piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 5

,, I am not a fucker ''

&&&

- Stęskniłaś się? - Usłyszałam ten jakże dobrze znany mi głos. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem ani skąd się tu wzięłam a mój instynkt samozachowawczy kazał zachować mi szczególną ostrożność. Zamknęłam oczy mając nadzieję, że to tylko koszmarny sen, jednak kiedy ponownie je otworzyłam, miejsce w którym byłam chwile temu, przestało istnieć a mnie z każdej strony otaczała ciemność. Bałam się. Tak cholernie się bałam. Wtedy nieoczekiwanie przede mną wyłoniła się potężna sylwetka Dylana Coopera. Ucieszyłam się widząc znaną mi twarz i nie patrząc na nic innego, szybkim krokiem podbiegłam do mężczyzny, aby chwilę później znaleźć się w jego ramionach. Nie liczyło się nic więcej prócz bycia przy nim.
- Cholernie tęskniłam.. - Szepnęłam coraz bardziej wtulając się w jego mosiężny tors. Dałam upust wszystkim emocjom jakie mną targały od miesięcy. Największym i najbardziej słabym we mnie punktem, był mój płacz. To on sprawiał, że stawałam się bezbronna i zdatna do najgorszej rozpaczy.
- Jestem przy Tobie. Ci... - Ton jego głosu uległ zmianie a ta charakterystyczna chrypa, która zawsze mu towarzyszyła, gdzieś zniknęła. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma, aby wyostrzyć swoją widoczność i wolnym ruchem uniosłam głowę do góry. Zachłysnęłam się powietrzem widząc chłopaka stojącego przede mną. Z trudem zdołałam wyrwać się z jego morderczego uścisku a kiedy mi się to udało, wpadłam w panikę. Jakim cudem do cholery znalazłam się w ramionach Sebastiana Gerana?!
- Co Ty tu robisz?! Gdzie Dylan?! - Wrzasnęłam.
- Przecież jestem Dylanem - Zarechotał. Potrząsnęłam kilkakrotnie głową, modląc się, aby to nie była prawda. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. To był on. Prawą stroną twarzy taki sam jak Cooper, natomiast lewa strona należała tylko i wyłącznie do niego.
- Nie dotykaj mnie! - Odsunęłam się kilka kroków do tyłu, ostatecznie decydując się na energiczny bieg. Muszę przyznać, że kondycję miałam całkiem dobrą. Biegnąc wzdłuż szklanej powierzchni, która była w samym środku niczego, potknęłam się o niewidzialną mgłę, tracąc tym równowagę i brutalnie zderzając się z ziemią. Odczekałam chwilę aż mężczyzna weźmie mnie w swoje szpony, ale nic takiego się nie stało. Na szczęście Sebastiana nigdzie nie było. Zapłakana wstałam na równe nogi i kiedy chciałam ruszyć do dalszej ucieczki, ktoś mi to uniemożliwił - Pusz....! - Zamilkłam, widząc rysy twarzy mojego ukochanego - Ale jak...? - Szepnęłam prawie bezgłośnie.
- Wszystko będzie dobrze - Pogładził prawą dłonią moje kruczoczarne włosy, natomiast lewym kciukiem musnął mój podbródek. Znów był sobą. Znów był tym cudownym Dylanem Cooperem, któremu oddałam swoje serce.
- Boje się....
- Nie masz czego - Zaśmiał się uwodzicielko. Ponownie spojrzałam mu w oczy czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Sebastian.... - Przede mną po raz kolejny stał blondy o niebieskich oczach. Wpadłam w pułapkę. W sidła jakiegoś demona, który bawi się moim kosztem i czerpie z tego niewyobrażalnie dobrą zabawę...

&&&

- Nieeeee! .. - Wrzasnęłam łapiąc łapczywie powietrze w swoje płuca. Otworzyłam oczy i dopiero wtedy poczułam ogromną ulgę. To był sen. Cholerny koszmar, który towarzyszy mi od kilku dni. Zamrugałam kilkakrotnie ociężałymi powiekami, aby upewnić się, że za chwilę nie wyłoni się przede mną Dylan lub Sebastian i na szczęście nic takiego się nie stało. Ponadto był dzień. Do sypialni wpadały promienie słońca, które oświetlały o tej porze Manchester. Pogoda była dosyć ładna, sprawiająca, że uśmiech sam wskakiwał na ludzką twarz.
Podniosłam się do pozycji siedzącej próbując sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszego wieczora. Byłam z Sebastianem, wypiłam kilka kubeczków wina i spotkałam się z Alanem. Pamiętam tylko, że zwymiotowałam na jego buty a potem pustka. Co za wstyd. Jak można zrzygać się na czyjeś buty? Trzeba nazywać się Rozalie Evans by tego dokonać. Ale chwila, chwila. Jak ja się tu właściwie znalazłam? Co ważniejsze, dlaczego do cholery jestem w sypialni Alana?! W moim stanie na pewno nie zdołałam samodzielnie wślizgnąć się do tego pomieszczenia, więc ktoś musiał mi pomóc a tym kimś był....
- Alan? - Szepnęłam prawie bezgłośnie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu informując, że mam wiadomość. Wzięłam komórkę do ręki, która leżała na małej półeczce tuż przy łóżku i odblokowałam ekran krótkim, czterocyfrowym kodem a następnie przeczytałam SMS"a.

,, Właź na skypa! '' Paula :*

Słowo daje, że nie miałam ochoty na żadną rozmowę z przyjaciółką ani nikim innym, jednak wiedziałam, że jestem jej to winna po wczorajszym. Obiecałam, że zadzwonię do niej wieczorem a zamiast tego upiłam się do stanu nie bardzo pasującego do mnie. Tak więc wygramoliłam się z wielkiego łóżka nienależącego do mnie i uważnie rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Byłam sama. Chłopak musiał wyjść kilka minut wcześniej bądź w ogóle nie spędził nocy w tym pokoju. Mam nadzieję, że tak było bo leżenie w jednym łóżku z Alanem, nie byłoby przyjemne a tym bardziej stosowne. Sięgając po klucze od swojej sypialni, zorientowałam się, że mam na sobie luźną bluzkę sięgającą mi do pasa i szare dresy.
- Co do chuja... - Szepnęłam zakrywając usta dłonią. Dobra, tego było już za wiele. Miałam na sobie jego ciuchy! Jak?! Potrząsnęłam głową, aby odgonić od siebie złe myśli i najszybciej jak umiałam chwyciłam za swoje wczorajsze ubrania i wróciłam do siebie zamykając drzwi na klucz. Wszystko co trzymałam w tamtej chwili w dłoni, wylądowało na ziemi, wraz z bluzą Sebastiana, którą podarował mi, gdy zrobiło się zimniej. Nie czekając dłużej, wślizgnęłam swoje bose stopy w ulubione kapciuszki, które dostałam od rodziców na święta i wolnym krokiem zbliżyłam się do kanapy na której leżał leptop. Pięć minut później zalogowałam się do aplikacji zwanej ,, skyp ''.
- No nareszcie! - Wrzasnęła oburzona, rudowłosa dziewczyna. Z każdą mijającą sekundą, obraz stawał się wyraźniejszy a ja mogłam na spokojnie zlustrować miejsce w jakim się znajdowała. Jej pokój nie zmienił się nawet o najmniejszą drobnostkę. Wymusiłam na twarzy lekki uśmiech, aby uspokoić przyjaciółkę i poinformować ją iż wszystko ze mną okej - Jak Ty wyglądasz?!
- Ciebie też miło widzieć - Parsknęłam. Ból głowy z każdą chwilą przybierał na sile, jednak za wszelką cenę starałam się to ukryć. Nie chciałam martwić Pauli - Jak tam? - Spytałam.
- Wiedziałabyś gdybyś mnie wczoraj nie olała! Kurwa, Ross! Martwię się o Ciebie! - Posłała mi piorunujące spojrzenie przez co poczułam się jeszcze gorzej. Przecież ona była w ciąży. Nosiła w brzuchu żywe stworzenie i nie powinna się zbytnio denerwować a przeze mnie miała same zmartwienia. Matko, co ze mnie za przyjaciółka? - Może Ty kurwa powiesz mi co słychać tam, w wielkim mieście?!
- Uspokój się.. - Szepnęłam - Nie chcę się kłócić. Przepraszam, po prostu wczoraj...
- Po prostu co?! No co?! Aż tak mało dla Ciebie znaczę?!
- Nie! Paula! Cholera! - Pierwszy raz uniosłam głos co nie było dobrym pomysłem. Poczułam jakby ktoś walnął młotkiem w sam środek mojej czaszki - Obiecaj, że jak Ci coś powiesz to nie zaczniesz na mnie krzyczeć..
- Nic nie obiecuję.. - Warknęła - A teraz mów za nim wkurze sie jeszcze bardziej.
- Napiłam się wczoraj...
- Co zrobiłaś?!
- Wypiłam kilka kubeczków wina i zwymiotowałam na Alana, zadowolona? Nie wiem jak wróciłam do hotelu, więc nie było nawet szansy na skontaktowanie się z Tobą. Obudziłam się niedawno i mam strasznego kaca...- Myślałam, że zacznie krzyczeć, wydzierać się, że nie powinnam pić w tym stanie, ale zamiast tego, usłyszałam dobrze znany mi śmiech. Te rude babsko się ze mnie śmiało - Bardzo śmieszne...
- A co na to ten kretyn? Wkurzył się? Nie mogę w to uwierzyć!
- Ja.. Nie wiem.. Nie pamiętam.. - Wróciłam wspomnieniami do wczorajszej nocy, ale za nic w świecie nie potrafiłam sobie przypomnieć co wydarzyło się później. Obrzygałam mu te jego buty i na tym kończy się moja pamięć. Coś w stylu czarnej dziury, albo jeszcze gorzej - Zachowałam sie jak idiotka.
- Co Cię skłoniło do picia? I co Ty masz właściwie na sobie?
- Jego ciuchy. Tak myślę...
- Czy Wy....
- Co?! Nie! - Oburzyłam się - Zwariowałaś?! Aż tak pijana nie byłam... - Chyba. Przełknęłam głośno ślinę na myśl, że ja i on.. Nie! To niemożliwe! Nie moglibyśmy! Nigdy w życiu! Nie kocham go i nigdy sie to nie zmieni a seks z Fryczem to ostatnie co mogłabym zrobić przed śmiercią. Hola, wróć. Nawet tego bym nie zrobiła. Tylko raz w życiu spałam z facetem i tym kimś był Dylan Cooper.
- Ross, wszystko w porządku? Zadałam Ci pytanie...
- Pokłóciłam sie z Alanem. Poszło o dokumenty, które uważałam, że mi zabrał, ale on twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego.
- Jakie dokumenty? - Zdziwiła się - A co z tym, że jesteś chora? Powie Dylanowi?
- Nie powie. Przynajmniej mam taką nadzieje... Papiery o Anastazji, matce Dylana.. Uhg, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. W dodatku poznałam takiego chłopaka, nazywa się Sebastian i nie uwierzysz co, ale jest strasznie podobny do Coopera.. Normalnie dwie krople wody! Rozumiesz?! Różni ich od siebie tylko kolor włosów, oczy i przede wszystkim charakter. Sebastian jest miły i ... - Nagle się zacięłam nie mogąc kontynuować dalej.

[...] - Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek [...].

Jak mogłam pozwolić na taką głupotę? Jak mogłam zgodzić się by mnie pocałował? Powinnam jakoś zareagować, odsunąć się, nie dopuścić go do siebie a zamiast tego, odwzajemniłam ten cholernie dobry pocałunek. Byłoby kłamstwem jakbym powiedziała, że mi sie nie podobało. Prawda była taka, że było cudownie i gdybym mogla, znów bym na to wyraziła swoją zgodę.
- Ross, hallo, jesteś tam? - Oprzytomniałam słysząc glosy przyjaciółki. Po raz drugi odpłynęłam myśląc o czymś bezsensownym - Pytałam czy wiecie już cos na temat Anastazji.
- To zagmatwane...
- Czyli wciąż nic? - Pokręciłam głową na znak, że nie. Może faktycznie ta kobieta tu nie mieszkała? Minął tydzień a my nie mamy nic. Wtedy nieoczekiwanie do mojej sypialni wparował Alan, który nie był w dobrym humorze. Wszedł jak do siebie i nie zważając na moją rozmowę prowadzoną z Paulą, rzucił na moje łóżko kilka zdjęć. Posłałam mu dziwne spojrzenie a on odpowiedział mi tym samym. Zlustrował moje ciało przeczesując dłonią swoje brązowe włosy i już wiedziałam o co mu chodzi. Jego wzrok utkwił na jego ciuchach, które miałam na sobie. Nastąpiła chwila ciszy bo ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Rozumiem siebie bo nic nie pamiętam, ale on? Chyba najbardziej powinien wiedzieć jakim cudem mam na sobie jego koszulę i dresy, prawa?
- Czy ja o czymś nie wiem? - Tą niezręczną cisze przerwała moja ukochana przyjaciółka, która była dla mnie niczym siostra. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma powracając tym do rzeczywistości i tylko spojrzałam na zdjęcia jakie przyniósł mi Frycz. Na każdym obrazku był Sebastian.
- Czy to on? - Spytał, nie odwracając ode mnie swojego wzroku nawet na sekundę. Kiwnęłam potwierdzająco głową.
- Sebastian.. - Szepnęłam. Chłopak skinął głową na laptopa, dając mi tym do zrozumienia, że musimy pogadać w cztery oczy - Paula, muszę kończyć. Chyba wreszcie coś mamy i...
- Rozumiem - Wtrąciła - Odezwij sie, kiedy będziesz coś wiedzieć - Posłała mi ciepły uśmiech i zniknęła z mojego pola widzenia. Swój wzrok przeniosłam na bruneta, który krzątał się po pokoju w tą i z powrotem - Nic nie rozumiem... Po co Ci te zdjęcia i skąd je masz?
- Zniknęły Ci dokumenty. Powiedziałaś wczoraj, że był tu nijaki Sebastian i, że jest podobny do Dylana. Jest więcej niż podobny. Jest taki sam.
- Co mam przez to rozumieć?
- Nazywa się Sebastian Geran, ma dziewiętnaście lat, mieszka z matką Aną Geran niedaleko naszego hotelu, urodzony ósmego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego.
- Tak samo jak Dylan... Ale to niemożliwe żeby oni...
- Jeżeli w ich nazwisku przemienisz kolejność liter to zamiast Ana Geran, powstanie Anastazja Grean. Dzwoniłem do kolegi i sprawdził moje przypuszczenia...
- Czekaj, czekaj - Wtrąciłam - Ty masz kolegów? - Zdziwiłam się. Wybaczcie, ale nie mogłam powstrzymać się od tego żartu bo nie często zdarza się taka okazja by mu dopiec, czyż nie? A skoro już się nadarzyła to grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Chłopak zmierzył mnie morderczym wzrokiem od którego na moim ciele pojawiły się ciarki - Wybacz, mów dalej.. - Poczułam się jak małe zbesztane dziecko na które nakrzyczał właśnie rodzic.
- Prawdopodobnie Sebastian i Dylan to..
- Bliźniacy.. - Dokończyłam czując ogromny ścisk w żołądku. Kiwnął potwierdzająco głową - Ale jak...?
- Tego trzeba dowiedzieć się od ich kochanej matki. Nie mamy zbytnio czasu. Dostałem wezwane od Rica, że muszę wracać. Coś podejrzewają.
- Sebastian chce się dziś ze mną spotkać na plaży o dwudziestej. Ten dupek chciał mnie wykorzystać. Ukradł papiery o swojej matce i wypytywał skąd pochodzimy i dlaczego tu przybyliśmy. On wie, że jej szukamy...
- Ale nie wie, że wiemy tak dużo. To świetna okazja, aby spotkać się z Anastazją. Na odwrocie zdjęcia masz numer tego blondasa. Zadzwoń i potwierdź spotkanie - Machnął ręką i wolnym krokiem zbliżył się do drzwi - Nie zapomnij oddać mi moich ubrań - Nie mówiąc więcej nic, wyszedł.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz