poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 10


- Ross, wstawaj! - Czyjś głos nieustannie próbował wybudzić mnie ze snu. Jejku, ludzie... Dopiero się położyłam a Wy już mnie budzicie? Trochę to zajęło, ale wreszcie otworzyłam swoje przemęczone powieki. Światło panujące w danym pomieszczeniu, nie ułatwiło mi ostrości widzenia. Promienie słońca szyderczo wpadały przez otwarte okno i tym samym dawały mi nieźle w kość. Dopiero po kilku minutach, zorientowałam się, że leżę na szpitalnym łóżku. Te ściany, które tak dobrze były mi znajome, sufit w który niegdyś kiedyś się wpatrywałam każdego dnia. Naprzeciwko mnie, widniał obraz róż. W sumie był zamazany, ktoś próbował go wymazać, ale jedynie co udało mu się uzyskać, to rozmazana plama na ścianie. W tamtej chwili nie kojarzyłam tego obrazka. Nie wiedziałam skąd się wziął. Co do cholery?! - Jak się czujesz? - Spytał. Spojrzałam na mężczyznę stojącego naprzeciwko mnie. Znałam go. Ubrany w biały fartuch i okulary na nosie, intensywnie się we mnie wpatrywał jakby chciał wyczytać z moich oczu wszystkie emocje, które się we mnie gotują.
- Filip?... - Mój głos w tej chwili nie należał do najbardziej donośnych. Ledwo zapiszczałam. Najmniejszy ruch wywoływał u mnie masę bólu.
- Jak się czujesz? - Powtórzył swoje pytanie.
- Do.. dobrze... Chyba dobrze... - Skłamałam. Czułam się paskudnie, miałam wrażenie, że właśnie umieram a cierpienie nie mieściło się w mojej głowie - Jak się tu znalazłam...?
- To długa historia. Najważniejsze byś odpoczywała. Pobrałem Twoją krew i przeprowadziłem kilka badań. Czekam na wyniki. Ross, coś Ty ze sobą zrobiła?
- Tobie też się nie podoba? - Wymusiłam usta w słaby uśmiech. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie chodzi mu o mój wygląd, ale trochę humorku w tym pomieszczeniu się przyda. Zwłaszcza w jego pracy. Jedyne kawały jakie zna to chyba te o trupach. Puk, puk. Kto tak? Śmierć.
- Nie mam na myśli wyglądu - Burknął - Ale jeśli o to chodzi, to lepiej Ci w blondzie - Przewrócił oczyma nie wierząc w moją głupotę. Tym razem uśmiechnęłam się szczerzę i mrugnęłam do niego prawym okiem - Mam na myśli Twój organizm. Zdajesz sobie sprawę z tego jak go osłabiłaś?
- O matko. Daj spokój. Najważniejsze, że wróciłam, prawda? - Lekko wykrzywiłam usta w kolejny słaby uśmiech, który kosztował mnie dużo wysiłku. Od paru tygodni strasznie szybko się męczę. Zmieniam się w taką fajtłape, która sama ze sobą sobie nie radzi. Wracając do mojego wcześniejszego pytania, to jak się tu kurde znalazłam?! Pamiętam, że przyjechałam do rodziców, zadzwoniłam do Michała, który przyjechał i spotkałam się z nim... Potem pustka. Musiałam zemdleć.
- Ross! Do cholery! Ty nie rozumiesz, prawda? Nie mogę w żaden sposób Tobie pomóc a Ty dodatkowo siebie niszczysz! Powinnaś wrócić kilka tygodni temu, przeprowadzać regularne badania bym mógł śledzić przebieg tej pieprzonej choroby i wiedzieć, ile zostało Ci czasu! A teraz? Pozostał nam na razie tylko i wyłącznie czas oczekiwania kiedy to wszystko nadejdzie! Jesteś nieodpowiedzialną gówniarą! - Warknął. Kiedy chciał zbesztać mnie jeszcze bardziej, zadzwoniła jego komórka. Musiał odebrać bo było to coś ważnego i przeprosił mnie na chwilę. Skinęłam głową, aby się nie krępował i chwilę później wyszedł na korytarz. Szczerze mówiąc, potrzebowałam teraz chwili samotności. Nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek, dlatego obróciłam głowę w drugą stronę i zamknęłam zmęczone powieki. Sen nadszedł nieoczekiwanie szybko. Nic specjalnego mi się nie śniło. Nawet nie wiem czy cokolwiek mi się przyśniło. Nie pamiętałam. Gdy ponownie wróciłam do świata żywych, w moim pokoju ktoś był. Wyczuwałam czyjąś obecność. Wolniutko spojrzałam na sam koniec pomieszczenia. W kącie siedziała Paulina. Kiedy dostrzegła, że nie śpię, szybko do mnie podbiegła i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Dlaczego płaczesz? - Szepnęłam - Coś się stało?.. -  Z oczu leciały jej łzy a brak uśmiechu dawał o sobie we znaki. Wpatrywała się we mnie jakby widziała kogoś całkiem innego. Widziałam jak mierzy moje włosy, moją twarz i skupia się na moim ciele.
- Nie.. - Zapewniła mnie -Wszystko okej.. Po prostu.. Widząc Cię w takim stanie... Kurde, Ross... Brakowało mi Ciebie! - Krzyknęła po czym ponownie się przytuliłyśmy - Wyglądasz całkiem inaczej. Zmieniłaś się....
- To źle? - Spytałam zaciekawiona - Nie podoba Ci się?
- Z początku kiedy ty przyszłam, nie byłam pewna czy to naprawdę Ty. Wyglądasz zajebiście, ale smutno mi, że dopiero teraz się o tym dowiaduje! - Mruknęła rozczulona. Swoimi uściskami miałam wrażenie, że łamie mi kości. Wyglądała jak piórko, ale siłę miała większą niż nie jeden facet. Potem ni stąd ni zowąd zmieniła temat i zaczęła wypytywać mnie o wszystkie detale mojej podróży z Alanem, interesowała się najmniejszymi szczegółami, ochrzaniła mnie, że tak mało się odzywałam i wydarła się na mnie, że nic jej nie wspomniałam o tym, że wracam.
- Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam... - Mogąc poczuć swoją przyjaciółkę, dotknąć ją, zobaczyć, zrozumiałam, że wreszcie mam to, czego od tak dawna potrzebowałam. Widziałam już wszystkich. Rodziców, Michała i Paulę. To najważniejsze. Nic ani nikt więcej się nie liczy - A jak tam Diuk? Wszystko u niego dobrze? Jak dziecko? - To pytanie było najważniejsze. Za niedługo mały brzdąc przyjdzie na ten świat i przyniesie im wiele radości. Paula zostanie mamą, czy Wy to rozumiecie? Jednak najbardziej ciekawiła mnie płeć tego dziecka. Dziewczyna czy chłopiec? Cokolwiek to będzie, będzie śliczne. Bez dwóch zdań.
- Dobrze - Uśmiechnęła się - Jutro idę na badania. Chcę wiedzieć co będziemy mieć.
- I dobrze! Od początku byłam tego zdania, abyście wiedzieli. Myślałaś nad imieniem?
- Tak - Uśmiechnęła się - Ale Ci nie powiem. To będzie niespodzianka. Kiedy będę już znać płeć dziecka to zrobimy kolację na którą zaprosimy najbliższych i tam wszystko powiemy. Musisz wytrzymać.
- Dobra... - Mruknęłam niezadowolona - Niech Ci będzie..
- Ross? - Zaczęła radośnie - Jest jeszcze jedna sprawa.
- Tak? - Zdziwiłam się i jednocześnie zaniepokoiłam,
- Za kilka dni wychodzę za mąż.. Zostaniesz moją świadkową ?  [...] .

Oczywiście zgodziłam się na propozycje przyjaciółki. Jak mogłabym odmówić? Musiałabym być idiotką, aby na to nie przystać. Dochodziła pierwsza w nocy a mi strasznie zachciało się pić. Nie miałam wokół siebie nikogo kto mógłby spełnić moją zachciankę, ponieważ każdy udał się do swojego domu. Długo musiałam namawiać rodziców, aby mnie zostawili samą w tym miejscu, jednak wreszcie mi się udało i na kilka godzin dali mi spokój. Tak więc wstałam z łóżka i opatuliwszy się w gruby koc, który dostałam od mojej najwspanialszej mamusi, udałam się do maszyny z napojami. Bufet o tej godzinie był zamknięty. Wielka szkoda bo miałam ochotę na hamburgera. Tak, dobrze słyszycie. Uwielbiam te bułki z mięchem i warzywami! Mogłabym to wcinać godzinami! Takie to pyszne. Nie jestem typem dziewczyna, która jak przytyje to wpada w panikę.
Wracając do tematu.. Szłam sobie wzdłuż korytarza w poszukiwaniu tej kupy żelaza, kiedy usłyszałam znajomy mi głos. Nie byłam pewna do kogo należał, ale chciałam się przywitać. Dźwięk dochodził z recepcji na szóstym piętrze. Tak, znajduję się na samej górze, ponieważ Filip uważa, że to najlepszy sposób bym mogła odpoczywać w ciszy. Budynek ten jest cholernie duży. Naprawdę. Nie wiem skąd oni wzięli na to miejsce tyle pieniędzy.
- Wszystko załatwione? - Usłyszałam ten jakże znajomy mi głos. Założyłam na głowę kaptur po czym wychyliłam się zza ściany i uważnie spojrzałam na dwie męskie postacie stojące niedaleko mnie, tuż przy samym biurku przy którym za dnia pracuje Emy, kobieta o złotym sercu.
- Przemyśl to na spokojnie. To nie jest dobre...
- Masz to kurwa zrobić! Nie proszę Cię o rady, tylko wydaję polecenie! Rozumiesz? - Warknął uderzając pięścią w blat komody. Podskoczyłam wystraszona dając im możliwość usłyszenia mnie. Dwójka mężczyzn spojrzała w moją stronę. Filip widząc mnie, przetarł dłonią czoło i wykrzywił usta w grymas niezadowolenia. Chyba przyszłam w złą porę.
- Ja.. - Zaczęłam nieśmiało - Cześć.. - Jęknęłam. Zbliżyłam się do nich i posłałam obojgu lekki uśmiech. Swój wzrok przeniosłam na kolegę Filipa. Stał oparty o blat biurka z rękoma w kieszeni - Sebastian? - Zdziwiłam się. Wyglądał dosłownie jak on. Dokładnie nie widziałam rys jego twarzy, ponieważ miał na sobie kaptur tak samo jak ja. Potężna, smukła sylwetka, wysoki, barczyste ramiona.
- Ross... - Filip wyszeptał moje imię tak cicho, aby jego kolega tego nie usłyszał po czym machnął ręką bym nic więcej nie mówiła, ale nie posłuchałam. Nie wiedziałam czemu miałabym milczeć. Podeszłam jeszcze bliżej i spojrzałam na chłopaka. Nawet nie zwróciłam uwagi, że ma ciemniejszy kolor oczu niż przedtem a spod kaptura wystając ciemne kosmyki włosów..
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Burknął i z powrotem spojrzał na Filipa - Wiec? Rozumiemy się? - Totalnie mnie zlał. W co ten gościu pogrywa? Poirytowana jego zachowaniem, nie mogłam tak tego zostawić.
- Bardzo śmieszne... - Chwyciłam jego ramię i gwałtownie wstrząsnęłam nim by obrócił się w moją stronę. Spojrzał mi w oczy. Przeszył mnie swoim wzrokiem a ja nie mogłam powstrzymać stęknięcia jakie wydały moje usta. Poczułam silne ukłucie na samym dnie serca. Obudziło się we mnie coś, czego od tak dawna nie czułam. Cholera. To nie był Sebastian. To nie był Sebastian. To nie był Sebastian!
- Mówię kurwa, że to pomyłka! - Warknął. Moje serce w tamtej chwili biło jak oszalałe a oddech stał się nierówny. Nie mogłam normalnie oddychać. Pomieszczenie stawało się ciaśniejsze a ja czułam jak tracę panowanie nad całym ciałem. Zmierzył mnie uważnie jakby zaczynał domyślać się kim jestem, jakby moja twarz zdawała mu się znajoma - My się znamy? - Spytał wreszcie. Kiwnęłam przecząco głową prosząc Filipa o pomoc. Ten tylko westchnął zmartwiony i wzruszył ramionami na bezradność w jakiej się znajdował.
- Nie.. To rzeczywiście pomyłka... Lepiej jak pójdę.. - Wymusiłam usta w lekki uśmiech i odwróciwszy się na pięcie, ruszyłam przed siebie. Czułam na sobie jego wzrok, który świdrował tył mojego obolałego ciała. Mierzył mnie. Byłam na jego celowniku! Matko boska. To był on.... Już prawie zeszłam z ich punktu widzenia, kiedy nieoczekiwanie wpadłam na jedną z pielęgniarek, która wszystko popsuła. Dokładnie to nie wpadłam na nią bo kobieta ta, znajdowała się na drugim końcu korytarza i widząc mnie, wykrzyczała moje nazwisko.
- Panienko Evans! Wszystko w porządku?! - Mimo tego, że było tak późno, ona musiała drzeć tą swoją japę na całym piętrze.  Machnęłam ręką, że wszystko gra i ruszyłam krok naprzód. Wtedy usłyszałam ponownie jego głos.
- Evans? - Powtórzył po niej. Zadrżałam. Ścisnęłam dłoń w twardą pięść a chwilę potem usłyszałam czyjeś kroki będące coraz bliżej mnie. Moja dłoń zetknęła się z dłonią o dwa razy większą od niej samej. Przede mną wyłoniła się potężna sylwetka mojego znajomego. Zmrużył oczy jakby chciał przyzwyczaić się do tego co widzi i przekręcił głowę na prawą stronę ramienia - Ross... - Tym razem na końcu jego słowa nie widniał znak zapytania. On się nie pytał. On stwierdzał.
- Dylan....

***DYLAN***

Byłem w tym rozpierdolonym szpitalu od ponad godziny. Dalej nie wiem jak to możliwe, że Roksana jest w ciąży. Jak kurwa?! Jak?! Fakt, bzyknąłem ją kilka razy, ale nie przypominam sobie abym się w niej spuszczał. To niemożliwe. Kiedy dowiedziałem się o tym, było mi wszystko jedno. Nawet wyśmiałem tą puszczalską szmatę, że ma za swoje, ale kiedy powiedziała mi, kto jest ojcem tego bachora, opadła mi gęba. Ciągle słyszę ten jej przesiąknięty spermą głos, który rozchodzi się w moich uszach jak echo. ,, To Twoje dziecko... Twoje! '' .
- Wszystko załatwione? - Spytałem tego debila, który stał naprzeciwko  mnie. Nie miałem czasu na zabawy a jego głupie namawianie mnie, że to zła decyzja, tylko psuły mi mój i tak chujowy już humor.
- Przemyśl to na spokojnie. To nie jest dobre... - Zaczął majaczyć pod nosem. Czy on nie rozumiał tego jak bardzo mnie wkurwia?
- Masz to kurwa zrobić! Nie proszę Cię o rady, tylko wydaję polecenie! Rozumiesz? -  Zdenerwowany uderzyłem pięścią w blat. Wtedy usłyszałem jak ktoś za nami wzdycha i w jednej sekundzie obróciłem głowę w tamtą stronę. W kącie stała jakaś dziewczęca postać. Nie widziałem twarzy ponieważ była zakapturzona.
- Ja.. - Zaczęła nieśmiało - Cześć.. - Jęknęła. Zbliżyła się do nas i speszona posłała nam lekki uśmiech. Swój wzrok przeniosła na mnie. Obserwowałem co zamierza zrobić, kiedy podeszła jeszcze bliżej - Sebastian?
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Burknąłem i z powrotem spojrzałem na Filipa. Głos tej dziewczyny był dziwnie znajomy. Jakbym go gdzieś wcześniej słyszał - Wiec? Rozumiemy się? - Ponownie zwróciłem się do doktorka, aby dał mi jasną odpowiedź, że pozbędzie się tego bachora. Nie chciałem mieć dzieci i na pewno nie będę ich miał w tym wieku.
- Bardzo śmieszne... - Chwyciła moje ramię i gwałtownie wstrząsnęła mną bym obrócił się w jej stronę. Tak też się stało. Dodatkowo spojrzałem jej przy tym w oczy. Kurwa, mimo tego, że mało widziałem, była strasznie do kogoś podobna.
- Mówię kurwa, że to pomyłka! - Warknąłem już nieco wkurwiony. Chciałem jak najszybciej załatwić tą sprawę i wrócić do domu a tu ciągle mi ktoś w tym przeszkadza. Ale coś nie dawało mi spokoju. Była zbyt znajoma.  Te oczy, usta... - My się znamy? - Spytałem wreszcie. Pytanie to, same cisnęło mi się na usta. Kiwnęła przecząco głową.
- Nie.. To rzeczywiście pomyłka... Lepiej jak pójdę.. - Wymusiła usta w lekki uśmiech i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła przed siebie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Nawet sposób w jaki się poruszała był dla mnie dziwnie znajomy.
- Panienko Evans! Wszystko w porządku?! - Ciszę przerwał głos pielęgniarki wołającej moją nową znajomą. Śmieszyły mnie te kobiety w białych fartuchach latające za każdym pacjentem i na siłę starające się mu pomóc a kiedy rzeczywiście ktoś potrzebował tej pomocy, one nie miały czasu bo były zbyt zajęte sobą. Ale muszę przyznać, że niektóre pielęgniarki są zajebiste. Dopiero chwilę później dotarło do mnie co ta baba powiedziała.
-  Evans? - Powtórzyłem. Tak dawno nie słyszałem tego nazwiska. Należało ono do dziewczyny, którą niegdyś kochałem.... Nie. To niemożliwe. To zbyt nierealne, aby mogło się dziać. Dziewczyna stanęła w bezruchu i nie wykonała więcej żadnego kroku. Zerknąłem na Filipa, który uciekał przede mną wzrokiem. Kutas wiedział! Wiedział że to ona! Normalnie gdybym nie myślał teraz o niej to podszedłbym do niego i stłukł mu tą jego śliczną twarzyczkę. Niestety byłem zbyt zajęty czymś innym. Czymś ważniejszym. Szybko podszedłem do dziewczyny i stanąłem z nią twarzą w twarz. Głowę miała ciągle spuszczoną jakby nie chciała na mnie spojrzeć. Musiałem wiedzieć. Musiałem kurwa, dlatego ściągnąłem z niej kaptur i intensywnie spojrzałem w jej ciemne tęczówki.
- Ross... - Wydyszałem. Poczułem jak serce przyśpiesza bicia a oddech staje się nierówny. Właśnie stoję z nią twarzą w twarz. Z dziewczyną która złamała mi serce i poleciała do mojego najlepszego przyjaciela. Po tak długim czasie wreszcie stanąłem z nią twarzą w twarz. Tylko, że ani trochę nie przypominała tej dawnej Ross Evans z którą niegdyś kiedyś się kłóciłem. Miała krótsze włosy, o wiele krótsze, podkrążone oczy, zmęczoną twarz. Mimo wszystko miała też plusy w swojej przemianie. Prawdę mówiąc wyglądała o wiele lepiej niż przedtem a ja nie potrafiłem w tej chwili oderwać od niej wzroku.
- Dylan.. - Szepnęła. Słysząc jak wypowiada moje imię... Słysząc od tak dawna z jej ust to słowo, zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu.
- Ros.... - Powtórzyłem....

,,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz