,, I am a fucker ''
Rozdział 4.
Godziny w szkole zleciały mi bardzo, ale to bardzo powoli. Nie pamiętam kiedy ostatni raz dzień tak strasznie mi się dłużył. Każda przerwa była dla mnie udręką. Modliłam się w duchu, aby tylko nie wpaść na Dylana i tak też się stało. Przynajmniej do ostatniej lekcji.
Siedziałam właśnie na historii i rozmawiałam z moją przyjaciółką, kiedy zostałam upomniana przez nauczycielkę.
- Już nie będę - Powiedziałam czerwieniąc się na twarzy. Chciałam zabrać się za opracowywanie tematu, ale niestety Paulina mi na to nie pozwalała.
- Co miało znaczyć to spotkanie z Dylanem przed wejściem? - Spytała. Czyżby zauważyła moje zachowanie?
- Nie rozumiem...
- Widziałam jak się na Ciebie gapił. Dylan zwraca uwagę tylko na osoby, które mu podpadły.. Co jest grane?
- Nic.. Nie wiem czemu się na mnie patrzył - Wzruszyłam ramionami - Może dalej jest zły za tamtą akcję - Obroniłam się.
- Możliwe.. - Przytaknęła i chwilę potem, złapała mnie za dłoń - Ale obiecaj mi coś.
- Co takiego? - Zdziwiłam się.
- Trzymaj się od niego z daleka.. Nie pakuj się w żadne kłopoty czy ...
- Paulina! Ja jestem z Michałem! - Oburzyłam się. Za kogo ona mnie do cholery miała? Moja cierpliwość się już powoli kończyła.
- Nie chodzi mi o to! Po prostu Dylan Cooper to przestępca i nawet jeśli znów się do mnie przyczepi, czy do kogokolwiek innego, nie mieszaj się w to. On tylko by się wkurwił.. - Akurat to, że jest on przestępcą, widziałam doskonale.
- Po pierwsze to zawsze trzymam się od niego z daleka a po drugie to nigdy nie przeszłabym obojętnie gdyby działa Ci się krzywda - Zmierzyłam ją ostrym wzrokiem na co dziewczyna zachichotała i złożyła mi delikatny całus na lewym policzku. Cierpliwość nauczycielki także się skończyła. Przerwała nam po raz któryś i tym razem poprosiła mnie a dokładniej to kazała mi iść do sekretariatu zanieść jakieś ważne papiery. Nie chciałam tego robić, ale przecież odmówić też nie mogłam. Wzięłam więc się w garść i opuściłam klasę trzymając w ręku małą stertę papieru. Powtarzałam sobie w myślach, że od rana ślad po chłopaku zaginął więc pewnie zwiał z lekcji tak jak zawsze. Nic nowego.
Skręcałam w ostry, prawy zakręt, kiedy usłyszałam krzyki małego chłopca. Co do chuja?! Szybkim krokiem ruszyłam w tamtą stronę i rozejrzałam się dokładnie dookoła. Zaklęłam pod nosem, kiedy zorientowałam się o co chodzi. Chłopiec bodajże mający 13 lat lub mniej, stał zapłakany na korytarzu i strasznie się bał. Przed nim był Dylan trzymający telefon małego w swojej ręce. Na twarzy malował mu się ogromny uśmiech. Niedaleko niego stał oparty o ścianę Alan, który robił coś z portfelem w dłoniach. Nie mogłam tak na to patrzeć. Bez namysłu wyciągnęłam telefon i zaczęłam nagrywać całą tą sytuację.
- Proszę.. Oddajcie mi to - Błagał chłopiec - Mama mnie zabije jeżeli nie zapłacę za ubezpieczenie..
- Stu pysk gówniarzu - Warknął Dylan - Wiesz co mnie to obchodzi?
- Ładnie, ładnie - Zaśmiał się blondyn - Sto trzydzieści dolarów. Przyda się - Wyłożył kasę z małego portfelika i wsadził ją sobie do kieszeni.
- Błagam was.. - Wyszeptał. Dylan stracił cierpliwość. Chwycił dzieciaka za szyję i podniósł do góry, tak że młody zaczął się dusić.
- Zamknij się i słuchaj. Jeżeli ktokolwiek się o tym dowie, znajdę Cię i zabije, jasne? A teraz spierdalaj stąd, abym Cię więcej nie musiał oglądać bo mam ochotę coś rozpierdolić i może to być Twój pysk - Pchnął go na podłogę tak mocno, że tamten się wywrócił i upadł. Łzy zalały całą jego twarz. No to już przegięcie. Nie wytrzymałam i w dupie miałam swój strach. Schowałam telefon do kieszeni spodni i wyszłam z ukrycia.
- Zostawcie go! - Wrzasnęłam a wzrok całej trójki powędrował na mnie.
- Uciekaj! - Krzyknął chłopiec w moim kierunku. Uśmiechnęłam się do niego czule i zbliżyłam.
- Nic Ci nie jest? - Spytałam. Kiwnął głową na znak, że wszystko w porządku chociaż tak naprawdę było tragicznie.
- Znowu Ty? - Dylan chwycił mnie za nadgarstek i mocno pchnął na ścianę - Tak bardzo chcesz mieć kłopoty?
- Zostawcie dzieciaka.. - Wymamrotałam z trudem - Co? Mnie też postrzelicie jak tamtego policjanta?.. - O rzesz kurwa. Czy ja właśnie to powiedziałam? Po co ja to zrobiłam?! Dostrzegłam jak jego oczu płoną z nienawiści, z chęci mordu i rozpierdolenia czegoś. Ale idiotka ze mnie.
- Co ona powiedziała? - Alan zbliżył się do mnie i chwycił mnie za włosy - Powtórz to!
- Wal... się.. - Nic więcej nie dodałam, ponieważ poczułam jego pięść na swoim brzuchu. Zachłysnęłam się powietrzem i syknęłam z bólu.
- Zajmę się nią. Ty bierz smarkacza - Blondyn kiwnął głową i chwycił młodego za kurtkę a następnie z nim odszedł, szarpiąc go na każdą stronę.
- Słuchaj szmato - Dylan zwrócił się do mnie nieźle już wkurwiony - Działasz mi na nerwy i mam ochotę Ci przyłożyć tak, że nie wstaniesz..
- To zrób to.. - Udawałam twardą chociaż tak naprawdę w środku trzęsłam się jak galareta.
- Czuję Twój strach - Prychnął - Masz wielki dar wpadania w niezłe kłopoty, wiesz?
- Co.. co ze mną zrobisz?... - Spytałam przełykając głośno ślinę.
- Gdybyś chciała na nas donieść, już byś to zrobiła. Wiem, że tego nie zrobisz bo nie jesteś głupia i rozumiesz, że coś może Ci się stać bądź Twoim przyjaciołom, prawda?
- Czego.. chcesz.. ode.. mnie?
- Tym razem puszczę Cię wolno bo mam wystarczająco już kłopotów i na razie kolejnych nie chcę, ale obiecuję Ci, że jeżeli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę, nie ważne czy w szkole czy poza tą pierdoloną budą, pożałujesz tego, jasne? A ja dotrzymuję obietnic - Szarpnął mną ostatni raz i uderzył ręką w ścianę tak, że aż podskoczyłam. Podobał mu się ten widok.
- Oddaj.. Oddajcie pieniądze tego chłopaka... - Wypowiedziałam każde słowo z trudem. Wzrok spuściłam na podłogę nie mając odwagi, aby spojrzeć na niego. Szatyn wybuchnął wielkim śmiechem.
- Nie rozśmieszaj mnie - Przejechał kciukiem po dolnej wardze i nie mógł opanować swojego śmiechu. Ten gest jaki wykonał, wydał mi się bardzo seksowny - Gdybyś była kimś innym już dawno byśmy rozmawiali inaczej, ale masz szczęście, że imponujesz mi swoją tanią odwagą. Udajesz twardą a w rzeczywistości umierasz ze strachu. Podoba mi się to, ale w końcu wkurwisz mnie tak, że nie będę dla Ciebie taki łaskawy - Zmierzył mnie całą od stóp do głowy i zabrał mi papiery, które trzymałam w dłoni.
- Oddaj to! - Oprzytomniałam.
- Jak ważne jest to dla... - Spojrzał na pierwszą kartkę - Oo Plisowskiej? - Tak nazywała się nauczycielka historii. Jedna z najgroźniejszych w tej szkole.
- Oddawaj! - Chciałam zabrać mu to co nie jego, ale nie bardzo mi to wyszło. Po chwili wyciągnął z kieszeni złotą zapalniczkę i wywołał mały ogień - Pogięło Cię?! - Wrzasnęłam.
- Już wcześniej Cię ostrzegałem, że masz nie wpierdalać mi się w drogę. To ostatnie ostrzeżenie jakie ode mnie dostajesz. Następnym razem może spłonąć coś innego - Podpalił stertę papierów i rzucił to na podłogę - Lub ktoś inny. - Dodał i odszedł wolnym krokiem. Ja tymczasem próbowałam ugasić ten mały, ale jakże ważny pożar. Kiedy udało mi się to zrobić, nie zostało nic do ocalenia. Wszystkie papiery przepadły a ja poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. No to już po mnie.....
Dotarłam do sekretariatu cała roztrzęsiona. Wciąż nie wiedziałam co należy zrobić, co powiedzieć. Udałam się do gabinetu dyrektora i zapukałam do drewnianych drzwi. Kiedy usłyszałam, że mogę wejść, zrobiłam to z trudem.
- Dzień dobry.. - Wyszeptałam.
- Witaj. W czymś Ci pomóc? Coś się stało?
- Bo ten... - Dyrektor spojrzał na mnie bacznie i od razu zauważył, że coś jest nie tak.
- Evans, mów o co chodzi - Facet był w naszej szkole od niedawna. Dostał ta posadę, kiedy nasz były dyrektorek, odszedł z nieznanych nikomu powodów, chociaż każdy wiedział, że miał z tym coś wspólnego właśnie Dylan.
- Ja.. - Co zrobić? Przypomniałam sobie minę tego chłopca, który płakał i bał się tych dupków. Wzięłam się w końcu w garść i wyciągnęłam z kieszeni swój nowy telefon.
- Miałam dla Pana dokumenty, ale .. - Znów pomyślałam o tym bezbronnym chłopcu - Ale Dylan Cooper mi je spalił..
- Słucham? - Na dźwięk imienia chłopaka, starszy mężczyzna przełknął głośno ślinę - Cooper? - Powtórzył. Kiwnęłam wolno głową i pokazałam dyrektorowi elektroniczne urządzenie - Co to takiego?
- Proszę obejrzeć.. - Zrobił to a następnie jego wzrok utkwił na mojej przerażonej twarzy. Wiedział, że się boję. Że długo myślałam o tym czy mu powiedzieć i zdawał sobie sprawę z tego, że mogę mieć kłopoty.
- Z tym chłopakiem są same problemy - Warknął - Jestem tu zaledwie od niecałego miesiąca a każdy dzień szokuje mnie bardziej. Co ten chłopak sobie myśli? To niedorzeczne!
- Proszę Pana...
- Tak?
- Dylan to niebezpieczny chłopak.. Niech Pan uważa...
- Spokojnie. Umiem sobie radzić z tego typu uczniem. Zajmę się tą sprawą.
- Tylko proszę nie mówić nic o mnie...
- Rozumiem - Wtrącił - Możesz już iść - Posłał mi lekki uśmiech, który był bardziej niż sztuczny i powrócił do swoich obowiązków - A i jeszcze jedno..
- Tak? - Zdziwiłam się i spojrzałam na niego.
- Możesz zostawić mi swoją komórkę? Oddam ją jutro. Chcę mieć dowód a to nagranie jest świetnym materiałem. Zrobię wszystko, aby ten smarkacz opuścił moją szkołę.
- Dobrze - Położyłam telefon na jego blacie a potem wróciłam na lekcję opowiadając przyjaciółce o tym co się stało. Paulina była wystraszona moim zachowaniem i stwierdziła, że jestem głupia kapując na tego bandytę.
- Musiałam to zrobić! - Oburzyłam się.
- Teraz to już na pewno się do Ciebie dobiorą!
- Nie boję się ich - Skłamałam. Zadzwonił dzwonek. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę z dziewczyną, więc szybko się spakowałam i wyszłam z klasy. Na korytarzu spotkałam Michała, który przytulił mnie, pocałował i odprowadził na parking.
- Odwieźć Cię? - Spytał muskając dłonią mój policzek.
- Chętnie - Posłałam mu ciepły uśmiech i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Tak bardzo cieszę się, że go mam. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod szkoły udając się na krótką przejażdżkę. Zawiózł mnie do palmiarni, zabrał na lody a także pokazał wiele ciekawych miejsc o których nawet nie miałam pojęcia. W końcu dojechaliśmy do mojego mieszkania. Chciałam otworzyć drzwi, kiedy wyprzedził mnie i jak strzała ruszył w moim kierunku. Nim się obejrzałam, już stał obok mnie, podając rękę do pomocy. Złapałam ją i wstałam z siedzenia z gracją i elegancją. Zaśmiał się.
- Idziemy dziś do kina? - Spojrzałam na niego i prawdę mówiąc, byłam pod wrażeniem. Ciągle miał jakieś pomysły, niespodzianki. Już chciałam się zgodzić i już wypowiadałam słowo ,, tak '' , ale przypomniałam sobie, że nie mam jak na razie pieniędzy. Kieszonkowe dostaje dopiero jutro.
- Przepraszam, ale nie mam teraz kasy.. Kiedy indziej pójdziemy - Gdy już chciałam po raz drugi go przeprosić i zaoferować jakiś spacer bądź, abyśmy się gdzieś przejechali, on nie dopuścił mnie do słowa.
- Wpadnę po Ciebie o 19. Bądź gotowa.
- Michał! Nie będziesz za mnie płacił! - Oburzyłam się jego postawą.
- Też Cię kocham - Pocałował mnie w polik po czym się lekko uśmiechnął. Wrócił do pojazdu następnie odjechał spod mojego mieszania.. Zaklęłam pod nosem, ale szybko na mojej twarzy pojawił się uśmiech i wolnym krokiem ruszyłam do środka budynku. Chyba naprawdę się zakochałam w tym chłopaku...
Pierwsze co zrobiłam to wzięłam się za odrabianie lekcji. Miałam tak dobry humor, że mogłabym zrobić wszystko. Następnie postanowiłam się czegoś dowiedzieć na temat policjanta, który trafił do szpitala. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Poszperałam trochę po internecie aż w końcu znalazłam, krótką notkę gdzie pisali, że mężczyzna jest otoczony prawdziwymi fachowcami i, że już jest wszystko w porządku. Nic mu nie będzie. Kamień spadł mi serca a uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej. Usłyszałam jak ktoś pałęta się po kuchni.
- Tak szybko dziś wróciłaś? - Spojrzałam na kobietę, która szesnaście lat temu mnie urodziła.
- Mieliśmy mniej pracy. Jak było w szkole?
- Jak zawsze - Wzruszyłam ramionami. Poza tym, że jestem zastraszana to wszystko gra - Nudno.
- Chodź tu do mnie - Podeszłam do swojej matki i mocno ją do siebie przytuliłam - Kocham Cię żabko.
- Ja Ciebie też - Uśmiechnęłam się do niej czule a potem zabrałyśmy się za przygotowywanie obiadu - Mamo?
- Tak? - Uniosła jedną brew do góry widząc moją dziwaczną minę - Coś się stało kochanie? - Zaniepokoiła się.
- Nie.. Nie.. Skądże - Wybuchnęłam wielkim śmiechem - Po prostu... Chcę Ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Ja.. Jestem z Michałem - Wzrok wbiłam w podłogę nie mając odwagi spojrzeć jej w oczy.
- Naprawdę?! - Kiwnęłam głową na co ona wpadła w jeszcze większy entuzjazm - To fantastyczna wiadomość! Ten chłopak od zawsze Ci się podobał!
- O kim rozmawiacie? - Przerwał mój kochany tatuś, który nie wiadomo skąd pojawił się w pomieszczeniu. Co oni tak szybko dziś wracają z tej pracy?! - Coś przegapiłem?
- O, witaj skarbie - Podszedł do mamy a ich przywitanie wyglądało jakby nie widzieli się kilka lat. Chciałabym, aby właśnie moja rodzina, którą stworzę z jakimś mężczyzną, wyglądała właśnie tak. Są idealnie dla siebie stworzeni a poznali się kiedy mieli po pięć lat. Mimo to, wytrwali ze sobą do końca. Ja mówiąc o mężczyźnie, mam na myśli, aby ojcem moich dzieci był nie kto inny jak Michał.
- Nasza córka ma chłopaka - Wyrwał mnie z zamyśleń głos mamy. Chichotała na każdą stronę.
- To prawda?
- Tak.. - Wyszeptałam - Jestem z Michałem.
- Z tym bogaczem z sąsiedztwa?
- Tato! On jest niesamowity..
- Sam to ocenię. Masz przyprowadzić go na kolację.
- Słucham? - Parsknęłam śmiechem - Żartujesz? Powiedz, że żartujesz..
- Jestem całkiem poważny. Jutro macie zjawić się u nas hm... o osiemnastej?
- Wyśmienicie! - Razem z mamą wysłali sobie szatańskie uśmiech na co ja nie mogłam patrzyć.
- Odechciało mi się jeść. Będę w swoim pokoju - Spiorunowałam ich wzrokiem i odeszłam od stołu - A i jeszcze jedno..
- Tak?
- O dziewiętnastej przyjedzie po mnie Michał. Idziemy do kina - Teraz to ja posłałam im szatański uśmieszek i nie czekając na odpowiedź, wróciłam do pokoju gdzie uszykowałam się na tak zwaną ,, randkę ''. Włożyłam na siebie zgrabną, biało-czarną sukienkę a do tego czarne, wysokie szpile. Włosy pozostawiłam w normalnym stanie tyle, że dziś je lekko podkręciłam. Makijaż nie był za mocny, wręcz przeciwnie. Podkreślał moją delikatną cerę. Wtedy coś sobie przypomniałam. Przecież ja nie mam telefonu - Niech to szlag! - Wrzasnęłam wkurzona. Jak ktokolwiek ma się ze mną skontaktować?! Kurwa, kurwa, kurwa! Odpaliłam laptopa tak szybko jak mogłam i weszłam na facebook'a. Stamtąd napisałam do Michała, że w razie czego ma do mnie nie dzwonić ani nie pisać. Zrozumiał.
- Co jest... - Zerknęłam na link dodany przez jednego chłopaka ze szkoły. Miałam go w znajomych bo to kolega mojego chłopaka. Z ciekawości otworzyłam zawartość tego co udostępnił na swojej tablicy. Matko.
- Masz jakiś kurwa problem? - Odezwał się mężczyzna mający około dwudziestu lat.
- Ty nim jesteś - Warknął Dylan, który już zaciskał swoją pięść pod wpływem gniewu. Był wkurwiony - Nie podoba mi się to, jak potraktowałeś moją dziewczynę.
- Tą szmatę? Sama pchała mi się do łóżka - Zaśmiał się.
- Co Ty powiedziałeś?
- Zejdź mi gówniarzu z oczu.. - Blondyn chciał go wyminąć i odejść, jednak Cooper mu na to nie pozwolił. Chwycił go z całej siły za ramię i pchnął na ziemie jednym ruchem. Potem dopiero rozpętała się bójka.. Dylan nie okazał mu litości. Twarz tego faceta pod koniec filmiku, wyglądała masakrycznie. Masakrycznie? To mało powiedziane. Natomiast Dylan? Nie dało się go uspokoić.
Miałam dosyć. Zamknęłam klapkę laptopa i próbowałam wyrównać oddech. Żołądek podchodził mi do gardła. W co ja się wpakowałam? Przecież jak on się dowie, że na niego doniosłam to ze mną zrobi to samo, albo jeszcze gorzej...
Dochodziła dziewiętnasta. Czas się zbierać. Nałożyłam na siebie jeszcze tylko czarną skórę i opuściłam dom, nie narażając mojego chłopaka na spotkanie z moim kochanym, opiekuńczym aż za bardzo, ojczulkiem. Humor miałam mieszany, jednak kiedy tylko zobaczyłam Michała, na twarzy od razu pojawił mi się uśmiech.. Nie jakiś taki wielki, ale to zawsze coś. Przywitałam się z nim, wsiadłam do pojazdu i odjechaliśmy, nim moi rodzice zorientowali by się, że właśnie mieli okazję pogadać z miłością mojego życia......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz