piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 19

,, I am a fucker ''

Stałam przed lustrem i zastanawiałam się czy dobrze robię idąc na to spotkanie. Dochodziła dwudziesta, więc raczej nie miałam dużo czasu na podjęcie decyzji. Z każdą chwilą byłam bliższa wyznaczonej godziny a serce biło jak oszalałe. Kto byłby zdolny do takich pogruszek? Jedyną osobą, która najbardziej pasowała mi do tego wszystkiego to był Alan Fryz. Nienawidził mnie. Skoro potrafił strzelić do policjanta to co to dla niego podpalenie czyjegoś domu? Z wielkim westchnieniem opadłam na łóżko i od razu wlepiłam wzrok w sufit. Wzięłam do ręki telefon i po raz chyba setny, odczytałam wiadomość z dzisiejszego popołudnia. To jest już chore! Dlaczego ludzie muszą być tak zawistni i podli? Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Podskoczyłam przestraszona i spojrzałam w tamtą stronę. Do pokoju weszła mama z zaniepokojoną miną.
- Wszystko w porządku? - Spytałam - Wyglądasz jakbyś się czegoś obawiała.
- Twój kolega podjechał pod dom.. - Uśmiechnęłam się na samą myśl, że jednak Dylan mnie nie wystawił. Wstałam i podeszłam do starszej od siebie kobiety, aby lekko ją uspokoić. Martwiła się o mnie. Bała się, że mogę po raz drugi zostać skrzywdzona.
- Mamo, nic mi nie będzie. Ufam mu i wiem, że mnie nie skrzywdzi.. - Skłamałam. On, może i mnie nie skrzywdzi, ale każdy z jego bandy co jest przeciwko naszemu spotykaniu się, rozerwie mnie na strzępy. Jednak tego wiedzieć nie musi.
- Kochanie.. Po prostu... Wtedy kiedy Cię odprowadził..
- No właśnie - Wtrąciłam - Widzisz? Odprowadził mnie. Nie zgwałcił, nie pobił, nie zabił, tylko odprowadził pod sam dom, pod sam mój pokój. Mamo, on ma dobre serce, chociaż może na takiego nie wygląda.
- Może i masz rację, ale kiedy spojrzałam mu w oczy to dostrzegłam coś takiego dziwnego co mi się w tym chłopaku nie spodobało. Miałam wrażenie jakby był jakiś niebezpieczny i niszczył wszystko wokół siebie... Pewnie myślisz, że jestem jakąś wariatką, ale on.. Patrzył się na Ciebie jak na swoją własność, jakby miał obsesje na Twoim punkcie..
- Mamuś.. Proszę, nie przesadzaj. To tylko kolega - Wzruszyłam obojętnie ramionami - I nigdy między mną a nim do niczego nie dojdzie.
- Wierzę Ci, że nie popełnisz żadnego głupstwa. I wiesz co? Wyglądasz ślicznie! - To prawda. Wyglądałam ślicznie. Miałam na sobie krótką, niebieską sukienkę sięgającą mi przed kolana, która była bardzo atrakcyjna i aż wręcz kusiła facetów, aby się na nią patrzyli a do tego czarne, wysokie szpilki. Włosy podkręciłam tak, że długie loki spoczywały teraz na moich ramionach i biuście. Posłałam jej kolejny uśmiech, ucałowałam ją w polika i wyszłam z domu mówiąc, że wrócę późno. Na dworze wiał chłodny wiatr mimo, że do wakacji zostało zaledwie kilka tygodni. Zrobiło się zimno gdyż miałam na sobie tylko sukienkę na ramiączka.
 Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu samochodu Dylana, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Co do licha? Pojechał sobie? - Dylan? - Zawołałam. W sumie to nie był krzyk, lecz głośniej wypowiedziane słowo. Odpowiedziała mi cisza. Zrezygnowana, zaczęłam wolnym krokiem wracać do mieszkania, ale wtedy usłyszałam męski głos. Dobrze mi znany, męski głos.
- Dokąd idziesz? - Zatrzymałam się kilka kroków od drzwi i lekko odchyliłam do Tyłu. Cooper stał oparty o drzewo z założonymi na siebie rękoma. Było dosyć widno jak na tą godzinę, więc doskonale widziałam rysy jego twarzy. Tym razem był ubrany inaczej. Nie miał na sobie czarnych dresów czy szortów i koszulki, tylko zamiast tego, były czarne, szczupłe jeansy, biała koszula z czarnym krawatem i czarne trampki sięgające do kostek. Wyglądał uroczo. Bardzo mi się spodobał i szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam nikogo takiego seksownego jak on teraz. Stylizacja ta, bardzo pasowała do jego sylwetki i świetnie współgrała z jego ciałem, włosami a przede wszystkim z jego oczyma.
- Myślałam, że..
- To nie myśl - Wtrącił uśmiechając się przy tym - I tak w ogóle to cześć.
- Cze.. Cześć.. - Jęknęłam zawstydzona, kiedy zauważyłam, że szatyn lustruje mnie całą od stóp do głowy. Westchnęłam gdy jego oczy zabłyszczały i powiększyły się jak pięć złoty.
- Ładnie wyglądasz - Mruknął po czym oblizał językiem dolną część wargi. Zbliżył się do mnie i złożył delikatnego całusa w mój prawy polik. Odruchowo zrobiłam krok w tył nie wiedząc co planuje, ale szybko mnie uspokoiła jego dłoń na moim ramieniu. Muszę przyznać, że zdziwiło mnie jego zachowanie, choć to wcale nie był koniec. Dylan miał w zanadrzu jeszcze jedną niespodziankę. Wyjął zza pleców małą różyczkę.
- To dla Ciebie.. - Wybełkotał. Głos mu drżał a ciało spięło się jak struna. Prawdopodobnie to jego pierwszy taki gest w życiu. Nigdy wcześniej nie sprawił dziewczynie takiej niespodzianki, co mnie w sumie cieszyło bo byłam tą pierwszą. Ale to przecież Dylan Cooper! On nie jest romantyczny, nie jest miły czy dobry. On jest bezczelny, arogancki i chamski. ...
- Naprawdę? - Zamrugałam kilkakrotnie powiekami nie wierząc w to co się teraz dzieje. Kiwnął potwierdzająco głową a na jego policzki zakradły się dwa, duże rumieńce. Próbował za wszelką cenę je ukryć, jednak jakoś mu to nie wychodziło. Uśmiechnęłam się widząc go takiego speszonego.
- A czy wyglądam na kogoś kto żartuje? - Wreszcie się odezwał. Był poważny. Jego wzrok spoczął na mnie a ja nie byłam pewna tego, czy to wszystko mi się podoba. Przestałam się uśmiechać i zrobiłam się nerwowa. Wiedziałam tylko, że muszę mu podziękować za nim pomyśli sobie, że jestem jakaś wredna czy głupia.
- Jest.. jest piękna.. - Szepnęłam - Dziękuję.. - Nastała chwila ciszy. Szatyn spuścił wzrok na ziemię a ręce schował do kieszeni. ,, Ross! Nie patrz na niego! '' Skarciłam się w myślach z nadzieją, że to pomoże, ale wiecie co? Było odwrotnie. Spojrzałam. Spojrzałam na te jego rozwichrzone włosy i dłużej nie wytrzymałam. Zbliżyłam się do niego i tym razem to ja dałam mu małego całusa w policzek - Nie musiałeś. Pewnie dużo Cię to kosztowało....
- Jesteś tego warta.... - Mruknął. Szczena mi opadła, bo nie spodziewałam się takich słów. Zignorowałam to, aby nie narobić jeszcze większego bigosu, chociaż nigdy nie zapomnę tego co powiedział. Przecież wciąż mi ktoś grozi, prawda? Nie mogę się z nim spotykać do cholery jasnej!
- Dylan.. Muszę Ci coś powiedzieć... - Już chciałam mu pokazać wiadomość od tajemniczego anonima, ale oczywiście musiał mi wtrącić.
- Najpierw zabiorę Cię tam gdzie miałem zabrać.. - Pociągnął moją dłoń i ruszyliśmy przed siebie. Spytałam się dokąd jedziemy, ale on odpowiedział, że to niespodzianka. Nie dał mi także dojść do słowa bo twierdził, że nie chce marnować czasu, gdyż niedługo będzie musiał wracać. Z początku byłam temu wszystkiemu przeciwna, ale z czasem mnie przekonał twierdząc, że będzie fajnie - Muszę skoczyć po drodze w jedno miejsce.
- Gdzie? - Zdziwiłam się.
- Po Alana... - Słysząc imię jego znienawidzonego przeze mnie przyjaciela, zamilkłam. Nie odzywałam się nawet słowem do końca przejażdżki. Dylan widział niezadowolenie na mojej twarzy, ale przyjął to z lekceważeniem. Chociaż tego w sobie nie zmienił. Zawsze liczyło się tylko i wyłącznie jego zdanie. Dupek. Pieprzony dupek!
Całą drogę pokonaliśmy w milczeniu, tylko muzyka wypełniała ciszę pomiędzy nami. I to do tego denna muzyka. Jakiś rock, którego ja nie tolerowałam, ale co mogłam zrobić? To jego samochód, nie mój. Musiałam to znieść z podniesioną głową i nie dać temu bufonowi satysfakcji. W dłoni trzymałam czerwoną różę, która przelatywała z prawej ręki do lewej. Była prześliczna a ja nie potrafiłam przestać się uśmiechać za każdym razem kiedy jej się przyglądałam.

,, - Jest.. jest piękna.. - Szepnęłam - Dziękuję..
- Jesteś tego warta.... - Mruknął .''

Spojrzałam na szatyna, który wydawał się spokojny. Patrzył wprost przed siebie, chociaż wiedział, że mu się przyglądam. Zignorował to za co byłam mu wdzięczna. Moją uwagę przykuł jego lekki zarost, który rzucał się w oczy. Pasowało mu to. Wyglądał bardziej męsko i seksownie. Zresztą dzisiaj jest zniewalający.
Przeszłam do penetrowania wzrokiem jego ust. Od razu przypomniał mi się pocałunek w parku. Te jego duże, ale jakże miękkie wargi. Wciąż pamiętam ten dotyk, który za nic w świecie nie chce opuścić mojej głowy. Zaczęłam tracić grunt pod stopami a oddech stał się nierówny. Pojazd stawał się mniejszy i robiło się strasznie duszno. Zachłysnęłam się własnym powietrzem.
- Wszystko w porządku? - Spytał stając na jakimś poboczu. Oprzytomniałam i rozejrzałam się zaciekawiona dookoła. Znajdowaliśmy się  na jakimś zadupiu gdzie były ze trzy domy na krzyż. Kiwnęłam potwierdzająco głową i spytałam o co mu chodzi - To czemu przez całą drogę przyglądałaś się moim ustom?
- Ja.. - Jęknęłam bo w tamtej chwili tylko na tyle było mnie stać. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam w potrzasku a jego to bawiło. On znał odpowiedź. Dobrze wiedział o czym myślałam a mimo to, dążył do tego, bym powiedziała mu to prosto w oczy. Jego niedoczekanie. Sekundy mijały a ja nadal milczałam speszona tym, że od dłuższej chwili mi się przygląda.
- Ty.... ? - Przerwał wreszcie tą niezręczną minę. Mój wzrok był wbity w podłogę a głowa skierowana ku dole - Odpowiesz wreszcie?
- Znasz odpowiedź.. - Szepnęłam. Inaczej nie dam rady wybrnąć z tej sytuacji. Jakbym skłamała, wiedziałby i pewnie wyszłabym na idiotkę albo jeszcze gorzej.
- Znam - Potwierdził - Ale chcę ją usłyszeć.
- Usłyszeć? - Zapytałam niepewnie.
- Od Ciebie - Dodał. Poczułam uścisk jego ciepłej dłoni na swojej brodzie. Chwilę później, zaczął lekko podnosić rękę do góry, przez co zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu centralnie w oczy. Myślałam, że zaraz wybuchnie śmiechem, że wyśmieje mnie czy wyzwie, ale on był inny, postąpił inaczej. Jego twarz była poważna i nie wyrażała teraz żadnych emocji, oprócz skupienia. Był skupiony na mnie i oczekiwał odpowiedzi.
- Myślałam o tym, że mnie wtedy pocałowałeś..
- Kiedy? - Wtrącił.
- Na spacerze... - Mruknęłam zirytowana jego ciągłymi pytaniami.
- I co wymyśliłaś? - Drążył temat.
- Nic - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Nic specjalnego.. Po co tu przyjechaliśmy? Tu jest Alan?..
- Chciałabyś, abym teraz też to zrobił?
- Co? - Zamrugałam zaskoczona powiekami. Czy ja się właśnie przesłyszałam, czy on naprawdę to powiedział?
- Chcesz, abym Cię pocałował? - Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak serce za chwilę wyskoczy mi z klatki piersiowej. Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem z dobrych, mocnych kilkanaście sekund.
- Dylan...
- Chcesz? - Warknął.
- Nie... - Szepnęłam. Nie byłam pewna, czy mówię prawdę. Zbliżył do mnie swoją twarz na tyle blisko, że stykaliśmy się nosami. O dziwko od niedawna jeżdżąc z nim samochodem, mogę siadać z przodu. Już się mnie nie wstydzi. Dobre sobie.
- Nie? - Powtórzył. Nie dostrzegłam, abym moja odpowiedź jakoś specjalnie go zdenerwowała. Wręcz przeciwnie. Kąciki jego ust podniosły się do góry. On się śmiał?
- Nie - Rzekłam stanowczym głosem. Zdenerwowana jego zachowaniem, odsunęłam się do tyłu i spojrzałam w stronę drzwi - Wychodzę - Warknęłam. Dotknęłam klamki, ale drzwi samochodu ani drgnęły. Były zablokowane. Ktoś je zablokował. A mówiąc ,, ktoś '' , mam na myśli Coopera - Co Ty wy... - Wtedy chwycił moją twarz i przekręcił ją w swoją stronę. Nim dodałam cokolwiek, poczułam uścisk jego ust na swoich wargach. Znów te przyjemne uczucie i orzeźwiająca woń. Najgorsze było to, że tym razem wcale nie protestowałam. Co gorsza, odwzajemniłam pocałunek. Jego bliskość, działała na mnie jak lekarstwo na cały ból otaczającego mnie świata. Kiedy Dylan Cooper był przy mnie, inni nie istnieli. Całe otoczenie znikało a wszystko co złe, odchodziło razem z nim.
- Dalej nie chcesz, abym Cię całował? - Wyszeptał mi do ucha łapiąc trochę tchu. Nagle tą jakże niezręczną, chociaż dającą się znieść sytuację, przerwał dźwięk jego telefonu - Kurwa! - Wrzasnął. Wystraszyłam się przez co podskoczyłam do góry.
- Odbierz... - Szepnęłam. Zerknął na mnie, potem na telefon, znów na mnie i znów na telefon. Po raz drugi przeklął, ale odebrał. Wziął do ręki komórkę i przycisnął zieloną słuchawkę.
- Czego? - Warknął wkurwiony. Ja tymczasem oparłam się głową o framugę drzwi i ze wszystkich sił, zaczerpnęłam ostro powietrza. Traciłam grunt pod stopami. Traciłam możliwość racjonalnego myślenia w towarzystwie tego chłopaka. To nie wróżyło nic dobrego i prędzej czy później poniosę konsekwencje za swoją głupotę i lekkomyślność - Czekam już.. Tak.. No... Dawaj.. Po chuj?.. Nie jestem sam.. Nie ważne... Przyjdziesz to zobaczysz!... Kurwa nie wkurwiaj mnie!... Chcesz wracać z buta?... Dobra.. Już idę... Spierdalaj.. - Spojrzałam na niego spode łba i posłałam mu groźne spojrzenie - Co? - Warknął.
- Jajco... - Syknęłam - Możesz odwieźć mnie do domu?
- Nie mogę.
- Dlaczego? Zmieniłam zdanie. Nie tak wyobrażałam sobie naszą ra... - Zamilkłam w ostatniej chwili, zdając sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałam. Ponownie chwyciłam za klamkę, ale drzwi były w dalszym ciągu zamknięte - Możesz otworzyć to cholerstwo?!
- Nigdzie Cię nie odwiozę bo mam inne plany. Teraz idę na chwilę do Alana, ale zaraz wrócę.
- I co dalej? - Prychnęłam - Pojedziemy okraść sklep? Napaść na bank?
- Nie - Zaśmiał się - Nie dziś. Teraz mam wolne - Puścił mi oczko i otworzył drzwi od strony kierowcy - Poczekaj tu. Przecież musimy dokończyć naszą randkę. Zaraz wracam - Uśmiechnął się, machnął dłonią i wyszedł. Ja natomiast westchnęłam ciężko. Na dworze robiło się coraz ciemniej i już nie widziałam wszystkiego tak dobrze jak przedtem. Dylan zniknął mi z zasięgu wzroku a czas mijał. Mogłabym przysiąść, że upłynęło dobre dwadzieścia minut od jego nieobecności. Z nudów włączyłam sobie radio w jego aucie, ale jak szybko je włączyłam, tak szybko wyłączyłam. Sam chłam i tandeta. Jak można słuchać w ogóle czegoś tak strasznego? Nie rozumiem i nie zrozumiem ludzi, którzy są fanami osób, które wyją do mikrofonu bez możliwości usłyszenia jakichkolwiek słów. Trzeba nie mieć po prostu słuchu.
Zdesperowana już całkowicie, wyciągnęłam z kieszeni spodni swój telefon i puściłam na ful swoją, własną ulubioną muzykę. Pierwsza na liście była Miley Cyrus i jej kawałek ,, 4*4 ''. Głos młodej piosenkarki rozbrzmiał po całym wnętrzu pojazdu w kilka sekund. Nawet nie zauważyłam jak Cooper stanął obok samochodu i oparł się o jego maskę. Stał twarzą w twarz z tym pieprzonym Fryzem.
Muzyka przestała grać a zamiast niej, usłyszałam dzwonek powiadamiający o tym, iż ktoś chce się z Tobą skontaktować. O tej godzinie? Pewnie mama zapomniała mi o czymś powiedzieć, albo chce się upewnić czy wszystko gra. ,, Tak mamo, jestem bezpieczna. Jeżeli przez słowo ,, bezpieczna '' rozumiesz stanie na jakimś zadupiu z dwoma najbardziej niebezpiecznymi chłopakami w mieście, jak i nie na świecie to tak. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem bezpieczna ''. Spojrzałam na rozmówcę.
- Paula... - Szepnęłam i od razu odebrałam - Tak?
- Ross? - Uśmiechnęłam się, że jednak zadzwoniła. Może chciała się pogodzić? Tak dobrze jest móc usłyszeć jej głos. Byłam szczęśliwa. W jednej chwili zapomniałam o wszystkim co się teraz dzieje. Zapomniałam o Alanie, o Dylanie, o tym zasranym spotkaniu i to dzięki mojej najlepszej przyjaciółce. Już chciałam zacząć przepraszać za swoje wcześniejsze zachowanie, kiedy w tle rozbrzmiał dobrze znajomy mi głos - Musimy pogadać... - Coraz słabiej ją słyszałam. Za duży hałas był po jej stronie i straszne szmery.
- Gdzie jesteś? - Spytałam zaniepokojona. Zignorowałam to, że nie jest sama i to z jaką osobą się właśnie znajduje. Najbardziej interesowało mnie to czy jest bezpieczna i gdzie jest.
- Ross? Hallo? Nie słyszę Cię!
- Gdzie jesteś?! - Powtórzyłam najgłośniej jak mogłam.
- W barze! A Ty?! Musisz tu przyjść! - Wrzasnęła.
- Po co? - Zdziwiłam się - Po co dzwonisz? Paula, zbytnio nie mogę rozmawiać...
- Musisz przyjść i pogadać z Michałem! Siedzi od godziny przy stoliku i pije ile wlezie!
- Wybacz, ale to nie mój problem...
- Ross do cholery! Ogarnij się! Przecież go kochasz...
- Muszę kończyć. Odezwę się jutro..
- Ross!! Masz tu przyjść! Albo sama po Ciebie przyjadę a wypiłam, więc jeżeli będę mieć wypadek to przez Ciebie!
- Nie ma mnie w domu...
- A gdzie jesteś? - Wtrąciła - Z nim... Jesteś z nim...
- Gdzie.. nona.. jet...? -  Usłyszałam w oddali. Michał. Po jego głosie i tym jak przekręcił prawie każde słowo, wywnioskowałam, że jest ostro nawalony. Zrobiło mi się go żal.
- Do jutra... - Już chciałam się rozłączyć, ale w ostatniej chwili Pauli udało się krzyknąć mi kilka słów do słuchawki.
- Ross... Proszę.. Uważaj na siebie i wracaj.. To nie jest chłopak dla Ciebie....
- On jest inny..
- To Michał jest tym jedynym. To jego kochasz... - Michał? Ten sam Michał, który mnie zdradził? Który kilka dni po zerwaniu obmacywał inną dziewczynę i to jeszcze w szkole, w miejscu publicznym? Mam być z kimś takim? Jak ona śmie mówić mi takie rzeczy! Może i jest moją najlepszą przyjaciółką, siostrą, ale nigdy nie została potraktowana w taki sposób, więc niech nie daje mi rad dotyczących zdrady! Nienawidzę osób, które lecą w chuja. Odkąd ojciec pieprzył się po kryjomu z jakąś szmatą, zdrada jest dla mnie niewybaczalna. Choćbym chciała, nie wybaczę mu tego. Mu ani Michałowi. Ta dwójka tak zwanych facetów, jest dla mnie skreślona na dobre.
Wtedy spojrzałam przed siebie. Mój wzrok utkwił na Alanie. Stał oparty o maskę samochodu. Ramię w ramię z Dylanem. Gadali o czymś i chyba się nawet kłócili. Twarz Coopera mówiła, że nie ma dobrego humoru a Fryz również nie skakał z radości. Przyglądając się tak temu fiutowi, jego twarz zrobiła mi się taka znajoma....

 ,, - Znowu Ty?! - Warknął patrząc się na mnie. Znowu ja? Czy on mnie znał? Przechyliłam głowę lekko w bok, aby widzieć dokładniej kolor jego oczu. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. To są jakieś jaja. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Mężczyzna spojrzał ostatni raz na kobietę potem na mnie i na torebkę - Pożałujesz tego - Syknął. Uderzył pięścią w ścianę a potem odbiegł ''...


Patrząc się na tego ciemnowłosego blondyna, przypomniała mi się jedna z sytuacji, gdzie miałam z nim styczność. O rzesz. To on! To ten sukinsyn!
- Do jutra... - Szepnęłam i dopiero wtedy nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Miałam w dupie co się teraz stanie. Wiedziałam jedno. Muszę wyrównać rachunki z tym dupkiem!
Rzuciłam telefonem o siedzenie i nacisnęłam klamkę, która oczywiście była zamknięta. Pieprzony Cooper! Ale to mnie nie powstrzymało. Ściągnęłam z nóg szpilki, wgramoliłam się na siedzenie kierowcy i wyszłam na zewnątrz jego drzwiami. Moje ramiona owiał chłodny wiatr, który w tej chwili był po mojej stronie. Gotowałam się ze złości i nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Przed oczyma miałam tą wystraszoną staruszkę, która została pozbawiona ostatniej pamiątki po swoim mężu. Jak można być takim podłym człowiekiem? Dylan zerknął na mnie i już chciał coś powiedzieć, kiedy podbiegłam do Alana i rzuciłam się na niego jak lwica. Chłopak stracił równowagę, zaskoczony moim zachowaniem i oboje zlecieliśmy na ziemię. Nie marnowałam ani chwili. Poleciała jedna tuba, druga i trzecia. Przed czwartą się obronił i zepchnął mnie z siebie. Teraz moja sukienka poszła się jebać. Byłam cała brudna i poobdzierana.
- Pojebało Cię szmato?! - Wrzasnął otrzepując z siebie piach. Wstał na nogi i odszedł krok do tyłu.
- Jesteś zwykłym zerem! Nikim więcej! - Stanęłam naprzeciwko niego, nie zważając na to co może mi się stać. Alan przeklął pod nosem a kiedy ponownie na niego wskoczyłam i z całej siły przywaliłam mu z pięści w twarz, odepchnął mnie z taką siłą, że potknęłam się o korzeń drzewa i zaliczyłam porządną glebę. Blondyn wyszedł z siebie. Podszedł do mnie i chwycił moje długie, czarne włosy.
- Nigdy więcej tego nie rób - Warknął. Pociągnął mnie w tył aż zawyłam z bólu - Pierdolona dziwko! - Łza bólu spłynęła po moim lewym policzku. Kiedy myślałam, ze to mój koniec, dostrzegłam wkurwionego jak nigdy Coopera. Spojrzał na mnie i zacisnął dłoń w pięść. Stracił kontrolę. Podbiegł do przyjaciela i złożył mu porządnego kopniaka w brzuch aż tamten się zachwiał. Następnie zbliżył się do mnie i pomógł mi wstać.
- Wszystko w porządku? - Spytał. Kiwnęłam potwierdzająco głową, że wszystko gra, ale on mi nie wierzył - Co to ma kurwa być? Ktoś mi to wyjaśni!?
- Najpierw zabiję te kurwę! - Alan zamachnął się ręką chcąc mnie uderzyć, ale Dylan mu na to nie pozwolił. Na czas złapał jego dłoń i wykrzywił ją do tyłu. Następnie pchnął nim w drugą stronę i stanął przede mną.
- Nie waż się tak o niej mówić.. - Warknął - A tym bardziej nie waż się podnosić na nią ręki bo połamię Ci każdą kość - Dodał.
- Pojebało Cię do reszty?! - Zwrócił się do szatyna - Co Cię ona obchodzi?! Rzuciła się na mnie z łapami, więc dostała nauczkę. Nie będzie mi tu jakaś...
- Zamknij się ! - Wrzasnął - Jeszcze jedno słowo a wracasz z buta. Teraz mi wyjaśnijcie o co tu kurwa mać chodzi, jasne?!
- Ta idiotka jest pojebana!
- Ty śmieciu! - Krzyknęłam - Jesteś nic nie wartym śmieciem!
- Spokój do chuja! - Dylan zamachnął się ręką do tyłu i przywalił nią w samochód.
- Ten kretyn napadł na biedną staruszkę! Zabrał jej coś cennego! Zabrał jej ostatnią pamiątkę po mężu!
- A no tak... To byłaś Ty... To Ty mi przeszkodziłaś...
- Szkoda, że wtedy Ci nie strzeliłam w ten krzywy ryj.. - Warknęłam. Ten koleś był dla mnie zwykłym śmieciem. Nienawidziłam go i czułam obrzydzenie na sam jego widok. Jak można zadawać się z takim kretynem?
- Ross.. Serio..? - Dylan spojrzał na mnie spode łba, co jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi.
- Słucham?
- Wkurwiłaś się o takie coś? Przecież to normalne - Zaśmiał się. Myślałam, że się przesłyszałam.
- Normalne? - Prychnęłam - Normalne? - Dopiero teraz dotarło do mnie to, jak nasze światy się różnią. Dla niego normalność to okradanie starszych pań, strzelanie do biednych ludzi czy nawet napady na sklepy i banki. To dla niego jest normalne. To ze mną jest coś nie tak czy z nim? Aż chciało mi się płakać. Do oczu naleciały mi łzy a każde dobre uczucie jakie żywiłam do szatyna, zniknęło. Zamiast niego, moje serce ogarnął smutek i żal - Wiesz co Dylan? Pierdol się - Pchnęłam nim o drzewo, wyciągnęłam z samochodu swój telefon i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie, zostawiając otrzymaną przez niego różę w samochodzie. Słyszałam krzyki za plecami, ale gówno mnie one obchodziły. Pragnęłam jak najszybciej przed nimi uciec. Chciałam położyć się w swoim łóżku pod cieplutką kołderką i po prostu zasnąć wiedząc, że jestem bezpieczna. Ruszyłam do biegu. Biegłam wprost przed siebie sama nie wiedząc dokąd. Wiele razy nadepnęłam na szyszki o spowodowało ogromny ból prawej stopy. Jednak nie zatrzymałam się. Wolałam nie ryzykować spotkaniem z tymi debilami. Wszyscy mieli rację. Dylan Cooper to cham i prostkach.
Dostrzegłam  w oddali jadące auto. Nadzieja na szybki powrót do domu wypełniła moje serce. Nie wszystko stracone! Wybiegłam na środek ulicy i je zatrzymałam. Reflektory świateł oświetliły moje całe ciało i kawałek pobocza. Dłonią zasłoniłam oczy, aby nie uszkodzić sobie wzroku. Kiedy lekko się ściemniło, zamrugałam powiekami i spojrzałam przed siebie. Na zewnątrz wysiadła młoda kobieta, zaniepokojona moim zachowaniem i wyglądem. Zmierzyła mnie całą od stóp do głowy i zapytała czy wszystko gra. Pokiwałam przecząco głową. Skróciłam jej swoją dzisiejszą przygodę po czym spytałam się dokąd jedzie. poinformowała mnie, że w głąb miasta. Poprosiłam aby zabrała mnie ze sobą i wiecie co? Zgodziła się. Drogę pokonałyśmy w milczeniu. Byłam zmęczona i zdołowana. Podałam jej dokładny adres mieszkania a ta bez żadnego sprzeciwu zawiozła mnie pod sam dom. Godzinę później byłam na miejscu. Wysadziła mnie na chodniku i odjechała. Ja natomiast zapłakana weszłam do mieszkania tak cicho, że nawet własna matka mnie nie usłyszała. I bardzo dobrze. Nie miałam najmniejszej ochoty opowiadać co się wydarzyło. A nie wymigałabym się od odpowiedzi. Za bardzo źle na to wyglądałam.
Od razu udałam się do swojego pokoju, zamykając przy tym za sobą drzwi.  Czyli cały dzisiejszy wieczór miałam do bani. W sumie był wtorek a jutro szkoła, więc trochę dziwiło mnie to, że moi przyjaciele udali się do baru. Zazwyczaj imprezowaliśmy w weekendy a nie w tygodniu. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoją zniszczoną sukienkę. Wystroiłam się specjalnie dla niego. Chciałam mu się spodobać, chciałam, aby był zadowolony z mojego wyglądu a on? Powiedział, że okradanie starszych pań, jest dla niego normalne. To nie jest normalne! On nie jest normalny! Ja nie jestem normalna pozwalając mu się całować! Nigdy więcej.
- Nigdy więcej... - Szepnęłam. Zacisnęłam rękę w garść i pomyślałam o swojej przyjaciółce. Właśnie! Paulina! Mam położyć się do łóżka i zasnąć jak grzeczna dziewczyna? Tym bardziej, że mama wie iż wrócę bardzo późno? Pewnie znów jutro nie pójdę do szkoły bo pozwoli mi się wyspać. Nie zamierzam teraz robić nic grzecznego! Nie dam temu dupkowi takiej satysfakcji.
Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer Pauli. Odebrała po trzecim sygnale. Spytałam się jej czy dalej jest w barze, a kiedy dała mi satysfakcjonującą mnie odpowiedź, zapewniłam ją, że za niedługo wrócę na co się ucieszyła. Jeszcze tylko pozostało zmienić ubrania. Ściągnęłam z siebie tą podartą szmatę, bo tak mogę już o niej mówić i wyrzuciłam ją do śmieci. Następnie wdziałam się w krótkie, jeansowe spodeneczki poobdzierane dla ładniejszego wyglądu, jeansową kamizelkę oraz czarne conversy do kostek. Włosy uczesałam w grubą kitę a kiedy byłam gotowa do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Dylan - Spadaj na szczaw.. - Warknęłam pod nosem. Był ostatnią osobą na świecie z jaką chciałam teraz mieć styczność. Kiedy przyjechała taksówka, wybiegłam z domu i wsiadłam do pojazdu. Moim dzisiejszym celem było nawalenie się w trzy dupy....

W barze było dość tłoczno. Liczna grupa ludzi  tańczyła swoje dziwne tańce na środku parkietu, pare panienek stało pod ścianą i śmiało się ze wszystkiego, inne obczajały ładnych gości a ja szłam sama wprost przed siebie i nie zwracałam na nikogo uwagi. Szłam w stronę baru i tylko to się dla mnie w tej chwili liczyło. Dostać wódkę. 
- Wreszcie jesteś! - Paula podbiegła do mnie, kiedy tylko usiadłam na jednym z krzeseł. Wskazałam palcem na barmana, który podszedł i złożył moje zamówienie. Kiwnął porozumiewawczo głową i zabrał się za robienie mojego extra drinka. Dziś postawiłam na tak zwaną ,, Lagunę ''.
- A no jestem... - Posłałam jej lekki uśmiech przez co odpowiedziała mi tym samym. Spojrzałam na nią i już wiedziałam, że jest ostro nawalona. Kiwała się w przód i w tył a uśmiech nie schodził z jej twarzy - Widzę, że nieźle się bawisz.. - Zażartowałam.
- Ross, co się stało?
- Nic - Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Przecież widzę.. Nie lubisz wódki i mówiłaś, że nie masz czasu przyjść. Zranił Cię, prawda? Pokłóciliście się?
- Nie mam ochoty rozmawiać o tym osobniku - Prychnęłam - Teraz chcę się tylko napić i mieć to wszystko w dupie.. - Nim dokończyłam mówić, ładna szklana wypełniona niebieską substancją, znalazła się tuż przede mną. Podziękowałam starszemu od siebie chłopakowi za dobrze zrobiony napój, po czym wypiłam wszystko za pierwszym razem. Aż skrzywiłam się z obrzydzenia. Nienawidziłam wódki a zwłaszcza takiej mocnej. ,, Laguna '' , był to prawie najmocniejszy drink w tym miejscu - Widziałaś Michała? - Spytałam z nadzieją, że uda mi się zmienić temat i tak też się stało.
- Jest gdzieś tam... - Obróciła się, aby wskazać palcem na tłum ludzi za sobą i właśnie wtedy dostrzegłyśmy mojego byłego chłopaka tańczącego z Aśką - Kurwa.. - Szepnęła. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Ta chora sytuacja mnie cholernie bawiła. Najpierw mnie zdradził, potem błagał o kolejną szansę a teraz znów się dobrze bawi beze mnie.
- O proszę... - Parsknęłam - Kolejnego! - Zwróciłam się do barmana, który wykonał moje polecenie. Chwilę potem, znów sączyłam niebieskie gówno.
- Ross... To da się...
- Nie obchodzi mnie już to - Warknęłam - Mam w dupie i jego i Coopera. Jeżeli masz zamiar gadać mi o tych idiotach to idź stąd. A jeżeli jesteś moją przyjaciółką to usiądź obok i napij się ze mną ... - Zmierzyła mnie ostrym spojrzeniem, ale dosiadła się. Nie mówiła nic więcej, tylko piła ze mną na zmianę różne rodzaje wódki. Nagle ktoś do nas podszedł. Po sześciu szklankach ,, Laguny '', można było śmiało rzec, że się napiłam. Podniosłam wzrok do góry, aby zobaczyć z kim mam do czynienia i wtedy wielka łapa bruneta, została wyciągnięta w moim kierunku na znak przywitania się.
- Hej! - Krzyknął. Muzyka stała się głośniejsza, więc aby się dobrze porozumieć, krzyki były nieuniknione.
- Cześć... - Zachichotałam.
- Co Ty tu robisz?! - Zapytał. Wzruszyłam obojętnie ramionami i wskazałam na swój, tym razem zielony napój.
- Piję! - Wrzasnęłam i wzięłam kolejnego łyka.
- Nie za dużo?!
- Nie... To dopiero początek! - Diuk zmierzył mnie bacznym spojrzeniem, ale nic więcej nie dodał. Zerknął tylko na środek parkietu, gdzie przez cały czas bawił się Michał i dopiero wtedy zrozumiał w czym tkwi mój problem. Przynajmniej on tak myślał, ze to mój problem. Mi w rzeczywistości chodziło o coś całkiem innego. O kogoś innego.
Brunet lekko się schylił i zbliżył się do mojego ucha.
- Michał wie, że tu jesteś?! - Pokiwałam przecząco głową. Jakby wiedział to pewnie by się tak zajebiście dobrze nie bawił. Ale ja nie zamierzałam psuć mu tego jego humorku - A ma się dowiedzieć..?
- Nie! - Zaprotestowałam - Niech robi co chce. To już nie mój problem - Diuk kiwnął głową i tym razem zwrócił się do Pauli, aby poprosić ją o wspólny taniec. Z początku przyjaciółka sprzeciwiała się jego prośbą, ale w końcu się zgodziła i poszli, obiecując, że wrócą za pięć minut. Było mi to na rękę. Mogłam chociaż w spokoju wypić kolejne, cztery szklanki. Parę minut później, zalała mnie fala wspomnień. Wpatrując się w swojego byłego chłopaka. Zmrużyłam zmęczona oczy. Alkohol dawał o sobie we znaki bo zajebiście mocno szumiało mi w głowie. Wiedziałam, że jeśli teraz wstanę na nogi, zlecę tak szybko jak się podniosę.

,, 
- Jeszcze jeden! - Krzyknęła Paulina, która już trzymała w prawej dłoni kolejny kieliszek z wódką.
- Nie.. Już wystarczy - Protestowałam.
- Ross... Nie daj się prosić - Obróciłam się w bok, gdzie dosiadł się do naszego stolika Michał. Ten boski Michał, w którym się podkochiwałam chyba od zawsze. Przyjaźniliśmy się. Nic więcej. Wyglądał dziś uroczo i co gorsza, robiło mi się słabo na sam jego widok - Więc jak? Kolejny? - Spojrzałam mu głęboko w oczy. Tonęłam w jego spojrzeniu.
- Ale ostatni! - Mruknęłam a on się uśmiechnął - I pod warunkiem, że Ty też wypijesz kolejnego!
- Z przyjemnością '' [...]


Na zmianę wymieniałam swoje wspomnienia. To z Dylanem, to z Michałem. Byłam nawalona, najebana i schlana. Czułam się koszmarnie. W głowie mi huczało i każdy mój ruch, powodował, że chce mi się spać. Nie miałam na nic siły a najgorsze było to, że zachciało mi się siku.

,, - Puść mnie! - Wrzasnęłam, kiedy zabrał swoją wielką rękę.
- Stul pysk bo pożałujesz! - Zrobiłam to. Zamknęłam się a on oparł się rękoma o ścianę blokując mi drogę ucieczki.

 - Proszę... Wypuść mnie.. Nic Ci nie zrobiłam..
- Nic mi nie zrobiłaś a jednak tu jestem.
- Ja... Błagam.. Zostaw mnie...- Cała drżałam a jemu najwidoczniej podobał się ten widok. Tak jakby napawał się moim strachem, bólem.
- Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie zgrywała bohaterki - Uderzył z całej siły ręką w szafkę tak, że aż podskoczyłam. Zrobił to specjalnie. Gdy już myślałam, że sobie pójdzie, on złapał mnie za nadgarstek a z jednej z szuflad woźnego, wyciągnął sznurek.
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! - Zaczął związywać mi ręce tak, że nie mogłam nimi ruszyć.'' [...]


,,
- Jestem - Aż podskoczyłam. Dłonie Michała zatrzymały się na moich biodrach a jego oddech czułam aż na policzku.
- Gdzie tak długo byłeś? - Spytałam..
- Tańczyłem - Wzruszył ramionami.
- Z kim?
- Jakaś laska mnie poprosiła..
- To fajnie - Wtrąciłam - Jeszcze jednego! - Podniosłam palec do góry, aby barman wiedział co należy zrobić. 

- Ktoś tu się rozpija - Zaśmiał się brunet. Zignorowałam to - Kiedy zobaczyłem, że wróciłaś z toalety, od razu przyszedłem.
- Co? Nowa koleżanka Ci się znudziła? - Parsknęłam. 

- Rozalie Evans, czy Ty przypadkiem nie jesteś o mnie zazdrosna? - Uniósł jedną brew do góry a ja od razu poczułam palpitację serca.
- Ja? - Wybuchnęłam śmiechem - Nigdy w życiu - Skłamałam. Wtedy podszedł do mnie jeszcze bliżej i objął moją twarz swoimi dłońmi.
- To niedobrze bo ja o Ciebie jestem cholernie zazdrosny - Spojrzałam mu w oczy.
- Czy Ty właśnie powiedziałeś, że jesteś o mnie zazdrosny?
- Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć - Mruknął a następnie złożył czuły, delikatny i namiętny pocałunek na moich ustach '' [...]


Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Wyjęłam elektroniczny przedmiot z kieszeni i spojrzałam na nadawcę. Ledwo widziałam na oczy. Obraz stał się strasznie rozmazany.
- Cooper... - Warknęłam. Odebrać czy nie odebrać? - Hallo? 
- Ross?! Gdzie Ty do chuja jesteś?! Byłem u Ciebie i...
- Co mówisz?! Nie słyszę! -  Wtrąciłam.
- Gdzie jesteś?! - Powtórzył wkurwionym tonem głosu. On był wkurwiony? Serio?
- Tam gdzie Ciebie nie ma... Czyli w fajnym miejscu - Zachichotałam.
- Piłaś?! Kurwa Ross!
- Piłam? Nie piłam? O to jest pytanie...! Poczekaj... Muszę wyjść tam gdzie cicho sza jest! - Przyłożyłam telefon bardziej do ucha i wstałam na równe nogi - O kurwa.. - Jęknęłam. Świat stał się jakby wyjęty z 3D a ja byłam pionkiem w tej grze zwanej ,, życiem ''. Sama nie wiem jak, ale dotarłam do wyjścia. Co prawda kilkakrotnie obiłam się o ludzi czy zleciałam na ścianę, ale najważniejsze, że doszłam do celu, prawda? - Już.. Po co dzwonisz?
- Gdzie jesteś? - Warknął - Zaraz będę.
- Nie chcę Cię  widzieć ani dziś, ani jutro! Już mi nie zależy na Tobie!
- A kiedykolwiek zależało? - Spytał poważnym tonem.
- Niestety... Wiesz co Ci powiem?
- Nie mów nic. Jesteś pijana. Powiedz tylko gdzie mam po Ciebie przyjechać.
- Wysłuchaj mnie wreszcie i nie przerywaj! - Wrzasnęłam - Jesteś pieprzonym dupkiem i chamem! Myślisz, że jesteś taki fajny? Że jak jesteś ładny i w chuj seksowny to możesz wszystko? Za kogo Ty się uważasz?! Myślałam, że jesteś inny, że zmieniłeś się i masz dobre serce!
- Ross...
- Zamknij się! Teraz ja mówię! Jesteś zwykłym złodziejem i bandziorem. Cieszyłam się na wspólnie spędzony dzień z Tobą, ale Ty musiałeś przywlec tego kutasa! Nienawidzę go! Nienawidzę Ciebie i nienawidzę siebie za to, że mam ochotę Cię pocałować! Żałuję, że kiedykolwiek mi się spodobałeś!
- Co? - Wtrącił - Teraz jeszcze bardziej masz mi kurwa po...
- Narazie! - Krzyknęłam po czym się rozłączyłam. Wzięłam głęboki wdech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Co teraz? Wrócić do baru i pić dalej? Czy może jechać do domu i położyć się spać? Wybrałam oczywiście te pierwszą opcję. Potrzebuję przecież więcej alkoholu w organizmie. Dużo więcej.
Z powrotem weszłam do środka pomieszczenia i od razu rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Stała pod ścianą, gdzie obściskiwała się z Diukiem. Dlaczego kiedy zawsze jej potrzebuje, ona musi być zajęta?! No cóż. Nie pozostało mi nic innego jak podejść do barmana i poprosić o kolejnego drinka.
- Nie za dużo na dziś?
- Słucham? - Parsknęłam.
- Pytam czy...
- Wiem. Słyszałam - Warknęłam - Kamil, powiedz, ile my się znamy?
- Długo.. - Tak, to prawda. Znaliśmy się długo. Jestem tu tak częstym bywalcem, że każdy mnie zna. Prawdę mówiąc z Kamilem znałam się za nim on dostał pracę w tym pubie - Po prostu martwię się o Ciebie! Nie lubisz wódki a dziś? 
- Dziś się dobrze bawię! - Uniosłam swoją szklankę do góry a chwilę potem, wchłonęłam całą jej zawartość. Jedenasty drink. 
- Z jakiego to powodu? Widzę, że jesteś smutna...
- Nie pierdol, tylko napij się ze mną.. - Można by rzec, że kiedyś, bardzo dawno temu, coś mnie łączyło z Kamilem. Nigdy nie byliśmy parą, ale zdarzyła się taka sytuacja, że na pewnym ognisku, pocałowaliśmy się. Ta sytuacja szybko została wyjaśniona i teraz to mój przyjaciel. 
- Wiesz, że nie mogę. Jestem w pracy...- Puścił mi oczko i odszedł do jakieś laski, która machała dłonią w jego stronę. Chujowo jest tu pracować bo ani nie możesz pic, ani się dobrze bawić. Ja bym tak nie mogła. Nie w tym wieku. 
- Kogo my tu mamy...
- Odwal się ode mnie bo jestem zajęta i nie mam czasu na Ciebie - Syknęłam nawet na niego nie patrząc.
- Jesteś kompletnie nawalona - Skomentował mój wygląd.
- A Ty totalnie głupi - Prychnęłam - Skończyłeś? Skoro tak to się wynoś.
- Ross... - Wypowiedział moje imię a następnie chwycił moje ramię. Wyrwałam się z jego uścisku najszybciej jak tylko mogłam. 
- Nie dotykaj mnie nigdy więcej! - Zamachnęłam się dłonią do tyłu i złożyłam na jego lewym policzku, soczystego, mocnego liścia - To za to, że mnie potraktowałeś w taki podły sposób!
- Daj mi ostatnią szansę! Proszę.. Jesteś dla mnie wszystkim...- Machnęłam zirytowana dłonią, rzuciłam Kamilowi ,, cześć '' na pożegnanie i opuściłam bar, pisząc krótką wiadomość Pauli, że wracam do domu bo miałam nieprzyjemne spotkanie z Michałem. Wchodząc na chodnik, ktoś szarpnął moje ramię - Musimy pogadać! - Syknął. Chwiał się równie dobrze co i ja.
- Zostaw mnie! Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! Idź sobie do tej głupiej blond szkapy!
- Kocham Ciebie! 
- Ale ja już nie kocham Ciebie! - Wrzasnęłam ze wszystkich sił. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i założył rękę na rękę.
- Nie wierzę...
- To lepiej uwierz - To niemożliwe. Obróciłam się do tyłu, aby upewnić się, że mnie słuch nie myli i nie mylił. Wolnym krokiem ku nam, zbliżał się nie kto inny, tylko Dylan Cooper. Jedną dłoń trzymał w kieszeni spodni a w drugiej dłoni miał fajkę. 
- Co Ty tu robisz? - Spytałam zaskoczona jego wizytą.
- Przyszedłem po Ciebie.
- Ona nigdzie z Tobą nie jedzie! - Wtrącił wkurwiony Michał.
- Nie? A kto jej zabroni? Ty? - Prychnął szatyn.
- Mam Ci udowodnić, że Cię nie kocham? - Zwróciłam się do blondyna - To patrz.. - Wzięłam głęboki oddech a po chwili podeszłam do Coopera i złożyłam na jego ustach, długiego, namiętnego buziaka, który o dziwo został odwzajemniony. Potem odsunęłam się od niego i zerknęłam na Michała - Nie kocham Cię! - Powtórzyłam.
- Skoro wszystko sobie wyjaśniliście to teraz wsiadaj do samochodu - Dylan chwycił moją dłoń i zaczął iść przed siebie.
- Dokąd mnie ciągniesz?!
- Dowiesz się na miejscu - Warknął. 
- Nigdzie z Tobą...
- Zamknij się i nie marudź! Jedziesz ze mną i bez gadania! Wisisz mi przysługę za to, że pomogłem Ci się pozbyć tego kretyna, więc milcz i pakuj się do środka! - Przeklęłam pod nosem, ale ruszyłam w stronę drzwi od jego samochodu. Przeszłam kilka kroków i potknęłam się o własne nogi. Czyli wciąż byłam najebana. Gdyby nie ramiona Coopera, leżałabym na ziemi. Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak serce zaczyna bić mocniej.
- Dylan? - Szepnęłam.
- Czego? - Warknął. Zlustrowałam go całego od stóp do głowy a mój wzrok zatrzymał się na jego ,, sprzęcie ''. Ciekawiło mnie to, jak wygląda bez tych wszystkich ubrań.
- Jesteś zajebiście przystojny. Chciałabym się z Tobą pieprzyć......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz