piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 28

,, I am a fucker ''

 - Dylan... Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? - Mój głos drżał a ciało odmawiało jakiegokolwiek posłuszeństwa. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie rozumiałam co robi tutaj David a w szczególności ta szmata. Miała strasznie dobry humor. Niestety nie mogłam powiedzieć tego o sobie. Bałam się, że zaraz usłyszę coś co mnie zasmuci.
- No właśnie Dylan - Odezwała się - Wytłumacz naszej kochanej Ross, że jest dla Ciebie nic nie znaczącą zabawką.
- Wystarczy - Warknął w jej stronę.
- Co proszę? - Uniosła zdziwiona brew do góry jakby właśnie dostała porządnego liścia w twarz.
- Nie musisz mówić mi co mam robić. Świetnie poradzę sobie sam - Posłał jej piorunujące spojrzenie a potem podszedł do mnie. Nawet nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Wzrok miał wbity w ziemię.
- Dylan, nic nie rozumiem. O czym ona mówi? - Chwyciłam jego dłonie w swoje po czym wtuliłam się w jego ramiona - Bałam się o Ciebie.. - Szepnęłam, zaciągając się porządnie zapachem jego perfum. Wyczułam tytoń, ale postanowiłam to zignorować. Ku mojemu zdziwieniu, odepchnął mnie do tyłu z taką siłą, że potknęłam się o własne nogi i prawie zleciałam na ziemię a żeby tego było mało, stanął do mnie tyłem. Do oczu naleciały mi łzy.
- Nigdy więcej tego nie rób - Syknął oschle.
- Czego?
- Nigdy więcej mnie nie przytulaj, jasne?
- Ale.. Dlaczego..?
- Bo nie! - Wrzasnął. Podszedł do mnie i znów staliśmy twarzą w twarz. 
- Już mnie nie kochasz? - Spytałam patrząc mu prosto w oczy. Chciałam, aby to powiedział. Chciałam wreszcie poznać tą pieprzoną prawdę bo dość miałam uników z jego strony. Bolało mnie to wszystko i nie chciałam sobie więcej pozwolić na niepewność jaką mnie codziennie częstował.
- A kiedykolwiek kochałem? - Odparł chłodnym tonem głosu. Ponadto wyjął z kieszeni paczkę fajkę, po czym odpalił jedną sztukę. Wiedział, że nie lubiłam kiedy pali. Wiedział, że nienawidziłam tego i obiecał mi, że przestanie. Kolejne pieprzone kłamstwo. Mocno zaciągnął się dymem tej trucizny, a kiedy wypuścił powietrze z płuc, śmierdzący smród owiał moje policzki i nozdrza. Nie miał do mnie za grosz szacunku bo nawet nie odważył spojrzeć mi się ponownie w oczy. Pierdolony tchórz. Poczułam się jakbym dostała właśnie w prawy policzek porządnego liścia. A może strzał z pięści? Sama już  nie wiedziałam co czuję. Straciłam grunt pod stopami a nogi stały się trzęsącą galaretą.
- Więc to wszystko... - Nie dałam rady opanować łez. Jedna po drugiej zalewały mój policzek i powodowały, że chciało mi się płakać jeszcze bardziej - To wszystko było kłamstwem....?
- A co sobie myślałaś?  - Zakpił. Miałam wrażenie jakby przede mną stał ktoś znacznie inny niż mój Dylan Cooper, który każdego dnia zapewniał mnie o swojej miłości - To, że czasem Cię pieprzyłem, czy kupiłem Ci kwiatki, to nie oznacza od razu, że czuję do Ciebie chuj wie co.. - Nie dokończył, ponieważ straciłam kontrolę nad swoim ciałem i strzeliłam mu porządnego liścia w twarz. Zachwiał się a ja poczułam piekielny ból dłoni. Pierdolony dupek.
- Nienawidzę Cię... - Szepnęłam po czym zakryłam usta dłonią - Nienawidzę! - Wykrzyczałam. Łzy spływały coraz to większym strumieniem a policzki robiły się czerwone od nadmiaru mojego płaczu. Stojąc naprzeciwko niego, nie widziałam w nim chłopaka, któremu oddałam swoje serce. To nie był on. Już nie. Paula miała rację co do jego osoby.
- Przykro mi, że uważałaś, że jest inaczej.. - Nie chciałam więcej słuchać jego głosu. Nie chciałam nigdy więcej już go widzieć. Nie chciałam nigdy więcej go już kochać. Chciałam tylko i wyłącznie go znienawidzić.
- Czyli co? Skoro Ty jej nie chcesz to ja mogę ją wziąć? - Usłyszałam za plecami czyjś jadowity, przepełniony grozą śmiech. Odwróciłam się w jednej sekundzie widząc twarz Davida. Stał oparty o drzewo z założonymi na siebie rękoma.
- Prędzej umrę niż dam Ci się dotknąć - Warknęłam. Po raz ostatni spojrzałam na Dylana i nic więcej nie mówiąc, ruszyłam do przodu. Ledwo udało mi się przejść trzy kroki a poczułam jak czyjaś dłoń ściska mi ramię. Dylan.  - Puść mnie... - Syknęłam, czując do niego odrazę. Jego dotyk już nie był tak cudowny jak przedtem. Teraz chciało mi się wymiotować.
- Jest Twoja - Rzekł stanowczym głosem. Zamrugałam powiekami nie dowierzając jego słowom. Czy on właśnie powiedział, że ma mnie wziąć? Zachłysnęłam się powietrzem a świat wokół mnie, zaczął cały wirować.
- Super - Mruknął zbliżając się do mnie - Już ja o nią dobrze zadbam - Zaśmiał się, poprawiając przy tym specjalnie swój rozporek.
- Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. Próbowałam za wszelką cenę wyrwać mu się z jego uścisku, jednak nie dawałam rady. Był za silny. W dodatku zrobiło mi się słabo - Dylan! Proszę.. Pomóż mi! Dylan! Błagam! - Nie miałam sił uciekać, krzyczeć czy błagać więcej o pomoc. Przeniosłam wzrok na Coopera, ale on zdawał być się obojętny tą sytuacją. Nie zamierzał mi pomóc. Nie chciał tego. Pękło mi serce. Wszystko co do niego czułam, każda dobra cząstka mnie dla tego faceta, zniknęła. Wiecie jak to cholernie zabolało? Jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Myślałam, że go znam a tu taka niespodzianka. Był dla mnie obcym człowiekiem.
- Puść ją! - Z samochodu wyłonił się Michał. Przybiegł do mnie i rzucił się z pięściami na Davida, ratując mi tym życie. Wywrócił przeciwnika na ziemię a kiedy tamten wstał i chciał rewanżu, Dylan chwycił jego ramię i nakazał mu stać.
- Zostawcie ich. Są siebie warci - Znów spojrzałam na Coopera a nasz wzrok się napotkał. Był chłodny i oziębły.
- Wezwałem policje. Już tu jadą. Macie przerąbane!
- Dylan.. - Po raz ostatni wypowiedziałam jego imię, ale on nic sobie z tego nie zrobił.
- Co kurwa zrobiłeś?! - Twarz Davida zastygła a każdy mięsień napiął się do granic możliwości. 
- Jesteś pierdolonym śmieciem! - Wtrącił Michał - Ona naprawdę Cię kochała idioto!
- Tak jak Ciebie? - Parsknął - Dostałem to czego chciałem i tyle. Oboje dostaliśmy.
- Nienawidzę Cię... - Wzdrygnęłam się.
- Kiedy robiłaś mi loda, mówiłaś co innego - Nie wytrzymałam. Tym razem to ja rzuciłam się na niego i zaatakowałam go pięściami. Dupek zdołał uniknąć każdego mojego ciosu.
- Ross.. - Poczułam na ramieniu dłoń Michała - Wracajmy. Ten skurwysyn nie jest wart Twoich łez - Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Nie mogłam przestać płakać. Nagle Michał zleciał do tyłu a ja poczułam na sobie czyjeś ramiona. Cooper chwycił moje nadgarstki i zaczął ciągnąć w stronę jakieś starej stodoły. Davidowi rozkazał przytrzymać Michała a Roksanie powiedział, że zaraz wraca. Kiedy dotarliśmy na miejsce, przyszpilił moje ciało do drewnianej ściany i zatkał mi ręką usta. Szamotałam się i starałam uciec. Na marne.
- Musisz się ode mnie odczepić - Nakazał i stanął ode mnie kilka kroków w tył.
- Możesz być pewien, że to zrobię. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego!
- I bardzo dobrze. Ja z Tobą też nie. Powiesz mi tylko jeszcze, czy ten kretyn jest równie dobry w łóżku co ja? - Spytał.
- Słucham? - Myślałam, że się przesłyszałam.
- No skoro z nim przyjechałaś to pewnie długo nie płakałaś po moim zniknięciu - Prychnął.
- Wiesz co Dylan? Jesteś zwykłą świnią.
- Może. Ale nie wskakuje pierwszemu lepszemu facetowi do łóżka - Syknął śmiejąc się jak psychopata.
- Masz rację. Zrobiłam błąd oddając Ci się w całości. Swój pierwszy raz mogłam przeżyć z prawdziwym mężczyzną jakim jest Michał - Splunęłam na piach i ruszyłam przed siebie. Chłopak zaczął się śmiać. Wyprowadziło mnie to z równowagi. Nim jednak całkowicie od niego odeszłam, przyszedł mi do głowy jeden pomysł. Podeszłam ostatni raz do szatyna i spojrzałam mu w oczy - Ty jesteś zwykłą męską dziwką .. - Po czym zamachnęłam się ręką do tyłu i wymierzyłam w jego twarz porządny cios. Następnie zostawiając go samego sobie, wróciłam do Michała i oboje wsiedliśmy do czarnego BMW a chwilę później odjechaliśmy z tego spieprzonego miejsca. Nie mogłam unormować oddechu. Cała się trzęsłam a serce biło jak oszalałe. Te wszystkie słowa jakie powiedział w ich obecności! Prosto w twarz wykrzyczał, że robiłam mu loda. W tej chwili chciałam zapaść się pod ziemie i nigdy z niej nie wyjść. Byłam na granicy wytrzymania. Boże! A ja głupia chciałam powiedzieć mu o swojej chorobie! Jakie szczęście, że tego nie zrobiłam. Dopiero miałby ubaw!
- Ross, słyszysz? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos Michała. Byłam pewna, że kiedy mnie zdradził, nic gorszego przytrafić mi się nie może. Myliłam się. Dylan Cooper pokazał mi, że jednak może.
- Mówiłeś coś.. ? - Wyszeptałam przez zaciśnięte zęby. Chłopak potrząsnął zrezygnowany głową i zjechał na jakieś pobocze. Chwilę później wyszedł na zewnątrz. Dołączyłam do niego, łapczywie łapiąc powietrze w płuca.
- Ross, musisz się ogarnąć. Ten skurwiel nie jest Ciebie wart.
- Ty nic nie rozumiesz.. Ja go naprawdę kochałam..
- Dalej kochasz? - Spytał. Przypomniałam sobie słowa Coopera, że byłam dla niego tylko zabawką i, ze dostał to czego chciał. Coś w moim sercu pękło. Coś się zmieniło, kiedy pozwolił Davidowi zrobić ze mną co chce.
- Nienawidzę go.. - Warknęłam - Nienawidzę!. - Powtórzyłam. Podeszłam do nastolatka i wtuliłam się w jego szerokie ramiona. Odwzajemnił mój gest. Potrzebowałam wsparcia od przyjaciela a on mi je dał. Nagle niespodziewanie przybliżył do mnie swoją twarz i nim mnie pocałował, poczekał na moją reakcję. Sama byłam w szoku, ale nie odtrąciłam go. Wręcz przeciwnie. To ja jako pierwsza wpiłam się w jego duże usta i rozpoczęłam ten jakże długi, namiętny pocałunek. Kiedy skończyliśmy, dotarło do mnie, że popełniłam błąd. Byłam załamana, wciąż nie rozumiałam wielu rzeczy i dlatego doszło do tego pocałunku - Michał, przepraszam.. Nie powinnam..
- Cii... Nie rozmawiajmy o tym teraz. Później to wyjaśnimy.
- Ale nie ma co wyjaśniać! - Wrzasnęłam - Popełniłam błąd...
- Może Ty w dalszym ciągu mnie kochasz? - Szepnął. Spojrzałam na niego i przełknęłam głośno ślinę - Może jest szansa byśmy ułożyli sobie razem życie..
- Nie ma takiej szansy - Warknęłam. Nawet jeżeli bym chciała do niego wrócić, to nie miałoby sensu. Niedługo umrę, więc po co mam go ranić? Michał to dobry chłopak. Zasługuje na lepszą dziewczynę, która da mu szczęście. Ja tylko niosę ludziom cierpienie. Taka jest prawda. Nie powinnam się więcej z nikim wiązać. Nie nadaje się do takich rzeczy. Zaufałam Cooperowi i wyszłam na totalną idiotkę. Nigdy więcej nie zaufam żadnemu facetowi w miłość..
- Ale dlaczego? Teraz skoro z nim nie jesteś..
- Michał, jest coś o czym musisz wiedzieć... - Pomyślałam przez chwilę, czy aby mu powiedzieć i doszłam do wniosku, że muszę to zrobić. Był moim przyjacielem, prawda? Jako jedyny dodaje mi teraz wsparcia i wie, że moje życie jest do bani. Muszę też dać mu jasno do zrozumienia, że nigdy nie będziemy razem.
- Co takiego? - Zdziwił się.
- Ja jestem chora.. - Szepnęłam tak cicho, że nie byłam pewna iż mnie usłyszał. Zerknął na mnie zdezorientowany, ale milczał. Trawił coś w swojej głowie, więc dałam mu chwilę na myślenie i wstałam na równe nogi. Noc była rozświetlona przez gwiazdy, wiał chłodny wiatr a powietrze było rześkie.
- Chora? - Spytał wreszcie. Kiwnęłam potwierdzająco głowa.
- Michał.. Mam białaczkę.. - Poczułam na sobie jego wzrok. Był wstrząśnięty moimi słowami. Nie wiedział czy mówię prawdę, czy może robię sobie z niego jaja. Chwycił się za głowę i przeczesał dłonią swoje włosy. Był w szoku.
- Białaczkę? - Powtórzył.
- Tak.. - Nagle wybuchnęłam płaczem. Na samą myśl o tej chorobie, chciało mi się płakać. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek przyswoję do siebie to, że wkrótce umrę. Raczej nie sądzę, aby do tego doszło. Zresztą teraz było mi wszystko jedno. Mogłam umierać nawet dzisiaj.
- Ale jak to możliwe?! Co Ty w ogóle gadasz?! Ross..?
- Dowiedziałam się kiedy byłam w szpitalu. Nikt jeszcze o tym nie wie i mam nadzieję, że nikomu nie powiesz. Jesteś pierwszą osobą jakiej powiedziałam. Michał, proszę. Nie zostawiaj mnie..
- Spokojnie.. - Zbliżył się do mnie i ponownie mnie objął - Nie zostawię. Obiecuję.. - Dłonią zaczął czesać moje długie, krucze włosy a ustami chuchał na moje rozgrzane ciało. Nie mówił nic więcej. Wiedział, że potrzebuję ciszy, dlatego milczał.
- Boję się... Tak strasznie się tego boję...
- Masz mnie, Paule, rodziców. Skarbie, możesz na nas zawsze liczyć.. - Dodawał mi otuchy z każdą sekundą. Był naprawdę dobrym przyjacielem.
- Wracamy...? - Spytałam przerywając tą ciszę, która panowała od dobrych kilkunastu minut.
- Oczywiście. Co tylko chcesz. Porozmawiamy o tym jutro...
- Ale nie chcę wracać do domu. Zabierz mnie gdzieś indziej..
- Jesteś pewna?
- Tak.
- No dobra. Chodź - Chwycił mnie za dłoń i wsadził do samochodu. Sam zajął miejsce kierowcy po czym zapiął pasy bezpieczeństwa.
- Dokąd jedziemy?
- Do mnie - Uśmiechnął się lekko i odjechał. Przez całą drogę byłam pogrążona w myślach. W radiu leciała jakaś smętna muzyka, ale zbytnio mnie to nie obchodziło. Teraz byłam zajęta czymś znacznie ważniejszym. ,, - Kiedy robiłaś mi loda, mówiłaś co innego ''. Przestałam nawet zauważać, że łzy same wylatywały z moich oczu. Jak to możliwe, że tak bardzo mogłam pomylić się co do jego osoby? Jestem aż taką idiotką? Co rusz fala jakiś wspomnień uderzała we mnie niczym wielki młot.

,, - Dlaczego się mną bawisz?.. - Wychrypiałam.
- Po to, aby mój kutas szybciej wszedł w Ciebie i abyś nie czuła dużego bólu.. - Szepnął.
- Kocham Cię.. 

- Powtórz to.. - Nakazał. Kiedy otworzyłam usta by spełnić jego żądanie, nie zawahał się ani chwili dłużej. Wolnym, ale za to stanowczym ruchem, znalazł się w moim środku. [...] ''.

- Ross, wszystko w porządku? - Usłyszałam. Przekręciłam głowę w bok a wzrok Michała znalazł się na mojej twarzy. Oczywiście, że wszystko w porządku. Jakżeby mogło być inaczej. Przecież nic takiego się nie stało, nikt mnie nie skrzywdził. Nikt mu nie groził i nikt nie chciał mnie porwać.
- Ta.. Tak.. - Jęknęłam, wciąż mało obecna w tym rzeczywistym świecie - Dlaczego pytasz?.. 
- Bo od jakiś pięciu minut jesteśmy pod moim domem i wołam Cię a Ty ani drgniesz.
- Przepraszam, zamyśliłam się - Nacisnęłam na czarną klamkę i wyszłam na zewnątrz. Było ciepło i nie zanosiło się na jakikolwiek deszcz - Michał? Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko..
- Wyjechali - Wtrącił - Są na jakieś delegacji. Jestem sam ze służbą - Wzruszył obojętnie ramionami i podał mi dłoń - To co? Idziemy?
- Tak.. - Uśmiechnęłam się czule. Zapomniałam jakiej wielkości jest jego mieszkanie. Tak dawno tu nie byłam. 
Michał zaprowadził mnie do salonu, gdzie przyniósł mi ciepłe naleśniki i kubek gorącej herbaty malinowej. Nawet nie musiał się mnie pytać, czy jestem głodna. Wiedział co lubię jeść i za to byłam mu wdzięczna. Pamiętał o mnie każdy możliwy szczegół. Kiedy zjadłam, chwilę jeszcze porozmawialiśmy, ale byłam tak zmęczona, że o niczym innym nie marzyłam jak o łóżku. Zaprowadził mnie do swojej sypialni i dał mi białą koszulę oraz spodenki do spania. 
- Nie musisz...
- Nie będziesz spać w tych ciuchach, rozumiemy się? - Zbeształ mnie jak małe dziecko na co tylko się zaśmiałam.
- Ale wiesz, że mogę się położyć w jakimś gościnnym pokoju...
- Ty masz spać tu. Ja pójdę do gościnnego. Poczekam aż się umyjesz, pożegnam się z Tobą i wyjdę - Kiwnęłam głową a potem ruszyłam do łazienki wziąć ciepły prysznic. Najpierw jednak powiadomiłam mamę, że śpię u Pauli. Niechętnie, ale się zgodziła. Oczywiście nie obeszło się bez kazań, że następnym razem mam ją uprzedzać szybciej bo martwi się o mnie i takie tam. 
Umyłam włosy, opłukałam całe swoje ciało i dokładnie sie wysuszyłam. Kiedy byłam czysta i gotowa do wyjścia, opuściłam łazienkę, wpadając wprost w ramiona Michała. Grzebał coś w jednej z szuflad a wchodząc do jego pokoju, potknęłam się o próg przy drzwiach - Uważaj.. - Uśmiechnął się czule, ukazując przy tym szereg śliniących zębów. 
- Przepraszam.. Nie zauważyłam..
- Wiem, że mnie lubisz, ale to nie powód, aby wpadać od razu w moje ramiona - Parsknął. 
- Wiesz co?! - Oburzyłam się. Na moment zapomniałam o problemach i Dylanie. Byłam skupiona na czasie teraźniejszym i tylko to się liczyło, ale wiedziałam, że nie na długo. Za kilka minut powróci do mnie ten koszmar i wszystko co miłe, zniknie. 
- Co? - Spytał. Stał się poważny i zmusił mnie do spojrzenia sobie w oczy - Wiem, że to nie najlepszy czas, ale... 
- Nie.. Nie rób tego..  Michał.. - Wyrwałam się z jego uścisku i zrobiłam krok do przodu - Proszę Cię, nigdy więcej tego nie rób..
- Ale dlaczego?! Kocham Cię do cholery!
- Ja umieram, rozumiesz!? Za niedługo umrę! - Wrzasnęłam. Słowo ,, umrę '' odbiło się od ściany niczym echo i krążyło w mojej głowie nieustannie. Znów wpadłam w histerię. Zrobiło się strasznie zimno a nogi stały się jak cienkie patyki. Musiałam usiąść, aby nie stracić gruntu pod stopami. Skuliłam się pod ścianą i nie mogłam unormować oddechu - Umrę.. - Szepnęłam.
- Ross... - Chłopak zbliżył się do mnie i mocno mnie do siebie przytulił - Przepraszam.. Nie powinienem.. Wybacz mi... - Próbował załagodzić sytuację, ale zbytnio nie przynosiło to rezultatów. Miałam załamanie. Wziął mnie na ręce a potem położył moje kruche ciało na swoim łóżku. Przykrył mnie do szyi kołdrą i musnął dłonią mój polik - Dobranoc skarbie.. Przyjdę z samego rana.. - Już chciał iść, kiedy na czas złapałam jego nadgarstek, powodując tym, że musiał na mnie spojrzeć. 
- Zostań, proszę.. Nie zostawiaj mnie samej.. Nie teraz ... - Kiwnął potwierdzająco głową i zdjął tylko z siebie koszulkę a kilka sekund później, leżał razem ze mną. Wtuliłam się w jego nagi tors, który dodał mi ciepła i zasnęłam.



 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz