Rozdział 11.
,, I am a fucker ''
Dwadzieścia minut później, stałem przed szkołą. Lekcje dobiegły końca, więc raczej powinna już wyjść z tej pieprzonej budy, ale nigdzie jej nie ma. Przekląłem w duchu, że muszę użerać się z taką małolatą. Wiem, że jestem od niej starszy, ale nie wiem o ile. Ja mam osiemnastkę. Wkrótce dziewiętnaście a ona? Piętnaście? Szesnaście? Nie wiem. Jednak wolałem ja jej wyjaśnić, że lepiej niech zmieni te zeznania, niż aby zrobił to Alan. On by się z nią nie cackał. Nie żebym ja się cackał, bo szczerze mówiąc miałem ją gdzieś. Po prostu nigdy wcześniej nie spotkałem tak upierdliwej osoby jak ta gówniara. W ciągu jednego tygodnia mam przez nią więcej kłopotów niż przez wielu innych ludzi przez całe życie.
Usłyszałem dźwięk pukania w szybkę.
- Jakiś problem? - Warknąłem wychodząc na zewnątrz. Starszy o dobre kilkanaście lat mężczyzna z czarną bródką, ubrany w garnitur i czarny krawat, zmierzył mnie od stóp do głowy po czym założył ręka na rękę.
- To ja powinienem się spytać Cooper, czy Ty masz jakiś problem - Odpowiedział z powagą - Do szkoły nie chodzisz a po lekcjach tu przyjeżdżasz. Czy Ciebie do reszty powaliło gówniarzu?
- Po pierwsze, to nie życzę sobie, abyś zwracał się do mnie po nazwisku..
- Uważaj do kogo mówisz...... - Wtrącił, ale szybko mu przerwałem.
- Po drugie - Dodałem - Zejdź mi z oczu bo nie mam czasu - Już chciałem wsiąść do środka, kiedy złapał mnie za ramię. Zmierzyłem go ostrym spojrzeniem. Nigdy więcej niech nie waży się mnie dotykać bo połamię mu każdą kość z jakiej składa się jego ciało.
- Masz już wystarczająco dużo kłopotów chłopcze. Nie szukaj kolejnych.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj - Warknąłem. Odsunął się ode mnie kilka kroków widząc jak wpadam w złość. Grał twardego, ale wystraszył się. Widziałem. I dobrze. Niech wie kto rządzi w tym mieście.
- Wiem co zrobiłeś jednemu z uczniów. To już nie są żarty. Możesz trafić do więzienia.
- Co Ciebie to obchodzi? Nie Twoja sprawa czy tam trafię czy nie.
- Masz się do mnie zwracać ,, dyrektorze '' jasne? Jak reszta uczniów - Warknął.
- Nie rozśmieszaj mnie.
- Twoi rodzice by się ze wstydu spali.... - Słysząc, że wypowiada to słowo, nie wytrzymałem. W kilka sekund znalazłem się tuż przy nim i złapałem ten jego wyprasowany garniturek w dłonie. Puściły mi nerwy i zapomniałem z kim mam do czynienia. Potraktowałem go jak każdego innego kretyna, który odważy się ze mną zadrzeć.
- Nigdy kurwa więcej, nie wypowiadaj się kurwa na temat moich kurwa rodziców! Rozumiesz?! - Szarpnąłem nim raz, dwa, trzy. Zachłysnął się własnym powietrzem gdy pchnąłem nim o drzwi mojego samochodu.
- Puść mnie...
- Rozumiesz?! - Powtórzyłem. Zawył z bólu. Odepchnąłem go od siebie z całej siły tak, że potknął się o własne nogi i prawie upadł na ziemię. Ja tymczasem oparłem się wkurwiony o wystający fotel.
- Mógłbym pozwać Cię za to do sądu..- Wyjąkał - Ale nie zrobię tego. Dam Ci ostatnią szansę Cooper. Jeżeli chociaż raz mi podpadniesz, bez wahanie Cię stąd wyrzucę i uprzykrzę Ci życie - Spojrzał na mnie a ja wyjebałem mu środkowy palec. Nie odpowiedział, tylko odszedł. Wyjebane miałem i w niego i w tą szkołę. Wyjąłem z kieszeni spodni paczkę fajek z której wyciągnąłem jedną i zapaliłem. Pomogłam. Próbując się uspokoić, dostrzegłem ją, idącą w stronę przystanku. Była sama co było na moją korzyść. Ubrana była zwyczajnie. Trampki, czarna bluza, leginsy a włosy związała. Uśmiechnąłem się pod nosem.Przez myśl przemknęło mi kilka słów takich jak ,, Dobrze ją znów widzieć '', ale jak szybko się pojawiły, tak szybko je od siebie odgoniłem.
No nic. Czas na mnie.
Zgasiłem peta po czym wolnym ruchem wsiadłem do środka. Chwilę jej się jeszcze przyglądałem, ale nie długo.Widząc, że odjechał jej autobus, postanowiła iść na postój taksówek. Wiedziałem, że kiedy podjadę do niej autem, ucieknie mi, dlatego z powrotem wysiadłem na zewnątrz i ruszyłem w jej kierunku. Nie widziała mnie. Dobrze. Bardzo dobrze. Nałożyłem na głowę kaptur, który w razie czego ma mnie osłaniać. Kiedy zmęczona drogą, przysiadła się na ławkę w małym parku, wykorzystałem chwilę. Cichutko się do niej zakradłem po czym ją wystraszyłem.
-
Czego ode mnie chcesz?! - Warknęła przestraszona. Byłem ostatnią osobą z
jaką teraz pragnęła rozmawiać. Zbytnio się tym nie przejąłem. Wręcz przeciwnie. Bawiło mnie to.
Cofnęła się kilka kroków do tyłu ale
za nią stała kolejna ławka, która chyba była moim sprzymierzeńcem.
- Mam jedno pytanie - Rzekłem zmieniając swój humor. Żarty żartami, ale wciągnęli w to policje więc trzeba interweniować już na całego. Nie mogę sobie pozwolić na to, aby ktoś miał przede mną przewagę. Tym bardziej na pewno nie taka irytująca i denerwująca laska.
- Co to
do chuja jest? - Wyciągnąłem z kieszeni spodni małą kartkę i ją jej wręczyłem. A dokładniej to rzuciłem na ziemię.Przez chwilę stała nieugięta jakby miała w dupie co do niej mówię, ale chwilę później podniosła papierek uważnie go lustrując.
- List? - Parsknęła na co wkurzyłem się jeszcze bardziej. Jej irytujący głos działał na mnie jak płachta na byka.
- To wezwanie do sądu kretynko - Syknąłem. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziała co to jest i skąd się to u mnie wzięło. W dodatku była bardzo zadowolona - Bawi Cię to?
- Oczywiście. Zapłacisz za to jak pobiłeś Michała! - Prychnęła - W końcu dostaniesz to na co za....
- Słuchaj idiotko - Nie wytrzymałem. Chwyciłem ją gwałtownie za ramię przez co nie miała czasu i szans na ucieczkę a następnie ścisnąłem z całej siły. Spojrzenie jej mówiło, że wpadła w panikę. Bała się. Cholernie się bała. Pisnęła z bólu - Masz dwa dni na wycofanie zeznań...
- Zapomnij!... - Wciąż udawała twardą.
- Albo to zrobisz, albo...
- Albo co?! - Wrzasnęła - Albo sprzedasz mnie jako dziwkę?! Czy znów pobijesz mojego chłopaka?!
- Stać mnie na jeszcze więcej - Syknąłem. Wyciągnąłem z kieszeni spodni mały pistolet, chwilę później wycelowany w jej twarz. Zachłysnęła się powietrzem.
- Dylan... - Jęknęła przerażona. Przełknęła ślinę tak głośno, że stojąc obok niej doskonale to słyszałem. Żołądek podszedł jej do gardła a serce na kilka sekund przestało bić. Oczywiście w przenośni. Jeszcze przecież jej nie zabiłem. No właśnie. Jeszcze.
Dlaczego tak nadzwyczajnie w świecie nie mogę z nią skończyć? Nacisnąć ten pieprzony przycisk, pociągnąć za spust i strzelić? Dlaczego nie potrafię jej zabić, pobić czy nawet sprawić, aby cierpiała jak inni? Jakby była kimś znacznie innym, to już dawno bym nie miał o czym z nią gadać. Załatwiłbym tą sprawę szybko i boleśnie a z nią bawię się w jakiegoś kotka i myszkę. To jest strasznie irytujące i działa mi na nerwy.
- Teraz już nie jesteś taka cwana, co? - Zaśmiałem się chytrze. W dalszym ciągu stała przede mną bez jakiegokolwiek ruchu - Nacisnąć czy nie nacisnąć? - Zażartowałem.
- Nie rób nic głupiego.. - W końcu się odezwała.
- To zależy od Ciebie co właściwie zrobię - Prychnąłem. Zobaczyłem idącego w oddali policjanta. Nie był sam. Miał ze sobą obstawę, w tym psa i kolegę. Zakląłem pod nosem. Nie dość, że posiadałem w tej chwili niezłą działkę marychy to jeszcze ostatnio byłem poszukiwany za kradzież. Niech to wszystko szlag trafi. Szli w naszą stronę. Byli coraz bliżej. Musiałem coś zrobić! Gdybym ruszył do ucieczki, rozpoznaliby mnie i od razu za mną pobiegli a ta szmata by im wszystko wyśpiewała. Nie mogłem uciec. Nie w tej chwili.
- Co robisz?... - Szepnęła widząc jak się do niej zbliżam. Schowałem pistolet z powrotem do kieszeni i przeczesałem dłonią włosy czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Ledwo przełknąłem ślinę.
- Najgorszą rzecz w swoim życiu - Chwyciłem jej ramiona w obie swoje dłonie, blokując przy tym jej wszystkie ruchy. Sparaliżowało ją od stóp do głowy. Ledwo oddychała.
- Puść... - Zbliżyłem swoją twarz ku jej, przez co spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłem, że boi się mnie. Nie ma pojęcia co zamierzam zrobić i strasznie panikuje. Jakoś tym razem nie chciało mi się śmiać. Po prostu zamknąłem oczy, aby cierpienie i obrzydzenie było mniejsze. Następnie szybkim ruchem wpiłem się w jej usta. Z początku odpychała mnie, szarpała się ze mną i szczerze mówiąc, już miałem ochotę ją od siebie odepchnąć i kazać jej spierdalać, kiedy usłyszałem głos niebieskiego skurwiela. Przytrzymałem mocniej jej głowę, by mi nie uciekła. Przez kilka minimalnych sekund, miałem wrażenie, że odpowiedziała na mój pocałunek, ale trwało to tak szybko, że pomyślałem iż to moja wyobraźnia płata mi figle. Mężczyźni spojrzeli na nas jak na parę zakochanych co było właśnie moim celem i poszli prosto przed siebie. Mając pewność, że są wystarczająco daleko, odskoczyłem od nastolatki wycierając usta dłonią - Zwariowałeś?! - Wrzasnęła oburzona. Nie zdążyłem nic powiedzieć, kiedy poczułem piekący mnie policzek. Ta suka mnie uderzyła! Uderzyła mnie!
- I to jak.. - Syknąłem wciąż czując na ustach jej szminkę. Tę cholernie dobrą szminkę.
- Jesteś nienormalny.... ! Co teraz powiem Michałowi?!
- Nie obchodzi mnie to. Nie mój problem - Otarłem twarz dłonią próbując się uspokoić.
- Ty świnio! - Rzuciła się na mnie z pięściami, kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałem mimo jej wysiłku uderzenia mnie ponownie w twarz.
- Co jest? - Zwróciłem się do przyjaciela po drugiej stronie słuchawki.
- Mamy problem.. - Warknął. Był wkurwiony. W oddali słyszałem jakieś szumy, szmery. Chyba był w ruchu.
- Jaki? - Dłoń zacisnęła się w pięść a oddech przyśpieszył. Kiedy Alan powiedział mi o co chodzi, spojrzałem na tą małą sukę z nienawiścią. Od razu zapomniałem o tym co się przed chwilą wydarzyło. Rozłączyłem się po czym telefon schowałem do kieszeni.
- Dylan... - Szepnęła widząc mnie zirytowanego. Cofnęła się kilka kroków do tyłu z nadzieją, że to ją uratuje, ale myliła się. Zamachnąłem się dłonią do tyłu i natychmiast wycelowałem strzała w jej głowę. Uderzenie nie było mocne, ale na tyle skuteczne, że zleciała na ziemię i straciła przytomność. Potem wziąłem ją na ramię i zaprowadziłem w stronę swojego samochodu. Na miejscu, położyłem ją nieruchomą na fotele, sam zajmując miejsce kierowcy i ruszyłem z piskiem opon. Zaskoczyło mnie to jaka była lekka. Ważyła zapewne mniej niż pięćdziesiąt kilo,
- Zabawa się skończyła - Warknąłem przyśpieszając....
***Ross***
Czułam jak głowa pęka mi w pół. Powoli odzyskiwałam świadomość tego co się dzieje, lecz oczy w dalszym ciągu były zamknięte. Powieki odmawiały mi posłuszeństwa i każda część ciała, błagała bym leżała nieruchomo. Najmniejszy ruch, wywołał dosyć mocny ból. Słyszałam jakieś szmery. To były czyjeś głosy. Nie miałam jednak pojęcia czyje. Nie znałam ich, nie rozpoznawałam. Powoli obraz znów stawał się niewyraźny a ja po raz drugi odpłynęłam, nie mając pojęcia w jakim niebezpieczeństwie jestem.
- Po co ją tu przyprowadziłeś?! - Usłyszałam. Nie wiedziałam ile czasu minęło odkąd zasnęłam. Teraz jednak nabrałam wystarczająco dużo sił, by otworzyć wreszcie swoje zmęczone powieki. Nie pamiętałam też tego jak się tu znalazłam. W ogóle to gdzie ja jestem do cholery? Wiecie co było najzabawniejsze? Że tyle się męczyłam by wreszcie coś zobaczyć, że kiedy w końcu udało mi się to zrobić, przede mną była ciemność. Miałam worek na głowie. To są jakieś jaja. Zatrzepotałam gwałtownie rzęsami.
- Będzie naszą kartą przetargową! - Warknął. Ten głos był mi dobrze znajomy. Był idealny dla moich uszu. Czułam jak kręci mi się w głowie i robi coraz słabiej. Znowu?!
- Może sprowadzić na nas niezłe kłopoty idioto!
- Nie sprowadzi... - Odrzekł.
- Dylan.. - Znów kolejny, znajomy mi głos. Teraz słyszałam piąte przez dziesiąte.
- Mówię ostatni raz, że się nią zajmę i żadnych kłopotów przez nią nie będzie! Dzięki niej pozbędziecie się problemów jakie macie... A teraz wypierdalać mi stąd!
- Stary, uspokój się..
- Jazda! - Wrzasnął. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami chociaż w pomieszczeniu oprócz mnie był ktoś jeszcze. Wiedziałam kto.
- Dylan... - Szepnęłam. Poczułam jak ktoś podnosi moje ciało do pozycji stojącej i powoli ściąga mi te przekleństwo z głowy. Zrobiło mi się niedobrze. Spojrzałam mu w oczy i poczułam ciarki. Wydał mi się taki idealny, taki przystojny, seksowny... Wcale nie był niebezpieczny. Nie teraz - Nie pozwól mnie skrzywdzić... - Szepnęłam. Przejechałam koniuszkami palców po jego policzku słysząc jak mruczy pod nosem i chwilę potem znów straciłam przytomność....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz