Rozdział 9
,, I am not a fucker ''
***ALAN***
Ten pierdolony skurwiel nie odbiera telefonu. Co jest grane?! Przecież zasięg mam, sygnał też. W co ten fiut pogrywa? Nie odebrał nawet jak dzwoniłem wczoraj i przedwczoraj. Coś jest nie tak.
- Kurwa mać! - Wrzasnąłem waląc pięścią w ścianę. Aż mnie dziwka zabolała. Naprawdę nie miałem dużo czasu. Musiałem jak najszybciej wrócić do kraju bo sprawy coraz bardziej nam się komplikują. Mówiąc nam, mam na myśli oczywiście tylko i wyłącznie siebie. Rick coś podejrzewa, dlatego każe mi się wstawić w przeciągu kilku godzin w bazie. Pewnie to pierdolone szmacisko coś mu nagadało. Nie rozumiem jak Dylan mógł ją bzykać. Przecież Roksana jest tak brzydka jak moja dupa. Nie no bez przesady. Moja dupa jest zajebista, ale ona? Chuj na samą myśl chowa mi się w gaciach.
Nie wiem czy zdążę na wyznaczoną godzinę, ale mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli bo inaczej będę trupem. Martwym trupem z jajami na wierzchu. Moja śmierć byłaby bolesna. Pewnie sam błagałbym, aby jak najszybciej mnie zabili niżeli miałbym tyle cierpieć.
Aby lekko się odprężyć, wziąłem do ręki gitarkę, jednak granie w tej chwili mi zbytnio nie wychodziło. Nie trafiałem w dźwięki, gitara szczerze mówiąc była rozstrojona a ja nie wiedziałem co grać. Oprócz Ricka, moją głowę przejęła inna nurtująca mnie wciąż myśl.
- Ross... - Szepnąłem ledwo słyszalnym głosem. Długie czarne
włosy, zmieniły się w długość do ramion a kolor włosów stał
się o wiele jaśniejszy. Teraz to nie była szatynka, lecz
blondynka. Bardzo ładna blondynka. Zgrabne ciało, idealna sylwetka
i te jej cudowne kształty. Jednakże mimo piorunującej przemiany,
dalej można było zauważyć jej podkrążone oczy czy siniaki na
ciele.
Kurwa, czemu ja o niej w ogóle myślę? Aby nie tracić zdrowego rozsądku, wziąłem do ręki fajkę i nie czekając na nic, odpaliłem to gówno czując w ustach smak czekoladowego tytoniu - O tak... - Smak tej trutki kojąco wpływał na mój przemęczony organizm. Ta wycieczka wycisnęła ze mnie siódme poty. Serio. Dlaczego tylko zareagowałem w taki sposób na widok Ross? Odebrała moją reakcję niewłaściwie. Do oczu naleciały jej łzy po czym wybiegła z mojego pokoju. Cholera, nie miałem nic złego na myśli wypowiadając tamte słowa. Wręcz przeciwnie. Wyglądała zajebiście dobrze. Za dobrze....
***ROSS***
Od piętnastu minut byłam gotowa do wyjazdu. Nawet kiedy ten dupek wparował do mojego pokoju by mnie obudzić, w rzeczywistości nawet nie zmrużyłam oka. Nie mogłam spać wiedząc, że za niedługo wracam do rodziców. Byłam zbyt podekscytowana. W międzyczasie zdążyłam zwymiotować do kibla i wydmuchać kilo smarków w chusteczkę. Nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego w jakim kiepskim stanie się znajduję. Do tego reakcja tego kretyna na mój widok, sprawiła, że poczułam się jeszcze gorzej. Zaczęłam żałować wizyty u fryzjera. Skoro on mnie wyśmiał to co powiedzą moi znajomi? Będę pośmiewiskiem całego miasta? Myślałam, że dobrze wyglądam, ale najwidoczniej się myliłam. Jak zawsze zresztą. Tylko od kiedy zdanie tego chama mnie obchodzi? Zawsze miałam go w dupie a teraz przejmuję się jego reakcją? Czy ta choroba tak na mnie wpływa?
- Ubieraj się. Wychodzimy - Jego głos rozniósł się po mojej sypialni niczym echo w pustym tunelu. Przetarłam tylko oczyma i niechętnie pomaszerowałam do walizek. Przyjechałam z dwoma, wracam z trzema. Typowa kobieta - Daj, pomogę Ci... - Już chciał chwytać za rączkę od największej torby, kiedy wyprzedziłam go. Nie potrzebowałam jego pomocy. Nie chciałam by się nade mną litował - O co Ci chodzi? - Warknął. Przez ułamek sekundy zlustrował moje ciało i ponownie skupił się na twarzy.
- Poradzę sobie.
- Masz jakiś problem? - Ciągnął tym swoim stanowczym tonem głosu. Zmarszczyłam lekko brwi i nie dając mu żadnej odpowiedzi, ruszyłam do przodu ciągnąc za sobą kolejno każdą walizkę. Oczywiście daleko nie zaszłam. Jak myślicie dlaczego? - Nie wygłupiaj się. To jest ciężkie a Ty nie możesz się męczyć....
- Daj mi spokój! - Wrzasnęłam - Mówię, że sobie pora......!
- Zamknij się wreszcie! Możesz przestać zachowywać się jak rozkapryszona księżniczka? Mam powoli dosyć Twojego zachowania!
- Jesteś kretynem - Warknęłam.
- A Ty .... - Chciał mnie obrazić, jednak na szczęście w ostatniej chwili się pohamował. Co za pieprzony dupek. Chwycił moją dłoń i sprawił bym na niego spojrzała - Wyglądasz zajebiście dobrze, jasne?
- Co...?
- Jajco kurwa. Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Jesteś zła na mnie za to jak wcześniej się zachowałem, ale nie miałem żadnej złej myśli o Tobie. Wręcz przeciwnie....
- Alan, przestań... - Po jego słowach, serce przyśpieszyło mi natychmiast a oddech stał się nierówny. Nagle chciałam aby zamilkł. Chciałam, aby nie dokańczał swojej wypowiedzi.
- No co? Skoro wkurwiłaś się, że tak zareagowałem to powiem Ci co naprawdę o Tobie myślę.
- Alan...
- Nie przerywaj mi! Jesteś zajebiście ładna, jasne? A teraz wyglądasz o wiele lepiej niż przedtem, tym bardziej, że mam słabość do blondynek. Masz piękne oczy i śliczny uśmiech. Zadowolona? Możemy już iść? - Zlustrował moje ciało a jego twarz przybrała minę nie wyrażającą żadnych uczuć.. Wkurwił się. Był zły na maksa. Był zły na mnie.
Nie dając mi szansy na odpowiedź, chwycił za walizki i wyszedł. Wiecie jak wyglądałam w tej chwili? Jak mała dziewczyna, która dostrzegła właśnie cud. Tylko czy to na pewno był cud? Wyrwał mnie z rozmyśleń jego ponaglający mnie głos. Nie mieliśmy zbytnio czasu, wiec nie mogłam zostać w tym miejscu jeszcze kilku minut dłużej. Potrząsnęłam głową i czym prędzej ruszyłam za chłopakiem wciąż nie pojmując tego co się wydarzyło. Powiedział, że jestem ładna... Alan tak powiedział...
- Gotowa? - Spytał się, gdy stanęliśmy ramię w ramię. Taksówka znajdująca się pod hotelem, mieściła już w sobie nasze walizki. Kiwnęłam głową na znak, że możemy jechać i zajęłam miejsce z prawej strony przy oknie. Ku mojemu zdziwieniu, Alan nie usiadł ze mną. Rozgościł się z przodu obok kierowcy. W lusterku dostrzegłam jak się we mnie wpatruje. Szybko spuściłam wzrok i dzięki bogu było zbyt ciemno by mógł dostrzec moje zaczerwienione policzki. Kurde, czego on chce? Przełknęłam gwałtownie ślinę a głowę oparłam o zimną szybę pojazdu. Jadąc ulicami miasta, miałam sporo czasu do przemyślenia przeróżnych spraw. Od kiedy mam taki kontakt z Alanem? Przecież od zawsze się nienawidziliśmy. Przez kilka lat w szkole, unikałam go jak ognia. Nasza pierwsza rozmowa, miała miejsce w szkole, kiedy zaczęli dokuczać Pauli. To był właśnie ten pierwszy raz, gdy się do niego odezwałam.
[...] - Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę. Odebrało mi dech w piersi. Zakryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik... [...]
Alan, od zawsze był tym najbardziej niebezpiecznym. To on postrzelił niegdyś policjanta i uciekł z miejsca wypadku. Nawet nie udzielił mu pomocy, nie przejął się zaistniałą sytuacją a teraz siedzę z nim w jednym samochodzie? Ehh.. Nie rozumiem już życia. Może to lepiej, że niedługo odejdę? Bo w sumie zadaję się z seryjnym mordercą a wcześniej chodziłam z jego przyjacielem, który też nie ma czystego konta. Matko, jakie to śmieszne.
Zajechaliśmy po Sebastiana i jego matkę i tak dwadzieścia minut później staliśmy na lotnisku. Sebastian nie ukrywał swojego zdziwienia na mój widok. Powiedział mi prosto w oczy, że jestem bardzo ładna i, że lepiej mi w tym kolorze. Uspokoiło mnie to trochę. Chociaż jemu się spodobało.
Na szczęście samolot był już na miejscu. Musiał być bo wracaliśmy wynajętym odrzutowcem a nie byle gównem. No wiec co? Wracamy do domu! Zajęłam miejsce na samym początku, tuż za drzwiami gdzie siedział pilot. Obojętne było mi to gdzie usiądę. Po prostu chciałam już być na miejscu. Sebastian z matką usiedli trzy fotele ode mnie a Alan rozsadził się na samym końcu. Spoglądałam na niego co chwilę zaciekawiona tym jaki ma humor, ale po jego minie nie dostrzegłam żadnych specjalny emocji. Miał twarz jak skała, która ciągle pokazywała to samo. No cóż. Spojrzałam jeszcze przez chwilę na Sebastiana, który strasznie mi kogoś przypominał. Osobę, chłopaka, którego niegdyś kochałam. Następnie oparłam głowę wygodnie o swoje siedzenie i zamknęłam oczy przenosząc się do krainy morfeusza. Śniło mi się dziecko. Nie znałam go, nie wiedziałam kim jest i dlaczego mi się przyśniło, ale było bardzo słodkie. Czułam tylko, że jest mi bardzo bliskie i, że jest strasznie dla mnie ważne. Sama siebie nie rozumiałam. Pewnie myślicie, że jestem wariatką, co? Być może. Najdziwniejsze było to, że kogoś mi przypominało... Niestety wtedy jeszcze nie wiedziałam o kogo chodzi.
Do kraju dojechaliśmy w kilka godzin. Nie macie pojęcia jaka byłam szczęśliwa. Nareszcie w domu! Droga minęła nam bez problemu. Dochodziła siódma rano i wszędzie już było widno. Zapach świeżo skoszonej trawy owiał moje zakatarzone nozdrza, dając możliwość poczucia tego pięknego zapachu.
- Zawieźcie nas do hotelu - Jako pierwsza odezwała się matka Sebastiana, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Lotnisko było mi bardzo znane.Nie raz już tu byłam. To po mamę, to po ojca.
- Nie - Wtrąciłam stanowczo - Nie będziecie spać w hotelu. Mam duży dom, pomieszczę wszystkich.
- Nie musisz tego robić... - Do dyskusji przyłączył się Sebastian. Zmierzył mnie od stóp wzwyż nawet się z tym nie kryjąc.
- Ale chcę - Wtrąciłam - I koniec dyskusji. Ja Was tu ściągnęłam, więc ja za Was odpowiadam. Pakujcie się do samochodu - Nie czekając na odpowiedź, ruszyłam w stronę czarnego BMW, którym kierował mojej mamy szofer. Od kiedy mamy pieniądze, tata zapewnił nam niesamowite luksusy. Musiałam jakoś wrócić do domu, prawda? Sebastian z matką wiedzieli, że są na straconej pozycji, ponieważ nie znali okolic, nie wiedzieli gdzie są i dlatego musieli się mnie słuchać. Na Alana liczyć nie mogli, więc zapakowali się do samochodu i zajęli miejsca z tyłu. Spojrzałam na blondyna, który własnie odpalał drugą fajkę. Speszona, podeszłam do niego, aby tylko się pożegnać. Tego wymagała ode mnie moja własna kultura - Więc co? Nasza przygoda dobiegła końca... - Podałam mu rękę którą oczywiście odrzucił i kiwając głową, ruszyłam w stronę swojego pojazdu. Nie przeszłam nawet kilku kroków, kiedy chwycił moją dłoń.
- Zaczekaj.. - Szepnął - Chciałbym się pożegnać...
- Więc? - Zdziwiłam sie - Na co czekasz? Wystarczy zwykłe cześć...
- Nie - Wtrącił - Ja.. Kurwa. Nie wiem co powiedzieć... - Ku mojemu jak i jego zdziwieniu, podskoczyłam do niego i go przytuliłam. Nie myślałam wtedy racjonalnie. Naprawdę. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale chciałam tego. Jeszcze większym zdziwieniem było to, że odwzajemnił mój uścisk. Wplótł swoją wielką dłoń w moje krótkie włosy i zaciągnął się ostro ich aromatem. Po chwili staliśmy naprzeciwko siebie, jakby to co się właśnie wydarzyło, było czymś niemożliwym.
- Ja...
- Hmm..
- Lepiej już pójdę.. - Wydukałam i odeszłam. Wsiadłam do pojazdu i nie patrząc się na niego, odjechałam wprost pod mój dom. Alan Frycz? Nie. Stanowczo nie!
Jak oszalała wpadłam do mieszkania. Miałam nadzieję, że rodzice śpią i uda mi się ich obudzić. Kuchnia pusta, salon też. Nic innego mi nie pozostało jak ich sypialnia. Kiedy Sebastian z matką rozgościli się w salonie, ja ucieszona, na boso wbiegłam po schodach i od razu udałam się do sypialni dwójki ludzi, którzy przyczynili się do moich narodzin. Nie pukając, otworzyłam drzwi na oścież i szybko wkroczyłam do środka. Spali!
- Wstawać! - Wrzasnęłam wskakując na ich łóżko. Najpierw przebudziła się mama, która na mój widok rozpłakała się ze szczęścia. Potem tata mocno mnie do siebie przytulił, prawie łamiąc mi przy tym kości - Też się cieszę, że Cię widzę... - Stęknęłam - Ale zaraz mnie połamiesz....- Nic sobie nie zrobił z moich słów. Objął mnie jeszcze mocniej i puścił dopiero wtedy, kiedy serio nie miałam czym oddychać.
- Ale kiedy?! - Ucieszyła się moja rodzicielka - Dlaczego nic nie powiedziałaś!? - Zbeształa mnie.
- Niespodzianka! - Zachichotałam. Dwójka dorosłych osób zaczęła mi się dokładnie przyglądać, jakby nie byli pewni czy to aby na pewno ja - Dlaczego tak mi się przyglądacie?
- Coś Ty zrobiła? - Wyszeptał ojciec. Przewróciłam oczyma. Mój staruszek od zawsze wolał szatynki, nie lubił farbowanych dziewczyn, ale mógł chociaż udawać, że mu się podoba, prawda?
- Wyglądasz ślicznie - Chociaż mama stała po mojej stronie. Kochałam tą kobietę niesamowicie mocno. Po długiej rozmowie, udałam się z nimi do salonu, gdzie przedstawiłam im moich nowych gości. Wytłumaczyłam co tu robią. Nie powiedziałam jednak całej prawdy. Nic nie wspomniałam o Ricku i jego bandzie. Powiedziałam tylko, że to właśnie mama Dylana i jego brat, którzy mają mu pomóc. Zgodzili się przenocować ich tak długo jak będzie to konieczne, tym bardziej, że mieliśmy do tego warunki.
Na koniec udałam się do swojego pokoju chcąc chwilę odpocząć od podróży. Zamknęłam drzwi na klucz i wygodnie rozwaliłam się na swoim wielkim łóżku. Moją uwagę przykuły zdjęcia moich przyjaciół. Chciałam jak najszybciej ich zobaczyć. Nie mogąc wytrzymać, wykonałam szybki telefon do Pauli, ale nie odbierała. Cholera! Zadzwoniłam więc do Michała, który niezbyt mnie zrozumiałam. Nakazałam mu tylko przyjechać do mnie jak najszybciej. Nie dając mu szansy na pytania, rozłączyłam się i czekałam. Był po 30 minutach. Wybiegłam z powrotem na zewnątrz i szczęśliwa jego widokiem, wskoczyłam na niego tym samym lądując z nim na ziemi.
- Ross! - Krzyknął zdziwiony - Co Ty tu robisz?! Wyglądasz inaczej....
- Wróciłam! Wróciłam, rozumiesz?! Jestem! - Przytuliłam go do siebie i poczułam ciepło jakim mnie obdarował. Naprawdę cieszył się z mojego powrotu. Za nic w świecie nie chciałam go teraz puścić. Był mi cholernie potrzebny.
- Zmieniłaś się...
- To źle? - Posmutniałam.
- Wyglądasz bardzo ładnie! - Złożył na moim policzku czułego buziaka i postawił mnie na nogi - Dlaczego nic nie mówiłaś? - Warknął - Wyjechałbym po Ciebie! - Wtedy nieoczekiwanie na zewnątrz wyszedł Sebastian. Michał zmierzył go całego, nie wierząc w to co widzi. Jego radość zamieniła się w złość a uśmiech znikł z jego twarzy - Co ten skurwiel tu robi?! - Warknął tym razem ostrym tonem głosu.
- Michał, uspokój się....
- Jak mam się uspokoić, kiedy ten debil tu jest!? Zapomniałaś co Ci zrobił!?
- To musi być pomyłka - Odezwał się mój nowy gość. Zbliżył się do nas i wyciągnął dłoń w geście zaprzyjaźnienia się - Jestem Sebastian. Pomyliłeś mnie z Dylanem.
- Co?
- Michał, poznaj Sebastiana, brata bliźniaka Dylana - mina mojego przyjaciela była bezcenna. Nie wiedział co powiedzieć, jak się zachować, więc tylko podał mu dłoń i lekko się uśmiechnął.
- Sorry, nie wiedziałem... - Speszył się.
- Nie ma sprawy. Pewnie nie Ty jeden tak zareagujesz - Zaśmiał sie - Widzę, że mój rzekomy brat nie cieszy się dobrą reputacją... - Gdy oni tak sobie czule rozmawiali, poczułam jak kręci mi się w głowie.
- Ross.. Wszystko w porządku? - Spytał Michał, widząc moją zmianę nastroju. Nie odpowiedziałam. Nie miałam sił ani czasu na odpowiedź. Kiwnęłam tylko przecząco głową i jak kłoda zleciałam na ziemię nie czując bólu, jaki czuć powinnam po upadku. Zapadłam w głęboki sen.. Znowu...