poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 25

,, I am a fucker ''

***ROSS***

Pierdolony Dylan. Pierdolony Dupek. Pierdolony cham. Pierdolony Cooper! Co on sobie myśli?! Że kim ja jestem?! Że nie poradzę sobie z dwoma kretynami?! Kim oni w ogóle byli? W co on znów się wpakował?! No w co?!  W dumie to już miałam. Skoro kazał mi siedzieć w tym pierdolonym samochodzie i się nie wtrącać, to tak też zrobię. Będę tu spokojnie czekać i nie zareaguje nawet jeżeli będą go bić.

Niestety było inaczej. W jednej chwili dostrzegłam jak Cooper okłada się z kimś pięściami. Z początku tylko się temu przypatrywałam, ale kiedy zorientowałam się kim był jego przeciwnik, nie mogłam opanować złości i siedzieć tak bezczynnie. Szybko rozejrzałam się po wnętrzu pojazdu czy nie ma czegoś, czym mogłabym się posłużyć i w ostatniej chwili w moje ręce wpadła metalowa rura. Nawet nie zastanawiałam się po co mu ona była, tylko otworzyłam każdy zamek i wyleciałam na zewnątrz w bojowym szyku. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na Alana. Machnęłam ręką do tyłu, aby następnie z całej siły przyłożyć mu tą rurą w brzuch.
- Zostaw go! - Krzyknęłam przechodząc do dalszych działań. Chłopak zleciał na ziemię dławiąc się własnym powietrzem. Chciałam uderzyć go po raz drugi, jednak na czas złapał moją dłoń i wyrwał mi narzędzie obronne po czym odepchnął mnie do tyłu. Potknęłam się o własne nogi i wylądowałam koło Dylana. 
- Ross... - Szepnął Cooper. Spojrzał na mnie a potem kazał mi uciekać, ale nie bardzo rozumiałam o co chodzi. Uciekać? Przed kim? Nie bałam się Alana. Na pewno nie jego.
- Ty głupia szmato.. - Warknął Fryz. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że jednak jakiś lęk przed tym chłopakiem był we mnie skryty. Widząc jego minę, kiedy jest wkurwiony na całego, sprawiał, że trzęsły się pode mną nogi. Chciałam uciekać, ale nie miałam z nim szans. Był szybszy. Wstał na nogi, złapał mnie za bluzę a następnie podniósł do góry tak, że stałam z nim teraz twarzą w twarz. A dokładniej to wisiałam w powietrzu łapczywie łapiąc tlen w płuca  - Powiedz mi jak to jest jeszcze możliwe, że nadal żyjesz?.. 
- Powiedz mi jak to jest możliwe, że jesteś aż takim idiotą?! - Syknęłam wymierzając mu porządnego kopa w sam środek jego krocza. Zawył z bólu a ja upadłam na ziemię. Wykorzystałam ten jakże dla mnie zbawczy moment i mocno zaciągnęłam się rześkim powietrzem. Jeżeli miałam przegrać, to chociaż w dobrym stylu, prawda? Niech wie, że nie ma ze mną tak łatwo.
- Ty kurwo! - Wrzasnął chcąc uderzyć mnie z pięści w twarz, jednak Dylan mu na to nie pozwolił. Wskoczył między nami i odepchnął przyjaciela do tyłu. Następnie zacisnął dłoń w pięść, gotowy do kolejnego strzału - Co Ty odpierdalasz?!
- Zostaw ją!- Warknął. Zmrużyłam oczy nie mając pojęcia co się zaraz wydarzy. Nagle obok mnie stanął całkowicie nieznany facet. Czarne włosy, lekki zarost, okulary przeciwsłoneczne co było dziwne bo była noc, ale co kto woli, czarna marynarka i eleganckie buty. Przez ułamek sekundy nasz wzrok się napotkał. Przełknęłam głośno ślinę. W jego spojrzeniu zobaczyłam śmierć i coś czego nie da się opisać. Najmroczniejszą otchłań jaka tylko istniała. Szybko spuściłam wzrok na ziemię nie chcąc więcej topić się w jego jadowitym spojrzeniu.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie nieustannie. Dylan z Alanem przestali się szamotać i każdy stanął po innej stronie. Cooper był tuż przy mnie a Fryz stał ramię w ramię z nieznanym mi dotąd kolesiem. 
- Czy my się znamy? - Spytał mrużąc zaciekawiony oczy. Pokiwałam przecząco głową. Miałam wrażenie jakby Dylan celowo mnie przed nim zasłaniał. Jakby nie chciał dopuścić do tego spotkania. 
- Musimy już iść.. - Wtrącił przerywając tą niezręczną ciszę. Chwycił mnie za dłoń i ruszył w stronę swojego samochodu. 
- Chwileczkę - Zaśmiał się - Dokąd tak się śpieszycie?
- Rick, nie mam czasu .. 
- Rick...? - Szepnęłam. Myślałam, że się przesłyszałam. Rick? Popatrzyłam po raz ostatni w jego kierunku i ponownie nasze spojrzenie się skrzyżowało. Widział, że się przestraszyłam. Czuł mój strach i napawał się nim. Rick. Samo to imię powodowało, że miałam ciarki na całym ciele. Przed nim ostrzegał mnie Filip. To o nim mówił, że jest niebezpieczny.
- Daj mi się chociaż przywitać z Twoją nową koleżanką - Posłał nam uśmiech a potem zbliżył się do mnie i ucałował moją dłoń. Wzdrygnęłam się na co tylko uniósł kąciki ust do góry - Rick - Rzekł ukazując śnieżnobiałe zęby.
- Roo..Ross.. Rozalie.. - Skinęłam uprzejmie głową. Starałam się nie okazać tego jak bardzo moje całe ciało popada w coraz to większą panikę a rozum podpowiada, abym wiała gdzie pieprz rośnie.
- Rozalie.. - Powtórzył zachwycony - Ach, więc to o Tobie tyle mówi moja kochana siostrzyczka? - Klasnął uradowany w dłonie. Po chwili zlustrował mnie całą od stóp do głowy i westchnął jakby od niechcenia - Teraz rozumiem jej obawy. 
- Nie rozumiem... - Mężczyzna zbliżył się do mnie i nachylił twarz nad moim uchem.
- To bardzo proste. Jesteś sto razy ładniejsza - Syknął. Odsunęłam się gwałtownie w bok i stanęłam za Cooperem. Szatyn spojrzał to na mnie, to na swojego szefa aż wreszcie chrząknął znacząco.
- Coś jeszcze Rick? Czy możemy już iść ?
- Jeszcze jedno.
- Tak? - Zdziwił się chłopak.
- Mam nadzieje, że wkrótce spotkamy się ponownie panno Evans - Puścił mi oczko i odszedł. Z początku nie zwróciłam uwagi na to, że zwrócił się do mnie po nazwisku, gdyż byłam przejęta wpatrywaniem się w najlepszego przyjaciela Dylana, który w dalszym ciągu stał naprzeciwko nas. Zlustrował mnie a potem Coopera i zacisnął dłoń w pięść. Wyglądał dosyć groźnie z taką miną i postawą, więc nic dziwnego, że się bała.
- Jeszcze zobaczysz jaki naprawdę jest Twój super chłopaczek - Warknął podkreślając słowo ,, super ''. Dopiero wtedy odszedł pozostawiając mnie z mieszanymi uczuciami. Wciąż nie mogłam się otrząsnąć po tym dziwnym spotkaniu. Cooper widząc to, złapał mnie za dłonie i pociągnął w swoją stronę. Wtuliłam się w jego wielkie ramiona a wtedy wszystko inne przestało istnieć. Jego dotyk kciuka na moim policzku sprawił, że poczułam się nieco lepiej. Jego bliskość działała na mnie bardzo kojąco.
- O czym on mówił... ? - Szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie wiem.. - Skłamałem. Miałem dziwne przeczucie, że niedługo coś się wydarzy - Chodź.. zabiorę Cię w ostatnie miejsce na dzisiaj. Odpoczniesz, obiecuję - Pocałował mnie w czoło a potem zaprowadził moje obolałe ciało do samochodu i chwilę później odjechaliśmy z tego okropnego miejsca. 
Przez całą drogę milczałam. On również. Nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego zdania a co dopiero słowa. Od czasu do czasu zerkał na mnie by sprawdzić czy wszystko w porządku i znów skupiał się na drodze.  Ulice jakimi się przemieszczaliśmy nie były w ogóle oświetlane przez jakiekolwiek lampy. Jedyne światła padające z reflektorów auta, pozwalały nam cokolwiek widzieć. ,, Mam nadzieje, że wkrótce spotkamy się ponownie panno Evans'' Jego słowa uderzyły echem o moją głowę. Evans. Evans... 
- Skąd on zna moje nazwisko?! - Wpadłam w panikę.
- Pewnie od Alana.
- Dylan...
- Spokojnie - Wtrąciłem - Ufasz mi? - Kiwnęłam potwierdzająco głową na co chwycił dłonią moje lewe kolano i przez całą drogę go nie puszczał - Nie pozwolę Cię skrzywdzić Ross.. - Po jego słowach nie odezwaliśmy się więcej ani słowa. Skupiłam swój wzrok na mijających nas domach a on był zapatrzony w drogę.
- Dokąd jedziemy? - Spytałam wreszcie przerywając tą niezręczną ciszę. Byłam zmęczona. Nie miałam pojęcia która jest godzina, ale pragnęłam jedynie położyć się na łóżko i zasnąć. 
- Już jesteśmy na miejscu - Jęknął posyłając mi lekki, czuły uśmiech. Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam niewielki budynek naprzeciwko nas. Skądś go znałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Co to?
- Mój dom.. - Odpowiedział jakby zdezorientowany moim pytaniem - Nie pamiętasz? - Zdziwił się.
- Nie.. - Kiwnęłam przecząco głową. Wyszliśmy za zewnątrz gdzie owiał nas zimny wiatr. Powietrze było rześkie a niebo strasznie zachmurzone. Zero gwiazd. Prawdopodobnie zaraz lunie deszcz - Chyba, że tu byłam w dzień wypadku.. Przepraszam, ale nie pamiętam nic z tamtego wydarzenia..
- Co? - Stanął jakby nie dosłyszał mojej odpowiedzi - Jak to nie pamiętasz?
- No nie pamiętam.. - Wzruszyłam ramionami - To źle? - Nie odpowiedział. Machnął tylko dłonią i chwilę później wszedł do środka mieszkania. Podążyłam za nim. Przekraczając próg drzwi, każdy zakamarek tego domu, wydawał się taki znany, jakbym bywała tu setki razy. Architektura wnętrza nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia a jedyne o czym teraz myślałam to ciepłe, wygodne łóżko. 
- Jesteś głodna? - Spytał. Kiwnęłam przecząco głową.
- Chcę spać.. - Szepnęłam. Zrozumiał i zaprowadził mnie do jakieś sypialni - To Twój pokój?
- Nie.. Twój - Posłał mi uśmiech i wskazał palcem łazienkę - Tam masz prysznic jakbyś chciała skorzystać.
- Jak to mój? - Wróciłam do poprzedniego tematu.
- Spałaś w nim jako pierwsza osoba, więc należy teoretycznie do Ciebie - Wzruszył ramionami - No to... Kolorowych.. - Zbliżył się do mnie, uniósł moją twarz do góry i chwilę później złożył na moich ustach soczystego buziaka - Dobranoc - Nie dając mi szansy na odpowiedź, odszedł. Ja natomiast stałam zaskoczona jego zachowaniem, ale długo to nie trwało. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu jakieś szafy a kiedy ją znalazłam, podeszłam do niej i wyciągnęłam ciemną koszulę oraz jedną parę bokserek. Musiałam przecież w czymś spać. Co dziwniejsze, czułam się jakbym już przedtem to kiedyś zrobiła.
Weszłam do łazienki i od razu udałam się do kabiny prysznicowej. Brak wody. Co jest?! No to są chyba jakieś jaja.
- Dylan! - Wrzasnęłam. Wtedy mały strumyk przezroczystej substancji zaczął wyciekać z góry węża prysznicowego a chwilę później ogromna ilość wody zalała kwadratowe wnętrze. Tak, tego potrzebuję. Podziękowałam mu w duchu i zaczęłam się myć. Robiłam to przez dobre dwadzieścia minut. Potem podeszłam do dużego lustra na ścianie i gdy dostrzegłam małą szczotkę na szklanej półce, rozczesałam dokładnie każdy kosmyk swoich włosów. Na koniec umyłam twarz i wolnym krokiem ruszyłam do sypialni. Otwierając drzwi na oścież, przeżyłam lekki szok - Chryste...
- Aż taki straszny jestem? - Zaśmiał się. Cooper leżał na łóżku jakby nigdy nic. Był w samych bokserkach. Zlustrowałam go całego dokładnie zapamiętując w głowie jego każdy zakamarek ciała i niespodziewanie oblizałam językiem swoje wargi. Wyglądał niesamowicie.
- Co tu robisz...? 
- Raz jak tu spałaś, straciłem szansę. Teraz nie zamierzam - Machnął dłonią, abym do niego podeszła. Uniosłam brew do góry jakby to co robił było czymś absurdalnym, ale wiedziałam, że nie mam z nim szans. Kiwnęłam tylko głową i zgasiłam światło. Chwilę później leżałam obok niego, przykryta do szyi cieplutką kołdrą - Świetnie wyglądasz w moich ciuchach... - Szepnął mi wprost do ucha. Poczułam jak krąży kciukiem po moim nagim udzie. Uczucie to były przyjemne. Nie powiem, że nie. Nawet wydałam z siebie cichy pomruk, którego nie mógł usłyszeć.
- Dylan?
- Tak?
- Zamknij się. Chcę spać... - Odchyliłam się kawałek w bok, aby jego ręka zleciała z mojego ciała i dopiero później, zamknęłam swoje zmęczone powieki, czując jak dłoń Coopera ponownie mnie objęła i spoczywa teraz na moim brzuchu. Zasnęłam.


***DYLAN*** 

Kiedy otworzyłem oczy, w pomieszczeniu w dalszym ciągu panowała ciemność. Spojrzałem na zegarek. Czwarta nad ranem. Hm. Wiedziałem, że nie zasnę jeżeli czegoś nie zapalę. Spojrzałem na dziewczynę leżącą obok mnie a uśmiech sam wskoczył mi na twarz.
- Ross... - Szepnąłem głaskając koniuszkami palców jej piękną twarz. Wyglądała słodko kiedy spała. Wygramoliłem się spod kołdry i opuściłem jej sypialnię. Zapaliłem w salonie. Z małej komody wyciągnąłem paczkę fajek a następnie wygodnie rozsiadłem się na wielkiej kanapie i przeszedłem do sedna sprawy. Dym papierosa zapełnił moje płuca a ja poczułem ukojenie. Tak bardzo tego potrzebowałem. 
Piętnaście minut później, wróciłem do pokoju. Dziewczyna w dalszym ciągu leżała na łóżku, więc śmiało mogłem stwierdzić, że spała. Wróciłem na swoje miejsce i ponownie objąłem ją ramieniem. Najlepsza metoda, aby zasnąć. Mieć przy sobie osobę którą się kocha.
- Która godzina...? - Usłyszałem lekko zachrypnięty głos. 
- Nie śpisz...? - Spytałem zaskoczony. Pokiwała przecząco głową. Obróciła się w moją stronę i po mimo ciemności nas otaczającej, mogłem dostrzec jej piwne oczy wpatrzone we mnie - Po czwartej.. - Szepnąłem. Poczułem jak jej dłoń krąży po moim nagim torsie. Przyjemne uczucie - Co robisz?..
- Wiesz co?.. Przypomniałam sobie coś kiedy spałam.
- Tak? - Zdziwiłem się.
- Przypomniało mi się jak już to wcześniej leżeliśmy.. - Chwilę się zastanowiłem i zrozumiałem o co jej chodzi. Przełknąłem zażenowany ślinę. Ach tak. Mówi o incydencie gdzie chciałem się z nią przespać a ona odmówiła. Zrobiło mi się strasznie głupio. 
- Ross... Mam wyjść?
- Nie..- Zaprzeczyła szybko - Kiedy trafiłam do szpitala, każdego dnia chciałam, abyś do mnie przyszedł, abyś mnie odwiedził. Tęskniłam za Tobą i zrozumiałam, że Cię kocham...
- Też Cię kocham.. - Odpowiedziałem całując jej prawą dłoń. Wtedy niespodziewanie poczułem jak jej lewa ręka zatacza kółka obok mojego krocza. Spojrzałem na nią pytająco.
- Chcę tego.. - Szepnęła - Chcę to zrobić z Tobą..
- Naprawdę? - Kiwnęła potwierdzająco głową. Ucieszyłem się. Pomyślałem, że mówi o czasie przyszłym więc tylko przytuliłem jej kruche ciało do swojego. Byłem zachwycony, że chce, abym to ja ją rozdziewiczył.
- Dylan?
- Tak? 
- Chcę tego teraz.. - Zachłysnąłem się powietrzem. Co ona powiedziała? 
- Co powiedziałaś? - Jej odpowiedzią było wzruszenie ramionami.
- Kocham Cię i ufam Ci... - Przejechałem kciukiem po jej ramieniu a następnie mocno ją objąłem czując jak mój członek z każdą sekundą staje się twardszy - I Ty chyba też tego chcesz, prawda?.. - Uśmiechnęła się, wskazując ręką na mojego kutasa.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.. - Mruknąłem. Usłyszałem jej cichy pomruk i dłużej nie wytrzymałem. Naparłem na nią jeszcze mocniej i przyłożyłem swoją głowę do głowy Ross. Z moją koszulką i bokserkami wyglądała niesamowicie, ale bez tego zapewne jeszcze lepiej. Z pomocą dziewczyny, pozbyłem się jej ubrań i sam zostałem również z niczym. Nie mogłem opanować swojego kutasa, który aż błagał mnie o szybkie działanie. Przy żadnej innej dziewczynie nigdy nie odczuwałem takiego popędu seksualnego jak przy Evans. To była wiedźma, która rzuciła na mnie swój urok i od dnia kiedy pierwszy raz z nią rozmawiałem, nie mogę przestać o niej myśleć.
- Zrób to... - Wyszeptała.
- Co? .. - Udałem, że nie rozumiem pytania. Milczała przez chwilę a ja, aby uzyskać szybką odpowiedź, przesunąłem twarz z jej szyi do samych piersi i jakby od niechcenia zacząłem ssać jej sutka. Robiłem to bardzo powoli, ale dokładnie. Wywijała się pode mną i zatracała w tym jakże dla mnie banalnym geście. Dla niej było to coś nowego. Coś co sprawiało jej ogromną przyjemność a skoro ona była szczęśliwa to i ja taki byłem.
- Zrób to.. - Powtórzyła ledwo słyszalnym głosem. Rozchyliła nogi z nadzieją, że przejdę do rzeczy, ale ja miałem lepszy plan. Skoro był to jej  pierwszy raz to niech będzie on wyjątkowy. Tym bardziej, że to dziewczyna, która jest dla mnie bardzo ważna, więc tak czy siak, musi być zadowolona. Straci dziewictwo ze mną! Będę tym, który przebije jej błonę i sprawi, że z nastolatki stanie się prawdziwą kobietą.
Kciukiem przejechałem przez sam środek jej cipki. Słyszałem tylko jak dyszy i błaga bym przestał. Jej niedoczekanie. To dopiero początek.
- Co robisz?! - Wrzasnęła widząc jak zmierzam twarzą coraz niżej. Uciszyłem ją gestem dłoni. Teraz dostanie najbardziej przyjemną rzecz dla kobiety. Muszę się przyznać, że nigdy tego nie robiłem i to mój pierwszy raz. Nie miałem doświadczenia w robieniu komuś dobrze w ten sposób, ale jak już wcześniej wspomniałem, Ross jest wyjątkowa.
Musnąłem końcówką języka jej mokrą łechtaczkę. Powtórzyłem tą czynność kilka razy a kiedy wiedziałem, że Evans jest na skraju wytrzymania, podniosłem się i usiadłem na niej okrakiem. Głowę miała odchyloną do tyłu, plecy lekko uniesione a nogi co chwilę się o siebie ocierały. Była gotowa, abym w nią wszedł. Oblizałem dokładnie usta, kosztując to co należało do Ross - Dlaczego się mną bawisz?.. - Wychrypiała.
- Po to, aby mój kutas szybciej wszedł w Ciebie i abyś nie czuła dużego bólu.. - Szepnąłem. Z innymi dziewczynami nie zależało mi czy je boli czy też nie. Wpychałem tak długo, aby tylko dojść.
- Kocham Cię.. - Szepnęła nim zdążyłem wolnym ruchem zatopić swój sprzęt w jej cipce.
- Powtórz to.. - Nakazałem. Kiedy otworzyła usta by spełnić moje żądanie, nie zawahałem się ani chwili dłużej. Wolnym, ale za to stanowczym ruchem, znalazłem się w jej środku. Wrzasnęła z bólu i rozkoszy.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz