Rozdział 20
,, I am a fucker ''
- Dylan? - Szepnęłam.
-
Czego? - Warknął. Zlustrowałam go całego od stóp do głowy a mój wzrok
zatrzymał się na jego ,, sprzęcie ''. Ciekawiło mnie to, jak wygląda bez
tych wszystkich ubrań.
- Jesteś zajebiście przystojny. Chciałabym się z Tobą pieprzyć... - Oblizałam językiem dolną część ust a prawą dłonią przejechałam po jego rozwichrzonych włosach. Był tak zajebiście przystojny! Przed oczyma miałam tylko jego obraz. Jego pięknych, dużych ramion, świetnej sylwetki, umięśnionych nóg, perfekcyjnej twarzy oraz tego jak mnie pocałował. Już chciałam dodać coś więcej, kiedy poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła - Dlaczego świat wiruje...? - Wyszeptałam, szybko zakrywając usta dłonią. Wiecie co zaraz się stanie? Cooper dobrze wiedział. Na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie i wyglądał teraz jak bezbronny chłopczyk, któremu ktoś ma zaraz ukraść lizaka.
- Ross... Nie rzygaj.. nie tu.. - Nim zdążył powiedzieć całe zdanie, wzięłam głęboki wdech na uspokojenie a chwilę potem obniżyłam głowę do kolan i otworzyłam szeroko usta.
- Przepra.... Bleee!.. - Mamrotałam za każdym razem, kiedy przetrawione jedzenie wylatywało z moich ust. Zwymiotowałam wszystko co zjadłam a przede wszystkim, wszystko co wypiłam. Ta chwila trwała około trzech minut. Dylan trzymał moje włosy w swoich dłoniach, bym ich przypadkiem ,, nie ubrudziła '', a ludzie mijający nas na ulicy, nie mogli oderwać wzroku od tego widowiska. Niektóre osoby nawet znałam, niektórzy uczęszczali do naszej szkoły a jeszcze inni, pracowali w tym barze. To się nazywa zajebiste zakończenie dnia. Będę pierwszym tematem jutrzejszych rozmów.
Kiedy skończyłam, alkohol wcale ze mnie nie wyparował jak sądziłam z początku. Wręcz przeciwnie. Poczułam się trochę lepiej, ale nie wytrzeźwiałam. Nogi plątały mi się jeszcze bardziej, bredziłam głupoty i ze wszystkiego się śmiałam. Kiedy spojrzałam na Coopera, jego twarz przybrała inny wyraz. Zobaczyłam w nim nieszkodliwego chłopca, który jest zagubiony w tym świecie, który potrzebuje miłości i zrozumienia.
- Co robisz... ? -Zachichotałam, gdy wziął mnie na ramiona i ruszył do przodu - Ja chcę tam wracać! - Wskazałam palcem na duży budynek za nami, ale mogłam tylko pomarzyć o powrocie. Wymachiwałam rękoma w każdą stronę i bujałam się biodrami to tu to tam, utrudniając Dylanowi drogę. Już wyobrażałam sobie minę przyjaciółki, kiedy Michał opowie jej o moim pocałunku z Dylanem. W sumie mój były był tak najebany, że może nic nie będzie pamiętać? A zresztą. Co mnie to teraz obchodzi. Jutro będę się przejmować. Teraz czas na zabawę! - Dobrze całujesz. - Skomentowałam, zaczynając bawić się jego włosami. Pachniały miętą. Mmm. Mój ulubiony zapach. Zaciągnęłam się powietrzem jeszcze bardziej i aż jęknęłam z aprobatą.
- Możesz się nie odzywać? Jesteś nawalona i bredzisz głupoty. Jutro będziesz się tego wypierać...
- Nie będę! - Wrzasnęłam podnosząc ręce do góry - Czuję się taka wolna! Jestem szczęśliwa! Jestem z Tobą! Fiuuuu! - Szatyn przewrócił markotnie oczyma i przez resztę drogi milczał, olewając moje denerwujące zachowanie. Krzyczałam, śpiewałam i darłam się do mijających nas ludzi. Wreszcie postawił mnie na ziemię - Gdzie jesteśmy? - Rozejrzałam się dookoła a następnie cofnęłam o kilka kroków do tyłu. Traciłam równowagę na prostej drodze.
- Koło mojego samochodu. Wsiadaj do środka.
- Nie.. Niee.. Niee... - Podeszłam do niego, co okazało się najdłuższą trasą w moim życiu, chociaż stał metr ode mnie i pomachałam mu przed nosem palcem - Nigdzie z Tobą nie jadę..
- Wsiadaj! - Powtórzył.
- Jesteś taki piękny kiedy się złościsz.. - Chwyciłam jego policzki w swoje dłonie i zaczęłam nimi potrząsać - Ale nie wsiądę.. - Parsknęłam śmiechem widząc jego zdenerwowanie. Już chciałam iść z powrotem do baru, kiedy chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Dzieliło nad od siebie zaledwie parę milimetrów. Czułam na sobie jego orzeźwiający oddech.
- Wsiadaj kurwa do tego pierdolonego samochodu! - Warknął przez zaciśnięte zęby. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami i kiwnęłam potwierdzająco głową. Wystraszyłam się jego humorków i tego w jaki sposób się do mnie odezwał. Nim jednak wykonałam jego polecenie, przejechałam dłonią po jego gładkim policzku i wolnym ruchem zbliżyłam swoje usta do jego ust. Byłam bliska pocałunku, kiedy odsunął się ode mnie i chrząknął znacząco. Poczułam się jakbym dostała właśnie z liścia w twarz. Odtrącił mnie. Odtrącił mój gest i to, że chciałam go pocałować - Nie w taki sposób.. - Szepnął. Nie odpowiedziałam bo niby co miałam powiedzieć? Spojrzałam tylko na niego ze łzami w oczach i najszybciej jak umiałam, wgramoliłam się do środa pojazdu. Oczywiście usiadłam do tyłu. Nie chciałam być obok niego i on o tym wiedział. Nie miał mi tego za złe. Zajął miejsce kierowcy i odpalił silnik.
Drogę pokonaliśmy również w milczeniu. Nie widziałam powodu, aby odezwać się do niego w jakikolwiek sposób. Zresztą byłam zmęczona i strasznie chciało mi się spać. Oparłam głowę o szybę i chwilę później, zamknęłam oczy. Może i byłam pijana, ale nie zapomniałam nawet na chwilę, że Dylan Cooper pocałował mnie kilkakrotnie. Najbardziej zabolało mnie to, że kiedy ja chciałam pocałować jego, on się odsunął. Nie chciał. Wiecie jakie to uczucie? Paskudne!
Zamiast jednak zasnąć, poczułam jak coś spływa mi po twarzy. Wskazującym palcem przejechałam tuż nad ustami zaciekawiona co to takiego. Krwawiłam. Mój palec stał się czerwony a z nosa ciekła mi krew. Co do licha? Zerknęłam na kierowcę i na szczęście ten był skupiony na drodze, więc szybko wytarłam sobie nos. Nie chciałam, aby widział, że coś jest nie tak. Zresztą nigdy więcej ten koleś nie będzie interesował się moim życiem ani ja jego. Odwiezie mnie do domu a potem na zawsze zniknie gdzie pieprz rośnie. Tylko był jeden problem. Mianowice Cooper zaparkował co prawda pod domem, tyle, że nie moim. Nie wiedziałam gdzie jestem. Nic nowego.
- Co tu robimy? - Spytałam, widząc, że bierze ze sobą jakieś dokumenty a potem wysiada na zewnątrz. Obszedł cały samochód aż stanął przy moich drzwiach i otworzył je na oścież.
- Wysiadaj.
- Gdzie jesteśmy? - Wyjrzałam przed siebie, ale za nic w świecie nie znałam tej okolicy. Byliśmy z dala od miejskiego gwaru. Oprócz domu Coopera, niedaleko stały jeszcze trzy budynki. Ten to dopiero lubi samotność.
- U mnie - Warknął - Raczysz wreszcie wyjść? - Spojrzałam na niego, potem na średniej wielkości budynek i znów na niego. Bez żadnej odpowiedzi, wystawiłam obie nogi na ziemię i wyszłam na zewnątrz, ignorując pomocną dłoń Dylana. Już chciał to skomentować, ale nie pozwoliłam mu na to.
- Po co tu przyjechaliśmy? - Burknęłam niezadowolona. Zamiast od razu odwieźć mnie do domu, to on kurwa zwiedza miasto. Pacan!
- Chodź - Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do środka. Wdrapaliśmy się na sam szczyt drewnianych schodów a następnie szatyn otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka. Kiedy zapalił światło, ujrzałam przed sobą trzy ciemne kanapy, które były ustawione wprost na wielką, czarną plazmę wiszącą na ścianie. To chyba był salon. Nie chyba tylko na pewno. Na nic więcej nie zwróciłam uwagi bo szczerze mówiąc, w tej chwili mało mnie to obchodziło. Pragnęłam położyć się do łóżka i zasnąć. Kręciło mi się w głowie i w każdej chwili mogłam ponownie zwymiotować.
Ku mojemu zaskoczeniu, Cooper zamknął drzwi na klucz.
- Co robisz?! - Wystraszyłam się. Czy to ta chwila kiedy będzie chciał mnie zgwałcić a potem zabić?! - Nie zabijesz mnie, prawda?!
- Zabijesz? - Spojrzał na mnie spode łba a chwilę później wybuchnął ogromnym śmiechem. Nie wiedziałam czy mam dołączyć do niego czy może uderzyć go, aby przestał. Pewnie gdyby nie wypity alkohol, poczułabym się w tej chwili jak idiotka- Dziś śpisz tu. Rano odwiozę Cię do domu.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam - Muszę wrócić do siebie! Mama mnie zabije..
- Nie zabije. Poinformowałem ją, że dziś śpisz u Pauli. Niczego się nie dowie. Twój pokój znajduje się tam.. - Wskazał palcem na drzwi za mną - Łazienka też tam jest.Jeżeli zgłodniejesz to daj mi znać. Postaram się, aby niczego Ci nie zabrakło - Posłał mi ciepły uśmiech i ruszył przed siebie.
- Dokąd idziesz? - Spytałam w pół szeptem.
- Do siebie - Mruknął a chwilę później zniknął za drzwiami od kolejnego pokoju. Stałam w miejscu z dobre pięć minut, rozglądając się ciekawie dookoła, ale kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że on już tu nie wróci, sama zaszyłam się w swoich czterech ścianach. Nawet nie zwróciłam uwagi na wystrój tego pomieszczenia, tylko od razu przeszukałam wzrokiem gdzie znajduje się łóżko i kiedy je znalazłam, odetchnęłam z ulgą. Stało pod ścianą, tuż obok dużego okna z balkonem i komody z ubraniami. Nim jednak położyłam się spać, musiałam się przecież umyć. Tylko był pewien problem. W co ja mam się ubrać? Nie położę się w tych ciuchach a innych nie mam. Chwila, chwila. Podeszłam do jednej z szafek w tym pokoju i otworzyłam ją na oścież. Bingo! Ubrania Coopera! W tej chwili gówno mnie to obchodziło czy będzie zły czy też nie. Wzięłam do ręki czarną koszulkę i czarno-białe slipki a następnie poszłam do łazienki wziąć gorący prysznic. Wiecie co było najzabawniejsze? Że w łazience nie było kabiny prysznicowej lecz duża wanna, która w całości by mnie pokryła. Jednak to nie wszystko. Odkręciłam kran a tu nic. Zero najmniejszej kropelki wody. Męczyłam się z tym gównem kilka minut, ale nie było szans na cokolwiek. Zrezygnowana i wkurwiona, wróciłam do pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Marzyła mi się gorąca kąpiel z bąbelkami a tu dupa! To są chyba jakieś jaja! Wzięłam głęboki wdech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc, kiedy nagle dostałam olśnienia. Chwiejnym krokiem opuściłam swój nowy pokój i chwilę później, stałam przed drzwiami do sypialni Dylana. Uniosłam rękę by zapukać, ale w ostatniej chwili coś mnie powstrzymało. Dobrze robię? Może jednak powinnam wrócić do siebie i iść spać tak jak teraz jestem ubrana? Cofnęłam się kilka kroków do tyłu z zamiarem powrotu do siebie, kiedy zdałam sobie sprawę z własne głupoty. Zapukałam. Odpowiedziała mi cisza, więc uchyliłam lekko drzwi.
- Dylan...? - Szepnęłam. W pomieszczeniu było pusto. Zagłębiłam się jeszcze bardziej w środek, ale i wtedy nic nie dostrzegłam. Może był w łazience? Jednak i tam panowała kompletna cisza. Na łóżku chłopaka leżała tylko czarna kurtka i paczka fajek, więc szatyn musiał gdzieś wyjść. Postanowiłam skorzystać z tej sytuacji i weszłam do jego łazienki, aby tam się umyć.
- Cholera... - Burknęłam, gdy nie było możliwości zatrzaśnięcia drzwi. Brak w drzwiach zamka. U mnie w domu zawsze jest zamek.
Spróbowałam o tym nie myśleć i odkręciłam kran, by kilka sekund później, woda zaczęła lecieć wprost do dużej, białej wanny a ja w międzyczasie opłukałam sobie twarz zimną wodą, która lekko mnie orzeźwiła i rozpuściłam włosy, aby bezwładnie opadły na moje ramiona i biust. Zadzwonił mój telefon. Paula. Odrzuciłam, wysyłając krótką wiadomość, że nie mogę rozmawiać i odezwę się jutro. Nie miałam ochoty wysłuchiwać kazań na temat tego co widział Michał. Jestem dużą dziewczynką i świetnie sobie dam radę sama.
Napuściłam wody do pełna, mając gdzieś ile wyniesie go za to rachunek i gdy już wszystko było gotowe, zanurzyłam się w tej cudownej ilości wody, czując jak moje ciało błaga o więcej. Byłam obolała i zmęczona a kąpiel sprawiła, że wszystko inne zniknęło. Tym bardziej, że wlałam do środka prawie cały płyn do kąpieli, który sprawił, że piana wylatywała mi na podłogę. Cieszyłam się stanem w jakim teraz się znalazłam. Poczułam się taka odprężona i zrelaksowana. Zamknęłam oczy a wtedy przeniosłam się do całkiem innego świata...
***DYLAN***
Miałem poważny dylemat. Odpalić szluge, zapalić w pokoju i zaryzykować kłótnię z Ross? Czy wyjść na zewnątrz, zmarznąć, ale za to nie podpaść szatynce? Nie rozumiałem co jej tak bardzo przeszkadza w papierosach. Przecież są dobre. Nie mógłbym oduczyć się palić, ale jeszcze bardziej nie rozumiałem tego, dlaczego tak bardzo przejąłem się tym, że może się na mnie zezłościć. Chuj. Przekląwszy pod nosem, wyjąłem z pudełka jedną sztukę i wyszedłem na dwór. Wiał chłodny wiatr, ale nie było aż tak zimno. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Zasrana Ross.
Zaciągnąłem się porządnie tym gównem i starałem się ze wszystkich sił wyrzucić ją ze swojej głowy, ale niestety najwidoczniej za mało się starałem, bo wcale mi to nie wychodziło. Czyżby Evans była dla mnie tak bardzo ważna, że myślenie o niej było moją codzienną rutyną? Nie moja wina, że kładąc się spać, wyobrażam sobie ją i siebie w jednym łóżku, pod jedną kołdrą i w przeróżnych sytuacjach. Na przykład jak trzyma mojego fiuta i robi z nim przeróżne rzeczy. Jak leżę na niej i płynnymi ruchami, wkładam swojego kutasa w jej ciasną cipkę... Ja pierdole! To niemożliwe. Ta dziewczyna nie może być nikim więcej jak tylko moją znajomą.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na ekran i szybko tego pożałowałem. Czego ta kurwa może ode mnie chcieć? Juz miałem odrzucić, kiedy przez przypadek nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Stęskniłeś się? - Po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiał piskliwy głos. Coś jakby dręczono kota i torturowano go na wszystkie możliwe sposoby.
- Pytasz serio? Moja odpowiedź może Ci się nie spodobać.
- Gdzie jesteś? Mam ochotę na Ciebie...
- Wiesz, że gówno mnie to obchodzi, prawda? Dzwonisz tylko po to, aby powiedzieć mi, że swędzi Cię cipka, czy możesz chcesz mi przekazać coś ważnego?
- Zawsze musisz popsuć romantyczną chwilę.. - Przewróciłem oczyma i chrząknąłem znacząco. Niech przejdzie do sedna bo nie będę marnować na nią swojego cennego czasu.
- Słuchaj....
- Jutro o ósmej rano masz być pod siedzibą. Plany się zmieniły. Wyjeżdżacie wcześniej.
- Jak to? Kto tak rozkazał? - Warknąłem.
- Rick. David miał dziś pewien problem z psami, ale udało mu się uciec. Jest poszukiwany, więc musicie wyruszyć wcześniej. Wszystkiego dowiesz się rano.
- Jasne... Coś jeszcze?
- Gdzie jesteś? - Spytała podejrzliwie - I z kim?
- Nie przypominam sobie, abym musiał Ci się spowiadać - Nie dając jej czasu na odpowiedź, rozłączyłem się bez żadnego pożegnania. Następnie zagasiłem peta o ścianę budynku i wróciłem do sypialni, gdzie miałem zamiar od razu rzucić się na łóżko i zasnąć. Ross nie przychodziła, więc żadnej pomocy nie potrzebowała i pewnie już dawno zasnęła. Chciałbym zajrzeć do niej, zobaczyć jak słodka jest kiedy tak smacznie śpi, ale coś podpowiadało mi bym tego nie robił. A ja przeważnie słucham swojej intuicji. I tak już między mną a nią wszystko za daleko zaszło. Te pocałunki jakimi ją obdarzyłem, jakimi ona obdarzyła mnie... Przypomniałem sobie jej minę, kiedy chciała mnie pocałować a ja się odsunąłem. Musiałem to zrobić. Była pijana a ja nie będę wykorzystywać jej w ten sposób. Wszystkie, ale nie ona. Prawda jest taka, że ta dziewczyna stała się dla mnie zbyt ważna i chcąc nie chcąc, muszę to przed sobą samym przyznać. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić, nawet jeśli by to oznaczało sprzeciwienie się Rickowi.
Leżąc na łóżku, doszedłem do wniosku, że przecież się nie umyłem. Niechętnie zwlekłem swoje obolałe ciało na ziemię i pomaszerowałem leniwym krokiem w stronę łazienki. Cholera. Muszę wcześniej wstać. Pierdolony David. Jeżeli nie umie czegoś dobrze robić, to niech się za to nawet nie zabiera. To już nie pierwsza taka sytuacja, kiedy nasze plany mogą legnąć w gruzach przez jego głupotę. Niech go tylko dorwę to sam nauczę tego kretyna jak wykonuje się pewne rzeczy. Tyle lat się uczył a nawet nie potrafi dobrze okraść sklepu jubilerskiego bo takie było jego wczorajsze zadanie. To już sam bym to wykonał z zamkniętymi oczyma. Pierdolony idiota! Nie rozumiem, czemu my żeśmy się go jeszcze nie pozbyli. Jedynie do czego się nadaje tej bencfał to bójki. Wtedy mogę na niego liczyć. Nic więcej.
Dostrzegłem, że promienie światła przebijają się przez szparę pod drzwiami. Czyżbym zapomniał zgasić? Wszystko jest możliwe. Przecież ostatnio miałem strasznie napięty harmonogram, więc nic dziwnego, że o czymś zapomniałem. Otworzyłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Od razu skierowałem się w stronę drzwi, aby obmyć sobie twarz i wtedy usłyszałem damski pisk. Był tak głośny, że o mało nie ogłuchłem. Odwróciłem się jak oparzony do tyłu a buzia w tamtej chwili, otwarła mi się najszerzej jak mogła.
- Wynoś się stąd! - Wrzasnęła szatynka, która próbowała zakryć swoje roznegliżowane ciało. Siedziała po szyję zakryta pianą w mojej wannie, w moje łazience, w moim mieszkaniu. Jeszcze do mnie nie dotarło to, że stoję naprzeciwko niej, kiedy jest całkiem naga. Wiedziałem tylko to, że mój członek już nie wisi bezwładnie w moich spodniach, lecz stanął na baczność tak, że błagał mnie o uwolnienie na zewnątrz i zaspokojenie mojej męskiej potrzeby. Spowodował też, że spodnie, które tak bardzo uwielbiałem, stały się ciasne. O to bydle jedno! Chciałem otworzyć buzie, odezwać się jakoś, ale kiedy tylko nabierałem tchu z zamiarem wypowiedzenia chociażby jej imienia, odbierało mi możliwość mówienia. Głupiej, jednej literki nie mogłem wypowiedzieć - Ogłuchłeś?! Wynocha! - Nagle nie wytrzymałem i wybuchnąłem ogromnym śmiechem. Ta sytuacja była przekomiczna. Śmiałbym się dalej, gdyby nie wzięła w rękę mojego drogiego szamponu i gdyby mnie nim nie rzuciła. Dostałem w czoło. Nawet się nie wkurwiłem. Jakbym mógł się zdenerwować na dziewczynę, która sama wlazła do mojej wanny i była całkiem nago?
- Powinienem spytać co Ty to kurwa robisz? - Wybąkałem w dalszym ciągu się uśmiechając.Na jej twarz wskoczył ogromny rumieniec. Chyba była zawstydzona. Chyba na pewno.
- U mnie nie leciała woda a Ciebie nie było kiedy przyszłam...
- Więc skorzystałaś z mojej łazienki? - Wtrąciłem. Kiwnęła zażenowana głową. Pewnie cały alkohol jaki w sobie miała, znikną.
- Wyjdź.. Proszę.. Zaraz sobie pójdę, tylko daj mi się ubrać... - Pokiwałem rozbawiony głową i ruszyłem w stronę drzwi.
- Ross? - Po raz ostatni na nią zerknąłem i puściłem oczko w jej stronę - Mogłabyś częściej odstawiać mi takie niespodzianki. Wyglądasz lepiej bez ubrań niż z nimi - Parsknął - I siedź tu tak długo jak chcesz. Poczekam.
- Dzięki... - Szepnęła. Opuściłem to pomieszczenie i udałem się do sypialni. Nigdy nie zapomnę tego zdarzenia. Uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy. Aby ochłonąć, wziąłem do ręki kolejną fajkę i ponownie wyszedłem na zewnątrz zapalić. Stałem tak na chłodnym powietrzu z jakieś dwadzieścia minut a kiedy wróciłem, szatynka w dalszym ciągu zajmowała moją łazienkę. Ile można się kąpać? Baby są straszne. Jedna gorsza od drugiej - Przepraszam... - Drzwi od małego pomieszczenia rozchyliły się a do pokoju weszła Ross. Spojrzałem w jej stronę i momentalnie wstałem na równe nogi. Miała na sobie moją koszulkę i bokserki. Wyglądała w nich zajebiście seksownie przez co ponownie odebrało mi umiejętność mówienia. Mokre włosy zwisały z jej ramion i dawały jeszcze lepszy efekt jej wyglądowi.
- Za co? - Oprzytomniałem.
- Nie powinna byłam tu przychodzić, ale....
- Dobra - Wtrąciłem - Nic się nie stało. Przecież Cię nie widziałem, prawda? Zapomnijmy o tej sytuacji. - Uniosła głowę do góry i spojrzała mi w oczy.
- Dziękuję... - Szepnęła. Wolnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia a ja nie byłem pewien czy chcę, aby wróciła do siebie.
- Ross? - Zatrzymała się w ostatniej chwili i lekko odchyliła głowę do tyłu.
- Tak?
- Ładnie Ci w moich majtkach - Skomentowałem.
- Dupek - Warknęła i wyszła. Roześmiałem się nonszalancko i teraz to ja wziąłem szybką kąpiel. Obmyłem się cały dając sobie chwilę na ciepły relaks a kiedy skończyłem, od razu wlazłem pod cieplutką kołderkę. Nie mogłem zasnąć. Czegoś mi brakowało, a dokładniej to kogoś. Miałem zajebistą dziewczynę za ścianą a leżałem tu całkiem sam. Coś jest nie halo. Tym bardziej, że miałem jej obraz w głowie. Ross jest przekonana, że nic nie widziałem, ale przez te kilka sekund, udało mi się bacznie przyjrzeć jej doskonałym piersią, które dostała od Boga w darze. Nigdy wcześniej nie widziałem tak zajebistej sylwetki. Widziałem tylko górną część a co będzie jak zobaczę ją w całej okazałości? Na samą te myśl, mój kutas znów dał o sobie we znaki. Co się ze mną do kurwy nędzy dzieje?! Chyba wariuje. Chyba na pewno.
Po godzinnej męczarni, wstałem na nogi i obszedłem sypialnie dokładnie dwa razy w tą i z powrotem. Nic to nie pomogło. Marzyłem tylko o tym, aby położyć się obok szatynki o wziąć ją w swoje ramiona. Niech to szlag! Muszę coś z tym zrobić.
Wkurwiony na maksa, wyciągnąłem z szafki butelkę wina. Usiadłem wygodnie w fotelu i zacząłem sączyć tą czerwoną ciecz. Nawet mi smakowało. W sumie gdyby było niedobre to bym i tak wypił. Chciałem się napierdolić i zasnąć na siedząco, byleby tylko przez chwilę nie myśleć o tej przeklętej dziewczynie!
Wszystko oczywiście poszło na marne bo kiedy rzeczywiście się napiłem, głos w mojej głowie kazał mi wstać na nogi i ruszyć właśnie do jej pokoju. Chwilę się opierałem, ale nie długo. Wziąłem się w garść i odbijając się od ściany do ściany, ruszyłem wprost do niej. Dotarłem w wyznaczone przez siebie miejsce w trzy minuty. Zapukałem do drzwi a kiedy pozwoliła mi wejść, skorzystałem z zaproszenia. Nie spała. Stała przy oknie wpatrując się ogród jaki znajdował się na zewnątrz. Spojrzała na mnie i lekko zaniepokoiła się moim stanem. Sama była już wystarczająco trzeźwa.
- Czegoś potrzebujesz? - Spytała drżącym głosem.
- Tak - Wymamrotałem zagłębiając się bardziej w środek. Z początku szedłem niepewnie, ale pod sam koniec, przyśpieszyłem kroku i znalazłem się naprzeciwko niej - Wiesz czego? - Pokiwała przecząco głową - Ciebie.. - Warknąłem. Złapałem jej kruche ramiona w obie ręce i spojrzałem w jej piwne oczy.
- Dylan.. nie...
- Kurwa Ross, coś Ty ze mną zrobiłaś...?! - Nie czekając na nic więcej, złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, który oczywiście odwzajemniła przez malutką chwilę. Potem coś się zjebało.
- Przestań! - Wrzasnęła. Przyłożyła swoje dłonie do mojej klatki piersiowej i z całej siły odepchnęła mnie do tyłu. Zleciałbym na ziemie gdyby nie stolik za mną. Spojrzałem na nią podejrzliwie chcąc wyczytać emocje z jej wzroku, ale obróciła się do mnie plecami jakby wiedziała co zamierzam zrobić - Nigdy więcej mnie nie całuj! - Syknęła. Mało ją słuchałem, gdyż mój wzrok skupił się na jej tyłku, który świetnie się ukazywał w mojej bieliźnie. To jej wina! Stanęła do mnie tyłem, kiedy byłem na nią zajebiście mocno napalony - Wyjdź stąd.. - Rozkazała.
- Dlaczego mnie wyganiasz...?
- Dziwisz mi się!? Robisz mi mętlik w głowie! Wszystko zepsułeś!
- Co.. Co zepsułem? .. - Spytałem zaskoczony jej reakcją. Nie odpowiedziała, tylko ruszyła w stronę drzwi, ale nieoczekiwanie chwyciłem ponownie jej ramię i przyciągnąłem jej kruche ciało do siebie.
- Teraz chcesz mnie całować, tak? - Syknęła - A kiedy ja chciałam pocałować Ciebie to się odsunąłeś.. Czego Ty ode mnie chcesz?!
- Nie pocałowałem Cię wtedy bo byłaś pijana...
- I co z tego? Teraz to już nie ma znaczenia.
- Nie chciałem Cię wykorzystać w taki sposób. Wolę kiedy jesteś w pełni świadoma tego co robisz. Tak jak w tej chwili.
- Co? - Zamrugała speszona powiekami, jakby nie spodziewała się takich słów z moich ust.
- Dalej chcesz to zrobić? Dalej chcesz mnie pocałować? Czy serio mam sobie iść? - Ross podniosła dłoń do góry i musnęła koniuszkami palców mój policzek. Mruknąłem podniecony - Proszę nie dręcz mnie... Zrób to..
- Co?..
- Pocałuj mnie! - Długo nie musiałem czekać. Przylgnęła do mnie jak pijawka a ja nie zamierzałem zmarnować takiej szansy. Wziąłem ją na ramiona i podniosłem do góry, aby następnie rzucić ją na łóżko.
- Co... Co robisz... ? - Spojrzała na mnie spanikowana, kiedy ściągnąłem z siebie koszulkę. Nie mogłem się nie uśmiechnąć na co odpowiedziała tym samym. Starałem się być najbardziej delikatny jak tylko umiałem.
- Nic co mogłoby Ci się nie spodobać.. Obiecuję.. - Usiadłem na niej okrakiem i ponownie zacząłem składać czułe pocałunki na jej szyi. Mruczała leżąc pode mną i prosiła o więcej. Przynajmniej w mojej głowie błagała bym nie przestawał. Kiedy oderwałem się na chwilę od jej twarzy, aby mogła zaczerpnąć trochę powietrza, chciała coś powiedzieć, jednak koniuszkiem palców przejechałem po jej wardze a mój wzrok zdał się mówić ,, Spokojnie. Nic Ci nie zrobię... '' . Kiwnęła potwierdzająco głową.
- Ufam Ci.. - Szepnęła bezgłośnie. Kiedy przywarłem do niej mocniej, rozchyliła usta jakby zapraszając mnie do środka i tym samym od razu wepchnąłem swój język do jej buzi. Szybko do mnie dołączyła. Moja ręka błądziła po jej gołych udach, które były zdatne na moją łaskę i drżały za każdym razem, gdy jechałem koniuszkami palców w górę i w dół. W pewnym momencie poczułem, że mam ochotę na coś więcej. Zmieniłem tor drogi i przeniosłem dłoń na jej brzuch. Z początku nawet się nie skapnęła co zamierzam zrobić, ale kiedy tylko podniosłem leciutko początek majtek do góry, momentalnie złapała mnie za nadgarstek i wstała do pozycji siedzącej.
- Nie... - Zaprotestowała - Nie rób tego więcej..
- Dlaczego? - Wychrypiałem. Głos mi drżał a kutas gotował się w moich slipach. Gdyby to była Roksana, już dawno bym ją przeruchał. Nawet bym się nie pytał o zgodę.
- Bo nie - Warknęła. Wstała na ziemię i opuściła podwiniętą bluzkę z powrotem na dół - Możesz już wyjść.
- Co?
- Idź już... - Nakazała. No to są chyba jakieś jaja? Spojrzałem jej w oczy i zdałem sobie sprawę z tego, że mówi poważnie. Chciała abym wyszedł, więc tak też zrobiłem. Ogarnąłem się i opuściłem jej pokój trzaskając wkurwiony drzwiami. Wywaliła mnie na zbity pysk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz