,, I am not a fucker ''
Rozdział 4
- Te wszystkie siniaki, które masz na rękach...To przez to, prawda? - Po tym jak odrobinę ochłonęliśmy a przez ochłonięcie mam na myśli, że ten tu pan Frycz, troszkę się uspokoił, ponownie wróciliśmy do rozmowy. Najpierw jednak Alan, jakby nigdy nic, odpalił sobie papierosa w moim pokoju i na moich oczach palił to gówno. Z początku kazałam mu wyjść i wiecie co? Wyśmiał mnie, więc ze wszystkich sił jakie w sobie miałam, starałam się to zignorować, ten pieprzony smród.
- Nawet nie wiem kiedy się pojawiają. Moje ciało stało się bardziej delikatne.
- Czekaj, czekaj, bo nie rozumiem. Od kiedy wiesz o tej chorobie? - Zmarszczył brwi jakby to była jego największa zagadka w życiu. Wyglądał bardzo zabawnie i mimo tej niekomfortowej dla mnie sytuacji, kąciki ust uniosły mi się do góry powodując tym lekki uśmiech.
- Nie obraź się, ale nie mam ochoty rozmawiać o tym z Tobą... - To ostanie słowo wypowiedziałam z trudnością. Alan, nie był typem człowieka do którego miałam zaufanie. Fakt, może i go polubiłam, ale to wciąż był Alan Frycz. Nie przyjaźniliśmy się. Podeszłam do szafy z ubraniami z której po kolei zaczęłam wykładać swoje ciuchy. Nic tu po mnie. I tak nie odnajdziemy tej kobiety. Minął już tydzień a my nie mamy kompletnie nic! Czas ucieka i tylko marnuję ostatnie dni życia na coś, co się nigdy nie wydarzy. Wolę pożegnać się z prawdziwymi przyjaciółmi, niż szwendać się po jakimś durnym miasteczku.
- Ależ ja się nie obrażam - Posłał mi jeden z tych swoich tanich uśmieszków, które mówiły, że zaraz wyprowadzi mnie z równowagi i wygodnie rozsiadł się w moim fotelu. Posłałam mu baczne spojrzenie, na które odpowiedział tym samym. Przełknęłam głośno ślinę, czując się przez niego zaszczuta - Po prostu za chwilę wyciągnę telefon z kieszeni i wykręcę numer swojego najlepszego przyjaciela - Bam! Wiedziałam, że jego bazyliszkowy wzrok zaraz doprowadzi mnie do rozpaczy i gniewu.
- Nie odważysz się... - Warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Chcesz się przekonać? - Kiedy nie odpowiedziałam, wziął komórkę do ręki i wystukał czyjś numer. Dobrze wiedziałam czyj. Drań. Chciał mnie zaszantażować, że jeżeli nie powiem mu tego co chce wiedzieć, wypepla Dylanowi, że jestem chora. To właśnie jeden z tysiąca powodów dla którego nie warto przyjaźnić się z Fryczem.Dla którego nawet nie warto z nim rozmawiać.
- Nic dziwnego, że nikt Cię nie lubi! Jesteś draniem!
- Zimnym draniem - Poprawił mnie z dziwnym błyskiem w oku - A teraz mów bo czas ucieka - Miałam ochotę przyłożyć mu porządnego kopa w sam środek jego krocza. Chętnie popatrzyłabym na ból jaki by mu to sprawiło.
- Ponad miesiąc temu. Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy Dylan przywiózł mnie do Filipa.
- I nic nie da się z tym zrobić? Coś tam wiem, że da się to przecież jakoś leczyć - Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo przejął się tym, że jestem chora. Przecież się nie przyjaźnimy a znamy zaledwie kilka dni. Pokręciłam przecząco głową, starając ukryć się łzy, które ze wszystkich sił próbowały zalać moje drobne policzki.
- Jestem w zaawansowanym etapie i nie ma na to lekarstwa. Po prostu umrę. W każde chwili mogę trafić do szpitala. Pogodziłam się z tym. Wszystko jest w porządku...
- W porządku? - Wtrącił - Żartujesz, prawda? Gdybym wiedział, na pewno nie zgodziłbym się na ten wyjazd. Przecież mogło Ci się coś stać. I to byłaby moja wina! Dylan nigdy by mi tego nie wybaczył a Filip jest już trupem, że Cię tu puścił.
- Zapomniałeś, że to był Twój i jego pomysł?
- Tyle, że on o wszystkim wiedział a ja nie. Co teraz zamierzasz? - Rozejrzał się uważnie po całym pomieszczeniu a jego wzrok utkwił na mojej walizce - Wyjeżdżasz?
- A obchodzi Cię to?
- Dlaczego nie chcesz o wszystkim powiedzieć Dylanowi? To naprawdę mogłoby go zmienić.
- Przestań! Nie powiem mu o tym!
- Ale dlaczego?! Nie uważasz, że on też zasługuje na szansę pożegnania się z Tobą!?
- Nie potrzebuję jego litości! Nie chcę mieć z nim nic do czynienia!
- On Cię kocha! Naprawdę jesteś taka tępa czy udajesz?! - Walnął pięścią w mały, szklany stolik a ja odsunęłam się krok do tyłu. Nie lubiłam kiedy się wściekał. Był wtedy niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Wstał na nogi a następnie zrzucił moją walizkę na podłogę - Wiesz co? Faktycznie, lepiej będzie jak wyjedziesz. Mój najlepszy przyjaciel, popełnił największy w życiu błąd. Zakochał się w Tobie a to gorsze od tej choroby.
- Alan.....- Te słowa zabolały mnie doszczętnie. Wiedziałam, że to cham, ale żeby aż tak?
- Nie odzywaj się do mnie. Spakuj swoje szmaty i jeszcze dziś się stąd wynoś.
- Nic nie rozumiesz! - Wrzasnęłam zapłakana.
- To Ty nic nie rozumiesz! Wiadomość, że umierasz, zrujnuje go jeszcze bardziej, ale wiadomość, że umarłaś a on dowidział się o tym na Twoim pogrzebie, dostatecznie go zabije. Wracaj do tej swojej rudej kretynki i pedalskiego przyjaciela a Dylana zostaw w spokoju. Sam mu pomogę - Nie mówiąc więcej nic, trzasnął drzwiami i wyszedł.
- Dupek! - Chwyciłam w ręce pierwszą rzecz jaką zdołałam dosięgnąć i bez zastanowienia, cisnęłam nią w drzwi. Dostałam drgawek. Nie potrafiłam utrzymać normalnego rytmu serca a płacz przemienił się w głęboki szloch. Czyli co? Teraz to moja wina, że stan Dylana pogorszy się jeszcze bardziej? Zamiast wrócić do pakowania swoich rzeczy, zaczęłam przeklinać jak oszalała. Miałam dość wszystkiego. Po raz któryś ta choroba rujnuje mi życie! Nagle dopadły mnie zawroty głowy i w dodatku poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Czym prędzej pobiegłam do łazienki i od razu skierowałam się w stronę kibla. Chwilę później wyglądałam jak nawalona kobieta, która po udanej imprezie rzyga w ubikacji. Czyżbym się czymś zatruła? Najgorsze było to, że po jakimś czasie zaczęłam rzygać krwią. Trwało to bardzo krótko. Zaledwie kilka sekund. Ręce mi drżały a oddech stał się nierówny. Spłukałam brudną wodę i bezwładnie opadłam na zimne kafelki. Byłam wyczerpana i wystraszona. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czyżby mój czas się kończył? Nie. To niemożliwe.
- Jest tu ktoś? - Usłyszałam kobiecy głos dochodzący ze środka sypialni. Cholera. Kogo tym razem do mnie niesie? Nie mogę mieć chwili spokoju? Wytarłam buzie zimną wodą, osuszyłam ją ręcznikiem a następnie wyszłam z toalety starając ukryć się ból na mojej twarzy.
- W czym mogę pomóc? - Zdziwiłam się wizytą pokojówki. Stanęła przy samych drzwiach i przeniosła na mnie swój niewinny wzrok. Miała piękne oczy, zresztą cała była bardzo ładna.
- Pani Rozalie Evans? - Kiwnęłam głową a wtedy młoda kobieta zbliżyła się do mnie i wręczyła mi mały bukiet kwiatów wraz z białą kopertą - To dla Pani - Lekko się uśmiechnęła i wyszła nie dając mi szansy na jakiekolwiek pytanie.
,, Mam nadzieję, że wreszcie zechcesz się ze mną umówić i spędzimy trochę razem czas. Chciałbym Cię lepiej poznać. Bądź jutro na plaży o godzinie dwudziestej.Sebastian. ''
- Sebastian... - Szepnęłam. Przed oczyma pojawiła mi się jego twarz. Był tak kurewsko podobny do Coopera, że śmiało mogłabym rzec iż to bliźniacy. Jednakże to niemożliwe, więc to odpada. Miło z jego strony, że zaprasza mnie na spotkanie, ale nie bardzo mam chęć na nie iść. Zresztą jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam. Szkoda, że nie zostawił numeru telefonu. Rozczaruje się, kiedy nie przyjdę.
Resztę wieczoru spędziłam na rozmowie z przyjaciółką. Obiecałam jej, że zadzwonię a obietnic nie łamię. Pominęłam kilka faktów o swoim samopoczuciu, aby jej nie martwić i tylko poinformowałam ją o kłótni z Fryczem. Doradziła mi, bym czym prędzej do nich wracała i nie zawracała sobie głowy tym kmiotkiem.
Kiedy Paula wyszła z tak zwanego skype'a, musiałam zająć czymś swój wolny czas, więc postanowiłam posprzątać burdel jaki zrobił Frycz. Zbliżyłam się do szafki z dokumentami i w dokładnie dziesięć minut uporałam się ze wszystkim. Zaniepokoiła mnie tylko jedna rzecz. Nigdzie nie było dokumentów dotyczących Anastazji Grean. Zdenerwowana, przeszukałam raz jeszcze wszystkie papiery, ale to na nic. Teczka z całą zawartością o jej osobie, zniknęła.
Zabiję go a potem powieszę i jeszcze raz zabiję! Zacisnęłam dłoń w pięść i kompletnie nie zważając na to, która jest godzina, wybiegłam ze swojej sypialni i od razu udałam się do pokoju Alana. Nie pukając, wbiegłam do środka pomieszczenia i ku mojemu zdziwieniu, nie zastałam tam nikogo. Chłopaka nigdzie nie było.
- Alan! - Wrzasnęłam na całą sypialnie. Pewnie musiał wyjść bo kurtka z wieszaka zniknęła. Chętnie przejdę się razem z nim. Pod wpływem złości, zapomniałam cokolwiek na siebie włożyć i tylko biegiem udałam się do holu głównego. Tam również go nie było. Zdenerwowana ruszyłam w stronę drzwi. Na dworze panowała niezła wichura i było naprawdę zimno a na zegarku zaledwie dwudziesta trzydzieści. Świetnie, w którą stronę teraz iść?
- Mogę w czymś pomóc? - Zmarszczyłam brwi na dźwięk tego głosu. Ostrożnie odwróciłam się w jego stronę a cały gniew wyparował. Sebastian stał kilka metrów ode mnie, opierając się o wysokie drzewo. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że stoi w doskonałym miejscu i ma niezły widok na mój pokój. Jakoś wtedy mnie to nie interesowało.
- Czy Ty mnie śledzisz? - Parsknęłam.
- Może - Zaśmiał się - Masz coś przeciwko? - Wolnym krokiem zbliżył się do mnie, przez co mogłam dostrzec wspaniałe rysy jego twarzy. Był taki idealny. Kompletne przeciwieństwo Dylana. Jakby połączyć tą dwóję w jedność, powstałby mój własny ideał chłopaka - Dokąd się wybierasz o tej porze?
- Szukam Alana....Nie widziałeś go przypadkiem? - Kiwnął przecząco głową i lekko się uśmiechnął.
- Znalazłaś mnie. To chyba jest o wiele lepsze, co? - Dobrze, że było już ciemno bo moje policzki zalał ogromny rumieniec. Pewnie wyglądam jak burak, ale na całe szczęście on tego nie widzi - Zgodzisz się na krótki spacer?
- Nie bardzo..... - Wtedy zrobił minę szczeniaczka - Cholera.. - Mruknęłam - Niech będzie. Skoro on sobie zniknął nie wiadomo gdzie to ja też mogę - Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech na co odpowiedziałam tym samym. Wolnym krokiem ruszyliśmy wprost przed siebie. Szliśmy wzdłuż chodnika, który niedawno zaprowadził mnie do pięknego parku. Zrobiło się jeszcze zimniej a ja byłam tylko w swojej dresowej bluzie. Może lepiej jak wrócę? Nie będzie dobrze, kiedy rozchoruje się jeszcze bardziej. Wtedy poczułam jak coś ciepłego opada na moje ramiona. Zdziwiona spojrzałam na Sebastiana, ale ten tylko wzruszył ramionami jakby nigdy nic. Potem chwycił moją dłoń i pociągnął w stronę ławki. Było to miejsce do którego nie dosięgały światła lamp a widoczność była ograniczona - Dziękuję, ale nie musiałeś...
- Wszystko okej - Byłam pod wrażeniem bo cholernie wiał wiatr a on miał na sobie tylko krótką koszulkę. Mi natomiast zrobiło się znacznie cieplej a zapach dochodzący z kurtki Sebastiana, był niesamowity. Brak tytoniu, tylko czysty perfum. Między nami nastała chwila ciszy. Aby nie czuć się niekomfortowo, spojrzałam na gwiazdy, które w tym mieście prezentowały się kozacko. Przez ułamek sekundy, dostrzegłam jak się we mnie wpatruje.
- Czemu się tak patrzysz? - Zdziwiłam się - Mam coś na twarzy?
- Nie.. Nie.. - Nie mógł powstrzymać śmiechu i jakoś nie bardzo się przed tym bronił - Jesteś bardzo ładna... - Spoważniał. Chwilę później, przysunął się do mnie a następnie uniósł palcem mój podbródek. Zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. ,, Dylan ''... Zachłysnęłam się powietrzem, widząc twarz Coopera. Mężczyzny, którego kochałam całym sercem. Miałam wrażenie jakby siedział naprzeciwko mnie, jakby był tu ze mną i dotrzymywał mi towarzystwa, dawał otuchy. Chłopak przejechał kciukiem wzdłuż mojego prawego policzka, gładząc go na wszystkie możliwe sposoby. Mruknęłam zadowolona. Przez ułamek sekundy wmawiałam sobie, że spędzam ten czas z Cooperem. W Sebastianie było coś takiego, że chciałam, aby mnie dotykał, chciałam aby był blisko mnie. Polubiłam go - Eh.. Nie powinienem...
- Nic się nie stało.. - Kiedy się ocknęłam, chrząknęłam znacząco, aby dać mu do zrozumienia, że lepiej będzie jak się odsunie. Tak też zrobił. Uniósł do góry głowę i skupił się na gwiazdach wiszących na niebie.
- Dlaczego pojawiłaś się w tym mieście? Mieszkam tu od urodzenia i przysięgam, że nigdy wcześniej nie miałem okazji Cię spotkać.
- Muszę kogoś odnaleźć. Przyjechałam tylko na kilka dni.
- Kogo? - Zdziwił się - Przepraszam za ciekawość, ale...
- Pewną kobietę - Wtrąciłam - Jest jedyną szansą dla mojego chło...
- Chłopaka? - Dokończył za mnie - Masz chłopaka? - Pokiwałam przecząco głową.
- Dla mojego znajomego. Powiedzieli mi, że tu ją odnajdę, ale sama już nie wiem. Od ponad tygodnia nie ma po niej śladu.
- Mogę wiedzieć jak nazywa się ta kobieta? Może będę w stanie pomóc... - Spojrzałam na niego z nadzieją i faktycznie. Skoro mieszka tu od urodzenia to może wie coś o Anastazji? Dlaczego wcześniej nie wpadłam na ten pomysł, aby zadać mu to pytanie? Co za idiotka ze mnie!
- Anastazja Grean. Kojarzysz? - I tak jak się spodziewałam, kiwnął przecząco głową. Nie znał jej. Nikt jej nie znał do cholery! Zakryłam twarz dłońmi, aby nie zacząć płakać - Nie mam już na to wszystko sił...
- Zmieńmy temat. Nie chcę, abyś była smutna. Więc, hm.. Kwiaty się podobały?
- Są bardzo ładne, tylko że...
- Nie w Twoim guście? - Posmutniał.
- Nie, skądże! Po prostu... Nie możemy się jutro spotkać. Wyjeżdżam. Wracam do siebie.
- Dlaczego?
- Tęsknie za przyjaciółmi a to po co tu przyjechałam, nie ma już znaczenia. Zresztą nie wa.... - Wtedy nieoczekiwanie ponownie się do mnie zbliżył i nie dając mi szansy na cokolwiek, pocałował mnie. Z początku siedziałam w bezruchu, nie mogąc pojąc tego co się właściwie wydarzyło, ale ostatecznie, postanowiłam odwzajemnić pocałunek. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego, że widziałam w nim Dylana? Może dlatego, że tak cholerne za nim tęskniłam? Wyrwał mnie z rozmyśleń dźwięk mojego telefonu. Szybko oderwałam się od blondyna i spojrzałam na ekran komórki. Miałam nieprzeczytaną wiadomość od Alana.
,, Masz pięć minut, aby wrócić do hotelu ''.
- Coś się stało? - Poczułam na ramieniu ciepłą dłoń Sebastiana. Zaniepokoił się moją zmianą humoru - Kim jest dla Ciebie ten cały Alan? To Twoja rodzina?
- Nie! - Wrzasnęłam - Na całe szczęście nie. To mój.. eh.. hm.. kurde..
- Kolega?
- Nawet chyba nie - Parsknęłam - Ktoś w rodzaju znajomego. Dobra, muszę wracać...
- Ross, jeśli chodzi o ten pocałunek to...
- Daj spokój - Wtrąciłam - To moja wina. Nie powinnam.. - Wstałam na równe nogi i powoli zaciągnęłam się rześkim powietrzem. Chciał coś powiedzieć, lecz nie dałam mu dojść do słowa. Stało się. Nie cofniemy czasu, ani tego pocałunku - Wracajmy.. - Mruknęłam. Kiwnął posłusznie głową a następnie stanął tuż przy mnie. Idąc wzdłuż chodnika, dostrzegłam po drugiej stronie ulicy mężczyznę ze stoiskiem z winem. Przyszedł mi do głowy głupi pomysł. Czułam się źle przez to co wydarzyło się kilka minut temu i chciałam o tym zapomnieć jak najszybciej. W tym momencie alkohol wydawał mi się najlepszym rozwiązaniem. W dodatku chciałam wkurzyć Alana i gdybym przyszła nawalona, wyprowadziłabym go tym z równowagi.
- Dokąd idziesz?! - Krzyknął, kiedy ruszyłam w tamtą stronę. Nie odpowiedziałam, tylko przywołałam go machnięciem dłoni.
- Poproszę jeden - Zwróciłam się do mężczyzny z kozią bródką, który na mój widok, wyszczerzył usta w wielki uśmiech. Kiwnął głową i kilka sekund później, położył przede mną kubek czerwonego wina.
- Chyba oszalałaś - Warknął Sebastian - Nie pozwolę Ci na to.
- Wybacz, ale nie zamierzam pytać się o Twoje zdanie. Mam osiemnaście lat - Co prawda, dopiero będę mieć te osiemnaście lat, ale on nie musi o tym wiedzieć. Zresztą kim on jest, aby mówić mi co mogę robić a czego nie? Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Zamiast wciąż się na niego gapić, przyłożyłam plastikowy kubeczek do swoich ust i za jednym mocnym przechyleniem, połknęłam całą jego zawartość. Muszę przyznać, że napój nie był najgorszy. W dodatku zrobiło mi się znacznie cieplej niż przypuszczałam - Jeszcze jeden - Rozkazałam mężczyźnie. Zignorowałam wkurzonego Sebastiana i ponownie napiłam się czerwonej cieszy. Skończyło się na tym, że wypiłam sześć kubeczków. Kiedy chciałam wypić kolejny, blondyn stanowczo mi zakazał. Chwycił moją dłoń i pociągnął mnie w stronę hotelu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zaczęłam się chwiać z każdym kolejnym krokiem. Nie uszło to jego uwadze.
- Jesteś pijana.. - Skomentował - Zadowolona? Co chciałaś tym osiągnąć?
- Jesteś strasznie do niego podobny - Wypaliłam spoglądając w jego jasne tęczówki.
- Do kogo? - Zdziwił się. Już chciałam wymówić imię Coopera, kiedy usłyszałam dźwięk swojej komórki. Niech to szlag. Z wielkim trudem wyciągnęłam małe urządzenie z kieszeni, aby następnie nacisnąć zieloną słuchawkę. Super, bo telefon wypadł mi z rąk. Na szczęście blondyn zdążył mi go podać nim Frycz się rozłączył.
- Gdzie Ty do chuja jesteś?! - Warknął. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, więc nadzwyczajnie w świecie zaczęłam się śmiać. Ludzie przechodzący obok mnie, posyłali mi dziwaczne spojrzenia - Bawi Cię to?
- Wyjdź po mnie. Jestem pod hotelem... - Nie dając mu szansy na odpowiedź, rozłączyłam się. Co dziwniejsze, nigdzie nie było Sebastiana. Daje słowo, że jeszcze przed chwilą stał przy mnie a teraz? Zniknął. Jak to możliwe? Cóż. Pięć minut później, przez hotelowe drzwi wyszła sylwetka Frycza. Miał na sobie białą bluzkę na długi rękaw, czarną skórzaną kurtkę, ciasne, czarne jeansy oraz conversy. Kiedy tylko mnie zobaczył, wolnym krokiem zbliżył się do mojej osoby. Nim cokolwiek zdążył powiedzieć, zacisnęłam dłoń w pięść i z całej siły przywaliłam mu nią w jego prawy policzek. Muszę przyznać, że nie sądziłam iż mam w sobie tyle siły - To za to, że szperałeś w moich dokumentach - Warknęłam chwiejąc się na każdą stronę - A to.. - Tym razem przyłożyłam mu porządnego liścia - Za to, że ukradłeś moje dokumenty! - Chciałam odejść, kiedy poczułam na sobie jego dłoń. Chwycił moje ramię i z całej siły przygwoździł moje obolałe ciało do jednej ze ścian jakiegoś budynku. Miał w nosie, że ktoś mógł na nas patrzeć. Wiedziałam, że jest wkurzony i nawet nie poczułam strachu.
- Czuję alkohol - Warknął - Piłaś?!
- Gówno Cię to obchodzi - Syknęłam - A teraz mnie puść bo zacznę krzyczeć...
- To krzycz - Wtrącił - Chętnie posłucham jak wołasz o pomoc w takim stanie. Wracamy do hotelu..
- Puść mnie... - Powtórzyłam. Nie posłuchał. Wręcz przeciwnie. Jeszcze mocniej wbił we mnie swoje wielkie dłonie.
- Gdzie byłaś? Szukałem Cię... Dzwonił Filip..
- Byłam z Sebastianem! Zadowolony?
- Z kim? Kto to? - Przed oczyma pojawiła mi się idealna postawa blondyna wywołująca na mojej twarzy lekki uśmiech. Ten pocałunek, którym mnie niedawno obdarował..
- On... To drugi Dylan... - Spojrzałam mu w oczy, w których dostrzegłam zdezorientowanie - Jest taki sam jak Dylan...
- Coś Ty piła?
- Mówię prawdę! To dwie krople wody! Tyle, ze Sebastian jest miły...
- Czekaj, czekaj. Mówiłaś, że zginęły Ci dokumenty, tak?
- Które sam mi zabrałeś! - Wrzasnęłam oburzona - Jesteś złodziejem!
- Nic Ci kurwa nie zabrałem. Kiedy wszedłem do Twojej sypialni, wszystkie papiery były porozrzucane po stole, dlatego znalazłem te o Tobie! Chyba, że...
- Że co?
- Twój nowy kolega miał dostęp do Twojego pokoju? Był w nim?
- Nie.. - Szepnęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Chciało mi się rzygać - W sumie tak.. Był...rano, kiedy Ty zniknąłeś na cały dzień...
- Czego chciał? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?!
- Nie drzyj się na mnie! Pomógł mi, kiedy źle się poczułam...
- Źle się czułaś?! - Warknął zaciskając dłoń w silną pięść - Jesteś kretynką czy udajesz?!
- Niedobrze mi... - Wyszeptałam.
- Nie.. Nawet się nie waż... - Chciał się odsunąć, jednak nie zdążył na czas. Spuściłam głowę w dół i tylko czekałam aż fala moich wymiotów opróżni mój organizm. Tak też się stało. Tyle, że zamiast na ziemię, zrzygałam się na conversy Alana....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz