środa, 15 lipca 2015

Rozdział 29

,, I am a fucker ''

Spałam zaledwie dwie godziny. Całą noc spędziłam na rozmyślaniu o moim życiu. Doszłam do kilku wniosków, ale najważniejszym i najbardziej trafnym wnioskiem, było to, że Dylan Cooper to pierdolony cham i świnia i nie zasługuje na mnie. Nie zasługuje na żadną inną dziewczynę. Niech będzie sobie z tą szmatą, która tak za nim lata. Niech zginie w jakimś wypadku. Niech pójdzie do więzienia za te wszystkie kradzieże i bójki. Życzę mu wszystkiego najgorszego. Postanowiłam, że nigdy, ale to nigdy nie wybaczę mu tego jak mnie potraktował. Choćby przyszedł do mnie i przepraszał na kolanach, wybaczenia nie dostanie. Naprawdę go kochałam. Kochałam i traktowałam poważnie, kiedy to on pogrywał sobie ze mną. Oddałam mu siebie, oddałam mu swoje serce a on? Chciał mnie tylko i wyłącznie przeruchać. Idiotka. Jestem skończoną kretynką. Faceci to świnie i każdy jest taki sam. Oprócz przyjaźni, nie można im zaufać. Ja już nigdy więcej tego błędu nie popełnię. Nie zakocham się w żadnym facecie. Przysięgam. Cooper był tym ostatnim który mnie skrzywdził.
Myślałam również o swojej chorobie. Dziwne ile to człowiek może zrozumieć przez jedną noc. Przez kilka godzin. Tak więc, nie będę się leczyć. Nie chcę. Nie mam po co. Myślcie co chcecie, ale co mi po tym, że pożyje rok dłużej? Po pierwsze, bardziej zranię znajomych, kiedy to będę musiała odejść a po drugie będę mocniej cierpieć. Postanowiłam, że dziś zrobię kolację u siebie w domu i powiadomię najbliższych, że jestem chora. Powiem im wszystko. Im szybciej tym lepiej. Zaproszę Paule, Filipa, Michała no i przede wszystkim swojego ojca. Czas, aby stanąć z nim twarzą w twarz. Przecież to człowiek, który mnie spłodził. Mam w sobie jego krew i nie ważne co zrobił mojej matce. Kocham go.
Usłyszałam jak ktoś krząta się po sypialni co mnie obudziło. Kiedy jestem zmęczona, najmniejszy stukot może wybudzić mnie ze snu. Tak było w tej sytuacji. Otworzyłam oczy, ale nie dostrzegłam nikogo w pobliżu. Dziwne. Za to poczułam jak w pomieszczeniu jest strasznie zimno. Zakryłam się kołdrą po samą szyję, jednak to nic nie pomogło. Drzwi od balkonu były uchylone i w tym tkwił problem. Wszystko jasne.
- Cholera.. - Mruknęłam pod nosem. Wstałam na nogi gdyż musiałam jakoś się ogrzać i wtedy zobaczyłam Michała siedzącego na białym fotelu. Nigdy nie zrozumiem bogatych ludzi, którzy nie mają co robić ze swoją forsą. Serio? Ekskluzywny fotel na tarasie? Bez komentarza. 
Opatuliłam się kołdrą i zbliżyłam do chłopaka. Nie widział mnie. Kiedy tak mu się przyglądałam, wyglądał bardzo słodko. Jego włosy to czysty nieład, zaspana buzia, szare dresy i goły tors. Był naprawdę przystojnym facetem. Szkoda, że nasze losy tak się potoczyły. Mogło być zupełnie inaczej.
- Hej - Przywitałam się wychodząc na zewnątrz. Michał mieszkał w jednej z najdroższych dzielnic tego miasta. Widok z jego balkonu był zachwycający. Dochodziła szósta nad ranem i dopiero co robiło się widno. Naprawdę uroczy widok.
- Nie śpisz już? - Spojrzał na mnie po czym lekko się uśmiechnął. Chyba nieco się speszył moim widokiem.
- Jak widać? - Parsknęłam. - Co tu robisz o tej porze? -  Uważnie mu się przyjrzałam i wiedziałam, że lekko zmarzł, więc postanowiłam dodać mu trochę ciepła. Podeszłam do niego najbliżej jak mogłam i usiadłam na jego kolana. Chociaż tyle dobrze, że miał na sobie dres. Następnie wtuliłam się w jego ramiona i zarzuciłam na plecy kołdrę.
- Zmarzniesz.. - Szepnął mi wprost do ucha - Ponadto nie mogłem dłużej spać. Musiałem pomyśleć, przetrawić to wszystko... - Zmierzył mnie wzrokiem na co posłałam mu niewinny uśmiech. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, kiedy zobaczyłam, że na jego ustach ciśnie się kilka pytań. Wiedziałam do czego to wszystko zmierza a rozmowa była nieunikniona.
- Michał..
- Tak? - Ledwo wypowiedziałam jego imię a ten już czekał na ciąg dalszy.
- Chyba musimy pogadać.. - Aby nie spojrzeć mu w oczy, zaczęłam bawić się jego włosami. Miękkie, gładkie, zadbane. Kiedyś lubiłam to robić. Wszczepiałam dłonie w te jego jakże idealną fryzurę i gładziłam dłonią wszystkie jego kędziorki.
- Więc mów.. - Zlekceważył wszystko czym teraz się zajmował i objął mnie swoją prawą ręką - Zamieniam się w słuch.
- Więc.. hmm.. cóż.. Nie wiem od czego zacząć..- Ta rozmowa była trudniejsza niż mogła się wydawać.
- Może od tego, że jesteś chora? I dlaczego twierdziłaś, że niedługo umrzesz? Przecież da się to leczyć do cholery!..
- To nie takie proste. Michał, słuchaj...Mój przypadek jest na poziomie zaawansowanym. Badał mnie najlepszy lekarz w mieście. Nie ma szans na wyleczenie. Jedynie co mogą zrobić, to przedłużyć mi życie o rok - Wzruszyłam smętnie ramionami - Tak czy siak, umrę..
- Ross.. Ja.. Nie mogę w to wszystko uwierzyć.. To jest jakiś pieprzony koszmar..
- Uspokój się. Już się z tym pogodziłam. Wszystko jest dobrze...
- Dobrze? - Parsknął - Co Ty w ogóle zamierzasz? Jak to..
- Nie wiem - Wtrąciłam - Miałam w następnym tygodniu spotkać się z lekarzem i dać mu znać czy chcę się leczyć a on miał dać mi wszystkie możliwe opcje...
- Chcesz to zrobić, prawda? Musisz podjąć walkę z tą przeklętą chorobą! Wiesz, że musisz powiedzieć o tym swojej matce?!
- Wiem. Zrobię to dziś wieczorem podczas kolacji. Do tego czasu nikomu nie mów. Zaproszę najbliższych  i każdy się dowie. Poproszę ich o poufność bo jakoś nie chcę, aby cała szkoła się o tym dowiedziała i udawali, że mnie lubią.
- Rozumiem.. 
- Więc dlaczego jesteś taki spięty?
- Bo nie potrafię pojąc tego, dlaczego to przytrafiło się akurat Tobie! Jeszcze ten kretyn z Tobą...
-Wystarczy! - Warknęłam - Dylan Cooper mnie nie obchodzi. On już dla mnie nie istnieje. - Pocałowałam Michała w policzek i wstałam na podłogę. Zdziwił się moim ruchem, ale nic nie zrobił. Uważnie mi się tylko zaczął przyglądać. Jakby chciał wyczuć co zrobię następnie - Możesz odwieźć mnie do domu? Muszę sobie wszystko poukładać i przygotować się do kolacji.
- Jasne.. - Mruknął. Poszedł do mnie i chwycił mnie za dłonie - Ross?
- Tak? - Przełknęłam głośno ślinę na co on się uśmiechnął i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Wiedz, że zawsze przy Tobie będę, bez względu na to co się stanie.. - Wyszeptał. Posłałam mu uśmiech i wygramoliłam się z jego uścisku. Łatwo jest mówić. Z całych sił starałam się ukryć smutek jaki we mnie siedział. Nie chciałam, aby widział, że coś jest nie tak. 
Wróciłam do pokoju i od razu przebrałam się we wczorajsze ciuchy, gdyż nic innego akurat nie posiadałam a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Przecież na żadną imprezę nie jadę, no nie? Nie muszę się nigdzie stroić. Nie mam już dla kogo tego robić.
Kiedy byłam gotowa, udaliśmy się do jego samochodu a potem odwiózł mnie wprost do mieszkania. Przez całą drogę pytał czy dobrze się czuje, czy nic mi nie potrzeba i, że jak tylko coś będzie się dziać, mam od razu dać mu znać. Powoli doprowadzał mnie tym do szału. Martwił się, rozumiem, ale kurwa bez przesady! Ileż można?! Przecież nie jestem dzieckiem i umiem o siebie zadbać! Nagle z radia wydobyła się najgorsza muzyka jaka tylko może istnieć. Rock. Już chciałam przełączyć, kiedy przypomniałam sobie o Dylanie. On zawsze tego gówna słuchał. Denerwował mnie i specjalnie doprowadzał mnie tym chłamem do szału. Ponownie zachciało mi się płakać. ,, Ross, kurwa skup się! On Cię nie kocha! Byłaś dla niego zwykłą zabawką! Sam tak powiedział! ''. Potrząsnęłam głową i spojrzałam za szybę. Podjeżdżaliśmy do mojego mieszkania. Nareszcie. Szybko wytarłam łzy spod oka i przybrał minę jakby nic się nie stało.
- Daj znać o której mam przyjść - Usłyszałam. Pokiwałam twierdząco głową.
- Jasne.. - Przed opuszczeniem jego ekskluzywnego pojazdu, ostatni raz spojrzałam mu w oczy - Bez Ciebie nic się nie uda - Złożyłam na jego policzku małego całusa i wyskoczyłam na zewnątrz, aby nie zaczął zadawać kolejnych pytań.. Wiał chłodny wiatr i zapowiadało się na deszcz. Świetnie. Na koniec pomachałam do niego ręką i chwilę później, znalazłam się u siebie w domu. Było dosyć wcześnie, więc nic dziwnego, że mama jeszcze spała. Nie zamierzałam jej budzić. Udałam się do swojej sypialni i stamtąd wykonałam kilka ważnych telefonów. Zadzwoniłam do Pauli, Filipa oraz swojego ojca. Poprosiłam o spotkanie na godzinę dziewiętnastą. Zgodzili się przyjść bez wahania. Wiedzieli, że to jest dla mnie ważne. Filip pewnie domyślał się o co chodzi. Dobrze. 
Usiadłam na łóżku i znów fala wspomnień zalała moją głowę. Dylan Cooper... Może jest jakieś wytłumaczenie na to jak mnie wczoraj potraktował? Może to pomyłka? Szybko wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer chłopaka. Już chciałam nacisnąć zieloną słuchawkę, ale w ostatniej chwili zdążyłam racjonalnie pomyśleć. Przecież jasno dał mi do zrozumienia, że mam wypierdalać z jego życia - Cholera! - Warknęłam. Dlaczego to tak musi boleć?! Dlaczego akurat on?! Pieprzony świat i pieprzona miłość. Nie radzę nikomu na świecie się zakochiwać. Naprawdę, uwierzcie mi na słowo. Najpierw jest dobrze a potem się wszystko jebie....

Po południu przyszedł do mnie dziwny MMS. Oczywiście nie znałam tego numer. Był dla mnie obcy, ale wiedziałam, że z nadawcą tej wiadomości, miałam styczność. Mniejsza o to. Dostałam zdjęcie Coopera. Szatyn leżał na łóżku całkiem goły a obok niego była Roksana. Przytulali się. Ona go przytulała. Wiecie co wtedy poczułam? Jak ktoś wbija mi nóż w plecy. Nie dość, że upokorzył mnie przed swoimi znajomymi to jeszcze musi mi jakieś głupie zdjęcia wysyłać? Zrozumiałam, że mnie nie kocha. Nie musi tego okazywać na każdym kroku. To naprawdę podły człowiek. Od razu to usunęłam ze łzami w oczach.
W dłoni trzymałam pewien list. Napisałam go właśnie do Dylana, kiedy to dostałam od niego wiadomość. Nie zamierzam go oczywiście wysyłać, o nie. Mam zamiar zrobić z tym coś innego. Oglądałam kiedyś z Paulą pewien film. Bardzo dobry film. ,, Tylko Ciebie chcę ''. Aktorka grająca w tym melodramacie, powiedziała do swojego ukochanego, aby napisał list jeżeli chce się z kimś pożegnać. Aby napisał na kartce wszystko co chciałby powiedzieć drugiej osobie. Może być to jedno słowo a może cała strona. Wszystko zależy od siebie samego. Potem niech ten list spali. Ogień spali słowa na popiół a a wiatr je uniesie i zabierze ze sobą ten ból, który w Tobie siedzi. Tak zrobiłam. Napisałam list, ale jakoś nie miałam odwagi go jeszcze spalić. Coś mnie blokowało. 
Dochodziła dziewiętnasta. Goście zaczęli się zjeżdżać a ja nie wiedziałam czy dobrze robię. Nagle dopadły mnie wątpliwości. Co to ma być!? Przecież muszę im powiedzieć! Muszę! Chociaż nie wiem jak będzie mnie to boleć, nie mogę sobie pozwolić na chwilę słabości.
- Kochanie.. Mogę? - Usłyszałam. Obróciłam się jak oparzona a z ręki wypadła mi kartka pełna przeróżnych słów, kropek, przecinków. Do pokoju wszedł mój ojciec. Był jakiś taki przygnębiony. Wyglądał koszmarnie.
- Jasne.. chodź.. - Szepnęłam posyłając mu lekki uśmiech - Coś się stało? Zaraz do Was zejdę...
- Chciałbym z Tobą porozmawiać - Wtrącił.
- O czym? Jeżeli chodzi o ma.. 
- Wysłuchaj mnie córciu.. - Zbliżył się do mnie i usiadł po drugiej stronie łóżka - Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i zawsze będę walczyć o Ciebie i Twoją matkę. Kocham Was. Wiem, że popełniłem wiele błędów, ale zrozumiałem, że to Wy jesteście moim całym światem. Ross, skarbie, nie odtrącaj mnie..
- Kocham Cię tato - Rzekłam po czym rzuciłam się na niego i mocno do siebie przytuliłam. Brakowało mi jego bliskości. Dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo jest mi potrzebny ojciec. Jak trudno się bez niego żyje, bez jego wsparcia i czułości. 
- To znaczy, że wreszcie mi wybaczyłaś?
- Oczywiście! Tak bardzo tęskniłam.. - Wtuliłam się w jego ramiona a on w tym samym czasie złożył na moim czole małego całusa - Kocham Cię.. - Powtórzyłam.
- Mam dla Ciebie wiadomość - Rzekł z wielkim uśmiechem - Myślałem o tym jakby Wam zrekompensować wszystkie krzywdy jakie wyrządziłem. Ross, dużo się zmieniło odkąd z Wami nie mieszkam.
- Co się zmieniło? - Zdziwiłam się. Nie licząc mojej choroby oczywiście. Nie miałam pojęcia o czym on gada.
- Mój szef zaangażował się w inną firmę. Dostał lepsze udziały i przeprowadził się do Stanów. Cały biznes oddał mnie. Powiedział, że jestem najbardziej odpowiedzialnym i godnym zaufania pracownikiem, rozumiesz? Jestem od teraz szefem ,, Mild tred Als '' ! Największej na świecie firmy odzieżowej! To wszystko należy teraz do mnie, do nas! 
- Żartujesz..? - Pokiwał przecząco głową. Jasna cholera! To chyba jakiś sen. Mój ojciec właścicielem ,, Mild tred Als '' ? To są chyba żarty. Jak to w ogóle możliwe?! 
- Za niedługo zamieszkacie ze mną. Dostałem również jego dom, który teraz jest nasz. Kochanie, jesteśmy milionerami! - Wrzasnął zachwycony. Nie mógł opanować radości. Ciągle się uśmiechał i powtarzał, że jesteśmy bogaci. Cieszyłabym się razem z nim, ale miałam straszne wyrzuty sumienia. Za chwilę popsuje mu ten dobry humor. Może jest jeszcze czas, aby odwołać tą pieprzoną kolację? - Mama o wszystkim wie. Milczała bo ją o to poprosiłem. Nie gniewaj się.
- Nie gniewam. Spokojnie..Czyli Wy znów jesteście razem..?
- Tak.. Naprawiamy nasze małżeństwo małymi kroczkami, ale jest już dobrze.  Ross, wszystko gra? Wyglądasz jakoś tak blado..
- Tak - Wtrąciłam - Wszystko gra. Wiesz co tato? Chodźmy już na dół. Pewnie wszyscy się niecierpliwią..
- Ach no tak. Zapomniałem, że masz nam coś ważnego do powiedzenia - Wstał na nogi i ruszył do drzwi - Nie idziesz?
- Idę, idę.. - Spojrzałam do lustra i poprawiłam po raz ostatni włosy. Potem wolnym krokiem opuściłam swoją sypialnię i udałam się do salonu, gdzie był duży stół a przy nim siedzieli już wszyscy goście. Mama, Michał, Paula, Diuk i Filip. Ja z ojcem dołączyliśmy do nich i przysiedliśmy się do stołu pełnego jedzenia. Oczywiście najpierw przywitałam każdego z osobna. Z początku panowała niezręczna cisza, którą później przerwał Filip. Mężczyzna ubrał się w czarny garnitur z białym krawatem. Mama była strasznie zdziwiona, że i jego zaprosiłam, ale nie zadawała żadnych pytań. Czekała aż sama wszystko wyjaśnię i za to byłam jej wdzięczna.
- Więc Ross, rozumiem, że wreszcie podjęłaś decyzję odnośnie Twojego dalszego leczenia, tak? - Spytał. Mina mojej matki była nie do opisania.
- Jakiego leczenia? - Wtrąciła zaskoczona. Na jej twarz wkradło się zdziwienie. Duże zdziwienie.
- Nie powiedziałaś nikomu? - Ciągnął lekarz.
- Zamierzam to zrobić teraz.. Dlatego Was wszystkich zaprosiłam.. Mamo, muszę Wam o czymś powiedzieć. O czymś ważnym..
- Bardzo ważnym - Wtrącił mężczyzna. Posłałam mu piorunujące spojrzenie, aby siedział cicho, ale on nic sobie z tego nie zrobił - Dziewczyno, nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji?
- Jakiej sytuacji do cholery?! - Wrzasnęła moja rodzicielka. Spojrzałam na Michała z nadzieją, że podpowie mi co mam robić, ale on tylko wzruszył ramionami. Świetnie. A podobno zawsze mogę na niego liczyć. Chciał, abym wreszcie wydusiła to wszystko z siebie, tylko to nie było takie proste do cholery!
- Ja.. - Zaczęłam ściszonym głosem - Jestem chora.. - Wykrztusiłam.
- Słucham? - Kobieta spojrzała to na mnie, to na Filipa - Chora? - Powtórzyła.
- Mam białaczkę. Umieram... - Rzuciłam na stół białą teczkę, którą niedawno dostałam od Filipa. W środku znajdowały się wszystkie moje wyniki, badania i odpowiedzi do niezadanych pytań. Paula, która właśnie piła sok, zaczęła się krztusić, matce z rąk wyleciał widelec a ojciec wpadł w jakiś trans. Tylko Michał zachowywał trzeźwość umysłu. Widziałam jak ściska dłoń w pięść, ale panował nad sobą. Przynajmniej próbował.
- Ale zamierzasz się leczyć prawda? - Dołączył do dyskusji nastolatek.
- Michał.. Ja.. Przemyślałam sobie to wszystko i..
- I co? - Warknął - Obiecałaś, że to zrobisz..
- Czyli Ty wiedziałeś?! - Wtrąciła Paula - Oboje nas okłamywaliście?! Jak długo o tym wiecie?!
- Pare dni.. - Wzruszyłam smętnie ramionami - Nie mówiłam nic bo nie wiedziałam jak.
- Co zamierzasz? - Sytuacje próbował uspokoić Filip. Spojrzałam na niego i zmrużyłam oczy. Wiedział. Wiedział co chcę powiedzieć i pokiwał przecząco głową - Nie możesz.. To głupota!
- Nie zamierzam się leczyć. To moja decyzja - Michał uderzył pięścią o stół a mama wybuchnęła gorzki płaczem. Nie mogłam na to patrzeć. Nie potrafiłam. Wstałam więc od stołu i pobiegłam wprost do siebie. Zamknęłam od razu za sobą drzwi a następnie rzuciłam się na małe łóżko w którym tak bardzo kochałam spać. Nie minęło pięć minut, kiedy to pierwsza osoba zapukała do drzwi. Myślałam, że będzie to moja mama, ale ku mojemu zdziwieniu, do środka wszedł Filip. Rozejrzał się po wnętrzu i od razu podszedł do mnie.
- Ross... - Zaczął.
- Proszę, nie przekonywuj mnie do innej decyzji. Nie uda Ci się to. Nie chcę tego...
- Rozumiem Twoje postępowanie. Dużo osób podejmowało taką samą decyzję co Ty. Nie chcesz się męczyć, prawda? Ale bądź pewna, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bardzo Cię polubiłem. Nie zostaniesz sama a ja Ci nie pozwolę tak po prostu odejść. Od dziś będziesz się ze mną widywała co tydzień. Będę po Ciebie przyjeżdżać i spędzimy trochę czasu razem. Co Ty na to?
- Naprawdę tego chcesz?
- Tak. Chcę Cię bliżej poznać.. - Naszą rozmowę przerwała moja przyjaciółka, która weszła do środka. Rozejrzała się po pokoju a w jej oczach dostrzegłam żal. Żal do mojej osoby - Nie będę Wam przeszkadzać. Pojadę już. Wiem co miałem wiedzieć i na mnie już pora. Do zobaczenia niedługo Ross. Odezwę się wkrótce - Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł. Teraz czas, aby stanąć twarzą w twarz ze swoją przyjaciółką.
- Przyjaźnisz się z lekarze?- Zaczęła.
- To długa historia. Poznałam go, kiedy .. - Nagle zamilkłam, ale szybo wzięłam się w garść - Kiedy Dylan pierwszy raz zawiózł mnie do szpitala. Jest miły i polubiłam go. To dobry człowiek.
- Michał też już poszedł.
- Co? Jak to? - Wzdrygnęłam się.
- Był nieźle wkurzony.. Trzasnął drzwiami i wyszedł.
- Nawet dobrze.. Nie mam ochoty z nim dziś rozmawiać. Jutro go złapię w szkole, albo zadzwonię do niego później.
- Jak to możliwe, że jesteś chora? Nie wierzę w to.. Twoi rodzice aż czytają wszystkie kartki z tej koperty.. Twój ojciec przejął firmę, tak? Słyszałam jak rozmawiali.. Jesteś bogata! Nie wszystko stracone!
- Paula, nie wyleczą mnie. Nie da się.
- Ale słyszałam, że możesz przedłużyć...
- I co mi to da? - Wtrąciłam - I tak umrę. Jedynie bym się tylko dłużej męczyła. Nie chcę tego. Postaw się na moim mie...
- Jestem w ciąży! - Teraz to ona wtrąciła mi. Zamrugałam zszokowana oczami i aż musiałam wstać na równe nogi.
- Co Ty powiedziałaś?..
- Pamiętasz jak w szpitalu powiedziałam, że zostaję z mamą tylko z jednego względu? - Kiwnęłam głową na znak, że pamiętam - No więc właśnie dlatego zostaję. Bo jestem w ciąży..
- Jak?! kiedy?! Niemożliwe...
- Pierwszy miesiąc się zbliża.. Zabezpieczaliśmy się, ale to nie pomogło. Będę miała z Diukiem dziecko..
- Boże, Paula.. Jak się z tym czujesz?... - To były pierwsze słowa jakie w tej sytuacji przyszły mi do głowy. Byłam w totalnym szoku! - A on? Co on na to? Wie?
- Dobrze. Już się pogodziłam z tą myślą. Wie i wiesz co? Cieszy się jak głupi. Myślałam, że zacznie panikować czy coś, ale on zareagował zupełnie inaczej. Był opanowany i się cieszył.. - Wzruszyła ramionami - Wiem, że to nie odpowiedni czas, ale chciałam, abyś była chrzestną mojego dziecka, jednak teraz widzę, że to zły pomysł..
- Bardzo zły - Uśmiechnęłam się lekko, aby załagodzić sytuację - Znajdziesz lepszą chrzestną dla swojego bobasa, która będzie się nim opiekować. Ja nawet nie dożyje chrzcin..... Boże, dziś już za dużo tych informacji. Pogadamy o tym wszystkim jutro, dobra? Muszę pomyśleć..
- Jasne - Odwzajemniła mój uśmiech - A Dylan? Wie? - Spojrzałam na nią po czym przełknęłam głośno ślinę. No tak.Przecież nie miała pojęcia, że zerwaliśmy.
- Musisz o czym wiedzieć. Miałaś rację co do niego... - Mówiąc to, do oczu naleciały mi łzy. Chciałam się ogarnąć, ale nie umiałam - On.. On się mną bawił.. Nie kochał mnie. Nie zależało mu na mnie..
- Co Ty mówisz?.. Jak to?.. - Opowiedziałam jej sytuację z wczoraj a ta tylko zakryła usta dłonią by nie zacząć krzyczeć. Chciała dorwać gnoja i obić mu ryj, ale zabroniłam jej. Cooper to świnia i cham. Bóg wie co by jej zarobił. Skoro jest zdolny, aby zamknąć mnie w schowku szkolnym, czy sprzedać jako dziwkę, to co dopiero zrobi jej? Wolę nie ryzykować - Ross, coś tu nie gra. Myślę, że on naprawdę Cię kocha i z tego co mówisz, że jest jakiś tam Rick, to może on kazał mu to wszystko zrobić?
- Nie. Rozmawiałam z nim na osobności. Nawet wtedy powiedział mi, że mam trzymać się od niego z dala. Po prostu zabawił się mną - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Nie chcę go znać. Nienawidzę go..
- I ja mam w to uwierzyć? - Nagle zaczęła grzebać coś w kieszeniach swoich spodni. Po chwili wyciągnęła z nich białą kartkę - Nie wiem czy dobrze robię, ale przyniosłam to dla Ciebie. To list który Dylan napisał w szpitalu. Zostawił go pierwszego dnia wizyty. Zabrałam go, kiedy no wiesz.. Wtedy z tą akcją z Michałem.. Czytałam go i wiem, że to co tam napisał to prawda. Ty również musisz to przeczytać. Po tym liście zrozumiałam, że to ja się myliłam a jemu na Tobie zależy. Sama zobaczysz - Posłała mi uśmiech i wstała na nogi - Muszę już lecieć. Diuk chce jeszcze zajechać do rodziców. Spotkamy się w szkole, tak? Przyjechać po Ciebie rano?
- Jeżeli Michał nie przyjedzie to tak.. - Kiwnęła głową a następnie się pożegnałyśmy i zostałam sama. Byłam wykończona. Przed snem pogadałam jeszcze z rodzicami, chcąc ich jakoś uspokoić, ale nic do nich nie docierało. Matka płakała a ojciec mało mnie słuchał. Tak byli tym wszystkim przejęci. Kiedy wiedziałam, że dziś już nic nie zdziałam, wzięłam kąpiel i położyłam się spać.
Rano wstałam dosyć wcześnie. Zdążyłam wziąć ciepły prysznic, ubrać się i wyprostować włosy. List od Pauli zostawiłam na biurku, obok tego, który napisałam ja. Nie przeczytałam żadnego i nie pozbyłam się żadnego. Sama nie wiem czemu. Jakoś tak wyszło.
W kuchni czekał na mnie talerz pełen omletów i sok pomarańczowy. Na stole była mała karteczka od mamy, że kiedy wróci to porozmawiamy na spokojnie i wszystko sobie wyjaśnimy. Dopisała również, że bardzo mocno mnie kocha i życzy miłego dnia. Tak, na pewno będzie miły.
Zjadłam śniadanie i chwilę później, pod mój dom przyjechała Paula. Michał nie odbierał ode mnie telefonów oraz nie odpisał na żadnego SMS'a, więc napisałam do Pauliny. Była jak zawsze na czas.
Spakowałam książki i wybiegłam na zewnątrz. W szkole byłyśmy pięć minut przed czasem. Dziewczyna zaparkowała tam gdzie zawsze i razem opuściłyśmy jej pojazd.
- Gdzie Diuk? - Spytałam.
- Dziś przyjedzie później. Coś tam musi załatwić - Wzruszyła ramionami. Przed naszymi oczyma wyłonił się Michał. Szedł z kolegami z drużyny i uważnie mi się przyglądał. Nawet się nie przywitał.
 Wciąż był na mnie zły. Stanęli na schodach przed wejściem i rozmawiali o byle czym. Chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku, chociaż starał się tego nie okazywać - Dylan..
- Co? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos Pauli. Powiedziała jego imię?
- Dylan.. - Powtórzyła szturchając mnie łokciem. Wskazała palcem grupkę ludzi stojących tam, gdzie kiedyś szwendał się Cooper z Alanem. Tym razem nie byli sami. Obok samochodu szatyna, stał David, Alan, Dylan i Roksana oraz jeszcze dwóch gości. Mój wzrok od razu utkwił na jego osobie. Stał jakby nigdy nic i tak zwyczajnie palił fajkę. Miał w dupie, że jest na terenie szkoły. W ogóle co on tu robił? Ponad miesiąc opuszczał lekcje a dziś tak po prostu się tu zjawił? Kiedy na mnie spojrzał, wzruszył obojętnie ramionami. Nasz wzrok się napotkał a ja poczułam jak ściskają mi się flaki w żołądku. Był jakiś taki inny. Odmieniony. Jakby to wcale nie był on. Roztrzepane włosy, pocięte w kolanach spodnie i czarna bluza. Do tego olał mnie. Zignorował. Na moich oczach, podeszła do niego ta czarna szmata i zaczęli się całować. Przez tą idiotkę znienawidziłam kolor swoich włosów. Brzydziłam się go.
- Dalej uważasz, że mnie kocha? - Warknęłam w stronę przyjaciółki i szybkim krokiem weszłam do szkoły. Nie zamierzałam się dłużej przyglądać parce zakochanych gołąbków. Miałam też gdzieś wkurzonego Michała. Teraz miałam w dupie cały świat!
Pierwsze dwie lekcje minęły mi dosyć szybko. Może dlatego, że nie chciałam przerwy bo bałam się, że wpadnę na tego chama? Tak czy inaczej, kiedy lekcja fizyki dobiegła końca, zostałam zmuszona aby opuścić klasę i udać się na dwór. Paula poleciała do Diuka, który właśnie przyjechał.
Idąc korytarzem, zobaczyłam wielki tłum uczniów zebrany obok szafek. Coś się działo! Czym prędzej pobiegłam w tamtą stronę, ale nikt nie chciał mnie przepuścić na sam początek. Nie wiedziałam co się dzieje aż nie usłyszałam głosu Michała. Był w tym tłumie. Był jako atrakcja główna.
- Przepuście mnie do cholery! Tam jest mój przyjaciel! - Wrzasnęłam pchając się co rusz łokciami. To w lewo, to w prawo. Po kilku minutach udało mi się wreszcie dotrzeć do celu - Co tu się dzie... - Nagle zamilkłam. Przede mną leżał na podłodze Michał, który zwijał się z bólu. Kilka kroków dalej stał Dylan z rękami uniesionymi do góry. Cieszył się z wygranej. Był bardzo zadowolony, że pobił Michała. Za nim stał David i Roksana. Alana nigdzie nie było. Dziewczyna widząc mnie, zbliżyła się do nastolatka po czym złożyła na jego ustach namiętnego buziaka. Poczułam w sercu nienawiść do tej dwójki.
- Kogo my tu mamy - Parsknęła tym swoim jadowitym głosem. Zacisnęłam dłoń w pięść, aby nie wybuchnąć, ale kiedy Michał próbował wstać na nogi a Dylan podszedł do niego i z powrotem pchnął go na ziemię, nie wytrzymałam.
- Przestań! - Krzyczałam - Jesteś normalny?! - Podeszłam do niego i odepchnęłam go do tyłu. Był zimny jak lód. Nie czułam już tego ciepła co kiedyś - Zostaw go! Sam nie potrafisz nic załatwić, tylko kolegami się bronisz?!
- Obrończyni słabych się znalazła - Zaśmiał się - Zjeżdżaj stąd.
- Jesteś zwykłym śmieciem! Nie masz kogo się czepiać, tylko jego?!
- Jeżeli tak bardzo chcesz to mogę zacząć czepiać się Ciebie - Sama nie wierzyłam w to co słyszę. Boże, jak on się zmienił.
- Zostaw ją... - Michał wstał na nogi i stanął przede mną - Jesteś ćpunem Cooper. Ćpunem i wielkim zerem. Stoczyłeś się całkowicie. Nigdy więcej nie waż się zbliżyć do Ross...- Ćpunem? Dlaczego on tak go nazwał?
- Bo co mi zrobisz, co? - Warknął szatyn. Stanęli twarzą w twarz i sapali do siebie nawzajem - Jakbym chciał to bym ją miał już dawno. Nie zapominaj, że to mnie wybrała - Ludzie dookoła nas zaczęli do siebie szeptać co rusz to inne słowa.
- I popełniła największy błąd w życiu. Drugi raz tego nie zrobi.
- Michał, on nie jest tego wart.. - Spojrzałam na przyjaciela i złapałam go za ramię - Chodźmy stąd.. - Nim zdążyłam zrobić krok do przodu, przede mną stanął Dylan. Założył ręka na rękę i zaśmiał się szyderczo.
- Nie skończyłem z Tobą rozmawiać.
- My już od bardzo dawna nie mamy o czym gadać - Wytkałam mu środkowy palec i ruszyłam do przodu. Michał był tuż obok mnie. Kiedy znaleźliśmy się w łazienkach, spojrzałam na swojego byłego chłopaka i czekałam na jakieś wytłumaczenie.
- No co? - Warknął.
- Jajco! - Mruknęłam - Nie odzywasz się do mnie od wczoraj, okej, ale co to kurwa ma znaczyć?! Bójki z tym idiotą? Naprawdę?
- On zaczął. Szedłem Cię poszukać, kiedy zobaczyłem jego i tą bandę kretynów. Stali do mnie tyłem, więc zdążyłem zobaczyć co robią..
- Co robią? - Zdziwiłam się - Co widziałeś? I czemu nazwałeś go ćpunem?
- Ross, Dylan nie pobił mnie bo jest w chuj silny. Znokautował mnie jednym ciosem bo jest nafetowany. On wciąga białe...
- Co? To nieprawda. Nie wierzę w to..
- Widziałem na własne oczy. Wyzywałem go od ćpuna i wtedy się na mnie rzucili. Nie ufasz mi? - Spojrzałam mu w oczy i wiedziałam, że by mnie nie okłamał. Nie teraz. Podeszłam do niego po czym wtuliłam się w jego duże ramiona.
- Wierzę Ci.. - Szepnęłam. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcję.
- Co teraz masz? - Spytał.
- Matmę a Ty?
- Fizykę. Muszę iść bo mam test. Spotkamy się potem, dobra?
- Jasne.. - Złożył na moim policzku całusa i odszedł. Ja tymczasem zamiast iść na lekcję, udałam się do łazienki i obmyłam twarz zimną wodą. To jakaś pieprzona komedia! Wtedy usłyszałam czyjeś oklaski. Podniosłam do góry głowę a w lustrze ujrzałam Coopera. Stał oparty o białą ścianę i wpatrywał się we mnie intensywnie. Przestraszyłam się - Co tu robisz?!
- Ślicznie razem wyglądacie - Rzekł ironicznie. Na jego twarzy widniał chamski uśmieszek - Jak to jest wrócić do byłego?
- Nie wiem - Warknęłam - Ty mi powiedz. Znasz się na tym najlepiej, prawda? Czego ode mnie chcesz? To damska toaleta...
- Spokojnie.. Nie bój się - Zbliżył się do mnie i przejechał dłonią po moim prawym policzku - Dobrze wiedzieć, że już masz innego. Jesteś strasznie szybka - Zaśmiał się.
- Kazałeś mi się od siebie odczepić a sam zatruwasz mi życie. Nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.. - Odsunęłam się w bok i chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił - Co robisz?.. - Szepnęłam, kiedy zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Serce zaczęło bić mi szybciej, oddech stał się nierówny a rozum podpowiadał, abym strzeliła mu w twarz. Miałam wrażenie, że chce mnie pocałować. Już zamknęłam oczy z nadzieją, że zaraz poczuje na sobie ciężar jego ust, ale zamiast tego, usłyszałam głośny śmiech.
- Serio myślisz, że Cię pocałuje?
- Co..? - Zatrzepotałam gwałtownie oczyma i powróciłam na ziemię - Ty draniu.. - Zamachnęłam się ręką do tyłu, ale nic to nie dało. Na czas zdążył unicestwić mój atak - Nienawidzę Cię! - Wykrzyczałam. Byłam pewna, że kilka łez spłynęło po moim policzku.
- W kółko to powtarzasz a jednak pocałować to mnie chcesz. Płyta Ci się zacięła? Wiesz, jesteś urocza kiedy się złościsz.. - Spojrzałam mu w oczy i ostrzegłam tam całkiem kogoś innego niż kiedyś. Szatyn ścisnął moje nadgarstki i nawet nie zdawał sobie spawy z tego, ile włożył w to siły. Ręce mu dygotały a serce biło jak oszalałe. Sam jego wzrok był lodowaty i odpychający.
- To boli.. - Jęknęłam czując jak ściska jeszcze mocniej.
- Przecież lubiłaś kiedy Cię dotykałem, prawda?
- Puść mnie... - Ale on nie słuchał. Zaczęłam się z nim szarpać, jednak był silniejszy - Dylan! To boli! Puść mnie! - Krzyczałam o pomoc i wtedy miałam wrażenie jakby stracił nad sobą kontrolę. Podniósł mnie do góry i przywalił moim ciałem o jedną ze ścian. Uderzenie było silne. Naprawdę silne. Do oczu naleciały mi łzy. Wpadłam w panikę. Dylan dyszał jak oszalały i wpatrywał się we mnie jakbym była dla niego jakimś pokarmem. Bałam się go. Pierwszy raz tak bardzo się go bałam.
- Zamknij się.. - Warknął ostrym tonem głosu. Z kieszeni jego spodni wypadł mały woreczek, który wylądował na ziemi. Więc Michał miał rację. Cooper jest pod wpływem tego gówna.
- Dylan.. - Szepnęłam roztrzęsiona - Ty.. ćpasz...
- Powiedziałem, abyś się zamknęła! - Wrzasnął. Zamachnął się ręką do tyłu i już chciał mnie uderzyć, kiedy do pomieszczenia wpadła Paula i złapała jego nadlatującą do mnie dłoń.
- Puść ją! To jest Ross! Twoja Ross! Nie pamiętasz jej!? - Spojrzał na mnie, to na nią i znów na mnie. Był spocony i zmęczony. Ledwo ogarniał co się w okół niego dzieje - Spokojnie.. Wszystko będzie dobrze..Nie chcesz jej skrzywdzić, prawda? Nie chcesz. Ty ją kochasz. To Twoja dziewczyna..
- Dylan, proszę.. Puść mnie.. To ja.. Ross... - Zerknął na mnie i przejechał dłonią po moim policzku.
- Ross? - Mruknął. Kiwnęłam przestraszona głową. Puścił mnie i odsunął się kilka kroków w tył. Stałam sparaliżowana nie mogąc wykonać najmniejszej czynności. On chciał mnie uderzyć. Chciał mnie uderzyć! - Ross.. Powtórzył nie odrywając ode mnie wzroku. Chciał mnie ponownie dotknąć, ale odskoczyłam w bok.
- Nie dotykaj mnie.. - Syknęłam - Nie dotykaj! - Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Chłopak spojrzał na mnie spode łba i przeniósł wzrok na moją przyjaciółkę. Znów się zatracał. Znów jego mina zmieniała się do tamtej sprzed kilku minut i znów stawał się niebezpieczny. Tracił nad sobą kontrolę przez te pierdolone gówno.
- Dylan, uspokój się.. - Wtrąciła Paulina.
- Przerwałaś nam szmato! - Warknął zaciskając dłoń w pięść. Do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Wymierzyłam porządnego kopa w jego kroczę a kiedy zwinął się z bólu, razem z przyjaciółką ruszyłyśmy do ucieczki. Wybiegłyśmy ze szkoły i pobiegłyśmy wprost do samochodu. Nie zamierzałam zostać w tej szkole ani chwili dłużej. Nie kiedy on tu jest.
- Ross, wszystko w porządku? - Spytała, kiedy ruszyłyśmy spod budynku.
- Nie.. - Zaczęłam dusić się własnym powietrzem - Nie jest w porządku.. Nic nie jest w porządku.. On jest ćpunem...
- On nie wie, prawda? Nie wie, że umierasz..
- Nie wie i się nie dowie. Nienawidzę go!..Wszystko zniszczył. Zniszczył miłość jaką go darzyłam.. Nienawidzę go..
- Uspokój się..
- Jak mam się uspokoić!? On był naćpany! Brał nie wiadomo co! Widziałaś w jakim był stanie?! Chciał mnie pobić! Groził mi! Strasznie się zmienił.. To nie jest już ten sam chłopak.. To jest całkiem inna osoba.... Mój Dylan Cooper już dawno nie istnieje.. To jest ktoś zupełnie inny.. - Zamknęłam oczy i oparłam się głową o szybę. Po piętnastu minutach znalazłyśmy się pod moim domem - Dzięki, że mnie podwiozłaś.
- Chcesz, abym z Tobą została?
- Wolę być sama.. Spotkamy się wieczorem, okej? - Kiwnęła głową i przytuliła mnie na pożegnanie. Potem wysiadłam na zewnątrz a kiedy Paula odjechała, weszłam do środka mieszkania. Byłam sama, gdyż mama pracowała do piętnastej a czasem nawet dłużej. Od razu pobiegłam do siebie. Chwyciłam w dłonie dwa listy, jeden od niego a drugi do niego. Najpierw spaliłam ten, który dała mi Paulina. Nawet go nie czytałam. Miałam gdzieś co mi kiedyś pisał. Liczyła się chwila obecna. Potem spojrzałam na swoją kartkę i ją również spaliłam - Ogień spali słowa na popiół a a wiatr je uniesie i zabierze ze sobą ten ból, który w Tobie siedzi... - Szepnęłam sama do siebie. Oby to była prawda, bo chcę zapomnieć o tym chamie. Chce wymazać go z pamięci raz na zawsze i cieszyć się przez ostatnie dni jakie mi zostały....

,, KOCHAM CIĘ. CHCĘ, ABYŚ WIEDZIAŁ, ŻE NIGDY NIE ZAPOMNĘ TEGO, CO RAZEM PRZEŻYLIŚMY. POKAZAŁEŚ MI CO ZNACZY NAPRAWDĘ KOCHAĆ DRUGĄ OSOBĘ I DARZYĆ JĄ SZCZERĄ MIŁOŚCIĄ. JA TAKĄ DARZYŁAM CIEBIE. ZNACZYŁEŚ DLA MNIE BARDZO DUŻO. ZA DUŻO.... MAM NADZIEJĘ, ŻE JESTEŚ TERAZ SZCZĘŚLIWY I, ŻE NIGDY NIE BĘDZIESZ ŻAŁOWAŁ DECYZJI JAKĄ PODJĄŁEŚ. KOCHAŁAM CIĘ DYLANIE COOPERZE. NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAŁAM.... ''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz