,, I am a fucker ''
Rozdział 2.
- Jeszcze jeden! - Krzyknęła Paulina, która już trzymała w prawej dłoni kolejny kieliszek z wódką. Nie była w najlepszym stanie. Raczej śmiało można stwierdzić, że ledwo trzymała się na nogach. Laura i Tomek mi kibicowali. Chyba również chcieli mnie schlać.
- Nie.. Już wystarczy - Protestowałam. Paulina miała urodziny, więc tylko i wyłącznie dlatego dałam się namówić na wypicie czegokolwiek. Nie jestem ulubienicą czystej żołądkowej. Raczej gustuje w piwach.
- Ross... Nie daj się prosić - Obróciłam się w bok, gdzie dosiadł się do naszego stolika Michał. Ten boski Michał, w którym się podkochiwałam chyba od zawsze. Przyjaźniliśmy się. Nic więcej. Wyglądał dziś uroczo i co gorsza, robiło mi się słabo na sam jego widok - Więc jak? Kolejny? - Spojrzałam mu głęboko w oczy. Tonęłam w jego spojrzeniu.
- Ale ostatni! - Mruknęłam a on się uśmiechnął - I pod warunkiem, że Ty też wypijesz kolejnego!
- Z przyjemnością - Puścił oczko w moją stronę, powodując tym, że moje poliki oblały wielkie, czerwone rumieńce. Napił się pierwszy. Teraz moja kolej. Wypiłam to zabójstwo. Potem kolejny raz i znowu. Doszło do tego, że nie mogłam ustać na nogach. W głowie mi ogromnie szumiało i straciłam rachubę czasu - Idę do ubikacji! - Wykrzyczałam przez te głośną muzykę obijającą się tu o każdą ścianę.
- Zaprowadzić Cię? - Zaoferował brunet. Już chciałam powiedzieć, że tak, że chętnie! Ale przecież co by sobie pomyśleli inni?
- Dam radę.
- Wracaj szybko - Posłał mi ciepły uśmiech a same słowa podziałały na mnie jak narkotyk. Aż odechciało mi się siku, ale mus to mus. Wstałam cała się chwiejąc i ruszyłam wolnym krokiem przed siebie. Wszystkie kible były zajęte. Trochę zajęło mi, abym wreszcie doczekała się swojej kolejki a gdy już do tego doszło, opróżniłam swój pęcherz, czując kojącą ulgę. Wróciłam po dwudziestu minutach, jednak nigdzie nie było mojej paczki przyjaciół. Dziwne. No, ale cóż. Usiadłam z powrotem na swoim miejscu z nadzieją, że za chwilę wszyscy wrócą, ale sekundy mijały a mnie się coraz bardziej nudziło. Nie miałam siły na nic przez ten pieprzony alkohol. Zaczęłam nucić sobie kawałek ulubionej piosenki jaką teraz puszczali.
- Wszystko gotowe? - Usłyszałam głos dochodzący tuż obok mnie. Zaciekawiona spojrzałam w tamtą stronę. O rzesz. Dylan Cooper, wysoki, dobrze zbudowany a raczej bardzo dobrze zbudowany szatyn z krótko przyciętymi włosami. Ubrany cały na czarno i Alan Frycz we własnej osobie. Zmroziło mi krew w żyłach. Co jak mnie zobaczą? Jak rozpoznają?! Patrząc się na szatyna, przypomniałam sobie wydarzenie sprzed kilku godziny.
,,
-
Ja... Błagam.. Zostaw mnie...
-
Dam Ci dobrą radę. Lepiej, abyś już nigdy nie wpadła mi w drogę i nie
zgrywała bohaterki..
- Co Ty...
- Zamknij się - Warknął.
- Oszalałeś...
- Mówię zamknij się! ''
Zadrżałam. Wpadłam w panikę i chciałam uciec gdzie pieprz rośnie byle by tylko obok niego nie siedzieć. Cholernie się go bałam.
- Już tylko czekamy na sygnał - Nie powinnam podsłuchiwać, ale nic innego nie miałam do roboty. Jaki sygnał? Zakryłam twarz dłonią, aby nie zwracać na siebie uwagi. Modliłam się w duchu by mnie nie rozpoznali.
- Dawaj to co zawsze - Dylan zwrócił się do barmana, który kiwnął mu głową na znak zrozumienia i zabrał się za robienie drinka. W tym samym czasie podeszła do nich szczupła szatynka w krótkich włosach, ubrana jak dziwka. Miała na sobie miniówkę, bluzkę sięgającą jej do pasa oraz wysokie, czarne szpilki. W nosie miała kolczyka, który wyglądał ohydnie. Zbliżyła się do Dylana i zaczęli się całować. To on ma dziewczynę? Niewiarygodne. Bardziej niewiarygodne było to, że dotykał ją po całym ciele a ona mu na to pozwalała. Tak przy wszystkich. Macał jej dupę, cycki, biodra, uda...
- Na co się gapisz? - Przełknęłam głośno ślinę. Alan wpatrywał się we mnie co oznaczało, że słowa wypowiedziane z jego ust, skierowano do mnie. Matko. Wpadłam... Obróciłam szybko głowę w bok nie chcąc mieć z nimi żadnych problemów i modliłam się, aby ktoś wreszcie się tu pojawił.
- Jestem - Aż podskoczyłam. Dłonie Michała zatrzymały się na moich biodrach a jego oddech czułam aż na policzku. Zarumieniłam się cała.
- Gdzie tak długo byłeś? - Spytałam od razu zapominając o tych dwóch chamach.
- Tańczyłem - Wzruszył ramionami.
- Z kim?
- Jakaś laska mnie poprosiła..
- To fajnie - Wtrąciłam - Jeszcze jednego! - Podniosłam palec do góry, aby barman wiedział co należy zrobić. Kiwnął głową.
- Ktoś tu się rozpija - Zaśmiał się brunet. Zignorowałam to - Kiedy zobaczyłem, że wróciłaś z toalety, od razu przyszedłem.
- Co? Nowa koleżanka Ci się znudziła? - Parsknęłam. Sama nie wierzyłam w to co mówię. Przemawiał przeze mnie alkohol.
- Rozalie Evans, czy Ty przypadkiem nie jesteś o mnie zazdrosna? - Uniósł jedną brew do góry a ja od razu poczułam palpitację serca. Że co kurwa?
- Ja? - Wybuchnęłam śmiechem. Dostałam swój kieliszek. Wzięłam szybkiego chlusta aż wykrzywiło mi twarz - Nigdy w życiu - Skłamałam. Wtedy podszedł do mnie jeszcze bliżej i objął moją twarz swoimi dłońmi.
- To niedobrze bo ja o Ciebie jestem cholernie zazdrosny - Spojrzałam mu w oczy. O cholera. Mówił całkowicie poważnie. Na dodatek był także wypity. Tak samo jak ja.
- Czy Ty właśnie powiedziałeś, że jesteś o mnie zazdrosny? - Proszę, niech on to powtórzy!
- Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć - Mruknął a następnie złożył czuły, delikatny i namiętny pocałunek na moich ustach. Ulala. Moje hormony buzowały we mnie jak opętane a serce prawie wyrwało mi się z piersi.
Kiedy skończył mnie całować, odsunął się ode mnie bardzo powoli. Na ustach miał triumfalny uśmiech.
- Dobrze całujesz - Wyszeptał. Boże, jak on mnie zawstydza! - Zatańczymy?
- No nie wiem..
- Chodź - Chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę parkietu. Uderzałam prawie o każdego z braku miejsca na sali, ale kto by się tym przejmował kiedy obok Ciebie jest miłość Twojego życia? Jedyne co mnie teraz obchodziło to to, że znajdowałam się w ramionach Michała - Ślicznie wyglądasz - Mruknął mi do ucha.
- Nie kłam...
- Nie kłamię - Spojrzał mi w oczy - Tak bardzo chcę Cię pocałować..
- Więc pocałuj... - Długo nie musiałam czekać. Tym razem mocno mnie do siebie przysunął a pocałunek był długi, mocny, namiętny i solidny - Marzyłem o tym od dawna - Wydyszał.
- Ja też.. - Uśmiechnęłam się bardzo zadowolona z obrotu sytuacji i dałam ponieść się uczuciom. Pół nocy z nim spędziłam. Doszło do jeszcze kilku pocałunków i nawet się przytulaliśmy. Zabawa była udana. Nie miałam sił myśleć o tym wszystkim racjonalnie ponieważ byłam kompletnie nawalona. Kiedy tylko obudzę się w łóżku, wszystko sobie przemyślę. Teraz jednak muszę wracać do domu. Dostałam SMS'a od mamy, czy wszystko w porządku. Michał był akurat w ubikacji a ja niestety nie miałam czasu, aby się z nim pożegnać więc tylko napisałam krótką wiadomość, że jutro się zobaczymy i pogadamy. Z Pauliną i resztą pożegnałam się na żywo, nie karząc im się odprowadzać, aby nie psuli sobie przeze mnie imprezy i opuściłam wreszcie bar. Do domu miałam może z 20 minut drogi chodnikiem. Miasto było oświetlone więc nie miałam się czego obawiać. Szłam myśląc tylko i wyłącznie o pocałunku z Michałem i nucąc sobie pod nosem pierwszą lepszą piosenkę jaka przyszła mi do głowy. Co za udany dzień! Byłam blisko banku. Co tu tak pełno samochodów? Już chciałam skręcać w prawo, kiedy coś mnie powstrzymało. Strzelanina. Hałasy wystraszonych ludzi i krzyki pieszych. Piski opon, spalona guma. Co się dzieje?
-
Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się
dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w
nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam
oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł
policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z
samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę.
Odebrało mi dech w piersi. Zaryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a
kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do
niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik.
Jechali w moją stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Zaczęłam się cofać do
tyłu, ale po chwili byli tuż przy mnie. Przez szybkę dostrzegłam, że
gapi się na mnie pasażer blondyna, który był z kolei szatynem. Chwila...
Ja go znam.. O rzesz w mordę. Nasz wzrok się napotkał a jego spojrzenie mówiło ,, Wrócę po Ciebie ... '' Odjechali. Nie umiałam wykrztusić z siebie ani
jednego słowa oraz nie miałam pojęcia co robić. Spojrzałam na rannego
mężczyznę. Byli przy nim już inni mundurowi, ale po ich zachowaniu
dostrzegłam, że jest bardzo źle.
Właśnie jestem świadkiem napadu z bronią palną i to na
dodatek na policjanta.. Nie, nie, nie! Nie czekając aż ktoś do mnie podejdzie, ruszyłam do biegu. Pierwszy raz w życiu tak szybko biegłam. Nawet alkohol ze mnie wyparował. Po chwili byłam w domu. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu udałam się do swojej sypialni. Moje ciało w dalszym ciągu się całe trzęsło. Dusiłam się własnym powietrzem nie mogąc wciąż uwierzyć w to wszystko. Teraz nawet zastanawiałam się czy to co widziałam wydarzyło się na żywo czy może moja wyobraźnia płata mi figle przez tą wielką ilość alkoholu jaką jej dziś zafundowałam? Miejmy nadzieję, że ta druga opcja jest trafna.
Wzięłam szybki, zimny prysznic i położyłam się spać. Jednak nie zasnęłam. Nie mogłam. Ciągle myślałam o tym czy to rzeczywiście się zdarzyło. Poszłam więc do kuchni wziąć tabletki nasenne, które pomogą mi zasnąć i popiłam je wodą. Kiedy wróciłam do łóżka, zamknęłam oczy a po któreś z kolei próbie zaśnięcia, w końcu mi się to udało....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz