wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 22

,, I am a fucker ''

Siedziałem na fotelu i czekałem na ten pierdolony telefon. Ile można kurwa czekać? Nie miałem dużo czasu gdyż zaraz wychodzę na kolejną akcję i wrócę dopiero nad ranem, ale jeżeli zaraz nie dowiem się czegoś nowego o stanie Ross, oszaleję i chuj strzeli cały nasz plan.
Nagle ekran mojego telefonu się rozjaśnił i ukazało się zdjęcie Filipa. Momentalnie chwyciłem swoje urządzenie do jednej z dwóch rąk i chwilę potem nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Nareszcie!
- Może tak ,, cześć '' ? - Dąsnął się zirytowany moim zachowanie.
- Co z Ross?! - Miałem gdzieś jego humor i to na co liczy. Interesowała mnie tylko i wyłącznie jedna sprawa a mianowicie to dziewczyna.
- No wiesz... Dziewczyna nadal śpi..
- Słucham?!
- Nie wybudziła się...
- Jak to jeszcze się nie wybudziła?! Minęły dwa dni do chuja! - Wrzasnąłem. Co za kretyni pracują w tym szpitalu! Mówili, że lada dzień się ocknie a tu co? Dalej śpi! Rozumiem, że może być zmęczona, ale przecież chociaż w połowie powinna odzyskać siły do tego czasu. Coś było nie w porządku. Czułem, że coś przede mną ukrywa ten zasrany dupek.
- Wyskoczyły pewnie komplikacje... - Odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. Wiedziałem. Wiedziałem! Jak na złość musiało być źle, kiedy mnie nie było w jej pobliżu.
- Komplikacje? - Powtórzyłem głośnym warknięciem. Filip miał szczęście, że byłem z dobre dwieście kilometrów od niego bo już dawno bym go rozszarpał. Złapałem się za głowę i zakląłem pod nosem. Dlaczego akurat teraz musiałem wyjechać?
- Ross.. Ona.. Słuchaj, nie jest dobrze, ale nie mogę Ci powiedzieć nic więcej bez jej zgody. A jak na razie się nie obudziła, więc wiesz co muszę zrobić..
- Jak to nie jest dobrze?! Kurwa, co się dzieje do chuja! - Chwilę czekałem na odpowiedź a kiedy myślałem, że zaraz ją dostanę, usłyszałem piknięcie. Skurwiel się rozłączył. Rozłączył i w dodatku nie odbierał ode mnie potem telefonu - Kurwa mać! - Wrzasnąłem. Miałem ochotę coś rozpierdolić i właśnie wtedy do pokoju wszedł Alan. Zajadła się pizzą z szynką, serem i wieloma różnymi składnikami. Gdyby nie to, że właśnie miałem zjebany humor, pewnie dołączyłbym do niego. Spojrzał na mnie i spytał się o co chodzi, ale zignorowałem jego pytanie machnięciem ręki.
- Musimy już iść.. - Zmienił szybko temat, aby nie denerwować mnie jeszcze bardziej. Kiwnąłem potwierdzająco głową z nadzieją, że chociaż przez chwilę uda mi się zapomnieć o Ross.
- Jasne.. - Mruknąłem - Gdzie reszta?
- Na dole. Rick jest zadowolony z wczorajszej roboty. Mówił. że jak tak dalej pójdzie to wrócimy dzień wcześniej...
- Serio? - Wtrąciłem - Więc na co czekamy?
- Dylan?
- Ta?
- Chodzi o Ross, prawda? - Popatrzyłem na niego z przymrużeniem oka a chwilę potem wyszedłem na zewnątrz słysząc za sobą jęki swojego najlepszego przyjaciela. Tak kurwa. Chodzi właśnie o nią i w tym tkwi największy problem......

***ROSS***

,, Stałam naprzeciwko mężczyzny, który znaczył dla mnie więcej niż moje własne życie. Szatyn o muskularnej postawie ciała, o idealnych rysach twarzy oraz o przepięknym, idealnym, śnieżnobiałym uśmiechu. Dziś było inaczej niż zazwyczaj. Mój ukochany ubrany był tym razem w coś zupełnie innego. Nie był w czarnych ciuchach, lecz miał na sobie białą koszulę, białe spodnie oraz szare trampki.
- Kocham Cię... - Szepnęłam mu wprost do ucha. Spojrzał na mnie i wtedy poczułam, że osoba stojąca przede mną to całe moje życie, że nie wyobrażam sobie bez niego żadnego dnia. Nie wiem co bym zrobiła, jakbym postąpiła, gdyby go przy mnie nie było.
Tymczasem Dylan chwycił moją twarz w obie dłonie powodując, że wszystkie myśli jakie kłębiły się dotychczas w mojej głowie, wyparowały a zamiast nich przyfrunęło coś innego, nowego. Chłopak musnął wargą mój lewy policzek, mrucząc mi przy tym do ucha. Zadrżałam z rozkoszy.
- Ja Ciebie też... - Odpowiedział - I wiesz co? Nigdy Cię nie opuszczę... -  Tym razem złożył czuły i delikatny pocałunek na moich ustach a ja chciałam, aby ta chwila nigdy się nie skończyła..... ''.

Ktoś zaczął mną szturchać. Obraz stawał się mniej wyraźny a ja popadałam w coraz głębszą przepaść. Cooper zanikał gdzieś za szarą mgłą zostawiając mnie samą a moje krzyki w jego stronę nie dawały żadnych rezultatów. Chłopak mnie nie słyszał. Co się do cholery dzieje?! Nagle uderzyłam ciałem o płaską, szklaną powierzchnie. Ból był straszny a ja miałam wrażenie jakby każda moja część ciała pękała w pół. Otworzyłam spanikowana oczy zachłystając się przy tym własnym powietrzem. Rozejrzałam się dookoła, jednak nie poznawałam za nic w świecie miejsca w którym teraz byłam. Elegancki pokój z wielkim łożem, do tego dwa duże fotele i drewniano-szklany stół na którym stał wazon z liliami. Nawet kolory ścian były estetyczne i zadbane. Przeniosłam swój wzrok na osobę po mojej prawej stronie. Obok mnie siedziała Paula z bardzo zmartwioną miną. Wpatrywała się we mnie i oczekiwała jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, ale co właściwie miałam powiedzieć? Nie doszłam jeszcze do siebie. Zaczęłam krzyczeć spanikowana i miotać się na każdą stronę. Bałam się, że jestem sama, że nie ma przy mnie Dylana i ktoś go zabrał. Bałam się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Wciąż przeżywałam swój piękny sen z którego zostałam brutalnie wybudzona i przeniesiona do podłej rzeczywistości zwanej prawdziwym życiem.
Przyjaciółka próbowała mnie uspokoić, ale nie mogła sobie ze mną poradzić, więc wybiegła z sali aby chwilę później wrócić do mnie z lekarzem. Przez chwilę nie rozpoznałam go, nie wiedziałam z kim mam do czynienia, ale z każdą mijającą minutą, jego twarz stawała się znajoma.
- Ross... Uspokój się... Wszystko już jest dobrze...
- Gdzie ja jestem?! - Wrzeszczałam - Gdzie jest Dylan?! Zabrali go! Zabrali! - Powtarzałam.
- Doktorze! Co jej jest?! - Spytała spanikowana Paulina.
- Przechodzi halucynacje.. Musiała mieć jakiś sen.. Wyjdź stąd. Musi zostać sama..
- Oczywiście.. - Paula skinęłam posłusznie głową i opuściła pomieszczenie zostawiając tym samym naszą dwójkę razem.
- Gdzie ja jestem?! Ratunku! Uratujcie go! Pomocy!
-  U mnie... Uspokój się... - Kiedy w dalszym ciągu mój stan się nie poprawiał, poczułam w prawym ramieniu jak wbija we mnie strzykawkę i napełnia mój organizm jakimś płynem. Musiał być to płyn uspokajający gdyż poczułam się straszne zmęczona i ponownie zasnęłam szeptając w jego stronę ostatnie słowa ratunku dla Coopera. ...
Kiedy kilka godzin później znów odzyskałam świadomość, moja reakcja na otaczający mnie dookoła świat nie była taka sama jak poprzednio. Serce nie biło tak szybko jak przedtem a mój mózg powoli przyswajał miejsce w którym teraz jestem.
- Cześć... - Szepnęłam zwracając na siebie uwagę dziewczyny w blond włosach. Paula siedziała obok mnie i trzymała moją lewą dłoń. Byłam zmęczona i obolała co w sumie nie było niczym nowym bo takie dolegliwości dokuczały mi od kilkunastu dni.
- Hej.. - Odpowiedziała - Nareszcie się obudziłaś.. Jak się czujesz? Wezwać lekarza?.... - Wstała na nogi i już chciała ruszyć w stronę drzwi, jednak w ostatniej chwili zdążyłam ją zatrzymać.
- Lekarza? - Wtrąciłam - Gdzie ja jestem...? - Spróbowałam sobie przypomnieć cokolwiek, ale średnio mi to wszyło. Jedyne co pamiętam to tylko i wyłącznie mój ranny telefon do Coopera. Dalej miałam ogromną pustkę w głowie. Tak jakbym właśnie się napiła i leczyła kaca.
- W szpitalu... Wszystko okej?
- Tak.. Co.. co się stało..? - Chwyciłam się za głowę gdyż ból stawał się coraz silniejszy, ale próbowałam tego po sobie nie poznać. Chciałam wiedzieć co tu robię i dlaczego się tu właściwie znalazłam.
- Od dwóch dni spałaś.. Nie pamiętasz?..
- Nie..
- Nie wiem co się dokładnie stało, ale przywiózł Cię tu Dylan..
- Dylan? - Powtórzyłam na co kiwnęła potwierdzająco głową.
- Tak.. Nic więcej nie wiem bo od tamtej pory się tu nie pokazał - Wzruszyła obojętnie ramionami. Nienawidziła go i nawet się z tym nie kryła. A ja? Na mojej twarzy pojawił się smutek. Od dwóch dni leżę w szpitalu a on nawet mnie nie odwiedził? Co się dziwić. Nic dla niego nie znaczę i nie mam co się dalej łudzić, że jest inaczej. Tylko dlaczego mnie to tak cholernie boli? Dlaczego kiedy o nim myślę, na moim ciele pojawiają się dziwne ciarki? Nagle moją uwagę przykuł obraz na ścianie.
- Kto... kto to wszystko zrobił...? - Spytałam zachrypniętym głosem. Pokój w którym właśnie leżałam, był przerobiony w coś co sprawiało, że uśmiech sam wskakiwał mi na twarz. Naprzeciwko mnie namalowany został wazon z sześcioma, czerwonymi różami a na stoliku obok mojego łóżka, stał wielki miś z napisem ,, tęsknie ''. Dacie wiarę? Rozejrzałam się zaciekawiona po całym pomieszczeniu. Ktoś przyniósł moje i Pauli zdjęcie i do tego pomalował jeszcze kilka ścian. Od razu pierwszą osobą jaka przyszła mi do głowy to Dylan i miałam ogromną nadzieję, że to właśnie on... Może jednak się myliłam i mu zależy? Może ma jakiś ważny powód, że do mnie nie przychodzi? Co o tym myślicie?
- To Michał... - Szepnęła Paula. Spojrzałam na nią zaskoczona tym co powiedziała, ale jej wzrok był wbity w podłogę. Michał? Naprawdę? Mój entuzjazm legł w gruzach tak jak i nadzieja, że to właśnie on. Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam zaskoczona jej słowami i jednocześnie zdumiona i rozczarowana. Rozczarowana bo nie był to Cooper a zdumiona, że Michał włożył w to wszystko tyle pracy i zrobił to dla mnie - Przyszedł tu od razu kiedy trafiłaś do szpitala i postanowił pokazać Ci, że mu naprawdę zależy.. Ross.. On Cię kocha......- Zastanowiłam się przez chwilę co mam dalej robić, jak na to wszystko zareagować i nic dobrego nie przyszło mi do głowy. Nie wiedziałam czy jeszcze cokolwiek do niego czuję. Dużo się zmieniło w moim życiu bo... Bo co? Zawahałam się przed odpowiedzią. Nie byłam pewna czy chcę to wyznać sama przed sobą, ale chyba powinna, prawda? Bo pojawił się Dylan Cooper i sporo namieszał.
- Gdzie on jest..? - Spytałam wreszcie.
- Czeka na korytarzu.. Chcesz go zobaczyć..? - Kiwnęłam potwierdzająco głową a ona bez żadnego ,, ale '' wstała na nogi i wyszła na zewnątrz, aby po chwili przyprowadzi do mojego nowego pokoju Michała. Chłopak stanął obok mnie z założonymi na siebie rękoma i był również zdenerwowany tym spotkaniem co ja.
- Cześć.. - Przywitałam się pierwsza, aby przerwać tą niezręczną ciszę - Więc.. Ty to wszystko.. zrobiłeś... ? - Ku mojemu zdziwieniu, nie odpowiedział od razu, ale zawahał się przed odpowiedzią. Nawet miałam wrażenie jakby Paula potajemnie szturchnęła go w ramię, aby szybko odpowiedział.
- Ta.. - Mruknął - Jak się czujesz?
- Dobrze.. Ale chciałabym pogadać z Tobą na osobności... - Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona, ale wyszła nie mówiąc więcej nic. Ja tymczasem wykorzystałam wszystkie siły jakie jeszcze w sobie miałam i wstałam do pozycji siedzącej, aby lepiej widzieć twarz chłopaka - Jak się masz?..
- Dobrze, ale raczej Ty powinnaś odpowiedzieć na to pytanie bo to Ty leżysz w szpitalu - Parsknął - Co się stało? Dlaczego tu jesteś?
- Ja.. Nie wiem.. - Wzruszyłam ramionami - Nie pamiętam nic z tamtego dnia. Wiem tylko tyle, że przywiózł mnie tu Dylan..
- Oczywiście! - Warknął - To wszystko jego wina!
- Tego nie powiedziałam.. Nie wiem co się stało..
- Nie ma co się domyślać... Pewnie coś Ci zrobił a teraz nie przyjeżdża bo boi się, że doniesiesz na niego na policję! Może powinnaś już teraz złożyć doniesienie...
- Michał! - Krzyknęłam - Albo przestaniesz, albo masz stąd wyjść.. - Spiorunowałam go wzrokiem na co przybrał minę smutnego pieska, ale miałam to w dupie - Dlaczego to zrobiłeś...? - Zmieniłam temat.
- Co?
- Czemu tyle pracy włożyłeś w ten pokój? - Posłałam mu ciepły uśmiech, aby nie był tak skrępowany w moim towarzystwie.
- Wiesz czemu...
- Nie wiem..
- Kocham Cię.. - Szepnął i chwilę później spojrzał mi w oczy. Mówił poważnie. W dalszym ciągu mnie kochał a ja byłam zaskoczona i sparaliżowana. Nie wiedziałam co do niego czuję i kim on dla mnie jest, ale Michał nie dał mi szansy na odpowiedź. Zaczął tylko zbliżać się twarzą ku mnie. Czy on..? O nie, nie, nie! Pocałował mnie. Nie zdążyłam obrócić twarzy w bok, więc udało mu się złożyć pocałunek na moich ustach. Wiecie co jeszcze? Ja odwzajemniłam ten pocałunek chcąc sprawdzić czy poczuję chociaż przez chwilę to co kiedyś przy nim czułam. Niespodziewanie w tym samym czasie do pokoju weszła moja matka. Szybko oderwaliśmy się od siebie speszeni jej osobą a ona wydała się niemile zaskoczona naszą reakcją.
- Słyszałam, że się obudziłaś, więc chciałam się przywitać.. - Zaczęła.
- Zostawię Was samych. Potem przyjdę.. - Chłopak spojrzał na mnie, potem na nią i wreszcie wyszedł. Na mnie czekała długa i poważna rozmowa z moją kochaną mamusią....

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 21.

,, I am a fucker ''

Leże w łóżku i zastanawiam się czy pójść do niego i przeprosić za swoje dziecinne zachowanie. Ale co miałabym powiedzieć? Przepraszam, że jestem dziewicą i nie znam się na tych rzeczach? Że nigdy się z nikim nie kochałam i nie miałam kontaktu cielesnego? W sumie to nie jego wina. Sama go zachęciłam do tego, aby pozwolił sobie na więcej i wyszłam na idiotkę. Na dziewczynkę, która nie wie do czego służy kutas i cipka. Łzy smutku i upokorzenia zapełniły moje oczy a uśmiech który widniał na twarzy, kiedy Cooper tu był, zniknął razem z nim. Dlaczego tak bardzo przejmowałam się tym chłopakiem i jego zdaniem na swój temat? Przecież on jest mi obojętny. A przynajmniej był. I w tym chyba jest problem. Dylan Cooper nie jest mi już obojętnym chamem.
Usłyszałam krzyki dochodzące zza ściany i dźwięk tłuczonego szkła. Dylan wpadł w szał. Wkurwił się na mnie i teraz wyżywa się na każdej rzeczy jaka wpadnie mu w ręce. To wszystko było moją winą.
Odwróciłam głowę w drugą stronę, chwyciłam dłońmi poduszkę i zamknęłam oczy z nadzieją, że szybko zasnę. Nie chciałam dłużej słuchać tego co wyprawia się w jego sypialni. Tak też się stało. W ciągu piętnastu minut, spałam jak za bita, do czasu aż nie obudził mnie jakiś kobiecy pisk. Momentalnie otworzyłam oczy i spanikowana rozejrzałam się dookoła. Zapaliłam małą lampkę znajdującą się na komodzie, ale nikogo w pokoju nie było oprócz mnie. Dochodziła czwarta nad ranem, więc spałam dokładnie 3 godziny. Już chciałam z powrotem gasić światło, kiedy ponownie usłyszałam jakiś pisk. Co do licha? Hałas dochodził z pokoju Coopera. Może oglądał za głośno telewizję? No ale co mnie to obchodzi. To jego dom i może robić co chce. Tyle, że hałas stał się głośniejszy, kiedy włączył muzykę na ful. Muzykę, której ja nienawidzę. Pieprzony Rock. Pieprzony Cooper!  No tego było za wiele. Teraz to ja byłam wkurwiona. Miałam gdzieś to co stało się kilka godzin temu. Teraz liczyło się tylko to, aby ten idiota się zamknął i dał mi spać. Kto normalny o czwartej rano słucha muzyki?!
Wstałam na nogi i w bojowym nastroju opuściłam swój pokój przy okazji trzaskając drzwiami. Skierowałam się wprost do szatyna i bez żadnego pukania, wparowałam do środka pomieszczenia.
- Możesz kurwa wyłą.... - Wrzasnęłam na wstępie. Stanęłam na środku pokoju i spojrzałam na łóżko chłopaka, gdzie właśnie leżał. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami. Myślałam, że śnie. Że to koszmar z którego się jeszcze nie obudziłam - Dylan... - Szepnęłam. Właśnie w tym momencie poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż w plecy i wykroił moje serce a potem je wziął do buzi, przeżuł i wypluł na ziemię. Szatyn zerknął na mnie i dostrzegł moje niedowierzanie. Jeszcze przed chwilą chciał uprawiać ze mną seks, zapewniał, że mnie nie skrzywdzi a teraz leży nagi na tym wielkim, zasranym łóżku z tą jego kochaną dziewczyną?! To są jakieś jaja?!
- Nie nauczyli Cię pukać? - Warknęła. Była całkiem naga. Siedziała na nim okrakiem i nie miała za krzty przyzwoitości bo po mimo tego, że stałam naprzeciwko nich, jego kutas wciąż był w jej piździe. Ja na jej miejscu bym spaliła się ze wstydu, ale to nie mój problem skoro lubi być zwykłą dziwką.
Cofnęłam się kilka kroków do tyłu, jednocześnie zakrywając usta dłonią. Modliłam się, aby nie wybuchnąć płaczem i jednocześnie śmiechem.
- Ross... - Szatyn zepchnął z siebie swoją seksualną barbie tak, że aż pisnęła z bólu i wstał na nogi. Był goły. Nie miał na sobie kompletnie żadnego ubrania, przez co zmuszona zostałam aby zlustrować go całego od stóp do głowy a mój wzrok zatrzymał się na jego członku, który właśnie przechodził erekcję - To nie tak...
- Zamknij się.. - Syknęłam - Nie obchodzi mnie jak.. - Pokręciłam przecząco głową i wybiegłam stamtąd tak szybko jak tylko mogłam. Miałam ochotę wybiec na zewnątrz i wracać do domu z buta, ale wiedziałam, że to jest bardzo zły pomysł. Na dworze padał deszcz a ja byłam w samych majtkach i koszulce, więc jedynie co zrobiłam to zamknęłam się na klucz w ,, swoim '' pokoju i kucnęłam pod drzwiami. Dałam upust łzom. Pierdolony dupek, świnia, cham, kretyn, złodziej, bajerant! W jednej chwili znienawidziłam go tak bardzo, że gdybym miała teraz wybierać pomiędzy nim a małym robakiem, kogo wolę uratować przed śmiercią, wybrałabym robaczka i jeszcze zrobiłabym mu przyjęcie powitalne. Dylana bym sama zabiła.
Usłyszałam ich kłótnie. Kłócili się bo Cooper kazał jej wypierdalać a ona błagała, aby pozwolił jej zostać i spędzić dobrze resztę nocy. Nienawidzę go! Nienawidzę ją! Oboje są siebie warci. Filip miał rację. Po raz drugi doszłam do tego wniosku. Mówił, że tak będzie, że nawet jeśli ze sobą nie gadają to potem i tak ich drogi złączą się w jedno.
Tyle, że on nie chciał. Szarpali się i wyzywali. Chciałam nie słyszeć ani jej głosu ani jego, ale byli tak głośno, że trudno było myśleć o czymś innym.
- Wypierdalaj stąd! - Wrzasnął - Na dziś skończyłaś swoją pracę!
- Ale..
- Jazda! - Warknął. Nie wiem co było dalej, bo parę minut później nastała kompletna cisza. Może oboje wyszli i już nie wrócą? Modliłam się, aby tak było. Jednak Bóg chyba nie był po mojej stronie, bo kiedy byłam pewna, że zostałam sama, szatyn zaczął dobijać się do mojego pokoju. Walił pięściami w drzwi i krzyczał, że mam otworzyć. Nie odezwałam się nawet słowem. Krople słonej wody zaczęły moczyć moje policzki a oddech stał się nierówny i przyśpieszyło bicie serca. Zakręciło mi się w głowie. Czułam się cholernie źle. A wszystko przez tego pierdolonego głąba.
I wiecie co było najgorsze? Że zabolał mnie widok tej dwójki razem, ponieważ to nie ja z nim byłam. To nie mnie przytulał i pieścił. Zdałam sobie właśnie z czegoś sprawę. Muszę to w końcu wyznać chociażby sama przed sobą. Ja się w nim zakochałam.... Na samą tę myśl wybuchnęłam jeszcze  większym płaczem.
- Ross... Błagam.. Wpuść mnie...Ross... - Ostatnie słowo wypowiedział szeptem. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam wolniutko powietrze z płuc. Nie chcę go znać. Niech zniknie z mojego życia raz na zawsze - Gdybym tylko mógł cofnąć czas.. Oddałbym wszystko byleby tylko nie widzieć tego, że jesteś przeze mnie smutna.. Ross... Ja.. Ja nie chciałem... - Ostatni raz uderzył pięścią w drzwi a potem wolnym krokiem odszedł. Wrócił do swojej sypialni pozostawiając mnie wreszcie samą. Chwilę tak jeszcze siedziałam pod drzwiami jak bezpański pies, ale w końcu wzięłam się w garść i stanęłam na nogi. Przeszłam zaledwie kilka kroków, kiedy ponownie zakręciło mi się w głowie a obraz zaczął się ściemniać. Miałam mroczki przed oczyma i w dodatku krwawiłam z nosa.  Coś było nie tak. Coś się ze mną działo.
- Dylan!... - Wrzasnęłam przestraszona, czując jak tracę kontrolę nad swoim ciałem. W tej chwili nie chciałam zostać sama. Nie liczyło się nic więcej jak to, aby chłopak do mnie przyszedł i zapewnił mnie, że wszystko będzie dobrze. Bałam się. Tak strasznie się bałam.
Nim zemdlałam, zdążyłam usłyszeć jak szatyn dobiega do drzwi i próbuje dostać się do środka, niestety wejście było zamknięte na klucz. Z moje winy. Nie mógł wejść do środka, bo mu wcześniej na to nie pozwoliłam. Śmieszne, co? Najpierw go wyzywam i zabraniam zbliżania się do siebie a potem błagam go, aby przyszedł. Wiem, jestem strasznie głupia. Jestem egoistką.
- Ross?! Co się dzieje?! Kurwa! Ross?! Otwórz!
- Ja... Źle się czuję... - Szepnęłam.
- Otwórz drzwi! Słyszysz?! Otwórz drzwi!
- Już.. - Cofnęłam się kilka kroków do tyłu i właśnie wtedy straciłam przytomność. Zemdlałam. Zamknęłam oczy i zleciałam na podłogę, uderzając głową o kant łóżka....

***DYLAN***

Usłyszałem jak coś spada na ziemię. Nie coś, ale ktoś. I już wiedziałem, że to Ross. Straciła przytomność. Jednym, celnym kopem w sam środek tych pierdolonych drzwi, wyważyłem je. Wyleciały z zawiasów i upadły na podłogę tuż obok szatynki. Zakrwawiona dziewczyna leżała na ziemi i nie okazywała żadnych oznak życia. Krwawiła z dwóch miejsc. Z nosa i z głowy. Podbiegłem do niej w kilka sekund a nawet szybciej i kiedy nie zareagowała na żadną moją próbę porozumienia się z nią, wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon i od razu wykręciłem numer Filipa. Skurwiel nie odbierał a ja traciłem panowanie nad sobą. Czas leciał. Życiu Ross, mogło zagrażać duże niebezpieczeństwo. Cholera jasna! Po raz ostatni zadzwoniłem do tego debila i na szczęście wreszcie podniósł do ucha tą pieprzoną słuchawkę.
- Wiesz która godzina?! - Warknął zaspany. Spał? Gówno mnie to obchodzi. Ma tu jak najszybciej przyjechać!
- Potrzebuję pomocy.. - Od razu przeszedłem do sedna sprawy - Ross.. Ona.. Leży nieprzytomna w moim domu....Nie wiem co się dzieje..
- Gdzie jesteś? - Zmienił ton głosu i teraz brzmiał jak prawdziwy lekarz. Podałem mu ulicę i poprosiłem, aby jak najszybciej zjawił się na miejscu. Sam oczywiście mógłbym zawieść ją do szpitala, ale co jeżeli bym jej uszkodził jakąś część ciała bądź narząd wewnętrzny? Powiedziałem mu też najpotrzebniejsze rzeczy a on kazał mi czekać. Tak też zrobiłem. Czekałem aż pod mój dom przyjechała duża karetka, która zabrała dziewczynę od razu do szpitala Filipa. Zabrałem się z nimi mimo ich protestu. Byłem tak wkurwiony, że nawet długo się ze mną nie kłócili. Na miejscu, pokierowali mnie do recepcji i tam kazali mi posłusznie poczekać na wieści co z Ross. Pięciu facetów w białym fartuchu, przejęli opiekę nad dziewczyną i zabrali ją na salę operacyjną. Musiel sprawdzić co z jej stanem zdrowia i w razie konieczności, przeprowadzić operację.
Wkurwiony na całego, posłuchałem się jednego z dwóch doktorów, ale nie mogłem usiedzieć na dupie, więc chodziłem po całym pomieszczeniu w tą i z powrotem. Zastanawiałem się o co może w tym wszystkim chodzić. Dlaczego ona tak często mdleje?! Co jeżeli coś jej się naprawdę stanie? Co jeżeli nie daj boże umrze? Nie! To nie może się tak skończyć! Muszę ją jeszcze kiedyś zobaczyć! Usłyszeć..
- Dylan? - Obróciłem się jak oparzony na dźwięk swojego imienia. Za mną stał Filip z założonymi na siebie rękoma. Nie wyglądał dobrze i nie miał dobrych wieści. Coś się stało i miałem to zaraz usłyszeć. Tylko czy byłem na to gotowy? Mężczyzna zbliżył się do mnie i chwycił dłonią moje prawe ramię.
- Co z nią? - Spytałem wreszcie. Nim mi odpowiedział, zdenerwowany przełknąłem głośno ślinę. Poczułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Zaraz to ja będę potrzebował lekarza.
- Wiesz, że nie mogę Ci tego powiedzieć.. Nie jesteś jej rodziną...
- Żartujesz sobie, prawda?! - Warknąłem.
- Nie.. - Pokiwał przecząco głową - Zobowiązuje mnie do tego przysięga lekarska. Jeżeli chcesz się czegokolwiek dowiedzieć, musisz sprowadzić tu jej rodziców.
- Nie wkurwiaj mnie... - Zacisnąłem dłoń w pięść i z całej siły przyjebałem nią w ścianę.
- Kochasz ją, prawda? - Momentalnie zamarłem. Spojrzałem na niego a jego wzrok był całkowicie skupiony na mojej osobie. Pytał poważnie. To wcale nie był żart. Już miałem odpowiedzieć, że chyba go pojebało, ale coś kazało mi milczeć. Kocham ją? Dlaczego te dwa słowa przyjąłem tak ciężko? Kocham? Ją? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem. Co znaczy kogoś kochać? Czy mogę śmiało powiedzieć, że czuję miłość do Ross, skoro nawet nie wiem co to takiego jest? Wiem tylko tyle, że ta dziewczyna nie jest mi obojętna i zrobiłbym dla niej wszystko byleby tylko była szczęśliwa - Pośpiesz się. Czas leci a ja bez zgody jej rodziców nie mogę podjąć żadnych działań. Pracuję nad jej krwią, którą ostatnio pobrałem, ale badania jeszcze nie przyszły  - Spojrzał na mnie spode łba a potem odszedł. Zostawił mnie samego w tym szarym, nijakim pomieszczeniu. Zostawił mnie z setką myśli na sekundę..... Kocham ją? Tylko te dwa słowa krążyły na początku mojego mózgu....

Godzinę później, gdzieś około szóstej rano, wsiadłem w samochód i udałem się wprost pod dom nastolatki. Na dworze było chłodno, wiał silny wiatr i padał deszcz. Ale to mnie nie powstrzymało. W tej chwili by mnie nic nie powstrzymało. Byłem tak zdeterminowany, że gdyby jej matka odmówiła pojechania ze mną, bym ją porwał. Wsadził jej kruche ciało do swojego auta i zawiózł do tego pierdolonego szpitala. Nie ma innej opcji jak ratowanie życia Ross. Tylko był jeden problem. Za dwie godziny muszę wyjechać poza miasto i wrócę dopiero za tydzień. Cholera jasna!
Stanąłem na werandzie jej domu i odpaliłem jedną ze szlug. Potrzebowałem tego dymu w swoich płucach. Musiałem się trochę odstresować. Tak też się stało. Ruszyłem krok do przodu i wtedy z mojej kieszeni wyleciał mały kamyczek, który spadł prosto na ziemię. Szybko go podniosłem.
- Ross.. - Szepnąłem. Zapomniałem jej go oddać. Wtedy kiedy pobiła Alana, zabrałem mu to gówno i miałem dać je szatynce, ale wyleciało mi to z głowy. Kurwa! Zrobię to przy pierwszej lepszej okazji...
Kiedy skończyłem a z mojej fajki został zaledwie rudy filtr, zapukałem do drewnianych drzwi i czekałem aż ktoś raczy mi otworzyć. Nie minęło pięć minut a starsza ode mnie kobieta, stanęła w progu po czym zlustrowała mnie całego od stóp do głowy. Zdziwiła się na mój widok. Słusznie. Nie przyjechałem na herbatkę i ciasteczka.
- Dylan?... - Szepnęła. Nawet zapamiętała moje imię. Brawo dla niej.
- Musimy pogadać.. - Zacząłem niepewnie. Przy tej kobiecie traciłem pewność siebie. Była matką dziewczyny na której mi cholernie zależało, więc to normalne, że bałem się jej matki. Bałem się. Śmieszne co? Nigdy w życiu nie czułem strachu a tu przez takie coś, trzęsę się jak galareta.... Wpuściła mnie do środka i zaprowadziła do kuchni. Spytała czy jestem głodny, albo czy chcę pić. Nie miałem na to czasu. W ogóle nie miałem czasu.
- Więc o co chodzi?.. - Spojrzała na mnie bacznym wzrokiem jakby chciała przeszyć mnie na wylot. Czasem miałem wrażenie, że domyśla się iż chodzi o jej córkę. Podobno matki mają taki instynkt zachowawczy, że kiedy ich dzieciom stanie się coś złego, one to czują. Czy i w tym przypadku było tak samo? Ja się na tym nie znałem. Nie miałem matki - Chodzi o Ross, prawda? - Szepnęła biorąc łyka gorącej kawy. Kiwnąłem potwierdzająco głową.
- Ona.. Ona jest w szpitalu.. - Wreszcie wykrztusiłem to z siebie i poczułem nagłą ulgę. Kobieta natomiast złapała się za głowę i zaczęła panikować.
- W szpitalu?! Coś się stało?! O co chodzi?!
- Wiedziała pani, że od kilku dni Ross ma zawroty głowy, że źle się czuje?
- Nieee.... - Kiwnęła przecząco głową - Czasem mówiła, że boli ją głowa, ale myślałam, że... Matko! Mów rzesz o co chodzi! Co jej się stało?!
- Jeszcze nic nie wiadomo.. Mój kolega dopiero przeprowadzi badania nad zdrowiem pani córki i dowiemy się wszystkiego za kilka dni.. Ale najpierw musi pani pojechać ze mną i zgodzić się na to...
- Gdzie ona jest?..
- W prywatnej klinice. Zawiozę tam panią.. - Wykorzystując przy okazji sytuację, że rozmawiamy, od razu przeszedłem do rzeczy i powiedziałem jak doszło do tego, że trafiła do szpitala. Wytłumaczyłem jej co i jak i wtedy szybko się ubrała i mimo tego, że dobrze mnie nie znała, wsiadła ze mną do samochodu i pojechaliśmy najkrótszą drogą do szpitala. Dotarliśmy tam w czterdzieści minut. Miałem nadzieję, że teraz dowiem się co i jak z Ross. Inaczej rozniosę to miejsce w drobny pył.
Kobieta pobiegła do gabinetu lekarza nie zważając na kolejki czy ludzi stojących obok niej. Biegłem tuż za nią i trzymałem się jej tempa. W tej chwili można było nawet zauważyć, że była szybsza ode mnie.
- Co z moją córką?! - Wrzasnęła pchając do przodu drzwi i wbiegając do środa dużego gabinetu. Filip siedział za biurkiem ciemnego stołu zrobionego z dębu i grzebał coś przy papierach. Podniósł wzrok to na kobietę, to na mnie.
- Szybki jesteś.. - Skomentował - I dzień dobry. Pani to pewnie mama Ross?
- Proszę przejść do rzeczy! Niech Pan powie, czy z moją córką wszystko jest dobrze!
- Sprawa wygląda tak... Jak na razie opanowaliśmy sytuację i życiu dziewczyny nic nie zagraża, ale mogą wystąpić pewne komplikacje..
- Komplikacje?! - Wtrąciłem.
- Nie wiemy jaka przyczyna wywołała omdlenie i co za tym stoi, ale od godziny dziewiątej, kiedy będę miał pełen personel i pełnych profesjonalistów, Ross podlegnie dokładnym badaniom i wszystko będzie wiadome. Jak na razie proszę się nie martwić bo może być to przyczyna zwykłego zmęczenia.
- Wiesz, że nie mogę czekać tyle czasu!
- Zajmij się tym czym masz się zająć a mi daj w spokoju prowadzić swoją pracę, jasne? Będę Cię na bieżąco informował o wszystkim.. - Miałem dość tego pierdolenia, więc wyszedłem na korytarz i przestałem ich słuchać. Kurwa mać, że akurat teraz muszę wyjechać. Pierdolony Rick! Ale przecież nie mogę ich zawieść. Już żeśmy się umówili.... Trudno. Muszę coś wymyślić i po chwili miałem pomysła. Najpierw wziąłem od recepcjonistki białą kartkę i długopis, aby następnie napisać krótki liścik do Ross. Tym razem nie było mi tak samo trudno jak wtedy.
Gdy skończyłem, znów wsiadłem do swojego samochodu i z powrotem wróciłem do domu szatynki. Drzwi były zamknięte na klucz, ale nie takie rzeczy się robiło. Otworzyłem je w mgnieniu oka. Moim celem był jej pokój i chwilę później, znalazłem się na miejscu. Miałem plan. Miałem pomysł. Spakowałem do dużej, czarnej torby kołdrę dziewczyny, poduszkę, zdjęcie z jej przyjaciółką, które leżało na komodzie, laptopa oraz jedną z najważniejszych rzeczy. Spakowałem także czarną, skórzaną kurtkę, która była moja.
Kiedy skończyłem, pojechałem jeszcze tylko do dwóch sklepów. Jednego z pluszakami, gdzie kupiłem największego misia jaki tylko tam był i najpiękniejszego. Drugi sklep to malarski. Wziąłem kilka kolorów farb i obkupiony, wróciłem do szpitala. Oczywiście powiadomiłem Filipa co zamierzam zrobić w jednym z pokoi i przyznam, że z początku ten pomysł mu się nie spodobał, ale kiedy tylko wspomniałem o Ross, o tym że będzie szczęśliwa, zmienił zdanie. Polubił ją co było mi na rękę.
Bez wiedzy i zgody pielęgniarek, wszedłem do sali, gdzie leżała Ross. Znaczy teraz jej tam nie było bo przechodziła jakieś tam rutynowe badania, ale ten pokój należał do niej. Postanowiłem nie marnować czasu tym bardziej, że została mi tylko godzina. Przebrałem pościel ze szpitalnego łóżka w pościel Ross oraz poszewkę i poduszkę. Chciałem ten pokój chociaż w połowie zmienić w pokój dziewczyny, aby była zadowolona kiedy się obudzi.
Na małą komodę, położyłem zdjęcie dziewczyny a za zdjęciem dużego miśka z napisem ,, Tęsknię ''. Została mi ostatnia, najtrudniejsza rzecz. Ściany. Wziąłem do ręki pędzel i naprzeciwko łóżka, namalowałem na jednej z czterech ścian, bukiet czerwonych róż w błękitnym wazonie na małym stoliku. Róż było sześć, nie bez powodu. Nagle usłyszałem, że ktoś się zbliża. Do pomieszczenia wszedł Filip z kilkoma kolegami z pracy i jedną pielęgniarką. Rozejrzeli się po pokoju a potem zmierzyli mnie całego od stóp do głowy. Muszę przyznać, że byli w szoku moim zaangażowaniem w tą sprawę.
- Serio? - Filip wyszczerzył oczy jakby zobaczył przed sobą boga - Nie wierzę...
- W co nie wierzysz idioto? - Warknąłem. Mężczyzna rozkazał personelowi iść po dziewczynę, zostawiając nas tym samym samych. Chrząknąłem znacząco, aby przerwać tą niezręczną minę i wtedy Filip wybuchnął śmiechem.
- Ty ją kochasz... - Rzekł stanowczym tonem głosu - Kochasz ją ... - Powtórzył. Spojrzałem na niego i posłałem mu baczne spojrzenie. Kochasz ją, kochasz ją, kochasz ją... Znów te dwa słowa! Co one oznaczają i czy faktycznie mogę stwierdzić, że ją kocham?
- Daj spokój.. Nie pierdol głupot..
- Więc co ona Cię obchodzi, co?
- Nic.. - Wzruszyłem obojętnie ramionami - Po prostu..
- Po prostu się zakochałeś - Wtrącił - Ale bądźmy szczerzy. Widzisz z nią swoją przyszłość?
- Co masz na myśli?
- Dylan.. - Zaczął spokojnie - Oboje wiemy, że do siebie nie pasujecie. To naprawdę bardzo fajna i ładna dziewczyna. Niech znajdzie sobie porządnego chłopaka a nie takiego, który zarabia w hazardach, bójkach i kradzieży. Zasługuje na lepsze szczęście. Ty ją tylko prędzej czy później skrzywdzisz..
- Nie wiesz tego - Syknąłem.
- Jak długo się znamy? - Nie odpowiedziałem. Długo. Bardzo. Ale nie chciałem mu na to odpowiadać - No właśnie. Wiem jaki jesteś, wiem co potrafisz. Zranisz ją a tego nie chcesz prawda? Przemyśl sobie to wszystko nim będzie za późno i ona pokocha Ciebie. Daj jej spokój i pozwól odejść. Jesteś chłopakiem, który albo da komuś szczęście w stu procentach, albo go zniszczy w stu procentach. W Twoim właśnie przypadku, niszczysz wszystko co jest dobre...  - Pokiwał znacząco głową i wyszedł, aby po chwili wrócić z dziewczyną. Położyli ją na łóżku i dali mi chwilę na pożegnanie się z nią.

PIĘTNAŚCIE MINUT.

 Ross cały czas spała. Leżała na szpitalnym łóżku, przykryta do pasa kołdrą. Wyglądała słodko, kiedy miała zamknięte oczy. Miała pełno linek podłączonych do ciała. Jednak do głowy, druga do nadgarstka, trzecia do łokcia.. Aż zrobiło mi się jej żal, ale kiedy tylko zbliżyłem się do niej i spojrzałem na jej zamknięte oczy bądź twarz, zrobiło mi się cieplej na sercu. Co by się nie działo, zawsze przy niej będę. Od teraz nikt jej nie skrzywdzi bo inaczej będzie miał ze mną do czynienia. Ross należy do mnie i żaden inny facet nie ma prawa jej dotknąć. Nie kiedy ja żyję, ale w głowie kłębiło mi się pełno myśli i słowa Filipa, że albo kogoś zniszczę, albo uszczęśliwię
- Ross... - Szepnąłem gładząc dłonią jej policzek. Kiedy myślę, że mogłaby umrzeć, mam ochotę coś rozpierdolić.

DZIESIĘĆ MINUT.

 Nie byłem gotowy na pożegnanie, jednak wiedziałem, że musi ono nastąpić. Szkoda tylko, że w taki sposób... Schyliłem się twarzą do twarzy szatynki i musnąłem wargami jej polik. Był taki ciepły... Jednak na tym się nie skończyło. Musiałem dostać czegoś więcej. W końcu przez sześć dni jej nie zobaczę, więc nie czekając długo, pocałowałem ją prosto w usta. Mimo, że nie zareagowała w żaden sposób, ten pocałunek należał do naszych najlepszych, bowiem w tym geście złożyłem jej uroczystą obietnicę, że dla niej właśnie będę tą osobą, która uszczęśliwia w stu procentach a nie odwrotnie.

PIĘĆ MINUT.

Ostatnie minuty, kiedy mogę na nią patrzeć. Czemu to tak boli? Czemu wcale nie chcę odchodzić i jedyne o czym marze to być przy niej kiedy otworzy oczy?
- Ross... - Powtórzyłem. Dotknąłem jej zimną dłoń i chwyciłem w swoją, aby oddać jej trochę ciepła. W tej właśnie chwili coś do mnie dotarło. Kiedy tak leżała bezbronna na tym łóżku, zdałem sobie z czegoś sprawę. Z czegoś ważnego. Z czegoś naprawdę ważnego.

MINUTA.

- Kocham Cię Ross... - Szepnąłem tuż przy jej twarzy - I obiecuję się dla Ciebie zmienić...Musisz mi tylko ponownie zaufać i dać ostatnią szansę.. - Po raz ostatni ją pocałowałem i kiedy musiałem już iść, jej dłoń drgnęła.
- Dy... Dylan... - Wychrypiała. Wyszczerzyłem w zdumieniu oczy. Chciałem do niej podejść, zapewnić, że jestem tuż obok, ale kurwa, nie mogłem. Nie miałem czasu. Gdybym to zrobił, nigdy bym stąd nie wyszedł. Cholera! Wyciągnąłem z torby czarną kurtkę, położyłem ją na kanapie a liścik zostawiłem na szafce. Następnie po raz ostatni spojrzałem na w pół przytomną Ross i z wielkim bólem serca, wyszedłem.....






poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 20

,, I am a fucker ''

- Dylan? - Szepnęłam.
- Czego? - Warknął. Zlustrowałam go całego od stóp do głowy a mój wzrok zatrzymał się na jego ,, sprzęcie ''. Ciekawiło mnie to, jak wygląda bez tych wszystkich ubrań.
- Jesteś zajebiście przystojny. Chciałabym się z Tobą pieprzyć... - Oblizałam językiem dolną część ust a prawą dłonią przejechałam po jego rozwichrzonych włosach. Był tak zajebiście przystojny! Przed oczyma miałam tylko jego obraz. Jego pięknych, dużych ramion, świetnej sylwetki, umięśnionych nóg, perfekcyjnej twarzy oraz tego jak mnie pocałował. Już chciałam dodać coś więcej, kiedy poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła - Dlaczego świat wiruje...? - Wyszeptałam, szybko zakrywając usta dłonią. Wiecie co zaraz się stanie? Cooper dobrze wiedział. Na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie i wyglądał teraz jak bezbronny chłopczyk, któremu ktoś ma zaraz ukraść lizaka.
-  Ross... Nie rzygaj.. nie tu.. - Nim zdążył powiedzieć całe zdanie, wzięłam głęboki wdech na uspokojenie a chwilę potem obniżyłam głowę do kolan i otworzyłam szeroko usta.
- Przepra.... Bleee!.. - Mamrotałam za każdym razem, kiedy przetrawione jedzenie wylatywało z moich ust. Zwymiotowałam wszystko co zjadłam a przede wszystkim, wszystko co wypiłam. Ta chwila trwała około trzech minut. Dylan trzymał moje włosy w swoich dłoniach, bym ich przypadkiem ,, nie ubrudziła '', a ludzie mijający nas na ulicy, nie mogli oderwać wzroku od tego widowiska. Niektóre osoby nawet znałam, niektórzy uczęszczali do naszej szkoły a jeszcze inni, pracowali w tym barze. To się nazywa zajebiste zakończenie dnia. Będę pierwszym tematem jutrzejszych rozmów.
Kiedy skończyłam, alkohol wcale ze mnie nie wyparował jak sądziłam z początku. Wręcz przeciwnie. Poczułam się trochę lepiej, ale nie wytrzeźwiałam. Nogi plątały mi się jeszcze bardziej, bredziłam głupoty i ze wszystkiego się śmiałam. Kiedy spojrzałam na Coopera, jego twarz przybrała inny wyraz. Zobaczyłam w nim nieszkodliwego chłopca, który jest zagubiony w tym świecie, który potrzebuje miłości i zrozumienia.
- Co robisz... ? -Zachichotałam, gdy wziął mnie na ramiona i ruszył do przodu - Ja chcę tam wracać! - Wskazałam palcem na duży budynek za nami, ale mogłam tylko pomarzyć o powrocie. Wymachiwałam rękoma w każdą stronę i bujałam się biodrami to tu to tam, utrudniając Dylanowi drogę. Już wyobrażałam sobie minę przyjaciółki, kiedy Michał opowie jej o moim pocałunku z Dylanem. W sumie mój były był tak najebany, że może nic nie będzie pamiętać? A zresztą. Co mnie to teraz obchodzi. Jutro będę się przejmować. Teraz czas na zabawę! - Dobrze całujesz. - Skomentowałam, zaczynając bawić się jego włosami. Pachniały miętą. Mmm. Mój ulubiony zapach. Zaciągnęłam się powietrzem jeszcze bardziej i aż jęknęłam z aprobatą.
- Możesz się nie odzywać? Jesteś nawalona i bredzisz głupoty. Jutro będziesz się tego wypierać...
- Nie będę! - Wrzasnęłam podnosząc ręce do góry - Czuję się taka wolna! Jestem szczęśliwa! Jestem z Tobą! Fiuuuu! - Szatyn przewrócił markotnie oczyma i przez resztę drogi milczał, olewając moje denerwujące zachowanie. Krzyczałam, śpiewałam i darłam się do mijających nas ludzi. Wreszcie postawił mnie na ziemię - Gdzie jesteśmy? - Rozejrzałam się dookoła a następnie cofnęłam o kilka kroków do tyłu. Traciłam równowagę na prostej drodze. 
- Koło mojego samochodu. Wsiadaj do środka.
- Nie.. Niee.. Niee... - Podeszłam do niego, co okazało się najdłuższą trasą w moim życiu, chociaż stał metr ode mnie i pomachałam mu przed nosem palcem - Nigdzie z Tobą nie jadę..
- Wsiadaj! - Powtórzył.
- Jesteś taki piękny kiedy się złościsz..  - Chwyciłam jego policzki w swoje dłonie i zaczęłam nimi potrząsać - Ale nie wsiądę.. - Parsknęłam śmiechem widząc jego zdenerwowanie. Już chciałam iść z powrotem do baru, kiedy chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Dzieliło nad od siebie zaledwie parę milimetrów. Czułam na sobie jego orzeźwiający oddech. 
- Wsiadaj kurwa do tego pierdolonego samochodu! - Warknął przez zaciśnięte zęby. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami i kiwnęłam potwierdzająco głową. Wystraszyłam się jego humorków i tego w jaki sposób się do mnie odezwał. Nim jednak wykonałam jego polecenie, przejechałam dłonią po jego gładkim policzku i wolnym ruchem zbliżyłam swoje usta do jego ust. Byłam bliska pocałunku, kiedy odsunął się ode mnie i chrząknął znacząco. Poczułam się jakbym dostała właśnie z liścia w twarz. Odtrącił mnie. Odtrącił mój gest i to, że chciałam go pocałować - Nie w taki sposób.. - Szepnął. Nie odpowiedziałam bo niby co miałam powiedzieć? Spojrzałam tylko na niego ze łzami w oczach i najszybciej jak umiałam, wgramoliłam się do środa pojazdu. Oczywiście usiadłam do tyłu. Nie chciałam być obok niego i on o tym wiedział. Nie miał mi tego za złe. Zajął miejsce kierowcy i odpalił silnik.
Drogę pokonaliśmy również w milczeniu. Nie widziałam powodu, aby odezwać się do niego w jakikolwiek sposób. Zresztą byłam zmęczona i strasznie chciało mi się spać. Oparłam głowę o szybę i chwilę później, zamknęłam oczy. Może i byłam pijana, ale nie zapomniałam nawet na chwilę, że Dylan Cooper pocałował mnie kilkakrotnie. Najbardziej zabolało mnie to, że kiedy ja chciałam pocałować jego, on się odsunął. Nie chciał. Wiecie jakie to uczucie? Paskudne! 
Zamiast jednak zasnąć, poczułam jak coś spływa mi po twarzy. Wskazującym palcem przejechałam tuż nad ustami zaciekawiona co to takiego. Krwawiłam. Mój palec stał się czerwony a z nosa ciekła mi krew. Co do licha? Zerknęłam na kierowcę i na szczęście ten był skupiony na drodze, więc szybko wytarłam sobie nos. Nie chciałam, aby widział, że coś jest nie tak. Zresztą nigdy więcej ten koleś nie będzie interesował się moim życiem ani ja jego. Odwiezie mnie do domu a potem na zawsze zniknie gdzie pieprz rośnie. Tylko był jeden problem. Mianowice Cooper zaparkował co prawda pod domem, tyle, że nie moim. Nie wiedziałam gdzie jestem. Nic nowego. 
- Co tu robimy? - Spytałam, widząc, że bierze ze sobą jakieś dokumenty a potem wysiada na zewnątrz. Obszedł cały samochód aż stanął przy moich drzwiach i otworzył je na oścież. 
- Wysiadaj.
- Gdzie jesteśmy? - Wyjrzałam przed siebie, ale za nic w świecie nie znałam tej okolicy. Byliśmy z dala od miejskiego gwaru. Oprócz domu Coopera, niedaleko stały jeszcze trzy budynki. Ten to dopiero lubi samotność.
- U mnie - Warknął - Raczysz wreszcie wyjść? - Spojrzałam na niego, potem na średniej wielkości budynek i znów na niego. Bez żadnej odpowiedzi, wystawiłam obie nogi na ziemię i wyszłam na zewnątrz, ignorując pomocną dłoń Dylana. Już chciał to skomentować, ale nie pozwoliłam mu na to. 
- Po co tu przyjechaliśmy? - Burknęłam niezadowolona. Zamiast od razu odwieźć mnie do domu, to on kurwa zwiedza miasto. Pacan!
- Chodź - Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do środka. Wdrapaliśmy się na sam szczyt drewnianych schodów a następnie szatyn otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka. Kiedy zapalił światło, ujrzałam przed sobą trzy ciemne kanapy, które były ustawione wprost na wielką, czarną plazmę wiszącą na ścianie. To chyba był salon. Nie chyba tylko na pewno. Na nic więcej nie zwróciłam uwagi bo szczerze mówiąc, w tej chwili mało mnie to obchodziło. Pragnęłam położyć się do łóżka i zasnąć. Kręciło mi się w głowie i w każdej chwili mogłam ponownie zwymiotować.  
Ku mojemu zaskoczeniu, Cooper zamknął drzwi na klucz.
- Co robisz?! - Wystraszyłam się. Czy to ta chwila kiedy będzie chciał mnie zgwałcić a potem zabić?! - Nie zabijesz mnie, prawda?!
- Zabijesz? - Spojrzał na mnie spode łba a chwilę później wybuchnął ogromnym śmiechem. Nie wiedziałam czy mam dołączyć do niego czy może uderzyć go, aby przestał. Pewnie gdyby nie wypity alkohol, poczułabym się w tej chwili jak idiotka- Dziś śpisz tu. Rano odwiozę Cię do domu.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam - Muszę wrócić do siebie! Mama mnie zabije..
- Nie zabije. Poinformowałem ją, że dziś śpisz u Pauli. Niczego się nie dowie. Twój pokój znajduje się tam.. - Wskazał palcem na drzwi za mną - Łazienka też tam jest.Jeżeli zgłodniejesz to daj mi znać. Postaram się, aby niczego Ci nie zabrakło - Posłał mi ciepły uśmiech i ruszył przed siebie.
- Dokąd idziesz? - Spytałam w pół szeptem. 
- Do siebie - Mruknął a chwilę później zniknął za drzwiami od kolejnego pokoju. Stałam w miejscu z dobre pięć minut, rozglądając się ciekawie dookoła, ale kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że on już tu nie wróci, sama zaszyłam się w swoich czterech ścianach. Nawet nie zwróciłam uwagi na wystrój tego pomieszczenia, tylko od razu przeszukałam wzrokiem gdzie znajduje się łóżko i kiedy je znalazłam, odetchnęłam z ulgą. Stało pod ścianą, tuż obok dużego okna z balkonem i komody z ubraniami. Nim jednak położyłam się spać, musiałam się przecież umyć. Tylko był pewien problem. W co ja mam się ubrać? Nie położę się w tych ciuchach a innych nie mam. Chwila, chwila. Podeszłam do jednej z szafek w tym pokoju i otworzyłam ją na oścież. Bingo! Ubrania Coopera! W tej chwili gówno mnie to obchodziło czy będzie zły czy też nie. Wzięłam do ręki czarną koszulkę i czarno-białe slipki a następnie poszłam do łazienki wziąć gorący prysznic. Wiecie co było najzabawniejsze? Że w łazience nie było kabiny prysznicowej lecz duża wanna, która w całości by mnie pokryła. Jednak to nie wszystko. Odkręciłam kran a tu nic. Zero najmniejszej kropelki wody. Męczyłam się z tym gównem kilka minut, ale nie było szans na cokolwiek. Zrezygnowana i wkurwiona, wróciłam do pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Marzyła mi się gorąca kąpiel z bąbelkami a tu dupa! To są chyba jakieś jaja! Wzięłam głęboki wdech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc, kiedy nagle dostałam olśnienia. Chwiejnym krokiem opuściłam swój nowy pokój i chwilę później, stałam przed drzwiami do sypialni Dylana. Uniosłam rękę by zapukać, ale w ostatniej chwili coś mnie powstrzymało. Dobrze robię? Może jednak powinnam wrócić do siebie i iść spać tak jak teraz jestem ubrana? Cofnęłam się kilka kroków do tyłu z zamiarem powrotu do siebie, kiedy zdałam sobie sprawę z własne głupoty. Zapukałam. Odpowiedziała mi cisza, więc uchyliłam lekko drzwi.
- Dylan...? - Szepnęłam. W pomieszczeniu było pusto. Zagłębiłam się jeszcze bardziej w środek, ale i wtedy nic nie dostrzegłam. Może był w łazience? Jednak i tam panowała kompletna cisza. Na łóżku chłopaka leżała tylko czarna kurtka i paczka fajek, więc szatyn musiał gdzieś wyjść. Postanowiłam skorzystać z tej sytuacji i weszłam do jego łazienki, aby tam się umyć. 
- Cholera... - Burknęłam, gdy nie było możliwości zatrzaśnięcia drzwi. Brak w drzwiach zamka. U mnie w domu zawsze jest zamek.
Spróbowałam o tym nie myśleć i odkręciłam kran, by kilka sekund później, woda zaczęła lecieć wprost do dużej, białej wanny a ja w międzyczasie opłukałam sobie twarz zimną wodą, która lekko mnie orzeźwiła i rozpuściłam włosy, aby bezwładnie opadły na moje ramiona i biust. Zadzwonił mój telefon. Paula. Odrzuciłam, wysyłając krótką wiadomość, że nie mogę rozmawiać i odezwę się jutro. Nie miałam ochoty wysłuchiwać kazań na temat tego co widział Michał. Jestem dużą dziewczynką i świetnie sobie dam radę sama. 
Napuściłam wody do pełna, mając gdzieś ile wyniesie go za to rachunek i gdy już wszystko było gotowe, zanurzyłam się w tej cudownej ilości wody, czując jak moje ciało błaga o więcej. Byłam obolała i zmęczona a kąpiel sprawiła, że wszystko inne zniknęło. Tym bardziej, że wlałam do środka prawie cały płyn do kąpieli, który sprawił, że piana wylatywała mi na podłogę. Cieszyłam się stanem w jakim teraz się znalazłam. Poczułam się taka odprężona i zrelaksowana. Zamknęłam oczy a wtedy przeniosłam się do całkiem innego świata...

***DYLAN***

Miałem poważny dylemat. Odpalić szluge, zapalić w pokoju i zaryzykować kłótnię z Ross? Czy wyjść na zewnątrz, zmarznąć, ale za to nie podpaść szatynce? Nie rozumiałem co jej tak bardzo przeszkadza w papierosach. Przecież są dobre. Nie mógłbym oduczyć się palić, ale jeszcze bardziej nie rozumiałem tego, dlaczego tak bardzo przejąłem się tym, że może się na mnie zezłościć. Chuj. Przekląwszy pod nosem, wyjąłem z pudełka jedną sztukę i wyszedłem na dwór. Wiał chłodny wiatr, ale nie było aż tak zimno. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Zasrana Ross.
Zaciągnąłem się porządnie tym gównem i starałem się ze wszystkich sił wyrzucić ją ze swojej głowy, ale niestety najwidoczniej za mało się starałem, bo wcale mi to nie wychodziło. Czyżby Evans była dla mnie tak bardzo ważna, że myślenie o niej było moją codzienną rutyną? Nie moja wina, że kładąc się spać, wyobrażam sobie ją i siebie w jednym łóżku, pod jedną kołdrą i w przeróżnych sytuacjach. Na przykład jak trzyma mojego fiuta i robi z nim przeróżne rzeczy. Jak leżę na niej i płynnymi ruchami, wkładam swojego kutasa w jej ciasną cipkę... Ja pierdole! To niemożliwe. Ta dziewczyna nie może być nikim więcej jak tylko moją znajomą.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na ekran i szybko tego pożałowałem. Czego ta kurwa może ode mnie chcieć? Juz miałem odrzucić, kiedy przez przypadek nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Stęskniłeś się? - Po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiał piskliwy głos. Coś jakby dręczono kota i torturowano go na wszystkie możliwe sposoby.
- Pytasz serio? Moja odpowiedź może Ci się nie spodobać.
- Gdzie jesteś? Mam ochotę na Ciebie...
- Wiesz, że gówno mnie to obchodzi, prawda? Dzwonisz tylko po to, aby powiedzieć mi, że swędzi Cię cipka, czy możesz chcesz mi przekazać coś ważnego?
- Zawsze musisz popsuć romantyczną chwilę.. - Przewróciłem oczyma i chrząknąłem znacząco. Niech przejdzie do sedna bo nie będę marnować na nią swojego cennego czasu.
- Słuchaj....
- Jutro o ósmej rano masz być pod siedzibą. Plany się zmieniły. Wyjeżdżacie wcześniej.
- Jak to? Kto tak rozkazał? - Warknąłem.
- Rick. David miał dziś pewien problem z psami, ale udało mu się uciec. Jest poszukiwany, więc musicie wyruszyć wcześniej. Wszystkiego dowiesz się rano.
- Jasne... Coś jeszcze?
- Gdzie jesteś? - Spytała podejrzliwie - I z kim?
- Nie przypominam sobie, abym musiał Ci się spowiadać - Nie dając jej czasu na odpowiedź, rozłączyłem się bez żadnego pożegnania. Następnie zagasiłem peta o ścianę budynku i wróciłem do sypialni, gdzie miałem zamiar od razu rzucić się na łóżko i zasnąć. Ross nie przychodziła, więc żadnej pomocy nie potrzebowała i pewnie już dawno zasnęła. Chciałbym zajrzeć do niej, zobaczyć jak słodka jest kiedy tak smacznie śpi, ale coś podpowiadało mi bym tego nie robił. A ja przeważnie słucham swojej intuicji. I tak już między mną a nią wszystko za daleko zaszło. Te pocałunki jakimi ją obdarzyłem, jakimi ona obdarzyła mnie... Przypomniałem sobie jej minę, kiedy chciała mnie pocałować a ja się odsunąłem. Musiałem to zrobić. Była pijana a ja nie będę wykorzystywać jej w ten sposób. Wszystkie, ale nie ona. Prawda jest taka, że ta dziewczyna stała się dla mnie zbyt ważna i chcąc nie chcąc, muszę to przed sobą samym przyznać. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić, nawet jeśli by to oznaczało sprzeciwienie się Rickowi.
Leżąc na łóżku, doszedłem do wniosku, że przecież się nie umyłem. Niechętnie zwlekłem swoje obolałe ciało na ziemię i pomaszerowałem leniwym krokiem w stronę łazienki. Cholera. Muszę wcześniej wstać. Pierdolony David. Jeżeli nie umie czegoś dobrze robić, to niech się za to nawet nie zabiera. To już nie pierwsza taka sytuacja, kiedy nasze plany mogą legnąć w gruzach przez jego głupotę. Niech go tylko dorwę to sam nauczę tego kretyna jak wykonuje się pewne rzeczy. Tyle lat się uczył a nawet nie potrafi dobrze okraść sklepu jubilerskiego bo takie było jego wczorajsze zadanie. To już sam bym to wykonał z zamkniętymi oczyma. Pierdolony idiota! Nie rozumiem, czemu my żeśmy się go jeszcze nie pozbyli. Jedynie do czego się nadaje tej bencfał  to bójki. Wtedy mogę na niego liczyć. Nic więcej.
Dostrzegłem, że promienie światła przebijają się przez szparę pod drzwiami. Czyżbym zapomniał zgasić? Wszystko jest możliwe. Przecież ostatnio miałem strasznie napięty harmonogram, więc nic dziwnego, że o czymś zapomniałem. Otworzyłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Od razu skierowałem się w stronę drzwi, aby obmyć sobie twarz i wtedy usłyszałem damski pisk. Był tak głośny, że o mało nie ogłuchłem. Odwróciłem się jak oparzony do tyłu a buzia w tamtej chwili, otwarła mi się najszerzej jak mogła.
- Wynoś się stąd! - Wrzasnęła szatynka, która próbowała zakryć swoje roznegliżowane ciało. Siedziała po szyję zakryta pianą w mojej wannie, w moje łazience, w moim mieszkaniu. Jeszcze do mnie nie dotarło to, że stoję naprzeciwko niej, kiedy jest całkiem naga. Wiedziałem tylko to, że mój członek już nie wisi bezwładnie w moich spodniach, lecz stanął na baczność tak, że błagał mnie o uwolnienie na zewnątrz i zaspokojenie mojej męskiej potrzeby. Spowodował też, że spodnie, które tak bardzo uwielbiałem, stały się ciasne. O to bydle jedno! Chciałem otworzyć buzie, odezwać się jakoś, ale kiedy tylko nabierałem tchu z zamiarem wypowiedzenia chociażby jej imienia, odbierało mi możliwość mówienia. Głupiej, jednej literki nie mogłem wypowiedzieć - Ogłuchłeś?! Wynocha! - Nagle nie wytrzymałem i wybuchnąłem ogromnym śmiechem. Ta sytuacja była przekomiczna. Śmiałbym się dalej, gdyby nie wzięła w rękę mojego drogiego szamponu i gdyby mnie nim nie rzuciła. Dostałem w czoło. Nawet się nie wkurwiłem. Jakbym mógł się zdenerwować na dziewczynę, która sama wlazła do mojej wanny i była całkiem nago?
- Powinienem spytać co Ty to kurwa robisz? - Wybąkałem w dalszym ciągu się uśmiechając.Na jej twarz wskoczył ogromny rumieniec. Chyba była zawstydzona. Chyba na pewno.
- U mnie nie leciała woda a Ciebie nie było kiedy przyszłam...
- Więc skorzystałaś z mojej łazienki? - Wtrąciłem. Kiwnęła zażenowana głową. Pewnie cały alkohol jaki w sobie miała, znikną.
- Wyjdź.. Proszę.. Zaraz sobie pójdę, tylko daj mi się ubrać... - Pokiwałem rozbawiony głową i ruszyłem w stronę drzwi.
- Ross? - Po raz ostatni na nią zerknąłem i puściłem oczko w jej stronę - Mogłabyś częściej odstawiać mi takie niespodzianki. Wyglądasz lepiej bez ubrań niż z nimi - Parsknął - I siedź tu tak długo jak chcesz. Poczekam.
- Dzięki... - Szepnęła. Opuściłem to pomieszczenie i udałem się do sypialni. Nigdy nie zapomnę tego zdarzenia. Uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy. Aby ochłonąć, wziąłem do ręki kolejną fajkę i ponownie wyszedłem na zewnątrz zapalić. Stałem tak na chłodnym powietrzu z jakieś dwadzieścia minut a kiedy wróciłem, szatynka w dalszym ciągu zajmowała moją łazienkę. Ile można się kąpać? Baby są straszne. Jedna gorsza od drugiej - Przepraszam... - Drzwi od małego pomieszczenia rozchyliły się a do pokoju weszła Ross. Spojrzałem w jej stronę i momentalnie wstałem na równe nogi. Miała na sobie moją koszulkę i bokserki. Wyglądała w nich zajebiście seksownie przez co ponownie odebrało mi umiejętność mówienia. Mokre włosy zwisały z jej ramion i dawały jeszcze lepszy efekt jej wyglądowi.
- Za co? - Oprzytomniałem.
- Nie powinna byłam tu przychodzić, ale....
- Dobra - Wtrąciłem - Nic się nie stało. Przecież Cię nie widziałem, prawda? Zapomnijmy o tej sytuacji. - Uniosła głowę do góry i spojrzała mi w oczy.
- Dziękuję... - Szepnęła. Wolnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia a ja nie byłem pewien czy chcę, aby wróciła do siebie.
- Ross? - Zatrzymała się w ostatniej chwili i lekko odchyliła głowę do tyłu.
- Tak?
- Ładnie Ci w moich majtkach - Skomentowałem.
- Dupek - Warknęła i wyszła. Roześmiałem się nonszalancko i teraz to ja wziąłem szybką kąpiel. Obmyłem się cały dając sobie chwilę na ciepły relaks a kiedy skończyłem, od razu wlazłem pod cieplutką kołderkę. Nie mogłem zasnąć. Czegoś mi brakowało, a dokładniej to kogoś. Miałem zajebistą dziewczynę za ścianą a leżałem tu całkiem sam. Coś jest nie halo. Tym bardziej, że miałem jej obraz w głowie. Ross jest przekonana, że nic nie widziałem, ale przez te kilka sekund, udało mi się bacznie przyjrzeć jej doskonałym piersią, które dostała od Boga w darze. Nigdy wcześniej nie widziałem tak zajebistej sylwetki. Widziałem tylko górną część a co będzie jak zobaczę ją w całej okazałości? Na samą te myśl, mój kutas znów dał o sobie we znaki. Co się ze mną do kurwy nędzy dzieje?! Chyba wariuje. Chyba na pewno.
Po godzinnej męczarni, wstałem na nogi i obszedłem sypialnie dokładnie dwa razy w tą i z powrotem. Nic to nie pomogło. Marzyłem tylko o tym, aby położyć się obok szatynki o wziąć ją w swoje ramiona. Niech to szlag! Muszę coś z tym zrobić.
Wkurwiony na maksa, wyciągnąłem z szafki butelkę wina. Usiadłem wygodnie w fotelu i zacząłem sączyć tą czerwoną ciecz. Nawet mi smakowało. W sumie gdyby było niedobre to bym i tak wypił. Chciałem się napierdolić i zasnąć na siedząco, byleby tylko przez chwilę nie myśleć o tej przeklętej dziewczynie!
Wszystko oczywiście poszło na marne bo kiedy rzeczywiście się napiłem, głos w mojej głowie kazał mi wstać na nogi i ruszyć właśnie do jej pokoju. Chwilę się opierałem, ale nie długo. Wziąłem się w garść i odbijając się od ściany do ściany, ruszyłem wprost do niej. Dotarłem w wyznaczone przez siebie miejsce w trzy minuty. Zapukałem do drzwi a kiedy pozwoliła mi wejść, skorzystałem z zaproszenia. Nie spała. Stała przy oknie wpatrując się ogród jaki znajdował się na zewnątrz. Spojrzała na mnie i lekko zaniepokoiła się moim stanem. Sama była już wystarczająco trzeźwa.
- Czegoś potrzebujesz? - Spytała drżącym głosem.
- Tak - Wymamrotałem zagłębiając się bardziej w środek. Z początku szedłem niepewnie, ale pod sam koniec, przyśpieszyłem kroku i znalazłem się naprzeciwko niej - Wiesz czego? - Pokiwała przecząco głową - Ciebie.. - Warknąłem. Złapałem jej kruche ramiona w obie ręce i spojrzałem w jej piwne oczy.
- Dylan.. nie...
- Kurwa Ross, coś Ty ze mną zrobiłaś...?! - Nie czekając na nic więcej, złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, który oczywiście odwzajemniła przez malutką chwilę. Potem coś się zjebało.
- Przestań! - Wrzasnęła. Przyłożyła swoje dłonie do mojej klatki piersiowej i z całej siły odepchnęła mnie do tyłu. Zleciałbym na ziemie gdyby nie stolik za mną. Spojrzałem na nią podejrzliwie chcąc wyczytać emocje z jej wzroku, ale obróciła się do mnie plecami jakby wiedziała co zamierzam zrobić - Nigdy więcej mnie nie całuj! - Syknęła. Mało ją słuchałem, gdyż mój wzrok skupił się na jej tyłku, który świetnie się ukazywał w mojej bieliźnie. To jej wina! Stanęła do mnie tyłem, kiedy byłem na nią zajebiście mocno napalony - Wyjdź stąd.. - Rozkazała.
- Dlaczego mnie wyganiasz...?
- Dziwisz mi się!? Robisz mi mętlik w głowie! Wszystko zepsułeś!
- Co.. Co zepsułem? .. - Spytałem zaskoczony jej reakcją. Nie odpowiedziała, tylko ruszyła w stronę drzwi, ale nieoczekiwanie chwyciłem ponownie jej ramię i przyciągnąłem jej kruche ciało do siebie.
- Teraz chcesz mnie całować, tak? - Syknęła - A kiedy ja chciałam pocałować Ciebie to się odsunąłeś.. Czego Ty ode mnie chcesz?!
- Nie pocałowałem Cię wtedy bo byłaś pijana...
- I co z tego? Teraz to już nie ma znaczenia.
- Nie chciałem Cię wykorzystać w taki sposób. Wolę kiedy jesteś w pełni świadoma tego co robisz. Tak jak w tej chwili.
- Co? - Zamrugała speszona powiekami, jakby nie spodziewała się takich słów z moich ust.
- Dalej chcesz to zrobić? Dalej chcesz mnie pocałować? Czy serio mam sobie iść? - Ross podniosła dłoń do góry i musnęła koniuszkami palców mój policzek. Mruknąłem podniecony - Proszę nie dręcz mnie... Zrób to..
- Co?..
- Pocałuj mnie! - Długo nie musiałem czekać. Przylgnęła do mnie jak pijawka a ja nie zamierzałem zmarnować takiej szansy. Wziąłem ją na ramiona i podniosłem do góry, aby następnie rzucić ją na łóżko.
- Co... Co robisz... ? - Spojrzała na mnie spanikowana, kiedy ściągnąłem z siebie koszulkę. Nie mogłem się nie uśmiechnąć na co odpowiedziała tym samym. Starałem się być najbardziej delikatny jak tylko umiałem.
- Nic co mogłoby Ci się nie spodobać.. Obiecuję.. - Usiadłem na niej okrakiem i ponownie zacząłem składać czułe pocałunki na jej szyi. Mruczała leżąc pode mną i prosiła o więcej. Przynajmniej w mojej głowie błagała bym nie przestawał. Kiedy oderwałem się na chwilę od jej twarzy, aby mogła zaczerpnąć trochę powietrza, chciała coś powiedzieć, jednak koniuszkiem palców przejechałem po jej wardze a mój wzrok zdał się mówić ,, Spokojnie. Nic Ci nie zrobię... '' . Kiwnęła potwierdzająco głową.
- Ufam Ci.. - Szepnęła bezgłośnie. Kiedy przywarłem do niej mocniej, rozchyliła usta jakby zapraszając mnie do środka i tym samym od razu wepchnąłem swój język do jej buzi. Szybko do mnie dołączyła. Moja ręka błądziła po jej gołych udach, które były zdatne na moją łaskę i drżały za każdym razem, gdy jechałem koniuszkami palców w górę i w dół. W pewnym momencie poczułem, że mam ochotę na coś więcej. Zmieniłem tor drogi i przeniosłem dłoń na jej brzuch. Z początku nawet się nie skapnęła co zamierzam zrobić, ale kiedy tylko podniosłem leciutko początek majtek do góry, momentalnie złapała mnie za nadgarstek i wstała do pozycji siedzącej.
- Nie... - Zaprotestowała - Nie rób tego więcej..
- Dlaczego? - Wychrypiałem. Głos mi drżał a kutas gotował się w moich slipach. Gdyby to była Roksana, już dawno bym ją przeruchał. Nawet bym się nie pytał o zgodę.
- Bo nie - Warknęła. Wstała na ziemię i opuściła podwiniętą bluzkę z powrotem na dół - Możesz już wyjść.
- Co?
- Idź już... - Nakazała. No to są chyba jakieś jaja? Spojrzałem jej w oczy i zdałem sobie sprawę z tego, że mówi poważnie. Chciała abym wyszedł, więc tak też zrobiłem. Ogarnąłem się i opuściłem jej pokój trzaskając wkurwiony drzwiami. Wywaliła mnie na zbity pysk...














piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 19

,, I am a fucker ''

Stałam przed lustrem i zastanawiałam się czy dobrze robię idąc na to spotkanie. Dochodziła dwudziesta, więc raczej nie miałam dużo czasu na podjęcie decyzji. Z każdą chwilą byłam bliższa wyznaczonej godziny a serce biło jak oszalałe. Kto byłby zdolny do takich pogruszek? Jedyną osobą, która najbardziej pasowała mi do tego wszystkiego to był Alan Fryz. Nienawidził mnie. Skoro potrafił strzelić do policjanta to co to dla niego podpalenie czyjegoś domu? Z wielkim westchnieniem opadłam na łóżko i od razu wlepiłam wzrok w sufit. Wzięłam do ręki telefon i po raz chyba setny, odczytałam wiadomość z dzisiejszego popołudnia. To jest już chore! Dlaczego ludzie muszą być tak zawistni i podli? Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Podskoczyłam przestraszona i spojrzałam w tamtą stronę. Do pokoju weszła mama z zaniepokojoną miną.
- Wszystko w porządku? - Spytałam - Wyglądasz jakbyś się czegoś obawiała.
- Twój kolega podjechał pod dom.. - Uśmiechnęłam się na samą myśl, że jednak Dylan mnie nie wystawił. Wstałam i podeszłam do starszej od siebie kobiety, aby lekko ją uspokoić. Martwiła się o mnie. Bała się, że mogę po raz drugi zostać skrzywdzona.
- Mamo, nic mi nie będzie. Ufam mu i wiem, że mnie nie skrzywdzi.. - Skłamałam. On, może i mnie nie skrzywdzi, ale każdy z jego bandy co jest przeciwko naszemu spotykaniu się, rozerwie mnie na strzępy. Jednak tego wiedzieć nie musi.
- Kochanie.. Po prostu... Wtedy kiedy Cię odprowadził..
- No właśnie - Wtrąciłam - Widzisz? Odprowadził mnie. Nie zgwałcił, nie pobił, nie zabił, tylko odprowadził pod sam dom, pod sam mój pokój. Mamo, on ma dobre serce, chociaż może na takiego nie wygląda.
- Może i masz rację, ale kiedy spojrzałam mu w oczy to dostrzegłam coś takiego dziwnego co mi się w tym chłopaku nie spodobało. Miałam wrażenie jakby był jakiś niebezpieczny i niszczył wszystko wokół siebie... Pewnie myślisz, że jestem jakąś wariatką, ale on.. Patrzył się na Ciebie jak na swoją własność, jakby miał obsesje na Twoim punkcie..
- Mamuś.. Proszę, nie przesadzaj. To tylko kolega - Wzruszyłam obojętnie ramionami - I nigdy między mną a nim do niczego nie dojdzie.
- Wierzę Ci, że nie popełnisz żadnego głupstwa. I wiesz co? Wyglądasz ślicznie! - To prawda. Wyglądałam ślicznie. Miałam na sobie krótką, niebieską sukienkę sięgającą mi przed kolana, która była bardzo atrakcyjna i aż wręcz kusiła facetów, aby się na nią patrzyli a do tego czarne, wysokie szpilki. Włosy podkręciłam tak, że długie loki spoczywały teraz na moich ramionach i biuście. Posłałam jej kolejny uśmiech, ucałowałam ją w polika i wyszłam z domu mówiąc, że wrócę późno. Na dworze wiał chłodny wiatr mimo, że do wakacji zostało zaledwie kilka tygodni. Zrobiło się zimno gdyż miałam na sobie tylko sukienkę na ramiączka.
 Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu samochodu Dylana, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Co do licha? Pojechał sobie? - Dylan? - Zawołałam. W sumie to nie był krzyk, lecz głośniej wypowiedziane słowo. Odpowiedziała mi cisza. Zrezygnowana, zaczęłam wolnym krokiem wracać do mieszkania, ale wtedy usłyszałam męski głos. Dobrze mi znany, męski głos.
- Dokąd idziesz? - Zatrzymałam się kilka kroków od drzwi i lekko odchyliłam do Tyłu. Cooper stał oparty o drzewo z założonymi na siebie rękoma. Było dosyć widno jak na tą godzinę, więc doskonale widziałam rysy jego twarzy. Tym razem był ubrany inaczej. Nie miał na sobie czarnych dresów czy szortów i koszulki, tylko zamiast tego, były czarne, szczupłe jeansy, biała koszula z czarnym krawatem i czarne trampki sięgające do kostek. Wyglądał uroczo. Bardzo mi się spodobał i szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam nikogo takiego seksownego jak on teraz. Stylizacja ta, bardzo pasowała do jego sylwetki i świetnie współgrała z jego ciałem, włosami a przede wszystkim z jego oczyma.
- Myślałam, że..
- To nie myśl - Wtrącił uśmiechając się przy tym - I tak w ogóle to cześć.
- Cze.. Cześć.. - Jęknęłam zawstydzona, kiedy zauważyłam, że szatyn lustruje mnie całą od stóp do głowy. Westchnęłam gdy jego oczy zabłyszczały i powiększyły się jak pięć złoty.
- Ładnie wyglądasz - Mruknął po czym oblizał językiem dolną część wargi. Zbliżył się do mnie i złożył delikatnego całusa w mój prawy polik. Odruchowo zrobiłam krok w tył nie wiedząc co planuje, ale szybko mnie uspokoiła jego dłoń na moim ramieniu. Muszę przyznać, że zdziwiło mnie jego zachowanie, choć to wcale nie był koniec. Dylan miał w zanadrzu jeszcze jedną niespodziankę. Wyjął zza pleców małą różyczkę.
- To dla Ciebie.. - Wybełkotał. Głos mu drżał a ciało spięło się jak struna. Prawdopodobnie to jego pierwszy taki gest w życiu. Nigdy wcześniej nie sprawił dziewczynie takiej niespodzianki, co mnie w sumie cieszyło bo byłam tą pierwszą. Ale to przecież Dylan Cooper! On nie jest romantyczny, nie jest miły czy dobry. On jest bezczelny, arogancki i chamski. ...
- Naprawdę? - Zamrugałam kilkakrotnie powiekami nie wierząc w to co się teraz dzieje. Kiwnął potwierdzająco głową a na jego policzki zakradły się dwa, duże rumieńce. Próbował za wszelką cenę je ukryć, jednak jakoś mu to nie wychodziło. Uśmiechnęłam się widząc go takiego speszonego.
- A czy wyglądam na kogoś kto żartuje? - Wreszcie się odezwał. Był poważny. Jego wzrok spoczął na mnie a ja nie byłam pewna tego, czy to wszystko mi się podoba. Przestałam się uśmiechać i zrobiłam się nerwowa. Wiedziałam tylko, że muszę mu podziękować za nim pomyśli sobie, że jestem jakaś wredna czy głupia.
- Jest.. jest piękna.. - Szepnęłam - Dziękuję.. - Nastała chwila ciszy. Szatyn spuścił wzrok na ziemię a ręce schował do kieszeni. ,, Ross! Nie patrz na niego! '' Skarciłam się w myślach z nadzieją, że to pomoże, ale wiecie co? Było odwrotnie. Spojrzałam. Spojrzałam na te jego rozwichrzone włosy i dłużej nie wytrzymałam. Zbliżyłam się do niego i tym razem to ja dałam mu małego całusa w policzek - Nie musiałeś. Pewnie dużo Cię to kosztowało....
- Jesteś tego warta.... - Mruknął. Szczena mi opadła, bo nie spodziewałam się takich słów. Zignorowałam to, aby nie narobić jeszcze większego bigosu, chociaż nigdy nie zapomnę tego co powiedział. Przecież wciąż mi ktoś grozi, prawda? Nie mogę się z nim spotykać do cholery jasnej!
- Dylan.. Muszę Ci coś powiedzieć... - Już chciałam mu pokazać wiadomość od tajemniczego anonima, ale oczywiście musiał mi wtrącić.
- Najpierw zabiorę Cię tam gdzie miałem zabrać.. - Pociągnął moją dłoń i ruszyliśmy przed siebie. Spytałam się dokąd jedziemy, ale on odpowiedział, że to niespodzianka. Nie dał mi także dojść do słowa bo twierdził, że nie chce marnować czasu, gdyż niedługo będzie musiał wracać. Z początku byłam temu wszystkiemu przeciwna, ale z czasem mnie przekonał twierdząc, że będzie fajnie - Muszę skoczyć po drodze w jedno miejsce.
- Gdzie? - Zdziwiłam się.
- Po Alana... - Słysząc imię jego znienawidzonego przeze mnie przyjaciela, zamilkłam. Nie odzywałam się nawet słowem do końca przejażdżki. Dylan widział niezadowolenie na mojej twarzy, ale przyjął to z lekceważeniem. Chociaż tego w sobie nie zmienił. Zawsze liczyło się tylko i wyłącznie jego zdanie. Dupek. Pieprzony dupek!
Całą drogę pokonaliśmy w milczeniu, tylko muzyka wypełniała ciszę pomiędzy nami. I to do tego denna muzyka. Jakiś rock, którego ja nie tolerowałam, ale co mogłam zrobić? To jego samochód, nie mój. Musiałam to znieść z podniesioną głową i nie dać temu bufonowi satysfakcji. W dłoni trzymałam czerwoną różę, która przelatywała z prawej ręki do lewej. Była prześliczna a ja nie potrafiłam przestać się uśmiechać za każdym razem kiedy jej się przyglądałam.

,, - Jest.. jest piękna.. - Szepnęłam - Dziękuję..
- Jesteś tego warta.... - Mruknął .''

Spojrzałam na szatyna, który wydawał się spokojny. Patrzył wprost przed siebie, chociaż wiedział, że mu się przyglądam. Zignorował to za co byłam mu wdzięczna. Moją uwagę przykuł jego lekki zarost, który rzucał się w oczy. Pasowało mu to. Wyglądał bardziej męsko i seksownie. Zresztą dzisiaj jest zniewalający.
Przeszłam do penetrowania wzrokiem jego ust. Od razu przypomniał mi się pocałunek w parku. Te jego duże, ale jakże miękkie wargi. Wciąż pamiętam ten dotyk, który za nic w świecie nie chce opuścić mojej głowy. Zaczęłam tracić grunt pod stopami a oddech stał się nierówny. Pojazd stawał się mniejszy i robiło się strasznie duszno. Zachłysnęłam się własnym powietrzem.
- Wszystko w porządku? - Spytał stając na jakimś poboczu. Oprzytomniałam i rozejrzałam się zaciekawiona dookoła. Znajdowaliśmy się  na jakimś zadupiu gdzie były ze trzy domy na krzyż. Kiwnęłam potwierdzająco głową i spytałam o co mu chodzi - To czemu przez całą drogę przyglądałaś się moim ustom?
- Ja.. - Jęknęłam bo w tamtej chwili tylko na tyle było mnie stać. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam w potrzasku a jego to bawiło. On znał odpowiedź. Dobrze wiedział o czym myślałam a mimo to, dążył do tego, bym powiedziała mu to prosto w oczy. Jego niedoczekanie. Sekundy mijały a ja nadal milczałam speszona tym, że od dłuższej chwili mi się przygląda.
- Ty.... ? - Przerwał wreszcie tą niezręczną minę. Mój wzrok był wbity w podłogę a głowa skierowana ku dole - Odpowiesz wreszcie?
- Znasz odpowiedź.. - Szepnęłam. Inaczej nie dam rady wybrnąć z tej sytuacji. Jakbym skłamała, wiedziałby i pewnie wyszłabym na idiotkę albo jeszcze gorzej.
- Znam - Potwierdził - Ale chcę ją usłyszeć.
- Usłyszeć? - Zapytałam niepewnie.
- Od Ciebie - Dodał. Poczułam uścisk jego ciepłej dłoni na swojej brodzie. Chwilę później, zaczął lekko podnosić rękę do góry, przez co zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu centralnie w oczy. Myślałam, że zaraz wybuchnie śmiechem, że wyśmieje mnie czy wyzwie, ale on był inny, postąpił inaczej. Jego twarz była poważna i nie wyrażała teraz żadnych emocji, oprócz skupienia. Był skupiony na mnie i oczekiwał odpowiedzi.
- Myślałam o tym, że mnie wtedy pocałowałeś..
- Kiedy? - Wtrącił.
- Na spacerze... - Mruknęłam zirytowana jego ciągłymi pytaniami.
- I co wymyśliłaś? - Drążył temat.
- Nic - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Nic specjalnego.. Po co tu przyjechaliśmy? Tu jest Alan?..
- Chciałabyś, abym teraz też to zrobił?
- Co? - Zamrugałam zaskoczona powiekami. Czy ja się właśnie przesłyszałam, czy on naprawdę to powiedział?
- Chcesz, abym Cię pocałował? - Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak serce za chwilę wyskoczy mi z klatki piersiowej. Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem z dobrych, mocnych kilkanaście sekund.
- Dylan...
- Chcesz? - Warknął.
- Nie... - Szepnęłam. Nie byłam pewna, czy mówię prawdę. Zbliżył do mnie swoją twarz na tyle blisko, że stykaliśmy się nosami. O dziwko od niedawna jeżdżąc z nim samochodem, mogę siadać z przodu. Już się mnie nie wstydzi. Dobre sobie.
- Nie? - Powtórzył. Nie dostrzegłam, abym moja odpowiedź jakoś specjalnie go zdenerwowała. Wręcz przeciwnie. Kąciki jego ust podniosły się do góry. On się śmiał?
- Nie - Rzekłam stanowczym głosem. Zdenerwowana jego zachowaniem, odsunęłam się do tyłu i spojrzałam w stronę drzwi - Wychodzę - Warknęłam. Dotknęłam klamki, ale drzwi samochodu ani drgnęły. Były zablokowane. Ktoś je zablokował. A mówiąc ,, ktoś '' , mam na myśli Coopera - Co Ty wy... - Wtedy chwycił moją twarz i przekręcił ją w swoją stronę. Nim dodałam cokolwiek, poczułam uścisk jego ust na swoich wargach. Znów te przyjemne uczucie i orzeźwiająca woń. Najgorsze było to, że tym razem wcale nie protestowałam. Co gorsza, odwzajemniłam pocałunek. Jego bliskość, działała na mnie jak lekarstwo na cały ból otaczającego mnie świata. Kiedy Dylan Cooper był przy mnie, inni nie istnieli. Całe otoczenie znikało a wszystko co złe, odchodziło razem z nim.
- Dalej nie chcesz, abym Cię całował? - Wyszeptał mi do ucha łapiąc trochę tchu. Nagle tą jakże niezręczną, chociaż dającą się znieść sytuację, przerwał dźwięk jego telefonu - Kurwa! - Wrzasnął. Wystraszyłam się przez co podskoczyłam do góry.
- Odbierz... - Szepnęłam. Zerknął na mnie, potem na telefon, znów na mnie i znów na telefon. Po raz drugi przeklął, ale odebrał. Wziął do ręki komórkę i przycisnął zieloną słuchawkę.
- Czego? - Warknął wkurwiony. Ja tymczasem oparłam się głową o framugę drzwi i ze wszystkich sił, zaczerpnęłam ostro powietrza. Traciłam grunt pod stopami. Traciłam możliwość racjonalnego myślenia w towarzystwie tego chłopaka. To nie wróżyło nic dobrego i prędzej czy później poniosę konsekwencje za swoją głupotę i lekkomyślność - Czekam już.. Tak.. No... Dawaj.. Po chuj?.. Nie jestem sam.. Nie ważne... Przyjdziesz to zobaczysz!... Kurwa nie wkurwiaj mnie!... Chcesz wracać z buta?... Dobra.. Już idę... Spierdalaj.. - Spojrzałam na niego spode łba i posłałam mu groźne spojrzenie - Co? - Warknął.
- Jajco... - Syknęłam - Możesz odwieźć mnie do domu?
- Nie mogę.
- Dlaczego? Zmieniłam zdanie. Nie tak wyobrażałam sobie naszą ra... - Zamilkłam w ostatniej chwili, zdając sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałam. Ponownie chwyciłam za klamkę, ale drzwi były w dalszym ciągu zamknięte - Możesz otworzyć to cholerstwo?!
- Nigdzie Cię nie odwiozę bo mam inne plany. Teraz idę na chwilę do Alana, ale zaraz wrócę.
- I co dalej? - Prychnęłam - Pojedziemy okraść sklep? Napaść na bank?
- Nie - Zaśmiał się - Nie dziś. Teraz mam wolne - Puścił mi oczko i otworzył drzwi od strony kierowcy - Poczekaj tu. Przecież musimy dokończyć naszą randkę. Zaraz wracam - Uśmiechnął się, machnął dłonią i wyszedł. Ja natomiast westchnęłam ciężko. Na dworze robiło się coraz ciemniej i już nie widziałam wszystkiego tak dobrze jak przedtem. Dylan zniknął mi z zasięgu wzroku a czas mijał. Mogłabym przysiąść, że upłynęło dobre dwadzieścia minut od jego nieobecności. Z nudów włączyłam sobie radio w jego aucie, ale jak szybko je włączyłam, tak szybko wyłączyłam. Sam chłam i tandeta. Jak można słuchać w ogóle czegoś tak strasznego? Nie rozumiem i nie zrozumiem ludzi, którzy są fanami osób, które wyją do mikrofonu bez możliwości usłyszenia jakichkolwiek słów. Trzeba nie mieć po prostu słuchu.
Zdesperowana już całkowicie, wyciągnęłam z kieszeni spodni swój telefon i puściłam na ful swoją, własną ulubioną muzykę. Pierwsza na liście była Miley Cyrus i jej kawałek ,, 4*4 ''. Głos młodej piosenkarki rozbrzmiał po całym wnętrzu pojazdu w kilka sekund. Nawet nie zauważyłam jak Cooper stanął obok samochodu i oparł się o jego maskę. Stał twarzą w twarz z tym pieprzonym Fryzem.
Muzyka przestała grać a zamiast niej, usłyszałam dzwonek powiadamiający o tym, iż ktoś chce się z Tobą skontaktować. O tej godzinie? Pewnie mama zapomniała mi o czymś powiedzieć, albo chce się upewnić czy wszystko gra. ,, Tak mamo, jestem bezpieczna. Jeżeli przez słowo ,, bezpieczna '' rozumiesz stanie na jakimś zadupiu z dwoma najbardziej niebezpiecznymi chłopakami w mieście, jak i nie na świecie to tak. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem bezpieczna ''. Spojrzałam na rozmówcę.
- Paula... - Szepnęłam i od razu odebrałam - Tak?
- Ross? - Uśmiechnęłam się, że jednak zadzwoniła. Może chciała się pogodzić? Tak dobrze jest móc usłyszeć jej głos. Byłam szczęśliwa. W jednej chwili zapomniałam o wszystkim co się teraz dzieje. Zapomniałam o Alanie, o Dylanie, o tym zasranym spotkaniu i to dzięki mojej najlepszej przyjaciółce. Już chciałam zacząć przepraszać za swoje wcześniejsze zachowanie, kiedy w tle rozbrzmiał dobrze znajomy mi głos - Musimy pogadać... - Coraz słabiej ją słyszałam. Za duży hałas był po jej stronie i straszne szmery.
- Gdzie jesteś? - Spytałam zaniepokojona. Zignorowałam to, że nie jest sama i to z jaką osobą się właśnie znajduje. Najbardziej interesowało mnie to czy jest bezpieczna i gdzie jest.
- Ross? Hallo? Nie słyszę Cię!
- Gdzie jesteś?! - Powtórzyłam najgłośniej jak mogłam.
- W barze! A Ty?! Musisz tu przyjść! - Wrzasnęła.
- Po co? - Zdziwiłam się - Po co dzwonisz? Paula, zbytnio nie mogę rozmawiać...
- Musisz przyjść i pogadać z Michałem! Siedzi od godziny przy stoliku i pije ile wlezie!
- Wybacz, ale to nie mój problem...
- Ross do cholery! Ogarnij się! Przecież go kochasz...
- Muszę kończyć. Odezwę się jutro..
- Ross!! Masz tu przyjść! Albo sama po Ciebie przyjadę a wypiłam, więc jeżeli będę mieć wypadek to przez Ciebie!
- Nie ma mnie w domu...
- A gdzie jesteś? - Wtrąciła - Z nim... Jesteś z nim...
- Gdzie.. nona.. jet...? -  Usłyszałam w oddali. Michał. Po jego głosie i tym jak przekręcił prawie każde słowo, wywnioskowałam, że jest ostro nawalony. Zrobiło mi się go żal.
- Do jutra... - Już chciałam się rozłączyć, ale w ostatniej chwili Pauli udało się krzyknąć mi kilka słów do słuchawki.
- Ross... Proszę.. Uważaj na siebie i wracaj.. To nie jest chłopak dla Ciebie....
- On jest inny..
- To Michał jest tym jedynym. To jego kochasz... - Michał? Ten sam Michał, który mnie zdradził? Który kilka dni po zerwaniu obmacywał inną dziewczynę i to jeszcze w szkole, w miejscu publicznym? Mam być z kimś takim? Jak ona śmie mówić mi takie rzeczy! Może i jest moją najlepszą przyjaciółką, siostrą, ale nigdy nie została potraktowana w taki sposób, więc niech nie daje mi rad dotyczących zdrady! Nienawidzę osób, które lecą w chuja. Odkąd ojciec pieprzył się po kryjomu z jakąś szmatą, zdrada jest dla mnie niewybaczalna. Choćbym chciała, nie wybaczę mu tego. Mu ani Michałowi. Ta dwójka tak zwanych facetów, jest dla mnie skreślona na dobre.
Wtedy spojrzałam przed siebie. Mój wzrok utkwił na Alanie. Stał oparty o maskę samochodu. Ramię w ramię z Dylanem. Gadali o czymś i chyba się nawet kłócili. Twarz Coopera mówiła, że nie ma dobrego humoru a Fryz również nie skakał z radości. Przyglądając się tak temu fiutowi, jego twarz zrobiła mi się taka znajoma....

 ,, - Znowu Ty?! - Warknął patrząc się na mnie. Znowu ja? Czy on mnie znał? Przechyliłam głowę lekko w bok, aby widzieć dokładniej kolor jego oczu. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. To są jakieś jaja. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Mężczyzna spojrzał ostatni raz na kobietę potem na mnie i na torebkę - Pożałujesz tego - Syknął. Uderzył pięścią w ścianę a potem odbiegł ''...


Patrząc się na tego ciemnowłosego blondyna, przypomniała mi się jedna z sytuacji, gdzie miałam z nim styczność. O rzesz. To on! To ten sukinsyn!
- Do jutra... - Szepnęłam i dopiero wtedy nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Miałam w dupie co się teraz stanie. Wiedziałam jedno. Muszę wyrównać rachunki z tym dupkiem!
Rzuciłam telefonem o siedzenie i nacisnęłam klamkę, która oczywiście była zamknięta. Pieprzony Cooper! Ale to mnie nie powstrzymało. Ściągnęłam z nóg szpilki, wgramoliłam się na siedzenie kierowcy i wyszłam na zewnątrz jego drzwiami. Moje ramiona owiał chłodny wiatr, który w tej chwili był po mojej stronie. Gotowałam się ze złości i nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Przed oczyma miałam tą wystraszoną staruszkę, która została pozbawiona ostatniej pamiątki po swoim mężu. Jak można być takim podłym człowiekiem? Dylan zerknął na mnie i już chciał coś powiedzieć, kiedy podbiegłam do Alana i rzuciłam się na niego jak lwica. Chłopak stracił równowagę, zaskoczony moim zachowaniem i oboje zlecieliśmy na ziemię. Nie marnowałam ani chwili. Poleciała jedna tuba, druga i trzecia. Przed czwartą się obronił i zepchnął mnie z siebie. Teraz moja sukienka poszła się jebać. Byłam cała brudna i poobdzierana.
- Pojebało Cię szmato?! - Wrzasnął otrzepując z siebie piach. Wstał na nogi i odszedł krok do tyłu.
- Jesteś zwykłym zerem! Nikim więcej! - Stanęłam naprzeciwko niego, nie zważając na to co może mi się stać. Alan przeklął pod nosem a kiedy ponownie na niego wskoczyłam i z całej siły przywaliłam mu z pięści w twarz, odepchnął mnie z taką siłą, że potknęłam się o korzeń drzewa i zaliczyłam porządną glebę. Blondyn wyszedł z siebie. Podszedł do mnie i chwycił moje długie, czarne włosy.
- Nigdy więcej tego nie rób - Warknął. Pociągnął mnie w tył aż zawyłam z bólu - Pierdolona dziwko! - Łza bólu spłynęła po moim lewym policzku. Kiedy myślałam, ze to mój koniec, dostrzegłam wkurwionego jak nigdy Coopera. Spojrzał na mnie i zacisnął dłoń w pięść. Stracił kontrolę. Podbiegł do przyjaciela i złożył mu porządnego kopniaka w brzuch aż tamten się zachwiał. Następnie zbliżył się do mnie i pomógł mi wstać.
- Wszystko w porządku? - Spytał. Kiwnęłam potwierdzająco głową, że wszystko gra, ale on mi nie wierzył - Co to ma kurwa być? Ktoś mi to wyjaśni!?
- Najpierw zabiję te kurwę! - Alan zamachnął się ręką chcąc mnie uderzyć, ale Dylan mu na to nie pozwolił. Na czas złapał jego dłoń i wykrzywił ją do tyłu. Następnie pchnął nim w drugą stronę i stanął przede mną.
- Nie waż się tak o niej mówić.. - Warknął - A tym bardziej nie waż się podnosić na nią ręki bo połamię Ci każdą kość - Dodał.
- Pojebało Cię do reszty?! - Zwrócił się do szatyna - Co Cię ona obchodzi?! Rzuciła się na mnie z łapami, więc dostała nauczkę. Nie będzie mi tu jakaś...
- Zamknij się ! - Wrzasnął - Jeszcze jedno słowo a wracasz z buta. Teraz mi wyjaśnijcie o co tu kurwa mać chodzi, jasne?!
- Ta idiotka jest pojebana!
- Ty śmieciu! - Krzyknęłam - Jesteś nic nie wartym śmieciem!
- Spokój do chuja! - Dylan zamachnął się ręką do tyłu i przywalił nią w samochód.
- Ten kretyn napadł na biedną staruszkę! Zabrał jej coś cennego! Zabrał jej ostatnią pamiątkę po mężu!
- A no tak... To byłaś Ty... To Ty mi przeszkodziłaś...
- Szkoda, że wtedy Ci nie strzeliłam w ten krzywy ryj.. - Warknęłam. Ten koleś był dla mnie zwykłym śmieciem. Nienawidziłam go i czułam obrzydzenie na sam jego widok. Jak można zadawać się z takim kretynem?
- Ross.. Serio..? - Dylan spojrzał na mnie spode łba, co jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi.
- Słucham?
- Wkurwiłaś się o takie coś? Przecież to normalne - Zaśmiał się. Myślałam, że się przesłyszałam.
- Normalne? - Prychnęłam - Normalne? - Dopiero teraz dotarło do mnie to, jak nasze światy się różnią. Dla niego normalność to okradanie starszych pań, strzelanie do biednych ludzi czy nawet napady na sklepy i banki. To dla niego jest normalne. To ze mną jest coś nie tak czy z nim? Aż chciało mi się płakać. Do oczu naleciały mi łzy a każde dobre uczucie jakie żywiłam do szatyna, zniknęło. Zamiast niego, moje serce ogarnął smutek i żal - Wiesz co Dylan? Pierdol się - Pchnęłam nim o drzewo, wyciągnęłam z samochodu swój telefon i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie, zostawiając otrzymaną przez niego różę w samochodzie. Słyszałam krzyki za plecami, ale gówno mnie one obchodziły. Pragnęłam jak najszybciej przed nimi uciec. Chciałam położyć się w swoim łóżku pod cieplutką kołderką i po prostu zasnąć wiedząc, że jestem bezpieczna. Ruszyłam do biegu. Biegłam wprost przed siebie sama nie wiedząc dokąd. Wiele razy nadepnęłam na szyszki o spowodowało ogromny ból prawej stopy. Jednak nie zatrzymałam się. Wolałam nie ryzykować spotkaniem z tymi debilami. Wszyscy mieli rację. Dylan Cooper to cham i prostkach.
Dostrzegłam  w oddali jadące auto. Nadzieja na szybki powrót do domu wypełniła moje serce. Nie wszystko stracone! Wybiegłam na środek ulicy i je zatrzymałam. Reflektory świateł oświetliły moje całe ciało i kawałek pobocza. Dłonią zasłoniłam oczy, aby nie uszkodzić sobie wzroku. Kiedy lekko się ściemniło, zamrugałam powiekami i spojrzałam przed siebie. Na zewnątrz wysiadła młoda kobieta, zaniepokojona moim zachowaniem i wyglądem. Zmierzyła mnie całą od stóp do głowy i zapytała czy wszystko gra. Pokiwałam przecząco głową. Skróciłam jej swoją dzisiejszą przygodę po czym spytałam się dokąd jedzie. poinformowała mnie, że w głąb miasta. Poprosiłam aby zabrała mnie ze sobą i wiecie co? Zgodziła się. Drogę pokonałyśmy w milczeniu. Byłam zmęczona i zdołowana. Podałam jej dokładny adres mieszkania a ta bez żadnego sprzeciwu zawiozła mnie pod sam dom. Godzinę później byłam na miejscu. Wysadziła mnie na chodniku i odjechała. Ja natomiast zapłakana weszłam do mieszkania tak cicho, że nawet własna matka mnie nie usłyszała. I bardzo dobrze. Nie miałam najmniejszej ochoty opowiadać co się wydarzyło. A nie wymigałabym się od odpowiedzi. Za bardzo źle na to wyglądałam.
Od razu udałam się do swojego pokoju, zamykając przy tym za sobą drzwi.  Czyli cały dzisiejszy wieczór miałam do bani. W sumie był wtorek a jutro szkoła, więc trochę dziwiło mnie to, że moi przyjaciele udali się do baru. Zazwyczaj imprezowaliśmy w weekendy a nie w tygodniu. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoją zniszczoną sukienkę. Wystroiłam się specjalnie dla niego. Chciałam mu się spodobać, chciałam, aby był zadowolony z mojego wyglądu a on? Powiedział, że okradanie starszych pań, jest dla niego normalne. To nie jest normalne! On nie jest normalny! Ja nie jestem normalna pozwalając mu się całować! Nigdy więcej.
- Nigdy więcej... - Szepnęłam. Zacisnęłam rękę w garść i pomyślałam o swojej przyjaciółce. Właśnie! Paulina! Mam położyć się do łóżka i zasnąć jak grzeczna dziewczyna? Tym bardziej, że mama wie iż wrócę bardzo późno? Pewnie znów jutro nie pójdę do szkoły bo pozwoli mi się wyspać. Nie zamierzam teraz robić nic grzecznego! Nie dam temu dupkowi takiej satysfakcji.
Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer Pauli. Odebrała po trzecim sygnale. Spytałam się jej czy dalej jest w barze, a kiedy dała mi satysfakcjonującą mnie odpowiedź, zapewniłam ją, że za niedługo wrócę na co się ucieszyła. Jeszcze tylko pozostało zmienić ubrania. Ściągnęłam z siebie tą podartą szmatę, bo tak mogę już o niej mówić i wyrzuciłam ją do śmieci. Następnie wdziałam się w krótkie, jeansowe spodeneczki poobdzierane dla ładniejszego wyglądu, jeansową kamizelkę oraz czarne conversy do kostek. Włosy uczesałam w grubą kitę a kiedy byłam gotowa do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Dylan - Spadaj na szczaw.. - Warknęłam pod nosem. Był ostatnią osobą na świecie z jaką chciałam teraz mieć styczność. Kiedy przyjechała taksówka, wybiegłam z domu i wsiadłam do pojazdu. Moim dzisiejszym celem było nawalenie się w trzy dupy....

W barze było dość tłoczno. Liczna grupa ludzi  tańczyła swoje dziwne tańce na środku parkietu, pare panienek stało pod ścianą i śmiało się ze wszystkiego, inne obczajały ładnych gości a ja szłam sama wprost przed siebie i nie zwracałam na nikogo uwagi. Szłam w stronę baru i tylko to się dla mnie w tej chwili liczyło. Dostać wódkę. 
- Wreszcie jesteś! - Paula podbiegła do mnie, kiedy tylko usiadłam na jednym z krzeseł. Wskazałam palcem na barmana, który podszedł i złożył moje zamówienie. Kiwnął porozumiewawczo głową i zabrał się za robienie mojego extra drinka. Dziś postawiłam na tak zwaną ,, Lagunę ''.
- A no jestem... - Posłałam jej lekki uśmiech przez co odpowiedziała mi tym samym. Spojrzałam na nią i już wiedziałam, że jest ostro nawalona. Kiwała się w przód i w tył a uśmiech nie schodził z jej twarzy - Widzę, że nieźle się bawisz.. - Zażartowałam.
- Ross, co się stało?
- Nic - Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Przecież widzę.. Nie lubisz wódki i mówiłaś, że nie masz czasu przyjść. Zranił Cię, prawda? Pokłóciliście się?
- Nie mam ochoty rozmawiać o tym osobniku - Prychnęłam - Teraz chcę się tylko napić i mieć to wszystko w dupie.. - Nim dokończyłam mówić, ładna szklana wypełniona niebieską substancją, znalazła się tuż przede mną. Podziękowałam starszemu od siebie chłopakowi za dobrze zrobiony napój, po czym wypiłam wszystko za pierwszym razem. Aż skrzywiłam się z obrzydzenia. Nienawidziłam wódki a zwłaszcza takiej mocnej. ,, Laguna '' , był to prawie najmocniejszy drink w tym miejscu - Widziałaś Michała? - Spytałam z nadzieją, że uda mi się zmienić temat i tak też się stało.
- Jest gdzieś tam... - Obróciła się, aby wskazać palcem na tłum ludzi za sobą i właśnie wtedy dostrzegłyśmy mojego byłego chłopaka tańczącego z Aśką - Kurwa.. - Szepnęła. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Ta chora sytuacja mnie cholernie bawiła. Najpierw mnie zdradził, potem błagał o kolejną szansę a teraz znów się dobrze bawi beze mnie.
- O proszę... - Parsknęłam - Kolejnego! - Zwróciłam się do barmana, który wykonał moje polecenie. Chwilę potem, znów sączyłam niebieskie gówno.
- Ross... To da się...
- Nie obchodzi mnie już to - Warknęłam - Mam w dupie i jego i Coopera. Jeżeli masz zamiar gadać mi o tych idiotach to idź stąd. A jeżeli jesteś moją przyjaciółką to usiądź obok i napij się ze mną ... - Zmierzyła mnie ostrym spojrzeniem, ale dosiadła się. Nie mówiła nic więcej, tylko piła ze mną na zmianę różne rodzaje wódki. Nagle ktoś do nas podszedł. Po sześciu szklankach ,, Laguny '', można było śmiało rzec, że się napiłam. Podniosłam wzrok do góry, aby zobaczyć z kim mam do czynienia i wtedy wielka łapa bruneta, została wyciągnięta w moim kierunku na znak przywitania się.
- Hej! - Krzyknął. Muzyka stała się głośniejsza, więc aby się dobrze porozumieć, krzyki były nieuniknione.
- Cześć... - Zachichotałam.
- Co Ty tu robisz?! - Zapytał. Wzruszyłam obojętnie ramionami i wskazałam na swój, tym razem zielony napój.
- Piję! - Wrzasnęłam i wzięłam kolejnego łyka.
- Nie za dużo?!
- Nie... To dopiero początek! - Diuk zmierzył mnie bacznym spojrzeniem, ale nic więcej nie dodał. Zerknął tylko na środek parkietu, gdzie przez cały czas bawił się Michał i dopiero wtedy zrozumiał w czym tkwi mój problem. Przynajmniej on tak myślał, ze to mój problem. Mi w rzeczywistości chodziło o coś całkiem innego. O kogoś innego.
Brunet lekko się schylił i zbliżył się do mojego ucha.
- Michał wie, że tu jesteś?! - Pokiwałam przecząco głową. Jakby wiedział to pewnie by się tak zajebiście dobrze nie bawił. Ale ja nie zamierzałam psuć mu tego jego humorku - A ma się dowiedzieć..?
- Nie! - Zaprotestowałam - Niech robi co chce. To już nie mój problem - Diuk kiwnął głową i tym razem zwrócił się do Pauli, aby poprosić ją o wspólny taniec. Z początku przyjaciółka sprzeciwiała się jego prośbą, ale w końcu się zgodziła i poszli, obiecując, że wrócą za pięć minut. Było mi to na rękę. Mogłam chociaż w spokoju wypić kolejne, cztery szklanki. Parę minut później, zalała mnie fala wspomnień. Wpatrując się w swojego byłego chłopaka. Zmrużyłam zmęczona oczy. Alkohol dawał o sobie we znaki bo zajebiście mocno szumiało mi w głowie. Wiedziałam, że jeśli teraz wstanę na nogi, zlecę tak szybko jak się podniosę.

,, 
- Jeszcze jeden! - Krzyknęła Paulina, która już trzymała w prawej dłoni kolejny kieliszek z wódką.
- Nie.. Już wystarczy - Protestowałam.
- Ross... Nie daj się prosić - Obróciłam się w bok, gdzie dosiadł się do naszego stolika Michał. Ten boski Michał, w którym się podkochiwałam chyba od zawsze. Przyjaźniliśmy się. Nic więcej. Wyglądał dziś uroczo i co gorsza, robiło mi się słabo na sam jego widok - Więc jak? Kolejny? - Spojrzałam mu głęboko w oczy. Tonęłam w jego spojrzeniu.
- Ale ostatni! - Mruknęłam a on się uśmiechnął - I pod warunkiem, że Ty też wypijesz kolejnego!
- Z przyjemnością '' [...]


Na zmianę wymieniałam swoje wspomnienia. To z Dylanem, to z Michałem. Byłam nawalona, najebana i schlana. Czułam się koszmarnie. W głowie mi huczało i każdy mój ruch, powodował, że chce mi się spać. Nie miałam na nic siły a najgorsze było to, że zachciało mi się siku.

,, - Puść mnie! - Wrzasnęłam, kiedy zabrał swoją wielką rękę.
- Stul pysk bo pożałujesz! - Zrobiłam to. Zamknęłam się a on oparł się rękoma o ścianę blokując mi drogę ucieczki.

 - Proszę... Wypuść mnie.. Nic Ci nie zrobiłam..
- Nic mi nie zrobiłaś a jednak tu jestem.
- Ja... Błagam.. Zostaw mnie...- Cała drżałam a jemu najwidoczniej podobał się ten widok. Tak jakby napawał się moim strachem, bólem.
- Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie zgrywała bohaterki - Uderzył z całej siły ręką w szafkę tak, że aż podskoczyłam. Zrobił to specjalnie. Gdy już myślałam, że sobie pójdzie, on złapał mnie za nadgarstek a z jednej z szuflad woźnego, wyciągnął sznurek.
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! - Zaczął związywać mi ręce tak, że nie mogłam nimi ruszyć.'' [...]


,,
- Jestem - Aż podskoczyłam. Dłonie Michała zatrzymały się na moich biodrach a jego oddech czułam aż na policzku.
- Gdzie tak długo byłeś? - Spytałam..
- Tańczyłem - Wzruszył ramionami.
- Z kim?
- Jakaś laska mnie poprosiła..
- To fajnie - Wtrąciłam - Jeszcze jednego! - Podniosłam palec do góry, aby barman wiedział co należy zrobić. 

- Ktoś tu się rozpija - Zaśmiał się brunet. Zignorowałam to - Kiedy zobaczyłem, że wróciłaś z toalety, od razu przyszedłem.
- Co? Nowa koleżanka Ci się znudziła? - Parsknęłam. 

- Rozalie Evans, czy Ty przypadkiem nie jesteś o mnie zazdrosna? - Uniósł jedną brew do góry a ja od razu poczułam palpitację serca.
- Ja? - Wybuchnęłam śmiechem - Nigdy w życiu - Skłamałam. Wtedy podszedł do mnie jeszcze bliżej i objął moją twarz swoimi dłońmi.
- To niedobrze bo ja o Ciebie jestem cholernie zazdrosny - Spojrzałam mu w oczy.
- Czy Ty właśnie powiedziałeś, że jesteś o mnie zazdrosny?
- Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć - Mruknął a następnie złożył czuły, delikatny i namiętny pocałunek na moich ustach '' [...]


Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Wyjęłam elektroniczny przedmiot z kieszeni i spojrzałam na nadawcę. Ledwo widziałam na oczy. Obraz stał się strasznie rozmazany.
- Cooper... - Warknęłam. Odebrać czy nie odebrać? - Hallo? 
- Ross?! Gdzie Ty do chuja jesteś?! Byłem u Ciebie i...
- Co mówisz?! Nie słyszę! -  Wtrąciłam.
- Gdzie jesteś?! - Powtórzył wkurwionym tonem głosu. On był wkurwiony? Serio?
- Tam gdzie Ciebie nie ma... Czyli w fajnym miejscu - Zachichotałam.
- Piłaś?! Kurwa Ross!
- Piłam? Nie piłam? O to jest pytanie...! Poczekaj... Muszę wyjść tam gdzie cicho sza jest! - Przyłożyłam telefon bardziej do ucha i wstałam na równe nogi - O kurwa.. - Jęknęłam. Świat stał się jakby wyjęty z 3D a ja byłam pionkiem w tej grze zwanej ,, życiem ''. Sama nie wiem jak, ale dotarłam do wyjścia. Co prawda kilkakrotnie obiłam się o ludzi czy zleciałam na ścianę, ale najważniejsze, że doszłam do celu, prawda? - Już.. Po co dzwonisz?
- Gdzie jesteś? - Warknął - Zaraz będę.
- Nie chcę Cię  widzieć ani dziś, ani jutro! Już mi nie zależy na Tobie!
- A kiedykolwiek zależało? - Spytał poważnym tonem.
- Niestety... Wiesz co Ci powiem?
- Nie mów nic. Jesteś pijana. Powiedz tylko gdzie mam po Ciebie przyjechać.
- Wysłuchaj mnie wreszcie i nie przerywaj! - Wrzasnęłam - Jesteś pieprzonym dupkiem i chamem! Myślisz, że jesteś taki fajny? Że jak jesteś ładny i w chuj seksowny to możesz wszystko? Za kogo Ty się uważasz?! Myślałam, że jesteś inny, że zmieniłeś się i masz dobre serce!
- Ross...
- Zamknij się! Teraz ja mówię! Jesteś zwykłym złodziejem i bandziorem. Cieszyłam się na wspólnie spędzony dzień z Tobą, ale Ty musiałeś przywlec tego kutasa! Nienawidzę go! Nienawidzę Ciebie i nienawidzę siebie za to, że mam ochotę Cię pocałować! Żałuję, że kiedykolwiek mi się spodobałeś!
- Co? - Wtrącił - Teraz jeszcze bardziej masz mi kurwa po...
- Narazie! - Krzyknęłam po czym się rozłączyłam. Wzięłam głęboki wdech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Co teraz? Wrócić do baru i pić dalej? Czy może jechać do domu i położyć się spać? Wybrałam oczywiście te pierwszą opcję. Potrzebuję przecież więcej alkoholu w organizmie. Dużo więcej.
Z powrotem weszłam do środka pomieszczenia i od razu rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Stała pod ścianą, gdzie obściskiwała się z Diukiem. Dlaczego kiedy zawsze jej potrzebuje, ona musi być zajęta?! No cóż. Nie pozostało mi nic innego jak podejść do barmana i poprosić o kolejnego drinka.
- Nie za dużo na dziś?
- Słucham? - Parsknęłam.
- Pytam czy...
- Wiem. Słyszałam - Warknęłam - Kamil, powiedz, ile my się znamy?
- Długo.. - Tak, to prawda. Znaliśmy się długo. Jestem tu tak częstym bywalcem, że każdy mnie zna. Prawdę mówiąc z Kamilem znałam się za nim on dostał pracę w tym pubie - Po prostu martwię się o Ciebie! Nie lubisz wódki a dziś? 
- Dziś się dobrze bawię! - Uniosłam swoją szklankę do góry a chwilę potem, wchłonęłam całą jej zawartość. Jedenasty drink. 
- Z jakiego to powodu? Widzę, że jesteś smutna...
- Nie pierdol, tylko napij się ze mną.. - Można by rzec, że kiedyś, bardzo dawno temu, coś mnie łączyło z Kamilem. Nigdy nie byliśmy parą, ale zdarzyła się taka sytuacja, że na pewnym ognisku, pocałowaliśmy się. Ta sytuacja szybko została wyjaśniona i teraz to mój przyjaciel. 
- Wiesz, że nie mogę. Jestem w pracy...- Puścił mi oczko i odszedł do jakieś laski, która machała dłonią w jego stronę. Chujowo jest tu pracować bo ani nie możesz pic, ani się dobrze bawić. Ja bym tak nie mogła. Nie w tym wieku. 
- Kogo my tu mamy...
- Odwal się ode mnie bo jestem zajęta i nie mam czasu na Ciebie - Syknęłam nawet na niego nie patrząc.
- Jesteś kompletnie nawalona - Skomentował mój wygląd.
- A Ty totalnie głupi - Prychnęłam - Skończyłeś? Skoro tak to się wynoś.
- Ross... - Wypowiedział moje imię a następnie chwycił moje ramię. Wyrwałam się z jego uścisku najszybciej jak tylko mogłam. 
- Nie dotykaj mnie nigdy więcej! - Zamachnęłam się dłonią do tyłu i złożyłam na jego lewym policzku, soczystego, mocnego liścia - To za to, że mnie potraktowałeś w taki podły sposób!
- Daj mi ostatnią szansę! Proszę.. Jesteś dla mnie wszystkim...- Machnęłam zirytowana dłonią, rzuciłam Kamilowi ,, cześć '' na pożegnanie i opuściłam bar, pisząc krótką wiadomość Pauli, że wracam do domu bo miałam nieprzyjemne spotkanie z Michałem. Wchodząc na chodnik, ktoś szarpnął moje ramię - Musimy pogadać! - Syknął. Chwiał się równie dobrze co i ja.
- Zostaw mnie! Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! Idź sobie do tej głupiej blond szkapy!
- Kocham Ciebie! 
- Ale ja już nie kocham Ciebie! - Wrzasnęłam ze wszystkich sił. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i założył rękę na rękę.
- Nie wierzę...
- To lepiej uwierz - To niemożliwe. Obróciłam się do tyłu, aby upewnić się, że mnie słuch nie myli i nie mylił. Wolnym krokiem ku nam, zbliżał się nie kto inny, tylko Dylan Cooper. Jedną dłoń trzymał w kieszeni spodni a w drugiej dłoni miał fajkę. 
- Co Ty tu robisz? - Spytałam zaskoczona jego wizytą.
- Przyszedłem po Ciebie.
- Ona nigdzie z Tobą nie jedzie! - Wtrącił wkurwiony Michał.
- Nie? A kto jej zabroni? Ty? - Prychnął szatyn.
- Mam Ci udowodnić, że Cię nie kocham? - Zwróciłam się do blondyna - To patrz.. - Wzięłam głęboki oddech a po chwili podeszłam do Coopera i złożyłam na jego ustach, długiego, namiętnego buziaka, który o dziwo został odwzajemniony. Potem odsunęłam się od niego i zerknęłam na Michała - Nie kocham Cię! - Powtórzyłam.
- Skoro wszystko sobie wyjaśniliście to teraz wsiadaj do samochodu - Dylan chwycił moją dłoń i zaczął iść przed siebie.
- Dokąd mnie ciągniesz?!
- Dowiesz się na miejscu - Warknął. 
- Nigdzie z Tobą...
- Zamknij się i nie marudź! Jedziesz ze mną i bez gadania! Wisisz mi przysługę za to, że pomogłem Ci się pozbyć tego kretyna, więc milcz i pakuj się do środka! - Przeklęłam pod nosem, ale ruszyłam w stronę drzwi od jego samochodu. Przeszłam kilka kroków i potknęłam się o własne nogi. Czyli wciąż byłam najebana. Gdyby nie ramiona Coopera, leżałabym na ziemi. Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak serce zaczyna bić mocniej.
- Dylan? - Szepnęłam.
- Czego? - Warknął. Zlustrowałam go całego od stóp do głowy a mój wzrok zatrzymał się na jego ,, sprzęcie ''. Ciekawiło mnie to, jak wygląda bez tych wszystkich ubrań.
- Jesteś zajebiście przystojny. Chciałabym się z Tobą pieprzyć......