Rozdział 6
,, I am not a fucker ''
Przez cały dzień kłębiło mi się w głowie jedno pytanie. Jak to kurwa możliwe, że Dylan ma brata bliźniaka?! Jakoś nie mogę tego zrozumieć. Mam wrażenie jakbyśmy uczęszczali do jakieś taniej telenoweli, która zazwyczaj kończy się dobrze, ale czy w tym przypadku również tak będzie? Bo wiecie, jakby nie mówić, jestem chora i za niedługo umrę.
Sama nie wiem dlaczego tu zostałam. Mogłam wrócić do domu i siedzieć teraz z Paulą bądź Michałem i rodziną, ale nie. Coś kazało mi zbadać tą sprawę do końca i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. To moja najgorsza cecha. Ciekawość. Teraz, kiedy jesteśmy tak blisko rozwiązania wielu zagadek, nie mogę się wycofać. Jestem Rozalie Evans i wytrwam w tym do końca.
Spięłam włosy w grubego koka, włożyłam na siebie ciasne jeansy, biały sweterek oraz szare new balance a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Byłam gotowa na spotkanie z Sebastianem. Najpierw wyciągnę z niego prawdę a potem spoliczkuje za chęć wykorzystania mnie. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego mnie pocałował. Chciał tym uśpić moją czujność. Dupek. Niedoczekanie jego.
- Jesteś pewna? Lepiej pójdę z Tobą...
- Od teraz
zawsze będziesz
udawać takiego miłego? - Warknęłam. Irytowało mnie jego zachowanie. Nie
żebym nie lubiła to kiedy jest miły, ale on chciał mi
pomagać tylko dlatego, że robił to dla przyjaciela. Nie dla mnie. Moje
zdrowie osobiście go nie obchodziło. Liczył się tylko Cooper. W dodatku
jeszcze kilka godzin temu nie chciał ze mną rozmawiać, więc co się
zmieniło?
-
Możesz kurwa włożyć swoje fochy do torebki i przez chwilę chociaż nie
być dzieckiem? Ten facet może być niebezpieczny! Nie znasz go a jedyne
co wiesz to to, że zabrał nasze dokumenty dotyczące Anastazji i prawdopodobnie jest bratem bliźniakiem Dylana! -
Chciałam odejść, aby uniknąć większej kłótni, ale wtedy złapał moją rękę
i mocno przysunął moje ciało do swojego. Zmuszona zostałam spojrzeć mu w
oczy - Nie wkurwiaj mnie - Warknął.
- To Ty nie denerwuj mnie! Ciągle masz jakieś sekrety przede mną, tajemnice! Mam tego dosyć!
Chciałam pogadać o tym co zaszło między nami wczoraj a Ty mnie totalnie
zlałeś, więc...
- Nic nie zaszło! - Warknął - Nigdy bym Cię nie
tknął nawet palcem, rozumiesz? Dlatego uważałem, że ta rozmowa jest
niepotrzebna! - Poczułam się jakbym dostała porządnego liścia w twarz. Nasze relacje nie były dobre, ale sądziłam, że nie najgorsze.
- Aż taka jestem straszna, że byś mnie nawet nie tknął palcem? - Do oczu naleciały mi łzy. Zabolało. Nawet słowa z buzi takiego sukinsyna bolą. Chyba każda dziewczyna nie życzyłaby sobie usłyszeć czegoś takiego, prawda? Zawsze kiedy w jakiś sposób zbliżamy się do siebie, on musi wszystko popsuć - Dobrze wiedzieć..
- Kurwa, Ross! Nie o to mi chodziło!
- Daj spokój. Właśnie o to...
- Nie dotknąłbym Cię, bo jesteś najważniejszą osobą dla mojego przyjaciela, rozumiesz?! Najlepszego przyjaciela! Nie naraziłbym naszej przyjaźni dla jakiejkolwiek dziewczyny! Jesteś ładna, masz fajny charakter i gdyby nie to, że coś Was z Dylanem łączy, byłabyś pierwszą dziewczyną na jaką kiedykolwiek zwróciłbym uwagę. Wczoraj w nocy, napiłaś się i straciłaś przytomność, więc zaprowadziłem Cię do pokoju a że Twój był zamknięty, wziąłem Cię do mojego. Miałaś obrzygane ciuchy, dlatego dałem Ci swoje i spokojnie... Sama się w nie przebrałaś, kiedy odzyskałaś świadomość.
- Ja.... Nie wiem co powiedzieć... - Zakryłam usta dłonią kalkulując w głowie wypowiedziane przez niego słowa. Czy on właśnie powiedział, że zwróciłby na mnie uwagę? On?! Chłopak, który nie ma serca? Który nie uznaje zasady wyższości dla kobiet? Który podciąłby Ci gardło jakby była taka potrzeba? Nie wiedziałam czy się cieszyć czy może płakać. A może to i to jednocześnie?
- Najlepiej nie mów nic. Koniec tematu.
- Alan... - Szepnęłam chcąc wydukać chociaż kilka słów przeprosin, ale on zdawał się nawet nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Tak, jakby nic się nie wydarzyło a nasza rozmowa stała się czymś nieważnym. Spuściłam głowę by nie musieć dłużej na niego patrzeć i jednym zwinnym ruchem, wyrwałam się z jego uścisku.
- Poczekam w ukryciu... W razie czego będę tuż za Tobą. - Kiwnęłam posłusznie głową i nie czekając długo, pokonałam resztę drogi w samotności. Chłopak gdzieś się ulotnił
co było mi na rękę. Odetchnęłam z ulgą móc cieszyć się rześkim powietrzem. Jeszcze kilka minut w jego towarzystwie a doszłoby do szaleństwa. Jak ten czas szybko zleciał a jakie życie płata nam figle? Pamiętam jak poznałam się z Fryczem. Paula miała wtedy urodziny i to właśnie jej dokuczał. On i Dylan. Tak bardzo można pomylić się względem jakiegokolwiek człowieka?
Chwilę później zbliżyłam się do wielkiego mostu postawionego w morzu na który wszyscy mówią ,, molo '' i przeszukałam wzrokiem osobnika, z którym się umówiłam. Nie było go. Co jest grane? Przełknęłam głośno ślinę czując ścisk w gardle. Może on wie? Może domyślił się, że my wiemy i uciekł?
- Cholera.. - Syknęłam zaciskając dłoń w pięść. Nic już z tego nie będzie bo ten dupek się domyślił. Cały plan na marne. Naparłam ciałem na długą, niebieską poręcz a wzrok wlepiłam w głąb morza, kiedy nieoczekiwanie poczułam na szyi podmuch czyjegoś ciepłego oddechu. Wystraszona, odskoczyłam w bok nie mając bladego pojęcia o co do cholery chodzi. Przeniosłam swój wzrok na chłopaka stojącego za mną i muszę przyznać, że z początku byłam zadowolona, że to właśnie on, jednak ostatecznie chciałam wymierzyć mu porządnego liścia. W co ten gostek pogrywa? Zmrużyłam oczy i zlustrowałam potężną sylwetkę mojego towarzysza.
- Nie wolno tak brzydko mówić, wiesz? - Parsknął odsłaniając tym swoje śnieżnobiałe zęby. Jego uśmiech był powalający a prosta linia górnych jak i dolnych zębów, świetnie do niego pasowała. W dodatku wyglądał dziś nieziemsko. Odziany w biały top na którym spoczywała czarna, rozpięta bluza, świetnie współgrał z szarymi jeansami oraz trampkami do kostek. Włosy lekko wystawały spod małej, czarnej czapeczki i podczas podmuchu wiatru, unosiły się do góry - Hej - Przywitał się.
- Cześć - Odpowiedziałam jakby nigdy nic. Oblizałam językiem dolną część wargi i mocno przygryzłam naskórek lewego dziąsła. Denerwowałam się w jego obecności. Mógł okazać się niebezpieczny. Przecież tak naprawdę nic o nim nie widziałam, prócz naszych własnych przypuszczeń. W głowie już miałam obraz jak tłukę jego piękną twarzyczkę własnymi rączkami. Skurwiel - Spóźniłeś się.
- Moja mama potrzebowała pomocy. Nic takiego - Machnął ręką od niechcenia - Ale bardzo zaskoczył mnie Twój telefon. Przecież miałaś wyjechać.
- Tak - Wtrąciłam - Jednak postanowiłam jeszcze chwilę tu zostać. Nie chcę wszystkiego dać na marne tym bardziej, że już coś mamy - Uśmiechnęłam się widząc jego zaciekawioną minę. Tego się nie spodziewał. Bam! Chciał coś powiedzieć, zadać jakieś pytanie, niestety go wyprzedziłam - Tydzień mnie nie zbawi.
- Racja - Przejechał kciukiem po wąskiej linii swoich ust po czym wykrzywił je w grymas uśmiechu. - Mam dla Ciebie niespodziankę. Chodź ze mną - Chwycił moją prawą dłoń i wolnym krokiem, ruszył do przodu. Milczałam gdyż byłam ciekawa jego pomysłu i tego co dla mnie ma. Szliśmy na coraz to głębszą wodę i zatrzymaliśmy się dopiero na samym końcu mostu. Za ten czas, nad nami zdążyła zapanować ciemność, więc nic dziwnego, że widziałam piąte przez dziesiąte.
- Co tu robimy? - Spytałam zaskoczona. Nie odpowiedział. Mruknął coś pod nosem a następnie kucnął i po kolei zaczął zapalać pięć małych świeczek stojących na brudnych deskach. Zakryłam usta dłonią widząc czerwony, wełniany koc, dwie białe poduszki, kocyk do przykrycia w razie jakby było zimno, duży brązowy kosz, w którym prawdopodobnie znajdowało się jedzenie i butelkę czerwonego wina. Zabrało mi dech w piersi - Żartujesz, prawda? - Szepnęłam.
- Nie, dlaczego? Dla pięknej pani trzeba trochę wysiłku - Posłał mi uśmiech i musnął dłonią mój prawy policzek. Dlaczego taki super gościu musi być tym złym? Dlaczego nie mogłam go poznać w innych okolicznościach? Speszona, zajęłam miejsce tuż obok koszyka i w milczeniu wpatrywałam się w dalsze poczynania Sebastiana. Usiadł koło mnie jakby nigdy nic, chwycił moją dłoń i wolnym ruchem zaczął przybliżać swoją twarz ku mojej. W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik a żeby przerwać tą niezręczną ciszę jaka między nami zapanowała, zerknęłam na ekran telefonu i włączyłam jedną z piosenek Biebera. Poczułam na sobie palący wzrok blondyna - Proszę, wyłącz to.
- Dlaczego? Czyżbyś nie przepadał za tym wokalistą?
- Skądże. To mój idol! - Zażartował - Wyłącz ten chłam. Puszczę coś odpowiedniego - Niechętnie kiwnęłam głową i spełniłam jego prośbę. On natomiast włączył jakąś nieznaną mi melodię, która od razu wpadła mi w ucho. Muszę przyznać, że miał niezły gust do ubioru jak i do muzyki - Jesteś głodna?
- Nie.. Najadłam się w domu... - Nie miałam okazji powiedzieć nic więcej, gdyż dostałam wiadomość SMS'ową, oczywiście od Alana, że mam się pośpieszyć. Rozejrzałam się uważnie dookoła w poszukiwaniu mojego kolegi, ale nigdzie go nie było. Przynajmniej nie w moim zasięgu. Musiał umieć się dobrze kamuflować dupek.
- Wszystko w porządku? - Wyrwał mnie z rozmyśleń jego boski głos. Potrząsnęłam głową by odgonić od siebie myśli dotyczące tego dupka i wymusiłam się na jeden z tych swoich uśmieszków mówiących, że wszystko gra.
- Tak... Po prostu jestem zmęczona - Skłamałam - Sebastian?
- Tak? - Zdziwił się.
- Co myślisz o ludziach, którzy kłamią? - Zaskoczyło go moje pytanie i dość długo nad tym myślał co dało mi do zrozumienia, że rzeczywiście nie był ze mną szczery. Spuściłam wzrok nie chcąc patrzeć mu w oczy, ale kiedy tylko to zrobiłam, chwycił mój podbródek i przytrzymał na wysokości dostatecznej bym mogła spojrzeć mu prosto w oczy.
- Jeżeli robią to z dobrych powodów, sądzę, że zasługują na wybaczenie. Jeżeli zaś kłamią na każdym kroku, nie są warci niczyjej uwagi. Dlaczego o to w ogóle pytasz?
- Tak o - Wzruszyłam smętnie ramionami - Z ciekawości. Mój kolega mnie okłamał i tak jakoś..
- Rozumiem.... - Odsunął ode mnie swoją dłoń i wygodniej rozłożył się na kocu - Wspomniałaś, że macie coś w związku z Waszymi poszukiwaniami. Co takiego?
- Po co chcesz to wiedzieć?
- Tak o - Powtórzył po mnie - Z ciekawości.
- W sumie to mamy bardzo dużo - Położyłam się tuż obok niego i spojrzałam w niebo pełne gwiazd - Wiedziałeś, że Anastazja Grean nazywa się teraz Ana Geran? Tak samo jak Twoja matka - Zaśmiałam się. Zerwał się momentalnie na równe nogi i uważnie zmierzył całe moje ciało. Nawet nie drgnęłam. Wiedziałam, że nie ma szans na ucieczkę i byłam pewna, że chociaż spróbuje nawiać, ale on zamiast tego, tylko spiorunował mnie wzrokiem - Nie udawaj. Wiem, że to ona.
- Kim jesteś? - Warknął - Dlaczego tak bardzo zależy Ci na odnalezieniu Any?
- Czyli już nie zamierzasz udawać? - Uniosłam teatralnie ręce w geście uznania i nadzwyczajnie w świecie, zaczęłam bić brawo - To super! Moje gratulacje!
- Czego chcecie? - Powtórzył ostrym tonem głosu - Wiedziałem, że coś z Tobą jest nie tak..
- Porozmawiać. A dokładniej to spotkać się z Anastazją. Mamy wiele do wyjaśnienia - Nasz wzrok się napotkał a spojrzenie jakim mnie obdarował, do miłych nie należało. Dostałam gęsiej skórki, serce przyśpieszyło bicia a oddech stał się nierówny.
- Najpierw powiesz mi o czym chcesz z nią gadać. Ty i Twój przyjaciel jesteście od niego, prawda? To on Was przysłał, żebyście nas znaleźli?!
- Kto? - Zdziwiłam się - O kim Ty mówisz?
- Nie udawaj. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi....
- My chyba nie mieliśmy okazji się poznać, prawda? Jestem Alan Frycz a Ty wiesz coś co jest mi cholernie potrzebne - Usłyszałam ten bardzo dobrze znany mi głos. Akurat teraz musiał się pojawić?! Przed nami stanął nie kto inny jak Alan Frycz z rękoma w kieszeni. Był poważny. W ustach trzymał papierosa i co rusz brał niewielkiego bucha - Nie mam czasu, więc lepiej będzie dla Ciebie jak zaczniesz się streszczać. Gdzie do chuja znajdę Anastazje?
- Pieprz się - Syknął - Rozmowa dobiegła końca - Machnął ręką i ruszył wprost przed siebie. Wiedziałam, że skończy się bójką i wcale się nie myliłam. Brunet chwycił jego ramię i jednym zwinnym ruchem, wywrócił Sebastiana na ziemię.
- Chyba mnie nie usłyszałeś. Gdzie znajdę Twoją zasraną matkę? - Wyciągnął z kieszeni broń i wycelował nią prosto w twarz Sebastiana. Och, te jego metody dostawania to czego chce. Jednak przyznam się, że zrobiło to na mnie wrażenie. Nawet przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam, że Alan nie należał do tych zbytnio inteligentnych i mógł nacisnąć spust broni. Zresztą po co nosi to gówno ciągle przy sobie?! Kiedy Grean milczał, Alan nie zamierzał tracić więcej czasu. Zamachnął się dłonią do tyłu i z całej siły wymierzył porządny strzał z pięści w głowę blondyna. Tamten tylko zmrużył oczy i ostatecznie stracił przytomność. Jego wielkie ciało runęło na porysowane deski i bezwładnie leżało na mokrej od wody powierzchni.
- Oszalałeś?! - Wrzasnęłam oburzona - Coś Ty najlepszego zrobił?!
- Spokojnie. Nic mu nie będzie. Za kilka godzin się obudzi, więc pomóż mi go przenieść do hotelu.
- Jak chcesz go wnieść do hotelu jak zaraz zadzwonią na policje?! Jesteś idiotą!
- Zamknij tą swoją wiecznie rozgadaną buzię i po prostu mi pomóż! - Krzyknął. Pierwszy ran uniósł na mnie w ten sposób głos i nawet nie przeprosił. W milczeniu pomogłam mu z mosiężną postawą Sebastiana i chwyciwszy go za oba ramiona, ruszyliśmy przed siebie. Dwadzieścia minut później byliśmy pod budynkiem miejsca naszego tymczasowego zamieszkania. Z chłopakiem nie było trudu. Przez całą drogę mruczał pod nosem jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa i kiedy wreszcie znaleźliśmy się w pokoju Alana, rzuciliśmy ciało blondyna na łóżko, gdzie następnie mój towarzysz związał dokładnie jego wszystkie kończyny. Widok ten do przyjemnych nie należał - Dokąd idziesz? - Spytał widząc jak zmierzam ku wyjściu.
- Do siebie.
- Możesz zostać jeśli chcesz.
- Wrócę kiedy się obudzi - Nie czekając długo, opuściłam jego sypialnie i wróciłam do siebie. Miałam totalny mętlik w głowie. O co mogło mu chodzić, kiedy powiedział, że to on nas przysłał? Kogo miał na myśli?! Z przemęczenia rozbolała mnie głowa, w dodatku dostałam mdłości. Pędem pognałam do ubikacji i przywitałam się z zimną posadzką kibla. Zbyt często wymiotuje. Cholera. Powinnam jak najszybciej udać się na badania do Filipa, ale jeśli teraz mu zgłoszę, że źle się czuje, każe mi wracać. Nie ma takiej opcji. Najpierw muszę spotkać się z tą kobietą i wyjaśnić sobie kilka spraw. Nie na marne tu przyjechałam.
Wzięłam ciepły prysznic, umyłam dokładnie swoje długie, kruczoczarne włosy, które tym razem wypadały jeszcze intensywniej niż przedtem i stanęłam twarzą do dużego lustra wiszącego nad umywalką. Wyglądałam koszmarnie! Brak snu dawał o sobie we znaki. Podkrążone oczy, sucha cera i markotny wyraz twarz. Na dziś koniec mojego śledztwa. Muszę odpocząć i być gotowa na jutrzejsze wyzwania. Przed rzuceniem się na łóżko, wykonałam krótki telefon do Michała, aby powiadomić go, że wszystko u mnie gra. Nie był zadowolony i w dodatku cały czas krzyczał, ale nie miałam ochoty na pogaduszki. Pragnęłam tylko jednego. Pójść spać. Idąc w stronę łóżka, dostrzegłam kurtkę Sebastiana, która bezwładnie wisiała na krzesełku. Kurczę, zapomniałam mu ją oddać. Co za kretynka ze mnie! Zrobię to jutro. Teraz rzuciłam się na gruby materac i przykrywszy się kołdrą, zasnęłam. Śnił mi się pewien chłopiec o czarnych włosach, wysokiej postawie ciała i dobrze rozbudowanej sylwetce...
***DYLAN***
ONA już dla mnie nie istnieje.
JEJ już nie ma.
DLA NIEJ nic więcej nie poświęcę.
Moje serce do NIEJ nie należy.
- Kurwa! - Wrzasnąłem na otaczających mnie idiotów - Który dał mi te namiary?! - Rozglądnąłem się uważnie dookoła, co chwila spoglądając na twarze młodych chłopaków. Nie wiem dlaczego Rick ich w ogóle wziął do naszego kręgu, ale popełnił poważny błąd. Te patałachy nie potrafią kurwa nic! Dałem jasne zadanie, aby zlokalizować ciężarówkę pełną złota i co z tego wyszło? Wylądowałem na jakimś zadupiu na końcu miasta i ani śladu po moim celu. Miałem ochotę rozpierdolić każdemu z nich gębę. Kusząca propozycja.
- To chyba ja.... - Wyjąkał jakiś piskliwy głosik. Podniosłem wzrok na gagatka wychodzącego na środek i zlustrowałem całą jego smukłą sylwetkę. Ile on waży? 45 kilo?
- Czy to aż takie trudne, aby wykonać jedno proste polecenie? - Warknąłem poirytowany. Miałem chujowy dzień. W sumie to ostatnio ciągle mam chujowe dni.
- Pomieszały mi się miejsca...
- Ja pierdole. Zejdź mi z oczu.. - Nie mogąc dłużej znieść ich widoku, wróciłem do swojego auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami jakby to miało coś zmienić. Kurwa! Kurwa! Kurwa! Z szufladki pasażera wyciągnąłem paczkę szlug i nie czekając długo, zapaliłem jednego LM. Spokojnie, oddychaj.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk komórki, która aż prosiła by cisnąć nią o jakąś ścianę. Donośny głos mojego ulubionego wokalisty rockowego, rozbrzmiał po całym wnętrzu samochodu i chcąc nie chcąc, spojrzałem na ekran urządzenia. O proszę. Dzwoni ta parszywa gnida. Nie odzywał się od długiego czasu, nie oddzwaniał a teraz chce pogadać jakby nigdy nic? Niech spierdala. Nie odebrałem ani razu. Nie mamy o czym ze sobą gadać.
Chwilę później odpaliłem silnik mojej perełki i nie zważając na tych sześciu idiotów, odjechałem z miejsca postoju. Tą noc spędzę w jakimś klubie, wydymam napaloną laskę i upije się do nieprzytomności. Normalka. Dochodząc do 200km/h, co było możliwe bo autostrada o tej godzinie zazwyczaj jest pusta, w mojej głowie pojawił się obraz pewnej szatynki, która dawno temu zatruła moje serce.
&&&
- Która godzina...? - Usłyszałem lekko zachrypnięty głos.
- Nie śpisz...? - Spytałem zaskoczony. Pokiwała przecząco głową - Po czwartej.. - Szepnąłem.
Poczułem jak jej dłoń krąży po moim nagim torsie - Co
robisz?..
- Wiesz co?.. Przypomniałam sobie coś kiedy spałam.
- Tak? - Zdziwiłem się.
- Przypomniało mi się jak już tu wcześniej leżeliśmy.. - Mówiła o incydencie gdzie chciałem się z nią przespać a
ona odmówiła.
- Ross... Mam wyjść?
- Nie..- Zaprzeczyła szybko - Kiedy trafiłam do szpitala, każdego dnia
chciałam, abyś do mnie przyszedł, abyś mnie odwiedził. Tęskniłam za Tobą
i zrozumiałam, że Cię kocham...
&&&
Nie mogąc dłużej zadręczać się tym koszmarem, potrząsnąłem głową i na ful włączyłem jakiś popowy chłam. Pierwsza lepsza muzyka z radia. Nie zgadniecie na co natrafiłem. Justin Bieber. Ta sama melodia, którą słuchała Ross podczas jazdy ze mną samochodem.
- Ja pierdole.. - Syknąłem przez zaciśnięte zęby. Czy to możliwe, żeby cały świat zmówił się przeciwko mnie? Zmieniłem stacje i zostawiłem na czymś co było mi totalnie obojętne. Czyli Rock w wykonaniu kogoś tam mi nie znanego.
JEJ już nie ma.
JEJ nigdy więcej nie będzie.
ONA to przeszłość.
ONA mnie nie obchodzi.
Wszystko fajnie, tyle, że był jeden problem. Za chuja nie mogłem wymazać JEJ obrazu twarzy ze swojej tępej głowy........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz