poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 14

 ,, I am a fucker ''

 ***Dylan***

[...] - Zostaw to! - Usłyszałem krzyk przyjaciela. Spojrzałem to na niego to na czarną skrzynię leżącą parę metrów ode mnie. W takich chwilach jak ta, trzeba myśleć szybko i racjonalnie a ja nie pomyślałem racjonalnie. Za wszelką cenę musiałem odzyskać te pieprzoną, gównianą, cholernie ważną skrzynkę.
- Dwie minuty! - Odkrzyknąłem. Ryk syren był coraz bliżej. Liczyła się teraz każda sekunda i najmniejszy mój błąd, mógł kosztować mnie życiem. Rozejrzałem się ostrożnie dookoła, chociaż i tak gówno widziałem. Najważniejsze, że miałem maskę na sobie. Gdzie nie gdzie przemykały promienie światła bijące z głównego holu, ale to mi nie przeszkadzało. Pokazałem Alanowi gestem dłoni, aby dołączył do chłopaków a ja tymczasem zrobię swoje. Krzyknął coś tam, że mam nie odpierdalać, że mnie nie zostawi, ale olałem to po czym ruszyłem biegiem przed siebie. Dwie minuty.
Nagle poczułem jak moje serce zaczyna bić szybciej a mój oddech przyśpiesza i staje się nierówny. Zachłysnąłem się powietrzem by po chwili zacząć pluć krwią. Mrugnąłem kilkakrotnie oczyma z nadzieją, że to nie jest to o czym myślę, ale kiedy tylko przejechałem dłonią po swoim brzuchu, moja ręka stała się czerwona. Tlen przychodził mi z trudem a grunt pod stopami stawał się co rusz kruchszy. Stanąłem. Stanąłem i nie wiedziałem co dalej ze sobą począć. Krzyki chłopaków odbijały się od ścian to tu to tam i ledwo docierały do moich uszu. Słyszałem piąte przez dziesiąte. Świat zawirował mi dookoła i chwilę potem nie stałem już na nogach, lecz leżałem na podłodze.
- Ty kretynie! - Mrugnąłem oczyma próbując odgadnąć, kto do mnie mówi, ale szczerze mówiąc to nie bardzo ogarniałem co się do diabła dzieje. Ostatni raz rozejrzałem się dookoła, ale ból był tak silny, że nie wytrzymałem. Straciłem przytomność. Zamknąłem oczy i nadzwyczajnie w świecie odpłynąłem, czując boże ukojenie. Właśnie zostałem postrzelony.... [...]

Otworzyłem oczy słysząc jakieś szelesty dookoła, które nie pozwalały mi dłużej spać i szybko tego pożałowałem. Alkohol w moim organizmie, uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Nigdy w życiu nie czułem się tak fatalnie jak teraz. Może to przez to, że tak dużo wypiłem? A może dlatego, że niedawno strzelił do mnie kutas w niebieskim mundurze? Prawdopodobnie maczał w tym palce również gram amfetaminy, który wciągnąłem z chłopakami. Chuj to jeden wie. Brzuch rozpierdalało mi od środka a serce nie biło w normalnym rytmie. Rozejrzałem się dookoła, nie pamiętając gdzie jestem i z kim. Nie przypominałem sobie tego pomieszczenia. Nie znałem go. Kremowe ściany na których były namalowane przeróżne zwierzęta, do tego świetnie dopasowany sufit koloru białego, kanapa znajdująca się niedaleko łóżka w którym właśnie leżałem, biurko przy oknie, gdzie leżał laptop i okno ozdobione pomarańczową firanką. Gdy już miałem z powrotem zamknąć oczy ze zmęczenia, właśnie wtedy dostrzegłem parę metrów dalej szatynkę. Długonogą szatynkę. Mimo tego, że była odwrócona do mnie tyłem oraz, że kręciło mi się w głowie, wiedziałem kim jest. Znałem ją. Tylko ona tak na mnie działała. Tylko ona mogła tak pobudzić moje ciało.
- Ross... - Szepnąłem próbując wstać, ale cały mój wysiłek poszedł na marne. Usłyszałem cichy płacz. Jej płacz. Nie widziałem dokładnie, ponieważ obraz miałem dość rozmazany, jednak jak już wcześniej wspomniałem, Ross, wyczułbym nawet w zupełnej ciemności.
- Nie wstawaj.. - Jęknęła spokojnym głosem. Drżała cała, ale za wszelką cenę nie chciała tego po sobie pokazać - Zaraz przyjadą po Ciebie..... - Mówiąc te kilka słów, nawet na mnie nie spojrzała. Tak jakby mówiła do kogoś innego. Nawet nie zwróciłem uwagi na słowa jakie wypowiedziała, gdyż przejąłem się tylko i wyłącznie tym, że była smutna.
- Dlaczego płaczesz?.. - Spytałem, chociaż dobrze znałem ku temu powód. Płakała zapewne przeze mnie. Znów namieszałem w jej życiu.
- To nic... - Otarła dłonią łzy i wreszcie na mnie spojrzała - Nic mi nie jest - Próbowała grać twardą, nie pokazać, że coś ją boli. Jednak jak wcześnie wspomniałem, to tylko gra, na którą bym nigdy w życiu się nie nabrał.
- Kłamiesz - Warknąłem. Może byłem naćpany, pijany i postrzelony, ale nie byłem idiotą za jakiego mnie miała.
- Michał.. - Szepnęła. Na samo jego imię dostawałem napadu wściekłości. Dorwę gnoja za to co jej zrobił - On.. Zerwał ze mną... - Nic więcej nie powiedziała, tylko otarła dłonią łzy i podeszła do wielkiej szafy stojącej niedaleko niej. Dopiero teraz przypomniało mi się co tak właściwie tu zaszło. Przyszedł tej sukinsyn i rzucił się na mnie. Wykorzystał fakt, że jestem ranny, chociaż dam sobie rękę uciąć, że nie miał pojęcia o tym, że jestem postrzelony. Każda część ciała pęka mi w pół i ledwo mogę wykonać jakikolwiek ruch. Przysięgam na wszystko, że kiedy tylko odzyskam siły, dopadnę go.
Wracając do Ross...Otworzyła drewniane drzwiczki z zamiarem wyciągnięcia czegoś, ale wtedy na podłogę wypadła czarna, skórzana kurtka. Moja kurtka. Nie wierzyłem własnym oczom. Pamiętam jak ją niedawno zgubiłem, ale nigdy w życiu bym nie pomyślał, że ona może ją mieć. Pierwsze co zrobiła dziewczyna to spojrzała na mnie zawstydzona, zażenowana a potem szybko wepchnęła ubranie z powrotem na miejsce w którym jeszcze chwile temu była - Zaraz Ci to wytłumaczę...- Zaczęła się jąkać. Zatrzepotałem gwałtownie rzęsami jakby wciąż do mnie nie docierało to co przed chwilą zobaczyłem. Już miałem jej odpowiedzieć, kiedy usłyszeliśmy jakiś strzał. Pukanie do drzwi. Dokładnie to walenie w nie pięściami.
- Nie otwieraj... - Syknąłem. Co jeśli to ktoś niebezpieczny i stanie jej się krzywda? Chuj ze mną, ale ona? Ona musi być bezpieczna. Nie jestem w stanie jej teraz obronić więc może być to dla niej niebezpieczne. Ale Ross jak to Ross, nawet mnie nie posłuchała. Wybiegła z pokoju udając się wprost do wyjścia i chwilę potem, wpuściła kogoś do środka. Słyszałem jakieś krzyki, groźby, ale nie mogłem zrozumieć kim był nowy gość. Wiem tyle, że na pewno był facetem. Nagle krzyk szatynki rozniósł się po całym domu. Wkurwiłem się i zacząłem powolutku wstawać, kiedy do środka wpadła jakaś męska postać. Zacisnąłem dłoń w pięść szykując się do walki, chociaż przegrałbym już po pierwszy uderzeniu, ale odetchnąłem z ulgą widząc, że to mój przyjaciel.
- Co Ty odpierdalasz?! - Wrzasnął trzaskając drzwiami. Zlustrował całe pomieszczenie od ściany do ściany i wreszcie przeniósł swój wzrok na mnie. Nie wyglądał najlepiej, ale w porównaniu do mnie, trzymał się zajebiście dobrze.
- Też się cieszę, że Cię widzę.. - Jęknąłem uśmiechając się lekko, na co tylko zacisnął pięść - Prawdę mówiąc myślałem, że będziesz szybciej.. - Wybuchnąłem śmiechem. Narkotyki dawały o sobie znać.
- Pokaż to ..- Warknął. Zbliżył się do mnie i spojrzał na moją ranę a raczej na opatrunek, który został mi zrobiony - Gdyby nie to, że jesteś ranny, dostałbyś po ryju.. Zabieram Cię stąd. David czeka na zewnątrz - Kiwnąłem porozumiewawczo głową. On natomiast chwycił mnie za ramię i pomógł  mi wstać na podłogę. Krzyknąłem z bólu.
- Możesz kurwa uważać?! - Szarpnąłem nim ostatkiem swoich sił. Żołądek zaczął płatać mi figle, przez co wzięło mnie na odruch wymiotny.
- Możesz kurwa się nie wiercić? Albo wymienić swój mózg na lepszy? - Prychnął. Przemilczałem to, zastanawiając się czy zaraz rzygnę. Zacząłem się śmiać, potem przeklinać i znów śmiać.
- Gdzie jest Ross?. - Wyrwało mi się. Naprężyłem swoje ciało i chwilę potem byłem gotowy, aby zmierzyć się ze światem.
- Na dole.. - Odparł chłodnym tonem głosu. Zmierzył mnie zaciekawiony moją reakcją, ale nic nie odpowiedziałem. Zacisnąłem tylko obie ręce i ruszyłem krok do przodu. Znów jedzenie, które dziś znalazło się w moim żołądku, poprosiło o drogę powrotną na powietrze.
- Zaraz zacznę rzygać... - Ostrzegłem go.
- Spróbuj tylko a wpierdolę Cię w sam środek Twoich wymiocin - Warknął. I wtedy to nastąpiło. W głowie mi się cholernie zakręciło a oddech w jednej chwili stał się nierówny. Zachłysnąłem się własnym powietrzem, następnie otworzyłem buzie i poczułem ulgę, kiedy jedzenie, które męczyło mnie w żołądku, wyleciało ze mnie na podłogę. Dokładniej to na biały dywan. Usłyszałem potok przekleństw z ust Alana, ale miałem to szczerze mówiąc w dupie. Pragnąłem się tylko położyć do łóżka i zasnąć na dobre kilkanaście godzin. Podkreślam, KILKANAŚCIE.
Kiedy już miałem wychodzić, szatynka weszła do środka z lekkim przerażeniem i smutkiem. Bała się. Bała się nas i chciała, abyśmy jak najszybciej opuścili jej mieszkanie.W dodatku widząc jak zrzygałem się na jej puchowy dywan, musiała mieć mnie serdecznie dosyć. Spojrzałem w jej oczy i poczułem jak dostaję porządnego liścia w twarz. Oczywiście to tylko taka przenośnia, bo w rzeczywistości na mnie ręki nie podniosła. Nie odważyłaby się.
- Do zobaczenia... - Szepnąłem wciąż patrząc w jej oczy. Znów poczułem chęć wymiotu. Nie odpowiedziała, wzrokiem uciekła gdzieś na ścianę i milczała czekając aż odejdziemy. Aż ja odejdę. Z pomocą Alana, wyszedłem na zewnątrz obiecując sobie w myślach, że już niebawem tu wrócę....

***Ross***

Kiedy opuścili mój dom, zaszyłam się we własnym pokoju, pogrążona we własnych myślach. Oczywiście najpierw posprzątałam bałagan jaki mi zostawił Dylan Cooper a następnie wskoczyłam do łózka gdzie dokładnie chwilę temu leżał. Przyłożyłam głowę do poduszki zaciągając się ostro powietrzem. Czułam zapach jego perfum. Poczułam jego zapach. Nie wytłumaczę Wam jak pachniał, ale była to mieszanka tytoniu, marychy, alkoholu i potu. Do tego mocna dawka jego perfum. Możecie pomyśleć, że to obrzydliwe, ale dla mnie takie nie było. Wręcz przeciwnie. Dziwnie się poczułam. Spodobało mi się. Sama nie zauważając kiedy to nastąpiło, wzięłam poduszkę do ręki i czule się w nią wtuliłam. Łza po łzie spływała po moim policzku. Potem zalała mnie fala wspomnień sprzed godziny. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że przed chwilą zostałam rzucona przez Michała. Nie docierało to do mnie pod żadnym względem i dlatego właśnie wzięłam po jakimś czasie do ręki telefon i wykręciłam numer swojego chłopaka. Przepraszam. Byłego chłopaka. Oczywiście nie odebrał ode mnie ani razu. Co się dziwić. Pierwszy raz był taki wkurwiony. Ku mojemu zdziwieniu, telefon sam zaczął mi dzwonić.
- Paula? - Odezwałam się, próbując brzmieć normalnie. Cokolwiek to znaczy. Nie zdziwił mnie jednak jej telefon. Pewnie martwiła się o to, dlaczego tak długo mnie tam nie ma. Nie miałam ochoty na rozmowę, ale wolałam to niż to, aby tu przyjechała i dawała mi morały.
- Możesz mi do cholery powiedzieć, co tutaj robi Twój chłopak?
- Michał?! - Wtrąciłam zaskoczona jej słowami.
- Michał? - Powtórzyła - Sam? I w dodatku pije wszystko co mu się da w rękę?!
- To nie mój chłopak.. - Szepnęłam po chwili namysłu - Zerwał ze mną.
- Co?! - Wybuchnęła zszokowana - Co Ty mówisz?!
- Pogadamy o tym potem... Dalej jesteście w barze?
- Tak.. Dlaczego...
- Zaraz będę - Rzekłam po czym się rozłączyłam. Może jest jeszcze jakaś szansa, aby wszystko mu wytłumaczyć? Może nie wszystko jeszcze stracone? Wstałam z łóżka na jednym tchu i szybko przebrałam się w jeansy, bluzę i trampki po czym wybiegłam z domu zamykając za sobą drzwi na zamek. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że poduszka którą przed chwilą trzymałam w ręku, teraz spadła na podłogę...
Oczywiście przed moim wyjściem wezwałam taksówkę, która wprost zawiozła mnie do wyznaczonego miejsca. Zapłaciłam dziesięć dolarów mężczyźnie i wylazłam na zewnątrz. Moją twarz owiało chłodne powietrze, które dobrze mi zrobiło. Zaciągnęłam się nim najmocniej jak umiałam i od razu wypuściłam wolniutko powietrze z płuc.
- Dasz radę Ross... - Szepnęłam dodając sama sobie otuchy. Otworzyłam drzwi do budynku wypełnionego mnóstwem ludzi i rozejrzałam się dokładnie dookoła. Nigdzie nie dostrzegłam swoich przyjaciół. Gdzie oni do licha są?
- Ross! - Usłyszałam ledwo co. Muzyka odbijała się od jednej ściany do drugiej. Za mną wyłoniła się Paulina, która gestem dłoni wskazała mi, abym za nią szła. Zrobiłam to i chwilę potem staliśmy przed barem, gdzie siedział Michał. Nawet na mnie nie spojrzał. W sumie to mnie nie zauważył - Idź.. - Szepnęła blondynka. Skinęłam głową i podeszłam do bruneta.
- Michał... - Dopiero teraz podniósł na mnie swój wzrok. Miał podkrążone oczy, był mocno wstawiony i wyglądał fatalnie. Był kimś kogo nie znałam.
- Zejdź... mi z oczu....- Wyjąkał podnosząc kieliszek do góry i pociągnął z niego łyka - Jeszcze jeden! - Krzyknął w stronę barmana.
- Proszę, nie pij już... Porozmawiajmy...
- Nie ma o czym..
- Błagam.. - Spojrzałam mu w oczy i poczułam jak się waha - Michał...
- Dobra.. - Przeklął  pod nosem i zaraz po tym wstał na nogi. Nie wyglądał najlepiej. Zachwiał się po pierwszym kroku. Chciałam mu pomóc, złapać go za ramię, ale nie pozwolił mi na to i odepchnął mnie od siebie. Z pięć minut później, staliśmy przed budynkiem. Wiał silny wiatr a ja nie byłam ciepło ubrana. Miałam na sobie zaledwie bluzę i letnie trampki. Modliłam się tylko, aby nie zaczął padać deszcz.
- Przepraszam... - Zaczęłam. Prychnął tylko pod nosem po czym wyciągnął z kieszeni spodni paczkę fajek. LM niebieskie. Zdziwiłam się bo przecież on nigdy nie popalał. Nienawidził zapachu tytoniu tak samo bardzo jak ja - Palisz? - Spytałam wreszcie.
- A nie widać?
- Myślałam, że..
- Nie myśl - Wtrącił. Pierwszy raz był dla mnie taki niemiły. Nawet jak jeszcze nie byliśmy razem i się czasem kłóciliśmy, to okazywał do mnie dobre nastawienie. Nie tak jak teraz.
- Nie bądź na mnie zły....
- Coś jeszcze? - Rzekł zaciągając się mocno dymem, który po kilku sekundach, zapełnił jego płuca.
- Nic mnie z nim nie łączy...
- Przysięgasz, że nigdy w życiu do niczego między Wami nie doszło?! - Wrzasnął waląc pięścią w ścianę. Teraz po raz pierwszy spojrzał mi w oczy. Już chciałam powiedzieć, że nie, ale przypomniałam sobie scenę w parku gdy mnie pocałował. Jasna cholera! - No?! Słucham?!
- Nie mogę.. - Jęknęłam spuszczając głowę w dół.
- Nie możesz? - Zaśmiał się. Pokręciłam przecząco głową - Czyli jednak miałem rację. Idiota ze mnie.
- To nie tak! Nic do niego nie czuję! Nie lubię go!
- Więc dlaczego mam wrażenie, że jest inaczej?
- Parę dni temu.. Wtedy przed moim porwaniem, on... Pocałował mnie..
- Pocałował? - Warknął - I nic mi o tym nie powiedziałaś?!
- Nie chciałam, abyś był zły! Michał, kocham Cię..
- Wiesz co? Nie obchodzi mnie to dlaczego on dziś u Ciebie był, ale nie wybaczę Ci tego, że mnie okłamałaś i wybrałaś tego idiotę...
- Michał.. - Wtrąciłam.
- Nie przerywaj mi! - Warknął - I lepiej, abyś zrozumiała to co Ci teraz powiem. Między nami koniec. Nie chcę być dłużej Twoim chłopakiem i nie zamierzam się z Tobą dłużej przyjaźnić - Spojrzał na mnie, wyrzucił spaloną fajkę do śmietnika i ruszył w stronę drzwi.
- Dokąd idziesz? - Szepnęłam czując jak zaraz się rozpłączę.
- Daleko od Ciebie! - Krzyknął i chwilę potem zniknął. Poczułam się jakby ktoś dźgnął mnie nożem. Pomogłam Cooperowi i przez to straciłam chłopaka. Michał nigdy mi tego nie wybaczy.
Chciałam wrócić do domu, kiedy przybiegła do mnie Paulina i zaczęła mnie o wszystko wypytywać. Opowiedziałam jej dokładnie całą moją historię a ona pokiwała przecząco głową i nakazała mi iść znów pogadać z Michałem. Odmówiłam. Wiedziałam, że on nie chce mnie znać. Pożegnałam się z nią i wróciłam do mieszkania. Mamy auto stało pod domem więc, nie byłam sama. Słyszałam dwa głosy dochodzące z kuchni. Zaciekawiona tym z kim rozmawia moja mama, podeszłam tam i kiedy chciałam się przywitać, usłyszałam coś czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała.
- Nigdy Ci tego nie wybaczę.. - Jęknęła moja rodzicielka stłumionym głosem. Schowałam się za szafkę i nadsłuchiwałam chociaż wiem, ze nie powinnam tego robić.
- Przecież wiesz, że to był tylko ten jeden raz.. Kocham Cię!
- I właśnie dlatego poszedłeś z tą blondyneczką do łóżka?! Tak okazujesz mi miłość?!
- Proszę, wiesz, że zależy mi tylko na Tobie! - Wrzasnął waląc pięścią w stół.
- To niemożliwe... - Szepnęłam wchodząc w głąb pomieszczenia - Niemożliwe...
- Ross.. - Pierwsza odezwała się mama. Spojrzałam to na nią to na ojca. Oboje byli bardzo wystraszeni moją obecnością.
- Zdradziłeś mamę.. - Ciągnęłam - Zdradziłeś ją?!
- Daj mi to wytłumaczyć...
- Teraz już wszystko rozumiem... - Machnęłam ręką po czym uciekłam do pokoju. Drzwi zamknęłam na klucz nie chcąc wpuścić nikogo z nich do środka. Od razu weszłam do łazienki wziąć prysznic a następnie wróciłam do pokoju kładąc się do łóżka. Podniosłam z ziemi poduszkę, gdyż nie miałam na czym spać i od razu się w nią wtuliłam. Zacisnęłam dłoń na środku białej poszewki czując wciąż ten zapach. Był jak lekarstwo na wszystko. Wtuliłam się w poduszkę jeszcze bardziej i zasnęłam po raz ostatni zaciągając się zapachem jaki z siebie wydawała.. Łzy spływały po moim policzku jedna po drugiej.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz