,, I am a fucker ''
Rozdział 10
Siedziałam skulona na łóżku. Łzy nie przestawały cieknąć z moich oczu a stan w jakim się znajdowałam, do najlepszych nie należał. Przede mną leżała czarna, skórzana kurtka do której teraz właściwie czułam nienawiść. Śmieszne co? Jak można cokolwiek czuć do ubrania.. Niecałą godzinę temu wróciłam do domu. Kiedy Dylan i jego paczka tępych przyjaciół odjechali, razem z Paulą zabraliśmy chłopaków do szpitala. Pomimo protestów Michała, i tak postanowiłam, że zbada go lekarz. Nie wyglądał najlepiej i miałam rację. Ten kretyn Cooper, złamał mu prawą rękę. Przez niego teraz mój chłopak musi nosić gips. A to wszystko moja wina. Gdyby nie ja, Cooper nie miałby do nas żadnych problemów. Nie zwracałby na nas żadnej uwagi, na mnie, na moich przyjaciół, na Michała! Jestem pewna, że to dopiero początek, tym bardziej, że matka Michała, postanowiła zgłosić to do sądu. A oskarżonym ma być nie kto inny tylko Dylan Cooper i jego znajomi. Jutro sprawa trafi na policję. Na samą tę myśl przełknęłam głośno ślinę a żołądek podszedł mi do gardła. Ja mam zeznawać jako świadek.
Nie wytrzymałam widząc tą straszną szmatę. Wstałam z łóżka na równe nogi i chwyciłam w obie ręce jego kurtkę, aby następnie wepchnąć ją do szafy. Pewnie dziwicie się skąd mam kurtkę tego palanta.. Kiedy wsiadałam do samochodu, dostrzegłam ją leżącą na ulicy. Coś mi po prostu kazało ją wtedy podnieść i wziąć no i tak właśnie zrobiłam. Teraz jednak tego żałuję. Widząc tą szmatę, widzę jego z tym aroganckim uśmieszkiem! Dobrze, że moim rodzice już śpią. Pewnie i tak się wszystkiego dowiedzą, kiedy dostanę wezwanie z policji, abym wstawiła się na komisariat, ale wtedy coś im ściemnię. Chwila, chwila. Czy ja właśnie próbuję go kryć? Nie! Potrząsnęłam poirytowana głową. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że ten dupek może się na mnie mścić jeszcze bardziej. Ale przecież mój chłopak ma przez niego złamaną rękę. Muszę coś z tym zrobić, nie mogę odpuścić. Podeszłam do okna. Na dworze panowała błoga ciemność a żadna z lamp się nie paliła. Spojrzałam wprost przed siebie.
- Wydam Cię Dylanie Cooperze i trafisz wreszcie do więzienie... - Szepnęłam zdeterminowana. Jak rzekłam, tak zrobię...
Następnego dnia spałam dość długo. Śniło mi się, że zostałam królową Anglii. Dobre, co? Aż samej chce mi się śmiać. Kiedy otworzyłam oczy, na zegarku dochodziła dwunasta w południe. Dziwne, że rodzice mnie nie obudzili. Co jest grane? Niechętnie zwlekłam się z łóżka po czym wzięłam do ręki swój telefon i ruszyłam w stronę kuchni. Nikogo nie było w domu prócz mnie.
- Mamo?! - Krzyknęłam, ale brak jakiejkolwiek reakcji z czyjejkolwiek strony - Tato?! - Cisza. No bez jaj. Rozejrzałam się uważnie dookoła. Wtedy dostrzegłam na blacie małą karteczkę pobazgraną czyimś pismem. Obok niej, leżał talerz z jajecznicą, chlebkiem i kubek soku jabłkowego.
,, Kochanie, pojechałam na zakupy. Wrócę do godzinki. Ojciec musiał jechać do pracy. Kocham Cię ''.
Do pracy? W niedziele? To już jest jakaś lekka przesada. Ten jego szef jest jakiś nienormalny czy jak? Jedząc śniadanie, wykręciłam numer chłopaka i zadzwoniłam do niego. Odebrał za trzecim razem.
- Michał? - Wyrwało mi się słysząc jego głos.
- Hej skarbie - Przywitał się. Wyczułam w jego głosie nutkę poddenerwowania i złości.
- Jak się czujesz? - Spytałam z troską. Martwiłam się o jego stan tym bardziej, że był poszkodowany. Nie byłam pewna czy kiedyś wybaczę sobie to, że przeze mnie dostał niezły wpierdol.
- Już lepiej. A Ty? Chciałbym się teraz do Ciebie przytulić - Zachichotałam. Lubiłam kiedy był taki czuły i kochany - Jesteś jedyną dziewczyną o której teraz marzę.
- A Ty jedynym chłopakiem..Tęsknie za Tobą...
- Misiu, wiesz, że ja za Tobą też... Świata nie widzę bez Ciebie..
- Przestań bo zaraz pomyślę, że coś przeskrobałeś - Zaśmiałam się. Od tygodnia jestem w związku a czuję się jakbyśmy spędzili razem pół życia. Czułam, że on to ten jedyny.
Porozmawialiśmy jeszcze z pięć minut nim padła mi bateria w telefonie. Zaklęłam, ale zdążyłam się pożegnać. Dziś się nie widzimy. Michał musi jechać do lekarza na jakieś tam badania gdyż jego mama jest strasznie opiekuńcza a potem na komisariat. Ta kobieta nie odpuści za żadną cenę. Wzruszyłam tylko ramionami bo nic innego zrobić nie mogłam i wróciłam do pokoju. Poczułam się w nim tak jakoś dziwnie. Zakręciło mi się w głowie, więc usiadłam bardzo powoli na swoim łóżku.
- Co jest... - Szepnęłam sama do siebie. Co prawda od dłuższego czasu mam już takie dolegliwości, ale pierwszy raz zaczęła mi lecieć również krew z nosa. Otarłam ją dłonią czując, że to nie wystarczy. Chyba powinnam sama się udać do lekarza... Nagle zadzwoniła moja przyjaciółka. Poprosiła o spotkanie w ważnej sprawie, więc się zgodziła. Po piętnastu minutach była u mnie. Weszła do środka mieszkania bez pukania bo wcześniej poinformowałam ją, że jestem sama i pierwsze co zrobiła to rzuciła się w stronę lodówki. O dziwo mojej mamy jeszcze nie było a minęło dobre sto minut. Jak nie lepiej.
- Więc co to za ważna sprawa? - Zaczęłam temat ignorując jak wyjada mi najlepsze smakołyki.
- Bo ten.. - Speszyła się. A więc chodzi o chłopaka. Musi chodzić. Zarumieniła się cała na twarzy a wzrok wbiła w krzesełko naprzeciwko.
- Bo co? - Parsknęłam - Paulino Hels! Mów o co do cholery chodzi bo denerwujesz mnie....
- Pamiętasz jak wczoraj Diuk odwiózł Cię do domu? - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Więc potem zapytał się mnie czy chcę się z nim gdzieś przejechać. Zgodziłam się...
- No i co było dalej...? - Nalegałam. Ta dziewczyna doprowadza mnie czasem do szału.
- Pojechaliśmy na plaże.... -Zająknęła się po czym ucichła. Nie rozumiałam w czym jest problem, że pojechali na plaże. Przecież to nic takiego. Prawda?
- Pa..
- Przespałam się z nim! - Wrzasnęła zasłaniając twarz dłońmi.
- Co... Co zrobiłaś?... - Aż sama zachłysnęłam się własnym powietrzem. Z początku myślałam, że sobie ze mnie żartuje, ale kiedy zaczęła płakać, wiedziałam, że mówi poważnie. Strasznie się tym przejęła - Jak.. jak to możliwe?..
- Siedzieliśmy w samochodzie... - Zaczęła - Kiedy nagle mnie pocałował... Odwzajemniłam ten pocałunek nie zwracając uwagi na to, że mnie wszędzie dotyka.. Potem już samo jakoś tak wyszło..
- Paula.. - Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Straciłam dziewictwo, rozumiesz? I to z chłopakiem, którego nie znam! Jestem jaką dziwką....!
- Nie mów tak! - Wybuchnęłam - Po prostu Cię zauroczył..Nie wiedziałaś co robisz...
- Jestem taka głupia... - Wtedy coś do mnie dotarło. Matko...
- Zabezpieczaliście się, prawda?
- Oczywiście! - Krzyknęła - Ale i tak nie powinnam tego robić!
- On Ci się podoba, prawda? - Kiwnęła głową - Wie o tym?
- Oszalałaś? - Zadrżała - Jestem pewna, że teraz w ogóle się do mnie nie odezwie.. Pewnie chciał mnie tylko przelecieć a ja głupia mu uległam...
- Boże, Paula.. Wszystko będzie dobrze. Masz mnie... - Wtuliłam się w jej ramiona dając jej przy tym pewność, że zawsze może na mnie liczyć. Wiedziałam też, że nie zostawię tak tej sprawy. Dorwę tego skurwiela i skończy gorzej niż wczoraj mój chłopak. Wpierdolę mu gołymi rękoma...
Pół dnia spędziłam z Pauliną. Powygłupiałyśmy się, pogadałyśmy trochę... Humor jej uległ zmianie. Uśmiechała się to tu to tam. Przy okazji mama dała znać, że nie może przyjechać bo coś jej wypadło a ojciec był dalej w pracy. Co się dzieje z tymi rodzicami?! Kiedy Paulina wróciła do swojego domu, przyszedł do mnie drugi gość. Na mojej twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Naprawdę byłam w wielkim szoku.
- Diuk?.. - Zatrzepotałam rzęsami. Uśmiechnął się tylko i spytał czy może wejść. Pokiwałam potwierdzająco głową - Coś się stało?.. - Przez chwilę zapomniałam, że skrzywdził moją przyjaciółkę. Byłam skupiona na tym, że przyszedł.
- Nie.. Po prostu chciałbym pogadać - Wzruszył ramionami.
- O czym? I skąd wiedziałeś, że tu mieszkam?
- Chodzisz z moim kuzynem więc w szkole jesteś dobrze znana - Zaśmiałam się. Ja? znana? Dobre żarty. Nikt nigdy nie zwracał na mnie zbytnio uwagi, więc to musi być pomyłka. A to, że byłam dziewczyną Michała to nie znaczyło, że moja słaba popularność ulegnie zmianie.
- Chcesz coś do picia? - Zmieniłam temat próbując być trochę uprzejma. Pokiwał przecząco głową - No to w takim razie mów o co chodzi bo się zaczynam bać...
- Chodzi o Paulinę... - Jęknął a wzrok wbił w podłogę. Patrząc się na niego, domyśliłam się o co dokładniej chodzi. Dopadł mnie gniew. To świetna okazja, aby strzelić mu z pięści w pysk. Już podwinęłam nieco rękaw, kiedy zaczął znów mówić - Myślisz, ze ja.... uważasz, że się jej podobam?
- Co.. ? - Zatrzepotałam zdezorientowana głową - Dlaczego o to pytasz?
- Bo ten... - Zamilkł. Wiedziałam o czym teraz pomyślał. Chętnie bym mu coś powiedziała, ale wolałam poczekać i dowiedzieć się od niego czegoś więcej. Na koniec go pobiję - Przyjaźnicie się.. Myślisz, że zgodziłaby się ze mną chodzić? - Uniosłam wysoko brwi. On chciał z nią być?!
- Możesz powtórzyć? - Jęknęłam.
- Wiem, że znamy się krótko, ale czuję, że coś między nami jest tym bardziej po wczora... - Zawahał się i ponownie zamilkł. Na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. Próbowałam powstrzymać się od śmiechu, ale nie wytrzymałam i wybuchnęłam. Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- Myślę, że może Wam się udać - Palnęłam zadowolona. Niedawno Paula rozmawiała ze mną o tym samym. Co za ironia. Bała się, że chłopak nie będzie chciał jej znać i, że chodziło mu tylko o seks a tu proszę. On na nią leciał!
- Naprawdę?! - Kiwnęłam głową.
- Naprawdę - Powtórzyłam czule. Był zachwycony. Niczego więcej nie chciał wiedzieć. Pożegnał się ze mną po czym ruszył do drzwi - Hamilton?
- No?
- Zapamięta jedno. Stanie jej się krzywda a zapomnę, że jesteście z Michałem rodziną - Warknęłam.
- Evans?
- No?
- Dziękuję za wszystko - Uśmiechnął się po czym wyszedł. Daję im trzy dni. Nie więcej. Potem będą już razem.
Wróciłam do pokoju, gdzie spędziłam resztę wieczoru. Mama przyjechała bardzo późno a ojca wciąż nie było. Była jakaś taka smutna, przygnębiona. Spytałam się o co chodzi, ale zbyła mnie tłumacząc, że to przemęczenie. Wiedziałam, że kłamie. Kiedy zamknęła się w swojej sypialni, postanowiłam odpuścić. Jutro z nią porozmawiam. Zadzwoniłam do taty z nadzieją, że on coś może wiedzieć. Nie odbierał. Co do cholery się tu dzieje? Pierwszy raz mam taką sytuację w rodzinie. Dałabym sobie uciąć rękę, że przed chwilą usłyszałam płacz mamy. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Pokłócili się ? To niemożliwe. Oni nigdy się nie kłócą...
Zmęczona wzięłam prysznic i po rozmowie przez Skypa z Michałem, położyłam się do łóżka i zasnęłam.
,, - Ratunku! - Krzyczałam biegnąc przed siebie. Nic nie widziałam. Wokół mnie panowała błoga ciemność a ja czułam jak ktoś się za mną skrada. Był coraz bliżej mimo tego, że biegłam tak szybo jak umiałam. Dopadł mnie. Chwycił moją dłoń i wywrócił na podłogę. Zamknęłam oczy by nie widzieć jego twarzy a kiedy zostałam zmuszona do ich otworzenia, przed moimi oczami ukazała się męska sylwetka. Typ siedział na mnie, blokując mi wszystkie kończyny. Byłam skazana na jego łaskę - Prosze... wypuść mnie.. - Szlochałam.
-Teraz mi nie uciekniesz Evans - Wybuchnął brutalnym śmiechem. Znałam ten głos. Twarz bandyty zaczęła robić się bardziej wyrazista a ja z każdą kolejną sekundą miałam przeczucie, że wiem kto mnie napadł. ''
- Nie! - Krzyknęłam budząc się. Spanikowana rozejrzałam się dookoła, aby mieć pewność, że jestem bezpieczna. Mój pokój. Pot oblał moje ciało a policzki były ciepłe od płaczu. Matko, to tylko koszmar. Tak bardzo się cieszę, że to tylko koszmar. Wstałam dość późno biorąc pod uwagę to, że idę dziś do szkoły. Rodziców nie było. Byli o tej godzinie już dawno w pracy. Nawet nie wiem czy ojciec wrócił na noc bo nie przypominam sobie bym coś słyszała. Pewnie wrócił. Musiał.
Odblokowałam telefon gdyż miałam dwie wiadomości. Od Pauli. Pisała, że niedługo będzie. Cóż.. Wzięłam szybki prysznic a włosy związałam tym razem w koka. Nie miałam czasu, aby je umyć i pokręcić czy wyprostować. Ledwo zdążyłam zjeść śniadanie, które sama sobie przyszykowałam. Pierwszy raz od bardzo dawna, mama zapomniała zrobić mi coś do jedzenia. Zaczynam się o nią martwić.. Usłyszałam dźwięk klaksonu przyjaciółki. Dopiłam sok po czym opuściłam mieszkanie idąc do jej samochodu. Miała dobry humor o dziwo. Przywitałam się z nią i wsiadłam do środka. Oznajmiła, że jeszcze jedzie po Michała. Przecież nie był zdolny prowadzić ze złamaną ręką.
Pod szkołą byliśmy równocześnie z czasem. Zaparkowaliśmy i udaliśmy się do środka wielkiego budynku. Wszędzie rozglądałam się dookoła z myślą, że zaraz gdzieś zobaczę Coopera, ale ku mojemu zaskoczeniu, jego nigdzie nie było. Cały dzień go nie widziałam. Jego i Alana. W sumie to się cieszyłam. Nie chciałabym stać twarzą w twarz z tym psychopatą jak będzie wiedział, że ma sprawę w sądzie. Ciekawa jestem tylko, kiedy się o tym dowie.
Lekcje przebiegły bardzo szybko. Michał miał mniej zajęć więc szybciej wrócił do domu autobusem. Paulina nie jechała od razu do siebie tylko musiała zajechać jeszcze do banku załatwić jakieś tam zaświadczenie więc zostało wracać mi do domu samej. Na moje nieszczęście, bus którym miałam wrócić, odjechał nim zdążyłam dotrzeć na miejsce. Niech to szlag! Do najbliższego postoju taksówek jest z jakieś trzy kilometry. Zaklęłam pod nosem.....
***Dylan***
Zaraz mnie kurwa trafi szlag. Co to ma znaczyć do chuja pana?! W ręku trzymałem małą kopertę zaadresowaną do mnie a w niej biały list. To wezwanie najpierw na policję a potem do sądu.
Mam się wstawić do tych pierdolonych psów za trzy dni. Zajebiście. Najzabawniejsze było to, że stał za tym ten bogaty sukinsyn. On naprawdę nie wie z kim zadziera a najwidoczniej wczoraj było mu za mało. Przecież jak go teraz dorwę to rozpierdolę mu tę krzywą twarz.
- Co to kurwa jest?! - Usłyszałem głos przyjaciela. Wszedł do mojego pokoju trzaskając drzwiami. Był ewidentnie wkurwiony. Bardzo wkurwiony. Dłoń zacisnął w pięść a na czole pojawiła mu się ta śmieszna żyłka, która zawsze wyskakuje, kiedy ma ochotę komuś porządnie wpierdolić.
- Też dostałeś? - Zaśmiałem się.
- Śmieszy Cię to? - Wzruszyłem obojętnie ramionami. Oczywiste było, że na żadną rozprawę nie pójdę.
- Mam to w dupie.
- Wiesz, że mamy spore kłopoty, prawda? Rick nie kazał rzucać nam się w oczy po ostatniej akcji. Ledwo udało się wyjść Davidowi z pudła a co będzie jak Ciebie tam wjebią? Albo mnie?
- Nie zrobią tego.
- Ta? A skąd możesz to wiedzieć? - Wstałem na nogi i stanąłem z nim twarzą w twarz.
- Ponieważ dziś spotkam się z tą szmatą i wytłumaczę jej bardzo, ale to bardzo dokładnie, że ma przekazać swojemu chłopakowi, aby wycofał zarzuty - Ku mojemu zdziwieniu, Alan wybuchnął śmiechem. Pieprzony dupek.
- Ta kurwa Cię nienawidzi. Jako pierwsza poleci na Ciebie donieść. Pobiłeś jej chłopaka, pamiętasz?
- Bardo dobrze. Żałuję tego... - Skrzywiłem się na tamto wspomnienie.
- Żałujesz? - Zdziwił się moimi słowami.
- Ta.. Żałuję w chuj, że nie dokończyłem tego co zacząłem. Ten idiota nie powinien już nigdy wstać na nogi.... - Warknąłem i tym razem to ja zacisnąłem dłoń w pięść na wspomnienie kiedy zobaczyłem jak ta mała idiotka rzuca mu się w ramiona po czym go całuje namiętnie - Ale spokojnie. Naprawię ten błąd przy pierwszej lepszej okazji - Spojrzałem na niego z uśmieszkiem na twarzy. Odpowiedział mi tym samym.
- Mam lepszy pomysł. Może zakład?
- Jaki zakład? - Uniosłem brew ze zdziwienia.
- Kto szybciej złapie tego chuja a przede wszystkim mu mocniej wpierdoli, wygrywa zgrzewkę piwa. Wchodzisz w to?
- Propozycja kusząca... - Zawahałem się. Chwilę to przemyślałem aż wreszcie wiedziałem co mam zrobić.
- Oczywiście. Ale wyjaśnijmy sobie jedno.
- No?
- Evans jest moja i ja się nią zajmę ......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz