poniedziałek, 17 sierpnia 2015

,, I am not a fucker ''

Rozdział 3

&&&

- Dlaczego tak strasznie mnie potraktowałeś? - Wyszeptałam przez zaciśnięte zęby. Nie potrafiłam powstrzymać łez, które strumieniem zalewały moje oba policzki. Dylan stał ode mnie kilka kroków z założonymi na siebie rękoma. Wzrok miał nieobecny, włosy rozwichrzone na każdą stronę świata i ubrany był w coś zupełnie innego niż zawsze - Nigdy mnie nie kochałeś, prawda? - Ciągnęłam ledwo słyszalnym głosem. W dodatku zaczęłam się jąkać, ale on zdawał się tego nie zauważać.
- Ross...
- Powiedz! - Wrzasnęłam. Znajdowaliśmy się w jakimś labiryncie. Naokoło nas milion drzew i żadnej drogi ewakuacji. Skazani byliśmy tylko na siebie. Ja na niego, on na mnie. Chciałam do niego podejść, dotknąć jego ramienia, policzka, ust... Nagle ni stąd ni zowąd obok Coopera, stanęła Roksana. Uśmiechała się od ucha do ucha i gładziła dłonią jego kruczoczarne włosy - Dylan..? - Zachłysnęłam się własnym powietrzem. Co ona tu robi? Dlaczego przyszła i skąd wiedziała jak nas znaleźć?
- Twój Dylan już nie istnieje. On teraz należy do mnie - Wybuchnęła jadowitym śmiechem a mnie przeszedł dreszcz niesmaku. Chciało mi się rzygać, widząc jak wpycha mu język do buzi. Chłopak ani drgnął. Stał przed nią jak jakaś marionetka i posłusznie spełniał każdą jej zachciankę. Rzuciłam się jemu z pomocą, tyle, że im bliżej nich byłam, oni się ode mnie oddalali. Nie mogłam za nic w świecie ich dotknąć. Nie mogłam mu pomóc!
- Dylan! - Wrzeszczałam z nadzieją, że oprzytomnieje i do mnie wróci. Mogłam tylko pomarzyć. Czarna chmura otoczyła całe moje ciało i zadała milion niewidzialnych ciosów...

&&&

Miałam wrażenie jakby ktoś walił w moją głowę olbrzymim młotkiem. Jakikolwiek dźwięk, nawet ten najmniejszy sprawiał, że pragnęłam umrzeć. Właśnie przez taki ból nie potrafiłam długo spać. Wierciłam się na łóżku i błagałam najświętszą panienkę by zlitowała się nade mną, jednak ani Bóg, ani ona, mnie nie lubią. Udowodnili mi to kilka razy, gdy potrzebowałam pilnie ich pomocy. 
Minęła godzina, może dwie, kiedy otworzyłam swoje zmęczone powieki. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma, aby przyzwyczaić się do jasności panującej w pomieszczeniu a kiedy doszłam do siebie, zauważyłam, że nie jestem sama. Młody blondyn stał tyłem do mojej osoby i opierał się rękoma o małą komodę, w której trzymałam ważne dokumenty takie jak zapiski o mojej chorobie czy informacje na temat Anastazji Grean. Miałam dziwny sen. Śnił mi się Dylan. To było takie realne. Świetnie pasowało do naszej obecnej sytuacji życiowej. I ta krowa Roksana..
- Hej.. - Przywitałam się ledwo słyszalnym głosem. Byłam tak wyczerpana, że nawet nie zwróciłam uwagi na to iż mój nowy kolega grzebie w moich rzeczach. Na dźwięk mojego imienia obrócił się jak oparzony. Zlustrował całą moją twarz a następnie zrobił kilka kroków w przód jakby nigdy nic.
- Cześć - Lekko się uśmiechnął. Miał przepiękny uśmiech. Taki czarujący i delikatny. Wzrok też niczego sobie. To nieprawdopodobne, że tak bardzo przypomina mi Coopera - Nareszcie wstałaś. Jak się czujesz?
- Dobrze.. - Skłamałam. Nie chciałam, aby dopytywał się co mi jest i dlaczego tak marnie wyglądam. Chciałam zostać sama. Tak by było lepiej. Odpoczęłabym trochę i przemyślała kilka spraw na spokojnie - Jak się tu właściwie znalazłam? Szukałam Alana i... - No właśnie. Alan! Kompletnie o nim zapomniałam. Cholera jasna.
- Zemdlałaś - Dokończył - A ja zmuszony zostałem do pilnowania Cię.
- Nie musiałeś....
- Ale chciałem - Wtrącił uśmiechając się w kółko - Powinnaś iść z tym do lekarza.
- Byłam - Mruknęłam - Szkoda gadać. Która godzina? - Zapytawszy, spojrzałam na zegarek. Dochodziła piętnasta. Szybko wstałam na nogi, jednak po chwili tego pożałowałam. Zakręciło mi się w głowie a obraz stawał się coraz ciemniejszy. Nogi pode mną ugięły się jak małe patyki i gdyby nie Sebastian, miałabym bliskie zderzenie z ziemią.
- Wszystko w porządku? - Spytał zaskoczony moim zachowaniem - Połóż się.... - Ułożył moje bezradne ciało na wielkim łożu a sam usiadł na małym fotelu.
- Muszę odnaleźć Alana.. - Mruknęłam ignorując jego chęć pomocy. Chciałam wstać tyle, że mi na to nie pozwolił. Przytrzymał swoją wielką dłonią moje kruche ramię i zatrzymał mnie w pozycji siedzącej. Nie bardzo dla mnie wygodnej.
- Twój kolega jest w swoim pokoju. Wrócił jakąś godzinę temu.
- Był tu? Rozmawiałeś z nim?! Widział Cię? - Najbardziej interesowało mnie to, czy Alan go widział. Ciekawe jakby zareagował na to, że ten tu, siedzący właśnie obok mnie, wygląda jak jego najlepszy przyjaciel.
- Nie. Ja go widziałem na korytarzu - Wzruszył smętnie ramionami - Nie było go tu. Od tamtej pory nigdzie nie wychodził - Posmutniałam słysząc, że Frycz nawet nie zajrzał zobaczyć jak się czuje, albo czy wszystko w porządku. W sumie nic dziwnego bo nawet się nie lubimy. On mnie nie lubi. Ja nie lubię jego. Tak to zawsze działało i tak to zawsze działać będzie - Ross?
- Tak? - Uniosłam wzrok w jego stronę i wygodnie ułożyłam się na swoim łóżku. Chyba pójdę po raz kolejny spać.
- Muszę już iść. Dasz sobie radę?
- Oczywiście - Posłałam mu czuły uśmiech i pożegnaliśmy się gestem dłoni. Ku mojemu zdziwieniu, pocałował mnie w polik i zanim wyszedł, ostatni raz posłał mi swoje cudne spojrzenie - Czemu się tak patrzysz? - Zdziwiłam się. Prawdę mówiąc to zalałam się ogromnym rumieńcem.
- Jesteś bardzo ładna.
- Co?
- Słyszałaś - Parsknął śmiechem - Lepiej już pójdę.
- Sebastian! - Zawołałam, ale on już wyszedł. Co to miało znaczyć, że jestem ładna? Czy on...? Nie. Po prostu sprawił mi komplement by mnie pocieszyć. Normalny, nic nie znaczący gest. Tylko czemu nie mogę przestać o nim myśleć? Czemu ciągle mam obraz tego chłopaka w głowie? To jest normalne? Nie wydaje mi się. Jest on tak podobny do Coopera, że różni ich od siebie tylko charakter.
W tym chłopaku było coś dziwnego. Był jakiś taki tajemniczy a ja lubię tajemnice. Z każdą minutą lubiłam również i jego.
Kiedy zostałam sama, ze wszystkich sił próbowałam usnąć, niestety nie bardzo mi to wychodziło. Ostatecznie zdecydowałam się pójść na spacer. Nim jednak wyszłam na korytarz, wykonałam krótki telefon do przyjaciółki. Dobijała się do mnie od rana i pewnie teraz myśli, że coś mi się stało. Muszę wyprowadzić ją z tego błędu.
- Tak? - Usłyszałam głos Pauli po drugiej stronie słuchawki. Miała lekką chrypkę. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
- Paula? - Ucieszyłam się mogąc przez chwilę z nią porozmawiać.
- Ross?! Dziewczyno! Co się z Tobą do cholery dzieje?!
- Uspokój się - Rozkazałam latonicznie - Wszystko jest w porządku. Dzwonię, abyś się nie martwiła i wiedziała, że wszystko jest okej.
- Jak mam się nie martwić skoro jesteś sama z tym kretynem?! W dodatku nie odbierasz ode mnie telefonu?! Ross! Do cholery! - Chciałam jej przerwać, kiedy usłyszałam jak ktoś krząta się pod moimi drzwiami. Może Sebastian czegoś zapomniał? Albo Alan chce mnie przeprosić za swoje podłe zachowanie?
- Paula, muszę kończyć. Zadzwonię wieczorem.
- Ross!
- Obiecuję. Wieczorem się odezwę - Posłałam jej buziaka i chwilę później, nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Byłam w bluzce na ramiączkach i dresowych spodniach, więc musiałam się szybko przebrać. No oczywiście nie dosłownie przebrać. Nałożyłam na plecy ciepłą bluzę i dopiero wtedy ruszyłam w stronę wyjścia. Gwałtownie otworzyłam drzwi z nadzieją, że zastanę tam kogoś znajomego, ale oprócz mnie, na korytarzu nie było żywej duszy. Dziwne. Przecież wyraźnie kogoś słyszałam. Przeszłam kilka kroków w tą i z powrotem, ale to na nic. Wciąż byłam sama. Przynajmniej tak mi się zdawało.
- Stęskniłaś się? - Usłyszałam. Przełknęłam ślinę czując jak żołądek podchodzi mi do gardła i wolnym ruchem obróciłam się do tyłu. O drzwi do mojej sypialni, oparty był Steven. Uśmiechał się chamsko i co rusz gapił się na moje piersi. Skąd on się tu wziął?
- Chciałbyś - Warknęłam - Co Ty tu robisz?
- No wiesz.. - Zaśmiał się chytrze - Ktoś kto ma pieniądze, może dużo rzeczy. A tak się składa, że ja pieniądze mam.
- Nie mam ochoty na rozmowę z Tobą.. - Chciałam go wyminąć i zamknąć się w swojej sypialni, tyle, że mi na to nie pozwolił. Chwycił moje ramię z całej siły i przygniótł moje ciało do jednej ze ścian. Następnie uniósł moje obie dłonie do góry i zablokował je zwinnym ruchem. Byłam w pułapce - Co Ty wypra....
- Zamknij się! Zapłacisz mi za te kłamstwa - Syknął mi wprost do ucha. Zrobiło mi się niedobrze. Czując jak jego dłoń błądzi po moim biodrze, chciało mi się rzygnąć. Najchętniej zwymiotowałabym na jego paskudną twarz. Może wcześniej wydawał mi się przystojny, ale teraz był odrażający.
- Puszczaj! - Wrzeszczałam. Zaczęłam się z nim szarpać i prawie by mi się udało uciec, gdyby nie jego silna ręka. Przeniósł swój uścisk na moją szyję, sprawiając, że zaczęłam się dusić. Nie miałam jak oddychać a tego kretyna to bawiło. Bałam się, że za chwilę zrobi mi krzywdę. Przyszła mi do głowy jedna osoba, która może mnie uratować - Alan! Alan, pomocy!
- Och złotko, Twojego przyjaciela nie ma aktualnie w hotelu. Jesteśmy na tym piętrze całkowicie sami.
- Puść mnie zboczeńcu! - Splunęłam na jego twarz i wymierzyłam porządnego kopa w sam środek jego krocza. Zawył z bólu co było mi na rękę, gdyż poluźnił swój uścisk na mojej szyi. Mocnym szarpnięciem, dałam radę wyrwać się jego potężnej dłoni i nie myśląc długo, ruszyłam do ucieczki. Nie przebiegłam nawet dwudziestu metrów, kiedy zderzyłam się z jakąś męską postacią. Przestraszona, od razu cofnęłam się do tyłu i zakryłam twarz dłonią - Zostaw mnie! - Krzyknęłam.
- Nawet Cię nie dotknąłem - Zdziwił się cynicznie - Mogłabyś wstać z tej podłogi? - Spojrzałam na niego spode łba a następnie wykonałam jego polecenie. Usłyszałam kroki dochodzące z zakrętu. Był coraz bliżej.
- Pomóż mi.. Proszę..
- Co się dzieje? - Zmartwił się. Mimo wszystko, Alan się zmartwił. Nie zdążyłam wyjaśnić mu o co chodzi, ponieważ po chwili obok nas pojawił się Steven. Wybiegł z zakrętu jak torpeda i z trudnością na czas wyhamował. Był ostro wkurwiony. Przestraszona stanęłam za Alanem, aby w razie czego, mieć chwilę na ponowną ucieczkę. Blondyn zlustrował naszą dwójkę a na jego twarz wkradł się grymas niezadowolenia. Chyba nie spodziewał się tu mojego kolegi. Jednakże to mu nie przeszkodziło w próbie porwania mnie. Dalej myślał, że będę jego. Boże, jak to brzmi. ,, Będę jego ''. Ten gnojek mógł sobie o tym tylko pomarzyć.
- O proszę. Kogo my tu mamy - Zaśmiał się - Słodkie gołąbeczki.
- Zjeżdżaj stąd.
- Najpierw zabawie się z tą Panią - Wskazał na mnie swoim obleśnym palcem i przejechał językiem wzdłuż dolnej wargi - Nauczę ją, że nie wolno kłamać.
- Masz sekundę, aby stąd zniknąć. 
- Tak? Zmuś mnie - Poczułam jak dłoń Alana zwija się w potężną pięść. Nie jestem zwolenniczką bijatyk, ale w tym momencie chciałam, aby Frycz wpierdolił Stevenowi. Nie lubiłam go, chciało mi się rzygać na jego widok i życzyłam mu wszystkiego najgorszego. Chłopcy stanęli bliżej siebie i na przemian obrzucali się groźnymi spojrzeniami. Na szczęście nim doszło do jakiegokolwiek zbliżenia, Steven machnął ręką i ulotnił się w kilka sekund. Odetchnęłam z ulgą, że w końcu jestem bezpieczna. Spojrzałam na bruneta stojącego przede mną i nie mówiąc nic, ruszyłam w stronę swojej sypialni. Czułam się bardzo niezręcznie, że znów Alan ratuje mi dupę. Nie chciałam mu dziękować, bo on nigdy nie podziękował mi i dlatego postanowiłam wrócić do sypialni.
- Dokąd się wybierasz? - Szturchnął moim ramieniem, powodując, że stanęłam w miejscu. Próbowałam ukryć, że sprawia mi tym ból i tylko ponownie na niego zerknęłam. Dziwny błysk w jego prawym oku, wywołał u mnie przyjemny dreszcz. Nie musiałam się go obawiać. Alan Frycz jest dobrym człowiekiem. Co ja plotę?! Przecież to Alan Frycz do cholery! Chłopak, który postrzelił policjanta, który napadł na bank i który pobił mojego przyjaciela. Ross, co się z Tobą dzieje?! Od kiedy nie potrafisz odróżnić złych ludzi od tych dobrych?!
- Idę do siebie.. - Mruknęłam pod nosem.
- Chyba zapomniałaś, że musimy pogadać.
- Pogadać? - Zdziwiłam się. Nie przypominam sobie, aby chciał ze mną kiedykolwiek o czymś gadać. Nigdy nie było takiej sytuacji. Chyba, że żądał ode mnie podziękowania, więc dostanie to co chce i sobie odejdę - No tak.. Dziękuję, że mi pomogłeś...
- Super - Zaśmiał się - Ale nie o to mi chodzi.
- A o co? - Teraz to już całkowicie zgłupiałam.
- Sorry za moje wcześniejsze zachowanie.
- Nie rozumiem...
- Pomogłaś mi wtedy z tym kretynem i za to Ci dziękuję.
- Co? - Zakrztusiłam się własnym powietrzem słysząc, że ten tu mnie przepraszam i mi dziękuje. Nawet ponowne zawroty głowy nie zrobiły na mnie większej różnicy.
- Lepiej zapamiętaj tą chwilę na zawsze bo nigdy więcej nie usłyszysz ode mnie czegoś takiego - Uśmiechnął się lekko i dopiero teraz mnie puścił, wyminął moje ciało i zniknął za zakrętem. Stałam przez pewien czas w osłupieniu i gdyby nie pokojówka, która spytała się mnie czy wszystko gra, pewnie dalej znajdowałabym się na korytarzu. Opatuliłam się cieplej swoją bluzą i tak jak wcześniej postanowiłam, udałam się na krótki spacer. Skoro Alan był na górze, nie oddawałam w recepcji kluczy.
Na dworze panowała lekka zawierucha. Mimo tego, że był czerwiec i za niecałe trzy tygodnie są wakacje, Manchester to zimne miejsce. Przynajmniej podczas mojego pobytu tutaj. Na głowę nałożyłam kaptur i chwilę później, szłam wzdłuż szarego chodnika co chwile mijając zamyślonych ludzi. Jedni byli wpatrzeni w swoje telefony a drudzy błądzili wzrokiem po całej alejce, jakby poszukiwali czegoś co ich nagle uszczęśliwi. Ciekawe jakie problemy zmuszony jest posiadać każdy mijający mnie człowiek. Umiera? A może ma dług do spłacenia?
Parę metrów dalej, dostrzegłam niewielką srebrną bramę, która prowadziła do miejsca zwanego parkiem. Nic nie stracę jeśli się tam udam, prawda? Wręcz przeciwnie. Będę miała czas na rozmyślenie kilku spraw. Usiadłam na brązowej ławce, która z łatwością pomieściłaby cztery osoby i zlustrowałam miejsce w jakim się znalazłam. Niewielki park otoczony paroma drzewami i wodne bajorko pośrodku tego wszystkiego. Wzrok wbiłam w wodę cieknącą z fontanny w kształcie małego delfinka. Odetchnęłam z ulgą, że mam chwilę dla siebie, że nie muszę nigdzie się spieszyć. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Niech to szlag! Dlaczego nie zostawiłam go w hotelu?
- Alan? - Mruknęłam pod nosem sama do siebie. Zdziwiłam się jego telefonem bo nigdy przedtem do mnie nie dzwonił. Zawsze ja do niego. Najwyżej wysyłał krótkie SMS'y. Cóż, poczeka aż wrócę bo w tym momencie nie mam ochoty na rozmowę. Wyłączyłam elektroniczne urządzenie i z powrotem wsadziłam je w głąb swojej kieszeni. Od kiedy mam kontakt z tym dupkiem? Boże, jak to życie płata nam figle. Jeszcze kilka miesięcy temu, nienawidziłam tego goryla a teraz? Sama nie wiem. Jest mi obojętny, taki nijaki.

[...] - Mogę się dosiąść?! - Usłyszałam tuż nad uchem. Wzdrygnęłam się bliskością mężczyzny stojącego za mną gdyż nie wiedziałam z kim mam do czynienia. Na pewno nie był to mój chłopak.
- Tu jest zajęte! - Burknęłam na nic nie zważając. Nie chciałam by Michał się zdenerwował wracając do mnie i nie miałam ochoty gadać z nieznajomym.
- Jednak nalegam! - Zaśmiał się chamsko. Nie wytrzymałam, kiedy jego dłoń spoczęła na moim ramieniu. Wybuchnęłam jak bomba atomowa odwracając się do tyłu z zamiarem wyjaśnienia mu dokładniej, że ma spadać, ale kiedy tylko spojrzałam na jego twarz, włosy, ubiór... Zachłysnęłam się własnym powietrzem a moje ciało ogarnął zimny dreszcz - Więc jak będzie? - Nalegał w dalszym ciągu.
- Sia... siadaj.....- Jęknęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Miło z Twojej strony!- Uśmiechnął się i od razu usiadł na krzesełku obok - To co zawsze! - Zwrócił się arogancko do barmana. Chciałam odejść, jednak gdy tylko wstałam na nogi, momentalnie się zachwiałam w ostatniej chwili odzyskując równowagę. Alan wybuchnął śmiechem - Ktoś tu sobie popił !- Skomentował.
- Lepiej jak pójdę.. - Szepnęłam bezgłośnie i kiedy tylko ruszyłam, chwycił moje ramię mocno je ściskając.
- Nie tym razem! - Wypił za jednym razem otrzymany przez starszego od siebie mężczyznę napój i chwilę potem stał tuż przede mną.
- Puść mnie...
- Zapomnij dziwko! Idziemy! [...]


Co się stało, że ostatnimi czasy zmienił do mnie swoje nastawienie? Nie żeby mi to przeszkadzało, ale odkąd tu jesteśmy, z dnia na dzień jest coraz milszy. Pierwszy raz w życiu mnie przeprosił a tym bardziej mi podziękował. W dodatku już kilka razy stanął w mojej obronie. Największym dla mnie zdziwieniem, było to, że Alan potrafi grać na gitarze. W dodatku śpiewa. Ktoś to posiada taki dar, nie może być złym człowiekiem. Ciekawe jaką przeszłość za sobą niesie. 
Usłyszałam ciche śmiechy dochodzące kilka metrów ode mnie. Spojrzałam przed siebie zaciekawiona kto to może być. Grupka młodych ludzi przysiadła się na jedną z ławek i zaciekle o czymś dyskutowali. Wśród paczki przyjaciół, znajdowała się rudowłosa dziewczyna, która w ręku trzymała butelkę piwa i co chwila brała niewielkiego łyka, blondyn stojący przy śmietniku palił papierosa, chłopak w kapturze bacznie rozglądał się dookoła i opowiadał jakieś kawały i blondynka, która SMS'owała na telefonie. Wśród tych ludzi, było też dwoje osobników, którzy najbardziej przykuli moją uwagę. Ubrana w ciasne jeansy, biały sweterek i czarną skórę kobieta, wtulała się w ramiona mężczyzny o ciemnych włosach. Wyglądali na bardzo zakochanych a uśmiech nie schodził z ich twarzy.
- Gorzko! Gorzko! - Krzyknął żartowniś - No dalej Kubuś! Pocałuj swoją przyszłą żonę! - Ciemnowłosy przewrócił oczyma i nie czekając długo, złożył namiętnego buziaka na ustach swojej ukochanej. Nie dość, że się kochali, to mieli przyjaciół, którzy wspierali ich związek. Do oczu naleciały mi łzy. Ogarnęła mnie odrobina zazdrości. Ja nigdy czegoś takiego nie miałam. Zakochałam się w mężczyźnie, który bawił się moimi uczuciami a moi znajomi nie tolerowali jego osoby. Ze wzajemnością bo on też za nimi nie przepadał. W głowie pojawił mi się obraz Dylana, który powodował, że coraz bardziej łzy spływały po moim policzku.

[...]  - Czego.. Czego ode mnie.. chcesz? .. - Jęknęłam dygocząc.
- Ja? Nic - Wzruszył ramionami - Ale on ma rachunki do wyrównania - Wskazał palcem za mną.
- Masz niezłe kłopoty - Usłyszałam. Przełknęłam głośno ślinę. Nie. To nie może być prawda. Wolniutko odwróciłam się do tyłu a przed oczyma pojawiła mi się wściekła twarz szatyna.
- Dylan.. - Szepnęłam sparaliżowana.
- Tak się nazywam. A Ty wpadłaś w niezłe gówno - Warknął chwytając moje włosy i jednocześnie powodując tym gestem, że musiałam klęknąć...... [...] 


[...]  - Czego ode mnie chcesz?! - Warknęłam przestraszona.
- Mam jedno pytanie - Rzekł zmieniając swój humor. Był ostro wkurwiony a kiedy Dylan Cooper jest wkurwiony, nie wróży to nic dobrego - Co to do chuja jest? - Wyciągnął z kieszeni spodni małą kartkę, po czym mi ją wręczył. A dokładniej to rzucił na ziemię.
- List? - Parsknęłam na co wkurzył się jeszcze bardziej. [...]


[...]  - Ja... - Wpadłam w panikę. Wstałam na nogi i szybko odsunęłam się do ściany jakby to miało mnie przede nim uchronić - Przepraszam....
- Nigdy kurwa więcej nie dotykaj moich rzeczy! - Wyrwał z moich rąk świstek papieru, który trzymałam w prawej dłoni. Gdy zobaczył co jest tam napisane, zamachnął się i uderzył pięścią w ścianę tuż przy mojej głowie.

- Dylan... Ty jesteś...
- Zamknij się! - Wrzasnął. Złapał moje ramiona po czym ścisnął z całej siły. Spojrzał w moje oczy. Bałam się.

- Jesteś adoptowany.. - Szepnęłam w końcu zasłaniając usta dłonią. [...]

Nie wytrzymałam. Wybuchnęłam gorzkim płaczem i zaczęłam dusić się własnym powietrzem. Moje życie tak bardzo uległo zmianie. Odkąd poznałam Coopera i Frycza, doświadczam samych złych rzeczy. Dlaczego musiałam się w nim zakochać? Dlaczego w nim?! Wyciągnęłam telefon i bez zastanowienia wcisnęłam numer chłopaka. Oczywiście przedtem zmieniłam swój własny numer na prywatny, aby nie mógł wiedzieć kto dzwoni. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci. Nie odbierał. Zdałam sobie sprawę, że robię wielkie głupstwo. Kiedy miałam nacisnąć czerwoną słuchawkę, męski głos rozbrzmiał po drugiej stronie słuchawki.
- Tak? - Otworzyłam usta, aby powiedzieć ,, cześć '' ,, hej '' cokolwiek! Niestety nie bardzo mi to wyszło. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Zacięłam się - Hallo? - Odezwał się ponownie. Podciągnęłam nosem i to był jedyny dźwięk jaki z siebie wydałam. Nie mogłam opanować swoich własnych łez. Nastała chwila ciszy. Zdziwiłam sie, że mimo iż panuje cisza, Dylan w dalszym ciągu się nie rozłączył. Przez chwilę nawet pomyślałam, że wie z kim ma do czynienia. Nie. To niemożliwe. Nie jest aż taki mądry, prawda? Przecież milion osób na tym świecie mogłoby do niego teraz zadzwonić - Ross.. - Kiedy usłyszałam swoje imię, bicie serca momentalnie przyśpieszyło . Jęknęłam tak cicho jak tylko umiałam, ale wystarczająco głośno, aby on usłyszał. Nie czekając na nic więcej, wystraszona rozłączyłam się, chowając telefon z powrotem do kieszeni.

[...]  - O mój boże... - Zakryłam usta dłonią widząc osobę po drugiej stronie framugi. Nigdzie jednak nie widziałam jego samochodu. Chłopak stał oparty o ścianę a jedną ręką trzymał się za brzuch.
- Pomóż mi.... - Szepnął jęcząc z bólu. Był postrzelony i pijany.
- Co mam zrobić....?
- Połóż mnie gdzieś.... - Kiwnęłam głową i wciągnęłam go do środka mieszkania po czym położyłam go w swoim pokoju na łóżku. 

 - Jesteś ranny... - Nie odpowiedział. Zamknął tylko oczy i zasnął. Wyciągnęłam z kuchni z szafki, małą apteczkę i zajęłam się Dylanem. Był mocno ranny. Owinęłam go bandażem, bo nic innego nie miałam i mocno to ścisnęłam. Byłam tak zszokowana jego stanem, że nawet nie myślałam racjonalnie.
- Zostań... - Szepnął z lekko otwartymi oczami.
- Po co? Prześpij się... 

- Już jest dobrze... - Spojrzał na swój opatrunek i lekko się uśmiechnął.
- Spoko - Wzruszyłam ramionami.
- Jesteś cudowna... - Bredził. Dopiero teraz poczułam odór alkoholu z jego ust.
- A Ty jesteś mocno wstawiony, więc nie rozmawiajmy ze sobą.. - Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ross?
- Ta?
- Masz słodkie usta. Ciągle myślę o tym pocałunku..... - Szepnął po czym zamknął oczy i znów zasnął [...]


Nie mogłam dłużej siedzieć w tym miejscu i wciąż myśleć o Cooperze. To mnie dobijało. W dodatku Alan nieustannie próbował się do mnie dobijać. Po jedenastym razie próby skontaktowana się ze mną, odebrałam ten przeklęty telefon. Chłopak rozkazał mi jak najszybciej wrócić do hotelu nie podając mi nawet przyczyny swojego złego humoru. Wzruszyłam smętnie ramionami, ale wykonałam jego polecenie. Polecenie? Bardziej pasowałoby słowo ,, Rozkaz ''. Po dwudziestu minutach, byłam na miejscu. Weszłam do głównego holu i od razu skierowałam się w stronę windy. Niestety po drodze wpadłam na pewnego osobnika płci przeciwnej, do którego nie pałałam sympatią. Widząc mnie, szeroko się uśmiechnął. Nie byłam pewna czy dostrzegł podkrążone od płaczu oczy i czerwone policzki. Miałam nadzieję, że nie. Ku mojemu zdziwieniu, nawet nie odezwał się do mnie słowem. Co jest grane? Jeszcze kilka godzin temu dobierał się do mnie a teraz mnie totalnie zlewa? W sumie bardzo mnie to ucieszyło bo szybkim krokiem dotarłam do windy, która zaprowadziła mnie na ostatnie piętro i pięć minut później, stałam przed drzwiami do sypialni Alana. Zapukałam do drzwi a kiedy nie otwierał, nacisnęłam klamkę. Pokój był pusty. Dziwne. 
- Alan?! - Krzyknęłam, ale i wtedy cisza - Debil... - Mruknęłam pod nosem. Zdenerwował mnie swoim zachowaniem. Każde mi zjawić się w hotelu bo ma jakąś ważną sprawę do wyjaśnienia a teraz sam jest nieobecny? Debil! Wkurzona, wróciłam do siebie. Wziąwszy głęboki wdech, weszłam do środka swojej sypialni. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie widok jaki miałam okazję doświadczyć.
- Mogę wiedzieć dlaczego grzebiesz w moich rzeczach?! - Wrzasnęłam oburzona. Stał tyłem do mnie i na moich oczach przeszukiwał moje papiery wraz z każdą szufladą w komodzie. Co on sobie myślał?! Wiecie co było najbardziej chamskie w tej sytuacji? Ten dupek nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Olał sobie moje słowa i kontynuował szukanie czegoś co go istotnie obchodziło - Mówię do Ciebie! - Warknęłam chwytając jego dłoń. Dopiero kiedy zmusiłam go do obrotu, stanął ze mną twarzą w twarz. Jego wzrok był pełen gniewu i czegoś, czego nigdy w nim nie widziałam. Zacisnął dłoń w pięść i przygryzł dolną wargę.
- Masz mi coś do powiedzenia? - Syknął. Był bardzo rozgniewany. Zamrugałam kilkakrotnie oczyma i chwilę później, również pałałam złością. Nie dość, że wszedł sobie nieproszony do mojej sypialni, to jeszcze śmiał przeszukiwać moje papiery. Przeniosłam swój wzrok z jego twarzy na prawą dłoń. Trzymał w niej teczkę z ważnymi dla mnie dokumentami. Przełknęłam gwałtownie ślinę i na moment przestałam oddychać. Wiedziałam co się zaraz wydarzy. Byłam pewna, że padnie masa trudnych pytań.
- Wyjdź z mojego pokoju... - Rozkazałam - Wyjdź!
- Nigdzie się stąd nie wybieram. Najpierw coś mi wytłumaczysz.
- Jak śmiesz grzebać w moich rzeczach........ - Chciałam go spoliczkować, chciałam odwrócić jego uwagę od dokumentów znajdujących się w środku teczki, ale on nie był taki głupi jak myślałam. Przynajmniej nie teraz. Zdążył przejrzeć całą zawartość papierów.
- Dlaczego do kurwy nędzy nie wiem nic o tym, że jesteś chora!? - Krzyknął waląc pięścią w mały stolik. Podskoczyłam z przerażenia. Nie lubiłam kiedy on a tym bardziej Cooper, stawał się wściekły. Rzucił papierami o ścianę i chwycił się za głowę - Wiesz ile to mogłoby zmienić?!
- Co?! 
- Gdyby Dylan wiedział... - Myślałam, że się przesłyszałam. Czy on naprawdę to powiedział?
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Możesz z powrotem go zmienić...
- Nie! - Wrzasnęłam oburzona - Jak możesz tak mówić?! Jestem chora a jedyną rzeczą jaka Cię w tym wszystkim interesuje to fakt, że moja choroba może sprowadzić go z powrotem?!
- Bo tak jest! Możesz go uratować!
- Wiesz co? - Zbliżyłam się do niego dostatecznie blisko, aby spojrzeć mu w oczy i zacisnęłam dłoń w pięść. Po raz kolejny się rozpłakałam - Ale nie mogę uratować siebie. Mam w dupie Dylana! Mam w dupie czy coś mu się stanie! Mam w dupie Ciebie! - Chwyciłam jego bluzę i odepchnęłam go z całej siły do tyłu - Umieram a ostatnie dni życia kazali mi spędzić na przebywaniu w Twoim towarzystwie! Wystarczy! Rób co chcesz, ale ja wracam do kraju! Wracam do przyjaciół! - Nie mówiąc więcej nic, wyrzuciłam go ze swojej sypialni. Nawet nie stawiał oporu W sumie sam wyszedł, widząc jak tragicznie wyglądam. Zamknęłam drzwi na klucz i bezwładnie rzuciłam się na łózko, aby móc się wypłakać. Żałuję, że kiedykolwiek pomyślałam coś miłego o Fryczu. To kawał chama i dupka! Nikt więcej. Od początku myślał o Dylanie a ja byłam kimś w rodzaju pomocnika. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Nie tracąc więcej czasu, wstałam z łóżka, chwyciłam za walizkę i zaczęłam się pakować. Pragnęłam jak najszybciej opuścić to okrutne miejsce.
- Gówno prawda! Przejąłem się tym, że jesteś chora! - Drzwi od sypialni otworzyły się z wielkim hukiem a do pomieszczenia wparował Alan - Gdybym wiedział od początku, nie traktowałbym Cię w ten sposób!
- Miałbyś wyrzuty sumienia, co? - Zaśmiałam się gorzko - Byłoby Ci mnie żal, prawda?!
- Może tak a może nie! Ale to na pewno byłoby lepsze niż to co Ci fundowałem dotychczas!
- Wynoś się stąd.
- Kurwa, dziewczyno! Rozumiesz, że to wszystko zmienia postać rzeczy?! Ty za niedługo umrzesz!...
- Doskonale o tym wiem! - Wtrąciłam z wielkim krzykiem - Nie musisz mi o tym przypominać!
- Umierasz a mimo wszystko jesteś tutaj. Dlaczego? - Nagle złagodniał i zmienił nieco ton swojego głosu. Zrobiłam dokładnie to samo co on.
- A Ty? Czemu tu jesteś? - Warknęłam.
- Dla Dylana - Rzekł stanowczo.
- No właśnie... - Pokręciłam głową jakby nie dowierzając w jego głupotę i skuliłam się na białym fotelu - Dla Dylana... - Powtórzyłam...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz