wtorek, 5 maja 2015

,, I am a fucker ''

Rozdział 7

W dalszym ciągu byłam cała roztrzęsiona. Z każdym przejechanym kilometrem, docierało do mnie to, że o mało nie zostałam sprzedana jako dziwka. Nigdy w życiu nikt mnie tak nie upokorzył jak ten dupek Dylan Cooper. Nikogo na świecie nienawidzę tak bardzo jak właśnie jego. Co on sobie myślał? Przecież za to grozi mu kilka lat. Zresztą po jego gadce czy zachowaniu, wnioskuję, że już wcześniej robił takie interesy. Skurwiel znał się na rzeczy. Pięćdziesiąt kafli za mnie? Bo jestem dziewicą? No to są jakieś cholerne jaja. Za kogo ten bufon się ma?! Od nadmiaru złości, postanowiłam zjechać na pobocze po przejechaniu dobrych sześćdziesięciu kilometrów. Prawdę mówiąc to się zgubiłam. Nie znałam tej drogi ani części miasta a przecież Las Vegas jest bardzo duże. Oparłam głowę o kierownicę i oddychałam nierówno. Oddech jeszcze mi się nie unormował. Wciąż trzęsłam się jak galareta. Ten obleśny typ dotykał moich ust, macał mnie.... Bóg jeden wie co by ze mną zrobił jakbym weszła w jego posiadanie. 
Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie sterta guzików. Co do czego służy? Sieta faka!
- Spokojnie Ross.. Dasz radę .. - Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Wybuchnęłam. Uderzyłam pięścią w kierownicę. Co ja plotę?! Oczywiście, że nie dam rady. Nie dam! Jestem na jakimś uboczu i to w dodatku sama i mam auto Dylana Coopera, który mnie poszukuje i który mnie zabije kiedy tylko wpadnę w jego ręce. Już po mnie. Kolejny raz uderzając tym razem w jakiś przycisk, otworzył się mały schowek. Mój telefon znajdował się w środku. Ucieszyłam się jak głupia. Od razu wzięłam go do ręki i włączyłam. Kilka nieodebranych połączeń od Pauliny i Michała i osiem wiadomości. W tym dwie od rodziców. No świetnie. Paulina pisała, że nie wybaczy mi tego iż ją wystawiłam a Michał był zmartwiony tym, że ani razu nie odebrałam. Z kolei mama dopytywała się, kiedy mam zamiar wrócić. Także się bardzo bała. Pierwszą osobą do jakiej się odezwałam, był Michał. Rodziców nie chciałam martwić. Ojciec wpadłby w szał jakby poznał prawdę o tym zdarzeniu.
- Ross? - Usłyszałam po drugiej stronie telefonu.
- Michał.. - Szepnęłam roztrzęsionym głosem. Sama nie przypuszczałam, że aż tak mi się załamał.
- Ross! Gdzie Ty do licha jesteś! Dochodzi osiemnasta a Ciebie nigdzie nie ma! Wiesz jak się martwię?!
- Michał, błagam.. przyjedź po mnie...
- Skarbie, co się stało? Płaczesz?..
- Potrzebuję Twojej pomocy...
- Gdzie jesteś?! Zaraz będę...
- Ja.. Nie mam pojęcia gdzie jestem... - Rozejrzałam się dookoła. Tabliczka naprzeciwko mnie wskazywała, że znajduję się dwadzieścia pięć kilometrów od restauracji Bielsów.
- Wiem gdzie to, tylko jakim cudem się tam znalazłaś? To sto dwa kilometry od Twojego domu....
- Proszę, przyjedź.. - Szepnęłam pozwalając by łzy zalały moje oba policzki.
- Będę jak najszybciej. Masz możliwość dostania się do Bielsów?
- Tak..
- To spotkamy się tam za około półtora godziny. Jadę po Ciebie... Ross?
- Tak?..
- Kocham Cię. Wszystko będzie dobrze - Mruknął czule po czym się rozłączył. Ja natomiast z powrotem odpaliłam to cudeńko i ruszyłam z piskiem opon w stronę wyznaczonego miejsca. Droga zajęła mi dwadzieścia minut. Dwa razy stałam na czerwonym świetle, ale nie poddałam się. Nie teraz. Na miejscu wykręciłam numer ojca i poinformowałam go, że złapałam gumę w aucie Pauliny bo przecież ja swojego nie miałam i powiedziałam, że się spóźnię. Wkurzył się gdyż za godzinę miałam przyjść z Michałem na kolację, ale obiecałam, że jutro go przyprowadzę. Dziś jest piątek więc jutro wolne. Zgodził się pod warunkiem, że mój chłopak będzie u nas na śniadaniu a nie kolacji. Potaknęłam niechętnie. Następnie moją uwagę znów przykuła sterta guzików. Nagle coś zaczęło dzwonić. Spojrzałam na malutki ekranik naprzeciwko mnie. ,,Roksana '' .  Świeciła się także zielona słuchawecza oraz czerwona. O buziunio. To cacko posiada funkcję wideo rozmowy? Odruchowo wcisnęłam tą zieloną.
- Halo? - Powiedziałam zastanawiając się kto to może być. Ciekawość zżerała mnie od środka. Kto może chcieć rozmawiać z takim idiotą jak Cooper?
- Dylan? - Rozbrzmiał damski głos po całym samochodzie - Skarbie, wszystko gra? Dlaczego Twoje auto znajduje się w Milton? Co Ty tam robisz? - Cisza. Nie odzywałam się. Nie wiedziałam co powiedzieć - Dylan?! - Warknęła - Znów sobie ze mną pogrywasz?  - Wtedy wpadłam na genialny pomysł. Skoro ta laska po drugiej stronie słuchawki powiedziała do Dylana ,, skarbie '' to musiała być jego dziewczyną. Przypomniałam sobie tą laskę z baru, kiedy to opijałam urodziny Pauliny. No proszę. Czas się zabawić. Otarłam dłonią parę kropel łez i wzięłam głęboki oddech, wolniutko wypuszczając powietrze z płuc.
- Przepraszam, ale Dylanek nie może teraz rozmawiać. Jest zajęty czymś innym - Zachichotałam sztucznie. Miałam nadzieję, że sobie pomyśli iż uprawia właśnie ze mną seks.
- Kim jesteś? - Warknęła.
- A Ty? Ja jestem narzeczoną Dylana - Skłamałam. Narzeczoną? Aż sama chciałam wybuchnąć śmiechem. Nigdy w życiu nawet nie byłabym dziewczyną tego dupka. Nie po dzisiejszym zdarzeniu.
- Narzeczoną? - Wyczułam w jej głosie niedowierzanie.
- Nie będę się powtarzać. Już wiesz co chciałaś wiedzieć. Teraz Ty mów po jaką cholerę dzwonisz do mojego ukochanego?
- Przekaż swojemu Dylakowi, że jak go dopadnę to jest już trupem i Tobie też radzę się chować. Oboje już nie żyjecie - Syknęła po czym się rozłączyła. Wybuchnęłam wielkim śmiechem. Co za idiotka. Teraz widzę, że świetnie do siebie pasują. Pan idiota i pani idiotka.
Moją uwagę przykuł naszyjnik zawieszony tuż nad lusterkiem. Złoty z krzyżykiem. Wyglądał cudownie. Poczułam jak zgłodniałam. Niestety nie miałam pieniędzy. Ku mojemu zaskoczeniu, tuż przy kierownicy leżał czarny, wypchany portfel. Otworzyłam go ciekawa co znajduję się w środku i nie mogłam wyjść z zachwytu. W środku znajdowało się pełno banknotów dwustu dolarowych. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej sumy na żywo.
- O kurwa.. - Jęknęłam. Wiem, że nie powinnam, ale byłam strasznie głodna więc wyciągnęłam dwieście dolarów i opuściłam pojazd udając się do restauracji obok. W środku zamówiłam sobie dużego hamburgera, dwie porcje frytek, kubek pepsi, dużego loda i małego kebaba. Możecie się dziwić, ale dla mnie to normalne. Zawsze kiedy umieram z głodu, jestem wstanie tyle zjeść. Czasem nawet o wiele więcej. Jedząc, coś mi zaświtało w tej pustej makówce. Skąd niby ta czarna żmija, wiedziała, że auto Coopera jest w Milton? Czyżby mnie śledzili? Ale to przecież niemożliwe bo telefon i portfel tego bufona miałam ja. Dlaczego ta myśl nie dawała mi spokoju? Przestraszyłam się z tym śledzeniem. Szybko dokończyłam swoją kolację i wybiegłam na zewnątrz. Uff, uspokoiłam się kiedy nie zobaczyłam niczego podejrzanego. Wtedy na parking wjechało czarne BMW mojego chłopaka. Uradowana tym iż jestem bezpieczna, czym prędzej pobiegłam w tamtą stronę. Michał od razu wyszedł z pojazdu i mocno mnie do siebie przytulił.
- Ross! Wyglądasz koszmarnie.. Co sie u licha stało?! - Wrzasnął widząc mnie w takim stanie. Na samą myśl o tamtym zdarzeniu wzięło mnie na płacz.
- Błagam.. Zabierz mnie do domu.. Chce wrócić do rodziców.. - Jęczałam rozhisteryzowana. ,, Nie jesteś dziwką, ale możesz się nią stać.. '' słowa Dylana krążyły mi po głowie nieustannie.
- Powiedz co Ci się stało.. Jakim cudem się tu znalazłaś?.. - Co teraz? Powiedzieć prawdę czy może przemilczeć to? Co jeżeli powiem mu jak było a on naskoczy na Dylana? Przecież będzie miał wtedy spore kłopoty.
- Dylan.. On... porwał mnie.. - Szepnęłam z nadzieją, że może nie usłyszy, ale myliłam się, Odsunął mnie od siebie gwałtownie po czym spojrzał głęboko w oczy.
- Co powiedziałaś? - Warknął.
- Porwał i chciał sprzedać jako... on chciał mnie sprzedać jak dziwkę! - Wrzasnęłam gniewnie. Nigdy mu tego nie wybaczę. Nigdy! Nigdy! Nigdy! Jakbym miała do wyboru uratować spadającego w głęboką przepaść Dylana albo robaczka przed utonięciem, to bez wahania uratowałam robaczka a na śmierć Dylana, czekałabym niecierpliwie - Zabierz mnie do domu.. Błagam!...- Wtuliłam się w niego ponownie, czując jak przyśpiesza bicie jego serca. Chyba się wkurwił. I to bardzo mocno. Jednak teraz liczyło się dla mnie to by wrócić do domu i położyć się do cieplutkiego łóżeczka. Jestem mega zmęczona.
- Cii.. Już jesteś bezpieczna.. Nic Ci przy mnie nie grozi.. Ci.. - Pogładził dłonią moje włosy a ja poczułam jak kręci mi się w głowie. Obraz stawał się jakiś taki niewyraźny i wszystko naokoło ucichło... - Ross?! Ross! Co się dzieje?! - Słyszałam jak przez mgłę. Usnęłam... [...]

,, - Więc ile chcesz? Mogę dać Ci dziesięć tysięcy.
- Żartujesz? - Prychnął. W świetle słońca wyglądał uroczo i bardzo przystojnie. - Za nią pociągnę z dobre pięćdziesiąt kafli. Przecież widać, że to dziewica - Wskazał na mnie ręką w której trzymał odpaloną szluge. Czy oni rozmawiają o mnie? Byłam tak sparaliżowana, że nic nie ogarniałam.
- O czym wy do diabła mówicie?! - Wtrąciłam wzburzona - Jakie pięćdziesiąt kafli?!
- Za ten charakter powinieneś dziesiątkę odjąć - Mruknął blondyn odsłaniając tym gestem swoje obrzydliwe zębiska. Zrozumiałam o co chodzi. Dylan przywiózł mnie tu, aby po prostu, nadzwyczajnie w świecie mnie sprzedać! Mnie! Poczułam się jak dziwka. Jak jakaś tania, niepotrzebna dziwka. ''
- Nie! Nie! Zostaw mnie! Zostawcie mnie! Błagam, nie! - Czułam jak cała płonę. Było mi straszne gorąco i ledwo co oddychałam. Gwałtownie otworzyłam oczy dusząc się własnym powietrzem. Ciemność. Nic nie widziałam prócz blasku księżyca wpadającego przez jakąś szybę. Gdzie ja do cholery jestem?! Może wpadłam w łapy Dylana i udało mu się zrobić ten pieprzony interes?! - Ratunku! Pomocy! - Wrzeszczałam. Wpadłam w panikę. Pomieszczenie w którym właśnie się znajdowałam, stawało się z każdą nadchodzącą sekundą ciaśniejsze a ja traciłam grunt pod stopami. Nagle do pokoju ktoś wpadł. Z wielkim hukiem otworzyły się drzwi w których stanął mój ojciec. Rozpoznałam go dopiero wtedy gdy zapalił światło. Odetchnęłam z wielką ulgą. Byłam w swoim domu. W swoim pokoju. Bezpieczna. Z rodzicami - Tato.. - Szepnęłam roztrzęsiona.
- Kochanie.. - Podbiegł do mnie po czym mocno mnie do siebie przytuli - Wszystko w porządku? To tylko zły sen.. To koszmar...
- Koszmar.. - Powtórzyłam ponownie zapadając w sen. Obudziłam się dopiero nad ranem. Czułam się nawet dobrze. Spojrzałam na zegarek, który właściwie wskazywał godzinę dziewiątą. Tak długo spałam? Ziewnęłam po czym niechętnie zwlekłam się z łóżka. Byłam we wczorajszych ubraniach. Jak właściwie trafiłam do domu? Nic nie pamiętam od czasu kiedy zemdlałam na tamtym parkingu. Do ręki wzięłam szare dresy i białą bluzkę na ramiączka oraz czystą koronkową bieliznę w kolorze czarnym i udałam się do łazienki wziąć ciepły prysznic. Oh, tego potrzebowałam. Od razu dokładnie się obmyłam i przy okazji umyłam swoje długie, ciemnobrązowe włosy. Kiedy skończyłam, opuściłam łazienkę wracając do pokoju. W telefonie miałam trzy wiadomości i kilka nieodebranych połączeń. Prawie wszystkie od Pauliny. Od razu wykręciłam numer do przyjaciółki i czekałam aż odbierze.
- Co się z Tobą kurwa dzieje?! - Wrzasnęła po trzech sygnałach.
- Przepraszam.. - Szepnęłam - Przepraszam.. - Powtórzyłam.
- Spokojnie.. - Warknęła - Wiem co się stało. Przynajmniej w połowie wiem. Michał mi opowiedział...
- Tak bardzo się boję...
- Ross, wszystko będzie dobrze. Masz nas.. Nic Ci się już nie stanie. Obiecuję..
- Paulina?
- No? - Spytała czule.
- Wpadniesz do mnie za niedługo?
- Jasne. Za dwie godziny będę - Uspokoiła mnie po czym się rozłączyłam. Następnie wykonałam telefon do mojego chłopaka, który oświadczył mi, że za niedługo przyjedzie. Zdziwiłam się, ale nie protestowałam. Uratował mi życie, więc jestem mu dłużna i będę do końca moich dni. Wreszcie zebrałam się w sobie i opuściłam sypialnię udając się następnie do kuchni gdzie zastałam rodziców. Ojciec siedział przy stole i pił kawę a mama właściwie to coś gotowałam.
- Hej - Przywitałam się. Podnieśli oczy ku mnie z lekkim zaniepokojeniem - Co tam? - Spytałam.
- Jak się czujesz? - Spytała mama.
- Dobrze... Jestem strasznie głodna...
- To świetnie bo mama właśnie kończy nakładać do stołu - Posłał mi uśmiech starszy o dobre kilka lat mężczyzna.
- Dlaczego są cztery nakrycia? - Zdziwiłam się widząc na stole leżące cztery talerze.
- Ponieważ spodziewamy się gościa - Oznajmił.
- Gościa? - Powtórzyłam z wielkim zdziwieniem. Przytaknął. Tymczasem ja usiadłam sobie na taborecie i zlustrowałam cały stół pełen różnych smakołyków. Parówki na talerzu, kromki chleba z masłem i ciepłe bułeczki, do tego też kilka omletów z syropem malinowym i dwa dzbanki z sokami. Jeden pomarańczowy, drugi natomiast malinowy. A no tak.. Zapomniałam o talerzu z pomidorem, ogórkiem i rzodkiewką.
- Teraz opowiedz co się właściwie wczoraj stało. Coś mi tu nie pasuje...
- Już mówiłam - Zaczęłam - Jeździłam sobie autem Pauliny i nagle mi się zepsuł.. - Skłamałam. Nienawidziłam okłamywać ludzi a w szczególności moich rodziców, ale mówiąc im prawdę, wpakowałbym ich w niezłe gówno. Wystarczy, że Michał wie co i jak i do tego Paulina.
- Na pewno? - Zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak. Przysięgam.. Zemdlałam ze zmęczenia. Byłam strasznie głodna i zmarznięta. Przepraszam za wczoraj i za to, że nie przyprowadziłam Michała...
- Och żabko, tym to się nie martw - Uśmiechnął się. Chwila, chwila, co mam przez to rozumieć? Nagle rozbrzmiał dzwonek od drzwi. Wstałam zobaczyć kto tak wcześnie nas nachodzi i nawet przez chwilę nie zdawałam sobie sprawy z tego co się wydarzy. W progu drzwi stanął nie to inny tylko mój boski, kochany i opiekuńczy chłopak.
- Michał.. - Wyjąkałam zaskoczona jego obecnością. Podszedł do mnie, pocałował w polik po czym zapytał, czy go wpuszczę - Oczywiście.. Właź... Ale jak ..
- Twoi rodzicie kazali mi przyjść kiedy Cię wieczorem odwiozłem - Szepnął mi do ucha by nikt więcej poza mną tego nie usłyszał.
- Żartujesz? - Mruknęłam.
- Nie - Uśmiechnął się - Teraz zjedzmy z nimi to śniadanie bo potem mamy do pogadania.
- O czym? - Chociaż tak naprawdę świetnie wiedziałam o co chodzi.
- Opowiesz mi dokładnie jak to było. Ten kretyn za to zapłaci.. - Poczułam jak ściska mi coraz mocniej moją dłoń.
- Michał, proszę Cię.. Nie rób nic głupiego.. On jest niebezpieczny...
- Nigdy więcej nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić - Warknął - Rozumiesz?
- Ale...
- Nie zaczynaj bo inaczej powiem Twojemu ojcu jak było naprawdę - Spiorunował mnie wzrokiem a ja aż zachłysnęłam się powietrzem. Zaszantażował mnie. On mnie właśnie szantażuje! Nic więcej już nie dodałam, tylko wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do kuchni gdzie poznał moich rodziców dokładniej. Śniadanie przebiegło dosyć dobrze. Nie wiem czego się tak bałam. Ojciec nie był aż tak straszny za jakiego go miałam na początku a mama? Ciągle się miło uśmiechała i pytała czy nikt nie chce dokładki. W sumie to nawet mi się podobało to rodzinne spotkanie. Najbardziej rozbawiło mnie to, gdy mój ukochany znalazł wspólny język z moim ojczulkiem. Między innymi chodzi mi o siatkówkę. Obaj się nią interesowali. Przez cały wspólny czas nie rozmawiali o niczym innym jak o najlepszych zawodnikach czy drużynach. Nawet kiedy poszłam z mamą pozmywać naczynia, nie zrobiło im to zbytniej różnicy. Byli zadowoleni, że mają chwilę dla siebie.
- Widzę, że się zaprzyjaźniliście - Skomentowałam wchodząc do swojej sypialni. Trochę było mi głupio, że mój dom nie jest tak wielki jak jego. Pewnie miał ze mnie niezły ubaw.
- Tak - Mruknął i mocno mnie do siebie przyciągnął - To jeden plus.
- Dla mnie czy Ciebie?
-  Dla nas. Naszego związku - Jęknął i złączył nasze usta w jedno - Kocham Cię Rozalie Evans i nikomu nie pozwolę Cię więcej tknąć.
- Też Cię kocham.. - Szepnęłam spoglądając mu w oczy - I cieszę się, ze Cię mam..
- Ja też.. - Posłał mi ciepły uśmiech - A teraz mów dokładniej jak to było.
- Michał..
- Mów - Warknął stanowczym głosem.
- No więc...... - Zaczęłam mówić co i jak.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz