sobota, 9 maja 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 9

- Proszę, puść... - Szepnęłam dławiąc się własnymi łzami.Szatyn rozkazał Alanowi zostawić nas  samych. Tamten spełnił jego prośbę bez żadnego ,, ale '' , uśmiechając się do mnie jak głupi. Nie mam pojęcia który jest gorszy i głupszy. Alan czy Dylan?. Pewnie ich mózgi są jednakowej wielkości. Wracając do mnie... Stałam teraz na zapleczu, czyli w małym pomieszczeniu razem z Dylanem. Trzęsłam się ze strachu jak jakaś galareta. No bo wiecie. Jak byście się czuli z psychopatą w jednym pomieszczeniu, nie mając szans na ucieczkę? Na dodatek kręciło mi się w głowie od nadmiaru alkoholu w organizmie. Po co tyle piłam?! Tak to bym dała radę uciec a teraz to ruszę się krok do przodu i upadnę potykając się o własne nogi. Niech to wszystko trafi szlag! Spróbowałam obrócić głowę, ale mi na to nie pozwolił. Aby podkreślić, że on tu rządzi, pociągnął za kosmyk moich długich, kręconych włosów.
- Po pierwsze...- Warknął ciągnąc mnie przy tym jeszcze bardziej. Pisnęłam z bólu. Zapewne wyrwał mi kilka cebulek bo szarpnięcie było całkiem mocne - Nigdy więcej nie waż się wsiadać za kierownicę mojego samochodu!Jeszcze raz to zrobisz, a nie będzie co po Tobie zbierać. Po drugie.. Opony które mi przebiłaś do tanich nie należą! Zapłacisz za to. A po trzecie! Tym razem mi nie uciekniesz - Zaśmiał się szyderczo. Przełknęłam głośno ślinę, modląc się w duchu, aby stał się jakiś cud i, żebym przeniosła się teraz do innego pomieszczenia.
- Dylan..Błagam.. - Czułam jak moje policzki stają się mokre od łez cieknących z moich oczu. Czyżby to był właśnie mój koniec? Nie mogę umrzeć nie pocałowawszy już Michała, nie zobaczywszy Pauliny, mamy, taty....
- No i co mam teraz z Tobą zrobić? Jest wiele opcji - Rzekł raczej sam do siebie niż do mnie - Ciągle mam z Tobą kłopoty - Syknął. Milczałam. Nie widziałam co powiedzieć, więc po prostu byłam cicho i czekałam - Odstraszyłaś mi klienta.. Na sprzedaż już nie pójdziesz a Tyle bym zarobił dzięki Tobie... - Mówił do mnie jak do jakieś rzeczy. Obchodził się ze mną jak z przedmiotem. Chciało mi się płakać jeszcze bardziej. Nigdy nie byłam tak poniżona jak przez niego. Nigdy nikt mnie tak nie traktował jak on. Nienawidziłam go z całego serca. Po prostu go nienawidziłam. Nagle poczułam przypływ energii. Alkohol zaczął dawać o sobie znaki. Moje ciało buzowało i z każdą następną sekundą, czułam złość i jeszcze większą nienawiść do tego gnojka. Przypomniałam sobie sytuację gdzie o mały włos nie zostałam sprzedana jako dziwka. Wybuchnęłam.
- Ty dupku! - Wrzasnęłam łapiąc za pierwszą lepszą patelnię z boku. Wymierzyłam silny cios w jego ramię chwiejąc się na nogach na co on przeklął z bólu. Prawię upadł. Bolało. Bardzo dobrze! Miało boleć! - Nienawidzę Cię! Nienawidzę! - Krzyczałam jak opętana. Zamachnęłam się po raz drugi, jednak tym razem udało mu się obronić. Cholera. Złapał moją dłoń, blokując mi przy tym ruchy. Nasz wzrok się napotkał. Przerywając tą sytuację, pchnął mnie na jeden ze stołów.
- Popełniłaś wielki błąd .. - Warknął ściskając dłoń w pięść. Chwycił gwałtownie moją szyję przez co po raz drugi musiałam stanąć do niego twarzą. Zaczęło brakować mi powietrza. Znów spojrzałam mu w oczy. Dziwne uczucie. Jakby przeszły mnie ciarki. Z każdą sekundą coraz bardziej się dusiłam. Jego uścisk na mojej szyi był mocny oraz stanowczy.  Dostrzegłam w jego wzroku coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo. Nie potrafiłam w tamtej chwili odgadnąć co to dokładnie było. Ku mojemu zdziwieniu, poluźnił swój uścisk, dając mi tym możliwość do zaczerpnięcia dużej ilości powietrza.  Zobaczyłam też, że przez ułamek sekundy się wahał i nawet pomyślałam, że chce mnie puścić, ale nie trwało to długo. Wiedziałam, że dostanę ostro w kość. Zaczęłam krzyczeć z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy a on wpadł w jeszcze większy gniew. Jabłko leżące na talerzu, znalazło się w mojej buzi i blogowało mi zdolność mówienia. Mówiłam już, że nienawidzę tego gnoja? Bo właśnie tak jest. Nienawidzę go! - Kim powinienem się teraz zająć? Twoją przyjaciółką? - Parsknął - Może ona by się nadała na sprzedać? Co prawda pójdzie taniej niż Ty, ale to zawsze coś - Zaśmiał się - A może Twoim chłoptasiem? Chętnie rozwalę mu ten ryj... - Wymierzyłam mu ostrego kopa w sam środek jego krocza. Zawył  i chwycił się za spodnie. Skorzystałam z tej szansy i ruszyłam do ucieczki. Potknęłam się o krzesełko po czym upadłam na podłogę. Był tuż za mną- Ty suko! - Zamachnął się ręką, kiedy jak przez mgłę zobaczyłam upadającego na podłogę Coopera. Czułam się koszmarnie. Strasznie kręciło mi się w głowie i ledwo co, mogłam oddychać.
- Michał.... - Szepnęłam, kiedy podbiegł do mnie mój chłopak. Skąd on się tu wziął? Czyżby rzeczywiście stał teraz przy mnie? Czy może to moja wyobraźnia płata mi figle?
- Spokojnie.. Będzie dobrze... Chodź, zabiorę Cię stąd... - Skinęłam posłusznie głową a on wziął mnie na ramiona, następnie wyprowadzając z sali.
- Dokąd idziemy? .. - Spytałam.
- Daleko od niego. Nie pozwolę Cię więcej skrzywdzić - Złożył na moich ustach delikatny pocałunek a koniuszkiem palców, przejechał po moim czerwonym policzku....
- Michał? .. - Jęknęłam.
- Tak?
- Boję się go... - To były ostatnie trzy słowa jakie wypowiedziałam. Byłam tak zmęczona, że zamknęłam oczy i chwilę potem, odpłynęłam.

***Dylan***

,, Zabije skurwiela. Zabiję. ''. Otarłem dłonią krew spływającą z kącika moich ust i splunąłem śliną na podłogę. Nie podaruje chujowi choćby nie wiem co. Nie ma pojęcia z kim zadarł. Podniosłem rękę do góry, ale nie zamierzałem jej uderzyć. Nie jestem damskim bokserem. Chciałem przypierdolić pięścią w ziemię, nie w nią. Wtedy ten frajer pojawił się nie wiadomo skąd i rzucił się na mnie z pięściami. Oddałbym mu, gdyby nie to, że byłem totalnie zaskoczony. W ogóle po jaką cholerę on się wpierdolił? Nikt go tu nie chciał. Ja go tu nie chciałem. Miałem być tylko ja i ona. Już od dawna planowałem spotkanie z nią sam na sam.
- Kurwa! - Wrzasnąłem. Pierwszy raz w życiu przytrafiło mi się coś takiego. Miałem ją w garści. Trzęsła się, bała... Czułem jej strach. Było zajebiście! A ten kretyn wszystko spieprzył. Pożałuje tego.
Wyciągnąłem z kieszeni kurtki telefon i od razu wybrałem numer Alana.

,, Czekaj tam gdzie się umówiliśmy. Już idę ''.

Nie musiał odpisywać, abym wiedział, że wszystko gra. Podciągnąłem rękawy kurtki do łokci i wyszedłem na zewnątrz.
- Czas się zabawić - Warknąłem.
Siedziałem w swoim aucie na tyłach klubu. Razem ze mną był Alan i David, którzy w tym momencie przyjmowali w płuca coś znacznie mocniejszego niż fajki. Normalnie też bym sobie zapalił, ale nie teraz. Muszę mieć sporo sił. Spojrzałem zniecierpliwiony na zegarek. Ile można czekać do chuja?!
- Wyluzuj - Z rozmyśleń wyrwał mnie głos przyjaciela. Posłałem mu piorunujące spojrzenie, aby zamknął pysk. Nie potrzebowałem w tamtej chwili dobrych rad - Chcesz trochę?
- Nie.
- Może jednak?
- Powiedziałem, że nie! - Teraz to on spojrzał na mnie spode łba. Wiem, że nie powinienem na niego krzyczeć, ale wszystko działało mi na nerwy. Ta laska działa mi na nerwy. A on wiedział, że jestem mega wkurwiony, bo tylko wtedy tak się do niego odnoszę. Kiwnął głową w geście zrozumienia i zabrał się za palenie kolejnego blanta. David najwyraźniej był już lekko zjarany bo uśmiech nie schodził mu z tej gęby - Z czego rżysz? - Warknąłem. Dobrze się dogadywaliśmy i lubiłem jeździć z nim kraść czy wpierdolić komuś niezły łomot, bo muszę przyznać, ale bić to się umiał. Jeżeli trzeba było, to nie miał żadnych skrupułów tak jak ja. Tym się właśnie różnił od Alana. Potrafił w pięć minut, pokonać całą drużynę futbolową. Oczywiście nie był moim przyjacielem. Był czymś w rodzaju dobrego kumpla. Ja nie posiadam przyjaciół. Ja posiadam najlepszego brata, którym jest tylko i wyłącznie ten dupek Alan Frycz.
- Tyle zachodu o jedną laskę - Wzruszył obojętnie ramionami. O laskę? On chyba nie wie co mówi - Teraz powinniśmy być w drodze na akcję. Rickowi się to nie spodoba.
- Ta laska nakapowała na mnie dyrkowi, ukradła mi auto i przebiła w nim wszystkie opony. W dodatku mam sprawę do załatwienia z jej chłopakiem - Na samą myśl o tym idiocie, ręce mnie świerzbią. Już sobie wyobrażam jak łamię mu wszystkie kości.
- Wiesz, że Rick się wkurwi.
- Nie obchodzi mnie ten idiota - Może i był ode mnie silniejszy i starszy, ale w nosie to miałem. Wyciągnąłem ze schowka paczkę swoich ulubionych fajek i odpaliłem jedną. Mocno się zaciągnąłem aromatem jaki z siebie wydawała. Mięta. Dym palonego tytoniu rozniósł się po całym pomieszczeniu o ile wnętrze samochodu można nazwać pomieszczeniem. Trochę się rozluźniłem. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Roksana. Ja pierdole.
- Nie odbierzesz? - Alan jakby nigdy nic, oparł się wygodnie na siedzeniu. Dziś wyjątkowo cholernie doprowadzał mnie do szału.
- Nie - Nie chciało mi się z nią gadać. To, że od czasu do czasu się z nią pieprzę to nie znaczy, że łączy nas związek małżeński. Po prostu lubiłem ją w łóżku i sposób w jaki obchodzi się z moim kutasem. Nic więcej.
Nie przestawała dzwonić. W końcu nie wytrzymałem i odebrałem wielkim warknięciem.
- Czego?!
- Może wytłumaczysz mi z łaski swojej, dlaczego od wczoraj mnie unikasz?! - Jej piskliwy głos powodował, że mam ochotę coś rozpierdolić. Coś, albo kogoś. Już wiedziałem na kim się wyżyję - A no tak. Przecież wiem. Masz nową dziewczynę!
- Dziewczynę? - Burknąłem zdziwiony jej słowami. Czy ona się czegoś naćpała? Jasne, wciągałem czasem z nią to i owo, ale bez przesady. Takich mocnych psychotropów jak ona, to jeszcze nie próbowałem.
- Przepraszam.. Narzeczoną.. Co Ty sobie wyobrażasz?! Że możesz ze mną pogrywać?!
- O co Ci chodzi do kurwy nędzy?! - Rzeczywiście musi zmienić dilera. Inaczej będzie z nią źle.
- Wczoraj kiedy do Ciebie dzwoniłam, odebrała jakaś laska i powiedziała, że jesteś zajęty ruchaniem jej. Masz mi coś do powiedzenia? - Od razu pojąłem kto mógł jej nagadać takich bzdur.  Ta suka z którą mam same problemy. Narzeczonym? Serio? Aż się uśmiechnąłem pod nosem. Wiedziałem, że Roksana jest tępa, ale żeby naprawdę uwierzyć w to, że oświadczyłem się jakieś dziewczynie, to szczyt głupoty nawet jak na nią. Nigdy w życiu nie wezmę z nikim ślubu. A na pewno nie z tą jak jej tam... Nawet nie pamiętam jej imienia. Oss?
-Tylko tyle, że jesteś idiotką wierząc komukolwiek, że mogłem oświadczyć się jakieś lasce - Nie dając jej szansy na odpowiedź, rozłączyłem się i wyłączyłem telefon. Nie przestawałby dzwonić a ja bym się tylko jeszcze bardziej denerwował. Nagle ją zobaczyłem. Ledwo trzymającą się na nogach, idącą w stronę jednego z czarnych BMW. Tuż przy niej był ten bogaty pedałek i jej przyjaciółka. Tego drugiego kolesia nie znałem. Chociaż w sumie ostatnio widziałem go w szkole  - Jesteście gotowi? - Zwróciłem się do moich towarzyszy, gasząc jednocześnie papierosa.
- Jak zawsze - Parsknął zadowolony David, kiedy wreszcie mogliśmy opuścić mój samochód. Był tak samo napalony na bijatykę jak ja. Alan tylko pokiwał niesmacznie głową na co się zaśmiałem. Czas wreszcie wyrównać rachunki.
Opuściliśmy pojazd i wolnym krokiem podeszliśmy do moich znajomych. Oczywiście te dwa ostatnie słowa to czysta ironia. Wyłoniliśmy się z cienia, tuż przy ich aucie. Pierwszą osobą, która nas zobaczyła to długowłosa blondynka. Posłałem jej chytry uśmieszek na który zareagowała tak jak się spodziewałem. Wpadła w panikę.
- Pomóc Wam w czymś? - Rzuciłem obojętnym tonem głosu. Paczka przyjaciół podniosła na nas swoje spojrzenie. Ściągnąłem wolniutko kurtkę z ramion i rzuciłem ją na ziemię. Teraz stałem z założonymi na siebie rękoma w samych spodniach, trampkach i bluzce na ramiączka. Zauważyłem, że wzrok szatynki zlustrował mnie od stóp do głowy. Nie spodziewała się tak idealnego ciała jakie miałem. Śmieszne i żałosne jednocześnie.
- Czego chcecie?! - Warknęła. Wciąż była nawalona a alkohol dodawał jej tylko odwagi. Teraz jednak nie chodziło mi o nią. Moim celem był ktoś inny. I właśnie ten ktoś się we mnie wpatrywał.
- Pogadać - David wzruszył ramionami z ckliwym uśmieszkiem. Spojrzałem na niego z miną mówiącą ,, Serio? Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego? ''
- Ewentualnie komuś wpierdolić - Dodałem. Teraz to David spojrzał na mnie rozbawiony. Na Alana wcale nie musiałem patrzyć by stwierdzić, że śmieszy go nasza zabawa. Zawsze tak było. To on był z nas wszystkich tym poważnym.
- Taki słaby jesteś, że przyprowadziłeś kolegów? - Uniosłem brwi ze zdumienia. Ten kretyn miał jeszcze odwagę do mnie podskakiwać.
- Zabawne - Parsknąłem - Oni przyszli tylko się rozerwać.
- Tak? A w jaki sposób?! - Znów się odezwała. Niech najlepiej ktoś zamknie jej te wymalowane szminką usta - Wynoście się stąd!
- W taki - Spojrzeliśmy po sobie z chłopakami i kiwnąłem głową. Wiedzieli o co chodzi. Alan wyjął z kieszeni swojej kurtki mały nożyk, który po chwili się powiększył. David wykonał ten sam gest. Nie wiem czemu, ale od razu spojrzałem na nią. Była przerażona. Myślała, że napadniemy na nich z tymi nożami. Cofnęła się kilka kroków do tyłu a wraz z nią reszta brygady. W sumie to dobry pomysł, ale miałem co innego w planach. David z Alanem zamiast do nich to podeszli do czarnego BMW tego idioty i jakby od niechcenia przejechali ostrym nożem po drzwiach pojazdu.
- Pojebało Was?! - Wrzasnął wkurwiony brunet. Nie wiedział, że to tylko wstępna gra - Dzwonię na policje! - Nim wyjął ze spodni swój telefon, Alan już był tuż przy nim. Chwycił go za szyję i ścisnął z całej siły. Typek zaczął się dusić.
- Nie sądzę - Warknął. Widziałem po minie przyjaciela, że został wyprowadzony z równowagi. Kiedy ktoś go wkurwi, wychodzi z siebie i staje się całkiem inną osobą. Brutalną niebezpieczną. Na samo słowo ,, policja '' , rozpierdala komuś ryj.
- Michał! - Krzyknęła jego dziewczyna. Chyba nagle wytrzeźwiała bo bez żadnego trudu, ruszyła w ich stronę z pięściami - Jesteście nienormalni! Puszczaj go! - Naskoczyła na Alana, który co chwila odpychał ją dłonią. Całą uwagę skupiał na tym idiocie.
- Nie wtrącaj się w to... - Usłyszałem szepty tej drugiej laski. Zwróciła się do tego nowego z naszej szkoły. O proszę. Czyżby byli razem? Zamiast jej posłuchać, rzucił się w stronę swojego kolegi z pomocą. Debil. Myśli, że da radę? Dobre. Kiedy już David skończył świetnie ozdabiać ich samochód wielkimi krechami, wyłonił się jak cień przed tym nowym uczniem.
- Dokąd to? - Parsknął rozbawiony. Tamten zamachnął się tylko z zamiarem wymierzenia ciosu w jego twarz, ale nie udało się. Mój kolega był szybszy i zwinniejszy. Oraz sto razy mądrzejszy. Teraz to on wymierzył w jego stronę potężny strzał. Chociaż był zjarany, do bijatyk zawsze miał kupe sił.
- Wystarczy! - Warknąłem. Wzrok każdego spoczął na mnie - On jest mój - Syknąłem zaciskając pięść. David z Alanem odsunęli się od nich na moją prośbę i czekali na rozkazy. W tej samej chwili, szatynka podbiegła do swojego chłopaka i złożyła na jego ustach długi, namiętny pocałunek. Szeptała, że wszystko będzie dobrze, że nic się nie stanie.. Poczułem przypływ niewyjaśnionego gniewu. Warknąłem pod nosem i nie czekając na nic więcej, podszedłem do tej dwójki gołąbków i jednym ruchem, oddzieliłem ich od siebie. Dziewczyna upadła na ziemie co mnie akurat w tej chwili nie obchodziło a ja zamachując się do tyłu, wymierzyłem jeden, ostry, potężny strzał w sam środek jego gęby. Zachwiał się i cofnął kilka kroków do tyłu. Alanowi pokazałem, aby przytrzymał pozostałych. Chwycił więc ją i jej przyjaciółkę za ręce tak by się nie wydostały a David trzymał tamtego. Ta chwila należała teraz do mnie i tego gnoja - Teraz już nie jesteś taki odważny, co? - Wybuchnąłem śmiechem.
- Mylisz się. Cieszę się, że mam okazję Ci przypierdolić.
- Michał! - Wtrąciła zrozpaczona szatynka - Nie rób tego!
- Słyszałeś swoją dziewczynę? Właśnie Michał. Nie rób tego - Zbliżył się do mnie i uderzył mnie pięścią w podbródek
- To za chęć sprzedania Ross jako dziwki!
- Ty skurwielu.. - Otrząsnąłem się bo cios do najmocniejszych nie należał i nie pozostałem mu dłużny. Chwilę potem mu oddałem. Raz za razem każdy sobie przykładał aż w końcu znudziła mnie ta gierka i położyłem sukinsyna na ziemię. Zasłonił rękoma twarz, ale to mi nie przeszkadzało. Kilka razy dostał tam gdzie miał dostać. Możliwe, że złamałem mu nos.
- Michał! - Znów usłyszałem ten głos. Z każdej strony ktoś coś krzyczał, ale jej głos przebił wszystko. Nie wytrzymałem i spojrzałem w tamtą stronę. Kopnęła mojego przyjaciela w sam środek krocza i udało jej się uciec. Alan chciał ruszyć za nią, ale zakazałem mu. Rzuciła się na mnie i powaliła mnie jak mężczyzna mający z dobre sto kilosów. Skąd ona wzięła tyle siły?  Mniejsza o to. Leżałem na ziemi a jej pięści latały to tu to tam. Kilka razy nawet dostałem. Nie potrafiłem przestać się śmiać.
- Nienawidzę Cię! Nienawidzę! - Wrzeszczała. Kiedy strzały ucichły, odsłoniłem twarz, aby zobaczyć co się dzieje. Wtedy przed oczyma pojawiła się jej pięść. Dostałem tuż pod okiem obok nosa. Przekląłem. Szmata miała siłę jak na takie kruche ciało.
Zrzuciłem ją z siebie i wstałem szybko na nogi. Spojrzałem na tego debila. Leżał na ziemi zwijając się z bólu. Aby efekt był lepszy, wymierzyłem porządnego kopa w jego brzuch. Zaczął pluć krwią.
- Błagam! Przestań! - Tym razem zamiast mnie bić, klęknęła przede mną i błagała bym odpuścił. Normalnie to bym go dobił, ale patrząc tak na nią, na jej oczy zalane łzami... Zakląłem pod nosem i odszedłem do kumpli. David tak przypierdolił po raz ostatni temu nowemu typkowi, że tamten upadł na podłogę tuż obok chłopaka tej dziewczyny i stracił przytomność.
- Diuk! - Przyjaciółka szatynki, wyrwała się z uścisku mojego przyjaciela i odskoczyła do swojego partnera.
- Spadamy? - Spytałem otrzepując się z kurzu. Kiwnęli potwierdzająco głową, więc wsiedliśmy do mojego samochodu i zmyliśmy się nim ktoś dostrzegł, że właśnie na parkingu była bójka. Przede mną jeszcze jedna akcja dzisiejszego wieczoru - Wszystko gotowe? - Zwróciłem się do blondyna.
- Ta - Alan wziął do ręki dwa pistolety wyciągnięte z plecaka. Jeden podał Davidowi a jeden zostawił sobie. Szybko go naładował. O mnie bać się nie musieli. Miałem swój sprzęt pod siedzeniem.
- Czas zarobić trochę szmalu - Założyłem na twarz maskę i dodałem gazu.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz