czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 23

,, I am a fucker ''

Minęły kolejne trzy dni. Od tego czasu kompletnie nic się nie zmieniło po za stanem mojego zdrowia. Czułam się lepiej niż na początku, ale moje serce wciąż było smutne. To było gorsze od jakiejkolwiek choroby. Nie miałam żadnych wieści od Dylana gdyż nie pojawił się u mnie ani razu. Nawet nie napisał głupiego SMS'a. Sama nie wiedziałam czemu, ale strasznie mnie to bolało. Najgorsze było to, że w dalszym ciągu nie mogłam sobie przypomnieć nocy w której doszło do wypadku. Jakim cudem Cooper mnie tu przywiózł? Pokłóciłam się z nim? A może coś mi zrobił i dlatego nie wraca? Nie wiem już sama! Za dużo myślę jak na tą chwilę. Powinnam się odprężyć i zająć czymś innym, ale za każdym razem kiedy wpatrywałam się w obraz na ścianie naprzeciwko mnie, nie mogłam uwierzyć, że namalował go Michał. Po prostu łudziłam się głupio, że to sprawka Dylana. I jeszcze ten głupi misiek na stole! Serio? Michał? Ale dlaczego? Mój były chłopak codziennie do mnie przychodzi i pyta jak się mam, czy czegoś nie potrzebuje lub czy mam jakieś życzenie. Tak, mam życzenie, ale on niestety mi go nie spełni. Nikt go nie spełni prócz boskiego, ciemnowłosego, dobrze umięśnionego mężczyzny.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk pukana do drzwi. Spojrzałam zaciekawiona w tamtą stronę bo kto to mógł być? Mama pojechała do mieszkania po nowe ciuchy, Paula musiała wrócić do matki, gdyż ta znów kłóciła się z  ojcem a jutro jest rozprawa w sądzie z kim dziewczyna zostanie. Natomiast Michał miał jakieś spotkanie w szkole. Więc może Dylan?! Na moją twarz wskoczył ogromny uśmiech zadowolenia i szczęścia, że wreszcie przyszedł do mnie, że nareszcie go zobaczę.
- Dy...! - Krzyknęłam w połowie jego imię, kiedy drzwi się otworzyły. Wiecie dlaczego tylko w połowie? Bo do pomieszczenia wszedł ktoś całkiem inny. Wolnym krokiem zbliżył się do mojego łóżka, gdzie następnie stanął do mnie twarzą w twarz.
- Cześć kochanie.. - Odezwał się jako pierwszy. Zmrużyłam oczy, aby po chwili wziąć kilka głębszym oddechów.
- Co tu robisz? - Warknęłam. Minęło sporo czasu, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tym co zrobił mojej matce. Nigdy tego nie zapomnę i nigdy mu tego nie wybaczę. Nie rozumiałam po co tu przylazł. Nagle zgrywa dobrego tatusia? Mógł o tym pomyśleć, kiedy pierwszy raz poszedł do łóżka z tą blond szmatą. 
- Dobrze wiesz, że się martwię o Ciebie....
- Daruj sobie - Wtrąciłam - Wiesz, że nie wybaczę Ci tego co zrobiłeś, więc możesz już iść.
- Ross... - Dotknął dłonią mój prawy policzek, ale szybko przesunęłam głowę w bok. Niech mnie nie dotyka. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Brzydzę się go!
- Wyjdź... - Warknęłam ponownie - I nigdy więcej nie przychodź..
- Kocham Cię Ross... Pamiętaj.. - Położył na stoliku mały prezent i rozejrzał się uważnie dookoła - Kocham Cię.. - Powtórzył.
- Wyjdź! - Wrzasnęłam mając przed oczyma te wszystkie noce, gdzie mama przez niego płakała i obwiniała się o rozpad ich związku. Nie mogłam wymazać tego obrazu z głowy a kiedy mój ojciec był w pobliżu, obraz ten stawał się coraz wyraźniejszy. Mężczyzna spojrzał na mnie i chciał coś powiedzieć, ale kiedy dostrzegł, że zaczęłam płakać, skinął posłusznie głową i odszedł. Ja natomiast otarłam dłonią łzy, które spłynęły po mojej twarzy, ale nic to nie dało. Nie dałam rady powstrzymać płaczu i po prostu wybuchnęłam wielkim szlochem. Zamknęłam następnie oczy, aby kilkanaście minut później zasnąć i przenieść się do krainy snów i marzeń, które nigdy się nie spełnią.

Obudziłam się wieczorem. Dochodziła dwudziesta pierwsza a za oknem wciąż było w miarę jasno. Co się dziwić. Zbliżają się wakacje.
Ku mojemu zdziwieniu, w pokoju byłam o dziwo sama. Zero ludzi, zero znajomych, tylko cisza i spokój. Tak, tego właśnie potrzebuję. Spokoju. Rozłożyłam się na łóżku i odsapnęłam z ulgą. Odkąd trafiłam do tego szpitala, mam wiele czasu na myślenie o wielu sprawach.
- Mogę.. ? - Usłyszałam cichy szept. O to właśnie mój spokój legł w gruzach, kiedy do środka wszedł Michał. Posłałam mu ciepły uśmiech i machnęłam ręką, aby się nie krępował. Chłopak miał w dłoni bukiet białych lilii i pudełko czekoladek. Zmierzyłam go ostrym wzrokiem, ale on tylko wzruszył smętnie ramionami - No co?
- Jajco - Parsknęłam - Nie musiałeś..
- Ale chciałem - Wykrzywił twarz w uśmieszku przez co również się zaśmiałam - Proszę.. - Podał mi małe słodkości a kwiaty wstawił do wazonu - Jak sie czujesz?
- Dobrze.. Będziesz za każdym razem o to pytał?
- Oczywiście. A wiesz czemu? Bo się martwię o Ciebie.
- Michał...
- Pamiętasz jak zawsze uwielbiałaś kiedy przynosiłem Ci te czekoladki? - Skinęłam głową na co tylko się lekko uśmiechnął. Tak, to prawda. Kochałam kiedy to robił i kochałam te małe kwadratowe słodycze. Świetnie rozpływały się w ustach i przeniosły mnie do innego świata.
- Pamiętam.. - Szepnęłam. Chłopak otworzył pudełko a potem wziął do ręki jeden, mały kwadracik - Co robisz? - Parsknęłam śmiechem.
- Otwórz buzie.
- Co? Nie. Nie wygłupiaj się... - Wtedy nieoczekiwanie wskoczył na mnie i zaczął mnie gilgotać. Miałam łaskotki prawie wszędzie i ten dupek dobrze o tym wiedział. Najczulszym miejscem na tego typu zabawy, była moja szyja i właśnie to wykorzystał - Michał! Błagam! Przestań! Michał!
- Jeżeli powiesz, że mnie lubisz! .
- Przecież wiesz, że tak! AAaa...Przestań! - Spojrzał mi głęboko w oczy, aby upewnić się, że mówię prawdę i dopiero chwilę później, zszedł ze mnie.
- Brakowało mi tego.. - Szepnął - Brakowało mi Ciebie.. - Wstał na nogi, podszedł do wielkiego okna i stanął do mnie tyłem, bym nie mogła dostrzec miny jego twarzy - Tęskniłem...
- Mi też tego brakowało.... - Obrócił się gwałtownie jakbym powiedziała coś na co czekał od bardzo dawna i w jednej chwili znalazł się z powrotem obok mnie.
- Ross... - Michał ostrożnie zbliżył dłoń do mojej twarzy i delikatnie, koniuszkami palców, zaczął gładzić mój policzek. Przez chwilę zapomniałam o wszystkich problemach jakie mnie otaczały. Zapomniałam o rodzicach, o szpitalu o Dyla....- Kocham Cię.. - Szepnął i ponownie spróbował mnie pocałować, jednak tym razem na czas odchyliłam głowę w bok. Nie chciałam tego. Nie byłam gotowa na taki coś.
- Nie rób tego - Warknęłam - Nie tym razem..
- Dlaczego? Kocham Cię...
- Ja Ciebie też...
- Więc w czym problem?! - Wtrącił mi w połowie zdania - Pozwól się pocałować...
- Kocham Cię, ale już nie jako chłopaka, lecz przyjaciela.. Michał, dużo się zmieniło. Przepraszam..
- Wiem, że zawiniłem.. Wybacz mi to..
- Oboje zawiniliśmy. Prawda jest taka, że.. - Nagle zamilkłam. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam do końca co. Przed oczyma pojawił mi się Dylan i scena w której leżeliśmy na łóżku a on pieścił moje ciało. Co do chuja?! Zachłysnęłam się powietrzem i chwyciłam za głowę. Ja wariuję.. Wariuję!
- Ross? Co się dzieje?.. Wszystko w porządku?!
- Tak.. Ja... - Nic więcej sobie nie przypomniałam. Miałam tylko ten obraz gdzie nasze dwa ciała leżały złączone na jakimś wielkim łożu. Cholera. Czy my...? Czy on...? - Wszystko w porządku.. - Wtrąciłam szybko.
- Zrobiłaś się strasznie blada...
- Wszystko gra.
- Więc możesz dokończyć to co przedtem zaczęłaś?
- Daj spokój...
- Nie kochasz mnie bo kochasz kogoś innego, prawda?
- Michał..
- Prawda?! - Wrzasnął. Spojrzałam na niego lekko przestraszona jego zmianą humoru, ale szybko oprzytomniałam.
- Nie wiem.. - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Nie wiem czy go kocham...
- Nie wiesz? - Powtórzył ironicznie.
- Nie - Rzekłam stanowczym głosem - Więc daj mi spokój z tym tematem i zostaw mnie teraz samą..
- Dobra.. - Jęknął po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Miałam tego wszystkiego dosyć. Parę minut później, odwiedził mnie Filip. Musiał przeprowadzić kilka rutynowych badań. Dziwne, że akurat on się u mnie zjawił. Przez prawie cały tydzień zajmowali się mną jego koledzy a jego widywałam rzadko. Czyżby coś się stało?
- Co tu robisz? - Spytałam zaciekawiona. Dziwne pytanie jak dla lekarza, ale naprawdę byłam zaskoczona jego wizytą.
- Przyszedłem pobrać Ci krew.
- Znów ?
- Niestety - Zaśmiał się. Miałam wrażenie jakby przez ten uśmiech próbował ukryć zdenerwowanie, jakby chciał uchronić mnie przed czymś strasznym - Muszę przeprowadzić jeszcze raz wszystkie badania.
- Po co?
- Bo coś mi nie pasuje w Twoich wynikach jakie otrzymałem. Przyszedłem też Cię ochrzanić.
- Za co? - Zdziwiłam się - Coś źle zrobiłam?
- Oczywiście - Parsknął - Nie posłuchałaś mnie, kiedy prosiłem byś trzymała się z dala od Dylana.
- Przecież trzymam się od niego z dala....
- Czyżby? - Uniósł do góry jedną brew jakby chciał podkreślić, że kłamię - Więc dlaczego w dniu wypadku byłaś u niego w domu? I czemu ten kretyn wkradł się do tego pokoju, kiedy Cię badałem i przerobił całe te pomieszczenie?
- Co? - Spytałam zdezorientowana. Myślałam, że się przesłyszałam. Dylan? Kwiaty? To niemożliwe.
- Właśnie to. Nie posłuchałaś się mnie.
- Jesteś pewien, że to on to zrobił?
- Oczywiście. Jeszcze z nim rozmawiałem tego samego dnia na ten temat - Parsknął ponownie - Musiał wyjechać w sprawach służbowych na cały tydzień, więc dlatego tu nie przychodzi. Gdyby był w mieście, siedziałby przy Tobie dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Myślałam, że...
- Cały czas do mnie dzwoni i pyta się o Twój stan zdrowia. Mam być z Tobą szczery? - Kiwnęłam głową, aby mówił dalej - On Cię kocha a ja nie mam pojęcia co z tego wyniknie, ale chcę, abyś wiedziała, że zawsze możesz na mnie liczyć - Uśmiechnął się, pobrał mi wreszcie krew a potem wyszedł zostawiając mnie samą. Więc ten bukiet na ścianie nie namalował Michał? Paula mnie okłamała? Nie. To niemożliwe. Nie wierzę w to...
Wstałam na nogi i przeszłam cały pokój w tą i z powrotem. Zbliżyłam się do misia, który stał na szafce. Więc on też jest od Dylana? Wzięłam maskotkę do ręki i mocno ją do siebie przytuliłam. Była taka mięciutka.. Nagle dostrzegłam czarny materiał ubrania pod swoim łóżkiem. Zaciekawiona podeszłam tam i wzięłam ciuch do ręki. Ja pierdole. Kurtka Coopera. Przyniósł mi ją!
- Mogę? - Paula stanęła w drzwiach i czekała na moją odpowiedź. Nie była sama. Obok niej wyłonił się Michał z dużą czekoladą. Śmieszne. Myśli, że polecę na słodycze? Zaprosiłam ich do środka z zamiarem wyjaśnienia tej całej sprawy. Jeżeli to prawda co powiedział mi Filip, nie odezwę się więcej ani do niej, ani do niego - Jak się czujesz? - Spytała troskliwym tonem głosu.
- Dlaczego mnie okłamałaś? - Warknęłam od razu ją atakując. Najpierw postanowiłam z nią pogadać. Nie miałam ochoty na miłe gierki, więc od razu przeszłam do rzeczy.
- Słucham? - Udała zdziwioną, ale kiedy dostrzegła kurtkę Dylana w moich rękach, wiedziała o co chodzi. Wiedziała, że ja już o wszystkim wiem. Oboje wiedzieli - Ross..
- Dlaczego?! - Wrzasnęłam.
- Zrobiłam to dla Twojego dobra..
- Mojego dobra? - Syknęłam.
- Ten chłopak nie jest dla Ciebie! On jest złodziejem i kryminalistą! Ross.. proszę..
- Myślałam, że się przyjaźnimy...
- Bo się przyjaźnimy! Wybacz mi to! nie chciałam, abyś cierpiała przez niego!
- Jak na razie to cierpię przez Ciebie! Okłamałaś mnie a przyjaciele tak nie postępują! Najpierw zdradził mnie on - Wskazałam palcem na chłopaka - A teraz Ty?! Sądziłam, że ...
- Nie bądź na mnie zła...
- Wiesz co? Wyjdź stąd i nie odzywaj się więcej do mnie. Nie chcę Cię widzieć.
- Ross...
- Wyjdź... - Spojrzała na mnie zrozpaczona, ale wyszła. Nie mogę uwierzyć w to, że tak perfidnie mnie okłamała! To się nazywa przyjaciółka?! Nie sądzę - A Ty?! - Zwróciłam się do niego - Na co czekasz?! Też masz wyjść.
- Ona nie chciała Cię zranić. Zależy jej na Tobie tak jak i mnie..
- I dlatego mnie okłamaliście? Super.. - Zbliżył się do mnie i gwałtownie chwycił mnie za ramiona - Puść mnie.. - Warknęłam przestraszona. Co on zamierza? Oszalał?.
- Ten idiota nie jest Ciebie wart.. - Syknął. Przejechał dłonią po moje twarzy, nie zważając na to czy mi się to podoba, czy też nie. Miał to w dupie - Należysz do mnie! Rozumiesz?!
- Jesteś nienormalny...
- Ross.. Kurwa.. Kocham Cię.. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie... - Schylił twarz ku mnie i spróbował mnie pocałować. Zaczęłam się z nim szarpać.
- Puść mnie!.. Puszczaj!.. - Wtedy niespodziewanie odsunął się ode mnie. Ktoś go odsunął i zrobił to w bardzo brutalny sposób. Wystraszona cofnęłam się kilka kroków w tył nie wiedząc o co chodzi. Spanikowałam.
- Głuchy jesteś? Kazała Ci puścić - Usłyszałam znajomy mi głos. Na sam jego dźwięk, przeszły mnie przyjemne ciarki a strach wyparował. Poczułam się całkowicie bezpieczna. Ciemnowłosy mężczyzna chwycił Michała za kurtkę i z całej siły wyrzucił go na korytarz zamykając następnie drzwi na klucz. Zrobił to szybko i sprawnie aż byłam pod wrażeniem.
- Dylan.. - Szepnęłam widząc jego twarz. Ani trochę się nie zmienił, prócz lekkiego zarostu. Ale nawet to mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Wyglądał bardziej seksownie i pociągająco. Chłopak obrócił się do mnie twarzą a następnie szybkim krokiem znalazł się tuż przy mnie.
- Tęskniłem... - Wymruczał - Tak bardzo tęskniłem...
- Dylan... - Powtórzyłam. Nie zdołałam nic więcej powiedzieć, ponieważ przyszpilił mnie swoim ciałem do ściany i zaczął okładać moje usta długimi, namiętnymi pocałunkami.
- Kocham Cię... - Szepnął mi wprost do ucha. Spojrzałam mu głęboko w oczy czy aby nie robi sobie ze mnie jaj, ale kiedy dostrzegłam w jego wzroku ból, tęsknotę i cierpienie, wiedziałam, że mówi prawdę.
- Ja Ciebie też... - Rzekłam. Wreszcie wypowiedziałam w jego kierunku te trzy słowa, które tak strasznie mnie męczyły.... Byłam prze szczęśliwa. Wrócił. Wrócił do mnie......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz