Rozdział 22
,, I am a fucker ''
Siedziałem na fotelu i czekałem na ten pierdolony telefon. Ile można kurwa czekać? Nie miałem dużo czasu gdyż zaraz wychodzę na kolejną akcję i wrócę dopiero nad ranem, ale jeżeli zaraz nie dowiem się czegoś nowego o stanie Ross, oszaleję i chuj strzeli cały nasz plan.
Nagle ekran mojego telefonu się rozjaśnił i ukazało się zdjęcie Filipa. Momentalnie chwyciłem swoje urządzenie do jednej z dwóch rąk i chwilę potem nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Nareszcie!
- Może tak ,, cześć '' ? - Dąsnął się zirytowany moim zachowanie.
- Co z Ross?! - Miałem gdzieś jego humor i to na co liczy. Interesowała mnie tylko i wyłącznie jedna sprawa a mianowicie to dziewczyna.
- No wiesz... Dziewczyna nadal śpi..
- Słucham?!
- Nie wybudziła się...
- Jak to jeszcze się nie wybudziła?! Minęły dwa dni do chuja! - Wrzasnąłem. Co za kretyni pracują w tym szpitalu! Mówili, że lada dzień się ocknie a tu co? Dalej śpi! Rozumiem, że może być zmęczona, ale przecież chociaż w połowie powinna odzyskać siły do tego czasu. Coś było nie w porządku. Czułem, że coś przede mną ukrywa ten zasrany dupek.
- Wyskoczyły pewnie komplikacje... - Odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. Wiedziałem. Wiedziałem! Jak na złość musiało być źle, kiedy mnie nie było w jej pobliżu.
- Komplikacje? - Powtórzyłem głośnym warknięciem. Filip miał szczęście, że byłem z dobre dwieście kilometrów od niego bo już dawno bym go rozszarpał. Złapałem się za głowę i zakląłem pod nosem. Dlaczego akurat teraz musiałem wyjechać?
- Ross.. Ona.. Słuchaj, nie jest dobrze, ale nie mogę Ci powiedzieć nic więcej bez jej zgody. A jak na razie się nie obudziła, więc wiesz co muszę zrobić..
- Jak to nie jest dobrze?! Kurwa, co się dzieje do chuja! - Chwilę czekałem na odpowiedź a kiedy myślałem, że zaraz ją dostanę, usłyszałem piknięcie. Skurwiel się rozłączył. Rozłączył i w dodatku nie odbierał ode mnie potem telefonu - Kurwa mać! - Wrzasnąłem. Miałem ochotę coś rozpierdolić i właśnie wtedy do pokoju wszedł Alan. Zajadła się pizzą z szynką, serem i wieloma różnymi składnikami. Gdyby nie to, że właśnie miałem zjebany humor, pewnie dołączyłbym do niego. Spojrzał na mnie i spytał się o co chodzi, ale zignorowałem jego pytanie machnięciem ręki.
- Musimy już iść.. - Zmienił szybko temat, aby nie denerwować mnie jeszcze bardziej. Kiwnąłem potwierdzająco głową z nadzieją, że chociaż przez chwilę uda mi się zapomnieć o Ross.
- Jasne.. - Mruknąłem - Gdzie reszta?
- Na dole. Rick jest zadowolony z wczorajszej roboty. Mówił. że jak tak dalej pójdzie to wrócimy dzień wcześniej...
- Serio? - Wtrąciłem - Więc na co czekamy?
- Dylan?
- Ta?
- Chodzi o Ross, prawda? - Popatrzyłem na niego z przymrużeniem oka a chwilę potem wyszedłem na zewnątrz słysząc za sobą jęki swojego najlepszego przyjaciela. Tak kurwa. Chodzi właśnie o nią i w tym tkwi największy problem......
***ROSS***
,, Stałam naprzeciwko mężczyzny, który znaczył dla mnie więcej niż moje własne życie. Szatyn o muskularnej postawie ciała, o idealnych rysach twarzy oraz o przepięknym, idealnym, śnieżnobiałym uśmiechu. Dziś było inaczej niż zazwyczaj. Mój ukochany ubrany był tym razem w coś zupełnie innego. Nie był w czarnych ciuchach, lecz miał na sobie białą koszulę, białe spodnie oraz szare trampki.
- Kocham Cię... - Szepnęłam mu wprost do ucha. Spojrzał na mnie i wtedy poczułam, że osoba stojąca przede mną to całe moje życie, że nie wyobrażam sobie bez niego żadnego dnia. Nie wiem co bym zrobiła, jakbym postąpiła, gdyby go przy mnie nie było.
Tymczasem Dylan chwycił moją twarz w obie dłonie powodując, że wszystkie myśli jakie kłębiły się dotychczas w mojej głowie, wyparowały a zamiast nich przyfrunęło coś innego, nowego. Chłopak musnął wargą mój lewy policzek, mrucząc mi przy tym do ucha. Zadrżałam z rozkoszy.
- Ja Ciebie też... - Odpowiedział - I wiesz co? Nigdy Cię nie opuszczę... - Tym razem złożył czuły i delikatny pocałunek na moich ustach a ja chciałam, aby ta chwila nigdy się nie skończyła..... ''.
Ktoś zaczął mną szturchać. Obraz stawał się mniej wyraźny a ja popadałam w coraz głębszą przepaść. Cooper zanikał gdzieś za szarą mgłą zostawiając mnie samą a moje krzyki w jego stronę nie dawały żadnych rezultatów. Chłopak mnie nie słyszał. Co się do cholery dzieje?! Nagle uderzyłam ciałem o płaską, szklaną powierzchnie. Ból był straszny a ja miałam wrażenie jakby każda moja część ciała pękała w pół. Otworzyłam spanikowana oczy zachłystając się przy tym własnym powietrzem. Rozejrzałam się dookoła, jednak nie poznawałam za nic w świecie miejsca w którym teraz byłam. Elegancki pokój z wielkim łożem, do tego dwa duże fotele i drewniano-szklany stół na którym stał wazon z liliami. Nawet kolory ścian były estetyczne i zadbane. Przeniosłam swój wzrok na osobę po mojej prawej stronie. Obok mnie siedziała Paula z bardzo zmartwioną miną. Wpatrywała się we mnie i oczekiwała jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, ale co właściwie miałam powiedzieć? Nie doszłam jeszcze do siebie. Zaczęłam krzyczeć spanikowana i miotać się na każdą stronę. Bałam się, że jestem sama, że nie ma przy mnie Dylana i ktoś go zabrał. Bałam się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Wciąż przeżywałam swój piękny sen z którego zostałam brutalnie wybudzona i przeniesiona do podłej rzeczywistości zwanej prawdziwym życiem.
Przyjaciółka próbowała mnie uspokoić, ale nie mogła sobie ze mną poradzić, więc wybiegła z sali aby chwilę później wrócić do mnie z lekarzem. Przez chwilę nie rozpoznałam go, nie wiedziałam z kim mam do czynienia, ale z każdą mijającą minutą, jego twarz stawała się znajoma.
- Ross... Uspokój się... Wszystko już jest dobrze...
- Gdzie ja jestem?! - Wrzeszczałam - Gdzie jest Dylan?! Zabrali go! Zabrali! - Powtarzałam.
- Doktorze! Co jej jest?! - Spytała spanikowana Paulina.
- Przechodzi halucynacje.. Musiała mieć jakiś sen.. Wyjdź stąd. Musi zostać sama..
- Oczywiście.. - Paula skinęłam posłusznie głową i opuściła pomieszczenie zostawiając tym samym naszą dwójkę razem.
- Gdzie ja jestem?! Ratunku! Uratujcie go! Pomocy!
- U mnie... Uspokój się... - Kiedy w dalszym ciągu mój stan się nie poprawiał, poczułam w prawym ramieniu jak wbija we mnie strzykawkę i napełnia mój organizm jakimś płynem. Musiał być to płyn uspokajający gdyż poczułam się straszne zmęczona i ponownie zasnęłam szeptając w jego stronę ostatnie słowa ratunku dla Coopera. ...
Kiedy kilka godzin później znów odzyskałam świadomość, moja reakcja na otaczający mnie dookoła świat nie była taka sama jak poprzednio. Serce nie biło tak szybko jak przedtem a mój mózg powoli przyswajał miejsce w którym teraz jestem.
- Cześć... - Szepnęłam zwracając na siebie uwagę dziewczyny w blond włosach. Paula siedziała obok mnie i trzymała moją lewą dłoń. Byłam zmęczona i obolała co w sumie nie było niczym nowym bo takie dolegliwości dokuczały mi od kilkunastu dni.
- Hej.. - Odpowiedziała - Nareszcie się obudziłaś.. Jak się czujesz? Wezwać lekarza?.... - Wstała na nogi i już chciała ruszyć w stronę drzwi, jednak w ostatniej chwili zdążyłam ją zatrzymać.
- Lekarza? - Wtrąciłam - Gdzie ja jestem...? - Spróbowałam sobie przypomnieć cokolwiek, ale średnio mi to wszyło. Jedyne co pamiętam to tylko i wyłącznie mój ranny telefon do Coopera. Dalej miałam ogromną pustkę w głowie. Tak jakbym właśnie się napiła i leczyła kaca.
- W szpitalu... Wszystko okej?
- Tak.. Co.. co się stało..? - Chwyciłam się za głowę gdyż ból stawał się coraz silniejszy, ale próbowałam tego po sobie nie poznać. Chciałam wiedzieć co tu robię i dlaczego się tu właściwie znalazłam.
- Od dwóch dni spałaś.. Nie pamiętasz?..
- Nie..
- Nie wiem co się dokładnie stało, ale przywiózł Cię tu Dylan..
- Dylan? - Powtórzyłam na co kiwnęła potwierdzająco głową.
- Tak.. Nic więcej nie wiem bo od tamtej pory się tu nie pokazał - Wzruszyła obojętnie ramionami. Nienawidziła go i nawet się z tym nie kryła. A ja? Na mojej twarzy pojawił się smutek. Od dwóch dni leżę w szpitalu a on nawet mnie nie odwiedził? Co się dziwić. Nic dla niego nie znaczę i nie mam co się dalej łudzić, że jest inaczej. Tylko dlaczego mnie to tak cholernie boli? Dlaczego kiedy o nim myślę, na moim ciele pojawiają się dziwne ciarki? Nagle moją uwagę przykuł obraz na ścianie.
- Kto... kto to wszystko zrobił...? - Spytałam zachrypniętym głosem. Pokój w którym właśnie leżałam, był przerobiony w coś co sprawiało, że uśmiech sam wskakiwał mi na twarz. Naprzeciwko mnie namalowany został wazon z sześcioma, czerwonymi różami a na stoliku obok mojego łóżka, stał wielki miś z napisem ,, tęsknie ''. Dacie wiarę? Rozejrzałam się zaciekawiona po całym pomieszczeniu. Ktoś przyniósł moje i Pauli zdjęcie i do tego pomalował jeszcze kilka ścian. Od razu pierwszą osobą jaka przyszła mi do głowy to Dylan i miałam ogromną nadzieję, że to właśnie on... Może jednak się myliłam i mu zależy? Może ma jakiś ważny powód, że do mnie nie przychodzi? Co o tym myślicie?
- To Michał... - Szepnęła Paula. Spojrzałam na nią zaskoczona tym co powiedziała, ale jej wzrok był wbity w podłogę. Michał? Naprawdę? Mój entuzjazm legł w gruzach tak jak i nadzieja, że to właśnie on. Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam zaskoczona jej słowami i jednocześnie zdumiona i rozczarowana. Rozczarowana bo nie był to Cooper a zdumiona, że Michał włożył w to wszystko tyle pracy i zrobił to dla mnie - Przyszedł tu od razu kiedy trafiłaś do szpitala i postanowił pokazać Ci, że mu naprawdę zależy.. Ross.. On Cię kocha......- Zastanowiłam się przez chwilę co mam dalej robić, jak na to wszystko zareagować i nic dobrego nie przyszło mi do głowy. Nie wiedziałam czy jeszcze cokolwiek do niego czuję. Dużo się zmieniło w moim życiu bo... Bo co? Zawahałam się przed odpowiedzią. Nie byłam pewna czy chcę to wyznać sama przed sobą, ale chyba powinna, prawda? Bo pojawił się Dylan Cooper i sporo namieszał.
- Gdzie on jest..? - Spytałam wreszcie.
- Czeka na korytarzu.. Chcesz go zobaczyć..? - Kiwnęłam potwierdzająco głową a ona bez żadnego ,, ale '' wstała na nogi i wyszła na zewnątrz, aby po chwili przyprowadzi do mojego nowego pokoju Michała. Chłopak stanął obok mnie z założonymi na siebie rękoma i był również zdenerwowany tym spotkaniem co ja.
- Cześć.. - Przywitałam się pierwsza, aby przerwać tą niezręczną ciszę - Więc.. Ty to wszystko.. zrobiłeś... ? - Ku mojemu zdziwieniu, nie odpowiedział od razu, ale zawahał się przed odpowiedzią. Nawet miałam wrażenie jakby Paula potajemnie szturchnęła go w ramię, aby szybko odpowiedział.
- Ta.. - Mruknął - Jak się czujesz?
- Dobrze.. Ale chciałabym pogadać z Tobą na osobności... - Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona, ale wyszła nie mówiąc więcej nic. Ja tymczasem wykorzystałam wszystkie siły jakie jeszcze w sobie miałam i wstałam do pozycji siedzącej, aby lepiej widzieć twarz chłopaka - Jak się masz?..
- Dobrze, ale raczej Ty powinnaś odpowiedzieć na to pytanie bo to Ty leżysz w szpitalu - Parsknął - Co się stało? Dlaczego tu jesteś?
- Ja.. Nie wiem.. - Wzruszyłam ramionami - Nie pamiętam nic z tamtego dnia. Wiem tylko tyle, że przywiózł mnie tu Dylan..
- Oczywiście! - Warknął - To wszystko jego wina!
- Tego nie powiedziałam.. Nie wiem co się stało..
- Nie ma co się domyślać... Pewnie coś Ci zrobił a teraz nie przyjeżdża bo boi się, że doniesiesz na niego na policję! Może powinnaś już teraz złożyć doniesienie...
- Michał! - Krzyknęłam - Albo przestaniesz, albo masz stąd wyjść.. - Spiorunowałam go wzrokiem na co przybrał minę smutnego pieska, ale miałam to w dupie - Dlaczego to zrobiłeś...? - Zmieniłam temat.
- Co?
- Czemu tyle pracy włożyłeś w ten pokój? - Posłałam mu ciepły uśmiech, aby nie był tak skrępowany w moim towarzystwie.
- Wiesz czemu...
- Nie wiem..
- Kocham Cię.. - Szepnął i chwilę później spojrzał mi w oczy. Mówił poważnie. W dalszym ciągu mnie kochał a ja byłam zaskoczona i sparaliżowana. Nie wiedziałam co do niego czuję i kim on dla mnie jest, ale Michał nie dał mi szansy na odpowiedź. Zaczął tylko zbliżać się twarzą ku mnie. Czy on..? O nie, nie, nie! Pocałował mnie. Nie zdążyłam obrócić twarzy w bok, więc udało mu się złożyć pocałunek na moich ustach. Wiecie co jeszcze? Ja odwzajemniłam ten pocałunek chcąc sprawdzić czy poczuję chociaż przez chwilę to co kiedyś przy nim czułam. Niespodziewanie w tym samym czasie do pokoju weszła moja matka. Szybko oderwaliśmy się od siebie speszeni jej osobą a ona wydała się niemile zaskoczona naszą reakcją.
- Słyszałam, że się obudziłaś, więc chciałam się przywitać.. - Zaczęła.
- Zostawię Was samych. Potem przyjdę.. - Chłopak spojrzał na mnie, potem na nią i wreszcie wyszedł. Na mnie czekała długa i poważna rozmowa z moją kochaną mamusią....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz