piątek, 5 czerwca 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 15

- Co teraz zrobisz? - Spytała moja przyjaciółka, która wygodnie ułożyła się naprzeciwko mnie na wielkiej, białej kanapie. W dłoni trzymała kubełek zimnych, śmietankowych lodów. Fuj. Ja osobiście gustowałam w smakach mieszanych. Spojrzałam na nią po czym mrugnęłam kilkakrotnie oczyma. Co zrobię? Nie wiem. Jak mam się zachować, kiedy dzień wcześniej dowiedziałam się, że mój ojciec zdradzał moją mame? Czy, że mój chłopak zerwał ze mną kiedy tak bardzo go potrzebuję?
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami z nadzieją, że nie będzie kontynuowała tego tematu, ale to przecież Paulina, więc ta rozmowa była nieunikniona. Raz było przydatne jej wypytywanie, innym razem niepotrzebne, tak jak w tej chwili.
- Na Twoim miejscu...
- Przestań! - Wtrąciłam. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale ja miałam dość słuchania czyiś porad bądź współczuć - Nie wiesz jak się czuje, więc nie dawaj mi rad. Nie chcę tego słuchać bo nikt nie może mi pomóc... - Szepnęłam.
- Porozmawiaj z nim jeszcze raz - Popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła. Chodziło jej o Michała. Czasem miałam wrażenie, że zależy jej bardziej niż mi na tym związku. Jasne, kochałam go, ale ... W sumie co ,, ale '' ? Od weekendu nic się nie zmieniło. Dylan się nie odzywał a Michał mnie unikał. Nie odbierał moich telefonów czy nawet jak raz do niego pojechałam, jego mama skłamała, że nie ma go w domu chociaż był bo widziałam jak firanka w jego pokoju się poruszyła dotykiem czyiś dłoni. Czyżby jego wielka miłość do mnie już zniknęła? - A co do Twoich rodziców.. Wiem doskonale co czujesz bo moi starzy też nie są razem...
- Ale z całkiem innego powodu! - Wrzasnęłam - Twój ojciec nie zdradził Twojej mamy... - Na samą tę myśl, łzy naleciały mi do oczu. Wciąż to do mnie nie docierało. Tyle lat ich wspólnego małżeństwa a tu takie coś.
- Ale wprost jej powiedział, że jej nie kocha - Posmutniała. Zmierzyłam ją od stóp do głowy po czym przeklęłam w duchu i podeszłam do niej wtulając się w jej ramiona. Teraz potrzebowałyśmy siebie nawzajem.
- To wszystko jest do bani - Westchnęłam.
- Ta... - Jęknęła . Pomilczałyśmy chwilę aż wreszcie przełknęła ostatnią łyżkę swoich ulubionych lodów, spojrzała na mnie zaciekawiona i wypaliła pytanie, które cisnęło się na jej ustach od kilku minut- Jutro do szkoły. Zamierzasz o tym komuś powiedzieć?
- Komu? - Zdziwiłam się. Chyba nie miała na myśli Michała?
- Lukowi czy Laurze?
- Nie... - Oburzyłam się - Nikt nie może się dowiedzieć o tej sprawie..
- Ale będziesz musiała...
- Wiem. Tylko nie teraz - Wzruszyłam ramionami i z powrotem wróciłam na swoje miejsce.
- A Michał? - Szepnęła. Na sam dźwięk jego imienia przeszły mnie zimne dreszcze - Jemu powiesz? - Chwilę pomyślałam nad odpowiedzią aż wreszcie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie będę go zanudzać swoimi problemami. Sama to załatwię. Dobra, a jak Ty się czujesz? Za dwa dni rozprawa w sądzie.
- Chcę, abyś na niej była.
- Co? - Zdziwiłam się - Przecież nie jestem rodziną.......
- Dla mnie jesteś. Więc? Dodasz mi wsparcia? - Kiwnęłam potwierdzająco głową i lekko się uśmiechnęłam.
- Oczywiście - Powiedziałam. Porozmawiałyśmy jeszcze z godzinę a następnie Paula musiała iść. Ojciec znów kłócił się z jej matką. Współczułam jej trochę, ale teraz miałam ważniejszą sprawę na głowie. Od wczoraj nie rozmawiałam ze swoimi rodzicami. Nie chciałam ich w tym momencie znać. Pewnie dziwicie się co moja mama złego zrobiła i tu Was zaskoczę!. Nic! Po prostu nie mogę pojąć tego, dlaczego przez ten cały czas wmawiała mi, że ojciec jest w delegacji a tak naprawdę to wyrzuciła go z domu. Mogła być ze mną szczera, prawda? Ja bym z nią była do cholery! Gotowała się we mnie złość. Zrobili ze mnie idiotkę a facet, który mnie spłodził, zakpił sobie i ze mnie i z mamy. Wzięłam głęboki oddech i rzuciłam się w stronę szafy z której wyciągnęłam jeansy, bluzę a moją uwagę przykuła czarna, skórzana skóra - Dylan.. - Szepnęłam łapiąc ją w ręce. Zaciągnęłam się ostro powietrzem, czując po chwili zapach jego perfum. Wciąż można było je poczuć. Przypomniała mi się wczoraj jego wizyta. Wyglądał koszmarnie i ciekawe czy wszystko już jest dobrze. Zadzwonić i się zapytać ? Nie! To zły pomysł! Fatalny wręcz! Wdziałam się w przyszykowane ubrania i opuściłam dom, ignorując pytanie mamy dokąd idę. Sama nie wiedziałam zresztą. Szłam się przejść wprost przed siebie. Pomyśleć, powyzywać ten kurewsko wredny świat i wypłakać się w przestrzeni drzew.
Szłam sobie chodnikiem od dobrych piętnastu minut, kiedy moją uwagę przykuł mężczyzna z czarną kominiarką na twarzy. Stał tuż obok starszej od siebie kobiety i szarpał się z nią. O matko, próbował wyrwać jej torebkę. Stałam przez chwilę bezruchu, ale widząc jak kobieta traci siły i zaraz przegra, ruszyłam biegiem w jej kierunku.
- Policja! - Wrzasnęłam tak głośno jak umiałam, jednak nic to nie dało. W pobliżu nie było nikogo kto mógłby pomóc bezbronnej staruszce. Mogłam liczyć tylko i wyłącznie na szczęście - Puszczaj! - Odepchnęłam go w bok i stanęłam przed kobietą, która oddychała w nierównym tempie. Byłam przestraszona, kiedy wyjął z kieszeni kurtki spluwę wycelowaną mi prosto w twarz.
- Matko święta! - Krzyknęła wystraszona kobieta. Błagałam tylko, aby nie dostała żadnego zawału czy coś. Sama trzęsłam się ze strachu, ale wolałam abym to ja wykitowała niż ona. Widząc ją, czułam, że ma rodzinę, dzieci, wnuki. Miała do kogo wracać. Spojrzałam mężczyźnie w oczy.
- Znowu Ty?! - Warknął patrząc się na mnie. Znowu ja? Czy on mnie znał? Przechyliłam głowę lekko w bok, aby widzieć dokładniej kolor jego oczu. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. To są jakieś jaja. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Mężczyzna spojrzał ostatni raz na kobietę potem na mnie i na torebkę - Pożałujesz tego - Syknął. Uderzył pięścią w ścianę a potem odbiegł. Ja natomiast zwróciłam się od razu do starszej Pani.
- Wszystko w porządku? - Spytałam.
- Ta.. Tak.. Tylko bardzo się wystraszyłam...
- Już nic Pani nie grozi - Posłałam jej ciepły uśmiech i podałam jej torebkę leżącą właśnie na ziemi - Proszę.
- Dziękuję... - Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwoliła. Poczułam na ramieniu jej dłoń. Musiałam spojrzeć w jej oczy - Uratowałaś mi życie młoda damo...
- To nic takiego - Machnęłam ręką od niechcenia, chociaż i tak w dalszym ciągu byłam w szoku - Niech Pani następnym razem uważa. Tu się roi od niebezpiecznych ludzi. Coś jeszcze Pani zabrał?
- A takich odważnych dziewczyn jest niewiele - Zaśmiała się - Zabrał mi mały kamyczek polany złotem. Dostałam go od męża na dwunastą rocznicę.. Zawsze kiedy za nim tęskniłam, ten prezent mi o nim przypominał. Zmarł trzy lata temu...... ehh, no cóż. Chociaż żyję.  Jeszcze raz dziękuję. Jak się nazywasz?
- Ross... Rozalie Evans... - Poprawiłam się. Zrobiło mi się żal tej kobiety, kiedy powiedziała, że straciła pamiątkę po mężu. Pewnie czuła się koszmarnie - A Pani jak się nazywa? - Spytałam.
- Ja? Po cóż Ci moje imię, dziecko? - Uśmiechnęła się lekko.
- Chcę wiedzieć. Odzyskam dla Pani ten kamyk.
- Jakim cudem? - Zdziwiła się - Wiesz kim był ten bandzior?
- Nie... - Jęknęłam - Ale się dowiem...
- To może być niebezpieczne!
- Moje całe życie jest niebezpieczne - Parsknęłam - Więc? Usłyszę jak nazywa się taka miła Pani?
- Danuta Trifl... Danuta Trifl...  - Skinęłam głową i uścisnęłam dłoń kobiety.
- Teraz muszę już iść - Rzekłam - Do zobaczenia! - Pomachałam jej, ona mi i odbiegłam. Udałam się do domu. Miałam na dzisiaj dosyć niespodzianek. Ku mojemu zdziwieniu, nikogo nie było w środku. Co jest grane? Myślałam, że chociaż mama będzie, ale się myliłam. Byłam całkiem sama. W kuchni znalazłam liścik od mojej rodzicielki, że musiała gdzieś wyjść. No cóż, lepiej dla mnie. Przynajmniej nie będę jej oglądać.
Weszłam do swojego pokoju i od razu wyciągnęłam z szafy dress. Dochodziła dwudziesta pierwsza a ja byłam straszne zmęczona, więc udałam się do łazienki wziąć ciepły prysznic i umyć włosy. Kiedy skończyłam, usłyszałam pukanie do drzwi. O tej godzinie? Nagle pomyślałam o Michale. Może to on? Na pewno. Tylko on mógłby przyjść do mnie o tej porze. Biegiem ruszyłam w stronę drzwi z nadzieją, że się nie mylę. Za drzwiami stał zupełnie ktoś inny. Ktoś kto w jednej chwili stał się dla mnie nikim. Ktoś kto zrujnował mi życie. Tym kimś jest mój ojciec.
- Kochanie, musimy porozmawiać... - Odezwał się pierwszy a ja zamiast coś odpowiedzieć, chciałam zamknąć drzwi, jednak mi na to nie pozwolił - Ross, wysłuchaj mnie!
- Nie chce mi się z Tobą gadać! - Wrzasnęłam.
- Córciu, proszę... - Spojrzałam na niego i odsunęłam się kilka kroków w tył.
- Masz pięść minut - Warknęłam. Oboje udaliśmy się do kuchni, gdzie ja usiadłam na jednym krześle a on na drugim - Więc? Czego chcesz?
- Dasz mi się najpierw czegoś napić? - Spytał.
- Nie - Warknęłam - Jakbyś był wierny, to sam byś sobie coś nalał bo byś w dalszym ciągu tu mieszkał!
- Ross!
- Nie zasługujesz nawet na szklankę gorącej wody...
- Musisz wiedzieć, że jest mi strasznie przykro...
- I powinno - Parsknęłam -  Zdradziłeś mame.
- To nie tak...
- A jak?! No jak?! Przynajmniej powiedz prawdę! Nie wsadziłeś swojego ...
- Rozalie Evans! Jak Ty się wyrażasz!
- Wiesz co? - Zaśmiałam się - Kiedyś myślałam, że mam idealną rodzinę, że nic nie zepsuje Waszego związku. Pamiętasz jak kazaliście mi z mamą przyprowadzić Michała do domu? - Skinął głową - Wtedy przysięgłam sobie, że zbuduję z nim taki sam związek jak Wy... Teraz jednak widzę jak bardzo się myliłam.. Gdy wracałam do domu, zastawałam mamę płaczącą w sypialni. Każdego dnia ryczała i zastanawiała się dlaczego jest taką kiepską żoną.. Teraz wszystko rozumiem. To nie ona jest kiepska, tylko Ty! Nie zasługujesz na nią. Mam nadzieję, że mama nigdy Ci tego nie wybaczy bo wtedy ja nie wybaczę ani jej, ani Tobie.
- To była tylko jedna noc! Byłem wtedy na spotkaniu z szefem i za dużo wypiłem. Przyjechały jego koleżanki, współpracownice i ktoś tam jeszcze... Pamiętam jak zacząłem gadać z pewną Jessicą. Była nachalna, flirtowała do mnie..
- I nie umiałeś jej się oprzeć, co?
- Z początku odmawiałem czegokolwiek. Tańców, rozmów... Kolejne kieliszki wódki mi już całkowicie nie służyły. Wykorzystała to. Zbliżyła się do mnie, zaprosiła na spacer. Poszedłem się przewietrzyć... Potem to już....
- Nie kończ - Wtrąciłam - Jedna noc za dużo. Wiesz co? Wyjdź stąd. Jednak nie chce mi się z Tobą gadać.
- Ross...
- Wyjdź! Brzydzę się Tobą! - Walnęłam dłonią w stół aż zapiekła mnie dłoń. Spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach, ale wykonał moje polecenie. Wyszedł. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. Nienawidzę go! Jak on śmiał mi jeszcze opowiadać o tym jak do tego doszło?! Nigdy, przenigdy mu tego nie wybaczę. Jestem dziewczyną, dla której zdrada jest niewybaczalna. Tego się nie da wybaczyć ani zapomnieć. Wtedy do mieszkania weszła mama. Wstałam od stołu i chciałam udać się do swojego pokoju, kiedy zatrzymał mnie jej głos.
- Co ojciec tu robił?
- Przyjechać pogadać - Wzruszyłam ramionami - Już sobie poszedł.
- Wiem, bo wpadłam na niego przed domem.. - Jej głos drżał a oczy zalały się łzami. Dopiero teraz dotarło do mnie to, że mama nie jest winna niczemu. Niesprawiedliwie ją osądziłam. Miałam dość gniewania się na nią i po prostu, nadzwyczajnie w świecie, podbiegłam do niej i wtuliłam się w jej ramiona.
- Kocham Cię... - Wyszeptałam. Przytuliła się do mnie jeszcze bardziej i odpowiedziała mi tym samym.
- Wiesz, że ja Ciebie też słoneczko. Przepraszam za wszystko...
- Przepraszasz? - Zdziwiłam się - Za co?
- Za wszystko.. To moja wina, to przeze mnie tata odszedł..
- Co?! Nie?! - Wpadłam w szał słysząc te słowa - To nie Twoja wina i nie mów tak! Tu tylko i wyłącznie on zawinił!
- Córciu...
- Nie jest Ciebie wart! Mam nadzieję, że nigdy mu tego nie wybaczysz!
- Ross..
- Takich rzeczy się nie wybacza.. - Wtuliłam się w jej ramiona i pocałowałam lekko w polik. Mamy siebie. Nie potrzebujemy go. Damy sobie świetnie radę same..
- To Twój ojciec. Nie możesz go znienawidzić przeze mnie. To moja i jego sprawa...
- I moja też! Kocham Cię i jestem z Tobą, rozumiesz? A on? Nie jest już moim ojcem....


Następnego dnia, do szkoły jechałam z Paulą. Na nic innego nie mogłam liczyć, chociaż miałam nadzieję, że może Michał zechce ze mną porozmawiać i, że przyjedzie. Ta nadzieja prysła tak szybko jak się pojawiła. Przyjaciółka zjawiła się pod moim domem o tej samej porze co zawsze, lecz tym razem nie była sama. Przyjechała z Diukiem. Czułam na sobie jego spojrzenie, które przeszywało mnie na wskroś. Co się dziwić, przecież to kuzyn mojego byłego chłopaka. Oczywiście, że był po jego stronie. Też bym wybrała członka swojej rodziny, niż osobę, którą znam od niedawna.
- Hej - Przywitałam się i zajęłam miejsce z tyłu. Paulina machnęła ręką a brunet lekko się uśmiechnął.
- Cześć - Odparł jakby nigdy nic - Jak tam? - Zaczął.
- Dobrze.. - Wzruszyłam obojętnie ramionami. O co mu chodzi? Myślałam, że jest na mnie zły. Tymczasem zachowywał się jakby o niczym nie miał pojęcia. Włączył  radio na ful, rozmawiał z Paulą, wygłupiał się, zagadywał to mnie to ją, odpowiadał na moje pytania. Może faktycznie o niczym nie wie?
- Dlaczego jedziesz z nami? - Wtrąciłam. Dopiero chwilę potem zdałam sobie sprawę jak chamsko musiało zabrzmieć to pytanie. Jednak wcale nie chciałam, aby tak zabrzmiało. Po prostu byłam ciekawa. Nie dodałam nic więcej by się jeszcze bardziej nie pogrążyć.
- A nie mogę? - Zaśmiał się. Czułam jak moje policzki czerwienią się ze wstydu - Jestem chłopakiem kierowcy, więc to chyba normalne.
- Przepraszam, nie o to mi cho...
- Wiem o co - Wtrącił - Nie jechałem z moim kuzynem bo mam dość jego humorków i Ty chyba coś powinnaś o tym wiedzieć - Zmierzył mnie wzrokiem po czym znów skupił swój wzrok na ulicy.
- Ta.. - Szepnęłam i spojrzałam na mijające nas budynki. Zastanawiało mnie to jak to dalej będzie wyglądać. Czy nasi wspólni znajomi, dalej będą naszymi wspólnymi znajomymi? Czy może teraz porobią się tak zwane ,, grupki ''? Wreszcie dojechaliśmy. Wysiadłam tuż przed schodami do wielkiego budynku i razem z przyjaciółką i jej chłopakiem, ruszyliśmy do środka. Przy samych drzwiach stał Michał z gromadą swoich kolegów. Kiedy dostrzegł mnie w oddali, chwilę mi się przyglądał, dosłownie pare sekund a potem obrócił głowę w bok jakby mnie nie znał. Zabolało.
- Idź do niego - Odezwała się Paula, która szturchnęła mój łokieć ramieniem. Pokręciłam przecząco głową, ale wtedy dostałam kuksańca od Diuka.
- Idź - Nakazał - Albo sam Cię tam zaprowadzę - Popatrzyłam na niego z przymrużeniem i wiedziałam, że nie kłamie. Kiwnęłam głową a chwilę potem stałam przed Michałem i jego kolegami. Każdy się ze mną przywitał, pomachał mi czy posłał uśmieszek, tylko mój były chłopak nie okazał żadnych emocji.
- Cześć.. - Odezwałam się wreszcie. Odpowiedziała mi cisza z jego strony - Możemy porozmawiać?- W dalszym ciągu milczał. Wreszcie poirytowana już na maksa, szarpnęłam nim tak mocno, że aż stanął ze mną twarzą w twarz.
- Nie mamy już o czym - Odpowiedział oschłym tonem głosu po czym wyminął mnie i wszedł do środka budynku. Spojrzałam na jego paczkę, ale nic nie powiedzieli. Wyminęli się tylko spojrzeniem i ruszyli za nim a ja poczułam się jak ostatnia idiotka. Tak wyglądał cały mój dzień w szkole. Kiedy tylko zbliżałam się do Michała, on ode mnie uciekał, ignorował mnie. Gdy go wołałam, prosiłam o rozmowę, mijał mnie jakbym była dla niego nikim. Kiedy skończyła się ostatnia lekcja, opuściłam budynek szkoły jako pierwsza. Miałam dosyć lataniem za tym chłopakiem. Byłam zmęczona psychicznie i do tego jeszcze ta sprawa z rodzicami. Rozejrzałam się dokładnie po parkingu w poszukiwaniu swojej przyjaciółki, która obiecała odwieźć mnie do domu, ale nigdzie jej nie było. Pewnie nie wyszła jeszcze ze szkoły. No cóż. Usiadłam na długim chodniku, który był ustawiony na całym terenie szkoły i wyciągnęłam telefon. Postanowiłam zabić czas jakąś gierką. Moją uwagę przykuł śmiech zgrabnej blondynki, opierającej się o szkolne drzewo. Miała na sobie krótką spódnicę, bluzkę świetnie do tego dopasowaną i wysokie, czarne szpilki. Była bardzo ładna a ja ją znałam. Kiedyś próbowała zarywać do mojego Michała, ale on wybrał mnie. Już chciałam obrócić się w bok, kiedy dostrzegłam, że nie była sama. Obok niej pojawił się chłopak z wielkimi ramionami, dobrze zbudowanym ciałem i doskonale przystrzyżonymi włosami. Stał do niej przodem, był zbyt blisko jej ciała i w dodatku prawą dłonią głaskał jej policzek.
- Michał ... - Szepnęłam. Co on z nią robił? Nagle mnie zamurowało. Pocałował ją. Całowali się! Nic dziwnego, że nie chciał ze mną gadać, skoro znalazł sobie nową dziewczynę. Jasne, ja też całowałam się z Dylanem, ale to on pocałował mnie a nie ja jego. Zresztą to nic nie znaczyło w porównaniu do tej dwójki. Widać było, że był to pocałunek pełen różnych uczuć. Wstałam szybko na równe nogi i podeszłam bliżej.
Kiedy skończyli, chłopak zobaczył, że się im przyglądał. Chciał coś powiedzieć, chciał się odezwać, ale nie dałam mu na to szansy i czasu. Cofnęłam się z powrotem kilka kroków do tyłu ze łzami w oczach i ruszyłam przed siebie. Miałam w dupie to, że Paula nie wyszła jeszcze ze szkoły. Postanowiłam iść do domu z buta, byleby nie patrzeć na tego idiotę. Nigdy mu tego nie wybaczę. Nigdy!
- Dokąd się wybierasz? - Usłyszałam za plecami. Wolniutko obróciłam wzrok do tyłu, aby się upewnić, że dobrze słyszę i wtedy zachłysnęłam się powietrzem. Stał tuż przy mnie, oparty o swój samochód ze szlugą w ręku. Zamrugałam kilkakrotnie oczyma. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć? Może dlatego, że byłam tak bardzo wkurwiona? Na pewno dlatego. Wziął fajkę do ust i pociągnął dużego bucha. Znów miał na sobie czarną koszulę i trampki za kostkę, jednak tym razem zamiast jeansów, ubrał ciemne dressy. Najbardziej moją uwagę przykuł jego brzuch. Nie widziałam żadnej rany po ostatnim postrzale i nawet wyglądał dobrze, jakby nigdy nic - Odpowiesz?
- Jak najdalej stąd.. - Wyszeptałam. Szybko otarłam dłonią łzy, aby nie zobaczył, że płaczę, jednak było za późno.
- Co się stało? - Warknął.
- Nic...
- Co się kurwa stało?! - Wrzasnął. Podszedł do mnie i chwycił moją dłoń - Mów! - Zamiast odpowiedzieć, coś kazało mi się do niego przytulić. Zrobiłam to. Wtuliłam się w jego ramiona, słysząc cichy jęk, kiedy tylko dotknęłam głową miejsca postrzału, ale nie odepchnął mnie. Wręcz przeciwnie. Bardzo mnie zaskoczył. Lewą ręką objął moje plecy a prawą natomiast głaskał moje włosy.
- Zabierz mnie stąd... - Wyszeptałam, dławiąc się własnymi łzami. Wszystkie wizje mojej wspólnej przyszłości z Michałem prysnęły. 
- Najpierw powiedz kto Cię skrzywdził.. - Zobaczyłam jak twarz Dylana staje się groźniejsza. Zaczął oddychać w nierównym tempie a dłoń zacisnął w twardą pięść. Przestraszyłam się. Przestraszyłam i odsunęłam - Odpowiedz wreszcie kurwa mać! - Wskazałam palcem na parking, gdzie chwilę temu sama stałam. Chłopa zaczął iść w tamtą stronę a ja nie wiedziałam o co chodzi, co chce zrobić.
- Dylan! Co robisz?!
- Zaraz wracam!  A Ty pakuj się do mojego samochodu! - Warknął ponownie i ruszył tym razem biegiem. Pobiegłam za nim chociaż był o wiele szybszy. Wiedziałam, ze dobrze się to nie skończy, tym bardziej jeśli zastanie tam Michała. Stanął twarzą w twarz z moim byłym chłopakiem a uśmiech sam wskoczył mu na twarz - I co teraz? - Zaśmiał się, popychając ciemnowłosego blondyna do tyłu.
- Spadaj gościu - Dostrzegłam na twarzy Michała lekki strach. U mnie w domu był górą bo Dylan nie miał najmniejszych sił na walkę, ale teraz było wiadome, kto wygra. Chociaż nie byłam tego taka pewna, bo przecież Dylan wciąż ma ranę na brzuchu o której Michał prawdopodobnie nie wie. Świeżą ranę.
- Spadaj? Zapomniałeś chyba blondasie, że mamy rachunki do wyrównania - Znów go pchnął, jednak tym razem Michał nie pozostał mu dłużny. Wymierzył cios w twarz Dylana na co tamten tylko się zaśmiał - Dobre, dobre, ale mało skuteczne. Wytłumaczmy sobie coś - Nagle Dylan wyjął z kieszeni kurtki pistolet, który wymierzył w czoło Michała. Sama się przestraszyłam i aż cofnęłam się kilka kroków do tyłu.
- Dylan.. - Szepnęłam roztrzęsiona. Nawet na mnie nie spojrzał. Czy oni kurwa wszyscy noszą przy sobie pistolety?! Jak to w ogóle możliwe, że jeszcze nie złapała ich policja?!.
-  Jeszcze raz zdarzy się taka sytuacja jaka zdarzyła się ostatnio to rozpierdolę Ci łeb, jasne?
- Dylan! Ludzie się tu zbierają! - Krzyknęłam, ale nie za głośno. Tylko nasza czwórka to mogła usłyszeć.
- Już kończę - Zwrócił się do mnie. Broń z powrotem włożył do kieszeni i teraz znów stali twarzą w twarz. Kilka osób podeszło do nas zaciekawieni całym zdarzeniem. Wiedzieli, że coś musiało się stać skoro Dylan Cooper przyjechał po lekcjach do szkoły. Z każdą kolejną sekundą, ciekawskich było więcej - A to.. - Zamachnął się prawą dłonią do tyłu i po chwili z całej siły, walną pięścią w sam środek twarzy mojego byłego - To za Ross. Zapamiętaj sobie, że nigdy więcej nie waż się jej skrzywdzić, rozumiesz? - Chłopak zleciał na ziemię i jęknął z bólu. Rozejrzałam się dookoła patrząc na twarze innych ludzi. Każdy się na mnie gapił. To przez słowa jakie Cooper wypowiedział. Wiedzieli, że bili się przeze mnie i, że Cooper mnie bronił. Nagle dostrzegłam Paulę. Stała z chłopakiem kilka kroków dalej. Na jej twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Szepnęłam cicho, że potem jej to wytłumaczę a ona kiwnęła potwierdzająco głową. Blondynka, która niedawno całowała mojego byłego chłopaka, zaczęła wzywać pomoc a potem naskoczyła na mnie, że to wszystko moja wina. Coś we mnie pękło. Wpadłam w szał. Miałam cholernie dosyć tych chorych sytuacji i tym razem to ja się zamachnęłam i uderzyłam pięścią w jej twarz. Chłopcy z boku zaczęli wywatować a Paulina stała osłupiała na moją reakcję. Nawet Michał był zaskoczony.
- Odpierdol się od mnie, jasne?! - Wrzasnęłam - Wszyscy dajcie mi kurwa święty spokój! - Nagle poczułam jak kręci mi się w głowie. Obraz stawał się nierówny a głosy stawały się coraz cichsze. 
- Ross? .. - Dłoń Dylana spoczęła na moim ramieniu. Spojrzałam na niego przerażona. Wziął mnie w swoje ramiona i ruszył przed siebie.
- Dokąd ją zabierasz?! - Usłyszałam Paulę. Nie odpowiedział, tylko wyminął ją i włożył mnie do swojego samochodu. Chwilę potem straciłam przytomność.......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz