,, I am a fucker ''
Rozdział 2.
- Jeszcze jeden! - Krzyknęła Paulina, która już trzymała w prawej dłoni kolejny kieliszek z wódką. Nie była w najlepszym stanie. Raczej śmiało można stwierdzić, że ledwo trzymała się na nogach. Laura i Tomek mi kibicowali. Chyba również chcieli mnie schlać.
- Nie.. Już wystarczy - Protestowałam. Paulina miała urodziny, więc tylko i wyłącznie dlatego dałam się namówić na wypicie czegokolwiek. Nie jestem ulubienicą czystej żołądkowej. Raczej gustuje w piwach.
- Ross... Nie daj się prosić - Obróciłam się w bok, gdzie dosiadł się do naszego stolika Michał. Ten boski Michał, w którym się podkochiwałam chyba od zawsze. Przyjaźniliśmy się. Nic więcej. Wyglądał dziś uroczo i co gorsza, robiło mi się słabo na sam jego widok - Więc jak? Kolejny? - Spojrzałam mu głęboko w oczy. Tonęłam w jego spojrzeniu.
- Ale ostatni! - Mruknęłam a on się uśmiechnął - I pod warunkiem, że Ty też wypijesz kolejnego!
- Z przyjemnością - Puścił oczko w moją stronę, powodując tym, że moje poliki oblały wielkie, czerwone rumieńce. Napił się pierwszy. Teraz moja kolej. Wypiłam to zabójstwo. Potem kolejny raz i znowu. Doszło do tego, że nie mogłam ustać na nogach. W głowie mi ogromnie szumiało i straciłam rachubę czasu - Idę do ubikacji! - Wykrzyczałam przez te głośną muzykę obijającą się tu o każdą ścianę.
- Zaprowadzić Cię? - Zaoferował brunet. Już chciałam powiedzieć, że tak, że chętnie! Ale przecież co by sobie pomyśleli inni?
- Dam radę.
- Wracaj szybko - Posłał mi ciepły uśmiech a same słowa podziałały na mnie jak narkotyk. Aż odechciało mi się siku, ale mus to mus. Wstałam cała się chwiejąc i ruszyłam wolnym krokiem przed siebie. Wszystkie kible były zajęte. Trochę zajęło mi, abym wreszcie doczekała się swojej kolejki a gdy już do tego doszło, opróżniłam swój pęcherz, czując kojącą ulgę. Wróciłam po dwudziestu minutach, jednak nigdzie nie było mojej paczki przyjaciół. Dziwne. No, ale cóż. Usiadłam z powrotem na swoim miejscu z nadzieją, że za chwilę wszyscy wrócą, ale sekundy mijały a mnie się coraz bardziej nudziło. Nie miałam siły na nic przez ten pieprzony alkohol. Zaczęłam nucić sobie kawałek ulubionej piosenki jaką teraz puszczali.
- Wszystko gotowe? - Usłyszałam głos dochodzący tuż obok mnie. Zaciekawiona spojrzałam w tamtą stronę. O rzesz. Dylan Cooper, wysoki, dobrze zbudowany a raczej bardzo dobrze zbudowany szatyn z krótko przyciętymi włosami. Ubrany cały na czarno i Alan Frycz we własnej osobie. Zmroziło mi krew w żyłach. Co jak mnie zobaczą? Jak rozpoznają?! Patrząc się na szatyna, przypomniałam sobie wydarzenie sprzed kilku godziny.
,,
-
Ja... Błagam.. Zostaw mnie...
-
Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie
zgrywała bohaterki..
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! ''
Zadrżałam. Wpadłam w panikę i chciałam uciec gdzie pieprz rośnie byle by tylko obok niego nie siedzieć. Cholernie się go bałam.
- Już tylko czekamy na sygnał - Nie powinnam podsłuchiwać, ale nic innego nie miałam do roboty. Jaki sygnał? Zakryłam twarz dłonią, aby nie zwracać na siebie uwagi. Modliłam się w duchu by mnie nie rozpoznali.
- Dawaj to co zawsze - Dylan zwrócił się do barmana, który kiwnął mu głową na znak zrozumienia i zabrał się za robienie drinka. W tym samym czasie podeszła do nich szczupła szatynka w krótkich włosach, ubrana jak dziwka. Miała na sobie miniówkę, bluzkę sięgającą jej do pasa oraz wysokie, czarne szpilki. W nosie miała kolczyka, który wyglądał ohydnie. Zbliżyła się do Dylana i zaczęli się całować. To on ma dziewczynę? Niewiarygodne. Bardziej niewiarygodne było to, że dotykał ją po całym ciele a ona mu na to pozwalała. Tak przy wszystkich. Macał jej dupę, cycki, biodra, uda...
- Na co się gapisz? - Przełknęłam głośno ślinę. Alan wpatrywał się we mnie co oznaczało, że słowa wypowiedziane z jego ust, skierowano do mnie. Matko. Wpadłam... Obróciłam szybko głowę w bok nie chcąc mieć z nimi żadnych problemów i modliłam się, aby ktoś wreszcie się tu pojawił.
- Jestem - Aż podskoczyłam. Dłonie Michała zatrzymały się na moich biodrach a jego oddech czułam aż na policzku. Zarumieniłam się cała.
- Gdzie tak długo byłeś? - Spytałam od razu zapominając o tych dwóch chamach.
- Tańczyłem - Wzruszył ramionami.
- Z kim?
- Jakaś laska mnie poprosiła..
- To fajnie - Wtrąciłam - Jeszcze jednego! - Podniosłam palec do góry, aby barman wiedział co należy zrobić. Kiwnął głową.
- Ktoś tu się rozpija - Zaśmiał się brunet. Zignorowałam to - Kiedy zobaczyłem, że wróciłaś z toalety, od razu przyszedłem.
- Co? Nowa koleżanka Ci się znudziła? - Parsknęłam. Sama nie wierzyłam w to co mówię. Przemawiał przeze mnie alkohol.
- Rozalie Evans, czy Ty przypadkiem nie jesteś o mnie zazdrosna? - Uniósł jedną brew do góry a ja od razu poczułam palpitację serca. Że co kurwa?
- Ja? - Wybuchnęłam śmiechem. Dostałam swój kieliszek. Wzięłam szybkiego chlusta aż wykrzywiło mi twarz - Nigdy w życiu - Skłamałam. Wtedy podszedł do mnie jeszcze bliżej i objął moją twarz swoimi dłońmi.
- To niedobrze bo ja o Ciebie jestem cholernie zazdrosny - Spojrzałam mu w oczy. O cholera. Mówił całkowicie poważnie. Na dodatek był także wypity. Tak samo jak ja.
- Czy Ty właśnie powiedziałeś, że jesteś o mnie zazdrosny? - Proszę, niech on to powtórzy!
- Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć - Mruknął a następnie złożył czuły, delikatny i namiętny pocałunek na moich ustach. Ulala. Moje hormony buzowały we mnie jak opętane a serce prawie wyrwało mi się z piersi.
Kiedy skończył mnie całować, odsunął się ode mnie bardzo powoli. Na ustach miał triumfalny uśmiech.
- Dobrze całujesz - Wyszeptał. Boże, jak on mnie zawstydza! - Zatańczymy?
- No nie wiem..
- Chodź - Chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę parkietu. Uderzałam prawie o każdego z braku miejsca na sali, ale kto by się tym przejmował kiedy obok Ciebie jest miłość Twojego życia? Jedyne co mnie teraz obchodziło to to, że znajdowałam się w ramionach Michała - Ślicznie wyglądasz - Mruknął mi do ucha.
- Nie kłam...
- Nie kłamię - Spojrzał mi w oczy - Tak bardzo chcę Cię pocałować..
- Więc pocałuj... - Długo nie musiałam czekać. Tym razem mocno mnie do siebie przysunął a pocałunek był długi, mocny, namiętny i solidny - Marzyłem o tym od dawna - Wydyszał.
- Ja też.. - Uśmiechnęłam się bardzo zadowolona z obrotu sytuacji i dałam ponieść się uczuciom. Pół nocy z nim spędziłam. Doszło do jeszcze kilku pocałunków i nawet się przytulaliśmy. Zabawa była udana. Nie miałam sił myśleć o tym wszystkim racjonalnie ponieważ byłam kompletnie nawalona. Kiedy tylko obudzę się w łóżku, wszystko sobie przemyślę. Teraz jednak muszę wracać do domu. Dostałam SMS'a od mamy, czy wszystko w porządku. Michał był akurat w ubikacji a ja niestety nie miałam czasu, aby się z nim pożegnać więc tylko napisałam krótką wiadomość, że jutro się zobaczymy i pogadamy. Z Pauliną i resztą pożegnałam się na żywo, nie karząc im się odprowadzać, aby nie psuli sobie przeze mnie imprezy i opuściłam wreszcie bar. Do domu miałam może z 20 minut drogi chodnikiem. Miasto było oświetlone więc nie miałam się czego obawiać. Szłam myśląc tylko i wyłącznie o pocałunku z Michałem i nucąc sobie pod nosem pierwszą lepszą piosenkę jaka przyszła mi do głowy. Co za udany dzień! Byłam blisko banku. Co tu tak pełno samochodów? Już chciałam skręcać w prawo, kiedy coś mnie powstrzymało. Strzelanina. Hałasy wystraszonych ludzi i krzyki pieszych. Piski opon, spalona guma. Co się dzieje?
-
Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się
dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w
nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam
oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł
policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z
samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę.
Odebrało mi dech w piersi. Zaryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a
kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do
niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik.
Jechali w moją stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Zaczęłam się cofać do
tyłu, ale po chwili byli tuż przy mnie. Przez szybkę dostrzegłam, że
gapi się na mnie pasażer blondyna, który był z kolei szatynem. Chwila...
Ja go znam.. O rzesz w mordę. Nasz wzrok się napotkał a jego spojrzenie mówiło ,, Wrócę po Ciebie ... '' Odjechali. Nie umiałam wykrztusić z siebie ani
jednego słowa oraz nie miałam pojęcia co robić. Spojrzałam na rannego
mężczyznę. Byli przy nim już inni mundurowi, ale po ich zachowaniu
dostrzegłam, że jest bardzo źle.
Właśnie jestem świadkiem napadu z bronią palną i to na
dodatek na policjanta.. Nie, nie, nie! Nie czekając aż ktoś do mnie podejdzie, ruszyłam do biegu. Pierwszy raz w życiu tak szybko biegłam. Nawet alkohol ze mnie wyparował. Po chwili byłam w domu. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu udałam się do swojej sypialni. Moje ciało w dalszym ciągu się całe trzęsło. Dusiłam się własnym powietrzem nie mogąc wciąż uwierzyć w to wszystko. Teraz nawet zastanawiałam się czy to co widziałam wydarzyło się na żywo czy może moja wyobraźnia płata mi figle przez tą wielką ilość alkoholu jaką jej dziś zafundowałam? Miejmy nadzieję, że ta druga opcja jest trafna.
Wzięłam szybki, zimny prysznic i położyłam się spać. Jednak nie zasnęłam. Nie mogłam. Ciągle myślałam o tym czy to rzeczywiście się zdarzyło. Poszłam więc do kuchni wziąć tabletki nasenne, które pomogą mi zasnąć i popiłam je wodą. Kiedy wróciłam do łóżka, zamknęłam oczy a po któreś z kolei próbie zaśnięcia, w końcu mi się to udało....
czwartek, 30 kwietnia 2015
środa, 29 kwietnia 2015
,,I am a fucker ''
Rozdział 1.
Piątek. Ostatni dzień szkoły. 7:10. Budzik zaczął dzwonić. Wyłączyłam to przekleństwo i powolutku zwlekłam się z łóżka. Kiedy odblokowałam swój nowiutki telefon, dostrzegłam wiadomość od Pauliny.
,, Dziś będę szybciej ''
Niech to szlag! Szybko rzuciłam się w stronę szafy gdzie wygrzebałam jakieś ubrania a następnie byłam już w łazience szykując się do wyjścia tak szybko jak tylko potrafiłam. Nałożyłam na swoje ciało bluzkę na ramiączka i czarną bluzę z napisem ,, Fuck it '', ciasne, ciemne rurki oraz trampki za kostkę. Włosy pozostawiłam rozpuszczone a makijaż lekki. Wszystko podkreślił zapach moich cudownych perfum.
Pięć minut przed czasem byłam już w kuchni. Oczywiście nikogo poza mną tam nie było, ponieważ rodzice byli już od dwóch godzin w pracy. Zjadłam jajecznice przygotowaną przez moją kochaną mamę a kiedy popijałam ją sokiem, usłyszałam dźwięk klaksonu mojej przyjaciółki. Przyjechała. Uśmiechnęłam się pod nosem, zabrałam jeszcze tylko torbę z książkami i chwilę później, siedziałam już w jej samochodzie. Ciężko na niego pracowała, ale dla chcącego nic trudnego jak to się mówi, prawda? Musiała w wakacje pod wieczór zapierniczać do restauracji przyjaciół swojej rodziny, którzy byli jej właścicielami. Paulina miała wyjątkowo dobry humor. W sumie się jej nie dziwie ponieważ są jej urodziny.
- Najlepszego! - Wykrzyczałam i mocno ją do siebie przytuliłam. Cieszyłam się jak głupia. Można by powiedzieć, że nawet bardziej niż ona. Z torby z kolei wyciągnęłam małe pudełeczko, które od razu wręczyłam w jej dłoń - Otwórz - Rozkazałam wniebowzięta.
- Przecież wiesz, że nie musiałaś...
- Ale chciałam - Wtrąciłam - Więc nie narzekaj tylko spójrz co Ci dałam - Spiorunowałam ją wzrokiem na co się zaśmiała i zabrała do oglądania podarunku. Kiedy otworzyła drewniane pudełko, zakryła usta dłonią, aby nie zacząć krzyczeć. Do oczu naleciały jej łzy, czyli prezent udany.
- Jeju.. - Wyszeptała - Jakie śliczne... - Podarowałam jej małą, złotą bransoletkę z jej imieniem i dopiskiem ,, Na zawsze razem ''. Nie ma innej opcji.
- Nie ma za co - Prychnęłam.
- Dziękuję - Tym razem to ona przytuliła mnie.
Wreszcie odjechałyśmy z pod mojego domu. Jednak Paulina nie jechała w kierunku szkoły co mnie trochę zdziwiło.Tym bardziej, że znałam dokładnie miejsce w jakie jedziemy.
- Jadę po Michała - Odparła widząc moją minę - Dlatego dziś tak szybko. Zepsuł mu się samochód więc poprosił mnie o podwózkę.
- Spoko - Wzruszyłam ramionami a wzrok przeniosłam na mijające nas budynki. Chciałam ukryć zadowolenie jakie zawisło mi na twarzy. Nie udało się.
- Nie jesteś zła?
- Co ? - Parsknęłam - Nie.. - W głębi duszy się nawet cieszyłam. Bardzo mocno.
- Dalej Ci się podoba? - Właśnie w tym momencie piłam wodę z małej buteleczki, ale gdy usłyszałam słowa dochodzące z jej ust, zaczęłam się dusić przezroczystą substancją.
- Słucham? Oszalałaś...? - Twarz zalała mi się rumieńcem.
- Jestem Twoją przyjaciółką. Nie oszukasz mnie - Nim się obróciłam, już podjeżdżałyśmy pod mieszkanie Michała. Budynek był naprawdę wielki. Z przodu stały dwie, czarne i najnowszej marki Hondy NSX. Weranda istne cudo! Kwiaty naokoło kamiennego chodnika a sam przedni ogród robił ogromne wrażenie. Chłopak stał pod gigantycznymi drzwiami machając w naszą stronę. Był jednym z najbogatszych dzieciaków w naszej szkole. Nie jedna laska za nim latała.
- Wskakuj! - Wrzasnęła Paulina a brunet wykonał jej polecenie. Chwilę później już cała nasza trójka, jechała wprost do szkoły.
- Co tam piękne? - Spytał zapinając wolno pas.
- Jakoś leci - Wzruszyła obojętnie ramionami Paulina.
- A właśnie..Wszystkiego Najlepszego wiedźmo - ,, Wiedźmo '' tak właśnie się do niej zwracał. Od przedszkola się tak wyzywali i dokuczali sobie, ale w naszym towarzystwie to nic dziwnego. Przywykliśmy do gorszych słów.
- Dzięki - Pokazała mu fakera i puściła na ful muzykę. Nie słyszałam własnych myśli. Spojrzałam przypadkiem do lusterka. Wtedy dostrzegłam, że chłopak mi się przygląda....
Kiedy wreszcie dojechaliśmy pod budynek szkoły, Paulina zatrzymała się przed wejściem i rozkazała nam wysiąść.
- Idźcie na lekcje. Dojdę do Was jak zaparkuje! - Pokiwaliśmy głową i udaliśmy się do środka.
- To co? Idziemy dziś do baru, tak? - Spojrzałam na Michała.
- Chyba tak.. - Odrzekłam - Zabiłaby nas gdyby było inaczej.
- W końcu jej urodziny.. - Spojrzał na zegarek i westchnął - Musze lecieć.. Mam matmę.
- W porządku. Do potem.
- To do zobaczenia.
- Jasne.. - Chciałam odejść, kiedy złapał mnie za dłoń i pocałował w polik. Potem tylko się uśmiechnął i zaraz po tym zniknął. Dziwne.. Stałam tak przez chwilę osłupiała a ocknęłam się tylko wtedy, kiedy jakiś typ wpadł na mnie i przepraszając, odszedł. No, ale cóż. Zadzwonił dzwonek więc udałam się pod klasę gdzie odbywała się lekcja biologi. Pani Mroczyńska sprawdziła obecność a gdy Pauliny w dalszym ciągu nie było, poprosiłam nauczycielkę, aby puściła mnie do toalety. Oczywiście tak naprawdę chodziło mi o znalezienie przyjaciółki. Zgodziła się więc opuściłam klasę dziesięć minut od rozpoczęcia zajęć. Sprawdziłam każdą część szkoły a jej nigdzie nie było. Nawet nie odbierała telefonu. Co się kurde dzieje?! Ostatnie miejsce jakie przyszło mi do głowy, aby sprawdzić to parking. Udałam się tam biegiem, ale nigdzie jej nie widziałam.
- Paulina! - Krzyczałam w każdą stronę. Cisza. Może wróciła do domu? Ale po co? Wtedy usłyszałam krzyk. To ona! Ruszyłam ile sił w nogach w tamtą stronę a to co zobaczyłam chwilę później, zmroziło mi krew w żyłach. Paulina stała otoczona przez dwóch chłopaków, którzy ją zaczepiali. Dylan Cooper i jego przyjaciel.
Była wystraszona i nie wiedziała co robić. Najgorsze było to, że byli to szkolni chuligani. Niebezpieczni. Bardzo niebezpieczni. Zastanawiałam się czasem jak to możliwe, że jeszcze uczęszczają do tej szkoły.
Jak ona mogła z nimi zadrzeć?! Sama się ich cholernie bałam. Jak każdy zresztą. Cóż, to moja przyjaciółka więc czy tego chcę czy też nie, muszę coś zrobić.
- Zostawcie ją! - Krzyknęłam a oni w jednej chwili spojrzeli w moją stronę. Jeden z nich zaśmiał się szyderczo, drugi natomiast ruszył w moją stronę. Spanikowałam. Paulina wykorzystując sytuację, ruszyła do ucieczki.
- Ross! Uciekaj! - Wyrwał mnie z rozmyśleń jej głos. Tak.. tak.. Uciekać.. Westchnęłam szybko i zabrałam się do biegu. Wbiegłam do środka budynku, kierując się na samą górę a kiedy myślałam, że już go zgubiłam, oparłam się zmęczona o drzwi kantorka.
- Mam Cię szmato - Przestraszyłam się. Szatyn, dobrze zbudowany i z poważnym wyrazem twarzy, chwycił mnie za ramię, zatykając przy tym swoją dłonią moje usta. Szarpnął mną na tyle mocno, że chwilę później znaleźliśmy się u woźnego. Pomieszczenie było puste a on zamknął drzwi na zamek.
- Puść mnie! - Wrzasnęłam, kiedy zabrał swoją wielką rękę.
- Stul pysk bo pożałujesz! - Zrobiłam to. Zamknęłam się a on oparł się rękoma o ścianę blokując mi drogę ucieczki. I tak było już tu cholernie ciasno.
- Proszę... Wypuść mnie.. Nic Ci nie zrobiłam..
- Nic mi nie zrobiłaś a jednak tu jestem.
- Ja... Błagam.. Zostaw mnie...- Cała drżałam a jemu najwidoczniej podobał się ten widok. Tak jakby napawał się moim strachem, bólem.
- Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie zgrywała bohaterki - Uderzył z całej siły ręką w szafkę tak, że aż podskoczyłam. Zrobił to specjalnie. Gdy już myślałam, że sobie pójdzie, on złapał mnie za nadgarstek a z jednej z szuflad woźnego, wyciągnął sznurek.
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! - Zaczął związywać mi ręce tak, że nie mogłam nimi ruszyć. On jest jakiś chory.
- Puść! - Szarpałam się, ale nic mi to nie dało, więc zaczęłam krzyczeć. To był błąd. Usta napełnił mi jakimiś ścierkami tak, że nie mogłam ich wypluć. Ręce miałam teraz związane i przymocowane do jakiś rur a pozycja w jakiej się znajdowałam, nie należała do najwygodniejszych. Siedziałam skulona ze łzami w oczach wpatrując się w tego psychopatę. On się śmiał?
- Teraz zapamiętasz raz na zawsze kto tu rządzi - Mruczałam coś tak głośno jak było to tylko możliwe, ale przez niego, prawie wcale nie było mnie słychać - To nara malutka - Posłał mi chytry uśmieszek a kilka sekund później, już go przy mnie nie było. Co ja teraz zrobię?! Jak się stąd do kurwy nędzy wydostanę? [...]
- O jasna cholera.. - Usłyszałam czyjś głos. Powoli otworzyłam oczy nie wiedząc przez chwilę co się stało. Gdzie ja jestem? Spanikowana rozejrzałam się dookoła. No tak. W dalszym ciągu jestem w kantorku woźnego i to związana. Musiałam zasnąć ze zmęczenia. Kiedy moje próby ucieczki na nic się nie zdawały a ratunku nie było, zamknęłam po prostu oczy i odpłynęłam czekając.
Starszy o dobre kilkanaście lat mężczyzna, pomógł mi się wydostać na zewnątrz i tym właśnie uratował mnie od zostania w szkole na noc.
- Która godzina?!
- Niedawno skończyła się ostatnia lekcja.. Ale co się właściwie stało? Kto Ci to zrobił..
- Ja.. - Przypomniałam sobie twarz Dylana.
- Trzeba iść z tym do dyrektora....
- Nie! - Zaprzeczyłam. Jeżeli zakapowałabym na niego, to skończyłabym o wiele gorzej niż teraz - To była głupia zabawa.. Nic takiego..
- Jesteś cała roztrzęsiona..
- Wszystko w porządku - Wtrąciłam i biegiem stamtąd odeszłam. Telefon niestety był rozładowany więc nie miałam jak się skontaktować z przyjaciółmi. Zaklęłam pod nosem.
Do domu dojechałam taksówką, za którą zapłaciłam na miejscu. Zobaczyłam, że na parkingu stoi pojazd Pauliny. Przyjechała? Ale po co?
- Wróciłam! - Krzyknęłam wchodząc do mieszkania. Jednak odpowiedziała mi cisza - Halo?! Jest tu ktoś?!
- Gdzie byłaś?! - Obróciłam się jak oparzona. Za mną wyłoniła się moja najlepsza przyjaciółka, która była przerażona tak samo jak ja - Szukałam Cię po całej szkole! - Spojrzała na mnie a jej ton głosu, odrobinę się zmienił - Zrobił Ci coś? - Wyszeptała. Wtuliłam się w jej ramiona i za nic w świecie bym jej teraz nie puściła. Wybuchnęłam wielkim płaczem.
- On... Zamknął mnie w schowku.. - Jęknęłam drżąc na tamto wspomnienie.
- Co?! - Oburzyła się - Co zrobił?!
- Związał mnie i zamknął...To było straszne! - Przytuliłam ją jeszcze mocniej a ona odwzajemniła mój gest.
- To wszystko moja wina..
- Nie.. Nie myśl tak..
- To jest niedorzeczne..
- Nie chcę już o tym gadać.. Nie chcę nigdy więcej na niego wpaść.. on.. on jest.. nienormalny.. Jak Ty się tam znalazłaś? - Odsunęłam się od niej, patrząc głęboko w jej ciemne oczy.
- Rozmawiałam z Laurą przez telefon. Składała mi życzenia i umawiałyśmy się do baru wieczorem a gdy się rozłączyłam, oni stali już za mną..
- Czego chcieli?
- Spytali czy mam urodziny. Kiedy potaknęłam, zaśmiali się i zaczęli składać mi również życzenia. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolili..
- Nienawidzę ich!
- Zgłosisz to dyrekcji? On popełnił..
- Nigdy w życiu! - Wtrąciłam - Dobrze wiesz, że wtedy nie dałby mi spokoju.. To co zrobił to było ostrzeżenie, abym nigdy więcej nie udawała bohaterki... Więcej tego nie zrobi. Odczepi się..
- Rozmawialiście? - Uniosła brew do góry. Nie jestem pewna czy można nazwać to normalną rozmową.
- On jest nienormalny.. Czułam, że podoba mu się mój strach.. Był zadowolony kiedy się go bałam.. A Tobie..?
- Co mi?
- Jak udało się uciec?
- Zgubiłam go w ogrodzie...
- Dobra koniec tego.. Są Twoje urodziny więc nie psujmy sobie humorów przez tych idiotów.. Ten temat zamknięty! - Otarłam dłonią łzy spływające po moim policzku.
- Racja! - Uśmiechnęła się leciutko na co ja odpowiedziałam tym samym - Napijemy się dziś i zapomnimy o wszystkim! - Wybuchnęłam śmiechem na jej minę zadowolenia. Boże jak ja się cieszę, że ją mam...
Rozdział 1.
Piątek. Ostatni dzień szkoły. 7:10. Budzik zaczął dzwonić. Wyłączyłam to przekleństwo i powolutku zwlekłam się z łóżka. Kiedy odblokowałam swój nowiutki telefon, dostrzegłam wiadomość od Pauliny.
,, Dziś będę szybciej ''
Niech to szlag! Szybko rzuciłam się w stronę szafy gdzie wygrzebałam jakieś ubrania a następnie byłam już w łazience szykując się do wyjścia tak szybko jak tylko potrafiłam. Nałożyłam na swoje ciało bluzkę na ramiączka i czarną bluzę z napisem ,, Fuck it '', ciasne, ciemne rurki oraz trampki za kostkę. Włosy pozostawiłam rozpuszczone a makijaż lekki. Wszystko podkreślił zapach moich cudownych perfum.
Pięć minut przed czasem byłam już w kuchni. Oczywiście nikogo poza mną tam nie było, ponieważ rodzice byli już od dwóch godzin w pracy. Zjadłam jajecznice przygotowaną przez moją kochaną mamę a kiedy popijałam ją sokiem, usłyszałam dźwięk klaksonu mojej przyjaciółki. Przyjechała. Uśmiechnęłam się pod nosem, zabrałam jeszcze tylko torbę z książkami i chwilę później, siedziałam już w jej samochodzie. Ciężko na niego pracowała, ale dla chcącego nic trudnego jak to się mówi, prawda? Musiała w wakacje pod wieczór zapierniczać do restauracji przyjaciół swojej rodziny, którzy byli jej właścicielami. Paulina miała wyjątkowo dobry humor. W sumie się jej nie dziwie ponieważ są jej urodziny.
- Najlepszego! - Wykrzyczałam i mocno ją do siebie przytuliłam. Cieszyłam się jak głupia. Można by powiedzieć, że nawet bardziej niż ona. Z torby z kolei wyciągnęłam małe pudełeczko, które od razu wręczyłam w jej dłoń - Otwórz - Rozkazałam wniebowzięta.
- Przecież wiesz, że nie musiałaś...
- Ale chciałam - Wtrąciłam - Więc nie narzekaj tylko spójrz co Ci dałam - Spiorunowałam ją wzrokiem na co się zaśmiała i zabrała do oglądania podarunku. Kiedy otworzyła drewniane pudełko, zakryła usta dłonią, aby nie zacząć krzyczeć. Do oczu naleciały jej łzy, czyli prezent udany.
- Jeju.. - Wyszeptała - Jakie śliczne... - Podarowałam jej małą, złotą bransoletkę z jej imieniem i dopiskiem ,, Na zawsze razem ''. Nie ma innej opcji.
- Nie ma za co - Prychnęłam.
- Dziękuję - Tym razem to ona przytuliła mnie.
Wreszcie odjechałyśmy z pod mojego domu. Jednak Paulina nie jechała w kierunku szkoły co mnie trochę zdziwiło.Tym bardziej, że znałam dokładnie miejsce w jakie jedziemy.
- Jadę po Michała - Odparła widząc moją minę - Dlatego dziś tak szybko. Zepsuł mu się samochód więc poprosił mnie o podwózkę.
- Spoko - Wzruszyłam ramionami a wzrok przeniosłam na mijające nas budynki. Chciałam ukryć zadowolenie jakie zawisło mi na twarzy. Nie udało się.
- Nie jesteś zła?
- Co ? - Parsknęłam - Nie.. - W głębi duszy się nawet cieszyłam. Bardzo mocno.
- Dalej Ci się podoba? - Właśnie w tym momencie piłam wodę z małej buteleczki, ale gdy usłyszałam słowa dochodzące z jej ust, zaczęłam się dusić przezroczystą substancją.
- Słucham? Oszalałaś...? - Twarz zalała mi się rumieńcem.
- Jestem Twoją przyjaciółką. Nie oszukasz mnie - Nim się obróciłam, już podjeżdżałyśmy pod mieszkanie Michała. Budynek był naprawdę wielki. Z przodu stały dwie, czarne i najnowszej marki Hondy NSX. Weranda istne cudo! Kwiaty naokoło kamiennego chodnika a sam przedni ogród robił ogromne wrażenie. Chłopak stał pod gigantycznymi drzwiami machając w naszą stronę. Był jednym z najbogatszych dzieciaków w naszej szkole. Nie jedna laska za nim latała.
- Wskakuj! - Wrzasnęła Paulina a brunet wykonał jej polecenie. Chwilę później już cała nasza trójka, jechała wprost do szkoły.
- Co tam piękne? - Spytał zapinając wolno pas.
- Jakoś leci - Wzruszyła obojętnie ramionami Paulina.
- A właśnie..Wszystkiego Najlepszego wiedźmo - ,, Wiedźmo '' tak właśnie się do niej zwracał. Od przedszkola się tak wyzywali i dokuczali sobie, ale w naszym towarzystwie to nic dziwnego. Przywykliśmy do gorszych słów.
- Dzięki - Pokazała mu fakera i puściła na ful muzykę. Nie słyszałam własnych myśli. Spojrzałam przypadkiem do lusterka. Wtedy dostrzegłam, że chłopak mi się przygląda....
Kiedy wreszcie dojechaliśmy pod budynek szkoły, Paulina zatrzymała się przed wejściem i rozkazała nam wysiąść.
- Idźcie na lekcje. Dojdę do Was jak zaparkuje! - Pokiwaliśmy głową i udaliśmy się do środka.
- To co? Idziemy dziś do baru, tak? - Spojrzałam na Michała.
- Chyba tak.. - Odrzekłam - Zabiłaby nas gdyby było inaczej.
- W końcu jej urodziny.. - Spojrzał na zegarek i westchnął - Musze lecieć.. Mam matmę.
- W porządku. Do potem.
- To do zobaczenia.
- Jasne.. - Chciałam odejść, kiedy złapał mnie za dłoń i pocałował w polik. Potem tylko się uśmiechnął i zaraz po tym zniknął. Dziwne.. Stałam tak przez chwilę osłupiała a ocknęłam się tylko wtedy, kiedy jakiś typ wpadł na mnie i przepraszając, odszedł. No, ale cóż. Zadzwonił dzwonek więc udałam się pod klasę gdzie odbywała się lekcja biologi. Pani Mroczyńska sprawdziła obecność a gdy Pauliny w dalszym ciągu nie było, poprosiłam nauczycielkę, aby puściła mnie do toalety. Oczywiście tak naprawdę chodziło mi o znalezienie przyjaciółki. Zgodziła się więc opuściłam klasę dziesięć minut od rozpoczęcia zajęć. Sprawdziłam każdą część szkoły a jej nigdzie nie było. Nawet nie odbierała telefonu. Co się kurde dzieje?! Ostatnie miejsce jakie przyszło mi do głowy, aby sprawdzić to parking. Udałam się tam biegiem, ale nigdzie jej nie widziałam.
- Paulina! - Krzyczałam w każdą stronę. Cisza. Może wróciła do domu? Ale po co? Wtedy usłyszałam krzyk. To ona! Ruszyłam ile sił w nogach w tamtą stronę a to co zobaczyłam chwilę później, zmroziło mi krew w żyłach. Paulina stała otoczona przez dwóch chłopaków, którzy ją zaczepiali. Dylan Cooper i jego przyjaciel.
Była wystraszona i nie wiedziała co robić. Najgorsze było to, że byli to szkolni chuligani. Niebezpieczni. Bardzo niebezpieczni. Zastanawiałam się czasem jak to możliwe, że jeszcze uczęszczają do tej szkoły.
Jak ona mogła z nimi zadrzeć?! Sama się ich cholernie bałam. Jak każdy zresztą. Cóż, to moja przyjaciółka więc czy tego chcę czy też nie, muszę coś zrobić.
- Zostawcie ją! - Krzyknęłam a oni w jednej chwili spojrzeli w moją stronę. Jeden z nich zaśmiał się szyderczo, drugi natomiast ruszył w moją stronę. Spanikowałam. Paulina wykorzystując sytuację, ruszyła do ucieczki.
- Ross! Uciekaj! - Wyrwał mnie z rozmyśleń jej głos. Tak.. tak.. Uciekać.. Westchnęłam szybko i zabrałam się do biegu. Wbiegłam do środka budynku, kierując się na samą górę a kiedy myślałam, że już go zgubiłam, oparłam się zmęczona o drzwi kantorka.
- Mam Cię szmato - Przestraszyłam się. Szatyn, dobrze zbudowany i z poważnym wyrazem twarzy, chwycił mnie za ramię, zatykając przy tym swoją dłonią moje usta. Szarpnął mną na tyle mocno, że chwilę później znaleźliśmy się u woźnego. Pomieszczenie było puste a on zamknął drzwi na zamek.
- Puść mnie! - Wrzasnęłam, kiedy zabrał swoją wielką rękę.
- Stul pysk bo pożałujesz! - Zrobiłam to. Zamknęłam się a on oparł się rękoma o ścianę blokując mi drogę ucieczki. I tak było już tu cholernie ciasno.
- Proszę... Wypuść mnie.. Nic Ci nie zrobiłam..
- Nic mi nie zrobiłaś a jednak tu jestem.
- Ja... Błagam.. Zostaw mnie...- Cała drżałam a jemu najwidoczniej podobał się ten widok. Tak jakby napawał się moim strachem, bólem.
- Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie zgrywała bohaterki - Uderzył z całej siły ręką w szafkę tak, że aż podskoczyłam. Zrobił to specjalnie. Gdy już myślałam, że sobie pójdzie, on złapał mnie za nadgarstek a z jednej z szuflad woźnego, wyciągnął sznurek.
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! - Zaczął związywać mi ręce tak, że nie mogłam nimi ruszyć. On jest jakiś chory.
- Puść! - Szarpałam się, ale nic mi to nie dało, więc zaczęłam krzyczeć. To był błąd. Usta napełnił mi jakimiś ścierkami tak, że nie mogłam ich wypluć. Ręce miałam teraz związane i przymocowane do jakiś rur a pozycja w jakiej się znajdowałam, nie należała do najwygodniejszych. Siedziałam skulona ze łzami w oczach wpatrując się w tego psychopatę. On się śmiał?
- Teraz zapamiętasz raz na zawsze kto tu rządzi - Mruczałam coś tak głośno jak było to tylko możliwe, ale przez niego, prawie wcale nie było mnie słychać - To nara malutka - Posłał mi chytry uśmieszek a kilka sekund później, już go przy mnie nie było. Co ja teraz zrobię?! Jak się stąd do kurwy nędzy wydostanę? [...]
- O jasna cholera.. - Usłyszałam czyjś głos. Powoli otworzyłam oczy nie wiedząc przez chwilę co się stało. Gdzie ja jestem? Spanikowana rozejrzałam się dookoła. No tak. W dalszym ciągu jestem w kantorku woźnego i to związana. Musiałam zasnąć ze zmęczenia. Kiedy moje próby ucieczki na nic się nie zdawały a ratunku nie było, zamknęłam po prostu oczy i odpłynęłam czekając.
Starszy o dobre kilkanaście lat mężczyzna, pomógł mi się wydostać na zewnątrz i tym właśnie uratował mnie od zostania w szkole na noc.
- Która godzina?!
- Niedawno skończyła się ostatnia lekcja.. Ale co się właściwie stało? Kto Ci to zrobił..
- Ja.. - Przypomniałam sobie twarz Dylana.
- Trzeba iść z tym do dyrektora....
- Nie! - Zaprzeczyłam. Jeżeli zakapowałabym na niego, to skończyłabym o wiele gorzej niż teraz - To była głupia zabawa.. Nic takiego..
- Jesteś cała roztrzęsiona..
- Wszystko w porządku - Wtrąciłam i biegiem stamtąd odeszłam. Telefon niestety był rozładowany więc nie miałam jak się skontaktować z przyjaciółmi. Zaklęłam pod nosem.
Do domu dojechałam taksówką, za którą zapłaciłam na miejscu. Zobaczyłam, że na parkingu stoi pojazd Pauliny. Przyjechała? Ale po co?
- Wróciłam! - Krzyknęłam wchodząc do mieszkania. Jednak odpowiedziała mi cisza - Halo?! Jest tu ktoś?!
- Gdzie byłaś?! - Obróciłam się jak oparzona. Za mną wyłoniła się moja najlepsza przyjaciółka, która była przerażona tak samo jak ja - Szukałam Cię po całej szkole! - Spojrzała na mnie a jej ton głosu, odrobinę się zmienił - Zrobił Ci coś? - Wyszeptała. Wtuliłam się w jej ramiona i za nic w świecie bym jej teraz nie puściła. Wybuchnęłam wielkim płaczem.
- On... Zamknął mnie w schowku.. - Jęknęłam drżąc na tamto wspomnienie.
- Co?! - Oburzyła się - Co zrobił?!
- Związał mnie i zamknął...To było straszne! - Przytuliłam ją jeszcze mocniej a ona odwzajemniła mój gest.
- To wszystko moja wina..
- Nie.. Nie myśl tak..
- To jest niedorzeczne..
- Nie chcę już o tym gadać.. Nie chcę nigdy więcej na niego wpaść.. on.. on jest.. nienormalny.. Jak Ty się tam znalazłaś? - Odsunęłam się od niej, patrząc głęboko w jej ciemne oczy.
- Rozmawiałam z Laurą przez telefon. Składała mi życzenia i umawiałyśmy się do baru wieczorem a gdy się rozłączyłam, oni stali już za mną..
- Czego chcieli?
- Spytali czy mam urodziny. Kiedy potaknęłam, zaśmiali się i zaczęli składać mi również życzenia. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolili..
- Nienawidzę ich!
- Zgłosisz to dyrekcji? On popełnił..
- Nigdy w życiu! - Wtrąciłam - Dobrze wiesz, że wtedy nie dałby mi spokoju.. To co zrobił to było ostrzeżenie, abym nigdy więcej nie udawała bohaterki... Więcej tego nie zrobi. Odczepi się..
- Rozmawialiście? - Uniosła brew do góry. Nie jestem pewna czy można nazwać to normalną rozmową.
- On jest nienormalny.. Czułam, że podoba mu się mój strach.. Był zadowolony kiedy się go bałam.. A Tobie..?
- Co mi?
- Jak udało się uciec?
- Zgubiłam go w ogrodzie...
- Dobra koniec tego.. Są Twoje urodziny więc nie psujmy sobie humorów przez tych idiotów.. Ten temat zamknięty! - Otarłam dłonią łzy spływające po moim policzku.
- Racja! - Uśmiechnęła się leciutko na co ja odpowiedziałam tym samym - Napijemy się dziś i zapomnimy o wszystkim! - Wybuchnęłam śmiechem na jej minę zadowolenia. Boże jak ja się cieszę, że ją mam...
wtorek, 28 kwietnia 2015
,, I am a fucker ''
Historia opowiada losy dwojga ludzi z kompletnie różnych światów.
Dylan Cooper jest typem chłopaka nie owijającego w bawełnę. Nikt nie ma odwagi mu podpaść, ale jeżeli już dojdzie do takiej sytuacji, lepiej spieprzać gdzie pieprz rośnie. Nie szuka miłości ani tanich przygód. Ma swój sposób na życie i tylko nim się kieruje.
Rozalie to młoda, mądra i zdolna dziewczyna. Jej życie to wykonywanie każdego dnia tych samych czynności. Jednak wszystko ulega zmianie podczas powrotu późnego wieczoru do domu. Jest coś jeszcze....
,, Strzelanina. Hałasy wystraszonych ludzi i krzyki pieszych.
Piski opon, spalona guma.
Co się dzieje?
- Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę. Odebrało mi dech w piersi. Zaryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik. Jechali w moją stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Zaczęłam się cofać do tyłu, ale po chwili byli tuż przy mnie. Przez szybkę dostrzegłam, że gapi się na mnie pasażer blondyna, który był z kolei szatynem. Chwila... Ja go znam.. O rzesz w mordę. Nasz wzrok się napotkał a jego spojrzenie mówiło ,, Wrócę po Ciebie ... '' Odjechali. Nie umiałam wykrztusić z siebie ani jednego słowa oraz nie miałam pojęcia co robić. Spojrzałam na rannego mężczyznę. Byli przy nim już inni mundurowi, ale po ich zachowaniu dostrzegłam, że jest bardzo źle.
Właśnie jestem świadkiem napadu z bronią palną i to na dodatek na policjanta [...]
Historia opowiada losy dwojga ludzi z kompletnie różnych światów.
Dylan Cooper jest typem chłopaka nie owijającego w bawełnę. Nikt nie ma odwagi mu podpaść, ale jeżeli już dojdzie do takiej sytuacji, lepiej spieprzać gdzie pieprz rośnie. Nie szuka miłości ani tanich przygód. Ma swój sposób na życie i tylko nim się kieruje.
Rozalie to młoda, mądra i zdolna dziewczyna. Jej życie to wykonywanie każdego dnia tych samych czynności. Jednak wszystko ulega zmianie podczas powrotu późnego wieczoru do domu. Jest coś jeszcze....
,, Strzelanina. Hałasy wystraszonych ludzi i krzyki pieszych.
Piski opon, spalona guma.
Co się dzieje?
- Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę. Odebrało mi dech w piersi. Zaryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik. Jechali w moją stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Zaczęłam się cofać do tyłu, ale po chwili byli tuż przy mnie. Przez szybkę dostrzegłam, że gapi się na mnie pasażer blondyna, który był z kolei szatynem. Chwila... Ja go znam.. O rzesz w mordę. Nasz wzrok się napotkał a jego spojrzenie mówiło ,, Wrócę po Ciebie ... '' Odjechali. Nie umiałam wykrztusić z siebie ani jednego słowa oraz nie miałam pojęcia co robić. Spojrzałam na rannego mężczyznę. Byli przy nim już inni mundurowi, ale po ich zachowaniu dostrzegłam, że jest bardzo źle.
Właśnie jestem świadkiem napadu z bronią palną i to na dodatek na policjanta [...]
Subskrybuj:
Posty (Atom)