,, I am a fucker ''
Rozdział 5.
- Więc teraz ciągle tak będzie? - Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która siedziała po drugiej stronie ekranu. Nie miałam jeszcze swojego telefonu więc nie mogłam z nikim przez niego rozmawiać. Został mi tylko skype. Kiedy tak wpatrywałam się w Paulinę, chciało mi się śmiać. Wyglądała śmiesznie a zarazem uroczo. Dochodziła pierwsza w nocy a ja nie czułam zmęczenia. Byłam za bardzo podekscytowana dniem jaki przeżyłam z Michałem.
- Tylko czasami - Parsknęłam śmiechem. Pomimo tego, że Paulina zgrywała naburmuszoną, zauważyłam, że kąciki jej ust drgają. Powstrzymywała się, aby się nie uśmiechnąć.
- No to opowiadaj - Mruknęła.
- Ale co?
- No gdzie zabrał Cię ten idiota!
- Aaaa...Ale po co od razu tak agresywnie, co?
- Rozalie Evans, nie wkurzaj mnie!
- Dobra, dobra kwiatuszku. Zabrał mnie do kina na ,, 50 twarzy Greya '' a następnie zjedliśmy kolację w najdroższej restauracji w mieście. Dziwnie się czuję, kiedy tak zabiera mnie w takie miejsca...
- Czemu? - Zdziwiła się.
- Przy talerzu było 6 widelców i każdy do czegoś innego! Ja nie ogarniałam co czym się je!
- Serio? - Wybuchnęła wielkim śmiechem.
- Potem jeszcze chwilę pojeździliśmy samochodem - A mówiąc ,, chwilę '' mam na myśli kilka drobnych godzin. Widząc minę Pauliny, musiałam zadać pytanie, które od początku rozmowy dusiło się we mnie - Czy Ty jesteś o mnie zazdrosna? - Parsknęłam.
- Co? Nie!
- Więc w czym problem? - Zachichotałam.
- Bo zawsze wszystko robiliśmy razem a teraz? Ciągle z nim przebywasz! Wkurza mnie to! Tracę swoją przyjaciółkę...
- Nigdy mnie nie stracisz a poza tym to jestem z nim dopiero dwa dni a Ty już dramatyzujesz.
- Na razie dwa dni. Potem będzie tylko gorzej - Posmutniała i zrobiła minę bezdomnego psa.
- Trzeba znaleźć Ci chłopaka!
- Co? Oszalałaś? Nikogo nie chcę!
- Czemu? Fajnie by było! Podwójne randki i w ogóle...
- Wybij sobie ten pomysł z głowy, albo ja Ci go wybije - Warknęła - A propo... Ty lepiej myśl jak wymigasz się z tej całej sytuacji, kiedy Dylan i Alan dowiedzą się, że na nich nakapowałaś..
- Musiałam to zrobić. Dręczenie małego chłopca to już przesada!
- A wiesz co się stanie kiedy będą wiedzieć, że to przez Ciebie mają kłopoty? Wtedy Ty będziesz ich celem do dręczenia! Ciekawe kto wtedy cię obroni..
- Nikt się nie dowie - Wzruszyłam ramionami - Niby jak? Dyrektor obiecał dyskrecję a ja będę także milczeć - Miałam nadzieje, że mi uwierzy w moją obojętność do tej sprawy. Nie chciałam, aby się o mnie martwiła. Nie potrzebowała problemów. Tym bardziej teraz, kiedy jej rodzice się rozwodzą - Dobra ja już kończę. Papatki i do potem. A i jadę jutro z Michałem. Nie musisz przyjeżdżać.
- Nawet to mi odbiera?! Spotykanie się z Tobą przed szkołą?!
- Żartuje przecież! Bądź o tej co zawsze.
- Ross?
- No?
- Jesteś idiotką - Burknęła - Nara.
- Też Cię kocham - Wytkała mi język i się rozłączyła. Chciało mi się śmiać.
- Rozalie Evans! Spać i to migiem! - Usłyszałam głos mamy dochodzący z pokoju obok. Wybuchnęłam gigantycznym śmiechem - Ross!
- No idę już! Idę! - Wiedziałam, że z nią nie ma żartów. Zgasiłam więc światło i położyłam się do swojego cieplusiego łóżka. Zasnęłam kilka minut później...
Budzik zaczął dzwonić przed siódmą rano. Wiedziałam. Nie wyspałam się i nie miałam zbytnio sił. Niech szlag trafi Paulinę! Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to zwlekłam się z łóżka i poszperałam w szafie za jakimiś ekstra ciuchami. Musiałam ładnie wyglądać dla Michała. Po kilkunastominutowym szukaniu, wreszcie znalazłam coś odpowiedniego. Dokładniej to czarno-białą bokserkę, pod to białą bluzkę na ramiączka oraz czarne rurki. Do tego ciemne trampki za kostkę i gotowe. Włosy związałam w długą, grubą kitę a makijaż jak zawsze był nie za mocny. Dwadzieścia minut później, udałam się do kuchni zjeść śniadanie, które mama przyszykowała mi nim poszła do pracy. Moją uwagę przykuł list leżący na stole. Ku mojemu zdziwieniu, był do mnie.
,, KOCHANIE, PAMIĘTAJ, ŻE DZIŚ CZEKAM NA CIEBIE I TWOJEGO GOGUSIA. BĄDŹCIE O 19. TWÓJ NAJCUDOWNIEJSZY TATUŚ ''
Zabije go. Po prostu zabiję. Nie miałam najmniejszej ochoty na tą beznadzieją kolację bo kto tam wie co przyjdzie moim rodzicom do głowy, ale widziałam, że się z tego nie wykręcę. Jedyne dobre wyjście to takie, aby powiedzieć Michałowi jak ma się zachowywać i jakich tematów unikać.
Zjadłam szybko naleśniki z dżemem i opuściłam mieszkanie, zamykając drzwi na klucz. W tym samym czasie pod mój dom podjechała Paulina.
- Hej - Przywitałam się i od razu wskoczyłam do pojazdu.
- Cześć - Odparła jakaś taka ponura. Coś musiało się stać, że ma taki humor.
- Co jest? - Spytałam od razu przechodząc do rzeczy. Już chciała powiedzieć, że wszystko gra, kiedy spiorunowałam ją wzrokiem.
- Moi rodzice.. - Westchnęła przytłoczona - Znów się pokłócili..
- O co tym razem?
- O mnie - Wzruszyła ramionami - Kto lepiej mnie wychowuje. To już się robi męczące a ja nie mam już na to sił.
- Wszystko będzie dobrze - Złapałam ją za dłoń, którą trzymała na kierownicy i posłałam jej ciepły uśmiech. Zawsze może na mnie polegać.
- Oby - Parsknęła - To co dziś robimy?
- No wiesz...
- Co? Znowu Michał?
- Przepraszam, ale mój ojciec każe mi go przyprowadzić do domu i...
- Jasne. Nie ma problemu ...
- No ej.. Naprawdę przepraszam....
- No okej - Uśmiechnęła się chociaż wiedziałam, że jest to wymuszony uśmiech. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- Możemy iść na pizze o szesnastej. Zgoda?
- A Michał?
- Spotkam się z nim o dziewietnastej. Więc?
- No wiesz....
- Koniec kropka. O szesnastej masz być.
- Niech będzie - Rozmawiając tak całą drogę, nie zorientowałam się nawet, że podjeżdżamy pod budynek szkoły. Zaparkowałyśmy tam gdzie zawsze, czyli praktycznie na samym końcu parkingu. Tak to jest jak się przyjeżdża ledwo przed dzwonkiem. Opuściłyśmy samochód i ruszyłyśmy w głąb szkoły. Zauważyłam Michała, który machnął w naszą stronę a my zatrzymałyśmy się, czekając aż podejdzie do nas.
- Kto to jest? - Spytała Paulina, szturchając mnie w łokieć. Spojrzałam dokładniej na osoby idące z moim chłopakiem. Michał szedł z Luke oraz z jakimś kompletnie nieznanym mi brunetem.
- Witaj słońce - Objął mnie z całej siły a potem złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Hej - Wzrok przeniosłam na nowego ucznia.
- Cześć - Przywitał się - Jestem Diuk.
- Ross.
- Paulina - Wtrąciła moja przyjaciółka - Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałam.
- Dlatego wiedźmo, że on jest tu pierwszy raz - Paulina szturchnęła mojego chłopaka, który tylko się głośno zaśmiał. Kochałam ten śmiech - To mój kuzyn - Dodał.
- Taki ładny chłopak jest kuzynem takiego brzydala? - Uśmiechnęłam się słysząc ich kłótnie. Nasza przyjaźń jest niesamowita mimo wszystko. Czasem zastanawiam się czy to nie ja przypadkiem jestem najmądrzejsza z tej paczki. No bo w sumie ja, Paulina, Michał, Luke oraz Laura, przyjaźnimy się od zawsze.
- Dzięki - Odparł rozbawiony - Już kocham tą szkołę.
- Oj szybko zmienisz zdanie - Parsknęłam.
- Sie zobaczy - Puścił mi oczko i posłał czarujący uśmiech. Poczułam jak dłoń Michała się mocno zaciska. O matko. Czy on jest zazdrosny?.
- Dobra młody. Spadaj bo spóźnisz się na lekcje - Michał posłał mu piorunujące spojrzenie na co tamten tylko kiwnął głową z wielkim śmiechem.
- Pójdę jeżeli tylko zechcesz mnie oprowadzić po szkole - Zwrócił się do Pauliny, która najwidoczniej nie miała nic przeciwko.
- Z chęcią - Zachichotała.
- To od potem - Pożegnali się i po chwili odeszli.
- Widziałeś to co ja?! - Teraz tylko zostałam z moim chłopakiem, który objął mnie i składał delikatne pocałunki na szyi.
- Widziałem tylko jak ten kretyn się na Ciebie gapił i szczerzył zęby.
- Jesteś zazdrosny!
- Może - Spojrzał mi w oczy po czym chwycił moją dłoń - Mam o co. Jesteś tylko moja i nikomu Cię nie oddam - Nie wytrzymałam i wpiłam swoje usta w jego wargi. Pocałunek trwał dobrych kilka minut aż przerwała nam jedna z nauczycielek niemieckiego. Pożegnaliśmy się i każdy udał się do swojej klasy. Niestety Michał był ode mnie starszy o rok więc razem nie mieliśmy lekcji. Szkoda.
Wchodząc do klasy, zauważyłam Diuka siedzącego obok Pauliny. Siedział na moim miejscu! Podeszłam do nich i spytałam się co tu robi a on, że od teraz będzie w mojej klasie. Nie no wszystko okej, ale dlaczego siedzi na moim miejscu?! Paulina poprosiła mnie o małą przysługę, która miała polegać na tym, że usiądę dziś gdzieś indziej. Zgodziłam się tylko i wyłącznie dlatego, że nie miałam dla niej ostatnio czasu. Miałam nadzieję, że dzięki temu, wybaczy mi to wszystko.
W połowie lekcji zostałam wezwana do dyrektora. Przestraszyłam się bo w sumie czego może on ode mnie chcieć? A co jeśli się wydało iż to ja nakablowałam na Dylana? Co jeżeli wyjdę teraz z klasy i na mnie napadnie a potem mnie porwie i zabije? Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Udałam się do jego gabinetu a kiedy już tam dotarłam, poinformował mnie o co chodzi. Oddał mi telefon i podziękował za te nagranie. Powiedział też, że rozmawiał już z Dylanem i, że tym razem tak łatwo się nie wywinie a kara będzie bolesna. Odetchnęłam z ulgą,kiedy wspomniał jeszcze o tym, że szatyn nie ma pojęcia iż to ja na niego doniosłam. Po krótkiej rozmowie, wyszłam z ciemnego gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Ruszyłam w stronę klasy matematycznej, gdy ujrzałam idącego w moją stronę Dylana Coopera. Przełknęłam głośno ślinę a żołądek podszedł mi do gardła. Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak zaraz zemdleje. To było straszne. Te jego oczy mijające mnie twarzą w twarz bez żadnego wyrazu emocji. Jedynie co czułam to bijący od niego chłód. Minęliśmy się. Obróciłam się za siebie, aby zobaczyć gdzie idzie szatyn i stanęłam jak wryta. Wszedł do dyrektora a ja wpadłam w panikę. Jeżeli Dylan widział jak wychodzę z tego gabinetu to mógł sobie skojarzyć fakty. No pięknie. Już jest po mnie.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz