Rozdział 13
,, I am a fucker ''
Przez następny cały tydzień, nie miałam kontaktu z Dylanem i z żadnym jego kolegą. Nie wiedziałam co się z nim dzieje i dlaczego nie chodzi do szkoły. Ciągle myślałam o tym, że jest adoptowany i kim musi być ten jego cały opiekun Rick, skoro Dylan wyrósł na takiego bandytę. Może sam jest przestępcą? I jak się poznali z Alanem? Bardzo mnie to ciekawiło. To była moja najgorsza wada. Ciekawość. A przecież to pierwszy stopień do piekła. Paulina zaczęła zauważać moje dziwne zachowanie i nawet dopytywała się o co chodzi. Unikałam tego tematu jak tylko mogłam. Co niby miałam jej powiedzieć? Że dziwnie się czuję bo nie wiem co się dzieje z Cooperem? Zabiłaby mnie, gdyby się o tym dowiedziała. Ona go nienawidzi z całego serca i przecież ja też go nienawidzę. To mój wróg numer jeden. I to się nie zmieni. A przynajmniej nie powinno się zmienić. Tak samo w dalszym ciągu nie wiem co z moimi rodzicami. Mama już co prawda tak często nie płacze jak wtedy, ale jednak czasem przyłapię ją jak jest w rozsypce. Ojca nie wiedziałam od tamtego czasu i dalej mi wmawiano, że jest w jakieś tam podróży biznesowej swojego szefa. Nie wierzyłam w to. Przestałam w to wierzyć, kiedy spytałam się mamy jak długo jeszcze ojca nie będzie a ona odpowiedziała mi, że ma nadzieję, że bardzo długo. Wtedy coś dało mi do myślenia. Może coś mu się stało? Ale wtedy przecież mama siedziałaby w szpitalu a nie w domu... Postanowiłam, że sprawdzę tą sytuację...
Tego dnia coś się jednak wydarzyło. Był piątek. Lekcje jak zawsze dobiegły końca a mój chłopak miał już kilka planów w zanadrzu. Chciał zabrać mnie do kina, jednak nie miałam na to ochoty. Nie myślcie sobie, że go unikam czy coś. Wcale tak nie jest! To, że kilka dni temu zwątpiłam w miłość, to nie oznacza, że dalej tak myślę. Kocham go i chcę być w dalszym ciągu jego dziewczyną.
- To co? O siedemnastej? - Spytał, kiedy podeszliśmy do jego samochodu. Wracałam dziś z nim do domu, ponieważ Pauliną zajął się Diuk. Byli od kilku dni parą co trochę mnie bawiło bo bardzo się od siebie różnili. Ogień i woda normalnie.
- Nie bądź zły, ale mam już plany...
- Plany? - Zdziwił się - Jakie?
- Pamiętasz jak opowiadałam Ci o moim ojcu? No więc dalej nie wrócił do domu a mama jest w coraz gorszym stanie. Chcę się trochę przyjrzeć tej sprawię.
- Ross, a może Twój ojciec ma kogoś inne...
- Nie! - Wtrąciłam mu szybko, aby nie dokończył tego zdania - Nigdy by nie zdradził mamy. Bardzo ją kocha i wiem, że by tego nie zrobił. Znam go...
- Więc dlaczego zniknął? - Dalej drążył ten temat.
- Nie wiem.. - Wzruszyłam rozczarowana ramionami - Ale się dowiem...
- Mam propozycje - Posłał mi ciepły uśmiech po czym złapał moje ramiona i mocno mnie do siebie przyciągnął. Dostrzegłam, że kilka dziewczyn się na nas patrzy w niezadowoleniu. Dalej mają nadzieję, że zerwiemy. Dobre sobie. Mogą tylko pomarzyć.
- Jaką?
- Dziś pójdziemy się rozerwać...
- Michał.. - Znów mu przerwałam.
- Pójdziemy się rozerwać... - Powtórzył ze zmrużonymi powiekami - A od jutra pomogę Ci w poszukiwaniu Twojego ojca. Ross, skarbie.. Przyda Ci się chwila przerwy. Dużo przeszłaś w tym tygodniu i potrzebujesz rozrywki...
- Może masz rację.. - Jęknęłam. Tak. To dobry pomysł - Ale do kina nie idziemy. Nie mam na to ochoty. Możemy iść do baru potańczyć.
- Super! - Krzyknął po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Wciąż nie przypominał tego jakim obdarował mnie Dylan Cooper i to mnie smuciło najbardziej...
Gdy wróciłam do domu, nikogo w nim nie było. Mama była jeszcze w pracy, więc miałam chwilę dla siebie. Odłożyłam torbę z książkami do swojego pokoju a potem wkradłam się do sypialni rodziców i zaczęłam już swoje śledztwo. Nie mogłam czekać do jutra. Musiałam się dziś dowiedzieć choćby najmniejszej rzeczy. Po prostu musiałam.
Grzebiąc w ich szafie, w moje ręce wpadł mały karton wypełniony wieloma kopertami i jakimiś listami. Wiem, że nie powinnam tego przeglądać, ale jak już wcześniej wspomniałam, jestem ciekawska i musiałam wreszcie poznać prawdę. Moją uwagę najpierw przykuła biała, duża kartka, wypełniona wielkimi drukowanymi literami.
,, KOCHANIE, PROSZĘ... WYBACZ MI! ''
Kolejna kartka była taka sama i kolejna i kolejna. Więc pokłócili się. Musieli się o coś pokłócić, tylko o co? Wyciągnęłam z kieszeni telefon i po raz chyba setny w tym tygodniu, zadzwoniłam do ojca. Nie odbierał. Nie zaskoczyło mnie to zbytnio, więc napisałam do niego wiadomość, że musimy się pilnie spotkać. Karton odłożyłam na miejsce po czym wróciłam do swojego pokoju. Zadzwoniła do mnie Paulina. Była strasznie przybita i płakała. Nie wiedziałam o co chodzi, więc kazałam jej natychmiast do siebie przyjechać. Stała w drzwiach piętnaście minut później. Pojechałabym sama do niej, ale no nie miałam samochodu ani prawa jazdy.
- Co się stało?! - Zaatakowałam ją, kiedy stanęłyśmy twarzą w twarz - Ten idiota Ci coś zrobił?!
- Nie.. - Jęknęła - Moi rodzice.... Oni....Walczą o mnie...
- To chyba dobrze? - Zdezorientowałam się.
- Nie! Ojciec po rozwodzie wyjeżdża do Niemiec! Jeżeli wygra sprawę w sądzie, zabierze mnie ze sobą...
- Żartujesz.. - Szepnęłam zakrywając usta dłonią - Przecież to jakieś dwa tysiące kilometrów stąd...
- Już nigdy bym tu nie wróciła... - Rozpłakała się. Nie wiedziałam co zrobić, jak ją pocieszyć - Sprawa rozwodowa jest w przyszły wtorek.. - Czyli dokładnie za cztery dni. Niech to szlag.
- Tylko nie to.. Nie pozwolę na to!
- Nie chcę wyjeżdżać...- Histeryzowała - Nie chcę!
- Spokojnie.. Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię.. Michał też nie... - Przytuliłam ją i dodałam otuchy aż wreszcie trochę się ogarnęła. Otarła dłonią łzy, jakby wstydziła się nagłego wybuchu płaczu.
- Przepraszam... nie powinnam...
- Daj spokój. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Możesz na mnie liczyć...
- A jak tam Twoi rodzice? - Wtrąciła, aby zmienić jak najszybciej temat. Mruknęłam coś pod nosem i wbiłam wzrok w podłogę. Nie miałam ochoty na rozmowę na ten temat.
- Nie wiem - Wzruszyłam smętnie ramionami - Ojciec się do mnie nie odzywa a mama wciąż mnie okłamuje...Dziś znalazłam listy od niego do mamy, gdzie ją przepraszał i błagał o wybaczenie - Spojrzałam na nią i wiedziałam co chce powiedzieć - Nie! To nie może być prawda...
- A co jeśli tak? Co zrobisz?
- Nie wiem... Nie myślałam o tym i nie będę jak na razie - Posłałam jej lekki uśmiech - A jak tam Diuk? Widzę, że dobrze się Wam układa..
- Tak jak Tobie i Michałowi - Parsknęła - Chociaż wiem, że coś się stało..
- Ostatni raz Ci mówię, że wszystko w porządku.
- Jasne.. Nie wierzę Ci. Przyjaźnimy się, tak? Więc teraz mów prawdę! Ja Ci powiedziałam od razu, że przespałam się z Diukiem..
- Dobra.. Niech Ci będzie...- Wróciłam wspomnieniami do dni, w których spotkałam się z Cooperem. Przełknęłam głośno ślinę na samą myśli o nim.
- Więc? - Nalegała zniecierpliwiona.
- Pocałował mnie.. - Szepnęła wreszcie.
- Kto? - Zdziwiła się - Kto Cię pocałował? Michał?
- Nie...
- Więc kto?
- Dylan.. Dylan mnie pocałował..
- Co?! - Zachłysnęła się własnym powietrzem. Kiwnęłam potwierdzająco głową, aby wiedziała, że dobrze usłyszała - Żartujesz, prawda?
- Nie...
- Kiedy?! Jak?! Gdzie?!
- Wtedy co dzwonił do Ciebie.. Spotkałam go w parku i zaczęliśmy się kłócić - Przed oczyma pojawiła mi się broń jaką we mnie wycelował - Pojawili się policjanci, więc wykorzystał mnie, aby go nie poznali i no...
- Co za dupek!
- Ta.. - Prychnęłam.
- Michał wie?
- Co?! nie!
- Dlaczego? - Zdziwiła się - Powinien wiedzieć!
- I co dalej? Znów by go uderzył i znów skończyłby ze złamaną ręką, albo tym razem z nogą...Daj spokój. Ten pocałunek nic nie znaczył i więcej się nie powtórzy..
- Mam nadzieję! - Wrzasnęła mocno wkurwiona - Jak on mógł?! Co dziwniejsze.. Umie się w ogóle całować? - Skrzywiła się wypowiadając te słowa. Oj umie, umie. I to bardzo dobrze. Odwróciłam się do niej tyłem i nalałam sobie soku wiśniowego do szklanki. Nim odpowiedziałam, przejechałam koniuszkami palców po swoich wargach - Ross, wszystko w porządku?
- Tak... Całuje jak idiota - Parsknęłam. Musiałam skłamać.
- Pewnie dalej czujesz te jego obleśnie usta na swoich. Blee!
- Taaa... Blee! - Zaśmiała się a ja do niej dołączyłam. Potem udaliśmy się do mojego pokoju. Ustaliłyśmy, że razem idziemy do baru. Ja z Michałem a ona z Diukiem. Zgodziłam się też jej pożyczyć ciuchy i kosmetyki, aby nie musiała wracać z powrotem do domu i oglądać swoich rodziców. Dla przyjaciół wszystko. Napisałam wiadomość do chłopaka, żeby był przed dwudziestą pod moim domem. Zgodził się od razu, nawet nie pytając dlaczego Paula jest ze mną.
- Tak? - Odezwałam się, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Paulina była w tej chwili w łazience i brała prysznic. Ku mojemu zaskoczeniu numer był prywatny. Komuś się coś pomyliło czy jak? Właśnie zapinałam sukienkę na ostatni guzik. Byłam już gotowa do wyjścia a ostatnią rzeczą jaką musiałam jeszcze zrobić, to poprawić czerwoną szminkę na ustach.
- Ross? - Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki. To niemożliwe. Znałam ten głos. Nagle zaczęłam się ni stąd ni zowąd trząść a serce zaczęło bić szybciej i w nierównym tempie. Sparaliżowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam jak się zachować i co robić - Odezwij się.... - Jego głos brzmiał jakoś inaczej. Miał chrypkę i dyszał ze zmęczenia co chwilę. Zaniepokoiłam się tym telefonem.
- Dylan.. - Szepnęłam wreszcie. W tej chwili było tylko na tyle mnie stać. I tak to cud, że chociaż wypowiedziałam to jedno słowo.
- Musisz mi pomóc.. - Milczałam. On potrzebuje ode mnie pomocy? Dobre sobie. Prędzej umrę niż mu pomogę - Błagam... - W tle usłyszałam ryk syren policyjnych. Wiedziałam, że miał kłopoty i to poważne.
- W jaki sposób? - Wreszcie się ocknęłam.
- Mogę do Ciebie przyjechać? Przechowasz mnie przez kilka godzin?..
- Co? - Zatrzepotałam gwałtownie rzęsami - Oszalałeś?!
- Ross.. Tylko na Ciebie mogę liczyć... - Chwilę stałam jak słup, analizując w głowie jego słowa, ale ostatecznie się zgodziłam.
- Dobra. To o której będziesz? - Miał szczęście, że mojej mamy jeszcze nie było. Miałam nadzieję, że w ogóle nie wróci jak on tu będzie.
- Dziesięć minut - Rzekł po czym się rozłączył. W tym samym czasie do pomieszczenia weszła Paulina, wycierając ręcznikiem swoje długie, blond włosy. Była prawie gotowa do wyjścia, tylko musiała jeszcze się zmierzyć z suszarką do włosów.
- Kto dzwonił? - Spytała i usiadłam w fotelu zakładając noga na nogę. Kurwa, zapomniałam, że ona tu jest. I co teraz?
- Nikt ważny...
- Czyli kto? - Uśmiechnęła się. Wiedziałam, że z nią nie wygram bo przecież gdybym jej nie powiedziała to za dziesięć minut by stała twarzą w twarz z Cooperem.
- Dylan.. - Szepnęłam z nadzieją, że nie usłyszy.
- D Y L A N ? - Powtórzyła zszokowana moimi słowami. Nadzieja matką głupich. Kiwnęłam głową - Czego chciał...?
- Poprosił mnie o pomoc.
- Co? - Wybuchnęła wielkim śmiechem - Mam nadzieję, że odmówiłaś.
- No wiesz...
- Ross?! Odmówiłaś, prawda?!
- Nie - Wzrok wbiłam w podłogę, aby nie patrzyć na jej srogą twarz.
- Oszalałaś czy co?!
- Zrobiło mi się go żal! Musiałam mu pomóc! Co byś zrobiła na moim miejscu?!
- Kazałabym mu spadać! Zapomniałaś co Ci dużo razy zrobił?! Jak zamknął Cię w schowku, albo jak Cię porwał?! Naprawdę jesteś głupia!
- Pomogę mu a potem raz na zawsze się ode mnie odczepi! Przemyślałam to! Potem nie bedę mieć już z nim żadnego kontaktu!
- Tak? A co powiesz Michałowi? Przecież za dwadzieścia minut ma tu być.
- Właśnie w tym mi pomożesz...
- Co? Nie. Zapomnij. Mnie w to nie mieszaj.
- Paaaaula! - Podbiegłam do niej po czym mocną ją przytuliłam. Po chwili zgodziła się, ale musiałam bardzo się postarać, aby ją namówić. Wysuszyła sobie włosy i opuściła moje mieszkanie udając się do Michała i Diuka. Zadzwoniłam do niego, że dołączę potem bo muszę pomóc w czymś mamie. Zgodził się niezadowolony, ale się zgodził. Ja tymczasem siedziałam przy stole i czekałam. Serce z każdą sekundą biło mi jeszcze bardziej. Wreszcie usłyszałam ryk silnika pod domek i chwilę potem, ktoś zaczął pukać do drzwi. Przez kilka minut siedziałam nieruchoma, zastanawiając się czy dobrze robię pomagając mu, ale wreszcie wstałam i ruszyłam do drzwi - O mój boże... - Zakryłam usta dłonią widząc osobę po drugiej stronie framugi. Nigdzie jednak nie widziałam jego samochodu. Chłopak stał oparty o ścianę a jedną ręką trzymał się za brzuch.
- Pomóż mi.... - Szepnął i jęknął z bólu. Był postrzelony i pijany. Ledwo trzymał się na nogach. Jasna cholera.
- Co mam zrobić....?
- Połóż mnie gdzieś.... - Kiwnęłam głową i wciągnęłam go do środka mieszkania po czym położyłam go w swoim pokoju na łóżku. Wolałam być ostrożna, jakby mama jednak wróciła.
- Jesteś ranny... - Nie odpowiedział. Zamknął tylko oczy i zasnął. Co mam zrobić?! Zadzwonić do szpitala po karetkę?! ale wtedy policja też przyjedzie. Nie! Nie. Ross, myśl dziewczyno! Wtedy wpadłam na pewien pomysł. Przecież miałam wyrobiony kurs pierwszej pomocy. Mama kiedyś była pielęgniarką, więc nie jest aż tak źle. Wyciągnęłam z kuchni z szafki, małą apteczkę i zajęłam się Dylanem. Podwinęłam czarną, uwaloną krwią koszulkę do góry i aż zachłysnęłam się powietrzem. Był mocno ranny, ale kuli w środku nie było. Chociaż tyle dobrze. Owinęłam go bandażem, bo nic innego nie miałam i mocno to ścisnęłam. Byłam tak zszokowana jego stanem, że nawet nie myślałam racjonalnie. Wiedziałam, że nie powinnam tak robić, ale i tak dobrze, że chociaż coś zrobiłam, prawda?! Krew po jakimś czasie przestała lecieć. Wróciłam do kuchni po zimny okład, który położyłam na jego czole i przykryłam go swoją kołdrą. Pachniał tak cudownie! Gdy chciałam wyjść z pomieszczenia, poczułam jak ściska moją dłoń. Przebudził się.
- Zostań... - Szepnął z lekko otwartymi oczami.
- Po co? Prześpij się... - Prawdę mówiąc nie chciałam być z nim sam na sam. W jego towarzystwie nie czułam się dobrze, zresztą nie ufałam mu.
- Już jest dobrze... - Spojrzał na swój opatrunek i lekko się uśmiechnął. Czułam się nieswojo. Nie znałam go od tej strony i nie przyzwyczaiłam się do tego, że jest dla mnie miły.
- Spoko - Wzruszyłam ramionami. Chciałam zapytać co się stało i dlaczego jest ranny, ale wiedziałam, że mi nie odpowie. Dylan Cooper to wielka, gówniana tajemnica.
- Jesteś cudowna... - Bredził. Dopiero teraz poczułam odór alkoholu z jego ust. Zrobiło mi się niedobrze.
- A Ty jesteś mocno wstawiony, więc nie rozmawiajmy ze sobą.. - Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ross?
- Ta?
- Masz słodkie usta. Ciągle myślę o tym pocałunku..... - Szepnął po czym zamknął oczy i znów zasnął. Zaczął dzwonić jego telefon, ale on ani drgnął. Walczyłam sama ze sobą by do niego nie podejść, ale to było silniejsze ode mnie.
- Idiotka! - Szepnęłam sama do siebie. Zbliżyłam się do niego i z kieszeni spodni wyciągnęłam jego telefon. Na wyświetlaczu był pokazany Alan. Kurwa mać. Odebrać? Jeżeli nie odbiorę to będą go szukać a jak odbiorę to możliwe, że tu przyjadą. Niech to szlag wszystko trafi! - Hallo? - Wreszcie to zrobiłam.
- Z kim mówię? - Warknął.
- Z Ross... Ross Evans..
- Skąd masz telefon Dylana?!
- To mało ważne. Twój przyjaciel jest u mnie w domu, w moim pokoju. Jest ranny i potrzebuje pomocy. Owinęłam jego ranę bandażem, ale to tylko kwestia czasu aż dostanie krwotoku. Trzeba mu jak najszybciej pomóc...
- Jak on się tam...
- Potem to wyjaśnię. Pomożesz mu?
- Zaraz tam będę - Powtórzył warkniecie i się rozłączył. Skąd on wie gdzie mieszkam? Czy oni wszyscy mają wmontowane GPS? Odkładając mu telefon z powrotem, z kieszeni na podłogę wypadło kilka woreczków zapełnionych marychą i heroiną. Jasna cholera. Czy on to brał? Nie miałam pojęcia w jakim jest teraz stanie. Niech ten jego pieprzony kolega się pośpieszy! Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Tak szybko? - Biegiem ruszyłam do wyjścia z nadzieją, że to on. Otworzyłam drzwi na oścież i zamarłam - Michał... - Szepnęłam przerażona.
- Co się dzieje?
- Mówiłam, że pomagam mamie...
- Wiem, że Twojej mamy tu nie ma - Warknął i wszedł do środka - O co chodzi? Mów prawdę.
- Ja... - Usłyszeliśmy jak coś zleciało na podłogę. Spojrzał na mnie po czym ruszył do mojej sypialni - Michał, stój! - Błagałam, ale nie słuchał. Czułam jak robi mi się słabo. Wleciał do środka i stanął jak głaz. Dłoń zacisnęła mu się w pięść a oddech stał się nierówny.
- CO ON TU KURWA ROBI?! - Warknął wkurwiony.
- Wszystko Ci wytłumaczę... Proszę.. Uspokój się!
- Pomagasz mamie, tak!? - Wrzasnął. Zlustrował Dylana całego od stóp do głowy i wybuchnął śmiechem.
- Michał, błagam...
- Nie odzywaj się więcej do mnie...
- Co robisz?! - Spytałam, kiedy zaczął się do niego zbliżać.
- Wyrównuję rachunki - Złapał chłopaka za ramię po czym zrzucił go na podłogę.
- Zostaw go! - Wskoczyłam na niego, jednak odepchnął mnie tak mocno, że aż sama zleciałam. On natomiast wymierzył dużego kopa w brzuch Dylana. Tamten zawył z bólu. Gwałtownie otworzył oczy i złapał się za ranę postrzału.
- Michał! Przestań! - Ale on nie odpowiadał tylko wymierzał Cooperowi kolejne strzały.
- Już .... nie... żyjesz... - Syknął szatyn zwijający się z bólu.
- Zabijesz go! - Nagle Michał przestał. Spojrzał na mnie a potem na niego i znów na mnie.
- Między nami koniec.. - Warknął i wyszedł. Poczułam jak ktoś wbija mi nóż w plecy. Cała zadrżałam i lekko zakręciło mi się w głowie. To nie może być prawda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz