czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 12

,, I am a fucker ''

- Jeszcze! - Stęknęła prosząc mnie o kolejne pchnięcie. Leżała pode mną na moim łóżku, przywiązana rękoma do metalowych prętów. Lubiła to dziwka. I ja lubiłem to, że ona lubi. Uśmiechnąłem się do niej dając do zrozumienia, że wiem co mam zrobić i zrobiłem to. Włożyłem swojego kutasa w jej dobrze rozjebaną przeze mnie pizdę aż zawyła z bólu i przyjemności. Powtórzyłem tą czynność wielokrotnie aż w końcu spuściłem się do tego czegoś zwanego kondonem. Dobry, kilkuminutowy seks jest zawsze spoko. Zwłaszcza wtedy, kiedy można się wyładować. Osobiście wolę zawsze komuś przypierdolić w twarz i poczekać aż złość minie, ale ta sytuacja była wyjątkowo kurewska. Bo przecież nie mogę uderzyć dziewczyny, prawda? Tu nawet nie chodzi o zwykłą dziewczynę, którą spotkam raz w życiu mijając się na ulicy, bo gdyby taka mnie wkurwiła, bym się z nią nie cackał. Tu chodzi o nią. O tą małą sukę, która tak zajebiście całuje. Nie potrafiłem wymazać jej ust z głowy. Nie mogłem zapomnieć o tej scenie w parku. Dlaczego? Nawet jej nie lubię. Nawet mi się nie podoba. To nawet nie mój gust a mimo to kiedy zamykam oczy, widzę jej twarz przed oczyma.
- Co tak szybko? - Mruknęła szatynka pode mną. Zlustrowałem ją wzrokiem po czym wstałem, odwiązałem jej ręce i wolnym ruchem zapiąłem swój rozporek - Proszę, jeszcze...
- Wystarczy - Warknąłem. Nie miałem ochoty na więcej. Nie teraz, nie z nią.
- Dlaczego? - Nalegała. Zacisnąłem dłoń w pięść i uderzyłem nią w ścianę.
- Bo nie. A teraz możesz już iść.
- Dylan...
- Idź! - Spojrzała na mnie wkurwiona i wyjebała mi środkowego palca, ale wyszła. Czyli nie jest taka tępa jak myślałem. Zostając tu naraziłaby siebie na mój gniew a tak oszczędziła sobie tylko niepotrzebnego syfu jaki bym mógł jej zafundować.
Przeszedłem się w tą i z powrotem po całym pomieszczeniu. Zastanawiałem się jak sprawić, aby umorzono zeznania przeciwko mnie i chłopakom. Jeden plus to taki, że Ross była kluczem do odpowiedzi a ja właśnie posiadałem ten klucz. Teraz trzeba tylko dobrze przemyśleć całą sprawę. Dobrowolnie za nic w świecie mi nie pomoże i muszę przyznać, że podoba mi się to. Lubię kiedy mi się opiera, kiedy podważa moje zdanie. Wtedy wpadłem na pewien pomysł. No przecież! Czemu wcześniej mnie nie olśniło? Zaśmiałem się pod nosem i szybko wziąłem do ręki czarny telefon. Nie był mój. Za tani, za zwykły i za chujowy jak dla mnie. Należał do niej, ale zwinąłem go kiedy mi zemdlała jakieś trzy godziny temu.
Wolnym krokiem opuściłem swój pokój, wpadając w korytarzu na Alana. Był w dobrym humorze. Pomachał mi na przywitanie i odszedł bez żadnego słowa. Pewnie był zajęty, zresztą ja też zbytnio czasu nie miałem. Teraz musiałem wykonać swój genialny plan. Odpowiednią osobę, która jest mi w tym momencie niezmiernie potrzebna, znalazłem w salonie. Siedział na kanapie zajadając frytki z ketchupem i grzebiąc coś przy swoim laptopie. Nie odstawał się z nim na krok. W nim była zawartość jego całego życia.
Podszedłem do niego po czym usiadłem tuż obok. Wierciłem się trochę z nadzieją, że zwrócę jakoś na siebie jego uwagę, ale to jak mówić do ściany. Olał mnie kutas. Nawet nie byłem pewien czy w ogóle wiedział, że przyszedłem. W pomieszczeniu była tylko nasza dwójka więc normalnie mogliśmy pogadać. Oczywiście jeżeli tylko zwróci na mnie swoją uwagę.. Kiedy zgłodniałem, sięgnąłem ręką w stronę jego talerz z którego chciałem wziąć kilka frytek. Lubiłem frytki.
- Nawet się nie waż - Odezwał się ostrym tonem głosu wcale się na mnie nie patrząc. Zignorowałem to i po chwili mieliłem w ustach te małe, podłużne, żółte pałeczki. Smakowało mi.
- Dobre - Skomentowałem na co zmrużył oczy - Tylko za dużo soli. Następnym razem lepiej się postaraj. 
- Pierdol się.
- Miło mi - Posłałem mu chamski uśmieszek. Chłopak był starszy ode mnie o dobre dziesięć lat. Miał czarną bródkę, tatuaże na około całego prawego ramienia i sięgał około stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów. Sukinsyn był przystojny.
- Obyś się Tym udławił - Warknął.
- Też się cieszę, że Cię widzę Edd - Dopiero teraz spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Wiedział po co przyszedłem. Wiedział, że mam do niego sprawę i, że jest jedyną osobą jaka może mi pomóc. Już widziałem jak wypływa na jego twarz szyderczy uśmiech, mówiący, że jestem w czarnej dupie.
- Wal. Czego tym razem chcesz? W jakim gównie teraz siedzisz? - Prychnął.
- No wiesz co? ... No dobra - Westchnąłem - Musisz mi coś zhakować.
- Co takiego?
- Telefon - Wyciągnąłem z kieszeni te gówno i podałem mu je do ręki. Zaśmiał się widząc tą śmieszną imitację prawdziwego telefonu. Sam posiadał najlepszej marki model i to w dodatku taki, który jeszcze nie jest na rynku i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie - Potrzebuję głosu pewnej dziewczyny. Chcę, abyś nagrane na ten fon rozmowy, skopiował na laptopa.
- Po co Ci to? - Zdziwił się.
- Mamy z Alanem problem - Wzruszyłem ramionami - Wezwanie do sądu za pobicie. Nic takiego, ale nie chcę, aby Rick się o tym dowiedział. Sam to załatwię.
- O boże - Zaśmiał się jak głupi - Ty to nigdy nie zmądrzejesz. Chodzi o tą laskę co ją tu przywiozłeś?
- Ta...
- Całkiem fajna - Rzekł po krótkim namyśle - Ale nie w moim typie.
- Ani w moim - Skrzywiłem się niesmacznie. Przypomniałem sobie jak się całowaliśmy. Wzdrygnąłem się - To pomożesz? - Zmieniłem szybko temat. Kiwnął potwierdzająco głową.
- Ale co dokładnie chcesz mieć zgrane? Bo zgaduję, że chcesz potem użyć jej głosu...
- Tak - Wtrąciłem. Wyciągnąłem z kieszeni małą karteczkę gdzie nabazgrałem kilka słów - Z nagrań wybierz kawałki gdzie mówi te słowa - Podałem biały papier Edd'owi a on skinął głową - Ile mam czekać?
- Do wieczora Ci wszystko przyniosę.
- Dzięki - Podałem mu dłoń po czym wstałem i ruszyłem przed siebie. Coś kierowało mnie do jej pokoju. Musiałem pójść zobaczyć jak się ma, czy dalej śpi i czy wszystko jest dobrze. Chciałem też jej podokuczać, poddenerwować ją. Nim poszedłem w kierunku jej pokoju, najpierw udałem się do kuchni przygotować coś do jedzenia. Wyciągnąłem z lodówki potrzebne składniki do wykonania omletów z syropem czekoladowym oraz z miodem. Nie wiem czy lubiła takie coś, ale lepiej aby lubiła bo na darmo tego nie robię. Przygotowałem to najlepiej jak potrafiłem. Problemu nie było bo lubiłem gotować. Ta czynność jako jedyna oprócz samochodów i mojego stylu życia była traktowana poważnie. To mnie odprężało i dawało radość. Do tego nalałem do dużej szklanki sok pomarańczowy i wrzuciłem do niego dwie kostki lodu. Całość wyglądała apetycznie.
- Dla kogo to? - Usłyszałem za plecami. Nawet nie spojrzałem za siebie by wiedzieć z kim mam przyjemność rozmawiania. Przyjemność? W tym momencie Roksana była ostatnią osobą z jaką chciałem gadać - Dla mnie? Nie musiałeś...
- Bo nie zrobiłem tego dla Ciebie.
- A dla kogo? - Zdziwiła się.
- Nie Twój interes - Warknąłem.
- Chyba mój skoro niecałe trzydzieści minut temu się ze mną pieprzyłeś - Zignorowałem to i ruszyłem do wyjścia, kiedy chwyciła moje ramię powodując iż stanąłem.
- Puść - Spojrzałem na nią, ale nie spełniła mojego rozkazu. Wręcz przeciwnie. Uścisk się wzmocnił.
- To dla tej szmaty co ją tu przywiozłeś, prawda?
- Nawet jeśli to już Ci mówiłem, że to nie Twój interes.. Puść - Powtórzyłem groźniejszym tonem. Moja cierpliwość się powoli kończyła.
- Jeżeli myślisz, że możesz się zabawiać z tą kurwą to się grubo mylisz. Należysz do mnie i nie leć sobie w kulki bo pożałujesz. Ja Cię wszystkiego nauczyłam. Pokazałam Ci jak używać tego sprzętu - Tu wskazała palcem na mojego kutasa i stęknęła na sam widok jego odbicia w spodniach - I to ja byłam przy Tobie kiedy miewałeś złe dni. Dla Ciebie zerwałam z Alanem i przysięgam Ci, że jeżeli...
- Skończyłaś? - Wtrąciłem już wyprowadzony z równowagi. Nikt mi nie będzie groził a tym bardziej nie takie coś jak ona - To teraz posłuchaj mnie. Nigdy więcej mi nie groź. Nigdy więcej nie odzywaj się w ten sposób do mnie i nigdy więcej nie obrażaj jej. Jeszcze raz usłyszę, że chociaż raz wyzwałaś ją w jakikolwiek sposób, zapomnę, że jesteś dziewczyną - Wyminąłem ją i odszedłem. Dosyć tego pierdolenia. Mruknęła coś tam do siebie pod nosem, ale miałem to w dupie. Mruczyć to ona może, ale tylko w łóżku kiedy wkładam swojego fiuta w sam środek jej pizdy.
Pięć minut później, doszedłem do wyznaczonego miejsca. Zapukałem do drzwi, ale odpowiedziała mi cisza. Czyżby spała? Zapukałem jeszcze raz i jeszcze. Znów nic. No cóż. Skoro nie powiedziała, że mogę wejść, ani że wejść nie mogę to sam sobie pozwoliłem i po prostu wszedłem do środka. W powietrzu unosił się zapach jaśminu i czegoś jeszcze, ale nie wiedziałem czego. Okno było otwarte na oścież a łóżko ładnie pościelone. Jednak jej nigdzie nie dostrzegłem. Już chciałem wychodzić, kiedy moją uwagę przykuła kitka wystająca zza łóżka. Uśmiechnąłem się pod nosem, tacę z jedzeniem położyłem na szafkę a chwilę potem, stałem tuż przy nastolatce. Nawet na mnie nie spojrzała. Wzrok miała wbity w ścianę obok - Przyniosłem Ci jedzenie.
- Wypchaj się nim - Warknęła. Z początku bawił mnie jej humor. Powstrzymywałem się nawet, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Ktoś tu jest zły -Zażartowałem. Jej wzrok skupił się na mnie. Była zmęczona, wyczerpana oraz miała worki pod oczyma. Pierwszy raz w życiu zrobiło mi się kogoś żal.
- Gdzie mój telefon? - Spytała - Zabrałeś go, prawa?
- Oczywiście. Nie mogłem pozwolić na to, abyś wezwała pomoc - Wzruszyłem ramionami.
- Uderzyłeś mnie... Wtedy w parku... Uderzyłeś mnie... - Przejechała dłonią po policzku a pojedyncza łza spłynęła wprost na podłogę. Dlaczego tak cholernie źle się teraz czuję? Przecież nie obchodzi mnie ona. Nie obchodzi mnie jej los i nie obchodzi mnie to, że jest jej smutno. A mimo to, kiedy widzę, że płacze, czuję takie dziwne kłucie w sercu.
- Musiałem to zrobić - Rzekłem wreszcie.
- Musiałeś mnie uderzyć? - Parsknęła - Po co mnie tu przywiozłeś? - Zmieniła temat, kiedy wiedziała, że nie otrzyma żadnej odpowiedzi.
- Jesteś mi potrzebna. Dzięki Tobie ten idiota wycofa zeznania.
- Nie zrobi tego. Nienawidzi Cię...
- Dla swojego dobra i Twojego, zrobi to - Usiadłem na łóżku czując jak ugina się pode mną materac. Ona natomiast wciąż siedziała na swoim miejscu - Przygotowałem Ci omlety. Lubisz?
- Nie.
- Kłamiesz..- Wiedziałem to stąd, że jej głos pałał nienawiścią i cokolwiek bym teraz do niej powiedział, odpowiedziałaby mi negatywnie.
- Nie lubię a nawet gdybym lubiła to od Ciebie bym nic nie zjadła... - Szarpnąłem jej ramieniem tak, że stała teraz razem ze mną na prostych nogach - Puść mnie.... - Szepnęła.
- Zjesz kurwa to co Ci przyniosłem i mnie nie wkurwiaj. Rozumiesz? - Rzuciłem jej ciałem na łóżko, ale nie została mi dłużna. Wkurwiła się. Lampa, która stała na komodzie, znalazła się w jej rękach a po chwili leciała w moją stronę. Na czas zrobiłem unik. Zaśmiałem się i szybko zablokowałem jej ruchy. Siedziałem teraz na jej brzuchu i trzymałem jej nogi oraz dłonie. Przez chwile miała zamknięte oczy, ale kiedy otworzyła je, nasz wzrok się napotkał. Przełknęła ślinę tak głośno, że aż stamtąd słyszałem.
- Boje się.. - Szepnęła.
- I bardzo dobrze. Masz się bać - Wstałem na nogi i odszedłem w bok - A teraz jedz.
- Nie chcę...
- Jedz! - Wrzasnąłem czując jak moja dłoń przemienia się w twardą pięść. Zauważyła to. Zauważyła po czym się wzdrygnęła. Wzięła do ręki kubek soku i upiła małego łyka pomarańczowej substancji. Oblizała usta językiem na co przekląłem w duchu. Czy ona musi wyglądać tak zajebiście dobrze?!Wtedy ruszyła do przodu i chcąc mnie wyminąć, potknęła się. Wpadła wprost na mnie.
- Cholera... - Stęknęła widząc jak jej bluzka staje się mokra - Tylko nie to....- Wybuchnąłem wielkim śmiechem - Bawi Cię to?!
- Oczywiście.
- Ach tak? - Zamachnęła się i drugą połowę swojego soku, wylała na mnie - To teraz pośmiejmy się oboje - Nie odpowiedziałem. Nie byłem pewien czy czuję teraz złość czy może raczej rozbawienie? Wiedziałem tylko, że muszę się przebrać i, że ona też musi. Złapałem jej dłoń i ruszyłem do przodu - Dokąd mnie ciągniesz?!
- Zobaczysz - Chwyciłem mocniej a kiedy zaczęła się ze mną szarpać, nie patyczkowałem się. Przerzuciłem jej ciałem przez swoje ramię i tak pokonaliśmy resztę drogi. Weszliśmy do mojego pokoju i dopiero wtedy postawiłem ją na podłodze. Z początku zaczęła się rozglądać zaciekawiona dookoła, ale potem ruszyła do wyjścia. Oczywiście zatrzymałem ją i zamknąłem drzwi na klucz. Stanęła do mnie tyłem obrażona. Nie miała ochoty na rozmowę a ja nie udawałem, że mnie to obchodzi. Prawdę mówiąc miałem to w dupie. Głęboko. Podszedłem do szafy z której wyciągnąłem nową koszulę.
- Co robisz?! - Wrzasnęła kiedy zacząłem ściągać z siebie mokre ubranie. Zaśmiałem się pod nosem. No patrzcie co za cnotka. 
- Przebieram się? - Parsknąłem ironicznie - Jakiś problem?
- Taki, że stoisz przede mną pół nago!
- To mój pokój, więc mogę robić co mi się podoba - Nie odpowiedziała już. Wytknęła mi tylko środkowego palca i mruknęła coś pod nosem. Jak ja lubię ją denerwować. Aż za bardzo. Poczułem jak jej wzrok śledzi moje ciało. Nie miałem pojęcia czemu, ale to było miłe uczucie. Pierwszy raz coś takiego czuję.
Nie tłumacząc się jej, ruszyłem do łazienki wziąć ciepły prysznic.Nie miałem więcej ochoty doznawać nowych uczuć. Musiałem ochłonąć z dzisiejszych wrażeń. Pokój w dalszym ciągu był zamknięty na klucz a ja nie zamierzałem go otworzyć. Niech sobie czeka na mnie tak długo aż zechce mi się wyjść z kabiny prysznicowej.  Nawet nie wiem dokładnie ile czasu mnie nie było, ale nie śpieszyłem się. Wolniutko się opłukałem, umyłem każdy zakątek swojego ciała i wypłukałem twarz. Na koniec gdy już stałem przed lustrem, ogoliłem lekki zarost, który już zaczął pojawiać się na mojej brodzie i kiedy tylko wszedłem wreszcie z powrotem do swojego pokoju, wpadłem w ogromny szał. Nienawidziłem jak ktoś dotyka moich rzeczy, nienawidziłem jak ktoś grzebie mi w moich rzeczach i nienawidziłem gdy coś się przede mną próbowało ukryć. Ross siedziała przy jednej z moich szafek i grzebała coś w moich papierach. Była tak zajęta, że nawet nie zauważyła, że przyszedłem. Chrząknąłem mocno wkurwiony i dopiero wtedy jej wzrok spoczął na mojej buzi - Mogę kurwa wiedzieć co Ty do chuja robisz? - Warknąłem zbliżając się do niej.
- Ja... - Wpadła w panikę. Wstała na nogi i szybko odsunęła się do ściany jakby to miało ją przede mną uchronić. Idiotka - Przepraszam....
- Nigdy kurwa więcej nie dotykaj moich rzeczy! - Wyrwałem z jej rąk świstek papieru, który trzymała w prawej dłoni. Ręka jej drżała. Gdy zobaczyłem co jest tam napisane, zamachnąłem się i uderzyłem pięścią w ścianę tuż przy jej głowie. Jęknęła. Jak ona kurwa śmiała? Jest taka głupia czy po prostu tępa?
- Dylan... Ty jesteś...
- Zamknij się! - Wrzasnąłem. Złapałem jej ramiona po czym ścisnąłem z całej siły. Spojrzałem w jej oczy. Bała się . Cholernie się bała a ja nie mogłem przestać się wściekać. W jednej chwili zmieniłem się w kogoś kto nie panuje nad sobą i nad tym co robi.
- Jesteś adoptowany.. - Szepnęła w końcu zasłaniając usta dłonią. Nie wytrzymałem. Przekląłem na cały pokój i już chciałem jej przypierdolić, aby się zamknęła, ale w ostatniej chwili drzwi od pokoju zaczęły się ruszać. Ktoś próbował tu wejść przez co nie mogłem się skupić. Wreszcie otworzyłem drzwi z zamiarem przyjebania temu komuś, że mi przeszkadza, ale w ostatniej chwili do pokoju wleciał Alan. Spojrzał to na mnie to na nią aż wreszcie chwycił mnie w swoje wielkie ramiona i czekał aż się uspokoję.
- Puszczaj! - Wkurwiłem się jeszcze bardziej. Z każdą mijającą sekundą, dochodziło do jeszcze większej szarpaniny. 
- Wypierdalaj stąd! - Warknął w jej stronę. Jeszcze nie ochłonąłem, ale wiedziałem, że lepiej będzie jak sobie pójdzie. Kiwnęła przerażona głową po czym uciekła....

***Ross***

Przerażona wróciłam do swojego pokoju. W korytarzu potknęłam się aż dwa razy o własne nogi i dusiłam się co chwile własnym powietrzem. Co się kurwa stało? Wpadł w szał. Znów się go bałam, znów stał się tym agresywnym Dylanem.
Od razu zatrzasnęłam za sobą drzwi by nikt tu nie wszedł i pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na łóżko po czym wybuchnęłam płaczem. Nawet nie martwiłam się teraz o to, że cała moja koszulka jest teraz mokra od tego pierdolonego soku. Tęskniłam za mamą, za Michałem, za Pauliną... Zamiast siedzieć teraz z rodziną, która się o mnie martwi, to leże na tym gównianym łóżku w domu jakiś wariatów. Gdzie ja właściwie jestem? Nie wiem. Nic nie wiem!
- Dlaczego ja?! - Szeptałam na okrągło. W pewnym momencie nawet zabrakło mi łez do płaczu. Chciałam płakać, ale nie miałam czym. Czas mijał a ja nawet na chwilę nie wstałam z łóżka. Ktoś kilkakrotnie pukał do mojego pokoju, próbował wejść, jednak nie otworzyłam nikomu. Miałam ich wszystkich w dupie. Jego miałam w dupie. Pragnęłam rzucić się w ramiona swojego chłopaka i przytulić go, pocałować!
- Wpuść mnie! - Usłyszałam za drzwiami. Zadrżałam na dźwięk tego głosu. Nie odezwałam się słowem z nadzieją, że zaraz sobie pójdzie, ale było odwrotnie. Zaczął walić pięściami w drzwi i krzyczeć jeszcze mocniej. Postanowiłam mu nie odpowiadać, co podziałało. Chwilę potem już go nie było i poszedł gdzieś wkurwiony. On był zły a ja smutna. No proszę. Co za ironia losu. Ani przez chwilę nie było mi o żal.
Gdy nastała cisza a mój umysł odzyskał umiejętność logicznego myślenia, zaatakowała mnie fala wspomnień. Ta biała koperta, którą znalazłam w jego szafie w kartonie... Ten biały list i te słowa, gdzie pisało, że Dylan Cooper został adoptowany dokładnie osiemnaście lat temu. Nie było nigdzie imion jego biologicznych rodziców. Nie było nawet wzmianki o jego rodzicach, tylko pisało, że aktualnym jego opiekunem jest jakiś Rick. Kto to? Miałam jak na dzień dzisiejszy dość. Dostrzegłam talerz z omletami leżący na stoliku. Dylan mi go przyniósł około godzinę temu. Zgłodniałam więc wzięłam przygotowane danie do ręki i spróbowałam. Mimo tego, że było już zimne, smakowało kurewsko dobrze. Naprawdę było dobre! Dobre? To mało powiedziane! Te omlety były zajebiste. Zjadłam wszystkie. Następnie odłożyłam talerz na stolik obok łóżka i z powrotem się położyłam. Po prostu przytuliłam się do poduszki, wyobrażając sobie, że leże we własnym łóżku i udało mi się zasnąć. Śnił mi się napad na banki. Strzelanina i kilka jakiś hałasów. Nagle ktoś wycelował we mnie pistolet i bum. Strzelił.
Usłyszałam jakieś szmery, piski opon oraz jadące samochody. Otworzyłam oczy nie mogąc się skupić. Zachłysnęłam się otaczającym mnie powietrzem. Hałas był za wielki, tym bardziej, że zaczęła w tle lecieć jakaś ohydna muzyka. Rock. Nie mój styl. Ewidentnie nie mój.
- Co robisz? - Spytałam. Zdziwiłam się widząc za kierownicą Dylana. Wyglądał seksownie. Rozczochrane włosy, które jakby od tygodnia nie widziały grzebienia, czarna, ciasna koszula świetnie na nim leżąca i podkreślająca każdy mięsień jego ciała oraz szare dresy. Zdziwiłam się jeszcze bardziej, widząc znane mi budynki dokoła. Byliśmy niedaleko mojego domu. Dopiero co wstałam. Zasnęłam jakoś przed siedemnastą bo byłam zmęczona a tu nagle znajduję się w jego samochodzie. Oczywiście nie miałam tej przyjemności, aby siedzieć z przodu, tylko położył mnie na tylne siedzenia .Byłam zdezorientowana. Czy on mnie właśnie odwozi do domu? To niemożliwe. Coś musiało mu się stać w głowę. Innego wyjścia nie widzę.
- Odwożę Cię do domu - Odparł obojętnym tonem głosu. Nawet nie drgnął. Był skupiony na jeździe a to, że ja siedziałam tuż za nim, nie robiło mu żadnej różnicy.
- Ale dlaczego? Przecież...
- Odwożę Cię i tyle - Warknął.
- Cieszę się... - Szepnęłam. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był skupiony tylko i wyłącznie na drodze. Otworzyłam oko, podkuliłam nogi i zaczerpnęłam ostro świeżego powietrza. Potrzebowałam tego. On natomiast wyciągnął z kiszeni paczkę fajek i odpalił papierosa. Nawet się nie spytał czy przeszkadza mi ten dym a przeszkadzał i to bardzo. Dupek.
Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Ani ja, ani on się nie odezwaliśmy. Pragnęłam tylko, aby wrócić do swojego mieszkania, do swojego pokoju, z dala od niego. Kiedy stanął przed budynkiem mojego domu, na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. W tym momencie byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
- Jesteś wolna - Odezwał się, nim zdążyłam otworzyć drzwi. Spojrzałam na niego i już chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Bardzo dobrze. Otworzyłam klamkę, ale nic się nie wydarzyło. Drzwi się nie otworzyły a ja wciąż siedziałam w jego samochodzie.
- Możesz otworzyć? - Szepnęłam.
- Trzymaj - Wręczył mi mój telefon na co ucieszyłam się jeszcze bardziej.
- Dziękuję... - Wtedy drzwi się otworzyły. Poczułam ulgę. Kiedy wysiądę z tego samochodu, będę wreszcie wolna. Nacisnęłam ponownie klamkę i ogarnęło mnie świeże powietrze. Cudownie.
Wysiadając z samochodu, czułam się jakoś tak źle. Coś w sercu mnie ukuło i nie pozwalało mi odejść. Otrząsnęłam się tak szybko jak tylko potrafiłam.
- Ross? - Słysząc swoje imię, podniosłam głowę zdumiona. Pierwszy raz się tak do mnie odezwał. Pierwszy raz - Nie mów nikomu o adopcji a ja obiecuję, że zniknę z twojego życia - Dodał, ale nie spojrzał na mnie. Przeanalizowałam jego słowa w głowie na co przytaknęłam i wreszcie wyszłam na zewnątrz. Odjechał od razu. Szczęśliwa, że jestem już w bezpiecznym miejscu, weszłam do środka budynku. Wszędzie było ciemno.
- Mamo?! Tato?! - Krzyknęłam lecz odpowiedziała mi cisza. Co jest? To niemożliwe, aby już spali. Rozejrzałam się uważnie dookoła. Nagle usłyszałam jakiś szloch dochodzący z sypialni rodziców. Pobiegłam tak najprędzej jak tylko mogłam. Wpadłam do środka nie pukając a moją uwagę przykuła moja matka leżąca na łóżku cała zapłakana. Po ojcu ani śladu - Mamo... - Szepnęłam. Obróciła glowę w moją stronę i lekko się uśmiechnęła.
- Wróciłaś już....
- Wiedziałaś? - Zdziwiłam się jej spokojnym tonem głosu.
- Paulina mi powiedziała, że pracujecie do jutra nad jakimś projektem.. Nie sądziłam, że dziś wrócisz...
- Mamo, wszystko w porządku? - Zignorowałam to, że moja przyjaciółka skłamała mojej matce, tylko od razu przeszłam do najważniejszego - Gdzie tata?
- On.. Musiał wyjechać...
- Wyjechać? - Zdziwiłam się - Dokąd?
- Dostał jakieś wezwanie... Mniejsza o to...
- To dlatego płaczesz? Tęsknisz za nim? - Kiwnęła potwierdzająco głową. Nawet przez chwilę w to nie uwierzyłam. Musiało się coś stać ważnego, że płacze.
- Skoro już wróciłaś, to idź spać. Jutro szkoła..
- Okej - Stwierdziłam, że nie będę nalegać, tylko wezmę gorący prysznic i zadzwonię do przyjaciół - Dobranoc. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, słońce.. - Kiwnęłam głową i zamknęłam drzwi. Chwilę potem usłyszałam jak ponownie płacze. Wiedziała, że chodzi o coś więcej.....
Wróciłam do pokoju z którego wzięłam dresy i bluzkę i poszłam się umyć. Gdy stanęłam przed lustrem, zorientowałam się, że mam na sobie luźną bluzkę Dylana. Jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłam?! I jakim cudem znalazła się na moim ciele?! Pod nią nie miałam kompletnie nic. Cholera. Muszę oddać mu te ciuchy, co oznacza, że znów muszę się z nim spotkać. Jeszcze więsza cholera!
Siedząc na łóżku, zadzwoniłam do przyjaciółki. Odebrała od razu. Pogadałyśmy trochę a raczej ona mnie wypytywała o wszystko, ale byłam tak zmęczona, że obiecałam opowiedzieć jej o wszystkim jutro a teraz położyłam się spać. Napisałam jeszcze tylko krótką wiadomość Michałowi, że bardzo przepraszam i, że jutro również mu wszystko wyjaśnię. Teraz zamknęłam oczy i zasnęłam.
Następnego dnia w szkole, Dylana nigdzie nie było. Ani jego, ani Alana. Słyszałam pogłoski, że wkrótce mają ich wywalić. Większość uczniów, jak nie cała szkoła, cieszyła się z tego. Mi to było jakoś obojętnie. Miałam to w dupie. Przynajmniej wmawiałam sobie, że mam to w dupie.
- Wiesz jak się o Ciebie bałam?! - Najechała na mnie. Paulina, kiedy tylko była zła, nie przejmowała się, żadnymi słowami.
- Jeszcze nie rozumiem, dlaczego mnie wypuścił...
- Dzwonił wczoraj do mnie... - Szepnęła.
- Co?! - Zdziwiłam się - Czego chciał?! Skąd miał Twój numer?!
- Dzwonił jako Ty... Słyszałam Twój głos, mówił jak Ty... Poprosiłaś o spotkanie więc przyjechałam do tego baru co zawsze zdziwiona, że dopiero teraz się odezwałaś. Zamiast Ciebie, pojawił się on...
- Czego chciał...?
- Powiedział, że do puki zeznania nie zostaną wycofane, nie zobaczymy Cię...
- Zostały wycofanie? - Kiwnęła potwierdzająco głową - Jak to możliwe...?
- Kazałam Michałowi je wycofać. Kiedy dowiedział się, że chodzi o Ciebie, zrobił to. Przekonał matkę i wycofali....
- Dziękuję... - Rzuciłam się w je ramiona i aż się rozpłakałam. Miałam najcudowniejszą przyjaciółkę na świecie. Wtedy podszedł do mnie Michał. Od razu wtuliłam się w jego ramiona. Przejechał koniuszkami palców po moim policzku, aż mruknęłam.
- Tak bardzo się bałem.. - Szepnął.
- Ja też.. - Wtrąciłam mu, ale przerwał mi pocałunkiem. Przez kolejne dni, Dylana wciąż nie było. Nie widziałam go od tygodnia. Rozpłynął się, zniknął. Do szkoły wcale nie chodził i najwidoczniej miał w dupie naukę i to czy zda czy też nie. W sumie powinnam się cieszyć, że go nie ma i że nie muszę go oglądać, ale tak wcale nie było. Kiedy tylko wstawałam do szkoły, miałam nadzieję, ze tym razem przyjdzie i, że chociaż przez chwilę go zobaczę.
Któregoś razu na spacerze, Michał złapał mnie za ramiona, przysunął do siebie i pocałował mnie jak zawsze. Pocałunek był długi i namiętny...Ale nie był taki, jak przedtem. Nie czułam tego co czułam dawniej. Całując go, przed oczyma pojawiła mi się twarz Dylana. To jak rzucił się na mnie w parku i jak złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Pocałunek Michała był inny. Bez jakichkolwiek emocji czy zachwytu z mojej strony.
- Kocham Cię - Wyszeptał mi wprost do ucha.
- Ja Ciebie też.. - Odpowiedziałam. Pierwszy raz w życiu, pomyślałam nad sensem tych trzech słów wypowiedzianych w jego stronę.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz