, że kilka dziewczyn się na nas patrzy w niezadowoleniu. Dalej mają nadzieję, że zerwiemy. Dobre sobie. Mogą tylko pomarzyć.
- Jaką?
- Dziś pójdziemy się rozerwać...
- Michał.. - Znów mu przerwałam.
- Pójdziemy się rozerwać... - Powtórzył ze zmrużonymi powiekami - A od jutra pomogę Ci w poszukiwaniu Twojego ojca. Ross, skarbie.. Przyda Ci się chwila przerwy. Dużo przeszłaś w tym tygodniu i potrzebujesz rozrywki...
- Może masz rację.. - Jęknęłam. Tak. To dobry pomysł - Ale do kina nie idziemy. Nie mam na to ochoty. Możemy iść do baru potańczyć.
- Super! - Krzyknął po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Wciąż nie przypominał tego jakim obdarował mnie Dylan Cooper i to mnie smuciło najbardziej...
Gdy wróciłam do domu, nikogo w nim nie było. Mama była jeszcze w pracy, więc miałam chwilę dla siebie. Odłożyłam torbę z książkami do swojego pokoju a potem wkradłam się do sypialni rodziców i zaczęłam już swoje śledztwo. Nie mogłam czekać do jutra. Musiałam się dziś dowiedzieć choćby najmniejszej rzeczy. Po prostu musiałam.
Grzebiąc w ich szafie, w moje ręce wpadł mały karton wypełniony wieloma kopertami i jakimiś listami. Wiem, że nie powinnam tego przeglądać, ale jak już wcześniej wspomniałam, jestem ciekawska i musiałam wreszcie poznać prawdę. Moją uwagę najpierw przykuła biała, duża kartka, wypełniona wielkimi drukowanymi literami.

,, KOCHANIE, PROSZĘ... WYBACZ MI! ''

Kolejna kartka była taka sama i kolejna i kolejna. Więc pokłócili się. Musieli się o coś pokłócić, tylko o co? Wyciągnęłam z kieszeni telefon i po raz chyba setny w tym tygodniu, zadzwoniłam do ojca. Nie odbierał. Nie zaskoczyło mnie to zbytnio, więc napisałam do niego wiadomość, że musimy się pilnie spotkać. Karton odłożyłam na miejsce po czym wróciłam do swojego pokoju. Zadzwoniła do mnie Paulina. Była strasznie przybita i płakała. Nie wiedziałam o co chodzi, więc kazałam jej natychmiast do siebie przyjechać. Stała w drzwiach piętnaście minut później. Pojechałabym sama do niej, ale no nie miałam samochodu ani prawa jazdy.
- Co się stało?! - Zaatakowałam ją, kiedy stanęłyśmy twarzą w twarz - Ten idiota Ci coś zrobił?!
- Nie.. - Jęknęła - Moi rodzice.... Oni....Walczą o mnie...
- To chyba dobrze? - Zdezorientowałam się.
- Nie! Ojciec po rozwodzie wyjeżdża do Niemiec! Jeżeli wygra sprawę w sądzie, zabierze mnie ze sobą...
- Żartujesz.. - Szepnęłam zakrywając usta dłonią - Przecież to jakieś dwa tysiące kilometrów stąd...
- Już nigdy bym tu nie wróciła... - Rozpłakała się. Nie wiedziałam co zrobić, jak ją pocieszyć - Sprawa rozwodowa jest w przyszły wtorek.. - Czyli dokładnie za cztery dni. Niech to szlag.
- Tylko nie to.. Nie pozwolę na to!
- Nie chcę wyjeżdżać...- Histeryzowała - Nie chcę!
- Spokojnie.. Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię.. Michał też nie... - Przytuliłam ją i dodałam otuchy aż wreszcie trochę się ogarnęła. Otarła dłonią łzy, jakby wstydziła się nagłego wybuchu płaczu.
- Przepraszam... nie powinnam...
- Daj spokój. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Możesz na mnie liczyć...
- A jak tam Twoi rodzice? - Wtrąciła, aby zmienić jak najszybciej temat. Mruknęłam coś pod nosem i wbiłam wzrok w podłogę. Nie miałam ochoty na rozmowę na ten temat.
- Nie wiem - Wzruszyłam smętnie ramionami - Ojciec się do mnie nie odzywa a mama wciąż mnie okłamuje...Dziś znalazłam listy od niego do mamy, gdzie ją przepraszał i błagał o wybaczenie - Spojrzałam na nią i wiedziałam co chce powiedzieć - Nie! To nie może być prawda...
- A co jeśli tak? Co zrobisz?
- Nie wiem... Nie myślałam o tym i nie będę jak na razie - Posłałam jej lekki uśmiech - A jak tam Diuk? Widzę, że dobrze się Wam układa..
- Tak jak Tobie i Michałowi - Parsknęła - Chociaż wiem, że coś się stało..
- Ostatni raz Ci mówię, że wszystko w porządku.
- Jasne.. Nie wierzę Ci. Przyjaźnimy się, tak? Więc teraz mów prawdę! Ja Ci powiedziałam od razu, że przespałam się z Diukiem..
- Dobra.. Niech Ci będzie...- Wróciłam wspomnieniami do dni, w których spotkałam się z Cooperem. Przełknęłam głośno ślinę na samą myśli o nim.
- Więc? - Nalegała zniecierpliwiona.
- Pocałował mnie.. - Szepnęła wreszcie.
- Kto? - Zdziwiła się - Kto Cię pocałował? Michał?
- Nie...
- Więc kto?
- Dylan.. Dylan mnie pocałował..
- Co?! - Zachłysnęła się własnym powietrzem. Kiwnęłam potwierdzająco głową, aby wiedziała, że dobrze usłyszała - Żartujesz, prawda?
- Nie...
- Kiedy?! Jak?! Gdzie?!
- Wtedy co dzwonił do Ciebie.. Spotkałam go w parku i zaczęliśmy się kłócić - Przed oczyma pojawiła mi się broń jaką we mnie wycelował - Pojawili się policjanci, więc wykorzystał mnie, aby go nie poznali i no...
- Co za dupek!
- Ta.. - Prychnęłam.
- Michał wie?
- Co?! nie!
- Dlaczego? - Zdziwiła się - Powinien wiedzieć!
- I co dalej? Znów by go uderzył i znów skończyłby ze złamaną ręką, albo tym razem z nogą...Daj spokój. Ten pocałunek nic nie znaczył i więcej się nie powtórzy..
- Mam nadzieję! - Wrzasnęła mocno wkurwiona - Jak on mógł?! Co dziwniejsze.. Umie się w ogóle całować? - Skrzywiła się wypowiadając te słowa. Oj umie, umie. I to bardzo dobrze. Odwróciłam się do niej tyłem i nalałam sobie soku wiśniowego do szklanki. Nim odpowiedziałam, przejechałam koniuszkami palców po swoich wargach - Ross, wszystko w porządku?
- Tak... Całuje jak idiota - Parsknęłam. Musiałam skłamać.
- Pewnie dalej czujesz te jego obleśnie usta na swoich. Blee!
- Taaa... Blee! - Zaśmiała się a ja do niej dołączyłam. Potem udaliśmy się do mojego pokoju. Ustaliłyśmy, że razem idziemy do baru. Ja z Michałem a ona z Diukiem. Zgodziłam się też jej pożyczyć ciuchy i kosmetyki, aby nie musiała wracać z powrotem do domu i oglądać swoich rodziców. Dla przyjaciół wszystko. Napisałam wiadomość do chłopaka, żeby był przed dwudziestą pod moim domem. Zgodził się od razu, nawet nie pytając dlaczego Paula jest ze mną.
- Tak? - Odezwałam się, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Paulina była w tej chwili w łazience i brała prysznic. Ku mojemu zaskoczeniu numer był prywatny. Komuś się coś pomyliło czy jak? Właśnie zapinałam sukienkę na ostatni guzik. Byłam już gotowa do wyjścia a ostatnią rzeczą jaką musiałam jeszcze zrobić, to poprawić czerwoną szminkę na ustach.
- Ross? - Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki. To niemożliwe. Znałam ten głos. Nagle zaczęłam się ni stąd ni zowąd trząść a serce zaczęło bić szybciej i w nierównym tempie. Sparaliżowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam jak się zachować i co robić - Odezwij się.... - Jego głos brzmiał jakoś inaczej. Miał chrypkę i dyszał ze zmęczenia co chwilę. Zaniepokoiłam się tym telefonem.
- Dylan.. - Szepnęłam wreszcie. W tej chwili było tylko na tyle mnie stać. I tak to cud, że chociaż wypowiedziałam to jedno słowo.
- Musisz mi pomóc.. - Milczałam. On potrzebuje ode mnie pomocy? Dobre sobie. Prędzej umrę niż mu pomogę - Błagam... - W tle usłyszałam ryk syren policyjnych. Wiedziałam, że miał kłopoty i to poważne.
- W jaki sposób? - Wreszcie się ocknęłam.
- Mogę do Ciebie przyjechać? Przechowasz mnie przez kilka godzin?..
- Co? - Zatrzepotałam gwałtownie rzęsami - Oszalałeś?!
- Ross.. Tylko na Ciebie mogę liczyć... - Chwilę stałam jak słup, analizując w głowie jego słowa, ale ostatecznie się zgodziłam.
- Dobra. To o której będziesz? - Miał szczęście, że mojej mamy jeszcze nie było. Miałam nadzieję, że w ogóle nie wróci jak on tu będzie.
- Dziesięć minut - Rzekł po czym się rozłączył. W tym samym czasie do pomieszczenia weszła Paulina, wycierając ręcznikiem swoje długie, blond włosy. Była prawie gotowa do wyjścia, tylko musiała jeszcze się zmierzyć z suszarką do włosów.
- Kto dzwonił? - Spytała i usiadłam w fotelu zakładając noga na nogę. Kurwa, zapomniałam, że ona tu jest. I co teraz?
- Nikt ważny...
- Czyli kto? - Uśmiechnęła się. Wiedziałam, że z nią nie wygram bo przecież gdybym jej nie powiedziała to za dziesięć minut by stała twarzą w twarz z Cooperem.
- Dylan.. - Szepnęłam z nadzieją, że nie usłyszy.
- D Y L A N ? - Powtórzyła zszokowana moimi słowami. Nadzieja matką głupich. Kiwnęłam głową - Czego chciał...?
- Poprosił mnie o pomoc.
- Co? - Wybuchnęła wielkim śmiechem - Mam nadzieję, że odmówiłaś.
- No wiesz...
- Ross?! Odmówiłaś, prawda?!
- Nie - Wzrok wbiłam w podłogę, aby nie patrzyć na jej srogą twarz.
- Oszalałaś czy co?!
- Zrobiło mi się go żal! Musiałam mu pomóc! Co byś zrobiła na moim miejscu?!
- Kazałabym mu spadać! Zapomniałaś co Ci dużo razy zrobił?! Jak zamknął Cię w schowku, albo jak Cię porwał?! Naprawdę jesteś głupia!
- Pomogę mu a potem raz na zawsze się ode mnie odczepi! Przemyślałam to! Potem nie bedę mieć już z nim żadnego kontaktu!
- Tak? A co powiesz Michałowi? Przecież za dwadzieścia minut ma tu być.
- Właśnie w tym mi pomożesz...
- Co? Nie. Zapomnij. Mnie w to nie mieszaj.
- Paaaaula! - Podbiegłam do niej po czym mocną ją przytuliłam. Po chwili zgodziła się, ale musiałam bardzo się postarać, aby ją namówić. Wysuszyła sobie włosy i opuściła moje mieszkanie udając się do Michała i Diuka. Zadzwoniłam do niego, że dołączę potem bo muszę pomóc w czymś mamie. Zgodził się niezadowolony, ale się zgodził. Ja tymczasem siedziałam przy stole i czekałam. Serce z każdą sekundą biło mi jeszcze bardziej. Wreszcie usłyszałam ryk silnika pod domek i chwilę potem, ktoś zaczął pukać do drzwi. Przez kilka minut siedziałam nieruchoma, zastanawiając się czy dobrze robię pomagając mu, ale wreszcie wstałam i ruszyłam do drzwi - O mój boże... - Zakryłam usta dłonią widząc osobę po drugiej stronie framugi. Nigdzie jednak nie widziałam jego samochodu. Chłopak stał oparty o ścianę a jedną ręką trzymał się za brzuch.
- Pomóż mi.... - Szepnął i jęknął z bólu. Był postrzelony i pijany. Ledwo trzymał się na nogach. Jasna cholera.
- Co mam zrobić....?
- Połóż mnie gdzieś.... - Kiwnęłam głową i wciągnęłam  go do środka mieszkania po czym położyłam go w swoim pokoju na łóżku. Wolałam być ostrożna, jakby mama jednak wróciła.
- Jesteś ranny... - Nie odpowiedział. Zamknął tylko oczy i zasnął. Co mam zrobić?! Zadzwonić do szpitala po karetkę?! ale wtedy policja też przyjedzie. Nie! Nie. Ross, myśl dziewczyno! Wtedy wpadłam na pewien pomysł. Przecież miałam wyrobiony kurs pierwszej pomocy. Mama kiedyś była pielęgniarką, więc nie jest aż tak źle. Wyciągnęłam z kuchni z szafki, małą apteczkę i zajęłam się Dylanem. Podwinęłam czarną, uwaloną krwią koszulkę do góry i aż zachłysnęłam się powietrzem. Był mocno ranny, ale kuli w środku nie było. Chociaż tyle dobrze. Owinęłam go bandażem, bo nic innego nie miałam i mocno to ścisnęłam. Byłam tak zszokowana jego stanem, że nawet nie myślałam racjonalnie. Wiedziałam, że nie powinnam tak robić, ale i tak dobrze, że chociaż coś zrobiłam, prawda?! Krew po jakimś czasie przestała lecieć. Wróciłam do kuchni po zimny okład, który położyłam na jego czole i przykryłam go swoją kołdrą. Pachniał tak cudownie! Gdy chciałam wyjść z pomieszczenia, poczułam jak ściska moją dłoń. Przebudził się.
- Zostań... - Szepnął z lekko otwartymi oczami.
- Po co? Prześpij się... - Prawdę mówiąc nie chciałam być z nim sam na sam. W jego towarzystwie nie czułam się dobrze, zresztą nie ufałam mu.
- Już jest dobrze... - Spojrzał na swój opatrunek i lekko się uśmiechnął. Czułam się nieswojo. Nie znałam go od tej strony i nie przyzwyczaiłam się do tego, że jest dla mnie miły.
- Spoko - Wzruszyłam ramionami. Chciałam zapytać co się stało i dlaczego jest ranny, ale wiedziałam, że mi nie odpowie. Dylan Cooper to wielka, gówniana tajemnica.
- Jesteś cudowna... - Bredził. Dopiero teraz poczułam odór alkoholu z jego ust. Zrobiło mi się niedobrze.
- A Ty jesteś mocno wstawiony, więc nie rozmawiajmy ze sobą.. - Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ross?
- Ta?
- Masz słodkie usta. Ciągle myślę o tym pocałunku..... - Szepnął po czym zamknął oczy i znów zasnął. Zaczął dzwonić jego telefon, ale on ani drgnął. Walczyłam sama ze sobą by do niego nie podejść, ale to było silniejsze ode mnie.
- Idiotka! - Szepnęłam sama do siebie. Zbliżyłam się do niego i z kieszeni spodni wyciągnęłam jego telefon. Na wyświetlaczu był pokazany Alan. Kurwa mać. Odebrać? Jeżeli nie odbiorę to będą go szukać a jak odbiorę to możliwe, że tu przyjadą. Niech to szlag wszystko trafi! - Hallo? - Wreszcie to zrobiłam.
- Z kim mówię? - Warknął.
- Z Ross... Ross Evans..
- Skąd masz telefon Dylana?!
- To mało ważne. Twój przyjaciel jest u mnie w domu, w moim pokoju. Jest ranny i potrzebuje pomocy. Owinęłam jego ranę bandażem, ale to tylko kwestia czasu aż dostanie krwotoku. Trzeba mu jak najszybciej pomóc...
- Jak on się tam...
- Potem to wyjaśnię. Pomożesz mu?
- Zaraz tam będę - Powtórzył warkniecie i się rozłączył. Skąd on wie gdzie mieszkam? Czy oni wszyscy mają wmontowane GPS? Odkładając mu telefon z powrotem, z kieszeni na podłogę wypadło kilka woreczków zapełnionych marychą i heroiną. Jasna cholera. Czy on to brał? Nie miałam pojęcia w jakim jest teraz stanie. Niech ten jego pieprzony kolega się pośpieszy! Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Tak szybko? - Biegiem ruszyłam do wyjścia z nadzieją, że to on. Otworzyłam drzwi na oścież i zamarłam - Michał... - Szepnęłam przerażona.
- Co się dzieje?
- Mówiłam, że pomagam mamie...
- Wiem, że Twojej mamy tu nie ma - Warknął i wszedł do środka - O co chodzi? Mów prawdę.
- Ja... - Usłyszeliśmy jak coś zleciało na podłogę. Spojrzał na mnie po czym ruszył do mojej sypialni - Michał, stój! - Błagałam, ale nie słuchał. Czułam jak robi mi się słabo. Wleciał do środka i stanął jak głaz. Dłoń zacisnęła mu się w pięść  a oddech stał się nierówny.
- CO ON TU KURWA ROBI?! - Warknął wkurwiony.
- Wszystko Ci wytłumaczę... Proszę.. Uspokój się!
- Pomagasz mamie, tak!? - Wrzasnął. Zlustrował Dylana całego od stóp do głowy i wybuchnął śmiechem.
- Michał, błagam...
- Nie odzywaj się więcej do mnie...
- Co robisz?! - Spytałam, kiedy zaczął się do niego zbliżać.
- Wyrównuję rachunki - Złapał chłopaka za ramię po czym zrzucił go na podłogę.
- Zostaw go! - Wskoczyłam na niego, jednak odepchnął mnie tak mocno, że aż sama zleciałam. On natomiast wymierzył dużego kopa w brzuch Dylana. Tamten zawył z bólu. Gwałtownie otworzył oczy i złapał się za ranę postrzału.
- Michał! Przestań! - Ale on nie odpowiadał tylko wymierzał Cooperowi kolejne strzały.
- Już .... nie... żyjesz... - Syknął szatyn zwijający się z bólu.
- Zabijesz go! - Nagle Michał przestał. Spojrzał na mnie a potem na niego i znów na mnie.
- Między nami koniec.. - Warknął i wyszedł. Poczułam jak ktoś wbija mi nóż w plecy. Cała zadrżałam i lekko zakręciło mi się w głowie. To nie może być prawda...



czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 12

,, I am a fucker ''

- Jeszcze! - Stęknęła prosząc mnie o kolejne pchnięcie. Leżała pode mną na moim łóżku, przywiązana rękoma do metalowych prętów. Lubiła to dziwka. I ja lubiłem to, że ona lubi. Uśmiechnąłem się do niej dając do zrozumienia, że wiem co mam zrobić i zrobiłem to. Włożyłem swojego kutasa w jej dobrze rozjebaną przeze mnie pizdę aż zawyła z bólu i przyjemności. Powtórzyłem tą czynność wielokrotnie aż w końcu spuściłem się do tego czegoś zwanego kondonem. Dobry, kilkuminutowy seks jest zawsze spoko. Zwłaszcza wtedy, kiedy można się wyładować. Osobiście wolę zawsze komuś przypierdolić w twarz i poczekać aż złość minie, ale ta sytuacja była wyjątkowo kurewska. Bo przecież nie mogę uderzyć dziewczyny, prawda? Tu nawet nie chodzi o zwykłą dziewczynę, którą spotkam raz w życiu mijając się na ulicy, bo gdyby taka mnie wkurwiła, bym się z nią nie cackał. Tu chodzi o nią. O tą małą sukę, która tak zajebiście całuje. Nie potrafiłem wymazać jej ust z głowy. Nie mogłem zapomnieć o tej scenie w parku. Dlaczego? Nawet jej nie lubię. Nawet mi się nie podoba. To nawet nie mój gust a mimo to kiedy zamykam oczy, widzę jej twarz przed oczyma.
- Co tak szybko? - Mruknęła szatynka pode mną. Zlustrowałem ją wzrokiem po czym wstałem, odwiązałem jej ręce i wolnym ruchem zapiąłem swój rozporek - Proszę, jeszcze...
- Wystarczy - Warknąłem. Nie miałem ochoty na więcej. Nie teraz, nie z nią.
- Dlaczego? - Nalegała. Zacisnąłem dłoń w pięść i uderzyłem nią w ścianę.
- Bo nie. A teraz możesz już iść.
- Dylan...
- Idź! - Spojrzała na mnie wkurwiona i wyjebała mi środkowego palca, ale wyszła. Czyli nie jest taka tępa jak myślałem. Zostając tu naraziłaby siebie na mój gniew a tak oszczędziła sobie tylko niepotrzebnego syfu jaki bym mógł jej zafundować.
Przeszedłem się w tą i z powrotem po całym pomieszczeniu. Zastanawiałem się jak sprawić, aby umorzono zeznania przeciwko mnie i chłopakom. Jeden plus to taki, że Ross była kluczem do odpowiedzi a ja właśnie posiadałem ten klucz. Teraz trzeba tylko dobrze przemyśleć całą sprawę. Dobrowolnie za nic w świecie mi nie pomoże i muszę przyznać, że podoba mi się to. Lubię kiedy mi się opiera, kiedy podważa moje zdanie. Wtedy wpadłem na pewien pomysł. No przecież! Czemu wcześniej mnie nie olśniło? Zaśmiałem się pod nosem i szybko wziąłem do ręki czarny telefon. Nie był mój. Za tani, za zwykły i za chujowy jak dla mnie. Należał do niej, ale zwinąłem go kiedy mi zemdlała jakieś trzy godziny temu.
Wolnym krokiem opuściłem swój pokój, wpadając w korytarzu na Alana. Był w dobrym humorze. Pomachał mi na przywitanie i odszedł bez żadnego słowa. Pewnie był zajęty, zresztą ja też zbytnio czasu nie miałem. Teraz musiałem wykonać swój genialny plan. Odpowiednią osobę, która jest mi w tym momencie niezmiernie potrzebna, znalazłem w salonie. Siedział na kanapie zajadając frytki z ketchupem i grzebiąc coś przy swoim laptopie. Nie odstawał się z nim na krok. W nim była zawartość jego całego życia.
Podszedłem do niego po czym usiadłem tuż obok. Wierciłem się trochę z nadzieją, że zwrócę jakoś na siebie jego uwagę, ale to jak mówić do ściany. Olał mnie kutas. Nawet nie byłem pewien czy w ogóle wiedział, że przyszedłem. W pomieszczeniu była tylko nasza dwójka więc normalnie mogliśmy pogadać. Oczywiście jeżeli tylko zwróci na mnie swoją uwagę.. Kiedy zgłodniałem, sięgnąłem ręką w stronę jego talerz z którego chciałem wziąć kilka frytek. Lubiłem frytki.
- Nawet się nie waż - Odezwał się ostrym tonem głosu wcale się na mnie nie patrząc. Zignorowałem to i po chwili mieliłem w ustach te małe, podłużne, żółte pałeczki. Smakowało mi.
- Dobre - Skomentowałem na co zmrużył oczy - Tylko za dużo soli. Następnym razem lepiej się postaraj. 
- Pierdol się.
- Miło mi - Posłałem mu chamski uśmieszek. Chłopak był starszy ode mnie o dobre dziesięć lat. Miał czarną bródkę, tatuaże na około całego prawego ramienia i sięgał około stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów. Sukinsyn był przystojny.
- Obyś się Tym udławił - Warknął.
- Też się cieszę, że Cię widzę Edd - Dopiero teraz spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Wiedział po co przyszedłem. Wiedział, że mam do niego sprawę i, że jest jedyną osobą jaka może mi pomóc. Już widziałem jak wypływa na jego twarz szyderczy uśmiech, mówiący, że jestem w czarnej dupie.
- Wal. Czego tym razem chcesz? W jakim gównie teraz siedzisz? - Prychnął.
- No wiesz co? ... No dobra - Westchnąłem - Musisz mi coś zhakować.
- Co takiego?
- Telefon - Wyciągnąłem z kieszeni te gówno i podałem mu je do ręki. Zaśmiał się widząc tą śmieszną imitację prawdziwego telefonu. Sam posiadał najlepszej marki model i to w dodatku taki, który jeszcze nie jest na rynku i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie - Potrzebuję głosu pewnej dziewczyny. Chcę, abyś nagrane na ten fon rozmowy, skopiował na laptopa.
- Po co Ci to? - Zdziwił się.
- Mamy z Alanem problem - Wzruszyłem ramionami - Wezwanie do sądu za pobicie. Nic takiego, ale nie chcę, aby Rick się o tym dowiedział. Sam to załatwię.
- O boże - Zaśmiał się jak głupi - Ty to nigdy nie zmądrzejesz. Chodzi o tą laskę co ją tu przywiozłeś?
- Ta...
- Całkiem fajna - Rzekł po krótkim namyśle - Ale nie w moim typie.
- Ani w moim - Skrzywiłem się niesmacznie. Przypomniałem sobie jak się całowaliśmy. Wzdrygnąłem się - To pomożesz? - Zmieniłem szybko temat. Kiwnął potwierdzająco głową.
- Ale co dokładnie chcesz mieć zgrane? Bo zgaduję, że chcesz potem użyć jej głosu...
- Tak - Wtrąciłem. Wyciągnąłem z kieszeni małą karteczkę gdzie nabazgrałem kilka słów - Z nagrań wybierz kawałki gdzie mówi te słowa - Podałem biały papier Edd'owi a on skinął głową - Ile mam czekać?
- Do wieczora Ci wszystko przyniosę.
- Dzięki - Podałem mu dłoń po czym wstałem i ruszyłem przed siebie. Coś kierowało mnie do jej pokoju. Musiałem pójść zobaczyć jak się ma, czy dalej śpi i czy wszystko jest dobrze. Chciałem też jej podokuczać, poddenerwować ją. Nim poszedłem w kierunku jej pokoju, najpierw udałem się do kuchni przygotować coś do jedzenia. Wyciągnąłem z lodówki potrzebne składniki do wykonania omletów z syropem czekoladowym oraz z miodem. Nie wiem czy lubiła takie coś, ale lepiej aby lubiła bo na darmo tego nie robię. Przygotowałem to najlepiej jak potrafiłem. Problemu nie było bo lubiłem gotować. Ta czynność jako jedyna oprócz samochodów i mojego stylu życia była traktowana poważnie. To mnie odprężało i dawało radość. Do tego nalałem do dużej szklanki sok pomarańczowy i wrzuciłem do niego dwie kostki lodu. Całość wyglądała apetycznie.
- Dla kogo to? - Usłyszałem za plecami. Nawet nie spojrzałem za siebie by wiedzieć z kim mam przyjemność rozmawiania. Przyjemność? W tym momencie Roksana była ostatnią osobą z jaką chciałem gadać - Dla mnie? Nie musiałeś...
- Bo nie zrobiłem tego dla Ciebie.
- A dla kogo? - Zdziwiła się.
- Nie Twój interes - Warknąłem.
- Chyba mój skoro niecałe trzydzieści minut temu się ze mną pieprzyłeś - Zignorowałem to i ruszyłem do wyjścia, kiedy chwyciła moje ramię powodując iż stanąłem.
- Puść - Spojrzałem na nią, ale nie spełniła mojego rozkazu. Wręcz przeciwnie. Uścisk się wzmocnił.
- To dla tej szmaty co ją tu przywiozłeś, prawda?
- Nawet jeśli to już Ci mówiłem, że to nie Twój interes.. Puść - Powtórzyłem groźniejszym tonem. Moja cierpliwość się powoli kończyła.
- Jeżeli myślisz, że możesz się zabawiać z tą kurwą to się grubo mylisz. Należysz do mnie i nie leć sobie w kulki bo pożałujesz. Ja Cię wszystkiego nauczyłam. Pokazałam Ci jak używać tego sprzętu - Tu wskazała palcem na mojego kutasa i stęknęła na sam widok jego odbicia w spodniach - I to ja byłam przy Tobie kiedy miewałeś złe dni. Dla Ciebie zerwałam z Alanem i przysięgam Ci, że jeżeli...
- Skończyłaś? - Wtrąciłem już wyprowadzony z równowagi. Nikt mi nie będzie groził a tym bardziej nie takie coś jak ona - To teraz posłuchaj mnie. Nigdy więcej mi nie groź. Nigdy więcej nie odzywaj się w ten sposób do mnie i nigdy więcej nie obrażaj jej. Jeszcze raz usłyszę, że chociaż raz wyzwałaś ją w jakikolwiek sposób, zapomnę, że jesteś dziewczyną - Wyminąłem ją i odszedłem. Dosyć tego pierdolenia. Mruknęła coś tam do siebie pod nosem, ale miałem to w dupie. Mruczyć to ona może, ale tylko w łóżku kiedy wkładam swojego fiuta w sam środek jej pizdy.
Pięć minut później, doszedłem do wyznaczonego miejsca. Zapukałem do drzwi, ale odpowiedziała mi cisza. Czyżby spała? Zapukałem jeszcze raz i jeszcze. Znów nic. No cóż. Skoro nie powiedziała, że mogę wejść, ani że wejść nie mogę to sam sobie pozwoliłem i po prostu wszedłem do środka. W powietrzu unosił się zapach jaśminu i czegoś jeszcze, ale nie wiedziałem czego. Okno było otwarte na oścież a łóżko ładnie pościelone. Jednak jej nigdzie nie dostrzegłem. Już chciałem wychodzić, kiedy moją uwagę przykuła kitka wystająca zza łóżka. Uśmiechnąłem się pod nosem, tacę z jedzeniem położyłem na szafkę a chwilę potem, stałem tuż przy nastolatce. Nawet na mnie nie spojrzała. Wzrok miała wbity w ścianę obok - Przyniosłem Ci jedzenie.
- Wypchaj się nim - Warknęła. Z początku bawił mnie jej humor. Powstrzymywałem się nawet, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Ktoś tu jest zły -Zażartowałem. Jej wzrok skupił się na mnie. Była zmęczona, wyczerpana oraz miała worki pod oczyma. Pierwszy raz w życiu zrobiło mi się kogoś żal.
- Gdzie mój telefon? - Spytała - Zabrałeś go, prawa?
- Oczywiście. Nie mogłem pozwolić na to, abyś wezwała pomoc - Wzruszyłem ramionami.
- Uderzyłeś mnie... Wtedy w parku... Uderzyłeś mnie... - Przejechała dłonią po policzku a pojedyncza łza spłynęła wprost na podłogę. Dlaczego tak cholernie źle się teraz czuję? Przecież nie obchodzi mnie ona. Nie obchodzi mnie jej los i nie obchodzi mnie to, że jest jej smutno. A mimo to, kiedy widzę, że płacze, czuję takie dziwne kłucie w sercu.
- Musiałem to zrobić - Rzekłem wreszcie.
- Musiałeś mnie uderzyć? - Parsknęła - Po co mnie tu przywiozłeś? - Zmieniła temat, kiedy wiedziała, że nie otrzyma żadnej odpowiedzi.
- Jesteś mi potrzebna. Dzięki Tobie ten idiota wycofa zeznania.
- Nie zrobi tego. Nienawidzi Cię...
- Dla swojego dobra i Twojego, zrobi to - Usiadłem na łóżku czując jak ugina się pode mną materac. Ona natomiast wciąż siedziała na swoim miejscu - Przygotowałem Ci omlety. Lubisz?
- Nie.
- Kłamiesz..- Wiedziałem to stąd, że jej głos pałał nienawiścią i cokolwiek bym teraz do niej powiedział, odpowiedziałaby mi negatywnie.
- Nie lubię a nawet gdybym lubiła to od Ciebie bym nic nie zjadła... - Szarpnąłem jej ramieniem tak, że stała teraz razem ze mną na prostych nogach - Puść mnie.... - Szepnęła.
- Zjesz kurwa to co Ci przyniosłem i mnie nie wkurwiaj. Rozumiesz? - Rzuciłem jej ciałem na łóżko, ale nie została mi dłużna. Wkurwiła się. Lampa, która stała na komodzie, znalazła się w jej rękach a po chwili leciała w moją stronę. Na czas zrobiłem unik. Zaśmiałem się i szybko zablokowałem jej ruchy. Siedziałem teraz na jej brzuchu i trzymałem jej nogi oraz dłonie. Przez chwile miała zamknięte oczy, ale kiedy otworzyła je, nasz wzrok się napotkał. Przełknęła ślinę tak głośno, że aż stamtąd słyszałem.
- Boje się.. - Szepnęła.
- I bardzo dobrze. Masz się bać - Wstałem na nogi i odszedłem w bok - A teraz jedz.
- Nie chcę...
- Jedz! - Wrzasnąłem czując jak moja dłoń przemienia się w twardą pięść. Zauważyła to. Zauważyła po czym się wzdrygnęła. Wzięła do ręki kubek soku i upiła małego łyka pomarańczowej substancji. Oblizała usta językiem na co przekląłem w duchu. Czy ona musi wyglądać tak zajebiście dobrze?!Wtedy ruszyła do przodu i chcąc mnie wyminąć, potknęła się. Wpadła wprost na mnie.
- Cholera... - Stęknęła widząc jak jej bluzka staje się mokra - Tylko nie to....- Wybuchnąłem wielkim śmiechem - Bawi Cię to?!
- Oczywiście.
- Ach tak? - Zamachnęła się i drugą połowę swojego soku, wylała na mnie - To teraz pośmiejmy się oboje - Nie odpowiedziałem. Nie byłem pewien czy czuję teraz złość czy może raczej rozbawienie? Wiedziałem tylko, że muszę się przebrać i, że ona też musi. Złapałem jej dłoń i ruszyłem do przodu - Dokąd mnie ciągniesz?!
- Zobaczysz - Chwyciłem mocniej a kiedy zaczęła się ze mną szarpać, nie patyczkowałem się. Przerzuciłem jej ciałem przez swoje ramię i tak pokonaliśmy resztę drogi. Weszliśmy do mojego pokoju i dopiero wtedy postawiłem ją na podłodze. Z początku zaczęła się rozglądać zaciekawiona dookoła, ale potem ruszyła do wyjścia. Oczywiście zatrzymałem ją i zamknąłem drzwi na klucz. Stanęła do mnie tyłem obrażona. Nie miała ochoty na rozmowę a ja nie udawałem, że mnie to obchodzi. Prawdę mówiąc miałem to w dupie. Głęboko. Podszedłem do szafy z której wyciągnąłem nową koszulę.
- Co robisz?! - Wrzasnęła kiedy zacząłem ściągać z siebie mokre ubranie. Zaśmiałem się pod nosem. No patrzcie co za cnotka. 
- Przebieram się? - Parsknąłem ironicznie - Jakiś problem?
- Taki, że stoisz przede mną pół nago!
- To mój pokój, więc mogę robić co mi się podoba - Nie odpowiedziała już. Wytknęła mi tylko środkowego palca i mruknęła coś pod nosem. Jak ja lubię ją denerwować. Aż za bardzo. Poczułem jak jej wzrok śledzi moje ciało. Nie miałem pojęcia czemu, ale to było miłe uczucie. Pierwszy raz coś takiego czuję.
Nie tłumacząc się jej, ruszyłem do łazienki wziąć ciepły prysznic.Nie miałem więcej ochoty doznawać nowych uczuć. Musiałem ochłonąć z dzisiejszych wrażeń. Pokój w dalszym ciągu był zamknięty na klucz a ja nie zamierzałem go otworzyć. Niech sobie czeka na mnie tak długo aż zechce mi się wyjść z kabiny prysznicowej.  Nawet nie wiem dokładnie ile czasu mnie nie było, ale nie śpieszyłem się. Wolniutko się opłukałem, umyłem każdy zakątek swojego ciała i wypłukałem twarz. Na koniec gdy już stałem przed lustrem, ogoliłem lekki zarost, który już zaczął pojawiać się na mojej brodzie i kiedy tylko wszedłem wreszcie z powrotem do swojego pokoju, wpadłem w ogromny szał. Nienawidziłem jak ktoś dotyka moich rzeczy, nienawidziłem jak ktoś grzebie mi w moich rzeczach i nienawidziłem gdy coś się przede mną próbowało ukryć. Ross siedziała przy jednej z moich szafek i grzebała coś w moich papierach. Była tak zajęta, że nawet nie zauważyła, że przyszedłem. Chrząknąłem mocno wkurwiony i dopiero wtedy jej wzrok spoczął na mojej buzi - Mogę kurwa wiedzieć co Ty do chuja robisz? - Warknąłem zbliżając się do niej.
- Ja... - Wpadła w panikę. Wstała na nogi i szybko odsunęła się do ściany jakby to miało ją przede mną uchronić. Idiotka - Przepraszam....
- Nigdy kurwa więcej nie dotykaj moich rzeczy! - Wyrwałem z jej rąk świstek papieru, który trzymała w prawej dłoni. Ręka jej drżała. Gdy zobaczyłem co jest tam napisane, zamachnąłem się i uderzyłem pięścią w ścianę tuż przy jej głowie. Jęknęła. Jak ona kurwa śmiała? Jest taka głupia czy po prostu tępa?
- Dylan... Ty jesteś...
- Zamknij się! - Wrzasnąłem. Złapałem jej ramiona po czym ścisnąłem z całej siły. Spojrzałem w jej oczy. Bała się . Cholernie się bała a ja nie mogłem przestać się wściekać. W jednej chwili zmieniłem się w kogoś kto nie panuje nad sobą i nad tym co robi.
- Jesteś adoptowany.. - Szepnęła w końcu zasłaniając usta dłonią. Nie wytrzymałem. Przekląłem na cały pokój i już chciałem jej przypierdolić, aby się zamknęła, ale w ostatniej chwili drzwi od pokoju zaczęły się ruszać. Ktoś próbował tu wejść przez co nie mogłem się skupić. Wreszcie otworzyłem drzwi z zamiarem przyjebania temu komuś, że mi przeszkadza, ale w ostatniej chwili do pokoju wleciał Alan. Spojrzał to na mnie to na nią aż wreszcie chwycił mnie w swoje wielkie ramiona i czekał aż się uspokoję.
- Puszczaj! - Wkurwiłem się jeszcze bardziej. Z każdą mijającą sekundą, dochodziło do jeszcze większej szarpaniny. 
- Wypierdalaj stąd! - Warknął w jej stronę. Jeszcze nie ochłonąłem, ale wiedziałem, że lepiej będzie jak sobie pójdzie. Kiwnęła przerażona głową po czym uciekła....

***Ross***

Przerażona wróciłam do swojego pokoju. W korytarzu potknęłam się aż dwa razy o własne nogi i dusiłam się co chwile własnym powietrzem. Co się kurwa stało? Wpadł w szał. Znów się go bałam, znów stał się tym agresywnym Dylanem.
Od razu zatrzasnęłam za sobą drzwi by nikt tu nie wszedł i pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na łóżko po czym wybuchnęłam płaczem. Nawet nie martwiłam się teraz o to, że cała moja koszulka jest teraz mokra od tego pierdolonego soku. Tęskniłam za mamą, za Michałem, za Pauliną... Zamiast siedzieć teraz z rodziną, która się o mnie martwi, to leże na tym gównianym łóżku w domu jakiś wariatów. Gdzie ja właściwie jestem? Nie wiem. Nic nie wiem!
- Dlaczego ja?! - Szeptałam na okrągło. W pewnym momencie nawet zabrakło mi łez do płaczu. Chciałam płakać, ale nie miałam czym. Czas mijał a ja nawet na chwilę nie wstałam z łóżka. Ktoś kilkakrotnie pukał do mojego pokoju, próbował wejść, jednak nie otworzyłam nikomu. Miałam ich wszystkich w dupie. Jego miałam w dupie. Pragnęłam rzucić się w ramiona swojego chłopaka i przytulić go, pocałować!
- Wpuść mnie! - Usłyszałam za drzwiami. Zadrżałam na dźwięk tego głosu. Nie odezwałam się słowem z nadzieją, że zaraz sobie pójdzie, ale było odwrotnie. Zaczął walić pięściami w drzwi i krzyczeć jeszcze mocniej. Postanowiłam mu nie odpowiadać, co podziałało. Chwilę potem już go nie było i poszedł gdzieś wkurwiony. On był zły a ja smutna. No proszę. Co za ironia losu. Ani przez chwilę nie było mi o żal.
Gdy nastała cisza a mój umysł odzyskał umiejętność logicznego myślenia, zaatakowała mnie fala wspomnień. Ta biała koperta, którą znalazłam w jego szafie w kartonie... Ten biały list i te słowa, gdzie pisało, że Dylan Cooper został adoptowany dokładnie osiemnaście lat temu. Nie było nigdzie imion jego biologicznych rodziców. Nie było nawet wzmianki o jego rodzicach, tylko pisało, że aktualnym jego opiekunem jest jakiś Rick. Kto to? Miałam jak na dzień dzisiejszy dość. Dostrzegłam talerz z omletami leżący na stoliku. Dylan mi go przyniósł około godzinę temu. Zgłodniałam więc wzięłam przygotowane danie do ręki i spróbowałam. Mimo tego, że było już zimne, smakowało kurewsko dobrze. Naprawdę było dobre! Dobre? To mało powiedziane! Te omlety były zajebiste. Zjadłam wszystkie. Następnie odłożyłam talerz na stolik obok łóżka i z powrotem się położyłam. Po prostu przytuliłam się do poduszki, wyobrażając sobie, że leże we własnym łóżku i udało mi się zasnąć. Śnił mi się napad na banki. Strzelanina i kilka jakiś hałasów. Nagle ktoś wycelował we mnie pistolet i bum. Strzelił.
Usłyszałam jakieś szmery, piski opon oraz jadące samochody. Otworzyłam oczy nie mogąc się skupić. Zachłysnęłam się otaczającym mnie powietrzem. Hałas był za wielki, tym bardziej, że zaczęła w tle lecieć jakaś ohydna muzyka. Rock. Nie mój styl. Ewidentnie nie mój.
- Co robisz? - Spytałam. Zdziwiłam się widząc za kierownicą Dylana. Wyglądał seksownie. Rozczochrane włosy, które jakby od tygodnia nie widziały grzebienia, czarna, ciasna koszula świetnie na nim leżąca i podkreślająca każdy mięsień jego ciała oraz szare dresy. Zdziwiłam się jeszcze bardziej, widząc znane mi budynki dokoła. Byliśmy niedaleko mojego domu. Dopiero co wstałam. Zasnęłam jakoś przed siedemnastą bo byłam zmęczona a tu nagle znajduję się w jego samochodzie. Oczywiście nie miałam tej przyjemności, aby siedzieć z przodu, tylko położył mnie na tylne siedzenia .Byłam zdezorientowana. Czy on mnie właśnie odwozi do domu? To niemożliwe. Coś musiało mu się stać w głowę. Innego wyjścia nie widzę.
- Odwożę Cię do domu - Odparł obojętnym tonem głosu. Nawet nie drgnął. Był skupiony na jeździe a to, że ja siedziałam tuż za nim, nie robiło mu żadnej różnicy.
- Ale dlaczego? Przecież...
- Odwożę Cię i tyle - Warknął.
- Cieszę się... - Szepnęłam. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był skupiony tylko i wyłącznie na drodze. Otworzyłam oko, podkuliłam nogi i zaczerpnęłam ostro świeżego powietrza. Potrzebowałam tego. On natomiast wyciągnął z kiszeni paczkę fajek i odpalił papierosa. Nawet się nie spytał czy przeszkadza mi ten dym a przeszkadzał i to bardzo. Dupek.
Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Ani ja, ani on się nie odezwaliśmy. Pragnęłam tylko, aby wrócić do swojego mieszkania, do swojego pokoju, z dala od niego. Kiedy stanął przed budynkiem mojego domu, na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. W tym momencie byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
- Jesteś wolna - Odezwał się, nim zdążyłam otworzyć drzwi. Spojrzałam na niego i już chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Bardzo dobrze. Otworzyłam klamkę, ale nic się nie wydarzyło. Drzwi się nie otworzyły a ja wciąż siedziałam w jego samochodzie.
- Możesz otworzyć? - Szepnęłam.
- Trzymaj - Wręczył mi mój telefon na co ucieszyłam się jeszcze bardziej.
- Dziękuję... - Wtedy drzwi się otworzyły. Poczułam ulgę. Kiedy wysiądę z tego samochodu, będę wreszcie wolna. Nacisnęłam ponownie klamkę i ogarnęło mnie świeże powietrze. Cudownie.
Wysiadając z samochodu, czułam się jakoś tak źle. Coś w sercu mnie ukuło i nie pozwalało mi odejść. Otrząsnęłam się tak szybko jak tylko potrafiłam.
- Ross? - Słysząc swoje imię, podniosłam głowę zdumiona. Pierwszy raz się tak do mnie odezwał. Pierwszy raz - Nie mów nikomu o adopcji a ja obiecuję, że zniknę z twojego życia - Dodał, ale nie spojrzał na mnie. Przeanalizowałam jego słowa w głowie na co przytaknęłam i wreszcie wyszłam na zewnątrz. Odjechał od razu. Szczęśliwa, że jestem już w bezpiecznym miejscu, weszłam do środka budynku. Wszędzie było ciemno.
- Mamo?! Tato?! - Krzyknęłam lecz odpowiedziała mi cisza. Co jest? To niemożliwe, aby już spali. Rozejrzałam się uważnie dookoła. Nagle usłyszałam jakiś szloch dochodzący z sypialni rodziców. Pobiegłam tak najprędzej jak tylko mogłam. Wpadłam do środka nie pukając a moją uwagę przykuła moja matka leżąca na łóżku cała zapłakana. Po ojcu ani śladu - Mamo... - Szepnęłam. Obróciła glowę w moją stronę i lekko się uśmiechnęła.
- Wróciłaś już....
- Wiedziałaś? - Zdziwiłam się jej spokojnym tonem głosu.
- Paulina mi powiedziała, że pracujecie do jutra nad jakimś projektem.. Nie sądziłam, że dziś wrócisz...
- Mamo, wszystko w porządku? - Zignorowałam to, że moja przyjaciółka skłamała mojej matce, tylko od razu przeszłam do najważniejszego - Gdzie tata?
- On.. Musiał wyjechać...
- Wyjechać? - Zdziwiłam się - Dokąd?
- Dostał jakieś wezwanie... Mniejsza o to...
- To dlatego płaczesz? Tęsknisz za nim? - Kiwnęła potwierdzająco głową. Nawet przez chwilę w to nie uwierzyłam. Musiało się coś stać ważnego, że płacze.
- Skoro już wróciłaś, to idź spać. Jutro szkoła..
- Okej - Stwierdziłam, że nie będę nalegać, tylko wezmę gorący prysznic i zadzwonię do przyjaciół - Dobranoc. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, słońce.. - Kiwnęłam głową i zamknęłam drzwi. Chwilę potem usłyszałam jak ponownie płacze. Wiedziała, że chodzi o coś więcej.....
Wróciłam do pokoju z którego wzięłam dresy i bluzkę i poszłam się umyć. Gdy stanęłam przed lustrem, zorientowałam się, że mam na sobie luźną bluzkę Dylana. Jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłam?! I jakim cudem znalazła się na moim ciele?! Pod nią nie miałam kompletnie nic. Cholera. Muszę oddać mu te ciuchy, co oznacza, że znów muszę się z nim spotkać. Jeszcze więsza cholera!
Siedząc na łóżku, zadzwoniłam do przyjaciółki. Odebrała od razu. Pogadałyśmy trochę a raczej ona mnie wypytywała o wszystko, ale byłam tak zmęczona, że obiecałam opowiedzieć jej o wszystkim jutro a teraz położyłam się spać. Napisałam jeszcze tylko krótką wiadomość Michałowi, że bardzo przepraszam i, że jutro również mu wszystko wyjaśnię. Teraz zamknęłam oczy i zasnęłam.
Następnego dnia w szkole, Dylana nigdzie nie było. Ani jego, ani Alana. Słyszałam pogłoski, że wkrótce mają ich wywalić. Większość uczniów, jak nie cała szkoła, cieszyła się z tego. Mi to było jakoś obojętnie. Miałam to w dupie. Przynajmniej wmawiałam sobie, że mam to w dupie.
- Wiesz jak się o Ciebie bałam?! - Najechała na mnie. Paulina, kiedy tylko była zła, nie przejmowała się, żadnymi słowami.
- Jeszcze nie rozumiem, dlaczego mnie wypuścił...
- Dzwonił wczoraj do mnie... - Szepnęła.
- Co?! - Zdziwiłam się - Czego chciał?! Skąd miał Twój numer?!
- Dzwonił jako Ty... Słyszałam Twój głos, mówił jak Ty... Poprosiłaś o spotkanie więc przyjechałam do tego baru co zawsze zdziwiona, że dopiero teraz się odezwałaś. Zamiast Ciebie, pojawił się on...
- Czego chciał...?
- Powiedział, że do puki zeznania nie zostaną wycofane, nie zobaczymy Cię...
- Zostały wycofanie? - Kiwnęła potwierdzająco głową - Jak to możliwe...?
- Kazałam Michałowi je wycofać. Kiedy dowiedział się, że chodzi o Ciebie, zrobił to. Przekonał matkę i wycofali....
- Dziękuję... - Rzuciłam się w je ramiona i aż się rozpłakałam. Miałam najcudowniejszą przyjaciółkę na świecie. Wtedy podszedł do mnie Michał. Od razu wtuliłam się w jego ramiona. Przejechał koniuszkami palców po moim policzku, aż mruknęłam.
- Tak bardzo się bałem.. - Szepnął.
- Ja też.. - Wtrąciłam mu, ale przerwał mi pocałunkiem. Przez kolejne dni, Dylana wciąż nie było. Nie widziałam go od tygodnia. Rozpłynął się, zniknął. Do szkoły wcale nie chodził i najwidoczniej miał w dupie naukę i to czy zda czy też nie. W sumie powinnam się cieszyć, że go nie ma i że nie muszę go oglądać, ale tak wcale nie było. Kiedy tylko wstawałam do szkoły, miałam nadzieję, ze tym razem przyjdzie i, że chociaż przez chwilę go zobaczę.
Któregoś razu na spacerze, Michał złapał mnie za ramiona, przysunął do siebie i pocałował mnie jak zawsze. Pocałunek był długi i namiętny...Ale nie był taki, jak przedtem. Nie czułam tego co czułam dawniej. Całując go, przed oczyma pojawiła mi się twarz Dylana. To jak rzucił się na mnie w parku i jak złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Pocałunek Michała był inny. Bez jakichkolwiek emocji czy zachwytu z mojej strony.
- Kocham Cię - Wyszeptał mi wprost do ucha.
- Ja Ciebie też.. - Odpowiedziałam. Pierwszy raz w życiu, pomyślałam nad sensem tych trzech słów wypowiedzianych w jego stronę.....

piątek, 15 maja 2015

 Rozdział 11.

,, I am a fucker ''

Dwadzieścia minut później, stałem przed szkołą. Lekcje dobiegły końca, więc raczej powinna już wyjść z tej pieprzonej budy, ale nigdzie jej nie ma. Przekląłem w duchu, że muszę użerać się z taką małolatą. Wiem, że jestem od niej starszy, ale nie wiem o ile. Ja mam osiemnastkę. Wkrótce dziewiętnaście a ona? Piętnaście? Szesnaście? Nie wiem. Jednak wolałem ja jej wyjaśnić, że lepiej niech zmieni te zeznania, niż aby zrobił to Alan. On by się z nią nie cackał. Nie żebym ja się cackał, bo szczerze mówiąc miałem ją gdzieś. Po prostu nigdy wcześniej nie spotkałem tak upierdliwej osoby jak ta gówniara. W ciągu jednego tygodnia mam przez nią więcej kłopotów niż przez wielu innych ludzi przez całe życie.
Usłyszałem dźwięk pukania w szybkę.
- Jakiś problem? - Warknąłem wychodząc na zewnątrz. Starszy o dobre kilkanaście lat mężczyzna z czarną bródką, ubrany w garnitur i czarny krawat, zmierzył mnie od stóp do głowy po czym założył ręka na rękę.
- To ja powinienem się spytać Cooper, czy Ty masz jakiś problem - Odpowiedział z powagą - Do szkoły nie chodzisz a po lekcjach tu przyjeżdżasz. Czy Ciebie do reszty powaliło gówniarzu?
-  Po pierwsze, to nie życzę sobie, abyś zwracał się do mnie po nazwisku..
- Uważaj do kogo mówisz...... - Wtrącił, ale szybko mu przerwałem.
- Po drugie - Dodałem - Zejdź mi z oczu bo nie mam czasu - Już chciałem wsiąść do środka, kiedy złapał mnie za ramię. Zmierzyłem go ostrym spojrzeniem. Nigdy więcej niech nie waży się mnie dotykać bo połamię mu każdą kość z jakiej składa się jego ciało.
- Masz już wystarczająco dużo kłopotów chłopcze. Nie szukaj kolejnych.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj - Warknąłem. Odsunął się ode mnie kilka kroków widząc jak wpadam w złość. Grał twardego, ale wystraszył się. Widziałem. I dobrze. Niech wie kto rządzi w tym mieście.
- Wiem co zrobiłeś jednemu z uczniów. To już nie są żarty. Możesz trafić do więzienia.
- Co Ciebie to obchodzi? Nie Twoja sprawa czy tam trafię czy nie.
- Masz się do mnie zwracać ,, dyrektorze '' jasne? Jak reszta uczniów - Warknął.
- Nie rozśmieszaj mnie.
- Twoi rodzice by się ze wstydu spali.... - Słysząc, że wypowiada to słowo, nie wytrzymałem. W kilka sekund znalazłem się tuż przy nim i złapałem ten jego wyprasowany garniturek w dłonie. Puściły mi nerwy i zapomniałem z kim mam do czynienia. Potraktowałem go jak każdego innego kretyna, który odważy się ze mną zadrzeć.
- Nigdy kurwa więcej, nie wypowiadaj się kurwa na temat moich kurwa rodziców! Rozumiesz?! - Szarpnąłem nim raz, dwa, trzy. Zachłysnął się własnym powietrzem gdy pchnąłem nim o drzwi mojego samochodu.
- Puść mnie...
- Rozumiesz?! - Powtórzyłem. Zawył z bólu. Odepchnąłem go od siebie z całej siły tak, że potknął się o własne nogi i prawie upadł na ziemię. Ja tymczasem oparłem się wkurwiony o wystający fotel.
- Mógłbym pozwać Cię za to do sądu..- Wyjąkał - Ale nie zrobię tego. Dam Ci ostatnią szansę Cooper. Jeżeli chociaż raz mi podpadniesz, bez wahanie Cię stąd wyrzucę i uprzykrzę Ci życie - Spojrzał na mnie a ja wyjebałem mu środkowy palec. Nie odpowiedział, tylko odszedł. Wyjebane miałem i w niego i w tą szkołę. Wyjąłem z kieszeni spodni paczkę fajek z której wyciągnąłem jedną i zapaliłem. Pomogłam. Próbując się uspokoić, dostrzegłem ją, idącą w stronę przystanku. Była sama co było na moją korzyść. Ubrana była zwyczajnie. Trampki, czarna bluza, leginsy a włosy związała. Uśmiechnąłem się pod nosem.Przez myśl przemknęło mi kilka słów takich jak ,, Dobrze ją znów widzieć '', ale jak szybko się pojawiły, tak szybko je od siebie odgoniłem.
No nic. Czas na mnie.
Zgasiłem peta po czym wolnym ruchem wsiadłem do środka. Chwilę jej się jeszcze przyglądałem, ale nie długo.Widząc, że odjechał jej autobus, postanowiła iść na postój taksówek. Wiedziałem, że kiedy podjadę do niej autem, ucieknie mi, dlatego z powrotem wysiadłem na zewnątrz i ruszyłem w jej kierunku. Nie widziała mnie. Dobrze. Bardzo dobrze. Nałożyłem na głowę kaptur, który w razie czego ma mnie osłaniać. Kiedy zmęczona drogą, przysiadła się na ławkę w małym parku, wykorzystałem chwilę. Cichutko się do niej zakradłem po czym ją wystraszyłem.
- Czego ode mnie chcesz?! - Warknęła przestraszona. Byłem ostatnią osobą z jaką teraz pragnęła rozmawiać. Zbytnio się tym nie przejąłem. Wręcz przeciwnie. Bawiło mnie to.
Cofnęła się kilka kroków do tyłu ale za nią stała kolejna ławka, która chyba była moim sprzymierzeńcem.
- Mam jedno pytanie - Rzekłem zmieniając swój humor. Żarty żartami, ale wciągnęli w to policje więc trzeba interweniować już na całego. Nie mogę sobie pozwolić na to, aby ktoś miał przede mną przewagę. Tym bardziej na pewno nie taka irytująca i denerwująca laska.
- Co to do chuja jest? - Wyciągnąłem z kieszeni spodni małą kartkę i ją jej wręczyłem. A dokładniej to rzuciłem na ziemię.Przez chwilę stała nieugięta jakby miała w dupie co do niej mówię, ale chwilę później podniosła papierek uważnie go lustrując.
- List? - Parsknęła na co wkurzyłem się jeszcze bardziej. Jej irytujący głos działał na mnie jak płachta na byka.
- To wezwanie do sądu kretynko - Syknąłem. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziała co to jest i skąd się to u mnie wzięło. W dodatku była bardzo zadowolona - Bawi Cię to?
- Oczywiście. Zapłacisz za to jak pobiłeś Michała! - Prychnęła - W końcu dostaniesz to na co za....
- Słuchaj idiotko - Nie wytrzymałem. Chwyciłem ją gwałtownie za ramię przez co nie miała czasu i szans na ucieczkę a następnie ścisnąłem z całej siły. Spojrzenie jej mówiło, że wpadła w panikę. Bała się. Cholernie się bała. Pisnęła z bólu - Masz dwa dni na wycofanie zeznań...
- Zapomnij!... - Wciąż udawała twardą.
- Albo to zrobisz, albo...
- Albo co?! - Wrzasnęła - Albo sprzedasz mnie jako dziwkę?! Czy znów pobijesz mojego chłopaka?!
- Stać mnie na jeszcze więcej - Syknąłem. Wyciągnąłem z kieszeni spodni mały pistolet, chwilę później wycelowany w jej twarz. Zachłysnęła się powietrzem.
- Dylan...  - Jęknęła przerażona. Przełknęła ślinę tak głośno, że stojąc obok niej doskonale to słyszałem. Żołądek podszedł jej do gardła a serce na kilka sekund przestało bić. Oczywiście w przenośni. Jeszcze przecież jej nie zabiłem. No właśnie. Jeszcze.
Dlaczego tak nadzwyczajnie w świecie nie mogę z nią skończyć? Nacisnąć ten pieprzony przycisk, pociągnąć za spust i strzelić? Dlaczego nie potrafię jej zabić, pobić czy nawet sprawić, aby cierpiała jak inni? Jakby była kimś znacznie innym, to już dawno bym nie miał o czym z nią gadać. Załatwiłbym tą sprawę szybko i boleśnie a z nią bawię się w jakiegoś kotka i myszkę. To jest strasznie irytujące i działa mi na nerwy.
- Teraz już nie jesteś taka cwana, co? - Zaśmiałem się chytrze. W dalszym ciągu stała przede mną bez jakiegokolwiek ruchu - Nacisnąć czy nie nacisnąć? - Zażartowałem.
- Nie rób nic głupiego.. - W końcu się odezwała.
- To zależy od Ciebie co właściwie zrobię - Prychnąłem. Zobaczyłem idącego w oddali policjanta. Nie był sam. Miał ze sobą obstawę, w tym psa i kolegę. Zakląłem pod nosem. Nie dość, że posiadałem w tej chwili niezłą działkę marychy to jeszcze ostatnio byłem poszukiwany za kradzież. Niech to wszystko szlag trafi. Szli w naszą stronę. Byli coraz bliżej. Musiałem coś zrobić! Gdybym ruszył do ucieczki, rozpoznaliby mnie i od razu za mną pobiegli a ta szmata by im wszystko wyśpiewała. Nie mogłem uciec. Nie w tej chwili.
- Co robisz?... - Szepnęła widząc jak się do niej zbliżam. Schowałem pistolet z powrotem do kieszeni i przeczesałem dłonią włosy czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Ledwo przełknąłem ślinę.
- Najgorszą rzecz w swoim życiu - Chwyciłem jej ramiona w obie swoje dłonie, blokując przy tym jej wszystkie ruchy. Sparaliżowało ją od stóp do głowy. Ledwo oddychała.
- Puść... - Zbliżyłem swoją twarz ku jej, przez co spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłem, że boi się mnie. Nie ma pojęcia co zamierzam zrobić i strasznie panikuje. Jakoś tym razem nie chciało mi się śmiać. Po prostu zamknąłem oczy, aby cierpienie i obrzydzenie było mniejsze. Następnie szybkim ruchem wpiłem się w jej usta. Z początku odpychała mnie, szarpała się ze mną i szczerze mówiąc, już miałem ochotę ją od siebie odepchnąć i kazać jej spierdalać, kiedy usłyszałem głos niebieskiego skurwiela. Przytrzymałem mocniej jej głowę, by mi nie uciekła. Przez kilka minimalnych sekund, miałem wrażenie, że odpowiedziała na mój pocałunek, ale trwało to tak szybko, że pomyślałem iż to moja wyobraźnia płata mi figle. Mężczyźni spojrzeli na nas jak na parę zakochanych co było właśnie moim celem i poszli prosto przed siebie. Mając pewność, że są wystarczająco daleko, odskoczyłem od nastolatki wycierając usta dłonią - Zwariowałeś?! - Wrzasnęła oburzona. Nie zdążyłem nic powiedzieć, kiedy poczułem piekący mnie policzek. Ta suka mnie uderzyła! Uderzyła mnie!
- I to jak.. - Syknąłem wciąż czując na ustach jej szminkę. Tę cholernie dobrą szminkę.
- Jesteś nienormalny.... ! Co teraz powiem Michałowi?!
- Nie obchodzi mnie to. Nie mój problem - Otarłem twarz dłonią próbując się uspokoić.
- Ty świnio! - Rzuciła się na mnie z pięściami, kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałem mimo jej wysiłku uderzenia mnie ponownie w twarz.
- Co jest? - Zwróciłem się do przyjaciela po drugiej stronie słuchawki.
- Mamy problem.. - Warknął. Był wkurwiony. W oddali słyszałem jakieś szumy, szmery. Chyba był w ruchu.
- Jaki? - Dłoń zacisnęła się w pięść a oddech przyśpieszył. Kiedy Alan powiedział mi o co chodzi, spojrzałem na tą małą sukę z nienawiścią. Od razu zapomniałem o tym co się przed chwilą wydarzyło. Rozłączyłem się po czym telefon schowałem do kieszeni.
- Dylan... - Szepnęła widząc mnie zirytowanego. Cofnęła się kilka kroków do tyłu z nadzieją, że to ją uratuje, ale myliła się. Zamachnąłem się dłonią do tyłu i natychmiast wycelowałem strzała w jej głowę. Uderzenie nie było mocne, ale na tyle skuteczne, że zleciała na ziemię i straciła przytomność. Potem wziąłem ją na ramię i zaprowadziłem w stronę swojego samochodu. Na miejscu, położyłem ją nieruchomą na fotele, sam zajmując miejsce kierowcy i ruszyłem z piskiem opon. Zaskoczyło mnie to jaka była lekka. Ważyła zapewne mniej niż pięćdziesiąt kilo,
- Zabawa się skończyła - Warknąłem przyśpieszając....

***Ross***

Czułam jak głowa pęka mi w pół. Powoli odzyskiwałam świadomość tego co się dzieje, lecz oczy w dalszym ciągu były zamknięte. Powieki odmawiały mi posłuszeństwa i każda część ciała, błagała bym leżała nieruchomo. Najmniejszy ruch, wywołał dosyć mocny ból. Słyszałam jakieś szmery. To były czyjeś głosy. Nie miałam jednak pojęcia czyje. Nie znałam ich, nie rozpoznawałam. Powoli obraz znów stawał się niewyraźny a ja po raz drugi odpłynęłam, nie mając pojęcia w jakim niebezpieczeństwie jestem.
- Po co ją tu przyprowadziłeś?! - Usłyszałam. Nie wiedziałam ile czasu minęło odkąd zasnęłam. Teraz jednak nabrałam wystarczająco dużo sił, by otworzyć wreszcie swoje zmęczone powieki. Nie pamiętałam też tego jak się tu znalazłam. W ogóle to gdzie ja jestem do cholery? Wiecie co było najzabawniejsze? Że tyle się męczyłam by wreszcie coś zobaczyć, że kiedy w końcu udało mi się to zrobić, przede mną była ciemność. Miałam worek na głowie. To są jakieś jaja. Zatrzepotałam gwałtownie rzęsami.
- Będzie naszą kartą przetargową! - Warknął. Ten głos był mi dobrze znajomy. Był idealny dla moich uszu. Czułam jak kręci mi się w głowie i robi coraz słabiej. Znowu?!
- Może sprowadzić na nas niezłe kłopoty idioto!
- Nie sprowadzi... - Odrzekł.
- Dylan.. - Znów kolejny, znajomy mi głos. Teraz słyszałam piąte przez dziesiąte.
- Mówię ostatni raz, że się nią zajmę i żadnych kłopotów przez nią nie będzie! Dzięki niej pozbędziecie się problemów jakie macie... A teraz wypierdalać mi stąd!
- Stary, uspokój się..
- Jazda! - Wrzasnął. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami chociaż w pomieszczeniu oprócz mnie był ktoś jeszcze. Wiedziałam kto.
- Dylan... - Szepnęłam. Poczułam jak ktoś podnosi moje ciało do pozycji stojącej i powoli ściąga mi te przekleństwo z głowy. Zrobiło mi się niedobrze. Spojrzałam mu w oczy i poczułam ciarki. Wydał mi się taki idealny, taki przystojny, seksowny... Wcale nie był niebezpieczny. Nie teraz - Nie pozwól mnie skrzywdzić... - Szepnęłam. Przejechałam koniuszkami palców po jego policzku słysząc jak mruczy pod nosem i chwilę potem znów straciłam przytomność....

środa, 13 maja 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 10

Siedziałam skulona na łóżku. Łzy nie przestawały cieknąć z moich oczu a stan w jakim się znajdowałam, do najlepszych nie należał. Przede mną leżała czarna, skórzana kurtka do której teraz właściwie czułam nienawiść. Śmieszne co? Jak można cokolwiek czuć do ubrania.. Niecałą godzinę temu wróciłam do domu. Kiedy Dylan i jego paczka tępych przyjaciół odjechali, razem z Paulą zabraliśmy chłopaków do szpitala. Pomimo protestów Michała, i tak postanowiłam, że zbada go lekarz. Nie wyglądał najlepiej i miałam rację. Ten kretyn Cooper, złamał mu prawą rękę. Przez niego teraz mój chłopak musi nosić gips. A to wszystko moja wina. Gdyby nie ja, Cooper nie miałby do nas żadnych problemów. Nie zwracałby na nas żadnej uwagi, na mnie, na moich przyjaciół, na Michała! Jestem pewna, że to dopiero początek, tym bardziej, że matka Michała, postanowiła zgłosić to do sądu. A oskarżonym ma być nie kto inny tylko Dylan Cooper i jego znajomi. Jutro sprawa trafi na policję. Na samą tę myśl przełknęłam głośno ślinę a żołądek podszedł mi do gardła. Ja mam zeznawać jako świadek.
Nie wytrzymałam widząc tą straszną szmatę. Wstałam z łóżka na równe nogi i chwyciłam w obie ręce jego kurtkę, aby następnie wepchnąć ją do szafy. Pewnie dziwicie się skąd mam kurtkę tego palanta.. Kiedy wsiadałam do samochodu, dostrzegłam ją leżącą na ulicy. Coś mi po prostu kazało ją wtedy podnieść i wziąć no i tak właśnie zrobiłam. Teraz jednak tego żałuję. Widząc tą szmatę, widzę jego z tym aroganckim uśmieszkiem! Dobrze, że moim rodzice już śpią. Pewnie i tak się wszystkiego dowiedzą, kiedy dostanę wezwanie z policji, abym wstawiła się na komisariat, ale wtedy coś im ściemnię. Chwila, chwila. Czy ja właśnie próbuję go kryć? Nie! Potrząsnęłam poirytowana głową. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że ten dupek może się na mnie mścić jeszcze bardziej. Ale przecież mój chłopak ma przez niego złamaną rękę. Muszę coś z tym zrobić, nie mogę odpuścić. Podeszłam do okna. Na dworze panowała błoga ciemność a żadna z lamp się nie paliła. Spojrzałam wprost przed siebie.
- Wydam Cię Dylanie Cooperze i trafisz wreszcie do więzienie... - Szepnęłam zdeterminowana. Jak rzekłam, tak zrobię...

Następnego dnia spałam dość długo. Śniło mi się, że zostałam królową Anglii. Dobre, co? Aż samej chce mi się śmiać. Kiedy otworzyłam oczy, na zegarku dochodziła dwunasta w południe. Dziwne, że rodzice mnie nie obudzili. Co jest grane? Niechętnie zwlekłam się z łóżka po czym wzięłam do ręki swój telefon i ruszyłam w stronę kuchni. Nikogo nie było w domu prócz mnie.
- Mamo?! - Krzyknęłam, ale brak jakiejkolwiek reakcji z czyjejkolwiek strony - Tato?! - Cisza. No bez jaj. Rozejrzałam się uważnie dookoła. Wtedy dostrzegłam na blacie małą karteczkę pobazgraną czyimś pismem. Obok niej, leżał talerz z jajecznicą, chlebkiem i kubek soku jabłkowego.

,, Kochanie, pojechałam na zakupy. Wrócę do godzinki. Ojciec musiał jechać do pracy. Kocham Cię ''.

Do pracy? W niedziele? To już jest jakaś lekka przesada. Ten jego szef jest jakiś nienormalny czy jak? Jedząc śniadanie, wykręciłam numer chłopaka i zadzwoniłam do niego. Odebrał za trzecim razem.
- Michał? - Wyrwało mi się słysząc jego głos.
- Hej skarbie - Przywitał się. Wyczułam w jego głosie nutkę poddenerwowania i złości.
- Jak się czujesz? - Spytałam z troską. Martwiłam się o jego stan tym bardziej, że był poszkodowany. Nie byłam pewna czy kiedyś wybaczę sobie to, że przeze mnie dostał niezły wpierdol.
- Już lepiej. A Ty? Chciałbym się teraz do Ciebie przytulić - Zachichotałam. Lubiłam kiedy był taki czuły i kochany - Jesteś jedyną dziewczyną o której teraz marzę.
- A Ty jedynym chłopakiem..Tęsknie za Tobą...
- Misiu, wiesz, że ja za Tobą też... Świata nie widzę bez Ciebie..
- Przestań bo zaraz pomyślę, że coś przeskrobałeś - Zaśmiałam się. Od tygodnia jestem w związku a czuję się jakbyśmy spędzili razem pół życia. Czułam, że on to ten jedyny.
Porozmawialiśmy jeszcze z pięć minut nim padła mi bateria w telefonie. Zaklęłam, ale zdążyłam się pożegnać. Dziś się nie widzimy. Michał musi jechać do lekarza na jakieś tam badania gdyż jego mama jest strasznie opiekuńcza a potem na komisariat. Ta kobieta nie odpuści za żadną cenę. Wzruszyłam tylko ramionami bo nic innego zrobić nie mogłam i wróciłam do pokoju. Poczułam się w nim tak jakoś dziwnie. Zakręciło mi się w głowie, więc usiadłam bardzo powoli na swoim łóżku.
- Co jest... - Szepnęłam sama do siebie. Co prawda od dłuższego czasu mam już takie dolegliwości, ale pierwszy raz zaczęła mi lecieć również krew z nosa. Otarłam ją dłonią czując, że to nie wystarczy. Chyba powinnam sama się udać do lekarza... Nagle zadzwoniła moja przyjaciółka. Poprosiła o spotkanie w ważnej sprawie, więc się zgodziła. Po piętnastu minutach była u mnie. Weszła do środka mieszkania bez pukania bo wcześniej poinformowałam ją, że jestem sama i pierwsze co zrobiła to rzuciła się w stronę lodówki. O dziwo mojej mamy jeszcze nie było a minęło dobre sto minut. Jak nie lepiej.
- Więc co to za ważna sprawa? - Zaczęłam temat ignorując jak wyjada mi najlepsze smakołyki.
- Bo ten.. - Speszyła się. A więc chodzi o chłopaka. Musi chodzić. Zarumieniła się cała na twarzy a wzrok wbiła w krzesełko naprzeciwko.
- Bo co? - Parsknęłam - Paulino Hels! Mów o co do cholery chodzi bo denerwujesz mnie....
- Pamiętasz jak wczoraj Diuk odwiózł Cię do domu? - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Więc potem zapytał się mnie czy chcę się z nim gdzieś przejechać. Zgodziłam się...
- No i co było dalej...? - Nalegałam. Ta dziewczyna doprowadza mnie czasem do szału.
- Pojechaliśmy na plaże.... -Zająknęła się po czym ucichła. Nie rozumiałam w czym jest problem, że pojechali na plaże. Przecież to nic takiego. Prawda?
- Pa..
- Przespałam się z nim! - Wrzasnęła zasłaniając twarz dłońmi. 
- Co... Co zrobiłaś?... - Aż sama zachłysnęłam się własnym powietrzem. Z początku myślałam, że sobie ze mnie żartuje, ale kiedy zaczęła płakać, wiedziałam, że mówi poważnie. Strasznie się tym przejęła - Jak.. jak to możliwe?..
- Siedzieliśmy w samochodzie... - Zaczęła - Kiedy nagle mnie pocałował... Odwzajemniłam ten pocałunek nie zwracając uwagi na to, że mnie wszędzie dotyka.. Potem już samo jakoś tak wyszło..
- Paula.. - Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Straciłam dziewictwo, rozumiesz? I to z chłopakiem, którego nie znam! Jestem jaką dziwką....!
- Nie mów tak! - Wybuchnęłam - Po prostu Cię zauroczył..Nie wiedziałaś co robisz...
- Jestem taka głupia... - Wtedy coś do mnie dotarło. Matko...
- Zabezpieczaliście się, prawda?
- Oczywiście! - Krzyknęła - Ale i tak nie powinnam tego robić!
- On Ci się podoba, prawda? - Kiwnęła głową - Wie o tym?
- Oszalałaś? - Zadrżała - Jestem pewna, że teraz w ogóle się do mnie nie odezwie.. Pewnie chciał mnie tylko przelecieć a ja głupia mu uległam...
- Boże, Paula.. Wszystko będzie dobrze. Masz mnie... - Wtuliłam się w jej ramiona dając jej przy tym pewność, że zawsze może na mnie liczyć. Wiedziałam też, że nie zostawię tak tej sprawy. Dorwę tego skurwiela i skończy gorzej niż wczoraj mój chłopak. Wpierdolę mu gołymi rękoma...
Pół dnia spędziłam z Pauliną. Powygłupiałyśmy się, pogadałyśmy trochę... Humor jej uległ zmianie. Uśmiechała się to tu to tam. Przy okazji mama dała znać, że nie może przyjechać bo coś jej wypadło a ojciec był dalej w pracy. Co się dzieje z tymi rodzicami?! Kiedy Paulina wróciła do swojego domu, przyszedł do mnie drugi gość. Na mojej twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Naprawdę byłam w wielkim szoku.
- Diuk?.. - Zatrzepotałam rzęsami. Uśmiechnął się tylko i spytał czy może wejść. Pokiwałam potwierdzająco głową - Coś się stało?.. - Przez chwilę zapomniałam, że skrzywdził moją przyjaciółkę. Byłam skupiona na tym, że przyszedł.
- Nie.. Po prostu chciałbym pogadać - Wzruszył ramionami. 
- O czym? I skąd wiedziałeś, że tu mieszkam?
- Chodzisz z moim kuzynem więc w szkole jesteś dobrze znana - Zaśmiałam się. Ja? znana? Dobre żarty. Nikt nigdy nie zwracał na mnie zbytnio uwagi, więc to musi być pomyłka. A to, że byłam dziewczyną Michała to nie znaczyło, że moja słaba popularność ulegnie zmianie.
- Chcesz coś do picia? - Zmieniłam temat próbując być trochę uprzejma. Pokiwał przecząco głową - No to w takim razie mów o co chodzi bo się zaczynam bać...
- Chodzi o Paulinę... - Jęknął a wzrok wbił w podłogę. Patrząc się na niego, domyśliłam się o co dokładniej chodzi. Dopadł mnie gniew. To świetna okazja, aby strzelić mu z pięści w pysk. Już podwinęłam nieco rękaw, kiedy zaczął znów mówić - Myślisz, ze ja.... uważasz, że się jej podobam?
- Co.. ? - Zatrzepotałam zdezorientowana głową - Dlaczego o to pytasz?
- Bo ten... - Zamilkł. Wiedziałam o czym teraz pomyślał. Chętnie bym mu coś powiedziała, ale wolałam poczekać i dowiedzieć się od niego czegoś więcej. Na koniec go pobiję - Przyjaźnicie się.. Myślisz, że zgodziłaby się ze mną chodzić? - Uniosłam wysoko brwi. On chciał z nią być?!
- Możesz powtórzyć? - Jęknęłam.
- Wiem, że znamy się krótko, ale czuję, że coś między nami jest tym bardziej po wczora... - Zawahał się i ponownie zamilkł. Na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. Próbowałam powstrzymać się od śmiechu, ale nie wytrzymałam i wybuchnęłam. Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- Myślę, że może Wam się udać - Palnęłam zadowolona. Niedawno Paula rozmawiała ze mną o tym samym. Co za ironia. Bała się, że chłopak nie będzie chciał jej znać i, że chodziło mu tylko o seks a tu proszę. On na nią leciał!
- Naprawdę?! - Kiwnęłam głową.
- Naprawdę - Powtórzyłam czule. Był zachwycony. Niczego więcej nie chciał wiedzieć. Pożegnał się ze mną po czym ruszył do drzwi - Hamilton?
- No?
- Zapamięta jedno. Stanie jej się krzywda a zapomnę, że jesteście z Michałem rodziną - Warknęłam.
- Evans?
- No?
- Dziękuję za wszystko - Uśmiechnął się po czym wyszedł. Daję im trzy dni. Nie więcej. Potem będą już razem.
Wróciłam do pokoju, gdzie spędziłam resztę wieczoru. Mama przyjechała bardzo późno a ojca wciąż nie było. Była jakaś taka smutna, przygnębiona. Spytałam się o co chodzi, ale zbyła mnie tłumacząc, że to przemęczenie. Wiedziałam, że kłamie. Kiedy zamknęła się w swojej sypialni, postanowiłam odpuścić. Jutro z nią porozmawiam. Zadzwoniłam do taty z nadzieją, że on coś może wiedzieć. Nie odbierał. Co do cholery się tu dzieje? Pierwszy raz mam taką sytuację w rodzinie. Dałabym sobie uciąć rękę, że przed chwilą usłyszałam płacz mamy. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Pokłócili się ? To niemożliwe. Oni nigdy się nie kłócą...
Zmęczona wzięłam prysznic i po rozmowie przez Skypa z Michałem, położyłam się do łóżka i zasnęłam.

,, - Ratunku! - Krzyczałam biegnąc przed siebie. Nic nie widziałam. Wokół mnie panowała błoga ciemność a ja czułam jak ktoś się za mną skrada. Był coraz bliżej mimo tego, że biegłam tak szybo jak umiałam. Dopadł mnie. Chwycił moją dłoń i wywrócił na podłogę. Zamknęłam oczy by nie widzieć jego twarzy a kiedy zostałam zmuszona do ich otworzenia, przed moimi oczami ukazała się męska sylwetka. Typ siedział na mnie, blokując mi wszystkie kończyny. Byłam skazana na jego łaskę - Prosze... wypuść mnie.. - Szlochałam.
-Teraz mi nie uciekniesz Evans - Wybuchnął brutalnym śmiechem. Znałam ten głos. Twarz bandyty zaczęła robić się bardziej wyrazista a ja z każdą kolejną sekundą miałam przeczucie, że wiem kto mnie napadł. ''

- Nie! - Krzyknęłam budząc się. Spanikowana rozejrzałam się dookoła, aby mieć pewność, że jestem bezpieczna. Mój pokój. Pot oblał moje ciało a policzki były ciepłe od płaczu. Matko, to tylko koszmar. Tak bardzo się cieszę, że to tylko koszmar. Wstałam dość późno biorąc pod uwagę to, że idę dziś do szkoły. Rodziców nie było. Byli o tej godzinie już dawno w pracy. Nawet nie wiem czy ojciec wrócił na noc bo nie przypominam sobie bym coś słyszała. Pewnie wrócił. Musiał.
Odblokowałam telefon gdyż miałam dwie wiadomości. Od Pauli. Pisała, że niedługo będzie. Cóż.. Wzięłam szybki prysznic a włosy związałam tym razem w koka. Nie miałam czasu, aby je umyć i pokręcić czy wyprostować. Ledwo zdążyłam zjeść śniadanie, które sama sobie przyszykowałam. Pierwszy raz od bardzo dawna, mama zapomniała zrobić mi coś do jedzenia. Zaczynam się o nią martwić.. Usłyszałam dźwięk klaksonu przyjaciółki. Dopiłam sok po czym opuściłam mieszkanie idąc do jej samochodu. Miała dobry humor o dziwo. Przywitałam się z nią i wsiadłam do środka. Oznajmiła, że jeszcze jedzie po Michała. Przecież nie był zdolny prowadzić ze złamaną ręką.
Pod szkołą byliśmy równocześnie z czasem. Zaparkowaliśmy i udaliśmy się do środka wielkiego budynku. Wszędzie rozglądałam się dookoła z myślą, że zaraz gdzieś zobaczę Coopera, ale ku mojemu zaskoczeniu, jego nigdzie nie było. Cały dzień go nie widziałam. Jego i Alana. W sumie to się cieszyłam. Nie chciałabym stać twarzą w twarz z tym psychopatą jak będzie wiedział, że ma sprawę w sądzie. Ciekawa jestem tylko, kiedy się o tym dowie.
Lekcje przebiegły bardzo szybko. Michał miał mniej zajęć więc szybciej wrócił do domu autobusem. Paulina nie jechała od razu do siebie tylko musiała zajechać jeszcze do banku załatwić jakieś tam zaświadczenie więc zostało wracać mi do domu samej. Na moje nieszczęście, bus którym miałam wrócić, odjechał nim zdążyłam dotrzeć na miejsce. Niech to szlag! Do najbliższego postoju taksówek jest z jakieś trzy kilometry. Zaklęłam pod nosem.....

***Dylan***

Zaraz mnie kurwa trafi szlag. Co to ma znaczyć do chuja pana?! W ręku trzymałem małą kopertę zaadresowaną do mnie a w niej biały list. To wezwanie najpierw na policję a potem do sądu.
Mam się wstawić do tych pierdolonych psów za trzy dni. Zajebiście. Najzabawniejsze było to, że stał za tym ten bogaty sukinsyn. On naprawdę nie wie z kim zadziera a najwidoczniej wczoraj było mu za mało. Przecież jak go teraz dorwę to rozpierdolę mu tę krzywą twarz.
- Co to kurwa jest?! - Usłyszałem głos przyjaciela. Wszedł do mojego pokoju trzaskając drzwiami. Był ewidentnie wkurwiony. Bardzo wkurwiony. Dłoń zacisnął w pięść a na czole pojawiła mu się ta śmieszna żyłka, która zawsze wyskakuje, kiedy ma ochotę komuś porządnie wpierdolić.
- Też dostałeś? - Zaśmiałem się.
- Śmieszy Cię to? - Wzruszyłem obojętnie ramionami. Oczywiste było, że na żadną rozprawę nie pójdę.
- Mam to w dupie.
- Wiesz, że mamy spore kłopoty, prawda? Rick nie kazał rzucać nam się w oczy po ostatniej akcji. Ledwo udało się wyjść Davidowi z pudła a co będzie jak Ciebie tam wjebią? Albo mnie?
- Nie zrobią tego.
- Ta? A skąd możesz to wiedzieć? - Wstałem na nogi i stanąłem z nim twarzą w twarz.
- Ponieważ dziś spotkam się z tą szmatą i wytłumaczę jej bardzo, ale to bardzo dokładnie, że ma przekazać swojemu chłopakowi, aby wycofał zarzuty - Ku mojemu zdziwieniu, Alan wybuchnął śmiechem. Pieprzony dupek.
- Ta kurwa Cię nienawidzi. Jako pierwsza poleci na Ciebie donieść. Pobiłeś jej chłopaka, pamiętasz?
- Bardo dobrze. Żałuję tego... - Skrzywiłem się na tamto wspomnienie.
- Żałujesz? - Zdziwił się moimi słowami.
- Ta.. Żałuję w chuj, że nie dokończyłem tego co zacząłem. Ten idiota nie powinien już nigdy wstać na nogi....  - Warknąłem i tym razem to ja zacisnąłem dłoń w pięść na wspomnienie kiedy zobaczyłem jak ta mała idiotka rzuca mu się w ramiona po czym go całuje namiętnie - Ale spokojnie. Naprawię ten błąd przy pierwszej lepszej okazji - Spojrzałem na niego z uśmieszkiem na twarzy. Odpowiedział mi tym samym.
- Mam lepszy pomysł. Może zakład?
- Jaki zakład? - Uniosłem brew ze zdziwienia.
- Kto szybciej złapie tego chuja a przede wszystkim mu mocniej wpierdoli, wygrywa zgrzewkę piwa. Wchodzisz w to?
- Propozycja kusząca... - Zawahałem się. Chwilę to przemyślałem aż wreszcie wiedziałem co mam zrobić.
- Oczywiście. Ale wyjaśnijmy sobie jedno.
- No?
- Evans jest moja i ja się nią zajmę ......


sobota, 9 maja 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 9

- Proszę, puść... - Szepnęłam dławiąc się własnymi łzami.Szatyn rozkazał Alanowi zostawić nas  samych. Tamten spełnił jego prośbę bez żadnego ,, ale '' , uśmiechając się do mnie jak głupi. Nie mam pojęcia który jest gorszy i głupszy. Alan czy Dylan?. Pewnie ich mózgi są jednakowej wielkości. Wracając do mnie... Stałam teraz na zapleczu, czyli w małym pomieszczeniu razem z Dylanem. Trzęsłam się ze strachu jak jakaś galareta. No bo wiecie. Jak byście się czuli z psychopatą w jednym pomieszczeniu, nie mając szans na ucieczkę? Na dodatek kręciło mi się w głowie od nadmiaru alkoholu w organizmie. Po co tyle piłam?! Tak to bym dała radę uciec a teraz to ruszę się krok do przodu i upadnę potykając się o własne nogi. Niech to wszystko trafi szlag! Spróbowałam obrócić głowę, ale mi na to nie pozwolił. Aby podkreślić, że on tu rządzi, pociągnął za kosmyk moich długich, kręconych włosów.
- Po pierwsze...- Warknął ciągnąc mnie przy tym jeszcze bardziej. Pisnęłam z bólu. Zapewne wyrwał mi kilka cebulek bo szarpnięcie było całkiem mocne - Nigdy więcej nie waż się wsiadać za kierownicę mojego samochodu!Jeszcze raz to zrobisz, a nie będzie co po Tobie zbierać. Po drugie.. Opony które mi przebiłaś do tanich nie należą! Zapłacisz za to. A po trzecie! Tym razem mi nie uciekniesz - Zaśmiał się szyderczo. Przełknęłam głośno ślinę, modląc się w duchu, aby stał się jakiś cud i, żebym przeniosła się teraz do innego pomieszczenia.
- Dylan..Błagam.. - Czułam jak moje policzki stają się mokre od łez cieknących z moich oczu. Czyżby to był właśnie mój koniec? Nie mogę umrzeć nie pocałowawszy już Michała, nie zobaczywszy Pauliny, mamy, taty....
- No i co mam teraz z Tobą zrobić? Jest wiele opcji - Rzekł raczej sam do siebie niż do mnie - Ciągle mam z Tobą kłopoty - Syknął. Milczałam. Nie widziałam co powiedzieć, więc po prostu byłam cicho i czekałam - Odstraszyłaś mi klienta.. Na sprzedaż już nie pójdziesz a Tyle bym zarobił dzięki Tobie... - Mówił do mnie jak do jakieś rzeczy. Obchodził się ze mną jak z przedmiotem. Chciało mi się płakać jeszcze bardziej. Nigdy nie byłam tak poniżona jak przez niego. Nigdy nikt mnie tak nie traktował jak on. Nienawidziłam go z całego serca. Po prostu go nienawidziłam. Nagle poczułam przypływ energii. Alkohol zaczął dawać o sobie znaki. Moje ciało buzowało i z każdą następną sekundą, czułam złość i jeszcze większą nienawiść do tego gnojka. Przypomniałam sobie sytuację gdzie o mały włos nie zostałam sprzedana jako dziwka. Wybuchnęłam.
- Ty dupku! - Wrzasnęłam łapiąc za pierwszą lepszą patelnię z boku. Wymierzyłam silny cios w jego ramię chwiejąc się na nogach na co on przeklął z bólu. Prawię upadł. Bolało. Bardzo dobrze! Miało boleć! - Nienawidzę Cię! Nienawidzę! - Krzyczałam jak opętana. Zamachnęłam się po raz drugi, jednak tym razem udało mu się obronić. Cholera. Złapał moją dłoń, blokując mi przy tym ruchy. Nasz wzrok się napotkał. Przerywając tą sytuację, pchnął mnie na jeden ze stołów.
- Popełniłaś wielki błąd .. - Warknął ściskając dłoń w pięść. Chwycił gwałtownie moją szyję przez co po raz drugi musiałam stanąć do niego twarzą. Zaczęło brakować mi powietrza. Znów spojrzałam mu w oczy. Dziwne uczucie. Jakby przeszły mnie ciarki. Z każdą sekundą coraz bardziej się dusiłam. Jego uścisk na mojej szyi był mocny oraz stanowczy.  Dostrzegłam w jego wzroku coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo. Nie potrafiłam w tamtej chwili odgadnąć co to dokładnie było. Ku mojemu zdziwieniu, poluźnił swój uścisk, dając mi tym możliwość do zaczerpnięcia dużej ilości powietrza.  Zobaczyłam też, że przez ułamek sekundy się wahał i nawet pomyślałam, że chce mnie puścić, ale nie trwało to długo. Wiedziałam, że dostanę ostro w kość. Zaczęłam krzyczeć z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy a on wpadł w jeszcze większy gniew. Jabłko leżące na talerzu, znalazło się w mojej buzi i blogowało mi zdolność mówienia. Mówiłam już, że nienawidzę tego gnoja? Bo właśnie tak jest. Nienawidzę go! - Kim powinienem się teraz zająć? Twoją przyjaciółką? - Parsknął - Może ona by się nadała na sprzedać? Co prawda pójdzie taniej niż Ty, ale to zawsze coś - Zaśmiał się - A może Twoim chłoptasiem? Chętnie rozwalę mu ten ryj... - Wymierzyłam mu ostrego kopa w sam środek jego krocza. Zawył  i chwycił się za spodnie. Skorzystałam z tej szansy i ruszyłam do ucieczki. Potknęłam się o krzesełko po czym upadłam na podłogę. Był tuż za mną- Ty suko! - Zamachnął się ręką, kiedy jak przez mgłę zobaczyłam upadającego na podłogę Coopera. Czułam się koszmarnie. Strasznie kręciło mi się w głowie i ledwo co, mogłam oddychać.
- Michał.... - Szepnęłam, kiedy podbiegł do mnie mój chłopak. Skąd on się tu wziął? Czyżby rzeczywiście stał teraz przy mnie? Czy może to moja wyobraźnia płata mi figle?
- Spokojnie.. Będzie dobrze... Chodź, zabiorę Cię stąd... - Skinęłam posłusznie głową a on wziął mnie na ramiona, następnie wyprowadzając z sali.
- Dokąd idziemy? .. - Spytałam.
- Daleko od niego. Nie pozwolę Cię więcej skrzywdzić - Złożył na moich ustach delikatny pocałunek a koniuszkiem palców, przejechał po moim czerwonym policzku....
- Michał? .. - Jęknęłam.
- Tak?
- Boję się go... - To były ostatnie trzy słowa jakie wypowiedziałam. Byłam tak zmęczona, że zamknęłam oczy i chwilę potem, odpłynęłam.

***Dylan***

,, Zabije skurwiela. Zabiję. ''. Otarłem dłonią krew spływającą z kącika moich ust i splunąłem śliną na podłogę. Nie podaruje chujowi choćby nie wiem co. Nie ma pojęcia z kim zadarł. Podniosłem rękę do góry, ale nie zamierzałem jej uderzyć. Nie jestem damskim bokserem. Chciałem przypierdolić pięścią w ziemię, nie w nią. Wtedy ten frajer pojawił się nie wiadomo skąd i rzucił się na mnie z pięściami. Oddałbym mu, gdyby nie to, że byłem totalnie zaskoczony. W ogóle po jaką cholerę on się wpierdolił? Nikt go tu nie chciał. Ja go tu nie chciałem. Miałem być tylko ja i ona. Już od dawna planowałem spotkanie z nią sam na sam.
- Kurwa! - Wrzasnąłem. Pierwszy raz w życiu przytrafiło mi się coś takiego. Miałem ją w garści. Trzęsła się, bała... Czułem jej strach. Było zajebiście! A ten kretyn wszystko spieprzył. Pożałuje tego.
Wyciągnąłem z kieszeni kurtki telefon i od razu wybrałem numer Alana.

,, Czekaj tam gdzie się umówiliśmy. Już idę ''.

Nie musiał odpisywać, abym wiedział, że wszystko gra. Podciągnąłem rękawy kurtki do łokci i wyszedłem na zewnątrz.
- Czas się zabawić - Warknąłem.
Siedziałem w swoim aucie na tyłach klubu. Razem ze mną był Alan i David, którzy w tym momencie przyjmowali w płuca coś znacznie mocniejszego niż fajki. Normalnie też bym sobie zapalił, ale nie teraz. Muszę mieć sporo sił. Spojrzałem zniecierpliwiony na zegarek. Ile można czekać do chuja?!
- Wyluzuj - Z rozmyśleń wyrwał mnie głos przyjaciela. Posłałem mu piorunujące spojrzenie, aby zamknął pysk. Nie potrzebowałem w tamtej chwili dobrych rad - Chcesz trochę?
- Nie.
- Może jednak?
- Powiedziałem, że nie! - Teraz to on spojrzał na mnie spode łba. Wiem, że nie powinienem na niego krzyczeć, ale wszystko działało mi na nerwy. Ta laska działa mi na nerwy. A on wiedział, że jestem mega wkurwiony, bo tylko wtedy tak się do niego odnoszę. Kiwnął głową w geście zrozumienia i zabrał się za palenie kolejnego blanta. David najwyraźniej był już lekko zjarany bo uśmiech nie schodził mu z tej gęby - Z czego rżysz? - Warknąłem. Dobrze się dogadywaliśmy i lubiłem jeździć z nim kraść czy wpierdolić komuś niezły łomot, bo muszę przyznać, ale bić to się umiał. Jeżeli trzeba było, to nie miał żadnych skrupułów tak jak ja. Tym się właśnie różnił od Alana. Potrafił w pięć minut, pokonać całą drużynę futbolową. Oczywiście nie był moim przyjacielem. Był czymś w rodzaju dobrego kumpla. Ja nie posiadam przyjaciół. Ja posiadam najlepszego brata, którym jest tylko i wyłącznie ten dupek Alan Frycz.
- Tyle zachodu o jedną laskę - Wzruszył obojętnie ramionami. O laskę? On chyba nie wie co mówi - Teraz powinniśmy być w drodze na akcję. Rickowi się to nie spodoba.
- Ta laska nakapowała na mnie dyrkowi, ukradła mi auto i przebiła w nim wszystkie opony. W dodatku mam sprawę do załatwienia z jej chłopakiem - Na samą myśl o tym idiocie, ręce mnie świerzbią. Już sobie wyobrażam jak łamię mu wszystkie kości.
- Wiesz, że Rick się wkurwi.
- Nie obchodzi mnie ten idiota - Może i był ode mnie silniejszy i starszy, ale w nosie to miałem. Wyciągnąłem ze schowka paczkę swoich ulubionych fajek i odpaliłem jedną. Mocno się zaciągnąłem aromatem jaki z siebie wydawała. Mięta. Dym palonego tytoniu rozniósł się po całym pomieszczeniu o ile wnętrze samochodu można nazwać pomieszczeniem. Trochę się rozluźniłem. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Roksana. Ja pierdole.
- Nie odbierzesz? - Alan jakby nigdy nic, oparł się wygodnie na siedzeniu. Dziś wyjątkowo cholernie doprowadzał mnie do szału.
- Nie - Nie chciało mi się z nią gadać. To, że od czasu do czasu się z nią pieprzę to nie znaczy, że łączy nas związek małżeński. Po prostu lubiłem ją w łóżku i sposób w jaki obchodzi się z moim kutasem. Nic więcej.
Nie przestawała dzwonić. W końcu nie wytrzymałem i odebrałem wielkim warknięciem.
- Czego?!
- Może wytłumaczysz mi z łaski swojej, dlaczego od wczoraj mnie unikasz?! - Jej piskliwy głos powodował, że mam ochotę coś rozpierdolić. Coś, albo kogoś. Już wiedziałem na kim się wyżyję - A no tak. Przecież wiem. Masz nową dziewczynę!
- Dziewczynę? - Burknąłem zdziwiony jej słowami. Czy ona się czegoś naćpała? Jasne, wciągałem czasem z nią to i owo, ale bez przesady. Takich mocnych psychotropów jak ona, to jeszcze nie próbowałem.
- Przepraszam.. Narzeczoną.. Co Ty sobie wyobrażasz?! Że możesz ze mną pogrywać?!
- O co Ci chodzi do kurwy nędzy?! - Rzeczywiście musi zmienić dilera. Inaczej będzie z nią źle.
- Wczoraj kiedy do Ciebie dzwoniłam, odebrała jakaś laska i powiedziała, że jesteś zajęty ruchaniem jej. Masz mi coś do powiedzenia? - Od razu pojąłem kto mógł jej nagadać takich bzdur.  Ta suka z którą mam same problemy. Narzeczonym? Serio? Aż się uśmiechnąłem pod nosem. Wiedziałem, że Roksana jest tępa, ale żeby naprawdę uwierzyć w to, że oświadczyłem się jakieś dziewczynie, to szczyt głupoty nawet jak na nią. Nigdy w życiu nie wezmę z nikim ślubu. A na pewno nie z tą jak jej tam... Nawet nie pamiętam jej imienia. Oss?
-Tylko tyle, że jesteś idiotką wierząc komukolwiek, że mogłem oświadczyć się jakieś lasce - Nie dając jej szansy na odpowiedź, rozłączyłem się i wyłączyłem telefon. Nie przestawałby dzwonić a ja bym się tylko jeszcze bardziej denerwował. Nagle ją zobaczyłem. Ledwo trzymającą się na nogach, idącą w stronę jednego z czarnych BMW. Tuż przy niej był ten bogaty pedałek i jej przyjaciółka. Tego drugiego kolesia nie znałem. Chociaż w sumie ostatnio widziałem go w szkole  - Jesteście gotowi? - Zwróciłem się do moich towarzyszy, gasząc jednocześnie papierosa.
- Jak zawsze - Parsknął zadowolony David, kiedy wreszcie mogliśmy opuścić mój samochód. Był tak samo napalony na bijatykę jak ja. Alan tylko pokiwał niesmacznie głową na co się zaśmiałem. Czas wreszcie wyrównać rachunki.
Opuściliśmy pojazd i wolnym krokiem podeszliśmy do moich znajomych. Oczywiście te dwa ostatnie słowa to czysta ironia. Wyłoniliśmy się z cienia, tuż przy ich aucie. Pierwszą osobą, która nas zobaczyła to długowłosa blondynka. Posłałem jej chytry uśmieszek na który zareagowała tak jak się spodziewałem. Wpadła w panikę.
- Pomóc Wam w czymś? - Rzuciłem obojętnym tonem głosu. Paczka przyjaciół podniosła na nas swoje spojrzenie. Ściągnąłem wolniutko kurtkę z ramion i rzuciłem ją na ziemię. Teraz stałem z założonymi na siebie rękoma w samych spodniach, trampkach i bluzce na ramiączka. Zauważyłem, że wzrok szatynki zlustrował mnie od stóp do głowy. Nie spodziewała się tak idealnego ciała jakie miałem. Śmieszne i żałosne jednocześnie.
- Czego chcecie?! - Warknęła. Wciąż była nawalona a alkohol dodawał jej tylko odwagi. Teraz jednak nie chodziło mi o nią. Moim celem był ktoś inny. I właśnie ten ktoś się we mnie wpatrywał.
- Pogadać - David wzruszył ramionami z ckliwym uśmieszkiem. Spojrzałem na niego z miną mówiącą ,, Serio? Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego? ''
- Ewentualnie komuś wpierdolić - Dodałem. Teraz to David spojrzał na mnie rozbawiony. Na Alana wcale nie musiałem patrzyć by stwierdzić, że śmieszy go nasza zabawa. Zawsze tak było. To on był z nas wszystkich tym poważnym.
- Taki słaby jesteś, że przyprowadziłeś kolegów? - Uniosłem brwi ze zdumienia. Ten kretyn miał jeszcze odwagę do mnie podskakiwać.
- Zabawne - Parsknąłem - Oni przyszli tylko się rozerwać.
- Tak? A w jaki sposób?! - Znów się odezwała. Niech najlepiej ktoś zamknie jej te wymalowane szminką usta - Wynoście się stąd!
- W taki - Spojrzeliśmy po sobie z chłopakami i kiwnąłem głową. Wiedzieli o co chodzi. Alan wyjął z kieszeni swojej kurtki mały nożyk, który po chwili się powiększył. David wykonał ten sam gest. Nie wiem czemu, ale od razu spojrzałem na nią. Była przerażona. Myślała, że napadniemy na nich z tymi nożami. Cofnęła się kilka kroków do tyłu a wraz z nią reszta brygady. W sumie to dobry pomysł, ale miałem co innego w planach. David z Alanem zamiast do nich to podeszli do czarnego BMW tego idioty i jakby od niechcenia przejechali ostrym nożem po drzwiach pojazdu.
- Pojebało Was?! - Wrzasnął wkurwiony brunet. Nie wiedział, że to tylko wstępna gra - Dzwonię na policje! - Nim wyjął ze spodni swój telefon, Alan już był tuż przy nim. Chwycił go za szyję i ścisnął z całej siły. Typek zaczął się dusić.
- Nie sądzę - Warknął. Widziałem po minie przyjaciela, że został wyprowadzony z równowagi. Kiedy ktoś go wkurwi, wychodzi z siebie i staje się całkiem inną osobą. Brutalną niebezpieczną. Na samo słowo ,, policja '' , rozpierdala komuś ryj.
- Michał! - Krzyknęła jego dziewczyna. Chyba nagle wytrzeźwiała bo bez żadnego trudu, ruszyła w ich stronę z pięściami - Jesteście nienormalni! Puszczaj go! - Naskoczyła na Alana, który co chwila odpychał ją dłonią. Całą uwagę skupiał na tym idiocie.
- Nie wtrącaj się w to... - Usłyszałem szepty tej drugiej laski. Zwróciła się do tego nowego z naszej szkoły. O proszę. Czyżby byli razem? Zamiast jej posłuchać, rzucił się w stronę swojego kolegi z pomocą. Debil. Myśli, że da radę? Dobre. Kiedy już David skończył świetnie ozdabiać ich samochód wielkimi krechami, wyłonił się jak cień przed tym nowym uczniem.
- Dokąd to? - Parsknął rozbawiony. Tamten zamachnął się tylko z zamiarem wymierzenia ciosu w jego twarz, ale nie udało się. Mój kolega był szybszy i zwinniejszy. Oraz sto razy mądrzejszy. Teraz to on wymierzył w jego stronę potężny strzał. Chociaż był zjarany, do bijatyk zawsze miał kupe sił.
- Wystarczy! - Warknąłem. Wzrok każdego spoczął na mnie - On jest mój - Syknąłem zaciskając pięść. David z Alanem odsunęli się od nich na moją prośbę i czekali na rozkazy. W tej samej chwili, szatynka podbiegła do swojego chłopaka i złożyła na jego ustach długi, namiętny pocałunek. Szeptała, że wszystko będzie dobrze, że nic się nie stanie.. Poczułem przypływ niewyjaśnionego gniewu. Warknąłem pod nosem i nie czekając na nic więcej, podszedłem do tej dwójki gołąbków i jednym ruchem, oddzieliłem ich od siebie. Dziewczyna upadła na ziemie co mnie akurat w tej chwili nie obchodziło a ja zamachując się do tyłu, wymierzyłem jeden, ostry, potężny strzał w sam środek jego gęby. Zachwiał się i cofnął kilka kroków do tyłu. Alanowi pokazałem, aby przytrzymał pozostałych. Chwycił więc ją i jej przyjaciółkę za ręce tak by się nie wydostały a David trzymał tamtego. Ta chwila należała teraz do mnie i tego gnoja - Teraz już nie jesteś taki odważny, co? - Wybuchnąłem śmiechem.
- Mylisz się. Cieszę się, że mam okazję Ci przypierdolić.
- Michał! - Wtrąciła zrozpaczona szatynka - Nie rób tego!
- Słyszałeś swoją dziewczynę? Właśnie Michał. Nie rób tego - Zbliżył się do mnie i uderzył mnie pięścią w podbródek
- To za chęć sprzedania Ross jako dziwki!
- Ty skurwielu.. - Otrząsnąłem się bo cios do najmocniejszych nie należał i nie pozostałem mu dłużny. Chwilę potem mu oddałem. Raz za razem każdy sobie przykładał aż w końcu znudziła mnie ta gierka i położyłem sukinsyna na ziemię. Zasłonił rękoma twarz, ale to mi nie przeszkadzało. Kilka razy dostał tam gdzie miał dostać. Możliwe, że złamałem mu nos.
- Michał! - Znów usłyszałem ten głos. Z każdej strony ktoś coś krzyczał, ale jej głos przebił wszystko. Nie wytrzymałem i spojrzałem w tamtą stronę. Kopnęła mojego przyjaciela w sam środek krocza i udało jej się uciec. Alan chciał ruszyć za nią, ale zakazałem mu. Rzuciła się na mnie i powaliła mnie jak mężczyzna mający z dobre sto kilosów. Skąd ona wzięła tyle siły?  Mniejsza o to. Leżałem na ziemi a jej pięści latały to tu to tam. Kilka razy nawet dostałem. Nie potrafiłem przestać się śmiać.
- Nienawidzę Cię! Nienawidzę! - Wrzeszczała. Kiedy strzały ucichły, odsłoniłem twarz, aby zobaczyć co się dzieje. Wtedy przed oczyma pojawiła się jej pięść. Dostałem tuż pod okiem obok nosa. Przekląłem. Szmata miała siłę jak na takie kruche ciało.
Zrzuciłem ją z siebie i wstałem szybko na nogi. Spojrzałem na tego debila. Leżał na ziemi zwijając się z bólu. Aby efekt był lepszy, wymierzyłem porządnego kopa w jego brzuch. Zaczął pluć krwią.
- Błagam! Przestań! - Tym razem zamiast mnie bić, klęknęła przede mną i błagała bym odpuścił. Normalnie to bym go dobił, ale patrząc tak na nią, na jej oczy zalane łzami... Zakląłem pod nosem i odszedłem do kumpli. David tak przypierdolił po raz ostatni temu nowemu typkowi, że tamten upadł na podłogę tuż obok chłopaka tej dziewczyny i stracił przytomność.
- Diuk! - Przyjaciółka szatynki, wyrwała się z uścisku mojego przyjaciela i odskoczyła do swojego partnera.
- Spadamy? - Spytałem otrzepując się z kurzu. Kiwnęli potwierdzająco głową, więc wsiedliśmy do mojego samochodu i zmyliśmy się nim ktoś dostrzegł, że właśnie na parkingu była bójka. Przede mną jeszcze jedna akcja dzisiejszego wieczoru - Wszystko gotowe? - Zwróciłem się do blondyna.
- Ta - Alan wziął do ręki dwa pistolety wyciągnięte z plecaka. Jeden podał Davidowi a jeden zostawił sobie. Szybko go naładował. O mnie bać się nie musieli. Miałem swój sprzęt pod siedzeniem.
- Czas zarobić trochę szmalu - Założyłem na twarz maskę i dodałem gazu.....

czwartek, 7 maja 2015

, I am a fucker ''

Rozdział 8

Dochodzi dwudziesta a ja w dalszym ciągu nie wiem jak dałam się namówić Paulinie na imprezę. W sumie to mój chłopak chciał na nią iść bo twierdził, że to najlepszy klub w mieście, że niedawno go otworzyli i w ogóle, że warto tam iść. Zaraz po wizycie Michała a dokładniej to po tym jak zabrał mnie na spacer, na lody a potem do kina, wpadła do mnie i zaczęła się wypytywać o każdy szczegół z mojego porwania. Opowiedziałam jej to samo co swojemu chłopakowi, prosząc by nic głupiego nie robiła. Zgodziła się niechętnie a ja postanowiłam, że zapomnę o tym. Nie chcę nigdy więcej mieć z tym dupkiem do czynienia. Wracając do imprezy... Stałam właśnie przed lustrem obok okna z którego miałam dobry widok na ulicę i nie chcąc, aby ktokolwiek mnie podglądał, chwyciłam za roletę po czym opuściłam ją w dól. Przyglądając się dokładnie jezdni, dałabym sobie rękę uciąć, że dostrzegłam tam jakąś postać wpatrującą się w moje okno. Zachłysnęłam się powietrzem.
- Dylan.. - Szepnęłam wystraszona. To niemożliwe. Szybko zamknęłam okno i od razu kucnęłam próbując uregulować oddech. Siedziałam tak może z dziesięć minut aż wreszcie wzięłam się w garść i ponownie zerknęłam za szybę. Nikogo nie było. Może coś sobie ubzdurałam? Może boje się go tak bardzo, że teraz mam omamy w jego postaci? Potrząsnęłam głową na znak własnej głupoty. Jestem przewrażliwiona i tyle. Kiedy byłam już pewna, że nikt mnie nie dostrzeże na dworze, wybrałam sobie odpowiednie ciuchy aż ktoś mnie wystraszył pukaniem do drzwi. Spanikowana iż jestem całkiem nago, zakryłam się szybko kołdrą. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl, był własnie Cooper, jednak do pokoju wszedł Michał i gdy tylko mnie zobaczył, zaczął się śmiać.
- Jeszcze nie jestem gotowa! - Burknęłam wściekła tym iż mnie wystraszył - I właściwie to kto Cię wpuścił? - Zdziwiłam się.
- Twój ojciec.
- A no tak.. Przecież się przyjaźnicie...
- Daj spokój. Ślicznie wyglądasz.
- Ta.. Owinięta kołdrą... Wyjdź za drzwi. Szybko się ubiorę.. - Pewnie dziwicie się dlaczego byłam nago. Otóż to. Szukałam jakieś niezłej bielizny, która świetnie by współgrała z moją białą, koronkową sukienką. 
- Ale ja wolę popatrzyć jak zdejmujesz z siebie to coś - Wskazał palcem na mój nowy strój. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Kiedy spiorunowałam go wzrokiem, jęknął coś pod nosem po czym wyszedł za drzwi. Wtedy szybko wdziałam się w wybrany przez siebie strój wieczorowy i dołożyłam do tego czarne, wysokie szpilki. Włosy podkręciłam. Zawsze mam je takie jakieś proste a tym razem postawiłam na coś innego. W ogóle to nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na sobie sukienkę. To nie mój styl i nie lubię chodzić tak ubrana, ale dziś potrzebuję tego. Tego i sporo wódki. Oj tak. Dziś mam zamiar się napić i zapomnieć o tym koszmarze jaki zafundował mi Dylan Cooper.
- Gotowa! - Krzyknęłam wchodząc do salonu, w którym zastałam Michała z Pauliną. Spojrzeli na mnie nie mogąc uwierzyć w to co widzą.
- O kurwa.. - Jęknęła zaskoczona moim wyglądem przyjaciółka. Chwilę potem podbiegła do mnie i cieszyła się jak głupia - Wyglądasz bosko!
- I to jak bardzo.. - Dodał Michał z rękoma w kieszeni. Zlustrował mnie całą od stóp do głowy po czym oblizał seksownie usta i jednocześnie do mnie podszedł - Ale w tamtym stroju podobałaś mi się bardziej.
- Gamoń! - Trzepnęłam go w ramię na co tylko się uśmiechną. Pożegnałam się z rodzicami informując ich, że wrócę późno i wyszliśmy na zewnątrz gdzie stało zaparkowane auto mojego chłopaka. Usiadłam z przodu a moja przyjaciółka za mną. Przegadaliśmy całą drogę o byle czym. Z początku myślałam, że Michał zacznie mówić o Dylanie, ale ku mojemu zaskoczeniu, nie wspomniał ani razu jego imienia. Ucieszyło mnie to, że zapomniał o tym. Przynajmniej miałam taką nadzieję, że zapomniał - Dokąd jedziemy? - Spytałam wreszcie, kiedy tylko straciłam rachubę czasu - I za ile dojedziemy? 
- Księżniczko, nie musisz się tak niecierpliwić - Michał przejechał dłonią po moim policzku, szybko wracając do kierowania pojazdem. Uśmiechnęłam się na jego czuły gest. Przy nim czułam się jak prawdziwa królowa a on był moim własnym królem. Księciem z bajki. To cud, że mam takiego chłopaka. Każdej nocy dziękowałam bogu za taki prezent.
- Dobra bo ja też się już wkurzam. Gdzie do licha jedziemy? - Warknęła Paulina. Zaśmiałam się widząc jej minę, ale nic sobie z tego nie zrobiła prócz wytkania mi języka i uniesienia brwi do góry. Wyglądała przekomicznie. Chciało mi się śmiać jeszcze bardziej.
- Spokojnie - Odparł blondyn - Mam dla Ciebie niespodziankę wiedźmo.
- Niespodziankę? - Zdziwiła się.
- Będziesz zachwycona - Wybuchnął wielkim śmiechem - Zaraz zobaczysz - Wtedy skręcił w lewo i wjechał w jakąś nieznaną mi uliczkę. Chwila, chwila. Wiem gdzie jesteśmy. To jedna z tych bogatych dzielnic, prawda? Tak! Znajdujemy się w środku Los Angeles i właśnie podjeżdżamy do jednej z najbardziej znanych i popularnych restauracji w całym mieście.
- Ja pierdole.. - Jęknęła przyjaciółka. Była zachwycona równie mocno jak ja. Tylko nie rozumiem co my tu robimy. Nigdy nie bywałam w takich miejscach jak to i nawet nie było mnie stać na wejście. Paulinę również.
Gdy zaparkowaliśmy na prywatnym parkingu, który kosztował całkiem niezłą sumkę, Michał wysiadł jako pierwszy po czym podszedł do mnie i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję - Złożyłam mu delikatny pocałunek na szyi czując zapach jego perfum. - Ale dlaczego przyjechaliśmy tutaj?
- To pierwsza z niespodzianek na dzisiejszy wieczór. Chcę, abyś zapomniała o wczorajszym wydarzeniu.
- Już zapomniałam...
- Daj spokój - Skarciła mnie wyższa ode mnie dziewczyna. Miała długie, zgrabne nogi i włosy sięgające do pasa. Wyglądała równie uroczo co ja, jednak zamiast sukienki, miała na sobie krótkie spodenki, trampki za kostkę i bluzeczkę odsłaniające jej kruche ramiona - Chociaż raz ten bufon się do czegoś przydał - Parsknęła rozbawiona. Wtedy dotarło do niej coś istotnego. Goście wchodzący do środka budynku, ubrani byli w eleganckie suknie bądź spódnice i żakiety a nie tak jak ona czy ja. Co prawda byłam w sukience, ale odpowiednią na dyskotekę a nie do restauracji gdzie nawet na szklankę wody by mnie zapewne nie było stać.
- Ja przynajmniej raz a Ty nigdy - Zachichotałam na te słowa. Co jak co, ale Michał miał gadane. Obydwoje mieli. Pogoda nam dopisywała i nawet nie było mi zimno. Wręcz przeciwnie. Czułam jak moje ciało całe płonie.
Wreszcie wzięliśmy się w garść i ruszyliśmy do środka. Oczywiście wejście było strzeżone. Jakżeby inaczej. Przy drzwiach stała dwójka ochroniarzy. Wysocy, dobrze zbudowani, silni, przerażający...  Chociaż w sumie ten pierwszy był całkiem przystojny. Krótkie, dobrze ścięte włosy postawione na żel, koszulka podkreślająca jego każdy mięsień i czarne okulary, które dodawały temu wszystkiemu nutkę grozy. Zbliżyliśmy się do tych wielkoludów, omijając tłum ludzi, którzy widząc, że wchodzimy bez kolejki, zaczęli krzyczeć. Muszę przyznać, ze ludzi było sporo.
- Powinniśmy poczekać jak reszta.. - Szepnęłam łapiąc go za ramię. Nigdy nie lubiłam wpychać się gdziekolwiek na chama, tym bardziej do takiego miejsca jak to. On tylko uśmiechnął się irracjonalnie jakby to co zrobił było czymś zupełnie normalnym. Poczułam się jakoś tak dziwnie. Wcześniej Michał nie pokazywał mi siebie z takiej strony. Miałam go za dżentelmena, ale może tylko był taki w mojej głowie? Podszedł do jednego olbrzyma i wręczył mu kilka stu dolarowych banknotów.
- Miło Cię widzieć - Odezwał się czarnowłosy ochroniarz lustrując mnie i Paulinę przy okazji. Posłał nam ciepły uśmiech ukazując przy tym proste i białe zęby  - Widzę, że tym razem nie jesteś z rodzicami - Skomentował złośliwie.
- Jak widać nie - Odparł siedemnastolatek obojętnym głosem- To moja dziewczyna - Wskazał na mnie palcem a potem na moją przyjaciółkę - A to przyjaciółka.
- Ross, miło mi - Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, którą lekko ścisnął. Zabolało.
- Paulina - Wtrąciła blondynka.
- Bartek. Wchodźcie do środka bo tłum już się niecierpliwi  - Skinęliśmy głowami a następnie Michał chwycił moją dłoń i pociągnął mnie do przodu. Po chwili znaleźliśmy się w środku. Z początku szliśmy przez długi, wąski korytarz, który zaprowadził nas do ogromnej sali, gdzie przy stolikach siedziało kilkanaście osób. Ogólnie było dwadzieścia pięć stolików i do tego po dwa bądź cztery krzesełka. Na ścianach wisiały przepiękne obrazy z okresu różnych wojen, do tego różnego rodzaju kwiaty pięknie współgrały z kolorami idealnie pasującymi do całego otoczenia. Nie mogłam wyjść z zachwytu.
- Diuk... - Głos przyjaciółki wyrwał mnie z rozmyśleń i wtedy dotarło do mnie, że przez kilka minut stałam jak słup wpatrzona przed siebie. Dobrze chociaż, że się nie śliniłam. To byłby dopiero wstyd.
- Diuk? - Powtórzyłam zaskoczona jej słowami. Kim był.. A no tak. To kuzyn Michała. Dołączył wczoraj do mojej klasy. Tylko dlaczego wypowiedziała jego imię? Czemu... - Trzeci stolik przy oknie. Siedział przy nim dobrze zbudowany brunet machając ręką w naszą stronę. No oczywiście. Diuk.
- Nie jesteś zła, że go tu wziąłem? - Usłyszałam głos Michała nad swoim uchem. Uniosłam wzrok do góry tak, że nasze spojrzenie się skrzyżowało.]
- Oczywiście, że nie - Uśmiechnęłam się czule - Nawet się cieszę z tego powodu.
- Tak? A to dlaczego? - Zdziwił się.
- Dlatego, że mina mojej przyjaciółki jest bezcenna - Spojrzeliśmy oboje na Paulinę. Wyglądała śmiesznie. Chyba poważnie muszę z nią porozmawiać na temat tego całego Diuka. Chłopak najwyraźniej zawrócił jej w głowie.
Wreszcie podeszliśmy do bruneta, który od razu wstał z krzesła i przywitał się z każdym z osobna.
- Miło Cię widzieć - Rzekł do mojej najlepszej przyjaciółki.
- Ciebie również - Odpowiedziała zawstydzona. Zaśmiałam się na co zmierzyli mnie wzrokiem - Co? - Spytała.
- Nie nic...- Odparowałam rozbawiona. Gdy usiedliśmy na swoich miejsca, Michał zamówił dla mnie owoce może oraz homara a sam wziął indyka faszerowanego warzywami. Z kolei Diuk dla siebie i Pauli wziął spaghetti z klopsikami. Najadłam się do syta a jedzenie tu było przepyszne. Teraz rozumiem dlaczego ludzie chodzą do tak drogich miejsc. 
- To co robimy teraz? - Spojrzałam na bruneta, który odwzajemnił spojrzenie.
- Nie wiem.. - Wzruszyłam ramionami.
- Ja wiem - Wtrącił Michał - Zapłacę a Wy idźcie do samochodu, dobrze? - Kiwnęłam potwierdzająco głową. Dziesięć minut później, znaleźliśmy się już na zewnątrz a dokładnie to na parkingu. Miałam doby humor i świetnie się bawiłam w towarzystwie Diuka i Pauliny. Zauważyłam, że świetnie się ze sobą dogadują. Czyżby coś było na rzeczy? Wybadam tą sprawę. Gdy dołączył do nas mój kochany zazdrośnik, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy nie wiedząc dokładnie gdzie jedziemy. Znaczy ja nie wiedziałam i Paula. Szybko jednak rozpoznałam drogę po której jechaliśmy.
- Serio? - Jęknęłam rozbawiona. Michał kiwnął tylko potwierdzająco głową - Niech Ci będzie... - Przed dziesiątą, dotarliśmy do dobrze znanego nam klubu nocnego. Właśnie tu świętowaliśmy urodziny mojej przyjaciółki. Każdemu spodobał się pomysł by tu spędzić resztę wieczoru.
Pełno ludzi, pozytywna atmosfera, dobrze dopasowane miejsca do poszczególnych grup tanecznych. Z każdego kąta, wydobywała się muzyka a światła laserowe migały mi przed oczyma non stop. Ledwo słyszałam własne myśli.
Pierwsze co zrobiłam to podeszłam do baru i chciałam sobie zamówić kieliszek czystej wódki, tak na orzeźwienie chociaż nie bardzo za nią przepadałam, ale mój kochany chłopak mnie wyprzedził i kupił nam po najlepszym drinku jaki tu mieli. Zdenerwowałam się, że znów musi wydawać na mnie pieniądze bo alkohol w tym klubie wcale tani nie był, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Zignorował nawet moje oburzenie. Gdy już dostałam od barmana swój napój, wypiłam go na raz. Smakował cudownie! Nigdy wcześniej nie piłam takiego zajebistego drinka w tym miejscu.. Michał zaskoczony moim zachowaniem, mrugnął kilkakrotnie ze zdziwienia. No co? Każdy może czasem wyluzować. Nawet ja. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu Pauliny, jednak nigdzie jej nie dostrzegłam.
- Widziałeś Paulę?!- Zwróciłam się do chłopaka siedzącego tuż obok mnie. Co jest grane? Gdzie ona jest? A Diuk?
- Szli gdzieś w stronę wyjścia! - Wzruszył ramionami jakby zbytnio nie interesował się tym gdzie poszli - Przepraszam, ale muszę oddzwonić do ojca... !
- Jasne! Idź! - Wrzasnęłam na co pocałował mnie w polik i wyszedł zostawiając mnie samą. Do ręki wzięłam kubek z drinkiem a raczej już z jego brakiem więc podniosłam rękę do góry, wskazując barmanowi co ma robić. Kiwnął głową i od razu zapełnił mój kufel.
- Wszystko w porządku?! - Spytał
- Tak Joe. Dlaczego pytasz?! - Parsknęłam czując jak przemawia przeze mnie alkohol.
- Bo odkąd tu przychodzisz, nigdy wcześniej sama nie zamówiłaś tyle alko!
- Dziś jest inny dzień! - Uśmiechnęłam się do niego czule po czym wypiłam po raz kolejny to świństwo. Pogadałam sobie z nim jeszcze przez chwilę, ale nie długo. Był potrzebny gdzieś indziej, więc znów zostałam sama. Ironia losu.
- Mogę się dosiąść?! - Usłyszałam tuż nad uchem. Wzdrygnęłam się bliskością mężczyzny stojącego za mną gdyż nie wiedziałam z kim mam do czynienia. Na pewno nie był to mój chłopak bo głos był inny.
- Tu jest zajęte! - Burknęłam na nic nie zważając. Nie chciałam by Michał się zdenerwował wracając do mnie i nie miałam ochoty gadać z nieznajomym.
- Jednak nalegam! - Zaśmiał się chamsko. Nie wytrzymałam, kiedy jego dłoń spoczęła na moim ramieniu. Wybuchnęłam jak bomba atomowa odwracając się do tyłu z zamiarem wyjaśnienia mu dokładniej, że ma spadać na szczaw, ale kiedy tylko spojrzałam na jego twarz, włosy, ubiór... Zachłysnęłam się własnym powietrzem a moje ciało ogarnął zimny dreszcz - Więc jak będzie? - Nalegał w dalszym ciągu.
- Sia... siadaj.....- Jęknęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Miło z Twojej strony!- Uśmiechnął się i od razu usiadł na krzesełku obok - To co zawsze! - Zwrócił się arogancko do barmana, ale tamten wykonał posłusznie jego polecenie. W sumie to nie miał nic do gadania. Widać było, że się go bał. Tak jak i ja. Chciałam odejść, jednak gdy tylko wstałam na nogi, momentalnie się zachwiałam w ostatniej chwili odzyskując równowagę. Alan wybuchnął śmiechem - Ktoś tu sobie popił !- Skomentował.
- Lepiej jak pójdę.. - Szepnęłam bezgłośnie i kiedy tylko ruszyłam, chwycił moje ramię mocno je ściskając.
- Nie tym razem! - Wypił za jednym razem otrzymany przez starszego od siebie mężczyznę napój i chwilę potem stał tuż przede mną.
- Puść mnie...
- Zapomnij dziwko! Idziemy! - Pchnął mnie do przodu a kiedy się mu opierałam, wzmocnił swój uścisk - Nie mam czasu na zabawy z Tobą! Ruszaj dupę bo inaczej pogadamy! - Warknął zirytowany. Posłuchałam się. Wyszliśmy na zaplecze a ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Głośność muzyki w tym miejscu zmalała więc mogliśmy porozmawiać w normalnych warunkach.
- Czego.. Czego ode mnie.. chcesz? .. - Jęknęłam dygocząc.
- Ja? Nic - Wzruszył ramionami - Ale on ma rachunki do wyrównania - Wskazał palcem za mną.
- Masz niezłe kłopoty - Usłyszałam. Przełknęłam głośno ślinę. Nie. To nie może być prawda. Wolniutko odwróciłam się do tyłu a przed oczyma pojawiła mi się wściekła twarz szatyna.
- Dylan.. - Szepnęłam sparaliżowana.
- Tak się nazywam a Ty wpadłaś w niezłe gówno - Warknął chwytając moje włosy i jednocześnie powodując tym gestem, że musiałam klęknąć......