, I am a fucker ''
Rozdział 8
Dochodzi dwudziesta a ja w dalszym ciągu nie wiem jak dałam się namówić Paulinie na imprezę. W sumie to mój chłopak chciał na nią iść bo twierdził, że to najlepszy klub w mieście, że niedawno go otworzyli i w ogóle, że warto tam iść. Zaraz po wizycie Michała a dokładniej to po tym jak zabrał mnie na spacer, na lody a potem do kina, wpadła do mnie i zaczęła się wypytywać o każdy szczegół z mojego porwania. Opowiedziałam jej to samo co swojemu chłopakowi, prosząc by nic głupiego nie robiła. Zgodziła się niechętnie a ja postanowiłam, że zapomnę o tym. Nie chcę nigdy więcej mieć z tym dupkiem do czynienia. Wracając do imprezy... Stałam właśnie przed lustrem obok okna z którego miałam dobry widok na ulicę i nie chcąc, aby ktokolwiek mnie podglądał, chwyciłam za roletę po czym opuściłam ją w dól. Przyglądając się dokładnie jezdni, dałabym sobie rękę uciąć, że dostrzegłam tam jakąś postać wpatrującą się w moje okno. Zachłysnęłam się powietrzem.
- Dylan.. - Szepnęłam wystraszona. To niemożliwe. Szybko zamknęłam okno i od razu kucnęłam próbując uregulować oddech. Siedziałam tak może z dziesięć minut aż wreszcie wzięłam się w garść i ponownie zerknęłam za szybę. Nikogo nie było. Może coś sobie ubzdurałam? Może boje się go tak bardzo, że teraz mam omamy w jego postaci? Potrząsnęłam głową na znak własnej głupoty. Jestem przewrażliwiona i tyle. Kiedy byłam już pewna, że nikt mnie nie dostrzeże na dworze, wybrałam sobie odpowiednie ciuchy aż ktoś mnie wystraszył pukaniem do drzwi. Spanikowana iż jestem całkiem nago, zakryłam się szybko kołdrą. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl, był własnie Cooper, jednak do pokoju wszedł Michał i gdy tylko mnie zobaczył, zaczął się śmiać.
- Jeszcze nie jestem gotowa! - Burknęłam wściekła tym iż mnie wystraszył - I właściwie to kto Cię wpuścił? - Zdziwiłam się.
- Twój ojciec.
- A no tak.. Przecież się przyjaźnicie...
- Daj spokój. Ślicznie wyglądasz.
- Ta.. Owinięta kołdrą... Wyjdź za drzwi. Szybko się ubiorę.. - Pewnie dziwicie się dlaczego byłam nago. Otóż to. Szukałam jakieś niezłej bielizny, która świetnie by współgrała z moją białą, koronkową sukienką.
- Ale ja wolę popatrzyć jak zdejmujesz z siebie to coś - Wskazał palcem na mój nowy strój. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Kiedy spiorunowałam go wzrokiem, jęknął coś pod nosem po czym wyszedł za drzwi. Wtedy szybko wdziałam się w wybrany przez siebie strój wieczorowy i dołożyłam do tego czarne, wysokie szpilki. Włosy podkręciłam. Zawsze mam je takie jakieś proste a tym razem postawiłam na coś innego. W ogóle to nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na sobie sukienkę. To nie mój styl i nie lubię chodzić tak ubrana, ale dziś potrzebuję tego. Tego i sporo wódki. Oj tak. Dziś mam zamiar się napić i zapomnieć o tym koszmarze jaki zafundował mi Dylan Cooper.
- Gotowa! - Krzyknęłam wchodząc do salonu, w którym zastałam Michała z Pauliną. Spojrzeli na mnie nie mogąc uwierzyć w to co widzą.
- O kurwa.. - Jęknęła zaskoczona moim wyglądem przyjaciółka. Chwilę potem podbiegła do mnie i cieszyła się jak głupia - Wyglądasz bosko!
- I to jak bardzo.. - Dodał Michał z rękoma w kieszeni. Zlustrował mnie całą od stóp do głowy po czym oblizał seksownie usta i jednocześnie do mnie podszedł - Ale w tamtym stroju podobałaś mi się bardziej.
- Gamoń! - Trzepnęłam go w ramię na co tylko się uśmiechną. Pożegnałam się z rodzicami informując ich, że wrócę późno i wyszliśmy na zewnątrz gdzie stało zaparkowane auto mojego chłopaka. Usiadłam z przodu a moja przyjaciółka za mną. Przegadaliśmy całą drogę o byle czym. Z początku myślałam, że Michał zacznie mówić o Dylanie, ale ku mojemu zaskoczeniu, nie wspomniał ani razu jego imienia. Ucieszyło mnie to, że zapomniał o tym. Przynajmniej miałam taką nadzieję, że zapomniał - Dokąd jedziemy? - Spytałam wreszcie, kiedy tylko straciłam rachubę czasu - I za ile dojedziemy?
- Księżniczko, nie musisz się tak niecierpliwić - Michał przejechał dłonią po moim policzku, szybko wracając do kierowania pojazdem. Uśmiechnęłam się na jego czuły gest. Przy nim czułam się jak prawdziwa królowa a on był moim własnym królem. Księciem z bajki. To cud, że mam takiego chłopaka. Każdej nocy dziękowałam bogu za taki prezent.
- Dobra bo ja też się już wkurzam. Gdzie do licha jedziemy? - Warknęła Paulina. Zaśmiałam się widząc jej minę, ale nic sobie z tego nie zrobiła prócz wytkania mi języka i uniesienia brwi do góry. Wyglądała przekomicznie. Chciało mi się śmiać jeszcze bardziej.
- Spokojnie - Odparł blondyn - Mam dla Ciebie niespodziankę wiedźmo.
- Niespodziankę? - Zdziwiła się.
- Będziesz zachwycona - Wybuchnął wielkim śmiechem - Zaraz zobaczysz - Wtedy skręcił w lewo i wjechał w jakąś nieznaną mi uliczkę. Chwila, chwila. Wiem gdzie jesteśmy. To jedna z tych bogatych dzielnic, prawda? Tak! Znajdujemy się w środku Los Angeles i właśnie podjeżdżamy do jednej z najbardziej znanych i popularnych restauracji w całym mieście.
- Ja pierdole.. - Jęknęła przyjaciółka. Była zachwycona równie mocno jak ja. Tylko nie rozumiem co my tu robimy. Nigdy nie bywałam w takich miejscach jak to i nawet nie było mnie stać na wejście. Paulinę również.
Gdy zaparkowaliśmy na prywatnym parkingu, który kosztował całkiem niezłą sumkę, Michał wysiadł jako pierwszy po czym podszedł do mnie i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję - Złożyłam mu delikatny pocałunek na szyi czując zapach jego perfum. - Ale dlaczego przyjechaliśmy tutaj?
- To pierwsza z niespodzianek na dzisiejszy wieczór. Chcę, abyś zapomniała o wczorajszym wydarzeniu.
- Już zapomniałam...
- Daj spokój - Skarciła mnie wyższa ode mnie dziewczyna. Miała długie, zgrabne nogi i włosy sięgające do pasa. Wyglądała równie uroczo co ja, jednak zamiast sukienki, miała na sobie krótkie spodenki, trampki za kostkę i bluzeczkę odsłaniające jej kruche ramiona - Chociaż raz ten bufon się do czegoś przydał - Parsknęła rozbawiona. Wtedy dotarło do niej coś istotnego. Goście wchodzący do środka budynku, ubrani byli w eleganckie suknie bądź spódnice i żakiety a nie tak jak ona czy ja. Co prawda byłam w sukience, ale odpowiednią na dyskotekę a nie do restauracji gdzie nawet na szklankę wody by mnie zapewne nie było stać.
- Ja przynajmniej raz a Ty nigdy - Zachichotałam na te słowa. Co jak co, ale Michał miał gadane. Obydwoje mieli. Pogoda nam dopisywała i nawet nie było mi zimno. Wręcz przeciwnie. Czułam jak moje ciało całe płonie.
Wreszcie wzięliśmy się w garść i ruszyliśmy do środka. Oczywiście wejście było strzeżone. Jakżeby inaczej. Przy drzwiach stała dwójka ochroniarzy. Wysocy, dobrze zbudowani, silni, przerażający... Chociaż w sumie ten pierwszy był całkiem przystojny. Krótkie, dobrze ścięte włosy postawione na żel, koszulka podkreślająca jego każdy mięsień i czarne okulary, które dodawały temu wszystkiemu nutkę grozy. Zbliżyliśmy się do tych wielkoludów, omijając tłum ludzi, którzy widząc, że wchodzimy bez kolejki, zaczęli krzyczeć. Muszę przyznać, ze ludzi było sporo.
- Powinniśmy poczekać jak reszta.. - Szepnęłam łapiąc go za ramię. Nigdy nie lubiłam wpychać się gdziekolwiek na chama, tym bardziej do takiego miejsca jak to. On tylko uśmiechnął się irracjonalnie jakby to co zrobił było czymś zupełnie normalnym. Poczułam się jakoś tak dziwnie. Wcześniej Michał nie pokazywał mi siebie z takiej strony. Miałam go za dżentelmena, ale może tylko był taki w mojej głowie? Podszedł do jednego olbrzyma i wręczył mu kilka stu dolarowych banknotów.
- Miło Cię widzieć - Odezwał się czarnowłosy ochroniarz lustrując mnie i Paulinę przy okazji. Posłał nam ciepły uśmiech ukazując przy tym proste i białe zęby - Widzę, że tym razem nie jesteś z rodzicami - Skomentował złośliwie.
- Jak widać nie - Odparł siedemnastolatek obojętnym głosem- To moja dziewczyna - Wskazał na mnie palcem a potem na moją przyjaciółkę - A to przyjaciółka.
- Ross, miło mi - Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, którą lekko ścisnął. Zabolało.
- Paulina - Wtrąciła blondynka.
- Bartek. Wchodźcie do środka bo tłum już się niecierpliwi - Skinęliśmy głowami a następnie Michał chwycił moją dłoń i pociągnął mnie do przodu. Po chwili znaleźliśmy się w środku. Z początku szliśmy przez długi, wąski korytarz, który zaprowadził nas do ogromnej sali, gdzie przy stolikach siedziało kilkanaście osób. Ogólnie było dwadzieścia pięć stolików i do tego po dwa bądź cztery krzesełka. Na ścianach wisiały przepiękne obrazy z okresu różnych wojen, do tego różnego rodzaju kwiaty pięknie współgrały z kolorami idealnie pasującymi do całego otoczenia. Nie mogłam wyjść z zachwytu.
- Diuk... - Głos przyjaciółki wyrwał mnie z rozmyśleń i wtedy dotarło do mnie, że przez kilka minut stałam jak słup wpatrzona przed siebie. Dobrze chociaż, że się nie śliniłam. To byłby dopiero wstyd.
- Diuk? - Powtórzyłam zaskoczona jej słowami. Kim był.. A no tak. To kuzyn Michała. Dołączył wczoraj do mojej klasy. Tylko dlaczego wypowiedziała jego imię? Czemu... - Trzeci stolik przy oknie. Siedział przy nim dobrze zbudowany brunet machając ręką w naszą stronę. No oczywiście. Diuk.
- Nie jesteś zła, że go tu wziąłem? - Usłyszałam głos Michała nad swoim uchem. Uniosłam wzrok do góry tak, że nasze spojrzenie się skrzyżowało.]
- Oczywiście, że nie - Uśmiechnęłam się czule - Nawet się cieszę z tego powodu.
- Tak? A to dlaczego? - Zdziwił się.
- Dlatego, że mina mojej przyjaciółki jest bezcenna - Spojrzeliśmy oboje na Paulinę. Wyglądała śmiesznie. Chyba poważnie muszę z nią porozmawiać na temat tego całego Diuka. Chłopak najwyraźniej zawrócił jej w głowie.
Wreszcie podeszliśmy do bruneta, który od razu wstał z krzesła i przywitał się z każdym z osobna.
- Miło Cię widzieć - Rzekł do mojej najlepszej przyjaciółki.
- Ciebie również - Odpowiedziała zawstydzona. Zaśmiałam się na co zmierzyli mnie wzrokiem - Co? - Spytała.
- Nie nic...- Odparowałam rozbawiona. Gdy usiedliśmy na swoich miejsca, Michał zamówił dla mnie owoce może oraz homara a sam wziął indyka faszerowanego warzywami. Z kolei Diuk dla siebie i Pauli wziął spaghetti z klopsikami. Najadłam się do syta a jedzenie tu było przepyszne. Teraz rozumiem dlaczego ludzie chodzą do tak drogich miejsc.
- To co robimy teraz? - Spojrzałam na bruneta, który odwzajemnił spojrzenie.
- Nie wiem.. - Wzruszyłam ramionami.
- Ja wiem - Wtrącił Michał - Zapłacę a Wy idźcie do samochodu, dobrze? - Kiwnęłam potwierdzająco głową. Dziesięć minut później, znaleźliśmy się już na zewnątrz a dokładnie to na parkingu. Miałam doby humor i świetnie się bawiłam w towarzystwie Diuka i Pauliny. Zauważyłam, że świetnie się ze sobą dogadują. Czyżby coś było na rzeczy? Wybadam tą sprawę. Gdy dołączył do nas mój kochany zazdrośnik, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy nie wiedząc dokładnie gdzie jedziemy. Znaczy ja nie wiedziałam i Paula. Szybko jednak rozpoznałam drogę po której jechaliśmy.
- Serio? - Jęknęłam rozbawiona. Michał kiwnął tylko potwierdzająco głową - Niech Ci będzie... - Przed dziesiątą, dotarliśmy do dobrze znanego nam klubu nocnego. Właśnie tu świętowaliśmy urodziny mojej przyjaciółki. Każdemu spodobał się pomysł by tu spędzić resztę wieczoru.
Pełno ludzi, pozytywna atmosfera, dobrze dopasowane miejsca do poszczególnych grup tanecznych. Z każdego kąta, wydobywała się muzyka a światła laserowe migały mi przed oczyma non stop. Ledwo słyszałam własne myśli.
Pierwsze co zrobiłam to podeszłam do baru i chciałam sobie zamówić kieliszek czystej wódki, tak na orzeźwienie chociaż nie bardzo za nią przepadałam, ale mój kochany chłopak mnie wyprzedził i kupił nam po najlepszym drinku jaki tu mieli. Zdenerwowałam się, że znów musi wydawać na mnie pieniądze bo alkohol w tym klubie wcale tani nie był, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Zignorował nawet moje oburzenie. Gdy już dostałam od barmana swój napój, wypiłam go na raz. Smakował cudownie! Nigdy wcześniej nie piłam takiego zajebistego drinka w tym miejscu.. Michał zaskoczony moim zachowaniem, mrugnął kilkakrotnie ze zdziwienia. No co? Każdy może czasem wyluzować. Nawet ja. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu Pauliny, jednak nigdzie jej nie dostrzegłam.
- Widziałeś Paulę?!- Zwróciłam się do chłopaka siedzącego tuż obok mnie. Co jest grane? Gdzie ona jest? A Diuk?
- Szli gdzieś w stronę wyjścia! - Wzruszył ramionami jakby zbytnio nie interesował się tym gdzie poszli - Przepraszam, ale muszę oddzwonić do ojca... !
- Jasne! Idź! - Wrzasnęłam na co pocałował mnie w polik i wyszedł zostawiając mnie samą. Do ręki wzięłam kubek z drinkiem a raczej już z jego brakiem więc podniosłam rękę do góry, wskazując barmanowi co ma robić. Kiwnął głową i od razu zapełnił mój kufel.
- Wszystko w porządku?! - Spytał
- Tak Joe. Dlaczego pytasz?! - Parsknęłam czując jak przemawia przeze mnie alkohol.
- Bo odkąd tu przychodzisz, nigdy wcześniej sama nie zamówiłaś tyle alko!
- Dziś jest inny dzień! - Uśmiechnęłam się do niego czule po czym wypiłam po raz kolejny to świństwo. Pogadałam sobie z nim jeszcze przez chwilę, ale nie długo. Był potrzebny gdzieś indziej, więc znów zostałam sama. Ironia losu.
- Mogę się dosiąść?! - Usłyszałam tuż nad uchem. Wzdrygnęłam się bliskością mężczyzny stojącego za mną gdyż nie wiedziałam z kim mam do czynienia. Na pewno nie był to mój chłopak bo głos był inny.
- Tu jest zajęte! - Burknęłam na nic nie zważając. Nie chciałam by Michał się zdenerwował wracając do mnie i nie miałam ochoty gadać z nieznajomym.
- Jednak nalegam! - Zaśmiał się chamsko. Nie wytrzymałam, kiedy jego dłoń spoczęła na moim ramieniu. Wybuchnęłam jak bomba atomowa odwracając się do tyłu z zamiarem wyjaśnienia mu dokładniej, że ma spadać na szczaw, ale kiedy tylko spojrzałam na jego twarz, włosy, ubiór... Zachłysnęłam się własnym powietrzem a moje ciało ogarnął zimny dreszcz - Więc jak będzie? - Nalegał w dalszym ciągu.
- Sia... siadaj.....- Jęknęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła.
- Miło z Twojej strony!- Uśmiechnął się i od razu usiadł na krzesełku obok - To co zawsze! - Zwrócił się arogancko do barmana, ale tamten wykonał posłusznie jego polecenie. W sumie to nie miał nic do gadania. Widać było, że się go bał. Tak jak i ja. Chciałam odejść, jednak gdy tylko wstałam na nogi, momentalnie się zachwiałam w ostatniej chwili odzyskując równowagę. Alan wybuchnął śmiechem - Ktoś tu sobie popił !- Skomentował.
- Lepiej jak pójdę.. - Szepnęłam bezgłośnie i kiedy tylko ruszyłam, chwycił moje ramię mocno je ściskając.
- Nie tym razem! - Wypił za jednym razem otrzymany przez starszego od siebie mężczyznę napój i chwilę potem stał tuż przede mną.
- Puść mnie...
- Zapomnij dziwko! Idziemy! - Pchnął mnie do przodu a kiedy się mu opierałam, wzmocnił swój uścisk - Nie mam czasu na zabawy z Tobą! Ruszaj dupę bo inaczej pogadamy! - Warknął zirytowany. Posłuchałam się. Wyszliśmy na zaplecze a ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Głośność muzyki w tym miejscu zmalała więc mogliśmy porozmawiać w normalnych warunkach.
- Czego.. Czego ode mnie.. chcesz? .. - Jęknęłam dygocząc.
- Ja? Nic - Wzruszył ramionami - Ale on ma rachunki do wyrównania - Wskazał palcem za mną.
- Masz niezłe kłopoty - Usłyszałam. Przełknęłam głośno ślinę. Nie. To nie może być prawda. Wolniutko odwróciłam się do tyłu a przed oczyma pojawiła mi się wściekła twarz szatyna.
- Dylan.. - Szepnęłam sparaliżowana.
- Tak się nazywam a Ty wpadłaś w niezłe gówno - Warknął chwytając moje włosy i jednocześnie powodując tym gestem, że musiałam klęknąć......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz