,, I am a fucker ''
Rozdział 6
Stałam pod klasą czekając już na ostatnią lekcję. Paulina zniknęła gdzieś z tym całym Diukiem zostawiając mnie przy okazji samą sobie a Michał został zwolniony przez mamę z jakiegoś tam powodu. Chyba jechał do lekarza. Potem do niego zadzwonię. Nic innego mi nie pozostało jak słuchać muzyki przez słuchawki. Byłam tak bardzo zamyślona o tym co się stanie jak Dylan odkryje, że to ja go wydałam, że nie zauważyłam mijającej mnie postaci. Szturchnęła mnie w ramię tak mocno aż poczułam piekielny ból. Mój telefon również na tym ucierpiał. Wypadł mi z rąk i z wielkim hukiem, zmierzył się z ziemią. Wpadłam w szał. Jak można być takim idiotą, aby nie zauważyć dziewczyny stojącej na samym widoku?
- Jak cho...! - Wrzasnęłam, ale kiedy tylko zobaczyłam z kim mam do czynienia, głos mi się załamał i momentalnie ucichłam. Na dodatek ze strachu cofnęłam się kilka kroków do tyłu. Chłopak spojrzał na mój telefon po czym wziął go do ręki i obejrzał dokładnie z każdej strony - Co robisz?! - Chciałam wyrwać mu to urządzenie, jednak był szybszy i zwinniejszy. Nie miałam z nim szans.
- Chyba mamy do pogadania - Warknął odtwarzając jedno z nagrań. No świetnie. Już po mnie.
- Dylan.. ja.. - Zaczęłam się bezbronnie jąkać. Wpadłam jak śliwka w kompot. Nim cokolwiek dodałam, chwycił z całej siły moje ramię i zaczął ciągnąc mnie do wyjścia - Puszczaj! - Wrzeszczałam z nadzieją, że ktoś mi pomoże. Ludzie tylko się patrzyli. Nikt nie ruszył mi na ratunek. Banda tchórzy!
- Zamknij pysk! - Pchnął mną o ścianę tuż przy samych drzwiach - Tak myślałem, że to Twoja sprawka - Zacisnął pięść i z całej siły uderzył nią w ścianę. Milczałam. Wolałam siedzieć w ciszy i nie pogarszać sprawy. Tak to mi wpierdoli i sobie pójdzie. Skuliłam więc swoje ciało zakrywając przy tym twarz i czekałam na swój koniec - Co Ty odpierdalasz? - Prychnął.
- No dalej! Zrób to! Pobij mnie a potem zostaw w spokoju!
- Co? - Zaśmiał się - Nie zamierzam Cię bić. Nie jestem damskim bokserem.
- Nie ? - Zdziwiłam się - Więc w takim razie co...
- Mam dla Ciebie coś znacznie lepszego - Znów chwycił mnie za ramiona, tym razem mocniej i zawlókł moje kruche kończyny wraz z nogami na parking tuż za szkołą. Miejsce te było puste. Brak żywej duszy. W sumie dla mnie to było bez różnicy czy ktoś tu jest czy nie bo i tak bym musiała sobie radzić sama - Wsiadaj - Nakazał, wskazując palcem swój samochód. Spojrzałam na niego spode łba.
- Nigdzie z Tobą nie jadę.
- Wsiadaj - Powtórzył głośniej. Założyłam ręka na rękę i stanęłam do niego tyłem.
- Nie - Zaśmiał się tylko chamsko co sprawiło, że zaczęłam się niepokoić. Może to naprawdę jest psychopata? Jaką mam pewność, że wsiadając do tego auta, nie zabije mnie? Jasne, boję się go, boję się tak cholernie, że on czuje mój strach, ale do chuja nie wsiądę z nim do samochodu. Wolałabym wpaść pod pociąg. Dosłownie. Zginęłabym wtedy prawdopodobnie od razu, na miejscu a z nim? Napawałby się moją bezradnością i strachem przez co przeżywałabym cholerne katusze.
- W takim razie chętnie zrobię z Twoim chłopakiem to co z tym policjantem - Wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę fajek, gdzie w tym jedną odpalił i mocno się zaciągnął. Dym powędrował do jego płuc a on napawał się nim jak czymś wyjątkowym. Zapach tego świństwa podrażnił mi nos. Nie żebym nigdy nie paliła. Po prostu rzuciłam kilka miesięcy temu i nie chcę do tego za nic w świecie wrócić. Strata czasu i kasy.
- Co? - Zatrzepotałam gwałtownie rzęsami. Wspomnienie tamtego wieczoru zasłoniło mi wszystkie myśli. Krzyki, hałas, piski opon, strzał, ranny policjant, karetka, radiowóz. Czy on do cholery mówi poważnie?! Spojrzałam mu w oczy. Zmroziło mi krew w żyłach. Wtedy zaczął dzwonić mój telefon, który w dalszym ciągu był w posiadaniu Dylana - Oddaj mi go.. - Szepnęłam.
- Chwila, chwila - Spojrzał na nadawcę połączenia. Nie mówiąc mi kto dzwoni, wyłączył telefon i schował z powrotem do kieszeni - To nikt ważny - Mruknął.
- Jak śmiesz?! - Nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego co nie było najlepszym pomysłem, ale teraz miałam to w dupie. Zabrał mi moją własność! Był silniejszy i szybszy. Skończyło się na tym, że trzymał moje nadgarstki. Nieoczekiwanie na parkingu zaczęli pojawiać się ludzie. Lekcje musiały dobiec końca. Każdy wpatrywał się we mnie jakimś dziwnym wzrokiem jakbym nie wiem co zrobiła. Chwile później zorientowałam się o co chodzi. Przecież stałam z Dylanem. Obok niego. Na dodatek trzymał mnie za dłonie. Jedną z osób przechodzących kilka kroków od nas, był kolega Michała, Andrzej. Co jak on mu o tym powiem? Jak się z tego wytłumaczę?
- Wsiadaj do samochodu - Powtórzył mi do ucha znudzony tym wszystkim. Biła od niego obojętność i ciutka gniewu, na co aż się skrzywiłam. Zerknęłam na niego. Teraz był wkurwiony. Przypomniałam sobie jego słowa, że Michałowi może się coś stać. Tylko i wyłącznie dlatego postanowiłam wsiąść do środka. Kiedy otworzyłam drzwi, spiorunował mnie wzrokiem.
- Chyba sobie żartujesz - Oburzył się unosząc brew do góry - Nawet nie waż się tam siadać.
- To gdzie mam usiąść? - Warknęłam. Nie dość, że zmusza mnie do tego to jeszcze mówi, że nie życzy sobie mojej obecności tuż przy nim.
- Jazda do tyłu.
- To są jakieś jaja..
- Wybacz, ale nie chcę, aby widziano mnie w Twoim towarzystwie. Szkoła a ulica to co innego. Nie moge pozwolić byś zepsuła mi moją reputację - Wzruszył obojętnie ramionami - Spadaj na tył - Zamiast otworzyć mi grzecznie drzwi jak dżentelmen, olał sprawę i sam pierwszy wszedł do środka. ,, Świnia '' pomyślałam a następnie tuż za nim wgramoliłam się do środka pojazdu. Dylan jeździł czarnym Jaguarem F-TYPE R . Siedzenia ze skóry, miętowy zapach roznoszący się dookoła i te wygodne poduszeczki tuż nad głowami. Muszę przyznać, ze autko miał zajebiste. Jak taki cham może mieć takie cudeńko? Przecież jest lepsze niż te Michała. I z pewnością dużo droższe.
- A tak właściwie to dokąd jedziemy? - Spytałam dopiero teraz. Co za idiotka. Nagle drzwi się zatrzasnęły. Co się dzieje? - Co Ty...
- Pierwszy błąd jaki popełniłaś to było zgrywanie bohaterki.
- Proszę, otwórz te drzwi. Zmieniłam zdanie..chcę wyjść.. - Szarpałam za klamkę, jednak nic to nie dało. Miał to w dupie.
- Drugi z kolei to było pójście do dyra i nakapowanie na mnie i mojego przyjaciela - Wtrącił - Tego Ci nie daruję. Moja cierpliwość się skończyła. Działasz mi na nerwy i przez Ciebie mam o jeden kłopot więcej niż powinienem. A kłopotów trzeba się zawsze pozbywać.
- Co zamierzasz?..
- Pokaże Ci jak kończą osoby, które ze mną zadzierają.
- Proszę Cię.. wypuść mnie.. - Odpalił silnik i odjechaliśmy. Krzyczałam i błagałam, by stanął, ale kiedy wyciągnęłam w jego kierunku rękę, wcisnął jakiś przyciski powodując, że pomiędzy nami wyłoniła się duża, gruba, czarna szyba. Co do chuja pana? Walnęłam w nią pięścią. Nic. Zero reakcji z jakiejkolwiek strony. Ani szyba nie drgnęła, ani on się nie odezwał. W dodatku puścił muzykę na ful - Dupek! Świnia! Kretyn! - Wrzasnęłam. Po kilkunastu minutach, skuliłam się na siedzeniu i wybuchnęłam płaczem. Dokąd jedziemy? Wzrok mój przenosił się z jednego budynku na drugi. Nie miałam przy sobie nawet telefonu, aby powiadomić rodziców, że spóźnię się do domu. Paulina będzie się niepokoić bo o szesnastej się przecież umówiłyśmy a o dziewiętnastej Michał miał do mnie przyjechać. Wrócę do tej godziny? Zamknęłam powieki i zasnęłam od razu, kiedy już nie rozpoznawałam uliczek w jakie wjeżdżamy.
Obudziłam się dopiero wtedy, kiedy ktoś mną szarpnął. Otworzyłam wolniutko oczy z początku nie ogarniając gdzie się znajduję. Kiedy tylko dostrzegłam, że przede mną stoi dwóch mężczyzn, wstałam momentalnie na równe nogi. Aż się zachwiałam.
- Kim jesteście?.. - Szepnęłam przerażona. Rozejrzałam się energicznie dookoła. Znajdowaliśmy się na jakimś parkingu na odludziu, gdzie stały tylko dwa auta. Jedno Dylana a drugie musi należeć do jego kolegi, znajomego, przyjaciela. Chuj wie kim on jest. Nie znałam go. Długie, blond włosy zwisające mu do ramion, licho zbudowana sylwetka, czarne, podkrążone oczy, stare ubrania w których były dziury.. Na sam jego widok chciało mi się rzygać. Wyglądał tragicznie i był tragiczny.
- Witaj ślicznotko - Przejechał koniuszkami palców po moim lewym policzku. Odruchowo stanęłam kilka kroków do tyłu na co tylko się zaśmiał. Zęby jego były lekko żółte i krzywe. Nos długi, spiczasty - Spokojnie.. Jak na razie nic Ci nie zrobię. Nie bez jego zgody - Wychrypiał przez co przeszły mnie ciarki. Spoglądając mu w oczy, wyczytałam, że czegoś pożąda. A dokładniej to kogoś.
- Eryk, wyluzuj. Najpierw sprawy oczywiste - Szatyn znów wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, potem papierosa i zapalniczkę dzięki której odpalił to gówno. W jednej chwili zaciągnął się ostro dymem, który prawdopodobnie przyczyni się do jego szybszej śmierci, ale co kto woli.
- Więc ile chcesz? Mogę dać Ci dziesięć tysięcy.
- Żartujesz? - Prychnął. W świetle słońca wyglądał uroczo i bardzo przystojnie. Jakbym go nie znała i nie wiedziała kim jest, mogłabym stwierdzić, że przykuł moją uwagę jako mężczyzna - Za nią pociągnę z dobre pięćdziesiąt kafli. Przecież widać, że to dziewica - Wskazał na mnie ręką w której trzymał odpaloną szluge. Czy oni rozmawiają o mnie? Byłam tak sparaliżowana, że nic nie ogarniałam.
- O czym wy do diabła mówicie?! - Wtrąciłam wzburzona - Jakie pięćdziesiąt kafli?!
- Za ten charakter powinieneś dziesiątkę odjąć - Mruknął blondyn odsłaniając tym gestem swoje obrzydliwe zębiska. Zrozumiałam o co chodzi. Dylan przywiózł mnie tu, aby po prostu, nadzwyczajnie w świecie mnie sprzedać! Mnie! Poczułam się jak dziwka. Jak jakaś tania, niepotrzebna dziwka. Do oczu naleciały mi łzy. Wiedziałam, że ten koleś jest zdolny do wszystkiego, ale nie sądziłam, że handluje żywym towarem. Halo, Ross! Co Ty sobie myślałaś?! Człowiek, który strzela do policjanta i napada na bank, jest zdolny do wszystkiego!
- Ty.. Ty pieprzony skurwielu! - Wrzasnęłam i ruszyłam czym prędzej do ucieczki. Nie wiem dokąd biegłam, ale wiedziałam jedno. Nie mogę zostać dłużej z tym psychopatką. Znajdowałam się w dużym niebezpieczeństwie. Oj w bardzo dużym. Jednak daleko nie uciekłam. Kilka minut później, poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę przez co musiałam stanąć. Chwycił mnie tak mocno, że aż pisnęłam z bólu - Puszczaj! Nie jestem jakąś dziwką! Puść mnie debilu!
- Zamknij pysk i się uspokój bo odstraszysz mi klienta - Sapnął - Nie jesteś dziwką, racja, ale szybko możesz się nią stać - Zaśmiał się. Łzy spływały mi coraz bardziej po twarzy nie mając już żadnej nadziei na ratunek. Zacisnęłam rękę w pięść i kilka minut później, wycelowałam porządny strzał w jego prawy policzek. Zachwiał się, ale nie upadł. Przetarł tylko odrobinkę krwi, która spłynęła po jego twarzy a uśmiech z jego ust zniknął w sekundę. Przywlókł mnie z powrotem na miejsce parkingu i pchnął na maskę samochodu.
- Zadziorna. Lubię takie - Wyszeptał mi wprost do ucha blondynek. Uderzyłabym go w twarz zaraz po tym jak klepnął moją dupę, ale niestety miałam związane obie ręce. Chwycił mnie za włosy, podnosząc przy tym moją głowę do góry. Cały czas stałam tyłem do niego - Teraz mnie pocałuj. Chce poczuć jak smakujesz.
- Idę się wylać a Ty ją przetestuj - Rzekł Dylan i odszedł zostawiając mnie z tym zboczeńcem samą. Zbliżył się do mnie, obrócił i zabrał się za całowanie moich ust. Z początku się szamotałam i szarpałam, ale kiedy nie dałam mu rady, stanęłam jak słup czekając aż skończy. Kiedy ta chwila nastąpiła a jego uścisk się rozluźnił, wpadłam na pewien pomysł. Zamachnęłam się nogą do tyłu i z całej siły uderzyłam go czubkiem buta w krocze. Zawył z bólu. Do tego dołożyłam swoją pięść, która wylądowała pod jego okiem. Facet padł na ziemię jak kłoda. Tak Ross! To Twoja chwila! To chwila ucieczki! Bierz nogi za pas i znikaj gdzie pieprz rośnie! Dylana w dalszym ciągu przy nas nie było więc wykorzystałam chwilę i wiedząc, że daleko nie ucieknę na piechotę, wskoczyłam do samochodu szatyna i zamknęłam za sobą wszystkie drzwi na zamek. Nim tego dokonałam, najpierw przebiłam szkłem leżącym obok samochodu, oponę tego jak mu tam.. Eryka. Muszę przyznać ze za kierownicą, auto wydawało się jeszcze większe i bardziej skomplikowane. Masa przycisków i jakiś kluczyków. Zerknęłam przez okno na tego oblecha. Wstawał już na nogi. Pośpiesz się dziewczyno! Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Wzięłam pierwsze lepsze klucze do ręki i włożyłam do stacyjki. Pasowały jak ulał! bingo! Chociaż nie miałam prawa jazdy, jeździć potrafiłam. Odpaliłam to cudeńko dodając od razu gazu i ruszając z piskiem opon. Na sam środek drogi wybiegł mi zdezorientowany Dylan.
- Ty sukinsynie.. - Mruknęłam sama do siebie zatrzymując auto na przeciwko niego. Dzieliły nas tylko liche metry. Widząc jego wkurwienie na twarzy, nie mogłam się teraz poddać. Zabiłby mnie gołymi rękami.
- Mój towar! - Usłyszałam głos tego obleśnego typka. Zapomniałam zamknąć szyby.
- Złaź z drogi! - Krzyknęłam do szatyna. Nie chciałam trafić do więzienia za zabicie tego dupka. Nie był tego wart.
- Wysiądź z tego samochodu a oszczędzę Ci życia.. - Warknął szatyn.
- Złaź z drogi! - Powtórzyłam stanowczo.
- Już nie żyjesz szmato. Nie wiesz z kim zadarłaś... - Ruszył wolnym krokiem w moją stronę. Spojrzałam na drżące ze strachu dłonie. Byłam na skraju załamania. Nigdy w życiu tak się nie bałam jak teraz. Słowo honoru. Jednak teraz wolę umrzeć niż wpaść w jego ręce.. Wcisnęłam wsteczny po czym od razu z wielką prędkością ruszyłam do przodu. Autko było dość szybkie. Wyciągało maksymalnie aż 400km/h . No, no. Nigdy wcześniej takiego nie widziałam. Wracając do tematu. Już myślałam, że jednak pójdę do więzienia za potrącenie go, ale w ostatniej chwili udało mu się odskoczyć a ja wjechałam na ulicę. Poczułam ogromną ulgę zostawiając tego dupka na tym parkingu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz