Rozdział 9
,, I am not a fucker ''
***ALAN***
Ten pierdolony skurwiel nie odbiera telefonu. Co jest grane?! Przecież zasięg mam, sygnał też. W co ten fiut pogrywa? Nie odebrał nawet jak dzwoniłem wczoraj i przedwczoraj. Coś jest nie tak.
- Kurwa mać! - Wrzasnąłem waląc pięścią w ścianę. Aż mnie dziwka zabolała. Naprawdę nie miałem dużo czasu. Musiałem jak najszybciej wrócić do kraju bo sprawy coraz bardziej nam się komplikują. Mówiąc nam, mam na myśli oczywiście tylko i wyłącznie siebie. Rick coś podejrzewa, dlatego każe mi się wstawić w przeciągu kilku godzin w bazie. Pewnie to pierdolone szmacisko coś mu nagadało. Nie rozumiem jak Dylan mógł ją bzykać. Przecież Roksana jest tak brzydka jak moja dupa. Nie no bez przesady. Moja dupa jest zajebista, ale ona? Chuj na samą myśl chowa mi się w gaciach.
Nie wiem czy zdążę na wyznaczoną godzinę, ale mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli bo inaczej będę trupem. Martwym trupem z jajami na wierzchu. Moja śmierć byłaby bolesna. Pewnie sam błagałbym, aby jak najszybciej mnie zabili niżeli miałbym tyle cierpieć.
Aby lekko się odprężyć, wziąłem do ręki gitarkę, jednak granie w tej chwili mi zbytnio nie wychodziło. Nie trafiałem w dźwięki, gitara szczerze mówiąc była rozstrojona a ja nie wiedziałem co grać. Oprócz Ricka, moją głowę przejęła inna nurtująca mnie wciąż myśl.
- Ross... - Szepnąłem ledwo słyszalnym głosem. Długie czarne
włosy, zmieniły się w długość do ramion a kolor włosów stał
się o wiele jaśniejszy. Teraz to nie była szatynka, lecz
blondynka. Bardzo ładna blondynka. Zgrabne ciało, idealna sylwetka
i te jej cudowne kształty. Jednakże mimo piorunującej przemiany,
dalej można było zauważyć jej podkrążone oczy czy siniaki na
ciele.
Kurwa, czemu ja o niej w ogóle myślę? Aby nie tracić zdrowego rozsądku, wziąłem do ręki fajkę i nie czekając na nic, odpaliłem to gówno czując w ustach smak czekoladowego tytoniu - O tak... - Smak tej trutki kojąco wpływał na mój przemęczony organizm. Ta wycieczka wycisnęła ze mnie siódme poty. Serio. Dlaczego tylko zareagowałem w taki sposób na widok Ross? Odebrała moją reakcję niewłaściwie. Do oczu naleciały jej łzy po czym wybiegła z mojego pokoju. Cholera, nie miałem nic złego na myśli wypowiadając tamte słowa. Wręcz przeciwnie. Wyglądała zajebiście dobrze. Za dobrze....
***ROSS***
Od piętnastu minut byłam gotowa do wyjazdu. Nawet kiedy ten dupek wparował do mojego pokoju by mnie obudzić, w rzeczywistości nawet nie zmrużyłam oka. Nie mogłam spać wiedząc, że za niedługo wracam do rodziców. Byłam zbyt podekscytowana. W międzyczasie zdążyłam zwymiotować do kibla i wydmuchać kilo smarków w chusteczkę. Nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego w jakim kiepskim stanie się znajduję. Do tego reakcja tego kretyna na mój widok, sprawiła, że poczułam się jeszcze gorzej. Zaczęłam żałować wizyty u fryzjera. Skoro on mnie wyśmiał to co powiedzą moi znajomi? Będę pośmiewiskiem całego miasta? Myślałam, że dobrze wyglądam, ale najwidoczniej się myliłam. Jak zawsze zresztą. Tylko od kiedy zdanie tego chama mnie obchodzi? Zawsze miałam go w dupie a teraz przejmuję się jego reakcją? Czy ta choroba tak na mnie wpływa?
- Ubieraj się. Wychodzimy - Jego głos rozniósł się po mojej sypialni niczym echo w pustym tunelu. Przetarłam tylko oczyma i niechętnie pomaszerowałam do walizek. Przyjechałam z dwoma, wracam z trzema. Typowa kobieta - Daj, pomogę Ci... - Już chciał chwytać za rączkę od największej torby, kiedy wyprzedziłam go. Nie potrzebowałam jego pomocy. Nie chciałam by się nade mną litował - O co Ci chodzi? - Warknął. Przez ułamek sekundy zlustrował moje ciało i ponownie skupił się na twarzy.
- Poradzę sobie.
- Masz jakiś problem? - Ciągnął tym swoim stanowczym tonem głosu. Zmarszczyłam lekko brwi i nie dając mu żadnej odpowiedzi, ruszyłam do przodu ciągnąc za sobą kolejno każdą walizkę. Oczywiście daleko nie zaszłam. Jak myślicie dlaczego? - Nie wygłupiaj się. To jest ciężkie a Ty nie możesz się męczyć....
- Daj mi spokój! - Wrzasnęłam - Mówię, że sobie pora......!
- Zamknij się wreszcie! Możesz przestać zachowywać się jak rozkapryszona księżniczka? Mam powoli dosyć Twojego zachowania!
- Jesteś kretynem - Warknęłam.
- A Ty .... - Chciał mnie obrazić, jednak na szczęście w ostatniej chwili się pohamował. Co za pieprzony dupek. Chwycił moją dłoń i sprawił bym na niego spojrzała - Wyglądasz zajebiście dobrze, jasne?
- Co...?
- Jajco kurwa. Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Jesteś zła na mnie za to jak wcześniej się zachowałem, ale nie miałem żadnej złej myśli o Tobie. Wręcz przeciwnie....
- Alan, przestań... - Po jego słowach, serce przyśpieszyło mi natychmiast a oddech stał się nierówny. Nagle chciałam aby zamilkł. Chciałam, aby nie dokańczał swojej wypowiedzi.
- No co? Skoro wkurwiłaś się, że tak zareagowałem to powiem Ci co naprawdę o Tobie myślę.
- Alan...
- Nie przerywaj mi! Jesteś zajebiście ładna, jasne? A teraz wyglądasz o wiele lepiej niż przedtem, tym bardziej, że mam słabość do blondynek. Masz piękne oczy i śliczny uśmiech. Zadowolona? Możemy już iść? - Zlustrował moje ciało a jego twarz przybrała minę nie wyrażającą żadnych uczuć.. Wkurwił się. Był zły na maksa. Był zły na mnie.
Nie dając mi szansy na odpowiedź, chwycił za walizki i wyszedł. Wiecie jak wyglądałam w tej chwili? Jak mała dziewczyna, która dostrzegła właśnie cud. Tylko czy to na pewno był cud? Wyrwał mnie z rozmyśleń jego ponaglający mnie głos. Nie mieliśmy zbytnio czasu, wiec nie mogłam zostać w tym miejscu jeszcze kilku minut dłużej. Potrząsnęłam głową i czym prędzej ruszyłam za chłopakiem wciąż nie pojmując tego co się wydarzyło. Powiedział, że jestem ładna... Alan tak powiedział...
- Gotowa? - Spytał się, gdy stanęliśmy ramię w ramię. Taksówka znajdująca się pod hotelem, mieściła już w sobie nasze walizki. Kiwnęłam głową na znak, że możemy jechać i zajęłam miejsce z prawej strony przy oknie. Ku mojemu zdziwieniu, Alan nie usiadł ze mną. Rozgościł się z przodu obok kierowcy. W lusterku dostrzegłam jak się we mnie wpatruje. Szybko spuściłam wzrok i dzięki bogu było zbyt ciemno by mógł dostrzec moje zaczerwienione policzki. Kurde, czego on chce? Przełknęłam gwałtownie ślinę a głowę oparłam o zimną szybę pojazdu. Jadąc ulicami miasta, miałam sporo czasu do przemyślenia przeróżnych spraw. Od kiedy mam taki kontakt z Alanem? Przecież od zawsze się nienawidziliśmy. Przez kilka lat w szkole, unikałam go jak ognia. Nasza pierwsza rozmowa, miała miejsce w szkole, kiedy zaczęli dokuczać Pauli. To był właśnie ten pierwszy raz, gdy się do niego odezwałam.
[...] - Spierdalamy! - Usłyszałam krzyk jakiegoś faceta. Rozejrzałam się dookoła. Zadrżałam. Napad na bank. Powinnam zacząć uciekać ile sił w nogach, ale zamiast tego, stałam jak kamień. W sumie byłam na uboczu. Nikt mnie nie widział - Kurwa! Psy! - Mrugnęłam oczyma. W stronę gdzie siedziało dwóch młodych chłopaków, biegł policjant. Nim zdążył się zorientować co się święci, blondyn wysiadł z samochodu i oddał kilka strzałów w starszego od siebie mężczyznę. Odebrało mi dech w piersi. Zakryłam usta dłonią, aby nie krzyczeć. Facet zaczął dławić się własnym powietrzem a kilka sekund później, runął na ziemię jak kłoda. Natomiast ten, który do niego strzelał, z powrotem wskoczył do pojazdu i odpalił silnik... [...]
Alan, od zawsze był tym najbardziej niebezpiecznym. To on postrzelił niegdyś policjanta i uciekł z miejsca wypadku. Nawet nie udzielił mu pomocy, nie przejął się zaistniałą sytuacją a teraz siedzę z nim w jednym samochodzie? Ehh.. Nie rozumiem już życia. Może to lepiej, że niedługo odejdę? Bo w sumie zadaję się z seryjnym mordercą a wcześniej chodziłam z jego przyjacielem, który też nie ma czystego konta. Matko, jakie to śmieszne.
Zajechaliśmy po Sebastiana i jego matkę i tak dwadzieścia minut później staliśmy na lotnisku. Sebastian nie ukrywał swojego zdziwienia na mój widok. Powiedział mi prosto w oczy, że jestem bardzo ładna i, że lepiej mi w tym kolorze. Uspokoiło mnie to trochę. Chociaż jemu się spodobało.
Na szczęście samolot był już na miejscu. Musiał być bo wracaliśmy wynajętym odrzutowcem a nie byle gównem. No wiec co? Wracamy do domu! Zajęłam miejsce na samym początku, tuż za drzwiami gdzie siedział pilot. Obojętne było mi to gdzie usiądę. Po prostu chciałam już być na miejscu. Sebastian z matką usiedli trzy fotele ode mnie a Alan rozsadził się na samym końcu. Spoglądałam na niego co chwilę zaciekawiona tym jaki ma humor, ale po jego minie nie dostrzegłam żadnych specjalny emocji. Miał twarz jak skała, która ciągle pokazywała to samo. No cóż. Spojrzałam jeszcze przez chwilę na Sebastiana, który strasznie mi kogoś przypominał. Osobę, chłopaka, którego niegdyś kochałam. Następnie oparłam głowę wygodnie o swoje siedzenie i zamknęłam oczy przenosząc się do krainy morfeusza. Śniło mi się dziecko. Nie znałam go, nie wiedziałam kim jest i dlaczego mi się przyśniło, ale było bardzo słodkie. Czułam tylko, że jest mi bardzo bliskie i, że jest strasznie dla mnie ważne. Sama siebie nie rozumiałam. Pewnie myślicie, że jestem wariatką, co? Być może. Najdziwniejsze było to, że kogoś mi przypominało... Niestety wtedy jeszcze nie wiedziałam o kogo chodzi.
Do kraju dojechaliśmy w kilka godzin. Nie macie pojęcia jaka byłam szczęśliwa. Nareszcie w domu! Droga minęła nam bez problemu. Dochodziła siódma rano i wszędzie już było widno. Zapach świeżo skoszonej trawy owiał moje zakatarzone nozdrza, dając możliwość poczucia tego pięknego zapachu.
- Zawieźcie nas do hotelu - Jako pierwsza odezwała się matka Sebastiana, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Lotnisko było mi bardzo znane.Nie raz już tu byłam. To po mamę, to po ojca.
- Nie - Wtrąciłam stanowczo - Nie będziecie spać w hotelu. Mam duży dom, pomieszczę wszystkich.
- Nie musisz tego robić... - Do dyskusji przyłączył się Sebastian. Zmierzył mnie od stóp wzwyż nawet się z tym nie kryjąc.
- Ale chcę - Wtrąciłam - I koniec dyskusji. Ja Was tu ściągnęłam, więc ja za Was odpowiadam. Pakujcie się do samochodu - Nie czekając na odpowiedź, ruszyłam w stronę czarnego BMW, którym kierował mojej mamy szofer. Od kiedy mamy pieniądze, tata zapewnił nam niesamowite luksusy. Musiałam jakoś wrócić do domu, prawda? Sebastian z matką wiedzieli, że są na straconej pozycji, ponieważ nie znali okolic, nie wiedzieli gdzie są i dlatego musieli się mnie słuchać. Na Alana liczyć nie mogli, więc zapakowali się do samochodu i zajęli miejsca z tyłu. Spojrzałam na blondyna, który własnie odpalał drugą fajkę. Speszona, podeszłam do niego, aby tylko się pożegnać. Tego wymagała ode mnie moja własna kultura - Więc co? Nasza przygoda dobiegła końca... - Podałam mu rękę którą oczywiście odrzucił i kiwając głową, ruszyłam w stronę swojego pojazdu. Nie przeszłam nawet kilku kroków, kiedy chwycił moją dłoń.
- Zaczekaj.. - Szepnął - Chciałbym się pożegnać...
- Więc? - Zdziwiłam sie - Na co czekasz? Wystarczy zwykłe cześć...
- Nie - Wtrącił - Ja.. Kurwa. Nie wiem co powiedzieć... - Ku mojemu jak i jego zdziwieniu, podskoczyłam do niego i go przytuliłam. Nie myślałam wtedy racjonalnie. Naprawdę. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale chciałam tego. Jeszcze większym zdziwieniem było to, że odwzajemnił mój uścisk. Wplótł swoją wielką dłoń w moje krótkie włosy i zaciągnął się ostro ich aromatem. Po chwili staliśmy naprzeciwko siebie, jakby to co się właśnie wydarzyło, było czymś niemożliwym.
- Ja...
- Hmm..
- Lepiej już pójdę.. - Wydukałam i odeszłam. Wsiadłam do pojazdu i nie patrząc się na niego, odjechałam wprost pod mój dom. Alan Frycz? Nie. Stanowczo nie!
Jak oszalała wpadłam do mieszkania. Miałam nadzieję, że rodzice śpią i uda mi się ich obudzić. Kuchnia pusta, salon też. Nic innego mi nie pozostało jak ich sypialnia. Kiedy Sebastian z matką rozgościli się w salonie, ja ucieszona, na boso wbiegłam po schodach i od razu udałam się do sypialni dwójki ludzi, którzy przyczynili się do moich narodzin. Nie pukając, otworzyłam drzwi na oścież i szybko wkroczyłam do środka. Spali!
- Wstawać! - Wrzasnęłam wskakując na ich łóżko. Najpierw przebudziła się mama, która na mój widok rozpłakała się ze szczęścia. Potem tata mocno mnie do siebie przytulił, prawie łamiąc mi przy tym kości - Też się cieszę, że Cię widzę... - Stęknęłam - Ale zaraz mnie połamiesz....- Nic sobie nie zrobił z moich słów. Objął mnie jeszcze mocniej i puścił dopiero wtedy, kiedy serio nie miałam czym oddychać.
- Ale kiedy?! - Ucieszyła się moja rodzicielka - Dlaczego nic nie powiedziałaś!? - Zbeształa mnie.
- Niespodzianka! - Zachichotałam. Dwójka dorosłych osób zaczęła mi się dokładnie przyglądać, jakby nie byli pewni czy to aby na pewno ja - Dlaczego tak mi się przyglądacie?
- Coś Ty zrobiła? - Wyszeptał ojciec. Przewróciłam oczyma. Mój staruszek od zawsze wolał szatynki, nie lubił farbowanych dziewczyn, ale mógł chociaż udawać, że mu się podoba, prawda?
- Wyglądasz ślicznie - Chociaż mama stała po mojej stronie. Kochałam tą kobietę niesamowicie mocno. Po długiej rozmowie, udałam się z nimi do salonu, gdzie przedstawiłam im moich nowych gości. Wytłumaczyłam co tu robią. Nie powiedziałam jednak całej prawdy. Nic nie wspomniałam o Ricku i jego bandzie. Powiedziałam tylko, że to właśnie mama Dylana i jego brat, którzy mają mu pomóc. Zgodzili się przenocować ich tak długo jak będzie to konieczne, tym bardziej, że mieliśmy do tego warunki.
Na koniec udałam się do swojego pokoju chcąc chwilę odpocząć od podróży. Zamknęłam drzwi na klucz i wygodnie rozwaliłam się na swoim wielkim łóżku. Moją uwagę przykuły zdjęcia moich przyjaciół. Chciałam jak najszybciej ich zobaczyć. Nie mogąc wytrzymać, wykonałam szybki telefon do Pauli, ale nie odbierała. Cholera! Zadzwoniłam więc do Michała, który niezbyt mnie zrozumiałam. Nakazałam mu tylko przyjechać do mnie jak najszybciej. Nie dając mu szansy na pytania, rozłączyłam się i czekałam. Był po 30 minutach. Wybiegłam z powrotem na zewnątrz i szczęśliwa jego widokiem, wskoczyłam na niego tym samym lądując z nim na ziemi.
- Ross! - Krzyknął zdziwiony - Co Ty tu robisz?! Wyglądasz inaczej....
- Wróciłam! Wróciłam, rozumiesz?! Jestem! - Przytuliłam go do siebie i poczułam ciepło jakim mnie obdarował. Naprawdę cieszył się z mojego powrotu. Za nic w świecie nie chciałam go teraz puścić. Był mi cholernie potrzebny.
- Zmieniłaś się...
- To źle? - Posmutniałam.
- Wyglądasz bardzo ładnie! - Złożył na moim policzku czułego buziaka i postawił mnie na nogi - Dlaczego nic nie mówiłaś? - Warknął - Wyjechałbym po Ciebie! - Wtedy nieoczekiwanie na zewnątrz wyszedł Sebastian. Michał zmierzył go całego, nie wierząc w to co widzi. Jego radość zamieniła się w złość a uśmiech znikł z jego twarzy - Co ten skurwiel tu robi?! - Warknął tym razem ostrym tonem głosu.
- Michał, uspokój się....
- Jak mam się uspokoić, kiedy ten debil tu jest!? Zapomniałaś co Ci zrobił!?
- To musi być pomyłka - Odezwał się mój nowy gość. Zbliżył się do nas i wyciągnął dłoń w geście zaprzyjaźnienia się - Jestem Sebastian. Pomyliłeś mnie z Dylanem.
- Co?
- Michał, poznaj Sebastiana, brata bliźniaka Dylana - mina mojego przyjaciela była bezcenna. Nie wiedział co powiedzieć, jak się zachować, więc tylko podał mu dłoń i lekko się uśmiechnął.
- Sorry, nie wiedziałem... - Speszył się.
- Nie ma sprawy. Pewnie nie Ty jeden tak zareagujesz - Zaśmiał sie - Widzę, że mój rzekomy brat nie cieszy się dobrą reputacją... - Gdy oni tak sobie czule rozmawiali, poczułam jak kręci mi się w głowie.
- Ross.. Wszystko w porządku? - Spytał Michał, widząc moją zmianę nastroju. Nie odpowiedziałam. Nie miałam sił ani czasu na odpowiedź. Kiwnęłam tylko przecząco głową i jak kłoda zleciałam na ziemię nie czując bólu, jaki czuć powinnam po upadku. Zapadłam w głęboki sen.. Znowu...
środa, 30 grudnia 2015
wtorek, 17 listopada 2015
Rozdział 8
,, I am not a fucker ''
Siedziałam na wilgotnym piasku, czując zimny podmuch wiatru jaki otaczał moje zmarznięte ciało. Mimo tego iż było mi cholernie zimno, nie zamierzałam wracać do hotelu. Jeszcze nie teraz. Plaża o tej porze dnia była pusta, co dla mnie było ogromnym plusem. Dochodziła osiemnasta. Alan wyszedł na spotkanie z Aną i Sebastianem a mi kazał czekać w hotelu. Dupek parszywy. Jako iż nie umiem usiedzieć w miejscu, wybrałam się na spacer. Lubiłam samotność. Szum morza i świergot ptaków, kojąco wpływał na mój przemęczony organizm.
Od kilku godzin byłam spakowana i gotowa do podróży. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że wracamy! Nie wiecie jakie to uczucie, kiedy nagle musisz opuścić swój dom, swoich przyjaciół i rodzinę na kilka tygodni, w dodatku jeśli jesteś chora i nie masz zbyt dużo czasu. Ja wiem. A teraz ten koszmar dobiega końca.
Odetchnęłam z ulgą na myśl iż juro zobaczę wszystkie ważne dla mnie osoby. No prawie wszystkie.
- Dylan... - Szepnęłam bezgłośnie. Przybrałam obraz jego twarzy w głowie i ku mojemu zaskoczeniu, stał się on niewyraźny. Co prawda, doskonale pamiętałam jego twarz, ale tym razem jakoś nie było to takie przywołanie wspomnień jak poprzednio. Jak teraz będzie wyglądać moje życie po tak długiej nieobecności tam? Jak jemu się żyje beze mnie? Czy ma jakąś dziewczynę? A Roksana? Przecież wybrał ją. Pamiętam wszystkie słowa jakie kierował w moją stronę kilka dni po tym jak wyznał mi miłość. Miłości nie ma. To bzdura. Człowiek przywiązuje się do drugiego człowieka, ale jest wstanie zapomnieć o nim z biegiem czasu. Tak też jest w tym przypadku. Prawie miesiąc nie widziałam Coopera i wiecie co? Czuję się tak normalnie, przeciętnie. Nie czuję motylków czy podniecenia, że wracam do domu i w każdej chwili mogę się z nim spotkać. Prawdę mówiąc ja nawet nie chcę się z nim widzieć. Ten rozdział zakończyłam raz na zawsze. Wrócę do domu i idę do lekarza. Filip musi mnie jak najszybciej zbadać. Moje samopoczucie pogarsza się z każdym dniem. Wymiotuje, towarzyszą mi ostre zawroty głowy a ból brzucha staje się nie do zniesienia. Dodatkowo nie dostaje miesiączki od dwóch tygodni. Rozumiem, że to skutki mojej śmiertelnej choroby, ale jakoś trzeba się tym zająć, prawda?
- Hej... - Na dźwięk męskiego głosu, wzdrygnęłam się i gwałtownie wstałam na nogi. Nienawidziłam kiedy ktoś skradał się za moimi plecami. Mogłam przecież dostać zawału albo coś podobnego. Spojrzałam przed siebie a moim oczom ukazała się potężna sylwetka Sebastiana. Uśmiechał się, aby załagodzić ciszę, która z każdą sekundą narastała jeszcze bardziej.
- Cześć.. - Odpowiedziałam niepewnie. Nie rozmawialiśmy ze sobą od wczorajszego wieczora a dokładniej to od chwili, kiedy Alan go unicestwił, więc nic dziwnego, że nie wiedziałam jak się zachować w tej krępującej sytuacji. Jedyne pytanie jakie przyszło mi do głowy, brzmiało tak: - Co tu robisz?...
- Przechodziłem obok - Wzruszył smętnie ramionami - Zobaczyłem Ciebie i pomyślałem, że się przywitam... Zawsze tu chodzę kiedy mam zły humor.
- Mhm.. - Burknęłam - Więc nie tylko ja źle się czuje.
- Ta... Mogę się dosiąść? - Wzruszyłam ponownie ramionami i wróciłam na swoje miejsce. Koniuszkami palców gładziłam mokrą nawierzchnię piachu. To mnie tak jakby uspakajało - Ross? - Spojrzałam niepewnie na jego twarz zaciekawiona tym co chce mi powiedzieć. Był zakłopotany.
- O co chodzi?
- To co zaszło między nami ostatnio.. ja...
- Daj spokój - Machnęłam ręką - Ty chciałeś wykorzystać mnie a ja Ciebie. Jesteśmy kwita.
- Nie chodzi mi o to! Nie chciałem Cię wykorzystać! - Podniósł nie co ton swojego głosu. Pierwszy raz odkąd się znamy, krzyknął na mnie. W sumie nie znamy się długo, zaledwie kilka dni, ale to nie zmienia faktu, że z początku wyglądał na strasznie miłego faceta - Co prawda taki był plan, aby dowiedzieć się czego chcesz od mojej matki, ale w między czasie bardzo mi się ... - Nagle zamilkł jakby nie wiedział czy powinien mówić dalej. Zlustrowałam jego ciało od stóp wzwyż wiedząc co miota się w jego głowie, w jego myślach - Bardzo mi się spodobałaś... - Dokończył. Nastała cisza. Kilka głębszych oddechów spowodowało, że poczułam się lepiej. Nie patrzył na mnie. Spuścił wzrok niżej by nie mieć możliwości bitwy wzrokowej.
- Sebastian... - Zaczęłam, jednak nie dał mi dokończyć. Chciałam powiedzieć, że też go polubiłam, że mimo tego co zaszło wczoraj wieczorem, podobał mi się nasz pocałunek. Przypominając sobie o tym zdarzeniu, moje ciało przeszyły przyjemne ciarki.
- Nie mów nic. Nie oczekuję tego samego od Ciebie. Jest w porządku. Wiem, że kochasz kogoś innego.. - Uniosłam zdziwiona brew do góry jakby nie wiedząc o czym on mówi. Od ostatniego czasu zdarza mi się zapominać o wielu rzeczach a taka błahostka jak rozmowa z nim to już całkiem wyleciała z mojej głowy. Czy kiedykolwiek wspominałam mu o swojej przeszłości?
- Możesz jaśniej? - Próbowałam nie dać po sobie poznać, że nie wiem o czym on mówi. Kolejny syndrom mojej choroby. Tracę rozum.
- Nie chcę być wścibski i w sumie nic mi do tego, ale to Dylan, prawda? To w nim się zakochałaś. W moim... bracie - Ostatnie słowo wypowiedział jakby połykał właśnie kilo gwoździ, które rozrywało jego gardło na milion małych kawałków.
- Ja.. Sama nie wiem co do niego czuję... - Odchyliłam głowę w bok a wzrok przeniosłam na odległy horyzont - Myślałam, że to miłość, myślałam, że go kocham...
- Ale? - Zdziwił się zaciekawiony.
- Nie wiem.. nie ważne - Wstałam na nogi, otrzepałam się z mokrego piasku i zmusiłam swoje usta, aby wykrzywiły się chociażby w lekki uśmiech - Na mnie już pora. Muszę się jeszcze spakować - Skłamałam. Na samą myśl o wyjeździe z tego miejsca i z powrotu do rodzinnego domu, miałam ochotę skakać, piszczeć i krzyczeć z radości. Tak bardzo tęskniłam za rodzicami i przyjaciółmi.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co się stało, że zmieniłaś zdanie? - Chwycił moje ramię po czym mocno je ścisnął. Próbowałam nie dać po sobie poznać tego, że bardzo mnie to zabolało.
- Dlaczego Cię to tak interesuje?
- Ponieważ to mój brat i chciałbym wiedzieć jaki jest jeżeli mam się z nim spotkać w przeciągu kilku dni. Nie wiem czy masz rodzeństwo czy nie, ale ja nigdy nie miałem a przynajmniej tak myślałem, że nie mam, kiedy nagle zjawiasz się Ty ze swoim przyjacielem i przewracacie moje życie do góry nogami. Dlatego tak bardzo interesuje mnie wszystko co jest z nim związane - Przewróciłam oczyma nie widząc dalszego sensu na temat tej rozmowy, ale jego wyraz twarzy nie pozwolił mi na zignorowanie go i pójście jak najdalej, czyli powrót do hotelu. Machnęłam ręką by szedł za mną i podczas drogi powrotnej, zebrałam się na odrobinę prawdy.
- Minął miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Niby tak mało czasu, ale .. Dylan, on... - Zamknęłam oczy i ze wszystkich sił spróbowałam przywołać twarz chłopaka. Piwne, zwężone oczy, duże, szerokie usta, idealnie gładka cera, czarne rozwichrzone włosy i te zaczerwienione policzki - On.. - Zaczęłam ponownie powracając do świata żywych - On już dla mnie nie istnieje.
- Dlaczego? Co się stało? - Wydukał.
- Byłam w nim zakochana. Bardzo.. - Do oczu naleciały mi łzy, ale postanowiłam mówić dalej. -Widziałam w nim przyjaciela, męża i ojca swoich dzieci a on to wszystko zepsuł. Któregoś dnia powiedział mi prosto w oczy, że byłam dla niego nic nie znaczącą zabawką. Zabawił się mną, wykorzystał mnie. Tyle..
- Ja.. Nie wiem co powiedzieć...
- Nic nie mów - Parsknęłam - To nie ma znaczenia.
- Nie boisz się Waszego spotkania?
- Nie. Tym bardziej, że wiem, że się nie spotkamy.
- Do końca życia uciekać nie możesz... - Nawet nie zdał sobie sprawy ze słów jakie wypowiedział. Stanęłam nieruchomo i uważnie zlustrowałam całe jego ciało. Po chwili zorientował się jaką palną głupotę. Pewnie jakby mógł to by chciał cofnąć czas o te kilka sekund, ale niestety nie posiada on takiej mocy, ani żaden człowiek jakiego znam na tym świecie.
- Dobrze wiesz, że długo nie pożyje - Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co będzie odpowiednie do tej sytuacji. W sumie mu się nie dziwiłam. Pare dni temu przeszukał moje papiery i wie, że jestem śmiertelnie chora.
- On wie? Dylan wie, że umierasz? - Pokiwałam przecząco głową nie robiąc sobie z tego nic. Co go to obchodzi? Czy to by coś zmieniło? Możliwe, że by chciał się ze mną pogodzić tylko i wyłącznie z litości. Nie chce tego. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się przed budynkiem hotelu. Wiał mroźny wiatr. Lustrując uważnie okolicę miasta, dostrzegłam nieopodal nas mały budynek na którym widniał szyld tutejszego fryzjera. Co dziwniejsze, pomieszczenie było jeszcze czynne o tej godzinie - Dobra, to do zobaczenia za kilka godzin.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś? - Ciągnął temat. Przewróciłam markotnie oczyma po woli się już denerwując.
- Ma o niczym nie wiedzieć, rozumiesz? Nie chce jego litości.. Jeżeli mu cokolwiek powiesz to do mnie możesz się nie odzywać.
- Powinien to wiedzieć...
- Nie mam ochoty na dalszą rozmowę, więc idę. Do zobaczenia później - Machnęłam ręką i odeszłam. Czułam na sobie jego wzrok aż do samych drzwi. Przywitałam się z portierem i od razu udałam się do sypialni, gdzie rzuciłam swoje obolałe ciało na wielkie, miękkie łóżko. Głośna muzyka dochodząca z pokoju obok, nie dawała mi zasnąć. Pierdolony Frycz. Najwidoczniej wrócił już ze spotkania i ma bardzo dobry humor. Szkoda.
Wybiła dziewiętnasta. Za kilka godzin będę z rodziną. To najlepsze co mnie tu spotkało. od tak dawna. Kiedy wreszcie moje powieki stawały się ciężkie, moją uwagę przykuł wibrujący na szafce telefon. Nosz kurwa mać! Wzięłam do ręki przedmiot elektroniczny a nadawca połączenia bardzo mnie zdziwił. Numer nieznany.
- Dziwne... - Szepnęłam sama do siebie. Nie czekając długo, odebrałam telefon i czekałam aż ktoś zechce ze mną porozmawiać - Hallo? - W dalszym ciągu cisza. Zdenerwowana, nacisnęłam na czerwoną słuchawkę a kiedy ponownie zaczął wibrować, wyłączyłam go. Chwyciłam się za głowę a potem lekkim ruchem dłoni, przeczesałam włosy. Najgorsze było to co zobaczyłam potem. Pełno kosmyków moich włosów znajdowało się pomiędzy moimi palcami. Zachłysnęłam się powietrzem a chwilę później poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Znowu mdłości. Pokój stawał się coraz to mniejszy, zrobiło się duszno i jedynie gdzie chciałam teraz być, to moja toaleta. Szybkim biegiem udałam się do kibla, aby niechętnie zwymiotować. Traciłam przytomność, nie mogłam normalnie oddychać, nie ogarniałam gdzie jestem. Co się ze mną do cholery dzieje?! ....
Po dłuższym czasie, kiedy to już się ogarnęłam, wysprzątałam wszystko, umyłam twarz, wpadłam na pewien pomysł. Nim jednak udałam się do wybranego przeze mnie miejsca, musiałam spotkać się z Alanem, ponieważ dobijał się do moich drzwi, kiedy to byłam w toalecie. Domyślał się, że coś jest nie tak, ale nie zamierzałam mu się z niczego zwierzać. Nakrzyczał na mnie bo kiedy wrócił do hotelu, nie zastał mnie w sypialni. Kim on jest, aby mówić mi co mogę a czego nie mogę robić? Problem był dopiero wtedy, kiedy powiedziałam mu, że idę się przejść. Nie chciał mnie za nic w świecie puścić, więc skłamałam, że muszę wykonać telefon do mamy. Z przymróżeniem oka, wypuścił mnie na zewnątrz dając mi dosłownie równe 30 minut. Nie mogłam się nie zaśmiać.
Przed wyjściem, zajrzałam ostatni raz do łazienki. Stanęłam przed lustrem a widząc swoją straszną twarz, zniszczone włosy i ten ból w swoich oczach, postanowiłam coś zmienić przed wyjazdem, przed powrotem do domu. Wzięłam więc torebkę i szybkim krokiem opuściłam hotel, kierując się wprost do tutejszego fryzjera. No Rose, czas na zmiany! Podekscytowana stanęłam naprzeciwko drzwi prowadzących do pomieszczenia, które ma mnie odmienić. Wziąwszy pięć głębszych oddechów, wolnym lecz stanowczym krokiem weszłam do środka. Nikogo tam nie zastałam co było dziwne zważywszy na to, że nie zamknięto drzwi.
- Dobry wieczór! Jest tu ktoś?! - Krzyknęłam uważnie rozglądając się dookoła. Przede mną stanęła młoda kobieta, która poinformowała mnie iż już jest nieczynne. Musiałam skorzystać z ich usług, więc zapłaciłam niezłą sumę za przyjęcie mnie o tej godzinie. Trudne to nie było. Salon jak salon, potrzebował pieniędzy. Zajęłam fotel gdzie mi kazano usiąść i oddałam się w ręce specjalistki. Powiedziałam, aby zadbała o moje włosy i zrobiła z nimi co chce, bylebym była zadowolona. Efekt jej pracy był powalający. Dwie godziny później, patrząc na swoje odbicie w wielkim lustrze wiszącym nad jedną z umywalek, nie mogłam wyjść z zachwytu. Za nic w świecie nie przypominałam dziewczyny, która przyszła tu przed chwilą. Krótkie blond włosy opadały na moje kruche ramiona przez co wydawałam się nieco młodsza a wyraz mojej twarzy gwałtownie uległ zmianie. Byłam zachwycona. Podziękowałam kobiecie i wreszcie wróciłam do domu. Po drodze odebrałam telefon od Alana, który na mnie krzyczał, ale miałam to gdzieś. Obiecałam, że za chwilę do niego przyjdę i tak też zrobiłam. Zapukałam mocno do jego drzwi a kiedy zaprosił mnie do środka, skorzystałam z tej propozycji.
- Nareszcie! - Wrzasnął cały czas stojąc do mnie tyłem. Szukał czegoś na laptopie. Weszłam do środka i uważnie zlustrowałam całe to pomieszczenie.
- Byłam coś załatwić - Mruknęłam.
- Co było tak ważne, że aż zajęło Ci to dwie i pół godziny kurwa?! - Wtedy się obrócił. Jego wzrok spoczął na mojej twarzy, z rąk wypadł mu plik papieru i przyglądał mi się dobre kilka minut. Był w totalnym szoku - Coś Ty ze sobą zrobiła...? - Tylko to zdołał z siebie wydusić.
,, I am not a fucker ''
Siedziałam na wilgotnym piasku, czując zimny podmuch wiatru jaki otaczał moje zmarznięte ciało. Mimo tego iż było mi cholernie zimno, nie zamierzałam wracać do hotelu. Jeszcze nie teraz. Plaża o tej porze dnia była pusta, co dla mnie było ogromnym plusem. Dochodziła osiemnasta. Alan wyszedł na spotkanie z Aną i Sebastianem a mi kazał czekać w hotelu. Dupek parszywy. Jako iż nie umiem usiedzieć w miejscu, wybrałam się na spacer. Lubiłam samotność. Szum morza i świergot ptaków, kojąco wpływał na mój przemęczony organizm.
Od kilku godzin byłam spakowana i gotowa do podróży. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że wracamy! Nie wiecie jakie to uczucie, kiedy nagle musisz opuścić swój dom, swoich przyjaciół i rodzinę na kilka tygodni, w dodatku jeśli jesteś chora i nie masz zbyt dużo czasu. Ja wiem. A teraz ten koszmar dobiega końca.
Odetchnęłam z ulgą na myśl iż juro zobaczę wszystkie ważne dla mnie osoby. No prawie wszystkie.
- Dylan... - Szepnęłam bezgłośnie. Przybrałam obraz jego twarzy w głowie i ku mojemu zaskoczeniu, stał się on niewyraźny. Co prawda, doskonale pamiętałam jego twarz, ale tym razem jakoś nie było to takie przywołanie wspomnień jak poprzednio. Jak teraz będzie wyglądać moje życie po tak długiej nieobecności tam? Jak jemu się żyje beze mnie? Czy ma jakąś dziewczynę? A Roksana? Przecież wybrał ją. Pamiętam wszystkie słowa jakie kierował w moją stronę kilka dni po tym jak wyznał mi miłość. Miłości nie ma. To bzdura. Człowiek przywiązuje się do drugiego człowieka, ale jest wstanie zapomnieć o nim z biegiem czasu. Tak też jest w tym przypadku. Prawie miesiąc nie widziałam Coopera i wiecie co? Czuję się tak normalnie, przeciętnie. Nie czuję motylków czy podniecenia, że wracam do domu i w każdej chwili mogę się z nim spotkać. Prawdę mówiąc ja nawet nie chcę się z nim widzieć. Ten rozdział zakończyłam raz na zawsze. Wrócę do domu i idę do lekarza. Filip musi mnie jak najszybciej zbadać. Moje samopoczucie pogarsza się z każdym dniem. Wymiotuje, towarzyszą mi ostre zawroty głowy a ból brzucha staje się nie do zniesienia. Dodatkowo nie dostaje miesiączki od dwóch tygodni. Rozumiem, że to skutki mojej śmiertelnej choroby, ale jakoś trzeba się tym zająć, prawda?
- Hej... - Na dźwięk męskiego głosu, wzdrygnęłam się i gwałtownie wstałam na nogi. Nienawidziłam kiedy ktoś skradał się za moimi plecami. Mogłam przecież dostać zawału albo coś podobnego. Spojrzałam przed siebie a moim oczom ukazała się potężna sylwetka Sebastiana. Uśmiechał się, aby załagodzić ciszę, która z każdą sekundą narastała jeszcze bardziej.
- Cześć.. - Odpowiedziałam niepewnie. Nie rozmawialiśmy ze sobą od wczorajszego wieczora a dokładniej to od chwili, kiedy Alan go unicestwił, więc nic dziwnego, że nie wiedziałam jak się zachować w tej krępującej sytuacji. Jedyne pytanie jakie przyszło mi do głowy, brzmiało tak: - Co tu robisz?...
- Przechodziłem obok - Wzruszył smętnie ramionami - Zobaczyłem Ciebie i pomyślałem, że się przywitam... Zawsze tu chodzę kiedy mam zły humor.
- Mhm.. - Burknęłam - Więc nie tylko ja źle się czuje.
- Ta... Mogę się dosiąść? - Wzruszyłam ponownie ramionami i wróciłam na swoje miejsce. Koniuszkami palców gładziłam mokrą nawierzchnię piachu. To mnie tak jakby uspakajało - Ross? - Spojrzałam niepewnie na jego twarz zaciekawiona tym co chce mi powiedzieć. Był zakłopotany.
- O co chodzi?
- To co zaszło między nami ostatnio.. ja...
- Daj spokój - Machnęłam ręką - Ty chciałeś wykorzystać mnie a ja Ciebie. Jesteśmy kwita.
- Nie chodzi mi o to! Nie chciałem Cię wykorzystać! - Podniósł nie co ton swojego głosu. Pierwszy raz odkąd się znamy, krzyknął na mnie. W sumie nie znamy się długo, zaledwie kilka dni, ale to nie zmienia faktu, że z początku wyglądał na strasznie miłego faceta - Co prawda taki był plan, aby dowiedzieć się czego chcesz od mojej matki, ale w między czasie bardzo mi się ... - Nagle zamilkł jakby nie wiedział czy powinien mówić dalej. Zlustrowałam jego ciało od stóp wzwyż wiedząc co miota się w jego głowie, w jego myślach - Bardzo mi się spodobałaś... - Dokończył. Nastała cisza. Kilka głębszych oddechów spowodowało, że poczułam się lepiej. Nie patrzył na mnie. Spuścił wzrok niżej by nie mieć możliwości bitwy wzrokowej.
- Sebastian... - Zaczęłam, jednak nie dał mi dokończyć. Chciałam powiedzieć, że też go polubiłam, że mimo tego co zaszło wczoraj wieczorem, podobał mi się nasz pocałunek. Przypominając sobie o tym zdarzeniu, moje ciało przeszyły przyjemne ciarki.
- Nie mów nic. Nie oczekuję tego samego od Ciebie. Jest w porządku. Wiem, że kochasz kogoś innego.. - Uniosłam zdziwiona brew do góry jakby nie wiedząc o czym on mówi. Od ostatniego czasu zdarza mi się zapominać o wielu rzeczach a taka błahostka jak rozmowa z nim to już całkiem wyleciała z mojej głowy. Czy kiedykolwiek wspominałam mu o swojej przeszłości?
- Możesz jaśniej? - Próbowałam nie dać po sobie poznać, że nie wiem o czym on mówi. Kolejny syndrom mojej choroby. Tracę rozum.
- Nie chcę być wścibski i w sumie nic mi do tego, ale to Dylan, prawda? To w nim się zakochałaś. W moim... bracie - Ostatnie słowo wypowiedział jakby połykał właśnie kilo gwoździ, które rozrywało jego gardło na milion małych kawałków.
- Ja.. Sama nie wiem co do niego czuję... - Odchyliłam głowę w bok a wzrok przeniosłam na odległy horyzont - Myślałam, że to miłość, myślałam, że go kocham...
- Ale? - Zdziwił się zaciekawiony.
- Nie wiem.. nie ważne - Wstałam na nogi, otrzepałam się z mokrego piasku i zmusiłam swoje usta, aby wykrzywiły się chociażby w lekki uśmiech - Na mnie już pora. Muszę się jeszcze spakować - Skłamałam. Na samą myśl o wyjeździe z tego miejsca i z powrotu do rodzinnego domu, miałam ochotę skakać, piszczeć i krzyczeć z radości. Tak bardzo tęskniłam za rodzicami i przyjaciółmi.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co się stało, że zmieniłaś zdanie? - Chwycił moje ramię po czym mocno je ścisnął. Próbowałam nie dać po sobie poznać tego, że bardzo mnie to zabolało.
- Dlaczego Cię to tak interesuje?
- Ponieważ to mój brat i chciałbym wiedzieć jaki jest jeżeli mam się z nim spotkać w przeciągu kilku dni. Nie wiem czy masz rodzeństwo czy nie, ale ja nigdy nie miałem a przynajmniej tak myślałem, że nie mam, kiedy nagle zjawiasz się Ty ze swoim przyjacielem i przewracacie moje życie do góry nogami. Dlatego tak bardzo interesuje mnie wszystko co jest z nim związane - Przewróciłam oczyma nie widząc dalszego sensu na temat tej rozmowy, ale jego wyraz twarzy nie pozwolił mi na zignorowanie go i pójście jak najdalej, czyli powrót do hotelu. Machnęłam ręką by szedł za mną i podczas drogi powrotnej, zebrałam się na odrobinę prawdy.
- Minął miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Niby tak mało czasu, ale .. Dylan, on... - Zamknęłam oczy i ze wszystkich sił spróbowałam przywołać twarz chłopaka. Piwne, zwężone oczy, duże, szerokie usta, idealnie gładka cera, czarne rozwichrzone włosy i te zaczerwienione policzki - On.. - Zaczęłam ponownie powracając do świata żywych - On już dla mnie nie istnieje.
- Dlaczego? Co się stało? - Wydukał.
- Byłam w nim zakochana. Bardzo.. - Do oczu naleciały mi łzy, ale postanowiłam mówić dalej. -Widziałam w nim przyjaciela, męża i ojca swoich dzieci a on to wszystko zepsuł. Któregoś dnia powiedział mi prosto w oczy, że byłam dla niego nic nie znaczącą zabawką. Zabawił się mną, wykorzystał mnie. Tyle..
- Ja.. Nie wiem co powiedzieć...
- Nic nie mów - Parsknęłam - To nie ma znaczenia.
- Nie boisz się Waszego spotkania?
- Nie. Tym bardziej, że wiem, że się nie spotkamy.
- Do końca życia uciekać nie możesz... - Nawet nie zdał sobie sprawy ze słów jakie wypowiedział. Stanęłam nieruchomo i uważnie zlustrowałam całe jego ciało. Po chwili zorientował się jaką palną głupotę. Pewnie jakby mógł to by chciał cofnąć czas o te kilka sekund, ale niestety nie posiada on takiej mocy, ani żaden człowiek jakiego znam na tym świecie.
- Dobrze wiesz, że długo nie pożyje - Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co będzie odpowiednie do tej sytuacji. W sumie mu się nie dziwiłam. Pare dni temu przeszukał moje papiery i wie, że jestem śmiertelnie chora.
- On wie? Dylan wie, że umierasz? - Pokiwałam przecząco głową nie robiąc sobie z tego nic. Co go to obchodzi? Czy to by coś zmieniło? Możliwe, że by chciał się ze mną pogodzić tylko i wyłącznie z litości. Nie chce tego. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się przed budynkiem hotelu. Wiał mroźny wiatr. Lustrując uważnie okolicę miasta, dostrzegłam nieopodal nas mały budynek na którym widniał szyld tutejszego fryzjera. Co dziwniejsze, pomieszczenie było jeszcze czynne o tej godzinie - Dobra, to do zobaczenia za kilka godzin.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś? - Ciągnął temat. Przewróciłam markotnie oczyma po woli się już denerwując.
- Ma o niczym nie wiedzieć, rozumiesz? Nie chce jego litości.. Jeżeli mu cokolwiek powiesz to do mnie możesz się nie odzywać.
- Powinien to wiedzieć...
- Nie mam ochoty na dalszą rozmowę, więc idę. Do zobaczenia później - Machnęłam ręką i odeszłam. Czułam na sobie jego wzrok aż do samych drzwi. Przywitałam się z portierem i od razu udałam się do sypialni, gdzie rzuciłam swoje obolałe ciało na wielkie, miękkie łóżko. Głośna muzyka dochodząca z pokoju obok, nie dawała mi zasnąć. Pierdolony Frycz. Najwidoczniej wrócił już ze spotkania i ma bardzo dobry humor. Szkoda.
Wybiła dziewiętnasta. Za kilka godzin będę z rodziną. To najlepsze co mnie tu spotkało. od tak dawna. Kiedy wreszcie moje powieki stawały się ciężkie, moją uwagę przykuł wibrujący na szafce telefon. Nosz kurwa mać! Wzięłam do ręki przedmiot elektroniczny a nadawca połączenia bardzo mnie zdziwił. Numer nieznany.
- Dziwne... - Szepnęłam sama do siebie. Nie czekając długo, odebrałam telefon i czekałam aż ktoś zechce ze mną porozmawiać - Hallo? - W dalszym ciągu cisza. Zdenerwowana, nacisnęłam na czerwoną słuchawkę a kiedy ponownie zaczął wibrować, wyłączyłam go. Chwyciłam się za głowę a potem lekkim ruchem dłoni, przeczesałam włosy. Najgorsze było to co zobaczyłam potem. Pełno kosmyków moich włosów znajdowało się pomiędzy moimi palcami. Zachłysnęłam się powietrzem a chwilę później poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Znowu mdłości. Pokój stawał się coraz to mniejszy, zrobiło się duszno i jedynie gdzie chciałam teraz być, to moja toaleta. Szybkim biegiem udałam się do kibla, aby niechętnie zwymiotować. Traciłam przytomność, nie mogłam normalnie oddychać, nie ogarniałam gdzie jestem. Co się ze mną do cholery dzieje?! ....
Po dłuższym czasie, kiedy to już się ogarnęłam, wysprzątałam wszystko, umyłam twarz, wpadłam na pewien pomysł. Nim jednak udałam się do wybranego przeze mnie miejsca, musiałam spotkać się z Alanem, ponieważ dobijał się do moich drzwi, kiedy to byłam w toalecie. Domyślał się, że coś jest nie tak, ale nie zamierzałam mu się z niczego zwierzać. Nakrzyczał na mnie bo kiedy wrócił do hotelu, nie zastał mnie w sypialni. Kim on jest, aby mówić mi co mogę a czego nie mogę robić? Problem był dopiero wtedy, kiedy powiedziałam mu, że idę się przejść. Nie chciał mnie za nic w świecie puścić, więc skłamałam, że muszę wykonać telefon do mamy. Z przymróżeniem oka, wypuścił mnie na zewnątrz dając mi dosłownie równe 30 minut. Nie mogłam się nie zaśmiać.
Przed wyjściem, zajrzałam ostatni raz do łazienki. Stanęłam przed lustrem a widząc swoją straszną twarz, zniszczone włosy i ten ból w swoich oczach, postanowiłam coś zmienić przed wyjazdem, przed powrotem do domu. Wzięłam więc torebkę i szybkim krokiem opuściłam hotel, kierując się wprost do tutejszego fryzjera. No Rose, czas na zmiany! Podekscytowana stanęłam naprzeciwko drzwi prowadzących do pomieszczenia, które ma mnie odmienić. Wziąwszy pięć głębszych oddechów, wolnym lecz stanowczym krokiem weszłam do środka. Nikogo tam nie zastałam co było dziwne zważywszy na to, że nie zamknięto drzwi.
- Dobry wieczór! Jest tu ktoś?! - Krzyknęłam uważnie rozglądając się dookoła. Przede mną stanęła młoda kobieta, która poinformowała mnie iż już jest nieczynne. Musiałam skorzystać z ich usług, więc zapłaciłam niezłą sumę za przyjęcie mnie o tej godzinie. Trudne to nie było. Salon jak salon, potrzebował pieniędzy. Zajęłam fotel gdzie mi kazano usiąść i oddałam się w ręce specjalistki. Powiedziałam, aby zadbała o moje włosy i zrobiła z nimi co chce, bylebym była zadowolona. Efekt jej pracy był powalający. Dwie godziny później, patrząc na swoje odbicie w wielkim lustrze wiszącym nad jedną z umywalek, nie mogłam wyjść z zachwytu. Za nic w świecie nie przypominałam dziewczyny, która przyszła tu przed chwilą. Krótkie blond włosy opadały na moje kruche ramiona przez co wydawałam się nieco młodsza a wyraz mojej twarzy gwałtownie uległ zmianie. Byłam zachwycona. Podziękowałam kobiecie i wreszcie wróciłam do domu. Po drodze odebrałam telefon od Alana, który na mnie krzyczał, ale miałam to gdzieś. Obiecałam, że za chwilę do niego przyjdę i tak też zrobiłam. Zapukałam mocno do jego drzwi a kiedy zaprosił mnie do środka, skorzystałam z tej propozycji.
- Nareszcie! - Wrzasnął cały czas stojąc do mnie tyłem. Szukał czegoś na laptopie. Weszłam do środka i uważnie zlustrowałam całe to pomieszczenie.
- Byłam coś załatwić - Mruknęłam.
- Co było tak ważne, że aż zajęło Ci to dwie i pół godziny kurwa?! - Wtedy się obrócił. Jego wzrok spoczął na mojej twarzy, z rąk wypadł mu plik papieru i przyglądał mi się dobre kilka minut. Był w totalnym szoku - Coś Ty ze sobą zrobiła...? - Tylko to zdołał z siebie wydusić.
niedziela, 27 września 2015
Rozdział 7
,, I am not a fucker ''
- Kurwa mać... - Wstałam przed dziewiątą, ponieważ obudziły mnie hałasy dochodzące zza ściany. Co jest grane? Otworzyłam oczy a światło padające zza szyb do pomieszczenia, raziło moje ciemne tęczówki. Niechętnie wygramoliłam się z cieplutkiej kołderki, która służy mi od zawsze i wciskając swoje stopy w czarne kapcie, opatuliłam się kocem i otworzyłam leciutko drzwi. Na zewnątrz nie było nikogo. Poirytowana jakimiś gierkami, wróciłam do łóżka gdzie ponownie zamknęłam oczy. Niestety nie udało mi się zasnąć. Widocznie wskazane było mi wstać i przeżyć kolejny dzień boży. Do tego głośna muzyka, która dudniła z pokoju mojego sąsiada. Czy ludziom mieszkającym w tym hotelu, nie przeszkadzał jego głośny tryb życia?!
- Głupek... - Burknęłam pod nosem. Strasznie bolała mnie głowa i doszły do tego mdłości. Kurde, znowu? Zaparzyłam sobie cieplutką kawę z myślą, że postawi mnie na nogi, niestety to nie jakaś tania kreskówka, w której wszystko świetnie się układa. Wręcz przeciwnie. Było coraz gorzej. Miałam wrażenie jakby coś ciężkiego właśnie uderzyło w moją głowę.
Podchodząc do małej, drewnianej półeczki, wzięłam do ręki swój telefon, który świecił od nadmiaru wiadomości jakie ktoś mi wysłał. Mimo tego, że już nie spałam, wciąż byłam tylko w pół przytomna. Paula poinformowała mnie, abym jak najszybciej weszła na Skype, gdyż ma dla mnie jakąś ważną niespodziankę. Tak też zrobiłam. Po pięciu minutach zalogowałam się na swoje konto a kiedy dostrzegłam, że moja przyjaciółka jest dostępna, nacisnęłam na jej zdjęcie profilowe i wykonałam krótkie połączenie. Odebrała za drugim razem.
- Nareszcie! - Wrzasnęła radośnie - Co tak długo?! - Dziewczyna siedziała na wielkim czarnym fotelu w białej koszuli i krótkich, szarych spodenkach. Włosy miała związane w koka a brak makijażu działał na nią naprawdę rewelacyjnie. Od zawsze uważałam, że Paulina to piękna kobieta i nie musi się malować by podkreślić jaka jest seksowna. Natomiast ja zapewne wyglądałam jak czarownica. Nie uczesana, nie umalowana i w piżamie.
- Dopiero wstałam! - Fucknęłam na co parsknęła gromkim śmiechem. Przewróciłam oczami nie wierząc w jej dobry humor. Jak ktoś normalny może się tyle śmiać zaraz po przebudzeniu? Może ona coś paliła? Uśmiech nie schodził z jej twarzy a usta co chwila wykrzywiały się w dziwny grymas. Dobrze, że chociaż jedna z nas jest szczęśliwa - Wszystko w porządku? - Spytałam mrużąc oczy. Jeżeli Diuk jej czegoś dosypał do porannej kawy to uduszę go gołymi rękoma.
- Ja... Tak! Boże, Ross! Jestem taka szczęśliwa!
- To super, ale dlaczego? - Uśmiechnęłam się lekko - Czy Twój kochany chłopak ma z tym coś wspólnego? A może wiesz już co będziesz miała?! Chłopak czy dziewczynka?! - Zawtórowałam.
- Nie uwierzysz... - Wyciągnęła rękę przed kamerkę ukazując mi tym samym swoje długie paluchy. Na jednym z nich widniał mały, srebrny pierścionek z pięknym kryształkiem. Z początku nie bardzo rozumiałam o co jej chodzi, ale w końcu nadszedł taki czas, że mnie olśniło a żeby nie wpaść w osłupienie, zakryłam usta dłonią i wzięłam parę głębszych oddechów. Sieta faka.
- Nie wierzę.... - Szepnęłam - Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową i wtedy nie wytrzymałam. Wybuchnęłam jak wariatka, ciesząc się ze szczęścia mojej przyjaciółki - Ale kiedy?! Jak?! Kurwa, dlaczego mnie tam nie ma?!
- Wczoraj w nocy.. Zaprosił mnie na kolację i tak jakoś wyszło... Najpierw był poczęstunek, kwiaty a potem ni stąd ni zowąd wyciągnął małe pudełeczko i w nim... No to już wiesz!
- To takie niesamowite! - Klasnęłam dłońmi. Ta wiadomość sprawi, że ten dzień nie będzie taki do dupy. Chciałam poprawić pozycję w jakiej siedziałam, kiedy usłyszałam pukanie do swoich drzwi.
- Kto to? - Zdziwiła się przyjaciółka. Posłałam jej dziwne spojrzenie, że sama bym chciała wiedzieć i nawet nie musiałam wstawać bo do sypialni wparował Alan ubrany w dresy i czarną bluzę. Włosy miał jak zawsze w nieładzie, co było u niego plusem. Wyglądał na zadowolonego. Przynajmniej ja takie odniosłam wrażenie. Zmierzył mnie od stóp wzwyż a jego wzrok utkwił na mojej twarzy. W jego obecności czułam się jakoś tak dziwnie. Czasem mam wrażenie, że mnie lubi a później udowadnia mi, że się mylę. Ehh..
- Cześć - Powiedział - Przeszkadzam? - Zamrugałam kilkakrotnie oczyma nie wierząc w to co słyszę. Pierwszy raz w życiu zapytał się mnie czy mi przeszkadza. Pierwszy raz! Paula również była zdziwiona jego miłym zachowaniem. Miała minę mówiącą, że coś jest nie tak i, że mam się trzymać na baczność.
- Tak, przeszkadzasz! - Warknęła niespodziewanie. Nawet jej agresywny ton głosu nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak grzecznościowy gest Alana.
- Ciebie się rudzielcu nie pytałem.
- Czego chcesz? - Spytałam przerywając tym samym ich kłótnie.
- Mamy gościa, zapomniałaś? - Zmrużyłam oczy i lekko przymknęłam powieki. Gościa?
- Gościa..? - Kiwnął posłusznie głową. Cholera. Faktycznie! Przecież Sebastian wciąż jest w sypialni bruneta. Przeklęłam pod nosem i nie tłumacząc nic Pauli, przeprosiłam ją, że nie możemy dokończyć naszej rozmowy i obiecałam zadzwonić później. Chciała wypytać mnie o szczegóły, jednak w ostatniej chwili zdążyłam zamknąć klapkę od laptopa. Będę się smażyć w piekle za to jak ją podle traktuje, tym bardziej, że jest w ciąży.
Wstałam na podłogę i ruszyłam w kierunku drzwi. Chłopak ciągle stał w miejscu nie spuszczając ze mnie swojego wzroku.
- Dokąd idziesz? - Spytał.
- Do Ciebie? Przecież musimy pogadać z Sebastianem... - Chciałam go wyminą, niestety nie miałam wystarczająco dużo sił by to zrobić. Ten dupek chwycił moją rękę i z całej siły pchnął mną o ścianę. Zachłysnęłam się powietrzem czując na sobie jego ciężar. Spojrzenie jakim mnie obdarował, nie należało do najprzyjemniejszych. Był taki chłodny a źrenice jego oczu, rozszerzyły sie do granic możliwości. Coś w nim było takiego, że poczułam iż jestem w niebezpieczeństwie - Co robisz..... - Oblizał wargi a z ust wydobył mu się lekki pomruk. To nie był Alan z jakim rozmawiałam wczoraj. Widziałam podobne zachowanie u Dylana, kiedy był pod wpływem narkotyków.
- Poszedł do domu. Nie ma gu u mnie.
- Co?! - Wrzasnęłam - Żartujesz, prawda?!
- Nie - Pokiwał przecząco głową - Wypuściłem go godzinę temu.
- Dlaczego?! Odbiło Ci?! - Jak ten idiota, mógł wypuścić go od tak sobie? Przecież już byliśmy blisko rozwiązania zagadki a on to wszystko spierdolił - Jesteś kretynem! - Gniew jaki we mnie teraz siedział, przerodził się w nadmiar ogromnej siły i dzięki temu mogłam wyrwać się z jego uścisku. Nie poprzestałam na tym. Zaatakowałam tego dupka pięściami i obkładałam każdy możliwy zakątek jego ciała - Wszystko umiesz spierdolić!
- Uspokój się.. - Warknął. Ścisnął moje ramię na tyle mocno, że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Pisnęłam z bólu - Nigdy więcej tego nie rób...
- Puść mnie... To boli... - Szepnęłam, kiedy ból stawał się mocniejszy. Nie zareagował. Zdawał się nie słyszeć mojego szlochu - Alan... To naprawdę boli.. Proszę, puść... - Nasz wzrok się napotkał a całe moje ciało oblał zimny dreszcz. Co się z nim do cholery dzieje?! Poczułam zawroty głowy.
- Ross.. wszystko w porządku? - Spytał widząc jak moje ciało w jednej chwili osuwa się na ziemię. Byłam zmęczona i nie miałam siły na kłótnię z tym chłopakiem.
- Zostaw mnie w spokoju.... - Szepnęłam. Ostatnie co pamiętam, to czyjeś ramiona, które delikatnie opatuliły moje ciało...
***ALAN***
Kiedy tak patrzyłem na jej kruche ciało, miałem ochotę położyć się przy niej i nigdy więcej nie pozwolić, aby stało się jej niebezpieczeństwo. To dobra dziewczyna, która ma dar wpływania na innych. Jest miła, przyjacielska, słodka.. Słodka?! Co ja pierdole. Widać, że towar, który dał mi znajomy, jest zajebiście dobry.
Ross zasnęła a świadomość, że leży w moim pokoju, w moim łóżku, była dosyć uspokajająca. Spokojnie mogłem opuścić hotel. Kurwa mać! Przeze mnie zemdlała. Jestem pierdolonym kretynem! Dlaczego zawsze muszę spierdolić coś na czym mi zależy? Tak też jest w przypadku Evans. Polubiłem ją i mogę śmiało się do tego przyznać. Oczywiście tylko i wyłącznie przed samym sobą. Ona nigdy się tego nie dowie. Ona i wiele, wiele innych osób. Przez tą dziewczynę, zacząłem postrzegać świat z całkiem innej perspektywy. Mam nadzieję, że Dylan doceni to co ma bo inaczej skopie mu dupę.,
Muszę jakoś wynagrodzić jej te dwa tygodnie pobytu tutaj. I nawet wiem jak to zrobić.
- Jesteś gotowy? - Spytałem wybierając odpowiedni numer w komórce - To dobrze. Spotkamy się w restauracji niedaleko hotelu... Nie.. Ross nie będzie... Nie interesuj się... Pięć minut i masz tam być - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Do umówionego miejsca doszedłem w kilka sekund. Po drodze spaliłem dwie szlugi by choć trochę się odstresować. Za chwilę miałem poznać kobietę, która spieprzyła życie mojego najlepszego przyjaciela. Na samą tę myśl, dłoń zaciskała mi się w twardą pięść.
Było zimno, ale to nie oznaczało, że sobie nie poradzę. Wręcz przeciwnie. Wszedłem do środka dużego budynku i skierowałem się do recepcji. Za ladą stała młoda kobieta z dużym biustem i idealnie wymalowanymi ustami. Długie blond włosy spoczywały na jej chudych ramionach a paznokcie wybijały rytm na brązowej ladzie. Swoim wdziękiem kusiła zapewne niejednego idiotę.
- Witam - Uśmiechnęła się - W czym mogę panu pomóc? - Zmierzyła całe moje ciało a jej wzrok utkwił na moim kroczu. Błagam.
- Chciałbym wolny stolik. Najlepiej gdzieś na końcu sali i w najmniej widocznym miejscu. Da się zrobić?
- Oczywiście - Zamrugała długimi, sztucznymi rzęsami i lekko się uśmiechnęła. Co jak co, ale ładna była - Jednak to będzie pana drogo kosztować.
- Nie zważam na cenę. Ile?
- Och - Zachichotała - Nie miałam tego na myśli. Raczej chodziło mi o numer telefonu i takie rzeczy... - Posłała mi zalotne spojrzenie na co nie mogłem pozostać obojętny. Zaśmiałem się. Dlaczego takie ładne dziewczyny, muszą być takie puste? Dużo brakowało jej do Ross - Więc jak będzie?
- Tak.. że pozostawię to bez komentarza i udam się z Tobą do wolnego stolika - Zmierzyłem ją ostrym spojrzeniem na co spoważniała i kiwnęła posłusznie głową. Chyba nie spodziewała się takiej reakcji z mojej strony. Dziwka. Pokazała mi mały stoliczek na końcu sali, gdzie spokojnie mogłem przeprowadzić rozmowę z moimi nowymi znajomymi, którzy właśnie weszli do środka restauracji. Machnąłem ręką by wiedzieli gdzie iść i chwilę później stali przede mną. Ona stała. Kobieta, która urodziła Dylana Coopera, która porzuciła go w dniu narodzin i która wyparła się własnego dziecka. Pierwszy raz w życiu, czułem do kogoś tak wielką nienawiść. Miałem ochotę wstać i strzelić jej kulkę w łeb. Albo wstać, wyrwać jej wszystkie kudły i dopiero wtedy strzelić kulkę w łeb.
Przyglądając się uważniej jej twarzy, mogłem przysiąc, że jest bardzo podobna do Coopera. Zresztą Sebastian był jego kroplą wody, więc nie było mowy o pomyłce. Byli bliźniakami.
- Witaj - Przywitała się z ciepłym uśmiechem.
- Jesteśmy - Odezwał się brunet - Gdzie Ross? Też miała tu być...
- Jak już wiesz, jest chora. Nie pamiętasz, że grzebałeś w jej rzeczach? Uhh szkoda. Śpi - Warknąłem - Mamy ważniejsze sprawy na głowie, czyż nie? - Zmierzyłem tą starą babę od stóp wzwyż i zatrzymałem się na jej twarzy. Nie odpuściła. Toczyliśmy w tej chwili wojnę wzrokową, którą oczywiście wygrałem ja. Oboje zajęli miejsce naprzeciwko mnie i bacznie mi się przyglądali.
- Teraz mów czego chcesz i jakie masz plany - Ten idiota działał mi na nerwy. Nikt go nie nauczył, że ma siedzieć cicho kiedy jest nieproszony?
- Chyba musimy wyjaśnić sobie wiele rzeczy, co o tym sądzisz Anastazjo? A może mam do Ciebie mówić wyrodna matko? - Kompletnie ignorowałem jego obecność bo dalej uważam, że jest mi tu niepotrzebny i całą uwagę skupiłem na niej.
- Nie mów tak do mojej matki! - Warknął - Wiesz co to szacunek?
- Proszę Cię - Parsknąłem - Szacunek do takiej suki jak ona?... - Nie powiedziałem nic więcej bo prawa dłoń Sebastiana, wylądowała na moim lewym policzku. Zachłysnąłem się powietrzem całkiem zdezorientowany a kiedy odzyskałem świadomość racjonalnego myślenia, wybuchnąłem śmiechem. Gdyby nie to, że nie chcę robić zadymy i zależy mi na rozmowie z tą suką, obiłbym mu twarz i pozostawił rannego na dworze, aby umierał w bólu.
- Zważaj na słowa... - Syknął.
- Tym razem Ci daruję, ale zrób to jeszcze raz a nigdy w życiu nie poznasz swojego brata i nie ujrzysz dnia - Tak. To była groźba. Jestem cierpliwy, ale moja cierpliwość ma granice jak u każdego innego człowieka - Wracając do rozmowy i naszego tematu... Pakuj walizki bo wracamy do kraju.
- Słucham? - Szepnęła - Oszalałeś?
- Ja oszalałem? Wybacz, ale to nie ja pozostawiłem swojego syna na pastwę losu.
- Nic nie wiesz... Nie masz o niczym pojęcia..
- Szczerze mówiąc to mam to w dupie. Mój przyjaciel ma poważne kłopoty i miejmy nadzieję, że zdołasz go uratować bo inaczej źle to się dla Ciebie skończy - Mosiężna sylwetka tego debila znów chciała mnie zaatakować, ale drugi raz nie popełnię tego błędu. Wyciągnąłem z kieszeni kurki małą lufę, którą swobodnie położyłem na stole i obserwowałem zachowanie tej dwójki. Wystraszyli się. Ona jak i on. Matko, co za amatorzy - Ja Was nie proszę o to, abyście ze mną jechali. Ja Wam to mówię, że macie tak zrobić.
- Jesteś taki sam jak on... - Dłoń kobiety zaczęła cała drżeć a oddech stał się nierówny - Jednego syna mi zabraliście.. Drugiego Wam nie pozwolę..
- O czym Ty mówisz? - Wtrąciłem.
- Nie mówił Ci, prawda? Nikomu nie mówił...
- Kto miał mi coś mówić? Możesz jaśniej?
- Jeżeli wrócę do kraju, zabije mnie i moje dziecko. On nie ma pojęcia o drugim bliźniaku...
- Ale ,, on ' nie żyje jeśli masz na myśli Diablo. Teraz rządzi Rick. Jego syn.
- Czyli to prawda? Mam bliźniaka? - Ten palant chyba dopiero teraz zrozumiał powagę całej sytuacji.
- Sebastian, kochanie...
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego mnie okłamywałaś...?!
- Dla Twojego dobra!
- Chyba sobie ze mnie robisz jaja... - Walnął pięścią w stół i nie mówiąc więcej nic, wyszedł na zewnątrz. Kobieta spojrzała na mnie z pogardą, ale szczerze mówiąc miałem to gdzieś.
- Dlaczego wróciliście?! - Warknęła - Nie możecie dać mi spokoju!?
- Dylan jest dla mnie jak brat. Jesteś jedyną osobą, która może go uratować. Módl się tylko, aby sam nie zechciał Cię zabić, kiedy dowie się, że żyjesz a po niego nie wróciłaś. Dziś w nocy wracamy do kraju. Bądź gotowa. Spróbuj tylko uciec a sam osobiście Cię odnajdę i zrobię Ci takie piekło z życia, że ojciec Ricka przy mnie to będzie pikuś - Posłałem jej ostatnie mroczne spojrzenie i tym razem to ja opuściłem lokal. Sebastiana nie było nigdzie w pobliżu. Zniknął, rozpłynął się. Wróciłem więc do hotelu i udałem się do swojego pokoju. Dalej tam była. Leżała w moim łóżku przykryta po szyję kołdrą. Wyglądała uroczo. Zbliżyłem się do dziewczyny i prawą dłonią pogładziłem jej ciepły policzek.
- Zrobiłem to dla Ciebie... - Szepnąłem bezgłośnie - Wracamy do domu... - Uśmiech sam wpełzł mi na twarz. Chcę, aby ostatnie miesiące życia, spędziła z przyjaciółmi i rodziną a nie marnowała swój czas na mnie. Usiadłem na białym fotelu a w rękę chwyciłem gitarę. Spoglądając co chwile na Ross, nuty pewnej piosenki, same wkradły się do mojej głowy.
Nie ważne co nadchodzi, chcesz tego czy nie?
Nie zawsze będzie tak, wstaje nowy dzień
I właśnie o to chodzi,o to chodzi wiem
Nie zasnę dzisiaj sam....
- Bardzo ładnie.. - Usłyszałem cichy pomruk z ust szatynki. Wystraszyłem się. Cholera, myślałem, że śpi! Nie miała tego słyszeć. Nie lubię kiedy ktoś jest przy tym jak gram na gitarze a zwłaszcza kiedy śpiewam.
- Ja... Eh.. - Nie wiedziałem co powiedzieć. Kurwa! - Lepiej jak sobie pójdę...
- Zostań - Szepnęła z uśmiechem na twarzy - To Twój pokój. Ja powinnam iść.
- Ty sobie leż. To nie problem...
- Naprawdę? - Kiwnąłem głową a ona cicho parsknęła śmiechem. Wyglądała uroczo - Alan?
- Ta? Potrzebujesz czegoś?
- Śniło mi się, że wracamy do domu... Powiedz, że to prawda... Błagam.. Bardzo źle się czuje. Muszę odwiedzić Filipa...
- Ross... - Zakląłem pod nosem widząc jej kruche ciało w takim złym stanie i nie zważając na nic, usiadłem na krawędzi łóżka łapiąc jej małą dłoń w swoją. Nie protestowała - Tak. Dziś w nocy wracamy do domu..
- Naprawdę?! - Ponownie kiwnąłem głową. Niespodziewanie rzuciła się na mnie i złożyła na moim prawym policzku czułego buziaka. Ten gest zmienił wszystko co dotychczas czułem. Zarumieniłem się a w brzuchu poczułem dziwne ukłucie. Kurwa mać, co się ze mną dzieje?! - Już zapomniałam jak to jest....
- Co takiego? - Próbowałem nie myśleć o bliskości w jakiej się znajdowaliśmy, ale było to naprawdę trudne.
- Jak to jest być tak beztrosko i cholernie szczęśliwą....... - Spojrzałem w jej oczy i w jednej sekundzie zapomniałem o wszystkim. Zapomniałem swojego własnego imienia....
,, I am not a fucker ''
- Kurwa mać... - Wstałam przed dziewiątą, ponieważ obudziły mnie hałasy dochodzące zza ściany. Co jest grane? Otworzyłam oczy a światło padające zza szyb do pomieszczenia, raziło moje ciemne tęczówki. Niechętnie wygramoliłam się z cieplutkiej kołderki, która służy mi od zawsze i wciskając swoje stopy w czarne kapcie, opatuliłam się kocem i otworzyłam leciutko drzwi. Na zewnątrz nie było nikogo. Poirytowana jakimiś gierkami, wróciłam do łóżka gdzie ponownie zamknęłam oczy. Niestety nie udało mi się zasnąć. Widocznie wskazane było mi wstać i przeżyć kolejny dzień boży. Do tego głośna muzyka, która dudniła z pokoju mojego sąsiada. Czy ludziom mieszkającym w tym hotelu, nie przeszkadzał jego głośny tryb życia?!
- Głupek... - Burknęłam pod nosem. Strasznie bolała mnie głowa i doszły do tego mdłości. Kurde, znowu? Zaparzyłam sobie cieplutką kawę z myślą, że postawi mnie na nogi, niestety to nie jakaś tania kreskówka, w której wszystko świetnie się układa. Wręcz przeciwnie. Było coraz gorzej. Miałam wrażenie jakby coś ciężkiego właśnie uderzyło w moją głowę.
Podchodząc do małej, drewnianej półeczki, wzięłam do ręki swój telefon, który świecił od nadmiaru wiadomości jakie ktoś mi wysłał. Mimo tego, że już nie spałam, wciąż byłam tylko w pół przytomna. Paula poinformowała mnie, abym jak najszybciej weszła na Skype, gdyż ma dla mnie jakąś ważną niespodziankę. Tak też zrobiłam. Po pięciu minutach zalogowałam się na swoje konto a kiedy dostrzegłam, że moja przyjaciółka jest dostępna, nacisnęłam na jej zdjęcie profilowe i wykonałam krótkie połączenie. Odebrała za drugim razem.
- Nareszcie! - Wrzasnęła radośnie - Co tak długo?! - Dziewczyna siedziała na wielkim czarnym fotelu w białej koszuli i krótkich, szarych spodenkach. Włosy miała związane w koka a brak makijażu działał na nią naprawdę rewelacyjnie. Od zawsze uważałam, że Paulina to piękna kobieta i nie musi się malować by podkreślić jaka jest seksowna. Natomiast ja zapewne wyglądałam jak czarownica. Nie uczesana, nie umalowana i w piżamie.
- Dopiero wstałam! - Fucknęłam na co parsknęła gromkim śmiechem. Przewróciłam oczami nie wierząc w jej dobry humor. Jak ktoś normalny może się tyle śmiać zaraz po przebudzeniu? Może ona coś paliła? Uśmiech nie schodził z jej twarzy a usta co chwila wykrzywiały się w dziwny grymas. Dobrze, że chociaż jedna z nas jest szczęśliwa - Wszystko w porządku? - Spytałam mrużąc oczy. Jeżeli Diuk jej czegoś dosypał do porannej kawy to uduszę go gołymi rękoma.
- Ja... Tak! Boże, Ross! Jestem taka szczęśliwa!
- To super, ale dlaczego? - Uśmiechnęłam się lekko - Czy Twój kochany chłopak ma z tym coś wspólnego? A może wiesz już co będziesz miała?! Chłopak czy dziewczynka?! - Zawtórowałam.
- Nie uwierzysz... - Wyciągnęła rękę przed kamerkę ukazując mi tym samym swoje długie paluchy. Na jednym z nich widniał mały, srebrny pierścionek z pięknym kryształkiem. Z początku nie bardzo rozumiałam o co jej chodzi, ale w końcu nadszedł taki czas, że mnie olśniło a żeby nie wpaść w osłupienie, zakryłam usta dłonią i wzięłam parę głębszych oddechów. Sieta faka.
- Nie wierzę.... - Szepnęłam - Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową i wtedy nie wytrzymałam. Wybuchnęłam jak wariatka, ciesząc się ze szczęścia mojej przyjaciółki - Ale kiedy?! Jak?! Kurwa, dlaczego mnie tam nie ma?!
- Wczoraj w nocy.. Zaprosił mnie na kolację i tak jakoś wyszło... Najpierw był poczęstunek, kwiaty a potem ni stąd ni zowąd wyciągnął małe pudełeczko i w nim... No to już wiesz!
- To takie niesamowite! - Klasnęłam dłońmi. Ta wiadomość sprawi, że ten dzień nie będzie taki do dupy. Chciałam poprawić pozycję w jakiej siedziałam, kiedy usłyszałam pukanie do swoich drzwi.
- Kto to? - Zdziwiła się przyjaciółka. Posłałam jej dziwne spojrzenie, że sama bym chciała wiedzieć i nawet nie musiałam wstawać bo do sypialni wparował Alan ubrany w dresy i czarną bluzę. Włosy miał jak zawsze w nieładzie, co było u niego plusem. Wyglądał na zadowolonego. Przynajmniej ja takie odniosłam wrażenie. Zmierzył mnie od stóp wzwyż a jego wzrok utkwił na mojej twarzy. W jego obecności czułam się jakoś tak dziwnie. Czasem mam wrażenie, że mnie lubi a później udowadnia mi, że się mylę. Ehh..
- Cześć - Powiedział - Przeszkadzam? - Zamrugałam kilkakrotnie oczyma nie wierząc w to co słyszę. Pierwszy raz w życiu zapytał się mnie czy mi przeszkadza. Pierwszy raz! Paula również była zdziwiona jego miłym zachowaniem. Miała minę mówiącą, że coś jest nie tak i, że mam się trzymać na baczność.
- Tak, przeszkadzasz! - Warknęła niespodziewanie. Nawet jej agresywny ton głosu nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak grzecznościowy gest Alana.
- Ciebie się rudzielcu nie pytałem.
- Czego chcesz? - Spytałam przerywając tym samym ich kłótnie.
- Mamy gościa, zapomniałaś? - Zmrużyłam oczy i lekko przymknęłam powieki. Gościa?
- Gościa..? - Kiwnął posłusznie głową. Cholera. Faktycznie! Przecież Sebastian wciąż jest w sypialni bruneta. Przeklęłam pod nosem i nie tłumacząc nic Pauli, przeprosiłam ją, że nie możemy dokończyć naszej rozmowy i obiecałam zadzwonić później. Chciała wypytać mnie o szczegóły, jednak w ostatniej chwili zdążyłam zamknąć klapkę od laptopa. Będę się smażyć w piekle za to jak ją podle traktuje, tym bardziej, że jest w ciąży.
Wstałam na podłogę i ruszyłam w kierunku drzwi. Chłopak ciągle stał w miejscu nie spuszczając ze mnie swojego wzroku.
- Dokąd idziesz? - Spytał.
- Do Ciebie? Przecież musimy pogadać z Sebastianem... - Chciałam go wyminą, niestety nie miałam wystarczająco dużo sił by to zrobić. Ten dupek chwycił moją rękę i z całej siły pchnął mną o ścianę. Zachłysnęłam się powietrzem czując na sobie jego ciężar. Spojrzenie jakim mnie obdarował, nie należało do najprzyjemniejszych. Był taki chłodny a źrenice jego oczu, rozszerzyły sie do granic możliwości. Coś w nim było takiego, że poczułam iż jestem w niebezpieczeństwie - Co robisz..... - Oblizał wargi a z ust wydobył mu się lekki pomruk. To nie był Alan z jakim rozmawiałam wczoraj. Widziałam podobne zachowanie u Dylana, kiedy był pod wpływem narkotyków.
- Poszedł do domu. Nie ma gu u mnie.
- Co?! - Wrzasnęłam - Żartujesz, prawda?!
- Nie - Pokiwał przecząco głową - Wypuściłem go godzinę temu.
- Dlaczego?! Odbiło Ci?! - Jak ten idiota, mógł wypuścić go od tak sobie? Przecież już byliśmy blisko rozwiązania zagadki a on to wszystko spierdolił - Jesteś kretynem! - Gniew jaki we mnie teraz siedział, przerodził się w nadmiar ogromnej siły i dzięki temu mogłam wyrwać się z jego uścisku. Nie poprzestałam na tym. Zaatakowałam tego dupka pięściami i obkładałam każdy możliwy zakątek jego ciała - Wszystko umiesz spierdolić!
- Uspokój się.. - Warknął. Ścisnął moje ramię na tyle mocno, że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Pisnęłam z bólu - Nigdy więcej tego nie rób...
- Puść mnie... To boli... - Szepnęłam, kiedy ból stawał się mocniejszy. Nie zareagował. Zdawał się nie słyszeć mojego szlochu - Alan... To naprawdę boli.. Proszę, puść... - Nasz wzrok się napotkał a całe moje ciało oblał zimny dreszcz. Co się z nim do cholery dzieje?! Poczułam zawroty głowy.
- Ross.. wszystko w porządku? - Spytał widząc jak moje ciało w jednej chwili osuwa się na ziemię. Byłam zmęczona i nie miałam siły na kłótnię z tym chłopakiem.
- Zostaw mnie w spokoju.... - Szepnęłam. Ostatnie co pamiętam, to czyjeś ramiona, które delikatnie opatuliły moje ciało...
***ALAN***
Kiedy tak patrzyłem na jej kruche ciało, miałem ochotę położyć się przy niej i nigdy więcej nie pozwolić, aby stało się jej niebezpieczeństwo. To dobra dziewczyna, która ma dar wpływania na innych. Jest miła, przyjacielska, słodka.. Słodka?! Co ja pierdole. Widać, że towar, który dał mi znajomy, jest zajebiście dobry.
Ross zasnęła a świadomość, że leży w moim pokoju, w moim łóżku, była dosyć uspokajająca. Spokojnie mogłem opuścić hotel. Kurwa mać! Przeze mnie zemdlała. Jestem pierdolonym kretynem! Dlaczego zawsze muszę spierdolić coś na czym mi zależy? Tak też jest w przypadku Evans. Polubiłem ją i mogę śmiało się do tego przyznać. Oczywiście tylko i wyłącznie przed samym sobą. Ona nigdy się tego nie dowie. Ona i wiele, wiele innych osób. Przez tą dziewczynę, zacząłem postrzegać świat z całkiem innej perspektywy. Mam nadzieję, że Dylan doceni to co ma bo inaczej skopie mu dupę.,
Muszę jakoś wynagrodzić jej te dwa tygodnie pobytu tutaj. I nawet wiem jak to zrobić.
- Jesteś gotowy? - Spytałem wybierając odpowiedni numer w komórce - To dobrze. Spotkamy się w restauracji niedaleko hotelu... Nie.. Ross nie będzie... Nie interesuj się... Pięć minut i masz tam być - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Do umówionego miejsca doszedłem w kilka sekund. Po drodze spaliłem dwie szlugi by choć trochę się odstresować. Za chwilę miałem poznać kobietę, która spieprzyła życie mojego najlepszego przyjaciela. Na samą tę myśl, dłoń zaciskała mi się w twardą pięść.
Było zimno, ale to nie oznaczało, że sobie nie poradzę. Wręcz przeciwnie. Wszedłem do środka dużego budynku i skierowałem się do recepcji. Za ladą stała młoda kobieta z dużym biustem i idealnie wymalowanymi ustami. Długie blond włosy spoczywały na jej chudych ramionach a paznokcie wybijały rytm na brązowej ladzie. Swoim wdziękiem kusiła zapewne niejednego idiotę.
- Witam - Uśmiechnęła się - W czym mogę panu pomóc? - Zmierzyła całe moje ciało a jej wzrok utkwił na moim kroczu. Błagam.
- Chciałbym wolny stolik. Najlepiej gdzieś na końcu sali i w najmniej widocznym miejscu. Da się zrobić?
- Oczywiście - Zamrugała długimi, sztucznymi rzęsami i lekko się uśmiechnęła. Co jak co, ale ładna była - Jednak to będzie pana drogo kosztować.
- Nie zważam na cenę. Ile?
- Och - Zachichotała - Nie miałam tego na myśli. Raczej chodziło mi o numer telefonu i takie rzeczy... - Posłała mi zalotne spojrzenie na co nie mogłem pozostać obojętny. Zaśmiałem się. Dlaczego takie ładne dziewczyny, muszą być takie puste? Dużo brakowało jej do Ross - Więc jak będzie?
- Tak.. że pozostawię to bez komentarza i udam się z Tobą do wolnego stolika - Zmierzyłem ją ostrym spojrzeniem na co spoważniała i kiwnęła posłusznie głową. Chyba nie spodziewała się takiej reakcji z mojej strony. Dziwka. Pokazała mi mały stoliczek na końcu sali, gdzie spokojnie mogłem przeprowadzić rozmowę z moimi nowymi znajomymi, którzy właśnie weszli do środka restauracji. Machnąłem ręką by wiedzieli gdzie iść i chwilę później stali przede mną. Ona stała. Kobieta, która urodziła Dylana Coopera, która porzuciła go w dniu narodzin i która wyparła się własnego dziecka. Pierwszy raz w życiu, czułem do kogoś tak wielką nienawiść. Miałem ochotę wstać i strzelić jej kulkę w łeb. Albo wstać, wyrwać jej wszystkie kudły i dopiero wtedy strzelić kulkę w łeb.
Przyglądając się uważniej jej twarzy, mogłem przysiąc, że jest bardzo podobna do Coopera. Zresztą Sebastian był jego kroplą wody, więc nie było mowy o pomyłce. Byli bliźniakami.
- Witaj - Przywitała się z ciepłym uśmiechem.
- Jesteśmy - Odezwał się brunet - Gdzie Ross? Też miała tu być...
- Jak już wiesz, jest chora. Nie pamiętasz, że grzebałeś w jej rzeczach? Uhh szkoda. Śpi - Warknąłem - Mamy ważniejsze sprawy na głowie, czyż nie? - Zmierzyłem tą starą babę od stóp wzwyż i zatrzymałem się na jej twarzy. Nie odpuściła. Toczyliśmy w tej chwili wojnę wzrokową, którą oczywiście wygrałem ja. Oboje zajęli miejsce naprzeciwko mnie i bacznie mi się przyglądali.
- Teraz mów czego chcesz i jakie masz plany - Ten idiota działał mi na nerwy. Nikt go nie nauczył, że ma siedzieć cicho kiedy jest nieproszony?
- Chyba musimy wyjaśnić sobie wiele rzeczy, co o tym sądzisz Anastazjo? A może mam do Ciebie mówić wyrodna matko? - Kompletnie ignorowałem jego obecność bo dalej uważam, że jest mi tu niepotrzebny i całą uwagę skupiłem na niej.
- Nie mów tak do mojej matki! - Warknął - Wiesz co to szacunek?
- Proszę Cię - Parsknąłem - Szacunek do takiej suki jak ona?... - Nie powiedziałem nic więcej bo prawa dłoń Sebastiana, wylądowała na moim lewym policzku. Zachłysnąłem się powietrzem całkiem zdezorientowany a kiedy odzyskałem świadomość racjonalnego myślenia, wybuchnąłem śmiechem. Gdyby nie to, że nie chcę robić zadymy i zależy mi na rozmowie z tą suką, obiłbym mu twarz i pozostawił rannego na dworze, aby umierał w bólu.
- Zważaj na słowa... - Syknął.
- Tym razem Ci daruję, ale zrób to jeszcze raz a nigdy w życiu nie poznasz swojego brata i nie ujrzysz dnia - Tak. To była groźba. Jestem cierpliwy, ale moja cierpliwość ma granice jak u każdego innego człowieka - Wracając do rozmowy i naszego tematu... Pakuj walizki bo wracamy do kraju.
- Słucham? - Szepnęła - Oszalałeś?
- Ja oszalałem? Wybacz, ale to nie ja pozostawiłem swojego syna na pastwę losu.
- Nic nie wiesz... Nie masz o niczym pojęcia..
- Szczerze mówiąc to mam to w dupie. Mój przyjaciel ma poważne kłopoty i miejmy nadzieję, że zdołasz go uratować bo inaczej źle to się dla Ciebie skończy - Mosiężna sylwetka tego debila znów chciała mnie zaatakować, ale drugi raz nie popełnię tego błędu. Wyciągnąłem z kieszeni kurki małą lufę, którą swobodnie położyłem na stole i obserwowałem zachowanie tej dwójki. Wystraszyli się. Ona jak i on. Matko, co za amatorzy - Ja Was nie proszę o to, abyście ze mną jechali. Ja Wam to mówię, że macie tak zrobić.
- Jesteś taki sam jak on... - Dłoń kobiety zaczęła cała drżeć a oddech stał się nierówny - Jednego syna mi zabraliście.. Drugiego Wam nie pozwolę..
- O czym Ty mówisz? - Wtrąciłem.
- Nie mówił Ci, prawda? Nikomu nie mówił...
- Kto miał mi coś mówić? Możesz jaśniej?
- Jeżeli wrócę do kraju, zabije mnie i moje dziecko. On nie ma pojęcia o drugim bliźniaku...
- Ale ,, on ' nie żyje jeśli masz na myśli Diablo. Teraz rządzi Rick. Jego syn.
- Czyli to prawda? Mam bliźniaka? - Ten palant chyba dopiero teraz zrozumiał powagę całej sytuacji.
- Sebastian, kochanie...
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego mnie okłamywałaś...?!
- Dla Twojego dobra!
- Chyba sobie ze mnie robisz jaja... - Walnął pięścią w stół i nie mówiąc więcej nic, wyszedł na zewnątrz. Kobieta spojrzała na mnie z pogardą, ale szczerze mówiąc miałem to gdzieś.
- Dlaczego wróciliście?! - Warknęła - Nie możecie dać mi spokoju!?
- Dylan jest dla mnie jak brat. Jesteś jedyną osobą, która może go uratować. Módl się tylko, aby sam nie zechciał Cię zabić, kiedy dowie się, że żyjesz a po niego nie wróciłaś. Dziś w nocy wracamy do kraju. Bądź gotowa. Spróbuj tylko uciec a sam osobiście Cię odnajdę i zrobię Ci takie piekło z życia, że ojciec Ricka przy mnie to będzie pikuś - Posłałem jej ostatnie mroczne spojrzenie i tym razem to ja opuściłem lokal. Sebastiana nie było nigdzie w pobliżu. Zniknął, rozpłynął się. Wróciłem więc do hotelu i udałem się do swojego pokoju. Dalej tam była. Leżała w moim łóżku przykryta po szyję kołdrą. Wyglądała uroczo. Zbliżyłem się do dziewczyny i prawą dłonią pogładziłem jej ciepły policzek.
- Zrobiłem to dla Ciebie... - Szepnąłem bezgłośnie - Wracamy do domu... - Uśmiech sam wpełzł mi na twarz. Chcę, aby ostatnie miesiące życia, spędziła z przyjaciółmi i rodziną a nie marnowała swój czas na mnie. Usiadłem na białym fotelu a w rękę chwyciłem gitarę. Spoglądając co chwile na Ross, nuty pewnej piosenki, same wkradły się do mojej głowy.
Nie ważne co nadchodzi, chcesz tego czy nie?
Nie zawsze będzie tak, wstaje nowy dzień
I właśnie o to chodzi,o to chodzi wiem
Nie zasnę dzisiaj sam....
- Bardzo ładnie.. - Usłyszałem cichy pomruk z ust szatynki. Wystraszyłem się. Cholera, myślałem, że śpi! Nie miała tego słyszeć. Nie lubię kiedy ktoś jest przy tym jak gram na gitarze a zwłaszcza kiedy śpiewam.
- Ja... Eh.. - Nie wiedziałem co powiedzieć. Kurwa! - Lepiej jak sobie pójdę...
- Zostań - Szepnęła z uśmiechem na twarzy - To Twój pokój. Ja powinnam iść.
- Ty sobie leż. To nie problem...
- Naprawdę? - Kiwnąłem głową a ona cicho parsknęła śmiechem. Wyglądała uroczo - Alan?
- Ta? Potrzebujesz czegoś?
- Śniło mi się, że wracamy do domu... Powiedz, że to prawda... Błagam.. Bardzo źle się czuje. Muszę odwiedzić Filipa...
- Ross... - Zakląłem pod nosem widząc jej kruche ciało w takim złym stanie i nie zważając na nic, usiadłem na krawędzi łóżka łapiąc jej małą dłoń w swoją. Nie protestowała - Tak. Dziś w nocy wracamy do domu..
- Naprawdę?! - Ponownie kiwnąłem głową. Niespodziewanie rzuciła się na mnie i złożyła na moim prawym policzku czułego buziaka. Ten gest zmienił wszystko co dotychczas czułem. Zarumieniłem się a w brzuchu poczułem dziwne ukłucie. Kurwa mać, co się ze mną dzieje?! - Już zapomniałam jak to jest....
- Co takiego? - Próbowałem nie myśleć o bliskości w jakiej się znajdowaliśmy, ale było to naprawdę trudne.
- Jak to jest być tak beztrosko i cholernie szczęśliwą....... - Spojrzałem w jej oczy i w jednej sekundzie zapomniałem o wszystkim. Zapomniałem swojego własnego imienia....
czwartek, 10 września 2015
Rozdział 6
,, I am not a fucker ''
Przez cały dzień kłębiło mi się w głowie jedno pytanie. Jak to kurwa możliwe, że Dylan ma brata bliźniaka?! Jakoś nie mogę tego zrozumieć. Mam wrażenie jakbyśmy uczęszczali do jakieś taniej telenoweli, która zazwyczaj kończy się dobrze, ale czy w tym przypadku również tak będzie? Bo wiecie, jakby nie mówić, jestem chora i za niedługo umrę.
Sama nie wiem dlaczego tu zostałam. Mogłam wrócić do domu i siedzieć teraz z Paulą bądź Michałem i rodziną, ale nie. Coś kazało mi zbadać tą sprawę do końca i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. To moja najgorsza cecha. Ciekawość. Teraz, kiedy jesteśmy tak blisko rozwiązania wielu zagadek, nie mogę się wycofać. Jestem Rozalie Evans i wytrwam w tym do końca.
Spięłam włosy w grubego koka, włożyłam na siebie ciasne jeansy, biały sweterek oraz szare new balance a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Byłam gotowa na spotkanie z Sebastianem. Najpierw wyciągnę z niego prawdę a potem spoliczkuje za chęć wykorzystania mnie. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego mnie pocałował. Chciał tym uśpić moją czujność. Dupek. Niedoczekanie jego.
- Jesteś pewna? Lepiej pójdę z Tobą...
- Od teraz zawsze będziesz udawać takiego miłego? - Warknęłam. Irytowało mnie jego zachowanie. Nie żebym nie lubiła to kiedy jest miły, ale on chciał mi pomagać tylko dlatego, że robił to dla przyjaciela. Nie dla mnie. Moje zdrowie osobiście go nie obchodziło. Liczył się tylko Cooper. W dodatku jeszcze kilka godzin temu nie chciał ze mną rozmawiać, więc co się zmieniło?
- Możesz kurwa włożyć swoje fochy do torebki i przez chwilę chociaż nie być dzieckiem? Ten facet może być niebezpieczny! Nie znasz go a jedyne co wiesz to to, że zabrał nasze dokumenty dotyczące Anastazji i prawdopodobnie jest bratem bliźniakiem Dylana! - Chciałam odejść, aby uniknąć większej kłótni, ale wtedy złapał moją rękę i mocno przysunął moje ciało do swojego. Zmuszona zostałam spojrzeć mu w oczy - Nie wkurwiaj mnie - Warknął.
- To Ty nie denerwuj mnie! Ciągle masz jakieś sekrety przede mną, tajemnice! Mam tego dosyć! Chciałam pogadać o tym co zaszło między nami wczoraj a Ty mnie totalnie zlałeś, więc...
- Nic nie zaszło! - Warknął - Nigdy bym Cię nie tknął nawet palcem, rozumiesz? Dlatego uważałem, że ta rozmowa jest niepotrzebna! - Poczułam się jakbym dostała porządnego liścia w twarz. Nasze relacje nie były dobre, ale sądziłam, że nie najgorsze.
- Aż taka jestem straszna, że byś mnie nawet nie tknął palcem? - Do oczu naleciały mi łzy. Zabolało. Nawet słowa z buzi takiego sukinsyna bolą. Chyba każda dziewczyna nie życzyłaby sobie usłyszeć czegoś takiego, prawda? Zawsze kiedy w jakiś sposób zbliżamy się do siebie, on musi wszystko popsuć - Dobrze wiedzieć..
- Kurwa, Ross! Nie o to mi chodziło!
- Daj spokój. Właśnie o to...
- Nie dotknąłbym Cię, bo jesteś najważniejszą osobą dla mojego przyjaciela, rozumiesz?! Najlepszego przyjaciela! Nie naraziłbym naszej przyjaźni dla jakiejkolwiek dziewczyny! Jesteś ładna, masz fajny charakter i gdyby nie to, że coś Was z Dylanem łączy, byłabyś pierwszą dziewczyną na jaką kiedykolwiek zwróciłbym uwagę. Wczoraj w nocy, napiłaś się i straciłaś przytomność, więc zaprowadziłem Cię do pokoju a że Twój był zamknięty, wziąłem Cię do mojego. Miałaś obrzygane ciuchy, dlatego dałem Ci swoje i spokojnie... Sama się w nie przebrałaś, kiedy odzyskałaś świadomość.
- Ja.... Nie wiem co powiedzieć... - Zakryłam usta dłonią kalkulując w głowie wypowiedziane przez niego słowa. Czy on właśnie powiedział, że zwróciłby na mnie uwagę? On?! Chłopak, który nie ma serca? Który nie uznaje zasady wyższości dla kobiet? Który podciąłby Ci gardło jakby była taka potrzeba? Nie wiedziałam czy się cieszyć czy może płakać. A może to i to jednocześnie?
- Najlepiej nie mów nic. Koniec tematu.
- Alan... - Szepnęłam chcąc wydukać chociaż kilka słów przeprosin, ale on zdawał się nawet nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Tak, jakby nic się nie wydarzyło a nasza rozmowa stała się czymś nieważnym. Spuściłam głowę by nie musieć dłużej na niego patrzeć i jednym zwinnym ruchem, wyrwałam się z jego uścisku.
- Poczekam w ukryciu... W razie czego będę tuż za Tobą. - Kiwnęłam posłusznie głową i nie czekając długo, pokonałam resztę drogi w samotności. Chłopak gdzieś się ulotnił co było mi na rękę. Odetchnęłam z ulgą móc cieszyć się rześkim powietrzem. Jeszcze kilka minut w jego towarzystwie a doszłoby do szaleństwa. Jak ten czas szybko zleciał a jakie życie płata nam figle? Pamiętam jak poznałam się z Fryczem. Paula miała wtedy urodziny i to właśnie jej dokuczał. On i Dylan. Tak bardzo można pomylić się względem jakiegokolwiek człowieka?
Chwilę później zbliżyłam się do wielkiego mostu postawionego w morzu na który wszyscy mówią ,, molo '' i przeszukałam wzrokiem osobnika, z którym się umówiłam. Nie było go. Co jest grane? Przełknęłam głośno ślinę czując ścisk w gardle. Może on wie? Może domyślił się, że my wiemy i uciekł?
- Cholera.. - Syknęłam zaciskając dłoń w pięść. Nic już z tego nie będzie bo ten dupek się domyślił. Cały plan na marne. Naparłam ciałem na długą, niebieską poręcz a wzrok wlepiłam w głąb morza, kiedy nieoczekiwanie poczułam na szyi podmuch czyjegoś ciepłego oddechu. Wystraszona, odskoczyłam w bok nie mając bladego pojęcia o co do cholery chodzi. Przeniosłam swój wzrok na chłopaka stojącego za mną i muszę przyznać, że z początku byłam zadowolona, że to właśnie on, jednak ostatecznie chciałam wymierzyć mu porządnego liścia. W co ten gostek pogrywa? Zmrużyłam oczy i zlustrowałam potężną sylwetkę mojego towarzysza.
- Nie wolno tak brzydko mówić, wiesz? - Parsknął odsłaniając tym swoje śnieżnobiałe zęby. Jego uśmiech był powalający a prosta linia górnych jak i dolnych zębów, świetnie do niego pasowała. W dodatku wyglądał dziś nieziemsko. Odziany w biały top na którym spoczywała czarna, rozpięta bluza, świetnie współgrał z szarymi jeansami oraz trampkami do kostek. Włosy lekko wystawały spod małej, czarnej czapeczki i podczas podmuchu wiatru, unosiły się do góry - Hej - Przywitał się.
- Cześć - Odpowiedziałam jakby nigdy nic. Oblizałam językiem dolną część wargi i mocno przygryzłam naskórek lewego dziąsła. Denerwowałam się w jego obecności. Mógł okazać się niebezpieczny. Przecież tak naprawdę nic o nim nie widziałam, prócz naszych własnych przypuszczeń. W głowie już miałam obraz jak tłukę jego piękną twarzyczkę własnymi rączkami. Skurwiel - Spóźniłeś się.
- Moja mama potrzebowała pomocy. Nic takiego - Machnął ręką od niechcenia - Ale bardzo zaskoczył mnie Twój telefon. Przecież miałaś wyjechać.
- Tak - Wtrąciłam - Jednak postanowiłam jeszcze chwilę tu zostać. Nie chcę wszystkiego dać na marne tym bardziej, że już coś mamy - Uśmiechnęłam się widząc jego zaciekawioną minę. Tego się nie spodziewał. Bam! Chciał coś powiedzieć, zadać jakieś pytanie, niestety go wyprzedziłam - Tydzień mnie nie zbawi.
- Racja - Przejechał kciukiem po wąskiej linii swoich ust po czym wykrzywił je w grymas uśmiechu. - Mam dla Ciebie niespodziankę. Chodź ze mną - Chwycił moją prawą dłoń i wolnym krokiem, ruszył do przodu. Milczałam gdyż byłam ciekawa jego pomysłu i tego co dla mnie ma. Szliśmy na coraz to głębszą wodę i zatrzymaliśmy się dopiero na samym końcu mostu. Za ten czas, nad nami zdążyła zapanować ciemność, więc nic dziwnego, że widziałam piąte przez dziesiąte.
- Co tu robimy? - Spytałam zaskoczona. Nie odpowiedział. Mruknął coś pod nosem a następnie kucnął i po kolei zaczął zapalać pięć małych świeczek stojących na brudnych deskach. Zakryłam usta dłonią widząc czerwony, wełniany koc, dwie białe poduszki, kocyk do przykrycia w razie jakby było zimno, duży brązowy kosz, w którym prawdopodobnie znajdowało się jedzenie i butelkę czerwonego wina. Zabrało mi dech w piersi - Żartujesz, prawda? - Szepnęłam.
- Nie, dlaczego? Dla pięknej pani trzeba trochę wysiłku - Posłał mi uśmiech i musnął dłonią mój prawy policzek. Dlaczego taki super gościu musi być tym złym? Dlaczego nie mogłam go poznać w innych okolicznościach? Speszona, zajęłam miejsce tuż obok koszyka i w milczeniu wpatrywałam się w dalsze poczynania Sebastiana. Usiadł koło mnie jakby nigdy nic, chwycił moją dłoń i wolnym ruchem zaczął przybliżać swoją twarz ku mojej. W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik a żeby przerwać tą niezręczną ciszę jaka między nami zapanowała, zerknęłam na ekran telefonu i włączyłam jedną z piosenek Biebera. Poczułam na sobie palący wzrok blondyna - Proszę, wyłącz to.
- Dlaczego? Czyżbyś nie przepadał za tym wokalistą?
- Skądże. To mój idol! - Zażartował - Wyłącz ten chłam. Puszczę coś odpowiedniego - Niechętnie kiwnęłam głową i spełniłam jego prośbę. On natomiast włączył jakąś nieznaną mi melodię, która od razu wpadła mi w ucho. Muszę przyznać, że miał niezły gust do ubioru jak i do muzyki - Jesteś głodna?
- Nie.. Najadłam się w domu... - Nie miałam okazji powiedzieć nic więcej, gdyż dostałam wiadomość SMS'ową, oczywiście od Alana, że mam się pośpieszyć. Rozejrzałam się uważnie dookoła w poszukiwaniu mojego kolegi, ale nigdzie go nie było. Przynajmniej nie w moim zasięgu. Musiał umieć się dobrze kamuflować dupek.
- Wszystko w porządku? - Wyrwał mnie z rozmyśleń jego boski głos. Potrząsnęłam głową by odgonić od siebie myśli dotyczące tego dupka i wymusiłam się na jeden z tych swoich uśmieszków mówiących, że wszystko gra.
- Tak... Po prostu jestem zmęczona - Skłamałam - Sebastian?
- Tak? - Zdziwił się.
- Co myślisz o ludziach, którzy kłamią? - Zaskoczyło go moje pytanie i dość długo nad tym myślał co dało mi do zrozumienia, że rzeczywiście nie był ze mną szczery. Spuściłam wzrok nie chcąc patrzeć mu w oczy, ale kiedy tylko to zrobiłam, chwycił mój podbródek i przytrzymał na wysokości dostatecznej bym mogła spojrzeć mu prosto w oczy.
- Jeżeli robią to z dobrych powodów, sądzę, że zasługują na wybaczenie. Jeżeli zaś kłamią na każdym kroku, nie są warci niczyjej uwagi. Dlaczego o to w ogóle pytasz?
- Tak o - Wzruszyłam smętnie ramionami - Z ciekawości. Mój kolega mnie okłamał i tak jakoś..
- Rozumiem.... - Odsunął ode mnie swoją dłoń i wygodniej rozłożył się na kocu - Wspomniałaś, że macie coś w związku z Waszymi poszukiwaniami. Co takiego?
- Po co chcesz to wiedzieć?
- Tak o - Powtórzył po mnie - Z ciekawości.
- W sumie to mamy bardzo dużo - Położyłam się tuż obok niego i spojrzałam w niebo pełne gwiazd - Wiedziałeś, że Anastazja Grean nazywa się teraz Ana Geran? Tak samo jak Twoja matka - Zaśmiałam się. Zerwał się momentalnie na równe nogi i uważnie zmierzył całe moje ciało. Nawet nie drgnęłam. Wiedziałam, że nie ma szans na ucieczkę i byłam pewna, że chociaż spróbuje nawiać, ale on zamiast tego, tylko spiorunował mnie wzrokiem - Nie udawaj. Wiem, że to ona.
- Kim jesteś? - Warknął - Dlaczego tak bardzo zależy Ci na odnalezieniu Any?
- Czyli już nie zamierzasz udawać? - Uniosłam teatralnie ręce w geście uznania i nadzwyczajnie w świecie, zaczęłam bić brawo - To super! Moje gratulacje!
- Czego chcecie? - Powtórzył ostrym tonem głosu - Wiedziałem, że coś z Tobą jest nie tak..
- Porozmawiać. A dokładniej to spotkać się z Anastazją. Mamy wiele do wyjaśnienia - Nasz wzrok się napotkał a spojrzenie jakim mnie obdarował, do miłych nie należało. Dostałam gęsiej skórki, serce przyśpieszyło bicia a oddech stał się nierówny.
- Najpierw powiesz mi o czym chcesz z nią gadać. Ty i Twój przyjaciel jesteście od niego, prawda? To on Was przysłał, żebyście nas znaleźli?!
- Kto? - Zdziwiłam się - O kim Ty mówisz?
- Nie udawaj. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi....
- My chyba nie mieliśmy okazji się poznać, prawda? Jestem Alan Frycz a Ty wiesz coś co jest mi cholernie potrzebne - Usłyszałam ten bardzo dobrze znany mi głos. Akurat teraz musiał się pojawić?! Przed nami stanął nie kto inny jak Alan Frycz z rękoma w kieszeni. Był poważny. W ustach trzymał papierosa i co rusz brał niewielkiego bucha - Nie mam czasu, więc lepiej będzie dla Ciebie jak zaczniesz się streszczać. Gdzie do chuja znajdę Anastazje?
- Pieprz się - Syknął - Rozmowa dobiegła końca - Machnął ręką i ruszył wprost przed siebie. Wiedziałam, że skończy się bójką i wcale się nie myliłam. Brunet chwycił jego ramię i jednym zwinnym ruchem, wywrócił Sebastiana na ziemię.
- Chyba mnie nie usłyszałeś. Gdzie znajdę Twoją zasraną matkę? - Wyciągnął z kieszeni broń i wycelował nią prosto w twarz Sebastiana. Och, te jego metody dostawania to czego chce. Jednak przyznam się, że zrobiło to na mnie wrażenie. Nawet przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że Alan nie należał do tych zbytnio inteligentnych i mógł nacisnąć spust broni. Zresztą po co nosi to gówno ciągle przy sobie?! Kiedy Grean milczał, Alan nie zamierzał tracić więcej czasu. Zamachnął się dłonią do tyłu i z całej siły wymierzył porządny strzał z pięści w głowę blondyna. Tamten tylko zmrużył oczy i ostatecznie stracił przytomność. Jego wielkie ciało runęło na porysowane deski i bezwładnie leżało na mokrej od wody powierzchni.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam oburzona - Coś Ty najlepszego zrobił?!
- Spokojnie. Nic mu nie będzie. Za kilka godzin się obudzi, więc pomóż mi go przenieść do hotelu.
- Jak chcesz go wnieść do hotelu jak zaraz zadzwonią na policje?! Jesteś idiotą!
- Zamknij tą swoją wiecznie rozgadaną buzię i po prostu mi pomóż! - Krzyknął. Pierwszy ran uniósł na mnie w ten sposób głos i nawet nie przeprosił. W milczeniu pomogłam mu z mosiężną postawą Sebastiana i chwyciwszy go za oba ramiona, ruszyliśmy przed siebie. Dwadzieścia minut później byliśmy pod budynkiem miejsca naszego tymczasowego zamieszkania. Z chłopakiem nie było trudu. Przez całą drogę mruczał pod nosem jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa i kiedy wreszcie znaleźliśmy się w pokoju Alana, rzuciliśmy ciało blondyna na łóżko, gdzie następnie mój towarzysz związał dokładnie jego wszystkie kończyny. Widok ten do przyjemnych nie należał - Dokąd idziesz? - Spytał widząc jak zmierzam ku wyjściu.
- Do siebie.
- Możesz zostać jeśli chcesz.
- Wrócę kiedy się obudzi - Nie czekając długo, opuściłam jego sypialnie i wróciłam do siebie. Miałam totalny mętlik w głowie. O co mogło mu chodzić, kiedy powiedział, że to on nas przysłał? Kogo miał na myśli?! Z przemęczenia rozbolała mnie głowa, w dodatku dostałam mdłości. Pędem pognałam do ubikacji i przywitałam się z zimną posadzką kibla. Zbyt często wymiotuje. Cholera. Powinnam jak najszybciej udać się na badania do Filipa, ale jeśli teraz mu zgłoszę, że źle się czuje, każe mi wracać. Nie ma takiej opcji. Najpierw muszę spotkać się z tą kobietą i wyjaśnić sobie kilka spraw. Nie na marne tu przyjechałam.
Wzięłam ciepły prysznic, umyłam dokładnie swoje długie, kruczoczarne włosy, które tym razem wypadały jeszcze intensywniej niż przedtem i stanęłam twarzą do dużego lustra wiszącego nad umywalką. Wyglądałam koszmarnie! Brak snu dawał o sobie we znaki. Podkrążone oczy, sucha cera i markotny wyraz twarz. Na dziś koniec mojego śledztwa. Muszę odpocząć i być gotowa na jutrzejsze wyzwania. Przed rzuceniem się na łóżko, wykonałam krótki telefon do Michała, aby powiadomić go, że wszystko u mnie gra. Nie był zadowolony i w dodatku cały czas krzyczał, ale nie miałam ochoty na pogaduszki. Pragnęłam tylko jednego. Pójść spać. Idąc w stronę łóżka, dostrzegłam kurtkę Sebastiana, która bezwładnie wisiała na krzesełku. Kurczę, zapomniałam mu ją oddać. Co za kretynka ze mnie! Zrobię to jutro. Teraz rzuciłam się na gruby materac i przykrywszy się kołdrą, zasnęłam. Śnił mi się pewien chłopiec o czarnych włosach, wysokiej postawie ciała i dobrze rozbudowanej sylwetce...
***DYLAN***
ONA już dla mnie nie istnieje.
JEJ już nie ma.
DLA NIEJ nic więcej nie poświęcę.
Moje serce do NIEJ nie należy.
- Kurwa! - Wrzasnąłem na otaczających mnie idiotów - Który dał mi te namiary?! - Rozglądnąłem się uważnie dookoła, co chwila spoglądając na twarze młodych chłopaków. Nie wiem dlaczego Rick ich w ogóle wziął do naszego kręgu, ale popełnił poważny błąd. Te patałachy nie potrafią kurwa nic! Dałem jasne zadanie, aby zlokalizować ciężarówkę pełną złota i co z tego wyszło? Wylądowałem na jakimś zadupiu na końcu miasta i ani śladu po moim celu. Miałem ochotę rozpierdolić każdemu z nich gębę. Kusząca propozycja.
- To chyba ja.... - Wyjąkał jakiś piskliwy głosik. Podniosłem wzrok na gagatka wychodzącego na środek i zlustrowałem całą jego smukłą sylwetkę. Ile on waży? 45 kilo?
- Czy to aż takie trudne, aby wykonać jedno proste polecenie? - Warknąłem poirytowany. Miałem chujowy dzień. W sumie to ostatnio ciągle mam chujowe dni.
- Pomieszały mi się miejsca...
- Ja pierdole. Zejdź mi z oczu.. - Nie mogąc dłużej znieść ich widoku, wróciłem do swojego auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami jakby to miało coś zmienić. Kurwa! Kurwa! Kurwa! Z szufladki pasażera wyciągnąłem paczkę szlug i nie czekając długo, zapaliłem jednego LM. Spokojnie, oddychaj.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk komórki, która aż prosiła by cisnąć nią o jakąś ścianę. Donośny głos mojego ulubionego wokalisty rockowego, rozbrzmiał po całym wnętrzu samochodu i chcąc nie chcąc, spojrzałem na ekran urządzenia. O proszę. Dzwoni ta parszywa gnida. Nie odzywał się od długiego czasu, nie oddzwaniał a teraz chce pogadać jakby nigdy nic? Niech spierdala. Nie odebrałem ani razu. Nie mamy o czym ze sobą gadać.
Chwilę później odpaliłem silnik mojej perełki i nie zważając na tych sześciu idiotów, odjechałem z miejsca postoju. Tą noc spędzę w jakimś klubie, wydymam napaloną laskę i upije się do nieprzytomności. Normalka. Dochodząc do 200km/h, co było możliwe bo autostrada o tej godzinie zazwyczaj jest pusta, w mojej głowie pojawił się obraz pewnej szatynki, która dawno temu zatruła moje serce.
&&&
- Która godzina...? - Usłyszałem lekko zachrypnięty głos.
- Nie śpisz...? - Spytałem zaskoczony. Pokiwała przecząco głową - Po czwartej.. - Szepnąłem. Poczułem jak jej dłoń krąży po moim nagim torsie - Co robisz?..
- Wiesz co?.. Przypomniałam sobie coś kiedy spałam.
- Tak? - Zdziwiłem się.
- Przypomniało mi się jak już tu wcześniej leżeliśmy.. - Mówiła o incydencie gdzie chciałem się z nią przespać a ona odmówiła.
- Ross... Mam wyjść?
- Nie..- Zaprzeczyła szybko - Kiedy trafiłam do szpitala, każdego dnia chciałam, abyś do mnie przyszedł, abyś mnie odwiedził. Tęskniłam za Tobą i zrozumiałam, że Cię kocham...
&&&
Nie mogąc dłużej zadręczać się tym koszmarem, potrząsnąłem głową i na ful włączyłem jakiś popowy chłam. Pierwsza lepsza muzyka z radia. Nie zgadniecie na co natrafiłem. Justin Bieber. Ta sama melodia, którą słuchała Ross podczas jazdy ze mną samochodem.
- Ja pierdole.. - Syknąłem przez zaciśnięte zęby. Czy to możliwe, żeby cały świat zmówił się przeciwko mnie? Zmieniłem stacje i zostawiłem na czymś co było mi totalnie obojętne. Czyli Rock w wykonaniu kogoś tam mi nie znanego.
JEJ już nie ma.
JEJ nigdy więcej nie będzie.
ONA to przeszłość.
ONA mnie nie obchodzi.
Wszystko fajnie, tyle, że był jeden problem. Za chuja nie mogłem wymazać JEJ obrazu twarzy ze swojej tępej głowy........
,, I am not a fucker ''
Przez cały dzień kłębiło mi się w głowie jedno pytanie. Jak to kurwa możliwe, że Dylan ma brata bliźniaka?! Jakoś nie mogę tego zrozumieć. Mam wrażenie jakbyśmy uczęszczali do jakieś taniej telenoweli, która zazwyczaj kończy się dobrze, ale czy w tym przypadku również tak będzie? Bo wiecie, jakby nie mówić, jestem chora i za niedługo umrę.
Sama nie wiem dlaczego tu zostałam. Mogłam wrócić do domu i siedzieć teraz z Paulą bądź Michałem i rodziną, ale nie. Coś kazało mi zbadać tą sprawę do końca i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. To moja najgorsza cecha. Ciekawość. Teraz, kiedy jesteśmy tak blisko rozwiązania wielu zagadek, nie mogę się wycofać. Jestem Rozalie Evans i wytrwam w tym do końca.
Spięłam włosy w grubego koka, włożyłam na siebie ciasne jeansy, biały sweterek oraz szare new balance a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Byłam gotowa na spotkanie z Sebastianem. Najpierw wyciągnę z niego prawdę a potem spoliczkuje za chęć wykorzystania mnie. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego mnie pocałował. Chciał tym uśpić moją czujność. Dupek. Niedoczekanie jego.
- Jesteś pewna? Lepiej pójdę z Tobą...
- Od teraz zawsze będziesz udawać takiego miłego? - Warknęłam. Irytowało mnie jego zachowanie. Nie żebym nie lubiła to kiedy jest miły, ale on chciał mi pomagać tylko dlatego, że robił to dla przyjaciela. Nie dla mnie. Moje zdrowie osobiście go nie obchodziło. Liczył się tylko Cooper. W dodatku jeszcze kilka godzin temu nie chciał ze mną rozmawiać, więc co się zmieniło?
- Możesz kurwa włożyć swoje fochy do torebki i przez chwilę chociaż nie być dzieckiem? Ten facet może być niebezpieczny! Nie znasz go a jedyne co wiesz to to, że zabrał nasze dokumenty dotyczące Anastazji i prawdopodobnie jest bratem bliźniakiem Dylana! - Chciałam odejść, aby uniknąć większej kłótni, ale wtedy złapał moją rękę i mocno przysunął moje ciało do swojego. Zmuszona zostałam spojrzeć mu w oczy - Nie wkurwiaj mnie - Warknął.
- To Ty nie denerwuj mnie! Ciągle masz jakieś sekrety przede mną, tajemnice! Mam tego dosyć! Chciałam pogadać o tym co zaszło między nami wczoraj a Ty mnie totalnie zlałeś, więc...
- Nic nie zaszło! - Warknął - Nigdy bym Cię nie tknął nawet palcem, rozumiesz? Dlatego uważałem, że ta rozmowa jest niepotrzebna! - Poczułam się jakbym dostała porządnego liścia w twarz. Nasze relacje nie były dobre, ale sądziłam, że nie najgorsze.
- Aż taka jestem straszna, że byś mnie nawet nie tknął palcem? - Do oczu naleciały mi łzy. Zabolało. Nawet słowa z buzi takiego sukinsyna bolą. Chyba każda dziewczyna nie życzyłaby sobie usłyszeć czegoś takiego, prawda? Zawsze kiedy w jakiś sposób zbliżamy się do siebie, on musi wszystko popsuć - Dobrze wiedzieć..
- Kurwa, Ross! Nie o to mi chodziło!
- Daj spokój. Właśnie o to...
- Nie dotknąłbym Cię, bo jesteś najważniejszą osobą dla mojego przyjaciela, rozumiesz?! Najlepszego przyjaciela! Nie naraziłbym naszej przyjaźni dla jakiejkolwiek dziewczyny! Jesteś ładna, masz fajny charakter i gdyby nie to, że coś Was z Dylanem łączy, byłabyś pierwszą dziewczyną na jaką kiedykolwiek zwróciłbym uwagę. Wczoraj w nocy, napiłaś się i straciłaś przytomność, więc zaprowadziłem Cię do pokoju a że Twój był zamknięty, wziąłem Cię do mojego. Miałaś obrzygane ciuchy, dlatego dałem Ci swoje i spokojnie... Sama się w nie przebrałaś, kiedy odzyskałaś świadomość.
- Ja.... Nie wiem co powiedzieć... - Zakryłam usta dłonią kalkulując w głowie wypowiedziane przez niego słowa. Czy on właśnie powiedział, że zwróciłby na mnie uwagę? On?! Chłopak, który nie ma serca? Który nie uznaje zasady wyższości dla kobiet? Który podciąłby Ci gardło jakby była taka potrzeba? Nie wiedziałam czy się cieszyć czy może płakać. A może to i to jednocześnie?
- Najlepiej nie mów nic. Koniec tematu.
- Alan... - Szepnęłam chcąc wydukać chociaż kilka słów przeprosin, ale on zdawał się nawet nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Tak, jakby nic się nie wydarzyło a nasza rozmowa stała się czymś nieważnym. Spuściłam głowę by nie musieć dłużej na niego patrzeć i jednym zwinnym ruchem, wyrwałam się z jego uścisku.
- Poczekam w ukryciu... W razie czego będę tuż za Tobą. - Kiwnęłam posłusznie głową i nie czekając długo, pokonałam resztę drogi w samotności. Chłopak gdzieś się ulotnił co było mi na rękę. Odetchnęłam z ulgą móc cieszyć się rześkim powietrzem. Jeszcze kilka minut w jego towarzystwie a doszłoby do szaleństwa. Jak ten czas szybko zleciał a jakie życie płata nam figle? Pamiętam jak poznałam się z Fryczem. Paula miała wtedy urodziny i to właśnie jej dokuczał. On i Dylan. Tak bardzo można pomylić się względem jakiegokolwiek człowieka?
Chwilę później zbliżyłam się do wielkiego mostu postawionego w morzu na który wszyscy mówią ,, molo '' i przeszukałam wzrokiem osobnika, z którym się umówiłam. Nie było go. Co jest grane? Przełknęłam głośno ślinę czując ścisk w gardle. Może on wie? Może domyślił się, że my wiemy i uciekł?
- Cholera.. - Syknęłam zaciskając dłoń w pięść. Nic już z tego nie będzie bo ten dupek się domyślił. Cały plan na marne. Naparłam ciałem na długą, niebieską poręcz a wzrok wlepiłam w głąb morza, kiedy nieoczekiwanie poczułam na szyi podmuch czyjegoś ciepłego oddechu. Wystraszona, odskoczyłam w bok nie mając bladego pojęcia o co do cholery chodzi. Przeniosłam swój wzrok na chłopaka stojącego za mną i muszę przyznać, że z początku byłam zadowolona, że to właśnie on, jednak ostatecznie chciałam wymierzyć mu porządnego liścia. W co ten gostek pogrywa? Zmrużyłam oczy i zlustrowałam potężną sylwetkę mojego towarzysza.
- Nie wolno tak brzydko mówić, wiesz? - Parsknął odsłaniając tym swoje śnieżnobiałe zęby. Jego uśmiech był powalający a prosta linia górnych jak i dolnych zębów, świetnie do niego pasowała. W dodatku wyglądał dziś nieziemsko. Odziany w biały top na którym spoczywała czarna, rozpięta bluza, świetnie współgrał z szarymi jeansami oraz trampkami do kostek. Włosy lekko wystawały spod małej, czarnej czapeczki i podczas podmuchu wiatru, unosiły się do góry - Hej - Przywitał się.
- Cześć - Odpowiedziałam jakby nigdy nic. Oblizałam językiem dolną część wargi i mocno przygryzłam naskórek lewego dziąsła. Denerwowałam się w jego obecności. Mógł okazać się niebezpieczny. Przecież tak naprawdę nic o nim nie widziałam, prócz naszych własnych przypuszczeń. W głowie już miałam obraz jak tłukę jego piękną twarzyczkę własnymi rączkami. Skurwiel - Spóźniłeś się.
- Moja mama potrzebowała pomocy. Nic takiego - Machnął ręką od niechcenia - Ale bardzo zaskoczył mnie Twój telefon. Przecież miałaś wyjechać.
- Tak - Wtrąciłam - Jednak postanowiłam jeszcze chwilę tu zostać. Nie chcę wszystkiego dać na marne tym bardziej, że już coś mamy - Uśmiechnęłam się widząc jego zaciekawioną minę. Tego się nie spodziewał. Bam! Chciał coś powiedzieć, zadać jakieś pytanie, niestety go wyprzedziłam - Tydzień mnie nie zbawi.
- Racja - Przejechał kciukiem po wąskiej linii swoich ust po czym wykrzywił je w grymas uśmiechu. - Mam dla Ciebie niespodziankę. Chodź ze mną - Chwycił moją prawą dłoń i wolnym krokiem, ruszył do przodu. Milczałam gdyż byłam ciekawa jego pomysłu i tego co dla mnie ma. Szliśmy na coraz to głębszą wodę i zatrzymaliśmy się dopiero na samym końcu mostu. Za ten czas, nad nami zdążyła zapanować ciemność, więc nic dziwnego, że widziałam piąte przez dziesiąte.
- Co tu robimy? - Spytałam zaskoczona. Nie odpowiedział. Mruknął coś pod nosem a następnie kucnął i po kolei zaczął zapalać pięć małych świeczek stojących na brudnych deskach. Zakryłam usta dłonią widząc czerwony, wełniany koc, dwie białe poduszki, kocyk do przykrycia w razie jakby było zimno, duży brązowy kosz, w którym prawdopodobnie znajdowało się jedzenie i butelkę czerwonego wina. Zabrało mi dech w piersi - Żartujesz, prawda? - Szepnęłam.
- Nie, dlaczego? Dla pięknej pani trzeba trochę wysiłku - Posłał mi uśmiech i musnął dłonią mój prawy policzek. Dlaczego taki super gościu musi być tym złym? Dlaczego nie mogłam go poznać w innych okolicznościach? Speszona, zajęłam miejsce tuż obok koszyka i w milczeniu wpatrywałam się w dalsze poczynania Sebastiana. Usiadł koło mnie jakby nigdy nic, chwycił moją dłoń i wolnym ruchem zaczął przybliżać swoją twarz ku mojej. W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik a żeby przerwać tą niezręczną ciszę jaka między nami zapanowała, zerknęłam na ekran telefonu i włączyłam jedną z piosenek Biebera. Poczułam na sobie palący wzrok blondyna - Proszę, wyłącz to.
- Dlaczego? Czyżbyś nie przepadał za tym wokalistą?
- Skądże. To mój idol! - Zażartował - Wyłącz ten chłam. Puszczę coś odpowiedniego - Niechętnie kiwnęłam głową i spełniłam jego prośbę. On natomiast włączył jakąś nieznaną mi melodię, która od razu wpadła mi w ucho. Muszę przyznać, że miał niezły gust do ubioru jak i do muzyki - Jesteś głodna?
- Nie.. Najadłam się w domu... - Nie miałam okazji powiedzieć nic więcej, gdyż dostałam wiadomość SMS'ową, oczywiście od Alana, że mam się pośpieszyć. Rozejrzałam się uważnie dookoła w poszukiwaniu mojego kolegi, ale nigdzie go nie było. Przynajmniej nie w moim zasięgu. Musiał umieć się dobrze kamuflować dupek.
- Wszystko w porządku? - Wyrwał mnie z rozmyśleń jego boski głos. Potrząsnęłam głową by odgonić od siebie myśli dotyczące tego dupka i wymusiłam się na jeden z tych swoich uśmieszków mówiących, że wszystko gra.
- Tak... Po prostu jestem zmęczona - Skłamałam - Sebastian?
- Tak? - Zdziwił się.
- Co myślisz o ludziach, którzy kłamią? - Zaskoczyło go moje pytanie i dość długo nad tym myślał co dało mi do zrozumienia, że rzeczywiście nie był ze mną szczery. Spuściłam wzrok nie chcąc patrzeć mu w oczy, ale kiedy tylko to zrobiłam, chwycił mój podbródek i przytrzymał na wysokości dostatecznej bym mogła spojrzeć mu prosto w oczy.
- Jeżeli robią to z dobrych powodów, sądzę, że zasługują na wybaczenie. Jeżeli zaś kłamią na każdym kroku, nie są warci niczyjej uwagi. Dlaczego o to w ogóle pytasz?
- Tak o - Wzruszyłam smętnie ramionami - Z ciekawości. Mój kolega mnie okłamał i tak jakoś..
- Rozumiem.... - Odsunął ode mnie swoją dłoń i wygodniej rozłożył się na kocu - Wspomniałaś, że macie coś w związku z Waszymi poszukiwaniami. Co takiego?
- Po co chcesz to wiedzieć?
- Tak o - Powtórzył po mnie - Z ciekawości.
- W sumie to mamy bardzo dużo - Położyłam się tuż obok niego i spojrzałam w niebo pełne gwiazd - Wiedziałeś, że Anastazja Grean nazywa się teraz Ana Geran? Tak samo jak Twoja matka - Zaśmiałam się. Zerwał się momentalnie na równe nogi i uważnie zmierzył całe moje ciało. Nawet nie drgnęłam. Wiedziałam, że nie ma szans na ucieczkę i byłam pewna, że chociaż spróbuje nawiać, ale on zamiast tego, tylko spiorunował mnie wzrokiem - Nie udawaj. Wiem, że to ona.
- Kim jesteś? - Warknął - Dlaczego tak bardzo zależy Ci na odnalezieniu Any?
- Czyli już nie zamierzasz udawać? - Uniosłam teatralnie ręce w geście uznania i nadzwyczajnie w świecie, zaczęłam bić brawo - To super! Moje gratulacje!
- Czego chcecie? - Powtórzył ostrym tonem głosu - Wiedziałem, że coś z Tobą jest nie tak..
- Porozmawiać. A dokładniej to spotkać się z Anastazją. Mamy wiele do wyjaśnienia - Nasz wzrok się napotkał a spojrzenie jakim mnie obdarował, do miłych nie należało. Dostałam gęsiej skórki, serce przyśpieszyło bicia a oddech stał się nierówny.
- Najpierw powiesz mi o czym chcesz z nią gadać. Ty i Twój przyjaciel jesteście od niego, prawda? To on Was przysłał, żebyście nas znaleźli?!
- Kto? - Zdziwiłam się - O kim Ty mówisz?
- Nie udawaj. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi....
- My chyba nie mieliśmy okazji się poznać, prawda? Jestem Alan Frycz a Ty wiesz coś co jest mi cholernie potrzebne - Usłyszałam ten bardzo dobrze znany mi głos. Akurat teraz musiał się pojawić?! Przed nami stanął nie kto inny jak Alan Frycz z rękoma w kieszeni. Był poważny. W ustach trzymał papierosa i co rusz brał niewielkiego bucha - Nie mam czasu, więc lepiej będzie dla Ciebie jak zaczniesz się streszczać. Gdzie do chuja znajdę Anastazje?
- Pieprz się - Syknął - Rozmowa dobiegła końca - Machnął ręką i ruszył wprost przed siebie. Wiedziałam, że skończy się bójką i wcale się nie myliłam. Brunet chwycił jego ramię i jednym zwinnym ruchem, wywrócił Sebastiana na ziemię.
- Chyba mnie nie usłyszałeś. Gdzie znajdę Twoją zasraną matkę? - Wyciągnął z kieszeni broń i wycelował nią prosto w twarz Sebastiana. Och, te jego metody dostawania to czego chce. Jednak przyznam się, że zrobiło to na mnie wrażenie. Nawet przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że Alan nie należał do tych zbytnio inteligentnych i mógł nacisnąć spust broni. Zresztą po co nosi to gówno ciągle przy sobie?! Kiedy Grean milczał, Alan nie zamierzał tracić więcej czasu. Zamachnął się dłonią do tyłu i z całej siły wymierzył porządny strzał z pięści w głowę blondyna. Tamten tylko zmrużył oczy i ostatecznie stracił przytomność. Jego wielkie ciało runęło na porysowane deski i bezwładnie leżało na mokrej od wody powierzchni.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam oburzona - Coś Ty najlepszego zrobił?!
- Spokojnie. Nic mu nie będzie. Za kilka godzin się obudzi, więc pomóż mi go przenieść do hotelu.
- Jak chcesz go wnieść do hotelu jak zaraz zadzwonią na policje?! Jesteś idiotą!
- Zamknij tą swoją wiecznie rozgadaną buzię i po prostu mi pomóż! - Krzyknął. Pierwszy ran uniósł na mnie w ten sposób głos i nawet nie przeprosił. W milczeniu pomogłam mu z mosiężną postawą Sebastiana i chwyciwszy go za oba ramiona, ruszyliśmy przed siebie. Dwadzieścia minut później byliśmy pod budynkiem miejsca naszego tymczasowego zamieszkania. Z chłopakiem nie było trudu. Przez całą drogę mruczał pod nosem jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa i kiedy wreszcie znaleźliśmy się w pokoju Alana, rzuciliśmy ciało blondyna na łóżko, gdzie następnie mój towarzysz związał dokładnie jego wszystkie kończyny. Widok ten do przyjemnych nie należał - Dokąd idziesz? - Spytał widząc jak zmierzam ku wyjściu.
- Do siebie.
- Możesz zostać jeśli chcesz.
- Wrócę kiedy się obudzi - Nie czekając długo, opuściłam jego sypialnie i wróciłam do siebie. Miałam totalny mętlik w głowie. O co mogło mu chodzić, kiedy powiedział, że to on nas przysłał? Kogo miał na myśli?! Z przemęczenia rozbolała mnie głowa, w dodatku dostałam mdłości. Pędem pognałam do ubikacji i przywitałam się z zimną posadzką kibla. Zbyt często wymiotuje. Cholera. Powinnam jak najszybciej udać się na badania do Filipa, ale jeśli teraz mu zgłoszę, że źle się czuje, każe mi wracać. Nie ma takiej opcji. Najpierw muszę spotkać się z tą kobietą i wyjaśnić sobie kilka spraw. Nie na marne tu przyjechałam.
Wzięłam ciepły prysznic, umyłam dokładnie swoje długie, kruczoczarne włosy, które tym razem wypadały jeszcze intensywniej niż przedtem i stanęłam twarzą do dużego lustra wiszącego nad umywalką. Wyglądałam koszmarnie! Brak snu dawał o sobie we znaki. Podkrążone oczy, sucha cera i markotny wyraz twarz. Na dziś koniec mojego śledztwa. Muszę odpocząć i być gotowa na jutrzejsze wyzwania. Przed rzuceniem się na łóżko, wykonałam krótki telefon do Michała, aby powiadomić go, że wszystko u mnie gra. Nie był zadowolony i w dodatku cały czas krzyczał, ale nie miałam ochoty na pogaduszki. Pragnęłam tylko jednego. Pójść spać. Idąc w stronę łóżka, dostrzegłam kurtkę Sebastiana, która bezwładnie wisiała na krzesełku. Kurczę, zapomniałam mu ją oddać. Co za kretynka ze mnie! Zrobię to jutro. Teraz rzuciłam się na gruby materac i przykrywszy się kołdrą, zasnęłam. Śnił mi się pewien chłopiec o czarnych włosach, wysokiej postawie ciała i dobrze rozbudowanej sylwetce...
***DYLAN***
ONA już dla mnie nie istnieje.
JEJ już nie ma.
DLA NIEJ nic więcej nie poświęcę.
Moje serce do NIEJ nie należy.
- Kurwa! - Wrzasnąłem na otaczających mnie idiotów - Który dał mi te namiary?! - Rozglądnąłem się uważnie dookoła, co chwila spoglądając na twarze młodych chłopaków. Nie wiem dlaczego Rick ich w ogóle wziął do naszego kręgu, ale popełnił poważny błąd. Te patałachy nie potrafią kurwa nic! Dałem jasne zadanie, aby zlokalizować ciężarówkę pełną złota i co z tego wyszło? Wylądowałem na jakimś zadupiu na końcu miasta i ani śladu po moim celu. Miałem ochotę rozpierdolić każdemu z nich gębę. Kusząca propozycja.
- To chyba ja.... - Wyjąkał jakiś piskliwy głosik. Podniosłem wzrok na gagatka wychodzącego na środek i zlustrowałem całą jego smukłą sylwetkę. Ile on waży? 45 kilo?
- Czy to aż takie trudne, aby wykonać jedno proste polecenie? - Warknąłem poirytowany. Miałem chujowy dzień. W sumie to ostatnio ciągle mam chujowe dni.
- Pomieszały mi się miejsca...
- Ja pierdole. Zejdź mi z oczu.. - Nie mogąc dłużej znieść ich widoku, wróciłem do swojego auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami jakby to miało coś zmienić. Kurwa! Kurwa! Kurwa! Z szufladki pasażera wyciągnąłem paczkę szlug i nie czekając długo, zapaliłem jednego LM. Spokojnie, oddychaj.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk komórki, która aż prosiła by cisnąć nią o jakąś ścianę. Donośny głos mojego ulubionego wokalisty rockowego, rozbrzmiał po całym wnętrzu samochodu i chcąc nie chcąc, spojrzałem na ekran urządzenia. O proszę. Dzwoni ta parszywa gnida. Nie odzywał się od długiego czasu, nie oddzwaniał a teraz chce pogadać jakby nigdy nic? Niech spierdala. Nie odebrałem ani razu. Nie mamy o czym ze sobą gadać.
Chwilę później odpaliłem silnik mojej perełki i nie zważając na tych sześciu idiotów, odjechałem z miejsca postoju. Tą noc spędzę w jakimś klubie, wydymam napaloną laskę i upije się do nieprzytomności. Normalka. Dochodząc do 200km/h, co było możliwe bo autostrada o tej godzinie zazwyczaj jest pusta, w mojej głowie pojawił się obraz pewnej szatynki, która dawno temu zatruła moje serce.
&&&
- Która godzina...? - Usłyszałem lekko zachrypnięty głos.
- Nie śpisz...? - Spytałem zaskoczony. Pokiwała przecząco głową - Po czwartej.. - Szepnąłem. Poczułem jak jej dłoń krąży po moim nagim torsie - Co robisz?..
- Wiesz co?.. Przypomniałam sobie coś kiedy spałam.
- Tak? - Zdziwiłem się.
- Przypomniało mi się jak już tu wcześniej leżeliśmy.. - Mówiła o incydencie gdzie chciałem się z nią przespać a ona odmówiła.
- Ross... Mam wyjść?
- Nie..- Zaprzeczyła szybko - Kiedy trafiłam do szpitala, każdego dnia chciałam, abyś do mnie przyszedł, abyś mnie odwiedził. Tęskniłam za Tobą i zrozumiałam, że Cię kocham...
&&&
Nie mogąc dłużej zadręczać się tym koszmarem, potrząsnąłem głową i na ful włączyłem jakiś popowy chłam. Pierwsza lepsza muzyka z radia. Nie zgadniecie na co natrafiłem. Justin Bieber. Ta sama melodia, którą słuchała Ross podczas jazdy ze mną samochodem.
- Ja pierdole.. - Syknąłem przez zaciśnięte zęby. Czy to możliwe, żeby cały świat zmówił się przeciwko mnie? Zmieniłem stacje i zostawiłem na czymś co było mi totalnie obojętne. Czyli Rock w wykonaniu kogoś tam mi nie znanego.
JEJ już nie ma.
JEJ nigdy więcej nie będzie.
ONA to przeszłość.
ONA mnie nie obchodzi.
Wszystko fajnie, tyle, że był jeden problem. Za chuja nie mogłem wymazać JEJ obrazu twarzy ze swojej tępej głowy........
piątek, 28 sierpnia 2015
Rozdział 5
,, I am not a fucker ''
&&&
- Stęskniłaś się? - Usłyszałam ten jakże dobrze znany mi głos. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem ani skąd się tu wzięłam a mój instynkt samozachowawczy kazał zachować mi szczególną ostrożność. Zamknęłam oczy mając nadzieję, że to tylko koszmarny sen, jednak kiedy ponownie je otworzyłam, miejsce w którym byłam chwile temu, przestało istnieć a mnie z każdej strony otaczała ciemność. Bałam się. Tak cholernie się bałam. Wtedy nieoczekiwanie przede mną wyłoniła się potężna sylwetka Dylana Coopera. Ucieszyłam się widząc znaną mi twarz i nie patrząc na nic innego, szybkim krokiem podbiegłam do mężczyzny, aby chwilę później znaleźć się w jego ramionach. Nie liczyło się nic więcej prócz bycia przy nim.
- Cholernie tęskniłam.. - Szepnęłam coraz bardziej wtulając się w jego mosiężny tors. Dałam upust wszystkim emocjom jakie mną targały od miesięcy. Największym i najbardziej słabym we mnie punktem, był mój płacz. To on sprawiał, że stawałam się bezbronna i zdatna do najgorszej rozpaczy.
- Jestem przy Tobie. Ci... - Ton jego głosu uległ zmianie a ta charakterystyczna chrypa, która zawsze mu towarzyszyła, gdzieś zniknęła. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma, aby wyostrzyć swoją widoczność i wolnym ruchem uniosłam głowę do góry. Zachłysnęłam się powietrzem widząc chłopaka stojącego przede mną. Z trudem zdołałam wyrwać się z jego morderczego uścisku a kiedy mi się to udało, wpadłam w panikę. Jakim cudem do cholery znalazłam się w ramionach Sebastiana Gerana?!
- Co Ty tu robisz?! Gdzie Dylan?! - Wrzasnęłam.
- Przecież jestem Dylanem - Zarechotał. Potrząsnęłam kilkakrotnie głową, modląc się, aby to nie była prawda. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. To był on. Prawą stroną twarzy taki sam jak Cooper, natomiast lewa strona należała tylko i wyłącznie do niego.
- Nie dotykaj mnie! - Odsunęłam się kilka kroków do tyłu, ostatecznie decydując się na energiczny bieg. Muszę przyznać, że kondycję miałam całkiem dobrą. Biegnąc wzdłuż szklanej powierzchni, która była w samym środku niczego, potknęłam się o niewidzialną mgłę, tracąc tym równowagę i brutalnie zderzając się z ziemią. Odczekałam chwilę aż mężczyzna weźmie mnie w swoje szpony, ale nic takiego się nie stało. Na szczęście Sebastiana nigdzie nie było. Zapłakana wstałam na równe nogi i kiedy chciałam ruszyć do dalszej ucieczki, ktoś mi to uniemożliwił - Pusz....! - Zamilkłam, widząc rysy twarzy mojego ukochanego - Ale jak...? - Szepnęłam prawie bezgłośnie.
- Wszystko będzie dobrze - Pogładził prawą dłonią moje kruczoczarne włosy, natomiast lewym kciukiem musnął mój podbródek. Znów był sobą. Znów był tym cudownym Dylanem Cooperem, któremu oddałam swoje serce.
- Boje się....
- Nie masz czego - Zaśmiał się uwodzicielko. Ponownie spojrzałam mu w oczy czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Sebastian.... - Przede mną po raz kolejny stał blondy o niebieskich oczach. Wpadłam w pułapkę. W sidła jakiegoś demona, który bawi się moim kosztem i czerpie z tego niewyobrażalnie dobrą zabawę...
&&&
- Nieeeee! .. - Wrzasnęłam łapiąc łapczywie powietrze w swoje płuca. Otworzyłam oczy i dopiero wtedy poczułam ogromną ulgę. To był sen. Cholerny koszmar, który towarzyszy mi od kilku dni. Zamrugałam kilkakrotnie ociężałymi powiekami, aby upewnić się, że za chwilę nie wyłoni się przede mną Dylan lub Sebastian i na szczęście nic takiego się nie stało. Ponadto był dzień. Do sypialni wpadały promienie słońca, które oświetlały o tej porze Manchester. Pogoda była dosyć ładna, sprawiająca, że uśmiech sam wskakiwał na ludzką twarz.
Podniosłam się do pozycji siedzącej próbując sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora. Byłam z Sebastianem, wypiłam kilka kubeczków wina i spotkałam się z Alanem. Pamiętam tylko, że zwymiotowałam na jego buty a potem pustka. Co za wstyd. Jak można zrzygać się na czyjeś buty? Trzeba nazywać się Rozalie Evans by tego dokonać. Ale chwila, chwila. Jak ja się tu właściwie znalazłam? Co ważniejsze, dlaczego do cholery jestem w sypialni Alana?! W moim stanie na pewno nie zdołałam samodzielnie wślizgnąć się do tego pomieszczenia, więc ktoś musiał mi pomóc a tym kimś był....
- Alan? - Szepnęłam prawie bezgłośnie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu informując, że mam wiadomość. Wzięłam komórkę do ręki, która leżała na małej półeczce tuż przy łóżku i odblokowałam ekran krótkim, czterocyfrowym kodem a następnie przeczytałam SMS"a.
,, Właź na skypa! '' Paula :*
Słowo daje, że nie miałam ochoty na żadną rozmowę z przyjaciółką ani nikim innym, jednak wiedziałam, że jestem jej to winna po wczorajszym. Obiecałam, że zadzwonię do niej wieczorem a zamiast tego upiłam się do stanu nie bardzo pasującego do mnie. Tak więc wygramoliłam się z wielkiego łóżka nienależącego do mnie i uważnie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Byłam sama. Chłopak musiał wyjść kilka minut wcześniej bądź w ogóle nie spędził nocy w tym pokoju. Mam nadzieję, że tak było bo leżenie w jednym łóżku z Alanem, nie byłoby przyjemne a tym bardziej stosowne. Sięgając po klucze od swojej sypialni, zorientowałam się, że mam na sobie luźną bluzkę sięgającą mi do pasa i szare dresy.
- Co do chuja... - Szepnęłam zakrywając usta dłonią. Dobra, tego było już za wiele. Miałam na sobie jego ciuchy! Jak?! Potrząsnęłam głową, aby odgonić od siebie złe myśli i najszybciej jak umiałam chwyciłam za swoje wczorajsze ubrania i wróciłam do siebie zamykając drzwi na klucz. Wszystko co trzymałam w tamtej chwili w dłoni, wylądowało na ziemi, wraz z bluzą Sebastiana, którą podarował mi, gdy zrobiło się zimniej. Nie czekając dłużej, wślizgnęłam swoje bose stopy w ulubione kapciuszki, które dostałam od rodziców na święta i wolnym krokiem zbliżyłam się do kanapy na której leżał leptop. Pięć minut później zalogowałam się do aplikacji zwanej ,, skyp ''.
- No nareszcie! - Wrzasnęła oburzona, rudowłosa dziewczyna. Z każdą mijającą sekundą, obraz stawał się wyraźniejszy a ja mogłam na spokojnie zlustrować miejsce w jakim się znajdowała. Jej pokój nie zmienił się nawet o najmniejszą drobnostkę. Wymusiłam na twarzy lekki uśmiech, aby uspokoić przyjaciółkę i poinformować ją iż wszystko ze mną okej - Jak Ty wyglądasz?!
- Ciebie też miło widzieć - Parsknęłam. Ból głowy z każdą chwilą przybierał na sile, jednak za wszelką cenę starałam się to ukryć. Nie chciałam martwić Pauli - Jak tam? - Spytałam.
- Wiedziałabyś gdybyś mnie wczoraj nie olała! Kurwa, Ross! Martwię się o Ciebie! - Posłała mi piorunujące spojrzenie przez co poczułam się jeszcze gorzej. Przecież ona była w ciąży. Nosiła w brzuchu żywe stworzenie i nie powinna się zbytnio denerwować a przeze mnie miała same zmartwienia. Matko, co ze mnie za przyjaciółka? - Może Ty kurwa powiesz mi co słychać tam, w wielkim mieście?!
- Uspokój się.. - Szepnęłam - Nie chcę się kłócić. Przepraszam, po prostu wczoraj...
- Po prostu co?! No co?! Aż tak mało dla Ciebie znaczę?!
- Nie! Paula! Cholera! - Pierwszy raz uniosłam głos co nie było dobrym pomysłem. Poczułam jakby ktoś walnął młotkiem w sam środek mojej czaszki - Obiecaj, że jak Ci coś powiesz to nie zaczniesz na mnie krzyczeć..
- Nic nie obiecuję.. - Warknęła - A teraz mów za nim wkurze sie jeszcze bardziej.
- Napiłam się wczoraj...
- Co zrobiłaś?!
- Wypiłam kilka kubeczków wina i zwymiotowałam na Alana, zadowolona? Nie wiem jak wróciłam do hotelu, więc nie było nawet szansy na skontaktowanie się z Tobą. Obudziłam się niedawno i mam strasznego kaca...- Myślałam, że zacznie krzyczeć, wydzierać się, że nie powinnam pić w tym stanie, ale zamiast tego, usłyszałam dobrze znany mi śmiech. Te rude babsko się ze mnie śmiało - Bardzo śmieszne...
- A co na to ten kretyn? Wkurzył się? Nie mogę w to uwierzyć!
- Ja.. Nie wiem.. Nie pamiętam.. - Wróciłam wspomnieniami do wczorajszej nocy, ale za nic w świecie nie potrafiłam sobie przypomnieć co wydarzyło się później. Obrzygałam mu te jego buty i na tym kończy się moja pamięć. Coś w stylu czarnej dziury, albo jeszcze gorzej - Zachowałam sie jak idiotka.
- Co Cię skłoniło do picia? I co Ty masz właściwie na sobie?
- Jego ciuchy. Tak myślę...
- Czy Wy....
- Co?! Nie! - Oburzyłam się - Zwariowałaś?! Aż tak pijana nie byłam... - Chyba. Przełknęłam głośno ślinę na myśl, że ja i on.. Nie! To niemożliwe! Nie moglibyśmy! Nigdy w życiu! Nie kocham go i nigdy sie to nie zmieni a seks z Fryczem to ostatnie co mogłabym zrobić przed śmiercią. Hola, wróć. Nawet tego bym nie zrobiła. Tylko raz w życiu spałam z facetem i tym kimś był Dylan Cooper.
- Ross, wszystko w porządku? Zadałam Ci pytanie...
- Pokłóciłam sie z Alanem. Poszło o dokumenty, które uważałam, że mi zabrał, ale on twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego.
- Jakie dokumenty? - Zdziwiła się - A co z tym, że jesteś chora? Powie Dylanowi?
- Nie powie. Przynajmniej mam taką nadzieje... Papiery o Anastazji, matce Dylana.. Uhg, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. W dodatku poznałam takiego chłopaka, nazywa się Sebastian i nie uwierzysz co, ale jest strasznie podobny do Coopera.. Normalnie dwie krople wody! Rozumiesz?! Różni ich od siebie tylko kolor włosów, oczy i przede wszystkim charakter. Sebastian jest miły i ... - Nagle się zacięłam nie mogąc kontynuować dalej.
[...] - Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek [...].
Jak mogłam pozwolić na taką głupotę? Jak mogłam zgodzić się by mnie pocałował? Powinnam jakoś zareagować, odsunąć się, nie dopuścić go do siebie a zamiast tego, odwzajemniłam ten cholernie dobry pocałunek. Byłoby kłamstwem jakbym powiedziała, że mi sie nie podobało. Prawda była taka, że było cudownie i gdybym mogla, znów bym na to wyraziła swoją zgodę.
- Ross, hallo, jesteś tam? - Oprzytomniałam słysząc glosy przyjaciółki. Po raz drugi odpłynęłam myśląc o czymś bezsensownym - Pytałam czy wiecie już cos na temat Anastazji.
- To zagmatwane...
- Czyli wciąż nic? - Pokręciłam głową na znak, że nie. Może faktycznie ta kobieta tu nie mieszkała? Minął tydzień a my nie mamy nic. Wtedy nieoczekiwanie do mojej sypialni wparował Alan, który nie był w dobrym humorze. Wszedł jak do siebie i nie zważając na moją rozmowę prowadzoną z Paulą, rzucił na moje łóżko kilka zdjęć. Posłałam mu dziwne spojrzenie a on odpowiedział mi tym samym. Zlustrował moje ciało przeczesując dłonią swoje brązowe włosy i już wiedziałam o co mu chodzi. Jego wzrok utkwił na jego ciuchach, które miałam na sobie. Nastąpiła chwila ciszy bo ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Rozumiem siebie bo nic nie pamiętam, ale on? Chyba najbardziej powinien wiedzieć jakim cudem mam na sobie jego koszulę i dresy, prawa?
- Czy ja o czymś nie wiem? - Tą niezręczną cisze przerwała moja ukochana przyjaciółka, która była dla mnie niczym siostra. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma powracając tym do rzeczywistości i tylko spojrzałam na zdjęcia jakie przyniósł mi Frycz. Na każdym obrazku był Sebastian.
- Czy to on? - Spytał, nie odwracając ode mnie swojego wzroku nawet na sekundę. Kiwnęłam potwierdzająco głową.
- Sebastian.. - Szepnęłam. Chłopak skinął głową na laptopa, dając mi tym do zrozumienia, że musimy pogadać w cztery oczy - Paula, muszę kończyć. Chyba wreszcie coś mamy i...
- Rozumiem - Wtrąciła - Odezwij sie, kiedy będziesz coś wiedzieć - Posłała mi ciepły uśmiech i zniknęła z mojego pola widzenia. Swój wzrok przeniosłam na bruneta, który krzątał się po pokoju w tą i z powrotem - Nic nie rozumiem... Po co Ci te zdjęcia i skąd je masz?
- Zniknęły Ci dokumenty. Powiedziałaś wczoraj, że był tu nijaki Sebastian i, że jest podobny do Dylana. Jest więcej niż podobny. Jest taki sam.
- Co mam przez to rozumieć?
- Nazywa się Sebastian Geran, ma dziewiętnaście lat, mieszka z matką Aną Geran niedaleko naszego hotelu, urodzony ósmego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego.
- Tak samo jak Dylan... Ale to niemożliwe żeby oni...
- Jeżeli w ich nazwisku przemienisz kolejność liter to zamiast Ana Geran, powstanie Anastazja Grean. Dzwoniłem do kolegi i sprawdził moje przypuszczenia...
- Czekaj, czekaj - Wtrąciłam - Ty masz kolegów? - Zdziwiłam się. Wybaczcie, ale nie mogłam powstrzymać się od tego żartu bo nie często zdarza się taka okazja by mu dopiec, czyż nie? A skoro już się nadarzyła to grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Chłopak zmierzył mnie morderczym wzrokiem od którego na moim ciele pojawiły się ciarki - Wybacz, mów dalej.. - Poczułam się jak małe zbesztane dziecko na które nakrzyczał właśnie rodzic.
- Prawdopodobnie Sebastian i Dylan to..
- Bliźniacy.. - Dokończyłam czując ogromny ścisk w żołądku. Kiwnął potwierdzająco głową - Ale jak...?
- Tego trzeba dowiedzieć się od ich kochanej matki. Nie mamy zbytnio czasu. Dostałem wezwane od Rica, że muszę wracać. Coś podejrzewają.
- Sebastian chce się dziś ze mną spotkać na plaży o dwudziestej. Ten dupek chciał mnie wykorzystać. Ukradł papiery o swojej matce i wypytywał skąd pochodzimy i dlaczego tu przybyliśmy. On wie, że jej szukamy...
- Ale nie wie, że wiemy tak dużo. To świetna okazja, aby spotkać się z Anastazją. Na odwrocie zdjęcia masz numer tego blondasa. Zadzwoń i potwierdź spotkanie - Machnął ręką i wolnym krokiem zbliżył się do drzwi - Nie zapomnij oddać mi moich ubrań - Nie mówiąc więcej nic, wyszedł.
,, I am not a fucker ''
&&&
- Stęskniłaś się? - Usłyszałam ten jakże dobrze znany mi głos. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem ani skąd się tu wzięłam a mój instynkt samozachowawczy kazał zachować mi szczególną ostrożność. Zamknęłam oczy mając nadzieję, że to tylko koszmarny sen, jednak kiedy ponownie je otworzyłam, miejsce w którym byłam chwile temu, przestało istnieć a mnie z każdej strony otaczała ciemność. Bałam się. Tak cholernie się bałam. Wtedy nieoczekiwanie przede mną wyłoniła się potężna sylwetka Dylana Coopera. Ucieszyłam się widząc znaną mi twarz i nie patrząc na nic innego, szybkim krokiem podbiegłam do mężczyzny, aby chwilę później znaleźć się w jego ramionach. Nie liczyło się nic więcej prócz bycia przy nim.
- Cholernie tęskniłam.. - Szepnęłam coraz bardziej wtulając się w jego mosiężny tors. Dałam upust wszystkim emocjom jakie mną targały od miesięcy. Największym i najbardziej słabym we mnie punktem, był mój płacz. To on sprawiał, że stawałam się bezbronna i zdatna do najgorszej rozpaczy.
- Jestem przy Tobie. Ci... - Ton jego głosu uległ zmianie a ta charakterystyczna chrypa, która zawsze mu towarzyszyła, gdzieś zniknęła. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma, aby wyostrzyć swoją widoczność i wolnym ruchem uniosłam głowę do góry. Zachłysnęłam się powietrzem widząc chłopaka stojącego przede mną. Z trudem zdołałam wyrwać się z jego morderczego uścisku a kiedy mi się to udało, wpadłam w panikę. Jakim cudem do cholery znalazłam się w ramionach Sebastiana Gerana?!
- Co Ty tu robisz?! Gdzie Dylan?! - Wrzasnęłam.
- Przecież jestem Dylanem - Zarechotał. Potrząsnęłam kilkakrotnie głową, modląc się, aby to nie była prawda. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. To był on. Prawą stroną twarzy taki sam jak Cooper, natomiast lewa strona należała tylko i wyłącznie do niego.
- Nie dotykaj mnie! - Odsunęłam się kilka kroków do tyłu, ostatecznie decydując się na energiczny bieg. Muszę przyznać, że kondycję miałam całkiem dobrą. Biegnąc wzdłuż szklanej powierzchni, która była w samym środku niczego, potknęłam się o niewidzialną mgłę, tracąc tym równowagę i brutalnie zderzając się z ziemią. Odczekałam chwilę aż mężczyzna weźmie mnie w swoje szpony, ale nic takiego się nie stało. Na szczęście Sebastiana nigdzie nie było. Zapłakana wstałam na równe nogi i kiedy chciałam ruszyć do dalszej ucieczki, ktoś mi to uniemożliwił - Pusz....! - Zamilkłam, widząc rysy twarzy mojego ukochanego - Ale jak...? - Szepnęłam prawie bezgłośnie.
- Wszystko będzie dobrze - Pogładził prawą dłonią moje kruczoczarne włosy, natomiast lewym kciukiem musnął mój podbródek. Znów był sobą. Znów był tym cudownym Dylanem Cooperem, któremu oddałam swoje serce.
- Boje się....
- Nie masz czego - Zaśmiał się uwodzicielko. Ponownie spojrzałam mu w oczy czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Sebastian.... - Przede mną po raz kolejny stał blondy o niebieskich oczach. Wpadłam w pułapkę. W sidła jakiegoś demona, który bawi się moim kosztem i czerpie z tego niewyobrażalnie dobrą zabawę...
&&&
- Nieeeee! .. - Wrzasnęłam łapiąc łapczywie powietrze w swoje płuca. Otworzyłam oczy i dopiero wtedy poczułam ogromną ulgę. To był sen. Cholerny koszmar, który towarzyszy mi od kilku dni. Zamrugałam kilkakrotnie ociężałymi powiekami, aby upewnić się, że za chwilę nie wyłoni się przede mną Dylan lub Sebastian i na szczęście nic takiego się nie stało. Ponadto był dzień. Do sypialni wpadały promienie słońca, które oświetlały o tej porze Manchester. Pogoda była dosyć ładna, sprawiająca, że uśmiech sam wskakiwał na ludzką twarz.
Podniosłam się do pozycji siedzącej próbując sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora. Byłam z Sebastianem, wypiłam kilka kubeczków wina i spotkałam się z Alanem. Pamiętam tylko, że zwymiotowałam na jego buty a potem pustka. Co za wstyd. Jak można zrzygać się na czyjeś buty? Trzeba nazywać się Rozalie Evans by tego dokonać. Ale chwila, chwila. Jak ja się tu właściwie znalazłam? Co ważniejsze, dlaczego do cholery jestem w sypialni Alana?! W moim stanie na pewno nie zdołałam samodzielnie wślizgnąć się do tego pomieszczenia, więc ktoś musiał mi pomóc a tym kimś był....
- Alan? - Szepnęłam prawie bezgłośnie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu informując, że mam wiadomość. Wzięłam komórkę do ręki, która leżała na małej półeczce tuż przy łóżku i odblokowałam ekran krótkim, czterocyfrowym kodem a następnie przeczytałam SMS"a.
,, Właź na skypa! '' Paula :*
Słowo daje, że nie miałam ochoty na żadną rozmowę z przyjaciółką ani nikim innym, jednak wiedziałam, że jestem jej to winna po wczorajszym. Obiecałam, że zadzwonię do niej wieczorem a zamiast tego upiłam się do stanu nie bardzo pasującego do mnie. Tak więc wygramoliłam się z wielkiego łóżka nienależącego do mnie i uważnie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Byłam sama. Chłopak musiał wyjść kilka minut wcześniej bądź w ogóle nie spędził nocy w tym pokoju. Mam nadzieję, że tak było bo leżenie w jednym łóżku z Alanem, nie byłoby przyjemne a tym bardziej stosowne. Sięgając po klucze od swojej sypialni, zorientowałam się, że mam na sobie luźną bluzkę sięgającą mi do pasa i szare dresy.
- Co do chuja... - Szepnęłam zakrywając usta dłonią. Dobra, tego było już za wiele. Miałam na sobie jego ciuchy! Jak?! Potrząsnęłam głową, aby odgonić od siebie złe myśli i najszybciej jak umiałam chwyciłam za swoje wczorajsze ubrania i wróciłam do siebie zamykając drzwi na klucz. Wszystko co trzymałam w tamtej chwili w dłoni, wylądowało na ziemi, wraz z bluzą Sebastiana, którą podarował mi, gdy zrobiło się zimniej. Nie czekając dłużej, wślizgnęłam swoje bose stopy w ulubione kapciuszki, które dostałam od rodziców na święta i wolnym krokiem zbliżyłam się do kanapy na której leżał leptop. Pięć minut później zalogowałam się do aplikacji zwanej ,, skyp ''.
- No nareszcie! - Wrzasnęła oburzona, rudowłosa dziewczyna. Z każdą mijającą sekundą, obraz stawał się wyraźniejszy a ja mogłam na spokojnie zlustrować miejsce w jakim się znajdowała. Jej pokój nie zmienił się nawet o najmniejszą drobnostkę. Wymusiłam na twarzy lekki uśmiech, aby uspokoić przyjaciółkę i poinformować ją iż wszystko ze mną okej - Jak Ty wyglądasz?!
- Ciebie też miło widzieć - Parsknęłam. Ból głowy z każdą chwilą przybierał na sile, jednak za wszelką cenę starałam się to ukryć. Nie chciałam martwić Pauli - Jak tam? - Spytałam.
- Wiedziałabyś gdybyś mnie wczoraj nie olała! Kurwa, Ross! Martwię się o Ciebie! - Posłała mi piorunujące spojrzenie przez co poczułam się jeszcze gorzej. Przecież ona była w ciąży. Nosiła w brzuchu żywe stworzenie i nie powinna się zbytnio denerwować a przeze mnie miała same zmartwienia. Matko, co ze mnie za przyjaciółka? - Może Ty kurwa powiesz mi co słychać tam, w wielkim mieście?!
- Uspokój się.. - Szepnęłam - Nie chcę się kłócić. Przepraszam, po prostu wczoraj...
- Po prostu co?! No co?! Aż tak mało dla Ciebie znaczę?!
- Nie! Paula! Cholera! - Pierwszy raz uniosłam głos co nie było dobrym pomysłem. Poczułam jakby ktoś walnął młotkiem w sam środek mojej czaszki - Obiecaj, że jak Ci coś powiesz to nie zaczniesz na mnie krzyczeć..
- Nic nie obiecuję.. - Warknęła - A teraz mów za nim wkurze sie jeszcze bardziej.
- Napiłam się wczoraj...
- Co zrobiłaś?!
- Wypiłam kilka kubeczków wina i zwymiotowałam na Alana, zadowolona? Nie wiem jak wróciłam do hotelu, więc nie było nawet szansy na skontaktowanie się z Tobą. Obudziłam się niedawno i mam strasznego kaca...- Myślałam, że zacznie krzyczeć, wydzierać się, że nie powinnam pić w tym stanie, ale zamiast tego, usłyszałam dobrze znany mi śmiech. Te rude babsko się ze mnie śmiało - Bardzo śmieszne...
- A co na to ten kretyn? Wkurzył się? Nie mogę w to uwierzyć!
- Ja.. Nie wiem.. Nie pamiętam.. - Wróciłam wspomnieniami do wczorajszej nocy, ale za nic w świecie nie potrafiłam sobie przypomnieć co wydarzyło się później. Obrzygałam mu te jego buty i na tym kończy się moja pamięć. Coś w stylu czarnej dziury, albo jeszcze gorzej - Zachowałam sie jak idiotka.
- Co Cię skłoniło do picia? I co Ty masz właściwie na sobie?
- Jego ciuchy. Tak myślę...
- Czy Wy....
- Co?! Nie! - Oburzyłam się - Zwariowałaś?! Aż tak pijana nie byłam... - Chyba. Przełknęłam głośno ślinę na myśl, że ja i on.. Nie! To niemożliwe! Nie moglibyśmy! Nigdy w życiu! Nie kocham go i nigdy sie to nie zmieni a seks z Fryczem to ostatnie co mogłabym zrobić przed śmiercią. Hola, wróć. Nawet tego bym nie zrobiła. Tylko raz w życiu spałam z facetem i tym kimś był Dylan Cooper.
- Ross, wszystko w porządku? Zadałam Ci pytanie...
- Pokłóciłam sie z Alanem. Poszło o dokumenty, które uważałam, że mi zabrał, ale on twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego.
- Jakie dokumenty? - Zdziwiła się - A co z tym, że jesteś chora? Powie Dylanowi?
- Nie powie. Przynajmniej mam taką nadzieje... Papiery o Anastazji, matce Dylana.. Uhg, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. W dodatku poznałam takiego chłopaka, nazywa się Sebastian i nie uwierzysz co, ale jest strasznie podobny do Coopera.. Normalnie dwie krople wody! Rozumiesz?! Różni ich od siebie tylko kolor włosów, oczy i przede wszystkim charakter. Sebastian jest miły i ... - Nagle się zacięłam nie mogąc kontynuować dalej.
[...] - Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek [...].
Jak mogłam pozwolić na taką głupotę? Jak mogłam zgodzić się by mnie pocałował? Powinnam jakoś zareagować, odsunąć się, nie dopuścić go do siebie a zamiast tego, odwzajemniłam ten cholernie dobry pocałunek. Byłoby kłamstwem jakbym powiedziała, że mi sie nie podobało. Prawda była taka, że było cudownie i gdybym mogla, znów bym na to wyraziła swoją zgodę.
- Ross, hallo, jesteś tam? - Oprzytomniałam słysząc glosy przyjaciółki. Po raz drugi odpłynęłam myśląc o czymś bezsensownym - Pytałam czy wiecie już cos na temat Anastazji.
- To zagmatwane...
- Czyli wciąż nic? - Pokręciłam głową na znak, że nie. Może faktycznie ta kobieta tu nie mieszkała? Minął tydzień a my nie mamy nic. Wtedy nieoczekiwanie do mojej sypialni wparował Alan, który nie był w dobrym humorze. Wszedł jak do siebie i nie zważając na moją rozmowę prowadzoną z Paulą, rzucił na moje łóżko kilka zdjęć. Posłałam mu dziwne spojrzenie a on odpowiedział mi tym samym. Zlustrował moje ciało przeczesując dłonią swoje brązowe włosy i już wiedziałam o co mu chodzi. Jego wzrok utkwił na jego ciuchach, które miałam na sobie. Nastąpiła chwila ciszy bo ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Rozumiem siebie bo nic nie pamiętam, ale on? Chyba najbardziej powinien wiedzieć jakim cudem mam na sobie jego koszulę i dresy, prawa?
- Czy ja o czymś nie wiem? - Tą niezręczną cisze przerwała moja ukochana przyjaciółka, która była dla mnie niczym siostra. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma powracając tym do rzeczywistości i tylko spojrzałam na zdjęcia jakie przyniósł mi Frycz. Na każdym obrazku był Sebastian.
- Czy to on? - Spytał, nie odwracając ode mnie swojego wzroku nawet na sekundę. Kiwnęłam potwierdzająco głową.
- Sebastian.. - Szepnęłam. Chłopak skinął głową na laptopa, dając mi tym do zrozumienia, że musimy pogadać w cztery oczy - Paula, muszę kończyć. Chyba wreszcie coś mamy i...
- Rozumiem - Wtrąciła - Odezwij sie, kiedy będziesz coś wiedzieć - Posłała mi ciepły uśmiech i zniknęła z mojego pola widzenia. Swój wzrok przeniosłam na bruneta, który krzątał się po pokoju w tą i z powrotem - Nic nie rozumiem... Po co Ci te zdjęcia i skąd je masz?
- Zniknęły Ci dokumenty. Powiedziałaś wczoraj, że był tu nijaki Sebastian i, że jest podobny do Dylana. Jest więcej niż podobny. Jest taki sam.
- Co mam przez to rozumieć?
- Nazywa się Sebastian Geran, ma dziewiętnaście lat, mieszka z matką Aną Geran niedaleko naszego hotelu, urodzony ósmego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego.
- Tak samo jak Dylan... Ale to niemożliwe żeby oni...
- Jeżeli w ich nazwisku przemienisz kolejność liter to zamiast Ana Geran, powstanie Anastazja Grean. Dzwoniłem do kolegi i sprawdził moje przypuszczenia...
- Czekaj, czekaj - Wtrąciłam - Ty masz kolegów? - Zdziwiłam się. Wybaczcie, ale nie mogłam powstrzymać się od tego żartu bo nie często zdarza się taka okazja by mu dopiec, czyż nie? A skoro już się nadarzyła to grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Chłopak zmierzył mnie morderczym wzrokiem od którego na moim ciele pojawiły się ciarki - Wybacz, mów dalej.. - Poczułam się jak małe zbesztane dziecko na które nakrzyczał właśnie rodzic.
- Prawdopodobnie Sebastian i Dylan to..
- Bliźniacy.. - Dokończyłam czując ogromny ścisk w żołądku. Kiwnął potwierdzająco głową - Ale jak...?
- Tego trzeba dowiedzieć się od ich kochanej matki. Nie mamy zbytnio czasu. Dostałem wezwane od Rica, że muszę wracać. Coś podejrzewają.
- Sebastian chce się dziś ze mną spotkać na plaży o dwudziestej. Ten dupek chciał mnie wykorzystać. Ukradł papiery o swojej matce i wypytywał skąd pochodzimy i dlaczego tu przybyliśmy. On wie, że jej szukamy...
- Ale nie wie, że wiemy tak dużo. To świetna okazja, aby spotkać się z Anastazją. Na odwrocie zdjęcia masz numer tego blondasa. Zadzwoń i potwierdź spotkanie - Machnął ręką i wolnym krokiem zbliżył się do drzwi - Nie zapomnij oddać mi moich ubrań - Nie mówiąc więcej nic, wyszedł.
środa, 26 sierpnia 2015
,, I am not a fucker ''
Rozdział 4
- Te wszystkie siniaki, które masz na rękach...To przez to, prawda? - Po tym jak odrobinę ochłonęliśmy a przez ochłonięcie mam na myśli, że ten tu pan Frycz, troszkę się uspokoił, ponownie wróciliśmy do rozmowy. Najpierw jednak Alan, jakby nigdy nic, odpalił sobie papierosa w moim pokoju i na moich oczach palił to gówno. Z początku kazałam mu wyjść i wiecie co? Wyśmiał mnie, więc ze wszystkich sił jakie w sobie miałam, starałam się to zignorować, ten pieprzony smród.
- Nawet nie wiem kiedy się pojawiają. Moje ciało stało się bardziej delikatne.
- Czekaj, czekaj, bo nie rozumiem. Od kiedy wiesz o tej chorobie? - Zmarszczył brwi jakby to była jego największa zagadka w życiu. Wyglądał bardzo zabawnie i mimo tej niekomfortowej dla mnie sytuacji, kąciki ust uniosły mi się do góry powodując tym lekki uśmiech.
- Nie obraź się, ale nie mam ochoty rozmawiać o tym z Tobą... - To ostanie słowo wypowiedziałam z trudnością. Alan, nie był typem człowieka do którego miałam zaufanie. Fakt, może i go polubiłam, ale to wciąż był Alan Frycz. Nie przyjaźniliśmy się. Podeszłam do szafy z ubraniami z której po kolei zaczęłam wykładać swoje ciuchy. Nic tu po mnie. I tak nie odnajdziemy tej kobiety. Minął już tydzień a my nie mamy kompletnie nic! Czas ucieka i tylko marnuję ostatnie dni życia na coś, co się nigdy nie wydarzy. Wolę pożegnać się z prawdziwymi przyjaciółmi, niż szwendać się po jakimś durnym miasteczku.
- Ależ ja się nie obrażam - Posłał mi jeden z tych swoich tanich uśmieszków, które mówiły, że zaraz wyprowadzi mnie z równowagi i wygodnie rozsiadł się w moim fotelu. Posłałam mu baczne spojrzenie, na które odpowiedział tym samym. Przełknęłam głośno ślinę, czując się przez niego zaszczuta - Po prostu za chwilę wyciągnę telefon z kieszeni i wykręcę numer swojego najlepszego przyjaciela - Bam! Wiedziałam, że jego bazyliszkowy wzrok zaraz doprowadzi mnie do rozpaczy i gniewu.
- Nie odważysz się... - Warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Chcesz się przekonać? - Kiedy nie odpowiedziałam, wziął komórkę do ręki i wystukał czyjś numer. Dobrze wiedziałam czyj. Drań. Chciał mnie zaszantażować, że jeżeli nie powiem mu tego co chce wiedzieć, wypepla Dylanowi, że jestem chora. To właśnie jeden z tysiąca powodów dla którego nie warto przyjaźnić się z Fryczem.Dla którego nawet nie warto z nim rozmawiać.
- Nic dziwnego, że nikt Cię nie lubi! Jesteś draniem!
- Zimnym draniem - Poprawił mnie z dziwnym błyskiem w oku - A teraz mów bo czas ucieka - Miałam ochotę przyłożyć mu porządnego kopa w sam środek jego krocza. Chętnie popatrzyłabym na ból jaki by mu to sprawiło.
- Ponad miesiąc temu. Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy Dylan przywiózł mnie do Filipa.
- I nic nie da się z tym zrobić? Coś tam wiem, że da się to przecież jakoś leczyć - Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo przejął się tym, że jestem chora. Przecież się nie przyjaźnimy a znamy zaledwie kilka dni. Pokręciłam przecząco głową, starając ukryć się łzy, które ze wszystkich sił próbowały zalać moje drobne policzki.
- Jestem w zaawansowanym etapie i nie ma na to lekarstwa. Po prostu umrę. W każde chwili mogę trafić do szpitala. Pogodziłam się z tym. Wszystko jest w porządku...
- W porządku? - Wtrącił - Żartujesz, prawda? Gdybym wiedział, na pewno nie zgodziłbym się na ten wyjazd. Przecież mogło Ci się coś stać. I to byłaby moja wina! Dylan nigdy by mi tego nie wybaczył a Filip jest już trupem, że Cię tu puścił.
- Zapomniałeś, że to był Twój i jego pomysł?
- Tyle, że on o wszystkim wiedział a ja nie. Co teraz zamierzasz? - Rozejrzał się uważnie po całym pomieszczeniu a jego wzrok utkwił na mojej walizce - Wyjeżdżasz?
- A obchodzi Cię to?
- Dlaczego nie chcesz o wszystkim powiedzieć Dylanowi? To naprawdę mogłoby go zmienić.
- Przestań! Nie powiem mu o tym!
- Ale dlaczego?! Nie uważasz, że on też zasługuje na szansę pożegnania się z Tobą!?
- Nie potrzebuję jego litości! Nie chcę mieć z nim nic do czynienia!
- On Cię kocha! Naprawdę jesteś taka tępa czy udajesz?! - Walnął pięścią w mały, szklany stolik a ja odsunęłam się krok do tyłu. Nie lubiłam kiedy się wściekał. Był wtedy niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Wstał na nogi a następnie zrzucił moją walizkę na podłogę - Wiesz co? Faktycznie, lepiej będzie jak wyjedziesz. Mój najlepszy przyjaciel, popełnił największy w życiu błąd. Zakochał się w Tobie a to gorsze od tej choroby.
- Alan.....- Te słowa zabolały mnie doszczętnie. Wiedziałam, że to cham, ale żeby aż tak?
- Nie odzywaj się do mnie. Spakuj swoje szmaty i jeszcze dziś się stąd wynoś.
- Nic nie rozumiesz! - Wrzasnęłam zapłakana.
- To Ty nic nie rozumiesz! Wiadomość, że umierasz, zrujnuje go jeszcze bardziej, ale wiadomość, że umarłaś a on dowidział się o tym na Twoim pogrzebie, dostatecznie go zabije. Wracaj do tej swojej rudej kretynki i pedalskiego przyjaciela a Dylana zostaw w spokoju. Sam mu pomogę - Nie mówiąc więcej nic, trzasnął drzwiami i wyszedł.
- Dupek! - Chwyciłam w ręce pierwszą rzecz jaką zdołałam dosięgnąć i bez zastanowienia, cisnęłam nią w drzwi. Dostałam drgawek. Nie potrafiłam utrzymać normalnego rytmu serca a płacz przemienił się w głęboki szloch. Czyli co? Teraz to moja wina, że stan Dylana pogorszy się jeszcze bardziej? Zamiast wrócić do pakowania swoich rzeczy, zaczęłam przeklinać jak oszalała. Miałam dość wszystkiego. Po raz któryś ta choroba rujnuje mi życie! Nagle dopadły mnie zawroty głowy i w dodatku poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Czym prędzej pobiegłam do łazienki i od razu skierowałam się w stronę kibla. Chwilę później wyglądałam jak nawalona kobieta, która po udanej imprezie rzyga w ubikacji. Czyżbym się czymś zatruła? Najgorsze było to, że po jakimś czasie zaczęłam rzygać krwią. Trwało to bardzo krótko. Zaledwie kilka sekund. Ręce mi drżały a oddech stał się nierówny. Spłukałam brudną wodę i bezwładnie opadłam na zimne kafelki. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czyżby mój czas się kończył? Nie. To niemożliwe.
- Jest tu ktoś? - Usłyszałam kobiecy głos dochodzący ze środka sypialni. Cholera. Kogo tym razem do mnie niesie? Nie mogę mieć chwili spokoju? Wytarłam buzie zimną wodą, osuszyłam ją ręcznikiem a następnie wyszłam z toalety starając ukryć się ból na mojej twarzy.
- W czym mogę pomóc? - Zdziwiłam się wizytą pokojówki. Stanęła przy samych drzwiach i przeniosła na mnie swój niewinny wzrok. Miała piękne oczy, zresztą cała była bardzo ładna.
- Pani Rozalie Evans? - Kiwnęłam głową a wtedy młoda kobieta zbliżyła się do mnie i wręczyła mi mały bukiet kwiatów wraz z białą kopertą - To dla Pani - Lekko się uśmiechnęła i wyszła nie dając mi szansy na jakiekolwiek pytanie.
,, Mam nadzieję, że wreszcie zechcesz się ze mną umówić i spędzimy trochę razem czas. Chciałbym Cię lepiej poznać. Bądź jutro na plaży o godzinie dwudziestej.Sebastian. ''
- Sebastian... - Szepnęłam. Przed oczyma pojawiła mi się jego twarz. Był tak kurewsko podobny do Coopera, że śmiało mogłabym rzec iż to bliźniacy. Jednakże to niemożliwe, więc to odpada. Miło z jego strony, że zaprasza mnie na spotkanie, ale nie bardzo mam chęć na nie iść. Zresztą jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam. Szkoda, że nie zostawił numeru telefonu. Rozczaruje się, kiedy nie przyjdę.
Resztę wieczoru spędziłam na rozmowie z przyjaciółką. Obiecałam jej, że zadzwonię a obietnic nie łamię. Pominęłam kilka faktów o swoim samopoczuciu, aby jej nie martwić i tylko poinformowałam ją o kłótni z Fryczem. Doradziła mi, bym czym prędzej do nich wracała i nie zawracała sobie głowy tym kmiotkiem.
Kiedy Paula wyszła z tak zwanego skype'a, musiałam zająć czymś swój wolny czas, więc postanowiłam posprzątać burdel jaki zrobił Frycz. Zbliżyłam się do szafki z dokumentami i w dokładnie dziesięć minut uporałam się ze wszystkim. Zaniepokoiła mnie tylko jedna rzecz. Nigdzie nie było dokumentów dotyczących Anastazji Grean. Zdenerwowana, przeszukałam raz jeszcze wszystkie papiery, ale to na nic. Teczka z całą zawartością o jej osobie, zniknęła.
Zabiję go a potem powieszę i jeszcze raz zabiję! Zacisnęłam dłoń w pięść i kompletnie nie zważając na to, która jest godzina, wybiegłam ze swojej sypialni i od razu udałam się do pokoju Alana. Nie pukając, wbiegłam do środka pomieszczenia i ku mojemu zdziwieniu, nie zastałam tam nikogo. Chłopaka nigdzie nie było.
- Alan! - Wrzasnęłam na całą sypialnie. Pewnie musiał wyjść bo kurtka z wieszaka zniknęła. Chętnie przejdę się razem z nim. Pod wpływem złości, zapomniałam cokolwiek na siebie włożyć i tylko biegiem udałam się do holu głównego. Tam również go nie było. Zdenerwowana ruszyłam w stronę drzwi. Na dworze panowała niezła wichura i było naprawdę zimno a na zegarku zaledwie dwudziesta trzydzieści. Świetnie, w którą stronę teraz iść?
- Mogę w czymś pomóc? - Zmarszczyłam brwi na dźwięk tego głosu. Ostrożnie odwróciłam się w jego stronę a cały gniew wyparował. Sebastian stał kilka metrów ode mnie, opierając się o wysokie drzewo. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że stoi w doskonałym miejscu i ma niezły widok na mój pokój. Jakoś wtedy mnie to nie interesowało.
- Czy Ty mnie śledzisz? - Parsknęłam.
- Może - Zaśmiał się - Masz coś przeciwko? - Wolnym krokiem zbliżył się do mnie, przez co mogłam dostrzec wspaniałe rysy jego twarzy. Był taki idealny. Kompletne przeciwieństwo Dylana. Jakby połączyć tą dwóję w jedność, powstałby mój własny ideał chłopaka - Dokąd się wybierasz o tej porze?
- Szukam Alana....Nie widziałeś go przypadkiem? - Kiwnął przecząco głową i lekko się uśmiechnął.
- Znalazłaś mnie. To chyba jest o wiele lepsze, co? - Dobrze, że było już ciemno bo moje policzki zalał ogromny rumieniec. Pewnie wyglądam jak burak, ale na całe szczęście on tego nie widzi - Zgodzisz się na krótki spacer?
- Nie bardzo..... - Wtedy zrobił minę szczeniaczka - Cholera.. - Mruknęłam - Niech będzie. Skoro on sobie zniknął nie wiadomo gdzie to ja też mogę - Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech na co odpowiedziałam tym samym. Wolnym krokiem ruszyliśmy wprost przed siebie. Szliśmy wzdłuż chodnika, który niedawno zaprowadził mnie do pięknego parku. Zrobiło się jeszcze zimniej a ja byłam tylko w swojej dresowej bluzie. Może lepiej jak wrócę? Nie będzie dobrze, kiedy rozchoruje się jeszcze bardziej. Wtedy poczułam jak coś ciepłego opada na moje ramiona. Zdziwiona spojrzałam na Sebastiana, ale ten tylko wzruszył ramionami jakby nigdy nic. Potem chwycił moją dłoń i pociągnął w stronę ławki. Było to miejsce do którego nie dosięgały światła lamp a widoczność była ograniczona - Dziękuję, ale nie musiałeś...
- Wszystko okej - Byłam pod wrażeniem bo cholernie wiał wiatr a on miał na sobie tylko krótką koszulkę. Mi natomiast zrobiło się znacznie cieplej a zapach dochodzący z kurtki Sebastiana, był niesamowity. Brak tytoniu, tylko czysty perfum. Między nami nastała chwila ciszy. Aby nie czuć się niekomfortowo, spojrzałam na gwiazdy, które w tym mieście prezentowały się kozacko. Przez ułamek sekundy, dostrzegłam jak się we mnie wpatruje.
- Czemu się tak patrzysz? - Zdziwiłam się - Mam coś na twarzy?
- Nie.. Nie.. - Nie mógł powstrzymać śmiechu i jakoś nie bardzo się przed tym bronił - Jesteś bardzo ładna... - Spoważniał. Chwilę później, przysunął się do mnie a następnie uniósł palcem mój podbródek. Zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. ,, Dylan ''... Zachłysnęłam się powietrzem, widząc twarz Coopera. Mężczyzny, którego kochałam całym sercem. Miałam wrażenie jakby siedział naprzeciwko mnie, jakby był tu ze mną i dotrzymywał mi towarzystwa, dawał otuchy. Chłopak przejechał kciukiem wzdłuż mojego prawego policzka, gładząc go na wszystkie możliwe sposoby. Mruknęłam zadowolona. Przez ułamek sekundy wmawiałam sobie, że spędzam ten czas z Cooperem. W Sebastianie było coś takiego, że chciałam, aby mnie dotykał, chciałam aby był blisko mnie. Polubiłam go - Eh.. Nie powinienem...
- Nic się nie stało.. - Kiedy się ocknęłam, chrząknęłam znacząco, aby dać mu do zrozumienia, że lepiej będzie jak się odsunie. Tak też zrobił. Uniósł do góry głowę i skupił się na gwiazdach wiszących na niebie.
- Dlaczego pojawiłaś się w tym mieście? Mieszkam tu od urodzenia i przysięgam, że nigdy wcześniej nie miałem okazji Cię spotkać.
- Muszę kogoś odnaleźć. Przyjechałam tylko na kilka dni.
- Kogo? - Zdziwił się - Przepraszam za ciekawość, ale...
- Pewną kobietę - Wtrąciłam - Jest jedyną szansą dla mojego chło...
- Chłopaka? - Dokończył za mnie - Masz chłopaka? - Pokiwałam przecząco głową.
- Dla mojego znajomego. Powiedzieli mi, że tu ją odnajdę, ale sama już nie wiem. Od ponad tygodnia nie ma po niej śladu.
- Mogę wiedzieć jak nazywa się ta kobieta? Może będę w stanie pomóc... - Spojrzałam na niego z nadzieją i faktycznie. Skoro mieszka tu od urodzenia to może wie coś o Anastazji? Dlaczego wcześniej nie wpadłam na ten pomysł, aby zadać mu to pytanie? Co za idiotka ze mnie!
- Anastazja Grean. Kojarzysz? - I tak jak się spodziewałam, kiwnął przecząco głową. Nie znał jej. Nikt jej nie znał do cholery! Zakryłam twarz dłońmi, aby nie zacząć płakać - Nie mam już na to wszystko sił...
- Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że widziałam w nim Dylana? Może dlatego, że tak cholerne za nim tęskniłam? Wyrwał mnie z rozmyśleń dźwięk mojego telefonu. Szybko oderwałam się od blondyna i spojrzałam na ekran komórki. Miałam nieprzeczytaną wiadomość od Alana.
,, Masz pięć minut, aby wrócić do hotelu ''.
- Coś się stało? - Poczułam na ramieniu ciepłą dłoń Sebastiana. Zaniepokoił się moją zmianą humoru - Kim jest dla Ciebie ten cały Alan? To Twoja rodzina?
- Nie! - Wrzasnęłam - Na całe szczęście nie. To mój.. eh.. hm.. kurde..
- Kolega?
- Nawet chyba nie - Parsknęłam - Ktoś w rodzaju znajomego. Dobra, muszę wracać...
- Ross, jeśli chodzi o ten pocałunek to...
- Daj spokój - Wtrąciłam - To moja wina. Nie powinnam.. - Wstałam na równe nogi i powoli zaciągnęłam się rześkim powietrzem. Chciał coś powiedzieć, lecz nie dałam mu dojść do słowa. Stało się. Nie cofniemy czasu, ani tego pocałunku - Wracajmy.. - Mruknęłam. Kiwnął posłusznie głową a następnie stanął tuż przy mnie. Idąc wzdłuż chodnika, dostrzegłam po drugiej stronie ulicy mężczyznę ze stoiskiem z winem. Przyszedł mi do głowy głupi pomysł. Czułam się źle przez to co wydarzyło się kilka minut temu i chciałam o tym zapomnieć jak najszybciej. W tym momencie alkohol wydawał mi się najlepszym rozwiązaniem. W dodatku chciałam wkurzyć Alana i gdybym przyszła nawalona, wyprowadziłabym go tym z równowagi.
- Dokąd idziesz?! - Krzyknął, kiedy ruszyłam w tamtą stronę. Nie odpowiedziałam, tylko przywołałam go machnięciem dłoni.
- Poproszę jeden - Zwróciłam się do mężczyzny z kozią bródką, który na mój widok, wyszczerzył usta w wielki uśmiech. Kiwnął głową i kilka sekund później, położył przede mną kubek czerwonego wina.
- Chyba oszalałaś - Warknął Sebastian - Nie pozwolę Ci na to.
- Wybacz, ale nie zamierzam pytać się o Twoje zdanie. Mam osiemnaście lat - Co prawda, dopiero będę mieć te osiemnaście lat, ale on nie musi o tym wiedzieć. Zresztą kim on jest, aby mówić mi co mogę robić a czego nie? Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Zamiast wciąż się na niego gapić, przyłożyłam plastikowy kubeczek do swoich ust i za jednym mocnym przechyleniem, połknęłam całą jego zawartość. Muszę przyznać, że napój nie był najgorszy. W dodatku zrobiło mi się znacznie cieplej niż przypuszczałam - Jeszcze jeden - Rozkazałam mężczyźnie. Zignorowałam wkurzonego Sebastiana i ponownie napiłam się czerwonej cieszy. Skończyło się na tym, że wypiłam sześć kubeczków. Kiedy chciałam wypić kolejny, blondyn stanowczo mi zakazał. Chwycił moją dłoń i pociągnął mnie w stronę hotelu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zaczęłam się chwiać z każdym kolejnym krokiem. Nie uszło to jego uwadze.
- Jesteś pijana.. - Skomentował - Zadowolona? Co chciałaś tym osiągnąć?
- Jesteś strasznie do niego podobny - Wypaliłam spoglądając w jego jasne tęczówki.
- Do kogo? - Zdziwił się. Już chciałam wymówić imię Coopera, kiedy usłyszałam dźwięk swojej komórki. Niech to szlag. Z wielkim trudem wyciągnęłam małe urządzenie z kieszeni, aby następnie nacisnąć zieloną słuchawkę. Super, bo telefon wypadł mi z rąk. Na szczęście blondyn zdążył mi go podać nim Frycz się rozłączył.
- Gdzie Ty do chuja jesteś?! - Warknął. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, więc nadzwyczajnie w świecie zaczęłam się śmiać. Ludzie przechodzący obok mnie, posyłali mi dziwaczne spojrzenia - Bawi Cię to?
- Wyjdź po mnie. Jestem pod hotelem... - Nie dając mu szansy na odpowiedź, rozłączyłam się. Co dziwniejsze, nigdzie nie było Sebastiana. Daje słowo, że jeszcze przed chwilą stał przy mnie a teraz? Zniknął. Jak to możliwe? Cóż. Pięć minut później, przez hotelowe drzwi wyszła sylwetka Frycza. Miał na sobie białą bluzkę na długi rękaw, czarną skórzaną kurtkę, ciasne, czarne jeansy oraz conversy. Kiedy tylko mnie zobaczył, wolnym krokiem zbliżył się do mojej osoby. Nim cokolwiek zdążył powiedzieć, zacisnęłam dłoń w pięść i z całej siły przywaliłam mu nią w jego prawy policzek. Muszę przyznać, że nie sądziłam iż mam w sobie tyle siły - To za to, że szperałeś w moich dokumentach - Warknęłam chwiejąc się na każdą stronę - A to.. - Tym razem przyłożyłam mu porządnego liścia - Za to, że ukradłeś moje dokumenty! - Chciałam odejść, kiedy poczułam na sobie jego dłoń. Chwycił moje ramię i z całej siły przygwoździł moje obolałe ciało do jednej ze ścian jakiegoś budynku. Miał w nosie, że ktoś mógł na nas patrzeć. Wiedziałam, że jest wkurzony i nawet nie poczułam strachu.
- Czuję alkohol - Warknął - Piłaś?!
- Gówno Cię to obchodzi - Syknęłam - A teraz mnie puść bo zacznę krzyczeć...
- To krzycz - Wtrącił - Chętnie posłucham jak wołasz o pomoc w takim stanie. Wracamy do hotelu..
- Puść mnie... - Powtórzyłam. Nie posłuchał. Wręcz przeciwnie. Jeszcze mocniej wbił we mnie swoje wielkie dłonie.
- Gdzie byłaś? Szukałem Cię... Dzwonił Filip..
- Byłam z Sebastianem! Zadowolony?
- Z kim? Kto to? - Przed oczyma pojawiła mi się idealna postawa blondyna wywołująca na mojej twarzy lekki uśmiech. Ten pocałunek, którym mnie niedawno obdarował..
- On... To drugi Dylan... - Spojrzałam mu w oczy, w których dostrzegłam zdezorientowanie - Jest taki sam jak Dylan...
- Coś Ty piła?
- Mówię prawdę! To dwie krople wody! Tyle, ze Sebastian jest miły...
- Czekaj, czekaj. Mówiłaś, że zginęły Ci dokumenty, tak?
- Które sam mi zabrałeś! - Wrzasnęłam oburzona - Jesteś złodziejem!
- Nic Ci kurwa nie zabrałem. Kiedy wszedłem do Twojej sypialni, wszystkie papiery były porozrzucane po stole, dlatego znalazłem te o Tobie! Chyba, że...
- Że co?
- Twój nowy kolega miał dostęp do Twojego pokoju? Był w nim?
- Nie.. - Szepnęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Chciało mi się rzygać - W sumie tak.. Był...rano, kiedy Ty zniknąłeś na cały dzień...
- Czego chciał? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?!
- Nie drzyj się na mnie! Pomógł mi, kiedy źle się poczułam...
- Źle się czułaś?! - Warknął zaciskając dłoń w silną pięść - Jesteś kretynką czy udajesz?!
- Niedobrze mi... - Wyszeptałam.
- Nie.. Nawet się nie waż... - Chciał się odsunąć, jednak nie zdążył na czas. Spuściłam głowę w dół i tylko czekałam aż fala moich wymiotów opróżni mój organizm. Tak też się stało. Tyle, że zamiast na ziemię, zrzygałam się na conversy Alana....
Rozdział 4
- Te wszystkie siniaki, które masz na rękach...To przez to, prawda? - Po tym jak odrobinę ochłonęliśmy a przez ochłonięcie mam na myśli, że ten tu pan Frycz, troszkę się uspokoił, ponownie wróciliśmy do rozmowy. Najpierw jednak Alan, jakby nigdy nic, odpalił sobie papierosa w moim pokoju i na moich oczach palił to gówno. Z początku kazałam mu wyjść i wiecie co? Wyśmiał mnie, więc ze wszystkich sił jakie w sobie miałam, starałam się to zignorować, ten pieprzony smród.
- Nawet nie wiem kiedy się pojawiają. Moje ciało stało się bardziej delikatne.
- Czekaj, czekaj, bo nie rozumiem. Od kiedy wiesz o tej chorobie? - Zmarszczył brwi jakby to była jego największa zagadka w życiu. Wyglądał bardzo zabawnie i mimo tej niekomfortowej dla mnie sytuacji, kąciki ust uniosły mi się do góry powodując tym lekki uśmiech.
- Nie obraź się, ale nie mam ochoty rozmawiać o tym z Tobą... - To ostanie słowo wypowiedziałam z trudnością. Alan, nie był typem człowieka do którego miałam zaufanie. Fakt, może i go polubiłam, ale to wciąż był Alan Frycz. Nie przyjaźniliśmy się. Podeszłam do szafy z ubraniami z której po kolei zaczęłam wykładać swoje ciuchy. Nic tu po mnie. I tak nie odnajdziemy tej kobiety. Minął już tydzień a my nie mamy kompletnie nic! Czas ucieka i tylko marnuję ostatnie dni życia na coś, co się nigdy nie wydarzy. Wolę pożegnać się z prawdziwymi przyjaciółmi, niż szwendać się po jakimś durnym miasteczku.
- Ależ ja się nie obrażam - Posłał mi jeden z tych swoich tanich uśmieszków, które mówiły, że zaraz wyprowadzi mnie z równowagi i wygodnie rozsiadł się w moim fotelu. Posłałam mu baczne spojrzenie, na które odpowiedział tym samym. Przełknęłam głośno ślinę, czując się przez niego zaszczuta - Po prostu za chwilę wyciągnę telefon z kieszeni i wykręcę numer swojego najlepszego przyjaciela - Bam! Wiedziałam, że jego bazyliszkowy wzrok zaraz doprowadzi mnie do rozpaczy i gniewu.
- Nie odważysz się... - Warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Chcesz się przekonać? - Kiedy nie odpowiedziałam, wziął komórkę do ręki i wystukał czyjś numer. Dobrze wiedziałam czyj. Drań. Chciał mnie zaszantażować, że jeżeli nie powiem mu tego co chce wiedzieć, wypepla Dylanowi, że jestem chora. To właśnie jeden z tysiąca powodów dla którego nie warto przyjaźnić się z Fryczem.Dla którego nawet nie warto z nim rozmawiać.
- Nic dziwnego, że nikt Cię nie lubi! Jesteś draniem!
- Zimnym draniem - Poprawił mnie z dziwnym błyskiem w oku - A teraz mów bo czas ucieka - Miałam ochotę przyłożyć mu porządnego kopa w sam środek jego krocza. Chętnie popatrzyłabym na ból jaki by mu to sprawiło.
- Ponad miesiąc temu. Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy Dylan przywiózł mnie do Filipa.
- I nic nie da się z tym zrobić? Coś tam wiem, że da się to przecież jakoś leczyć - Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo przejął się tym, że jestem chora. Przecież się nie przyjaźnimy a znamy zaledwie kilka dni. Pokręciłam przecząco głową, starając ukryć się łzy, które ze wszystkich sił próbowały zalać moje drobne policzki.
- Jestem w zaawansowanym etapie i nie ma na to lekarstwa. Po prostu umrę. W każde chwili mogę trafić do szpitala. Pogodziłam się z tym. Wszystko jest w porządku...
- W porządku? - Wtrącił - Żartujesz, prawda? Gdybym wiedział, na pewno nie zgodziłbym się na ten wyjazd. Przecież mogło Ci się coś stać. I to byłaby moja wina! Dylan nigdy by mi tego nie wybaczył a Filip jest już trupem, że Cię tu puścił.
- Zapomniałeś, że to był Twój i jego pomysł?
- Tyle, że on o wszystkim wiedział a ja nie. Co teraz zamierzasz? - Rozejrzał się uważnie po całym pomieszczeniu a jego wzrok utkwił na mojej walizce - Wyjeżdżasz?
- A obchodzi Cię to?
- Dlaczego nie chcesz o wszystkim powiedzieć Dylanowi? To naprawdę mogłoby go zmienić.
- Przestań! Nie powiem mu o tym!
- Ale dlaczego?! Nie uważasz, że on też zasługuje na szansę pożegnania się z Tobą!?
- Nie potrzebuję jego litości! Nie chcę mieć z nim nic do czynienia!
- On Cię kocha! Naprawdę jesteś taka tępa czy udajesz?! - Walnął pięścią w mały, szklany stolik a ja odsunęłam się krok do tyłu. Nie lubiłam kiedy się wściekał. Był wtedy niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Wstał na nogi a następnie zrzucił moją walizkę na podłogę - Wiesz co? Faktycznie, lepiej będzie jak wyjedziesz. Mój najlepszy przyjaciel, popełnił największy w życiu błąd. Zakochał się w Tobie a to gorsze od tej choroby.
- Alan.....- Te słowa zabolały mnie doszczętnie. Wiedziałam, że to cham, ale żeby aż tak?
- Nie odzywaj się do mnie. Spakuj swoje szmaty i jeszcze dziś się stąd wynoś.
- Nic nie rozumiesz! - Wrzasnęłam zapłakana.
- To Ty nic nie rozumiesz! Wiadomość, że umierasz, zrujnuje go jeszcze bardziej, ale wiadomość, że umarłaś a on dowidział się o tym na Twoim pogrzebie, dostatecznie go zabije. Wracaj do tej swojej rudej kretynki i pedalskiego przyjaciela a Dylana zostaw w spokoju. Sam mu pomogę - Nie mówiąc więcej nic, trzasnął drzwiami i wyszedł.
- Dupek! - Chwyciłam w ręce pierwszą rzecz jaką zdołałam dosięgnąć i bez zastanowienia, cisnęłam nią w drzwi. Dostałam drgawek. Nie potrafiłam utrzymać normalnego rytmu serca a płacz przemienił się w głęboki szloch. Czyli co? Teraz to moja wina, że stan Dylana pogorszy się jeszcze bardziej? Zamiast wrócić do pakowania swoich rzeczy, zaczęłam przeklinać jak oszalała. Miałam dość wszystkiego. Po raz któryś ta choroba rujnuje mi życie! Nagle dopadły mnie zawroty głowy i w dodatku poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Czym prędzej pobiegłam do łazienki i od razu skierowałam się w stronę kibla. Chwilę później wyglądałam jak nawalona kobieta, która po udanej imprezie rzyga w ubikacji. Czyżbym się czymś zatruła? Najgorsze było to, że po jakimś czasie zaczęłam rzygać krwią. Trwało to bardzo krótko. Zaledwie kilka sekund. Ręce mi drżały a oddech stał się nierówny. Spłukałam brudną wodę i bezwładnie opadłam na zimne kafelki. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czyżby mój czas się kończył? Nie. To niemożliwe.
- Jest tu ktoś? - Usłyszałam kobiecy głos dochodzący ze środka sypialni. Cholera. Kogo tym razem do mnie niesie? Nie mogę mieć chwili spokoju? Wytarłam buzie zimną wodą, osuszyłam ją ręcznikiem a następnie wyszłam z toalety starając ukryć się ból na mojej twarzy.
- W czym mogę pomóc? - Zdziwiłam się wizytą pokojówki. Stanęła przy samych drzwiach i przeniosła na mnie swój niewinny wzrok. Miała piękne oczy, zresztą cała była bardzo ładna.
- Pani Rozalie Evans? - Kiwnęłam głową a wtedy młoda kobieta zbliżyła się do mnie i wręczyła mi mały bukiet kwiatów wraz z białą kopertą - To dla Pani - Lekko się uśmiechnęła i wyszła nie dając mi szansy na jakiekolwiek pytanie.
,, Mam nadzieję, że wreszcie zechcesz się ze mną umówić i spędzimy trochę razem czas. Chciałbym Cię lepiej poznać. Bądź jutro na plaży o godzinie dwudziestej.Sebastian. ''
- Sebastian... - Szepnęłam. Przed oczyma pojawiła mi się jego twarz. Był tak kurewsko podobny do Coopera, że śmiało mogłabym rzec iż to bliźniacy. Jednakże to niemożliwe, więc to odpada. Miło z jego strony, że zaprasza mnie na spotkanie, ale nie bardzo mam chęć na nie iść. Zresztą jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam. Szkoda, że nie zostawił numeru telefonu. Rozczaruje się, kiedy nie przyjdę.
Resztę wieczoru spędziłam na rozmowie z przyjaciółką. Obiecałam jej, że zadzwonię a obietnic nie łamię. Pominęłam kilka faktów o swoim samopoczuciu, aby jej nie martwić i tylko poinformowałam ją o kłótni z Fryczem. Doradziła mi, bym czym prędzej do nich wracała i nie zawracała sobie głowy tym kmiotkiem.
Kiedy Paula wyszła z tak zwanego skype'a, musiałam zająć czymś swój wolny czas, więc postanowiłam posprzątać burdel jaki zrobił Frycz. Zbliżyłam się do szafki z dokumentami i w dokładnie dziesięć minut uporałam się ze wszystkim. Zaniepokoiła mnie tylko jedna rzecz. Nigdzie nie było dokumentów dotyczących Anastazji Grean. Zdenerwowana, przeszukałam raz jeszcze wszystkie papiery, ale to na nic. Teczka z całą zawartością o jej osobie, zniknęła.
Zabiję go a potem powieszę i jeszcze raz zabiję! Zacisnęłam dłoń w pięść i kompletnie nie zważając na to, która jest godzina, wybiegłam ze swojej sypialni i od razu udałam się do pokoju Alana. Nie pukając, wbiegłam do środka pomieszczenia i ku mojemu zdziwieniu, nie zastałam tam nikogo. Chłopaka nigdzie nie było.
- Alan! - Wrzasnęłam na całą sypialnie. Pewnie musiał wyjść bo kurtka z wieszaka zniknęła. Chętnie przejdę się razem z nim. Pod wpływem złości, zapomniałam cokolwiek na siebie włożyć i tylko biegiem udałam się do holu głównego. Tam również go nie było. Zdenerwowana ruszyłam w stronę drzwi. Na dworze panowała niezła wichura i było naprawdę zimno a na zegarku zaledwie dwudziesta trzydzieści. Świetnie, w którą stronę teraz iść?
- Mogę w czymś pomóc? - Zmarszczyłam brwi na dźwięk tego głosu. Ostrożnie odwróciłam się w jego stronę a cały gniew wyparował. Sebastian stał kilka metrów ode mnie, opierając się o wysokie drzewo. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że stoi w doskonałym miejscu i ma niezły widok na mój pokój. Jakoś wtedy mnie to nie interesowało.
- Czy Ty mnie śledzisz? - Parsknęłam.
- Może - Zaśmiał się - Masz coś przeciwko? - Wolnym krokiem zbliżył się do mnie, przez co mogłam dostrzec wspaniałe rysy jego twarzy. Był taki idealny. Kompletne przeciwieństwo Dylana. Jakby połączyć tą dwóję w jedność, powstałby mój własny ideał chłopaka - Dokąd się wybierasz o tej porze?
- Szukam Alana....Nie widziałeś go przypadkiem? - Kiwnął przecząco głową i lekko się uśmiechnął.
- Znalazłaś mnie. To chyba jest o wiele lepsze, co? - Dobrze, że było już ciemno bo moje policzki zalał ogromny rumieniec. Pewnie wyglądam jak burak, ale na całe szczęście on tego nie widzi - Zgodzisz się na krótki spacer?
- Nie bardzo..... - Wtedy zrobił minę szczeniaczka - Cholera.. - Mruknęłam - Niech będzie. Skoro on sobie zniknął nie wiadomo gdzie to ja też mogę - Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech na co odpowiedziałam tym samym. Wolnym krokiem ruszyliśmy wprost przed siebie. Szliśmy wzdłuż chodnika, który niedawno zaprowadził mnie do pięknego parku. Zrobiło się jeszcze zimniej a ja byłam tylko w swojej dresowej bluzie. Może lepiej jak wrócę? Nie będzie dobrze, kiedy rozchoruje się jeszcze bardziej. Wtedy poczułam jak coś ciepłego opada na moje ramiona. Zdziwiona spojrzałam na Sebastiana, ale ten tylko wzruszył ramionami jakby nigdy nic. Potem chwycił moją dłoń i pociągnął w stronę ławki. Było to miejsce do którego nie dosięgały światła lamp a widoczność była ograniczona - Dziękuję, ale nie musiałeś...
- Wszystko okej - Byłam pod wrażeniem bo cholernie wiał wiatr a on miał na sobie tylko krótką koszulkę. Mi natomiast zrobiło się znacznie cieplej a zapach dochodzący z kurtki Sebastiana, był niesamowity. Brak tytoniu, tylko czysty perfum. Między nami nastała chwila ciszy. Aby nie czuć się niekomfortowo, spojrzałam na gwiazdy, które w tym mieście prezentowały się kozacko. Przez ułamek sekundy, dostrzegłam jak się we mnie wpatruje.
- Czemu się tak patrzysz? - Zdziwiłam się - Mam coś na twarzy?
- Nie.. Nie.. - Nie mógł powstrzymać śmiechu i jakoś nie bardzo się przed tym bronił - Jesteś bardzo ładna... - Spoważniał. Chwilę później, przysunął się do mnie a następnie uniósł palcem mój podbródek. Zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. ,, Dylan ''... Zachłysnęłam się powietrzem, widząc twarz Coopera. Mężczyzny, którego kochałam całym sercem. Miałam wrażenie jakby siedział naprzeciwko mnie, jakby był tu ze mną i dotrzymywał mi towarzystwa, dawał otuchy. Chłopak przejechał kciukiem wzdłuż mojego prawego policzka, gładząc go na wszystkie możliwe sposoby. Mruknęłam zadowolona. Przez ułamek sekundy wmawiałam sobie, że spędzam ten czas z Cooperem. W Sebastianie było coś takiego, że chciałam, aby mnie dotykał, chciałam aby był blisko mnie. Polubiłam go - Eh.. Nie powinienem...
- Nic się nie stało.. - Kiedy się ocknęłam, chrząknęłam znacząco, aby dać mu do zrozumienia, że lepiej będzie jak się odsunie. Tak też zrobił. Uniósł do góry głowę i skupił się na gwiazdach wiszących na niebie.
- Dlaczego pojawiłaś się w tym mieście? Mieszkam tu od urodzenia i przysięgam, że nigdy wcześniej nie miałem okazji Cię spotkać.
- Muszę kogoś odnaleźć. Przyjechałam tylko na kilka dni.
- Kogo? - Zdziwił się - Przepraszam za ciekawość, ale...
- Pewną kobietę - Wtrąciłam - Jest jedyną szansą dla mojego chło...
- Chłopaka? - Dokończył za mnie - Masz chłopaka? - Pokiwałam przecząco głową.
- Dla mojego znajomego. Powiedzieli mi, że tu ją odnajdę, ale sama już nie wiem. Od ponad tygodnia nie ma po niej śladu.
- Mogę wiedzieć jak nazywa się ta kobieta? Może będę w stanie pomóc... - Spojrzałam na niego z nadzieją i faktycznie. Skoro mieszka tu od urodzenia to może wie coś o Anastazji? Dlaczego wcześniej nie wpadłam na ten pomysł, aby zadać mu to pytanie? Co za idiotka ze mnie!
- Anastazja Grean. Kojarzysz? - I tak jak się spodziewałam, kiwnął przecząco głową. Nie znał jej. Nikt jej nie znał do cholery! Zakryłam twarz dłońmi, aby nie zacząć płakać - Nie mam już na to wszystko sił...
- Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że widziałam w nim Dylana? Może dlatego, że tak cholerne za nim tęskniłam? Wyrwał mnie z rozmyśleń dźwięk mojego telefonu. Szybko oderwałam się od blondyna i spojrzałam na ekran komórki. Miałam nieprzeczytaną wiadomość od Alana.
,, Masz pięć minut, aby wrócić do hotelu ''.
- Coś się stało? - Poczułam na ramieniu ciepłą dłoń Sebastiana. Zaniepokoił się moją zmianą humoru - Kim jest dla Ciebie ten cały Alan? To Twoja rodzina?
- Nie! - Wrzasnęłam - Na całe szczęście nie. To mój.. eh.. hm.. kurde..
- Kolega?
- Nawet chyba nie - Parsknęłam - Ktoś w rodzaju znajomego. Dobra, muszę wracać...
- Ross, jeśli chodzi o ten pocałunek to...
- Daj spokój - Wtrąciłam - To moja wina. Nie powinnam.. - Wstałam na równe nogi i powoli zaciągnęłam się rześkim powietrzem. Chciał coś powiedzieć, lecz nie dałam mu dojść do słowa. Stało się. Nie cofniemy czasu, ani tego pocałunku - Wracajmy.. - Mruknęłam. Kiwnął posłusznie głową a następnie stanął tuż przy mnie. Idąc wzdłuż chodnika, dostrzegłam po drugiej stronie ulicy mężczyznę ze stoiskiem z winem. Przyszedł mi do głowy głupi pomysł. Czułam się źle przez to co wydarzyło się kilka minut temu i chciałam o tym zapomnieć jak najszybciej. W tym momencie alkohol wydawał mi się najlepszym rozwiązaniem. W dodatku chciałam wkurzyć Alana i gdybym przyszła nawalona, wyprowadziłabym go tym z równowagi.
- Dokąd idziesz?! - Krzyknął, kiedy ruszyłam w tamtą stronę. Nie odpowiedziałam, tylko przywołałam go machnięciem dłoni.
- Poproszę jeden - Zwróciłam się do mężczyzny z kozią bródką, który na mój widok, wyszczerzył usta w wielki uśmiech. Kiwnął głową i kilka sekund później, położył przede mną kubek czerwonego wina.
- Chyba oszalałaś - Warknął Sebastian - Nie pozwolę Ci na to.
- Wybacz, ale nie zamierzam pytać się o Twoje zdanie. Mam osiemnaście lat - Co prawda, dopiero będę mieć te osiemnaście lat, ale on nie musi o tym wiedzieć. Zresztą kim on jest, aby mówić mi co mogę robić a czego nie? Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Zamiast wciąż się na niego gapić, przyłożyłam plastikowy kubeczek do swoich ust i za jednym mocnym przechyleniem, połknęłam całą jego zawartość. Muszę przyznać, że napój nie był najgorszy. W dodatku zrobiło mi się znacznie cieplej niż przypuszczałam - Jeszcze jeden - Rozkazałam mężczyźnie. Zignorowałam wkurzonego Sebastiana i ponownie napiłam się czerwonej cieszy. Skończyło się na tym, że wypiłam sześć kubeczków. Kiedy chciałam wypić kolejny, blondyn stanowczo mi zakazał. Chwycił moją dłoń i pociągnął mnie w stronę hotelu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zaczęłam się chwiać z każdym kolejnym krokiem. Nie uszło to jego uwadze.
- Jesteś pijana.. - Skomentował - Zadowolona? Co chciałaś tym osiągnąć?
- Jesteś strasznie do niego podobny - Wypaliłam spoglądając w jego jasne tęczówki.
- Do kogo? - Zdziwił się. Już chciałam wymówić imię Coopera, kiedy usłyszałam dźwięk swojej komórki. Niech to szlag. Z wielkim trudem wyciągnęłam małe urządzenie z kieszeni, aby następnie nacisnąć zieloną słuchawkę. Super, bo telefon wypadł mi z rąk. Na szczęście blondyn zdążył mi go podać nim Frycz się rozłączył.
- Gdzie Ty do chuja jesteś?! - Warknął. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, więc nadzwyczajnie w świecie zaczęłam się śmiać. Ludzie przechodzący obok mnie, posyłali mi dziwaczne spojrzenia - Bawi Cię to?
- Wyjdź po mnie. Jestem pod hotelem... - Nie dając mu szansy na odpowiedź, rozłączyłam się. Co dziwniejsze, nigdzie nie było Sebastiana. Daje słowo, że jeszcze przed chwilą stał przy mnie a teraz? Zniknął. Jak to możliwe? Cóż. Pięć minut później, przez hotelowe drzwi wyszła sylwetka Frycza. Miał na sobie białą bluzkę na długi rękaw, czarną skórzaną kurtkę, ciasne, czarne jeansy oraz conversy. Kiedy tylko mnie zobaczył, wolnym krokiem zbliżył się do mojej osoby. Nim cokolwiek zdążył powiedzieć, zacisnęłam dłoń w pięść i z całej siły przywaliłam mu nią w jego prawy policzek. Muszę przyznać, że nie sądziłam iż mam w sobie tyle siły - To za to, że szperałeś w moich dokumentach - Warknęłam chwiejąc się na każdą stronę - A to.. - Tym razem przyłożyłam mu porządnego liścia - Za to, że ukradłeś moje dokumenty! - Chciałam odejść, kiedy poczułam na sobie jego dłoń. Chwycił moje ramię i z całej siły przygwoździł moje obolałe ciało do jednej ze ścian jakiegoś budynku. Miał w nosie, że ktoś mógł na nas patrzeć. Wiedziałam, że jest wkurzony i nawet nie poczułam strachu.
- Czuję alkohol - Warknął - Piłaś?!
- Gówno Cię to obchodzi - Syknęłam - A teraz mnie puść bo zacznę krzyczeć...
- To krzycz - Wtrącił - Chętnie posłucham jak wołasz o pomoc w takim stanie. Wracamy do hotelu..
- Puść mnie... - Powtórzyłam. Nie posłuchał. Wręcz przeciwnie. Jeszcze mocniej wbił we mnie swoje wielkie dłonie.
- Gdzie byłaś? Szukałem Cię... Dzwonił Filip..
- Byłam z Sebastianem! Zadowolony?
- Z kim? Kto to? - Przed oczyma pojawiła mi się idealna postawa blondyna wywołująca na mojej twarzy lekki uśmiech. Ten pocałunek, którym mnie niedawno obdarował..
- On... To drugi Dylan... - Spojrzałam mu w oczy, w których dostrzegłam zdezorientowanie - Jest taki sam jak Dylan...
- Coś Ty piła?
- Mówię prawdę! To dwie krople wody! Tyle, ze Sebastian jest miły...
- Czekaj, czekaj. Mówiłaś, że zginęły Ci dokumenty, tak?
- Które sam mi zabrałeś! - Wrzasnęłam oburzona - Jesteś złodziejem!
- Nic Ci kurwa nie zabrałem. Kiedy wszedłem do Twojej sypialni, wszystkie papiery były porozrzucane po stole, dlatego znalazłem te o Tobie! Chyba, że...
- Że co?
- Twój nowy kolega miał dostęp do Twojego pokoju? Był w nim?
- Nie.. - Szepnęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Chciało mi się rzygać - W sumie tak.. Był...rano, kiedy Ty zniknąłeś na cały dzień...
- Czego chciał? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?!
- Nie drzyj się na mnie! Pomógł mi, kiedy źle się poczułam...
- Źle się czułaś?! - Warknął zaciskając dłoń w silną pięść - Jesteś kretynką czy udajesz?!
- Niedobrze mi... - Wyszeptałam.
- Nie.. Nawet się nie waż... - Chciał się odsunąć, jednak nie zdążył na czas. Spuściłam głowę w dół i tylko czekałam aż fala moich wymiotów opróżni mój organizm. Tak też się stało. Tyle, że zamiast na ziemię, zrzygałam się na conversy Alana....
Subskrybuj:
Posty (Atom)